Skip to main content

Full text of "Woy pod wzgldem statystycznym, historycznym i archeologicznym"

See other formats


^ 




Purchased for the 
LiBRARY of the 

UNIYERSITY OF TORONTO 

froni the 

KATHLEEN MADILL BEQUEST 



•^ 



WOL YP^ 



POD WZGLĘDEM 



STATYSTYCZNYM, HISTORYCZNYM I AKCHEOLOGICZNYM 



PRZEZ 



TADEUSZA JERZEGO STECKIEGO. 
Serya 2-ga. 

Wydanie K. Budkiewicza księgarza w Żytomirzii. 



L W O W, 

:l dkukarni zakładu nar. im. ossolińskich. 

Pod ianądem upnyw. diieriawcy A. Vogla, 

1871. 



DK 
sn ' 




SPIS ROZDZIAŁÓW 



itr. 



Pare s!ów od autora I 

Wstęp V 

Rozdział I Kilka uwag o nikntjcych na Wołyniu za- 
bytkach starożytnych, wyjazd z domu. Wieś Ty- 
choml, dawni właściciele tej osady . Sieniutowie, xx. 
Jabłonowscy i Sapiehowie. Cerkiew tutejsza, wieża 
aryaiiska, dawne zamczysko . . . . 41 

Rozdział II. Miasteczko Jampol: dzieje tej osady od 
najdawniejszych czasów, przywilej xiccia Janusza 
Wiśniowieckiego wojewody krakowskiego, kościół 
tutejszy i jego historya. Wsie : Tatarynowce, Jaki- 
niowcc i Krasnołuka za Jampolera leżące . 20 

Rozdział III. Dederkały Wielkie i Małe, kilka słów 
o rodzinie Dederkałów i Dcderków, kościół i kla- 
sztor xicży Reformatów, historya cudownego obrazu 
P. Jezusa w tutejszym kościele znajdującego się, 
obrazy i sztychy, biblioteka klasztorna, portrety fun- 
datorów, gościnność Zakonników, stary kasztan na 
dziedzińcu kościelnym, dzisiejsi właściciele De- 
derkał 31 

Rozdział IV. Szumsk. Dzieje tego miasteczka i dawni 
jego właściciele: Malińscy i Radziwiłłowie, mona- 
ster Bazyliański, kościół i klasztor xicży Franci- 
szkanów, historya tego kos'cioła i legenda o zało- 
żeniu jego, nowy kościół tutejszy, ruiny zamkn. 
Wieś Cyranką za Szumskiem , okopy w niej 38 

Rozdział V. Miasteczko Rachraanów. Kilka słów o sa- 
mem nazwisku Rachmanowa, dzieje tego miasta od 
najdawniejszych czasów, dawni jego właściciele: 



II 



8tr» 



Bohowitynowie, Wiśniowieccy i Radziwiłłowie, po- 
żary, njijazdy Tatarskie, cerkiew p. t. św Trójcy 
fundacyi króla Michała Koryhuta, opis zamku. Wieś 
Soszyszcze niedaleko Rachmanowaj ciekawy dokument 
XX. Wiśuiowieckich do tej wsi odiioszący się . 53 

Rozdział VI. Wieś Obycz i dawni jej właściciele: Po- 
pieliiiscy, Wiśniowieccy, Radziwiłłów ie ; starożytny 
monaster Razyliański św. Mikołaja , jego dzieje i 
klęski w rozmaitych czasach ponoszone, list Zyg- 
munta Augusta. Szumhar, historya tej osady, kośció- 
łek Trynitarski G6 

Rozdział YII. Suraż : położenie tego miejsca , wały, 
okopy, kościół i klasztor Pojczuicki , dawny krzyż 
srebrny w cerkwi tutejszej ; kilka słów o początko- 
wych dziejach Suraża i jego właścicielach, fundusz 
edukacyjny Anny Aloizy Ostrogskiej na tej majętności 
lokowany, sporo niego miedzy Czackim i Janem Śnia- 
deckim, przywilej Jezuitów na cechy rzemieślnicze 
w mieście Surażu ...... 74 

Rozdział VIII. Charakterystyka wołyńskich Karpalów. 
Wieś Antonowce, przejścia i koleje tej fortuny, pro- 
ces o ni^ Czetwertyńskich z Wiśniowieckiemi, ostatni 
dziedzice Radziwiłłowie i Chodkiewicze, ciekawe wy- 
kopaliska w tutejszej cerkwi. Góra Utoh, okopy i 
ślady na niej dawnego zamczyska. Majdany i Boża 
Góra ze starożytna na niej cerkiewką, legendy o tej 
górze. Wieś Stożek, historyczne znaczenie tej osady, 
szczątki dawnych monasterów i zamczyska, niegdyś 
siedziby Kazimierza Wielkiego. Wieś Białokrynica 
pod Krzemieńcem, zamek xiążąt Zbaraskich, zrestau- 
rowany przez p. Czosnowskiego .... 83 

Hozdział IX. Krzemieniec. Historya i dzieje tego miasta 
od początku założenia jego aż do naszych czasów 
Przywileje i nadania królewskie dla Krzemieńca, lu- 
stiacye zamku i starostwa tutejszego, dawne gu»acliy 
i kościoły. Wspomnienie o Tadeuszu Czackim i o 



III 

sir. 

jego szkole, ogólny rzut oka na dzisiejszy stan 
miasta 9* 

Rozdział X. Miasteczko Podbereśce. Wspomnienie po- 
śiniertite o dziedzicu tutejszym pułkowniku hrabi 
Marcinie Tarnowskim, początkowe założenie tego 
miasteczka , rodowód dawnych kniaziów Podbere- 
skich. Wieś Urla niegdyś miasteczko Orla zwane, hi- 
storyczna notatka o tej osadzie Miasteczko Ole- 
xiniec nowy i wsie 01exlniec stary i Rydoml, majęt- 
ności hr AlexandraRzyszcze\vskiego ; słówko o prze- 
szłości tych dawnych osad 178 

Rozdział Xl. Miasto Radziwiłłów: komora austryacka, 
ludność żydowska, zamożność i handel tutejszych 
kupców, wzmianka o dawnych dziedzicach Radziwi- 
łowa. Wieś Leduchów^ historyczna dawność tej 
osady, która niegdyś miastem była. Genealogia i 
pierwsze początki rodziny [jcdóchowski eh. pierwszych 
właścicieli miasteczka Leduchowa . . . 193 

Rozdział XII. Wiśniowiec. Iłistorya domu xi;)żąt 
Wiśniowieckich, mylne twierdzenia kronikarzy o po- 
chodzeniu ich od Korybuta, sprostowanie tego błędu 
przez uczonego Kazimierza Stadnickiego. Przejście 
Wiśniowca w posiadanie Wandaiinów Mniszcliów, 
teraźniejszy dziedzic hr. Włodzim. Plater. Opis zamku 
i kościołów tutejszych, cerkiewka z grobami Wi- 
śniowieckich 202 

Ru z dział X I H. Poczajów. Droga z ^ViŚIliowca do Po- 
czajowa , dzieje tego miejsca od najdawniejszych 
do dzisiejszych czasów, historya i ()[)is cuduwnego 
obrazu i Stopki Matki Ijoskiej, kilka szczegółów 
o życiu błogosławionego Jana Zelizy, drukarnia. 
Opis dzisiejszego Poczajowa po skjisow aniu tu 
Bazylianów. Fizyonomia miasteczka i prześliczne wi- 
doki jego ..:.... 361 

Rozdział XIV. Malownicze okolice w gł«;rbi powiatu 
krzemienieckiego. Miasteczko Wyżgródek, dawni 



IV 



str. 



właściciele tej osady, ślady zamczyska i opis ko- 
ścioła tutejszego -- mieszczanie i ich przywileje. 
Wieś Łopuszna: bitwa z Tatarami, wały i okopy, 
cerkiew stara i nowa, podania ludowe o nazwisku 
tej osady. Wioseczka Pachinia i kilka innych do 
xięstwaWiśniowieckiego niegdyś należących. Wierz- 
bowiec, wspomnienie o Stanisławie Mniszchu. Czaj- 
czyńce, historya pałacyku. Wieś Kołodne , w sta- 
rożytności Hołodno, początkowe dzieje dawnej tej 
osady, mylne o niej podania kronikarzy, sprosto- 
wanie tychże. List króla Zygmunta Augusta do ojca, 
o zwrócenie xiężn5e Beacie Ostrogskiej dóbr Ko- 
łodna, zagrabionych od niej przez Tarnowskiego 
kasztel, krakows., późniejsi właściciele tutejsi : Cet- 
nerowie, Rzewuscy i Swiejkowscy . . . 387 

Rozdział XV. Wieś Peremirówka czyli Peremirka nad 
Horyniem, młyny tutejsze i ślady dawnej fortecy, 
w której xiąże Iwan Wiśniowiecki wraz z rodziu;i 
w niewohi wzięty przez Tatarów został, okropna 
śmierć xięcia Janusza Czetwertyńskiego, przez Ko- 
zaków zamordowanego. Wieś Domaninka : szereg 
dawnych jej właścicieli, starożytna kaplica tutejsza 
fundacyi Wyhowskich z cudownym w niej obra- 
zem M. Boskiej. Miasteczko Łanowce, dawnośó 
jpgo osiedlenia, obrazy w kościele. Miasteczko Bia- 
łozórka, dawni dziedzice jego: xx. Zbarascy, Wi- 
śniowieccy i Brzostowscy ; ogród i pałac tutejszy, 
kaplica ś\v. Rocha. Wieś Borszczówka, dawność tej 
osady i dokumenty do nii^j odnoszące sie . 408 

Rozdział XVI. Wieś Horynka hr. Ożarowskich, piękne 
i gustowne jej urz;^dzenie, przeszłość tej osady i 
dawni jej dziedzice: xx. Wiśniowieccy i Platerowie, 
słówko pamięci hr. Gustawowi Olizarowi. Miasteczko 
Katerburg, początkowe założenie jego, bytność Sta- 
nisława Augusta. Wieś Zahajce, marszałek Bóbr, 
cerkiew i monaster, archiwum jego. Zakończenie 419 



Spis dodatków. 



sir. 

I. Fundacya monasteru Bazyliaiiskiego w m. Szumsku 428 

II. Wyjątki z testamentu Daniela Malińskiego, naj- 
przód chorążego wołyńskiego, następnie kasztelana 
bełzkiego, przechowującego się w oryginale w ar- 
chiwum monasteru zahajeckiego , niegdyś 00, Ba- 
zylianów na Wołyniu w pow. krzemienieckim 431 

in. Manifest xięży Bazylianów zahajeckich przeciw Ra- 
dziwiłłom o nieprawne zabranie gruntów do kilku 
monasterów Bazyliańskich należących, zaniesiony do 
akt grodu krzemienieckiego d. IG Junii 1797 roku 436 

IV. Kopia urzędowa listu granicznego p. Mytki Popie- 
lińskiego między majętnością jego: wsią Obyczą 
i uroczyskiem zwanem Tatarzyniec, a majętnościami 
pp. Bohowitynów, wsiami Załużem i Pihasami czyli 
Rochmanowem w r. lo69 wydanego . , 442 

V. List pana Mytki Popielińskiego, dziedzica wsi Oby- 
czy, dozwalający p. Wojnie Bohuszewiczowi Boho- 
witynowiczowi sypać i podwyższyć groblę w maję- 
tnościach swoich Załużu i Pihasach czyli Rachma- 
nowie, graniczących z Obyczą, majętnością tegoż 
Popielińskiego, wydany w roku 1570 

W. List Imć pana Bohowityna Piotrowicza Szumbar- 445 
skiego, zastawnego dzierżawcy wsi Obyczy, dozwa- 
lający bratu swemu p.Wojnie Bohuszewiczowi Boho- 
witynowi usypać i podwyższyć groblę na gruntach 
jego dziedzicznych wsi Załuża i Pihas czyli Rach- 
manowa, przytykających do wsi Obyczy, pisany d. 
12. listopada 1570 r. Indykta 13go ... 447 

VII. Inskrypcya kompromissarska na sąd polubowny p. 
Fedora Rudeckiego cześnika wołyńskiego w spra- 
wie między p. Fedorem Bohowitynem Koziradzkim, 
dziedzicem wsi Kutna i Załuża a p. Walentym 
Wkryńskira dziedzicem wsi Obyczy i miasteczka 
Rachmanowa, ferowany d. 20 listopada 1580 r. . 450 



VI 



stf. 



Vin. Zapis pana Wacława Bohowityna Szumbarskiego 
pani Zofii z Czartoryskich małżonce swojej na 
summę 40.000 złp z ubezpieczeniem na dobrach 
swoich Rachmanowie z przyległościami , d. 5 ,la- 
niiar. 1^96 r. uczyniony 452 

IX. Zapis xiecia Jerzego Czartoryskiego xieciu Micha- 
łowi Wiśniowieckiemu staroście owruckiemu i żonie 
jego Reginie Mohylance dóbr miasta Rachmanowa 

dnia 15 Novembra 160o r. uczyniony . . 455 

X. Erekcya cerkwi w m. Rachmanowie przez króla 
Michała Korybuta dnia 25 czerwca 1672 r. wydana 460 

XI. Manifest do grodu krzemienieckiego zaniesiony 
przez IMP. Błędowskiego, zastawnego dzierżawce 
dóbr Rachmanowa, o spustoszenie tegoż miasta 
przez nieprzyjaciela w r. 1676 .... 463 

Xn. Donacya JOX. Stefana Swiatopełka Czetwertyń- 
skiego podkomorzego bract. JO. Jeg. xieciii Janu- 
szowi Korybutowi Wiśniowieckiemu , koniuszowi 
kor., krzemienieckiemu etc. staroście, dóbr w w-twie 
wołyiiskiem, wpow. krzemienieckim położonych, po 
xicciu Jerzym Zbaraskim kaszt, krakowskim pozo- 
stałych, uczyniona r. 1633 Junii 14 dnia . . 465 

XIH. Przywilej króla Aleksandra dany Oleksie Skowo- 
rodce na dobra: Kobylnia , Łanowce i róg lasu 
kuźmińskiego, z r. 1506 468 

XIV. Przywilej W. X. Lit. Swidrygajły kuchmistrzowi 
panu Piotrowi Myszczicowi na dobra w pow. krze- 
mienieckim, dany w Łucku r. 1436 4 lutego . 470 



'mtm.: 



Parę słów od Autora. 



Spóźniona publikacja niniejszej xiążki , z przy- 
czyn od autora niezawisłych, zmusza go do kilku 
slow obrony, na!cźnej od niego czytelnikom, wobec 
których spe/nió dotąd nie mógł tak dawno danych 
zobowiązań. Wydawnictwo Wołynia ulegało jjikie- 
mus s;^czególnemu fatalizmowi od samego początku 
aź do obecnej chwili. Cofniemy się w przeszłość, aby 
nas lepit^ zrozumiano. i^^Uuj..'iq\ eic liii '<. 

Jeszcze w 1S60 roku skończony i do druku 
przygotowany Iszytom Wołynia, dopiero w 1863 
wydany został nakładem Zakładu Narodowego Osso- 
lińskich. Czasy to były niefortunne dla xiąźek jak i 
dla piszących, oczy i umysły gdzie indziej były 
zwrócone, nie mogłem wiec liczyć ua wielkie roz- 
powszechnienie mojej pracy. Ku wielkiemu jednak 
zdziwieniu mojemu , pomimo niefortunnych dla lite- 
ratury okoliczności ówczesnych, pomimo małego 
pokupu, jaki zwykle bywa udziałem wszystkich nakła- 
dów Zakładu Ossolińskich, xiaźka moja dość szybko 
po świecie rozchodzić się poczęła i przez ludzi świa- 
tłych należycie oceniona została. Wspomniały o riiej 

X 



II 

kilkakrotnie pisma warszawskie, a obszerniejsze je- 
szcze jej rozbiory pojawiły siew Czasie krakow- 
skinfi (1864 r.), w Tygodniku literackim 
lwowskim (1864 r.), w Bibliotece war- 
szawskiej (1866 Zeszyt 4ty), a nawet niemieckie 
pismo w Wiedniu wówczas wychodzące, Slavische 
Blat ter (1865 r. Zeszyt styczniowy) obszerne 
sprawozdanie o tern dziele podało. To powodzenie 
mozolnej pracy dodało mi otuchy, zachęciło do tem 
skwapliwszego ogłoszenia drukiem następnego tomu, 
jednocześnie niemal z pierwszym ukończonego. 

Przepodróźowaw^szy lat parę zagranicą, w po- 
wrocie do kraju w 186S roku zawadziłem o Lwów, 
gdzie mi się przedstawił niejaki Pan Witalis Smo- 
chowski, ówczesny redaktor Tygodnika literackiego 
lwowskiego , dziś podobno redagujący Gazetę Na- 
rodową tamtejszą. Ex abrupło przychodził on pro- 
sić mnie o pozwolenie mu umieszczenia wyjątków 
z mojego rękopismu o Wołyniu, o którym był zasły- 
szał w redagowanym przez siebie Tygodniku. 
Prośbę zaś swoją poparł tak silnemi argumentami, 
że im w prostocie ducha uległem i rękopism za re- 
wersem do rąk jego powierzyłem. Lecz jakiż był 
mój zawód, kiedy po długim czasu przeciągu, już 
z kraju zareklamowawszy o moją własność, żadnej 
od p. Smochowskiego odpowiedzi nie otrzymałem. Ani 
kilkakrotne moje korespondencye, ani starania moich 



III 

znajomych i przyjaciół we Lwowie, uproszonych do 
wycofania rękopismu, nie odniosły żadnego skutku, 
owoc kilkoletniej mojej pracy zaginął bez śladu , 
a p. Witalis Smochowski nawet kilku słowami unie- 
winnienia się za nadużycie zaufania obdarzyć mnie 
nie raczył. Takie nieposzanowanie cudzej własności, 
zaprawdę zasługuje na wytknięcie publiczne, cho- 
ciażby tylko dla przestrogi drugim, którzyby kiedy- 
kolwiek w literackie stosunki z p. Smochowskim 
wchodzić mieli. 

Strata, która poniosłem była wielka, każdy z pi- 
szących, zwłaszcza w materyach historycznych, dłu- 
giego szperania wymagających , ocenić ją potrafi ; 
na szczęście jednak nie została ona niepowetowaną. 
Oto bowiem wśród starych szpargałów, na strych 
już wyrzuconych, udało mi się odszukać, rozpierz- 
chłe bruliony i notaty mojego 2go tomu Wołynia, 
ale niestety zaginął w nich jeden z najciekawszych 
rozdziałów, opis Wiśniowca , którego już dla od- 
ległości miejsca i zmiany stosunków ułożyć podług 
pierwotnych źródeł nie mogłem. Zreasumowawszy 
więc, co mi w pamięci o tem miejscu utkwiło, zmu- 
szony byłem uciec się po resztę do drukowanych ma- 
teryałów i z nich historyę W^iśniowca i jego xiąźąt 
układać. Uczone prace pp. Jul. Bartoszewicza, Kazi- 
mierza Stadnickiego i Alexandra Przezdzieckiego , 
dały mi możność pozapełniać zbyt widoczne luki i 



IV 



{irzystapić nareszcie do wydania tej zaiste od losu 
prześladowanej xiaźki. Oby jak pierwsza pobfaźliwy 
sad czytelników zjednać sobie potrafiła. 



Pisałem w Maju 1869 r. 
Wielka Medwedówka. 



: :.niU(] r 



*6^ ' ono: 



Wstęp. 






Zaledwie ukończyliśmy pierwszy tom pracy na- 
szej o Wołyniu, już dalszy ciąg tego wydawni- 
ctwa cafą nasza uwagę pochłonął. Nie spróźnow^aliśmy 
tez ani jednej chwili, a wierni raz przedsięwziętemu 
zamiarowi , pomimo przeszkód posuwaliśmy naszą 
pracę coraz dalej i tlalej. Otoź owocem mozolnych 
dwuletnich trudów jest obecnie xiąźka , którą znowu 
podajemy pod światły sad czytelników naszych, xiąźka 
stanowiąca dalszy ciąg studyów i badań nad prze- 
szłością naszego kraju. Jak drugi Zoryan Chodakowski, 
z mniejszym tylko od niego zasobem talentu, wziąwszy 
kij pielgrzymi do ręki, puściłem się na wędrówkę 
od mogiły do mogiły, od zwaliska do zwaliska, śle- 
dząc i poszukując wszędzie, po wsiach i miastecz- 
kach naszych , oddawna już zatartych w pamięci i 
pyłem wieku pokrytych zabytków, i pamiątek staro- 
żytnych, mogących jakiekolwiek rzucie światło na 
historyą i minione dzieje Wołynia. Stare kurhany, 
mogiły i zwaliska — to ulubiony świat, w który za- 
tapiałem się z rozkoszą, a odwieczny kościółek, w nim 



VI 

skrzynia zbutwiałych papierów — to moje ideały w ca- 
łym ciągu tej pracy. 

Nie mamy zdaje się potrzeby rozwodzie się nad 
celem tej naszej pracy^ ani też nad pożytkiem jaki 
ona przy sumicnnem dokonaniu przynieść ogółowi 
może. Pisano już wiele w tej materyi , uznano po- 
wszechnie niedostateczność dzieł tego rodzaju, za- 
znajamiających nas bliżej z krajem naszym, i uczuto 
potrzebę zaradzenia temu. Najlepszym tego dowodem 
jest skwapliwe przyjęcie, jakiego doznały u ogółu 
wszystkie dzieła w tej treści przed laty wydane, 
jakkolwiek bardzo niewielka ich liczba odpowiadała 
potrzebom i wymaganiom publiczności. Ho też i ta- 
kiego zwrotu spodziewać się koniecznie należało, 
był on nieunikniofiy. Przesyceni podróżami po ob- 
czyźnie, uczuliśmy potrzebę skupienia się w samych 
sobie, zamknięcia w swojej ojczystej, rodzinnej sfe- 
rze, odetchnienia powietrzem własnogo, szarego nieba. 
Ztad wynikła chęć bliższego poznania własnego za- 
kata, w którym żyliśmy, wzrastaliśmy, nie znając go 
zupełnie; dostrzegliśmy nareszcie w nim także po- 
waby i piękności, mniej może uderzające, lecz mil- 
sze od innych, bo swoje, ojczyste. Pierwszy popęd 
do statystyczno - historycznych opisów naszego kraju, 
dał Świecki, wydając przed laty kilkudziesięciu swoją 
Starożytną Polskę, dzieło które pod wielu 
względami ścisłej krytyki wytrzymaćby już dzisiaj nie 



VII 

inogfo, lecz jak w owym czasie, nadzwyczaj popu- 
larne i nową ere w tej gałęzi ojczystej literatury 
stanowiące. Za nim poszli Baliński i Lipiński, któ- 
rzy wydali także Opis starożytnej Polski, a 
kilkutomowa ich praca, już znakomitszej daleko war- 
tości naukowej niż dzieJo Świeckiego, głębiej pomy- 
ślana i na obszerniejszą skalę rozwinięta, więcej też 
wymaganiom ogółu odpowiadała. Kraszewski, Przeź- 
dziecki i Grabowski kolejno wydawali na świat ma- 
lownicze opisy Wołynia, Podola i Ukrainy; Baczyń- 
ski i Łukaszewicz opisywali księzUvo Poznańskie, że 
innych wielu pominę; słow^em objawił się był przed 
laty ogromny ruch w tej gałęzi piśmiennictwa kra- 
jowego, który nie zdołał jednakże wyczerpać przed- 
miotu do dna, pozostawiając tylko pole, YYskazując 
niejako drogę drugim do pracow^ania na wytkniętej 
już ścieżce. 

Kiedy przed laty, przystępowałem po raz pier- 
wszy do mojej pracy o Wołyniu , starałem się wprzód 
objąć wszystkie jej warunki, zgłębić zadanie moje 
do dna; leżące obok mnie prace moich poprze- 
dników, już same najlepiej wskazywały mi drogę^ 
po jakiej pójść mi należało. Dzieło Balińskiego i Li- 
pińskiego , owoc benedyktyńskiej pracy, już dla su- 
chej i bezbarwnej swej formy, małej tylko liczbie 
miłośników starożytności jako materyał służyć mogące, 
nie mogło być przystępne dla ogółu czytelników. 



VIII 

Nadto obszerne jego założenie i skala, już najlepiej 
tfamaczą pobieżność i niedokładność zawartych opi- 
sów ; w trzech bowiem tomach objąć opis całej 
ziemi polskiej, wszystkich jej zabytków i pamiątek 
było zupełnem niepodobieństwem. Opisy Kraszew- 
skiego i Przeździeckiego , dorywcze, malowniczością 
tylko formy zalecały się i nęciły czytelników. Zada- 
nie moje było całkiem inne. Chodziło mi przede- 
wszystkiem o ścisła dokładność ; postanowiłem więc 
pracę moją podzielić na powiaty, przytrzymując się 
obecnego podziału kraju pod panowaniem Rosyi, i 
zająć się oddzielnie szczegółowa i dokładną mono- 
grafią każdego z tych powiatów z osobna. Olbrzymio 
rozmiary takiego programu nastraszyły mnie w pier- 
wszej chwili, to też i sobie i czytelnikom czyniąc 
koncesyę zarządziłem tak, że każdy wychodzący 
tom mojej pracy, stanowi niejako oddzielną całość, 
oddzielnie też w handlu i w rękach czytelników 
znajdować się może. Pragnąc z drugiej strony wy- 
nadgrodzić zbyteczną rozciągłość i uczynić pracę 
moją o ile można najprzystępniejszą dla ogółu czy- 
telników, widzieć jednem słowem xiążkę moją w rę- 
kach kobiet i młodzieży, uczonych i dyletantów — 
obrałem dla niej formę podróży, w którą najłatwiej 
jest wlać cokolwiek życia, przystroić w więcej ma- 
lowniczą sukienkę. Tak więc suche już z samej 
swej treści opisy zamków, kościołów, mogił i kurha- 



IX 

nów, starałem się ożywić wtrącona tu i ówdzie le- 
gendą i podaniem miejscowem , opisem fizjonomii 
kraju i piękności jego położenia, wspomnieniem na- 
reszcie i chara! terystyką kilku wydatniejszych po- 
staci, dawnych właścicieli grodów i zamków, któ- 
rych opisy przytaczałem. 

Czym potrafif wyhrnąć szczęśliwie z mojego za- 
dania , nie do mnie sąd o tem należy, winienem 
tylko dodać , że trudów i usiłowań nie szczędziłem 
bynajmniej , a jako w kraju nieobeznanym jeszcze 
z tego rodzaju wędrówkami , niejedną niewygodę 
w podróży, niejedną przykrość znieść i przecier, 
pleć musiałem. Nie wszędzie spieszono z odpowie- 
dzią na zapytania moje, nie wszędzie ukazywano 
ukryte częstokroć zabytki i pamiątki ; nie odstrę- 
czało mnie to, ani zrażało jednakże, a jeden wyna- 
leziony gdzieś tam ciekawy stary dokument, jedno 
grzeczne przyjęcie, już mi nowych sił, nowego za- 
pału do dalszych prac i wędrówek dodawały. W taki 
to sposób, dzięki uczynności kilku właścicieli zna- 
czniejszych archiwów familijnych, dzięki uprzejmości 
miejscowego duchowieństvA^a obu w-yznań, katolickiego 
i ruskiego, które mi niezmierną w pracy niosło po- 
moc udzielaniem materyałów, utworzył się dość 
spory, drugi z kolei tom Wołynia, który wypu- 
szczam w świat z błogą nadzieją , że praca moja 
jakikolwiek pożytek ogółowi przynieść będzie mogła, 

2 



jako przyczynek do dziejów naszego kraju a zionfi- 
kowie ocenić i uwzględnić ją zechcą. 

W dodatkach do tego tomu, umieściłem kilka- 
naście ciekawych a nigdzie dotąd niedrukowanych 
dokumentów, objaśniających wiele szczegółów w tex- 
cie zawartych, i już przez samą dawnośc swoją, 
archeologiczną wartość mających. Rozsiane po roz- 
maitych prywatnych zbiorach, w zakrystyach ubogich 
wiejskich cerkiewek, te dokumenta łatwo zaginąćby 
mogły, jak wiele innych dawniejszych i ciekawszych 
jeszcze zaginęło na Wołyniu; tym sposobem zaś ochro- 
nią się od ostatecznej zagłady i poniewierki. 



PisaZem w Wielkiej Medwedówce 
w Październiku 1862 r. 



I. 

KtLKA UWAG O MKNĄCYCH NA WOŁYNIU ZABYTKACH STAROŻYTNYCH — 
WYJAZD Z DOMU — WIEŚ TYC::OML — DAWNI WŁAŚCICIELE TEJ OSA- 
DY SIENIUTOWIE, XX. JABŁONOWSCY I SAPIEHOWIE — CEhKIEW TUTEJ- 
SZA — WIEŻA ARYJAŃSKA — DAWNE ZAMCZYSKO. 

Długie jeszcze mina lata, nim wycieczki w naszym 
kraju w celu naukowym podejmowane, staną się po- 
pularnemi. Kraj nieoszacowane posiadający zabytki ar- 
cheologiczne w ruinach , starych kościołach , zamczy- 
skach i mogiłach, na każdym kroku pamiątki dziejową 
wieków pomroką pokryte , nie rozumie zgofa ich zna- 
czenia; turysta poszukujący ich zajmuje w ogólnem 
wyobrażeniu mieszkańców stanowisko pośrednie między 
dziwactwem i fixacyą, uśmiech litości spotyka go 
najczęściej na progu. Lud zwłaszcza miejscowy z nieu- 
fnością i podejrzliwie spogląda na tego rodzaju indywi- 
duum ; długich mozolnych trzeba często zabiegów, 
aby go wyciągnąć na rozmowę o miejscowem podaniu lub 
legendzie , a i ta najczęściej skażona , na tradycyi o 
ukrytych tajemnych skarbach ogranicza się. Szlachta — 
panowie nie o wiele odbiegli w tem od wyobrażeń swo- 
ich kmieci : w ich oczach zamczysko to kupa gruzów , 
które przy wydarzonej zręczności dałyby się może wy- 
bornie zużytkować na budowę karczmy lub stodoły; 
mogiła, horodyszcze, to zawada w gospodarstwie, zaj- 
mująca odłogiem kawał pola, na którem pszenica lub 



— 12 — 

akrtofle obficie rodzićby mogły. Znikają też z przeraża- 
jącą szybkością z widowni te agronomiczne zawady 
jedne po drugicb , z każdym rokiem coraz to ich mniej, 
a niebawem pamięć i podanie o nich zaginą bez śladu. 
Toż samo straszniejszy jeszcze może wandalizm spoty- 
kamy w miasteczkach wołyńskich , gdzie drogą publicz- 
nej licytacyi sprzedają sie żydom na cegłę stare , 
omszałe wiekiem, bogate pamiątkami mury kościołów i 
klasztorów. W Lucku, tej kolebce archeologicznych 
zabytków Wołynia, gdzie każdy kamieii, każdej cegły 
odłamek jest historyczną pamiątką, szemrze wspo- 
mnienia o Witołdzie i Lubarcie, z trzydziestu przeszło 
kościołów i klasztorów pozostało ich trzy zaledwie — 
reszta obróconą została na budowę domów żydowskich i 
kasami żołnierskich , stare królewskie zamczysko wa* 
lami opasane, ostało się tylko , obronną uszło ręką, bo 
też i rozebrać to krajowe koloseum nie łatwą byłoby 
rzeczą. Takiż sam smutny widok zniszczenia przedsta- 
wiają: Włodzimierz, Kowel, Ostróg i Zwiahel, na No- 
wogród wołyński przechrzczony i wszystkie bez wyjątku 
wołyńskie grody i gródki, najbogatsze niegdyś historyczne 
pamiątki posiadające. Przy takiem gospodarzeniu, bliz- 
kim już widzimy czas, kiedy oglądnąwszy się do kola 
zawołać będziemy mogli : .^Nec locum uhl Troid fult!'-^ 

Temi to złowrogiemi myślami ścigany , które mi 
nieraz w nocy sen odbierały, budziłem się z mocnem 
postanowieniem wychwycenia, ratowania, choćby na pa- 
pierze, tych niknących bezpowrotnie historycznych zaby- 
tków i pamiątek, uchronienia w podróżnej tece, co 
można, co zebrać się uda, z tego ogólnego sauf qiii 
peut^ i nazajutrz puszczałem się w podróż. 



— 13 — 

I dziś wifc pięknym majowym porankiem rosa perliła się 
jeszcze na fąkach i na wierzchołkach odrastającego od ziemi 
zboża, a blade majowe słońce przedzierało się przez mgłę 
poranną, kiedy wesół, rzeźwy na duchu puszczałem się na 
długą kilkutygodniową pielgrzymkę w okolice Krzemieńca, 
od dawana już nęcące mnie powabem swej czarującej przy- 
rody, szczytami słynnych naszych wołyńskich Karpat. Już 
zaraz za wrota wyjechawszy, kobieta z pełnemi wia- 
drami na plecach przeszła mi drogę , a parobcy w pole 
z bronami spieszący, pouchylawszy słomiane kapelusze , 
pozdrowili sakramentalnym wołyńskiem P om ah aj Bih, 
co wziąłem za dobrą wróżbę dia mojej podróży i wesół 
rozglądać się dokoła począłem. 

Przytrzymując się ściśle formy podróżo -pisarskiej , 
zwykliśmy rozpoczynać opisy od miejsca, z którego wyjeż- 
dżamy, które stanowi niejako punkt wyjścia, niby pryzmat 
rozstrzeliwający dopiero promienie dokoła. Tą rażą zadanie 
to dla nas drażliwe , bo wyjeżdżamy z pod rodzinnej 
strzechy. O! ta rodzinna zagroda, to śmiecisko domowe 
choćby najniepowabniejsze dla obcego, obojętnego oka, 
kryją w sobie dla nas samych jakiś urok niewysło- 
wiony ; to też i malunek ich niepodobny, niemożliwy 
prawie : ręka zadrzeć musi , jak lekarzowi zmuszo- 
nemu dokonywać operacyi na własnej żonie lub 
dziecięciu. Domowe wspomnienia zbyt są blizkie 
sercu : mają one to do siebie , że rozpraszać je , sta- 
wić przed oczy obojętnego ogółu, zaw^sześmy nieradzi; 
są rzeczy, które tylko naszą wyłączną domową własno- 
ścią pozostać winny ; popisywać się niemi , to profa- 
nacja najdroższych pamiątek, to jakby zdradzenie po- 
wierzonej przez przyjaciela tajemnicy. Mijamy więc szybko 



— 14 — 

piękną Medwedówke, gdzie sie chronią nasze domowe 
bogi, gdzie spoczęły wspomnienia naszych lat dziecinnych 
a lary i penaty późniejszej doby żywota , a która dla 
innych, dla świata całego, zwyczajną tylko, zamożną, 
jak wszystkie w tej części Wołynia , choć w dość pię- 
knem położeniu włość przedstawia, i wyjeżdżamy w step, 
od Starego Konstantynowa długim pasem aż po 
Jampol ciągnący się. Step nasz mniej wspaniały od ukra- 
ińskiego, może dla tego właśnie, że więcej urozmaicony? 
że jak oazy gęste porozrzucane na nim, to brzozowe i 
dębowe gaje, jak klomby na wspaniałym trawniku, 
to znowu długie białe sioła czysto nasze , wśród sadów 
czy sady wśród nich położone, do* koła słomianemi plo- 
tami opasane, ze skrzypiacemi kołowrotami przy wjeździe 
i wyjeździe , strzeżonemi przez ślepego dziada-żebraka, 
inwalidę o drewnianej nodze , a najczęściej przez pozo- 
stawione na bożej opiece w domu kilkoletnic dzieci, 
które na turkot pojazdu jeszcze oddalony wybiegają 
kupą ze słomianej, tamże urządzonej budy, i wołając 
Pan iyde — Pan iyde skwapliwie, choć z natęże- 
niem otwierają pozostawione te na ich pieczy podwoje. 
Ta charakterystyka kołowrotów czysto lokalna, wołyńska, 
również jak i wielka ilość krzyżów i kapliczek drewnia- 
nych i kamiennych , z figurami świętych przy drodze, a 
i sama droga nareszcie, tak szeroka, że sześć pojazdów 
wygodnie po niej wyminąć się może, a która w zdu- 
mienie wyprawiłaby niejednego cudzoziemca , przywy- 
kłego na łokcie obliczać cenną swą ziemię. 

Taką drogą, raczej szlakiem , bo tędy wytknięty 
trakt z Berdyczowa do Krzemieńca i do Radziwiłłowa? 
najhandlowniejszych punktów w naszej prowincyi , drogą 



— 15 — 

smutna, równa, mało urozmaicona, bo i wsie z daleka 
na prawo i na lewo pozostają, a brudne, i pustką tracące 
tylko karczmy, natomiast gęsto po drodze rozsiane , prze- 
jeżdża się mil cztery. Rozważcie tylko, że nasze mile 
wołyńskie w potężne ogony z przodu i z tyłu zaopa- 
trzone , a pożałujecie niezawodnie turysty , który tę 
smutną okolicę za cel swojej scyentyficznej wycieczki 
obrał sobie. I cóż tu widzenia godnego ? zawołacie. Otóż 
trocbę cierpliwości , a po czterogodzinnej przeszło po- 
dróży, wybrawszy się nakoniec z długiej, parę wiorst 
ciągnącej się wsi Zeniieliniec , na prawo zdaleka zaj- 
rzawszy miasteczko Lachowce z dobrze jeszcze docho- 
wanym zamkiem i wspaniałym kościołem Podominikańskim, 
dojeżdżamy nareszcie do Tychomla , pierwszego punktu, 
który naszą uwagę zwrócił i w którym zatrzymać się i 
odpocząć czytelnika poprosimy. 

Tycboml leży na samem pograniczu ostrogskiego 
powiatu z krzemienieckim , nad Horyniem. Wieś ta , tak 
dla starożytności osady swej, jak i dla kilku przechowa- 
nych zabytków i pamiątek , na szczegółowe wspomniem'e 
zasługuje. Tychom! od najdawniejszych czasów był sie- 
dliskiem i własnością starożytnej rodziny wołyńskiej Sie- 
niutów. Rozplemienieni na Wołyniu Sieniutowie, dzielili 
się na cztery linie: tychomelską , lachowiecką, olsza- 
niecką i radochoską, tak nazywane od majętności swych 
na Wołyniu położonych*). Z tych Abraham z Lachowice, 



^) Lachowce, miasteczko w dzisiejszym powiecie ostrog- 
skiffi; tuż obok Tychomla , przeszło później we władanie Ja- 
błonowskich, pamiętne rezydencya sławnego ze swych dzi- 
wactw Józefa Alexandra Jabłonowskiego, wojew. nowogi-odz.) 
który na zamku tutejszym przemieszkiwał. — Olszanica i Ra- 



— 16 — 

otrzymał od Zygmunta III przywilej pod d. 2 czerwca 
1616 r., pozwalający mu wieś jego dziedziczną Ty- 
ch o ml, przeistoczyć na miasto tegoż nazwiska. Przywi- 
lejem tym obdarza król mieszkańców Tychomla prawem 
saskiem czyli magdeburgskieiu, ustanawia targi we czwar- 
tek, jarmarki zaś : na niedzielę w oktawie Wniebowst. 
Pańsk. , na św. Michał, św. Mikołaj i św. Szymon; pra- 
gnąc zaś rychlejszego wzrosUi miasta, uwalnia je na lat 
15 od podatków publicznych, jakoteż od opłaty targo- 
wego, mostowego, grobelnego, oprócz cła pogranicznego. 
Tenże monarcha drugim przywilejem 1618 r. wydanym, 
pozwała miasteczku Tychomli, pobierać opłatę mostową'). 
Niewiadomo co właściwie, czy wzrost tuż leżącego mia- 
steczka Jampola, czy wojny kozackie, które okropnie 
tę część kraju zniszczyły, czyli też inne jakie okoliczno - 
ści , spowodowały upadek Tychomla, który już w po- 
czątku XVIII wieku, na wiejską posadę obrócony został. 
W tym czasie właśnie Jabłonowscy, rodzina przeważna 
w kraju, zasługami i fortuną, wygrywają proces jakiś 
z Sieniutami , od których jurę caduco zagarniają część 
fortuny, t. j. Lachowce, Tychoml i kilka innych włości 
okolicznych. Sieniutowie już podupadli wówczas , nie 
będąc w możności dalej sprawę swą promować, zmuszeni 
byli wyrzec się znacznej części ojcowizny swojej. Dzie- 
dzicami Tychomla byli kolejno: Alexander Jabłonowski 
chorąży kor. z Teofilą Sieniawską ożeniony, syn jego 
Józef Alexaader wojewoda nowogr. , pan sławny ze 



dohoszcz, wsie także obok Lachowiec i Tychomla położone^ 
dziś już zgoła żadnych pamiątek nie posiadające. 

<) Staroż. Pols. Bal. i Lip. T. II., część 2ga str. 931. 



— 17 — 

swych dziwactw i głębokiej nauki, fundator uczonego to- 
warzystwa w Lipsku , ostatecznie zaś syn jego August 
Dobrogost , czyli tak zwany x i a ź e kozak, dla tego 
że sie przebrał po kozacku, zapuścił seledec i z ko- 
zakami na Ukrainie , gdzie także miał dobra swoje , go- 
rzałką sie upijał '). Po śmierci tego xiecia dziwaka, 
który młody i bezżenny umarł na Ukrainie w 1792 r., 
ogromna fortuna ojca jego woje w. nowogr. spadła na 
dwie córki z pierwszego małżeństwa, xiężne Sapieźynę 
i Lanckorońską ; dobra wołyńskie , a z niemi i Ty- 
cboml dostały się xicżnie Sapieżynie, a po niej weszły 
ostatecznie w dom Sapiehów. Tychoml po xieciu Le- 
onie Sapieże w 1831 r. przeszedł w^e władanie rządu, 
dożywotnim tylko posiadaczem jego jest dotąd p. Okra- 
szewski, którenHi x. Leon Sapieha wieś tę w dożywocie 
oddał, 

W XVII wieku, za czasów jeszcze Sieniutów, Ty- 
choml stał się siedliskiem Aryanów. Sieniutowie sami 
zagorzali Aryanie, tu się chowali, tu zbór swój mieli. — 
Jabłonowscy już przezwali byli Tychoml na Cichość. 
Osada ta, jako wieś Cichość wspomniana w kilku do- 
kumentach Jabłonowskich , w miejscowej cerkwi prze- 
chowujących się, lecz przy tej nazwie nie długo utrzy- 
mała się i znowu do dawnego nazwiska Tychomli po- 
wróciła ; podanie miejscowe wyprowadza zaś nazwę 
Tychomli, od cichego jakiegoś młyna, który tu kiedyś 
miał egzystować. 



^) O tym xięciu pisano wiele w ostatnich czasach, a p. 
Michał Grabowski wszystkie jego dziwactwa i tę skłonność 
ku ludowi tłumaczy głęboką myślą polityczną. 



— 18 — 

Cerkiew w Tychomli p. t. Ofiarowania N. P., dre- 
wniana, zbudowana na wysokiej kredzianej górze, bardzo 
dawnych czasów sięgać musi; niema jednak śladu, ktoby 
ją zbudował, zrestaurowana jak twierdzą wizyty w 1733 r. 
Jest tu cudowny obraz N. Panny, widzieliśmy tam także 
prezenty na instalacyę nowych parochów i na inne przy- 
wileje cerkiewne Jabłonowskich, z własnoręcznemi pod- 
pisami : Teoiili z Sieniawskich na Jabłonowie , Lachow- 
cach , Zawałowie i Lisiaiice Jabłonowskiej , chorążyny 
w. kor. starościny zagośćskiej i dźwinogrodzkiej, z roku 
1745, także wojewody nowogrodzkiego z r. 1769 i x. 
Augusta z 1791 r. 

O kilkaset kroków za wsią Tychomlą stoi na 
wzgórzu czworogranna murowana wieża z okrągłem ka- 
miennem sklepieniem ; cała ta budowa dość oryginal- 
nego stylu doskonale jest dochowana , nazywają ją ka- 
plicą aryaiiską , a według powszechnego mniemania miał 
to być grobowiec Sieniutów Aryan 5 jak na to przezna- 
czenie jednak budowa ta zdaje sie być za szczupłą, 
wystarczyłaby bowiem zaledwie dla kilku osób. Na we- 
wnętrznych ścianach tej wieży doskonale zachowane 
freski, wcale śmiałej ręki, wyobrażają czterech Ewange- 
listów. Rysunek dość nędzny tego monumentu dało przed 
laty pismo wychodzące w Lesznie, warfcoby jednak zro- 
bić nowy i dokładniejszy. Z okien tej wieży czyli ka- 
plicy widok prześliczny na Horyń nieopodal przepływa- 
jący, na miasteczko Jampol i na rozrzucone za rzeką 
wioski: Pohorylce, Paiikowce, Ditkowce, Naryłów i Wo- 
robijówkę. Tuż do wieży tej przytyka prześliczny park 
grabowy, widocznie ręką ludzką zasadzony, a w nim wy- 
s oki i obszerny okop czyli Lorodyszcze. Kto wie , 



— 19 — 

może to dawny zamek Sieniutów ; dziś horodyszcze 
to gęstym lasem zarosło, z niego także prześliczny 
widok '). 



*) We wsi Werbniu koło Beresteczka mieszka staru- 
szek Sieniuta , ostatni podobno tej rodziny na Wołyniu po- 
tomek ^ u niego to wiele ciekawych dokumentów, wyjaśniają- 
cych historyę tej rodziny znaleśćby można, możeby sie na- 
wet znalazły jakieś ślady, wyjaśniające znaczenie grobowca 
czyli kaplicy tychomelskiej. 



II. 

MIASTECZKO JAMPOL — DZIEJE TEJ OSADY OD NAJDAWNIEJSZYCH CZA- 
SÓW PRZYWILEJ XIĘCIA JANUSZA WiŚNIOWIECKIEGO WOJEWODY KRA- 
KOWSKIEGO — KOŚCIÓŁ TUTEJSZY I JEGO HISTORYA — WSIE ; TATARY- 
NOWCE, JAKIMOWCE I KRASNOLUKA ZA JAMPOLEM LEŻĄCE. 

Po drugiej stronie Horynia nad wielkim stawem, gro- 
blę tylko od wsi Tychomli oddzielone, leży dzisiejsze mia- 
steczko Jampol. Jeszcze na początku XVI wieku była 
to nic nieznacząca osada , raczej uroczysko , które kie- 
dyś warownem miejscem być musiało ; uroczysko to na- 
zywano wówczas horodyszczem Tychomla, i tak 
też w dawnych xięgach aktowych z tego czasu jest 
mianowane. Hryćko i Roman Sieniutowie dziedzice Ty- 
chomla sprzedali to horodyszcze d. 30 Stycznia 1535 r, 
za 150 kop groszy litewskich Januszowi z xiążąt li- 
tewskich biskupowi wileńskiemu'), zastrzegając wyraźnie 
w akcie sprzedaży, żeby xiążę biskup groblę usypał, 
staw zajął i zamek dla wspólnej obrony odbudował: 
wszystką za to ziemię tychomelską, którą staw mógł za- 
lać, aż do błota Lepiesówki i wału idącego do Horynia, 



^) Był to, jak \viadoino, nieprawego łoża syn, urodzony 
z Zygmunta Igo króla polskiego i Katarzyny Telniczdwny ze 
Szląska, z ktdr^ ożenił się później Jędrzej Kościelecki pod- 
skarbi w. kor. Dokładny życiorys tego biskupa dał nam p. 
Jul. Bartoszewicz w dziełku swojem p. t. Królewicze 
Biskup i. 



— 21 — 

darowali biskupowi. Nawzajem Janusz tegoż roku d. 15 
Sierpnia w stolicy swej Wilnie, dal Sieniutom zapis, 
określający obowiązki z kupna tego wynikłe i granice 
nowej posiadłości oznaczający. W dokumencie tym x. 
biskup zmienia już dawne nazwisko Horodyszcza i 
od swojego imienia, nową osadę Januszpolem prze- 
zywa, lecz i przy tej nazwie miejsce to nie pozostało, 
zmieniając ją w późniejszym czasie na Jampol, lubo 
właściwie od Jana, zwaćby się powinno Janpol. Co 
właściwie spowodowało biskupa do kupna tej ziemi, 
niewiadomo; zdaje się jednak że zamierzał on tutaj zbu- 
dować nową twierdzę dla obrony Wołynia od napadu 
Tatarów, jak to już na kilka lat przedtem uczynił w Krze- 
mieńcu, ustąpionym mu przez ojca króla; zamiar ten jednak 
nie przyszedł nigdy podobno do skutku. W roku 1538 umarł 
biskup Janusz w Poznaniu , a Jampol czyli tak zwany 
wówczas Januszpol, wraz z sąsiednią wioska Pańkowcami 
i kilku innemi, po lewej stronie rzeczki Swiatca leżą- 
cemi, odziedziczyła po nim rodzona siostra jego Beata 
Kościelecka, wydana najprzód za xięcia Iliję Ostrog- 
skiego, następnie zaś Albrychta Łaskiego wojewody sie- 
radzkiego małżonka '). Xiężna ta z pierwszego mał- 



*) Ta Beata , znana nam dobrze z dziejów, była także 
córką Zygmunta Igo z Katarzyny Telniczówny, nosiła tylko 
nazwisko przybranego swego ojca Kościeleckiego , z którym 
później matka jej , ślubne zawarła związki. P. Jul. Bartosze- 
wicz, wspominając w dziełku swojem Królewicze Biskupi 
o Paiikowcach pod Jampolem położonych, mylnie wieś te 
uważa za jedną i też samą z Paniowcami na Podolu lężącemi, 
dawną dziedzinę Potockich, wsławioną w dziejach drukarstwa 
naszego. 



— 22 — 

żeństwa miała tylko jedna córkę, ową sławną Halszkę, 
przez X. Dymitra Sanguszke porwaną, dziedziczkę zna- 
cznej części fortuny ostrogskiej , z drugiego zaś mał- 
żeństwa z Łaskim potomstwa nie miała ; rodowa więc for- 
tuna Beaty t. j. Januszpol i inne dobra weszły w dom 
Łaskich. Zofia Łaska synowica Albrychta, wydana za 
mąż za Wojciecha Sti.rzechowskiego , starostę wyszo- 
grodzkiego , otrzymała w posagu Januszpol , czyli dzi- 
siejszy Jampol z okolicznemi wsiami. W tych czasach 
właśnie miasto tutejsze musiało być nawiedzone i zra- 
bowane przez Tatarów, Paprocki bowiem wspominając o 
dziedzicu tutejszym Wojciechu Starzechowskim , tak się 
odzywa: „Był to pan szczodrobliwy, mało dać nie umiał 
i wielu z swego majątku panami zrobił, przeciw nie- 
przyjaciołom ojczyzny liczne poczty stawiał, a na zamku 
swym Januszpolu na Rusi znaczny i mężny pohańcom 
dawał odpór". — Następnie prawem kupna zapewne, miasto 
tutejsze przeszło w posiadanie xx. Zbaraskich ; w 1584 
roku Stefan x. Zbaraski, wojewoda trocki, był dziedzi- 
cem Jampola. Za czasów dziedziczenia Zbaraskich w Jani- 
polu, miasto tutejsze stało się pamiętne chwilowym po- 
bytem tutaj królewicza Władysława , syna Zygmunta III, 
który idąc na wyprawę do Moskwy, stanął 10 Lipca 
1617 r. obozem pod Jampolem. Tu właśnie miała miejsce 
sławna sprawa w obozie królewicza wszczęta, która 
omal że złych następstw za sobą nie pociągnęła : Kaza- 
nowscy niechętni Konstantemu Plichcie kasztel, socha- 
czewsk. ) któremu król Zygmunt, wysyłając syna swego 
na tę wyprawę , powierzył zwierzchność nad wojskiem, 
uczyniwszy go marszałkiem dworu i jakby opiekunem 
młodego królewicza , zazdroszcząc mu tych godności, 



— 23 — 

stali sie sprawcami kłótni i rozruchu w obozie wszczę- 
tego nazajutrz po przybyciu królewicza do Jampola. 
Już przychodziło do boju między jazdą a piechotą, 
w tern wpadają między zwaśnionych, spowiednik i kazno- 
dzieja królewicza z krzyżem w rękach. Wstrzymane ich 
zaklinaniem chorągwie ustępować poczęły , i zwolna 
porządek przywrócony został'). 

Po wygaśnięciu xx. Zbaraskich, Jampol wraz z całą 
fortuną tego xiążęcegv) domu, przeszedł w posiadanie xx. 
Wiśnio wieckich. W roku 1646 Janusz Mikołaj x. Wi- 
śniowiecki, biskup sufragan wileński, funduje kościół 
drewniany w Jampolu p. t. św. Kazimierza, na uposaże- 
nie którego nadaje na wieczne czasy wieś Naryłów, nie- 
opodal od miasta za Horyniem położoną. N: stępnie 
w roku 1723 Janusz Antoni x. Wiśniowiecki , wojewoda 
krakowski , wraz z żoną swoją Teofilą z Leszczyńskich, 
dziedzice Jampola, kościół ten zrestaurowali na nowo i 
pierwiastkowy fundusz onego , przez ich antecessora na- 
dany, a który później , w czasie inwazyj tureckich i ta- 
tarskich na te strony zaginął, zamienili na nowy fun- 
dusz dnia 21 Kwietnia t. r. w grodzie krzemienieckim 
oblatowany. Na mocy tego nowego funduszu, nadali ko- 
ściołowi jampolskiemu wieś Lepieszówkę na własność, 
przydając do tego annuaty rocznej z arend miejskich 
złp. 400, półbeczek miodu przaśnego i łoju dwa kamie- 
nie na światło kościelne , co kabał jampolski wiecznemi 
czasy kościołowi tutejszemu dawać był powinien^). Ten 



') Patrz o wydarzeniu tem w Staroż. Pols. T. II, część 
2ga str 932—933. 

2) Z archiwum kościoła jampolskiego. 



— 24 — 

Janusz Antoni wojewoda krakowski, z którym nieraz nam 
jeszcze w tern piśmie spotkać się przyjdzie, jak się z ar- 
chiwów miejscowych pokazuje, szczególniej widać lubił 
Jampol i wiele się też do wzrostu tego miasta przyczy- 
nił. Kiedy brat jego x. Michał Wiśniowiecki , ostatni 
z domu tego potomek, zachował przy sobie większą 
schedę i w pięknym pałacu wiśniowieckim przesiady- 
wał, X. Janusz, któremu się przy innych dobrach i Jam- 
polszczyzna dostała, na zamku tutejszym łub w sąsie- 
dniej Białokrynicy najczęściej przemieszkiwał. Widzie- 
liśmy kilka własnoręcznych przywilejów jego, dla miasta 
Jampola wydanych , dotąd przechowujących się w cer- 
kwiach i przy kościele tutejszym. Jeden z tych przywi- 
lejów dla cechu kusznierskiego i krawieckiego w Jam- 
polu wydany, zachowany w oryginale przy tutejszej cer- 
kwi Św. Trójcy, zasługuje szczególniej na uwagę, cha- 
rakterystyczniej bowiem od innych maluje nam postać tego 
xięcia, najlepszego w świecie pana, w ostatnich latach 
życia mało zajmującego się sprawami publicznemi , zam- 
kniętego całkiem w życiu domowem, z ojcowską troskli- 
wością czuwającego nad moralnością i dobrym bytem 
swych podwładnych ; przywilej ten wyświecający zarazem 
i kilka ciekawych szczegółów, ówczesnych zwyczajów 
tyczących się , podajemy dosłownie , nie zmieniając styla 
ani pisowni jego: 

„Janusz Antoni Korybuth Xiąże na Zbarażu y Wiśnio wcu 

Wiśniowiecki, Wojewoda Krakowski, Krzemieniecki, 

Nowotarski, Koniński, Osiecki etc. Starosta. 

Wszem wobec y każdemu z osobna komu o tym 

wiedzieć będzie należało, osobliwie Panom Administrato- 



— 25 — 

rom 5 Burmistrzom, y całemu Pospólstwu, Mieszczanom 
Jampolskim y wszystkim Poddanym po dobrach moich 
będącym, jakoż Jmściom Panom Possesorom w okolicy 
tych Dóbr mieszkającym , objawiamy : Iż ponieważ pod- 
czas Inkursyj Tureckich, Tatarskich y Kozackich te Dobra 
zruinowane y popalone zostały, gdzie y Prawa od Antę 
cessorów moich Miastu, y różnym w nim mieszkającym 
Rzemiesnikom nadane, poginęły. Przeto teraz gdy łaską 
Bożą do dawney poczynają przychodzie Perfekcyey, dla 
lepszego Porządku y utrzymania sie , ten moy Przywiley 
Kusznierzom y Krawxom Wiary chrześciańskiey będącym, 
daję, y w nim wszystkie wyrażone Punkta Stwierdzam y 
aprobuję ; to jest żeby Oni w rzemieśle swojem stałemi y 
wiary godnemi byli y jeden drugiemu niwczym niedoma- 
wiali , a jeżeliby który Brat miał jeden drugiemu lub 
w Schadzkach lub w karczmie y na wszelkim mieyscu, 
w rzemieśle albo jakimkolwiek posiedzeniu nieuczciwym 
słowem domówić, a tegoby nie dowiódł co zawdał, Winę 
zapłacić ma na Zamek kop litews. 5, do Skrzynki Cecho- 
wej kop 2, na domy Boże tak na kościół iako y na cer- 
kiew kopę litews., na szpital pułkopy, wosku funtów dwa 
A jeźli kryminał iakoto Złodzieystwo , rozboystwo , nie- 
uczciwość jaka na którego pokazała się, takowy rzemiosło 
traci , y z miasta wygnany bydź ma. Cechmistrza mając 
godnego w rzemieśle swoim Roztropnego, Pobożnego, y 
w uczynkach dobrych doskonałego, który z Bracią swoją 
za Cecho w dwie Niedziele Schadzkie powinien miwać, 
niesprawiedliwych karać , młodych nauczać , każdey zaś 
Schadzki po groszu jednemu do skrzynki , albo tak iak 
starsi uchwało dawać powinni będą. Jeżeliby też Cech- 
mistrz do tego miał bydź ospały albo pjanica, takowego 

i 



— 26 — 

Bracia mają karać, y winę do skrzynki groszy 15 ma 
dać , Bracią poiednać y funt wosku ma kupić , a ktoby 
Cech na wieczne czasy poiednać miał, powinien obiad po- 
rządnie sprawić^ to iest : prosiąt Czworo, kur Sześcioro, 
sztuk kilka mięsa y pieczenia , także Piwa dwa cebry i 
gorzałki garncy cztyry, a nazajutrz Śniadanie porządnie 
sprawić. — Za ukazaniem mieysca, ma kupić Ceber piwa 
y funt wosku do skrzynki ma dać 5 ktoby zaś chłopca 
na lat trzy przymował, ma kupić Piwa puł cebra, na 
odchodzić ma dać chłopcowi habiak. Poniedziałki chłop- 
cowi w półtora lata mają bydź, a na wyzwoleniu ma 
chłopiec kupić Ceber piwa, groszy 15, y wosku funt do 
Skrzynki oddać 5 ten u kogo się uczył n\a dać list wy- 
zwolony że się cnotliwie sprawował, a leżeliby kto chciał 
na Bok poieduać Bracią, tedy według zezwolenia ma się 
dziać Braci. W targacli niepowinien żaden z poddań- 
stwa, tak Chrześcian iako y Żydów przeszkód czynić onym 
w kupieniu skur różnych y lisów, a mianowicie przyje- 
zdny w targi niepowinien targować niedozwoliwszy się 
Cechmistrza Kusznierskiego, pod utraceniem towaru swe- 
go , tylko w iarmarki y to zapłaciwszy iarmarkowe. — 
Kanonów dwa na rok pozwalam czynić, do zamku za 
rozkazaniem co potrzeba maią robić. S wie ty, Mary 
Sukno porządne maią mieć dla potrzeby ludzkiey. A ie- 
sliby Brat który za cecho nie poszedł. Młodszego brata 
posłać a za młodszymby nie poszedł, maią Starsi czte- 
rech Skrzynkie odemknąć y sądzić według sprawiedli- 
wości Świętej, a ten który nieposzedł ma dać do skrzynki 
groszy 15 y funt wosku y Bracią przeprosić. Datt w Jam- 
polu D. 26 Julij a. d. 1712".' 

Ten xiążę Janusz Wiśniowiecki miał tylko jedną 



— 27 — 

córkę Franciszkę Urszule, która wyszła za maź za Mi- 
chała Kazimierza Radziwiłła hetmana wielk. i wojewodę 
w^ileiiskiego , zwanego od przysłowia swego hetmanem 
Rybeiiką. Po śmierci teścia xiażę Radziwiłł objął 
w 1741 r. wszystkie dobra jego, między temi i Jampol. 
Xięztwo nie mieszkali tu nigdy, lecz w rodzinnym Nie- 
świeżu, gdzie xiężna grywała na nadwornym teatrze ulu- 
bione komedye własnego utworu , które jej pewna sławę 
literacką zjednały wówczas. Jampol więc opuszczony 
przechodził od jednego zastawnego dzierżawcy do dru- 
giego, a ci się nie wiele troszczyli o wzrost miasta i o 
dobry byt mieszkańców jego. W 1762 r. umarł hetman 
Rybeńko , a ogromne jego dobra i ordynacyę objął po 
nim syn xiążę Karol Rad/Jwiwiłł Panie Kochanku , który 
na lat kilka przed śmiercią musiał zjeżdżać do Jampola, 
ztąd bowiem datowaną w 1785 r., własnoręczną jego 
prezentę instalującą nowego parocha , widzieliśmy w cer- 
kwi tutejszej. 

W tych czasach właśnie w 1780 r. skutkiem stra- 
sznego pożaru połowa prawie miasta Jampola zniszczoną 
została , spalił się wtedy i kościół tutejszy, o którego 
fundacyi wspominaliśmy wyżej. Xiążę kolator daleko aż 
w Litwie mieszkający, polując na niedźwiedzie w obszer- 
nych swych puszczach, nie pospieszył widać z pomocą 
dla pogorzelców, ani też miał zamiar nową świątynię 
w Jampolu odbudować ^ osiadły bowiem w okolicy oby- 
watel Jan Sieniuta , horodniczy krzemieniecki , potomek 
Sieniutów Lachowieckich , zakupiwszy w 1781 r. wła- 
snym kosztem stary kościółek drewniany w Dederkałach, 
pozostały po Reformatach, którzy sobie iipwy muro- 
wany klasztor zbudowali, przeniósł go do Jampola i tam 



— 28 — 

za pomocą uzbieranych składek wystawił go. W r. 1790 
umarł na Litwie xiażp Panie Kochanku, powszechnie 
królem Litwy zwany, nie zostawiwszy potomstwa, a 
kolosalna ordynacyc nieświeżską i ołycką i obszerne do- 
bra jego, których przy całem marnotrawstwie swojem roz- 
trącić nie mógł, a w liczbie których był i Jampol , ob- 
jął po nim prawem spadku , rodzony synowiec , mało- 
letni jeszcze wówczas x. Dominik Radziwiłł, syn Hiero- 
nima z xiężniczki de Tum et Taxis urodzony. Wizyty 
kościelne z tych czasów uskarżają się nieustannie na 
obojętność kolatorów, którzy pomimo nalegań miejsco- 
wych proboszczów, w niczem upadającemu kościołowi 
dopomódz nie chcieli. Xiążę Dominik Radziwiłł doszedłszy 
nareszcie do pełnoletności , wypuszczony z opieki stry- 
jowskiej, objął cały majątek na siebie i natychmiast na 
mocy tranzakcyi r. 180) dnia 15 Lutego zawartej, od- 
przedał klucze jampolski i sąsiedni antonowiecki hr. Lu- 
dwice Chodkiewiczowej, starościnie żmudzkiej , z domu 
Rzewuskiej, córce Wacława hetmana, której sukcesorowie 
dotąd tę majętność posiadają'). Hr. Chodkiewicze zbu- 
dowali tu piękny wiejski dom mieszkalny, w którym 
przez jakiś czas mieszkała hr. Ossolińska z domu Chod- 
kiewiczówna: dziś nikt w tym domu nie mieszka, a 
piękna pańska siedziba pustką stoi. Przed kilku laty do- 



W czasie tej sprzedaży klucz jampolski składał się 
z następujących majątków : miasteczka Jarapola z przedmie- 
ściem i wsiów Lepieszówki, Pańkowiec, Naryłowa, Ditkowiec, 
Wiązowca, Dołhalówki i Świećca : oddzielne zas' majątki 
składały khicz antonowiecki. Jednocześnie z temi dobram^ 
rozprzedawał x. Dominik i inne majętności swoje na Wołyniu, 
jako to ; klucze szumski i rachmanowski. 



— 29 — 

piero rozebrano tu ów stary drewniany kościółek przez 
Sieniutę z Dederkał tranzlokowany, a natomiast stanął 
w Jampolii niewielki murowany kościół za miastem , po 
większej części z własnych funduszów miejscowego pro- 
boszcza i ze składek parafian AVzniesiony. W kościele 
tym prócz nielicznego archiwum, z którego zawdzięczając 
uczynności miejscowego proboszcza x. lianonika Sweder- 
skiego, czerpaliśmy po większej części szczegóły do ni- 
niejszego opisu — nie pozostało zresztą żadnych da- 
wnych pamiątek. Ocalało tu jeszcze kilka starych cho- 
rągwi ze znakami tkackiemi , szewskiemi i innych cechów 
rzemieślniczych w Jampolu — rzecz zresztą dość rzadka 
dzisiaj. Za miasteczkiem przy drodze do Dederkał po- 
zostało także kilka nizkich krzyżów kamiennych, bez ża- 
dnych napisów, w równej linii jeden od drugiego usta- 
wionych; muszą to być jeszcze pamiątki po dawnych na- 
jazdach tatarskich lub kozackich , na mogiłach dziś już 
niewidocznych wzniesione. 

Wyjechawszy za Jampol, jeszcze na parę mil do koła 
jedzie się obszerną równiną; dalej już rozpoczynają się 
góry, któremi cały powiat krzemieniecki zasłany. Otóż 
na równinie tej jeszcze, o wiorst kilka tylko od miasta 
Jampola odległe, leżą trzy wioski: Tatarynowce, 
Jakimowce i Krasno łuka, dziś w posiadaniu kilku 
obywateli krzemienieckiego powiatu będące. Wsie te jak- 
kolwiek dziś żadnych zgoła pamiątek historycznych nie- 
posiadające, należą jednak do rzędu starożytnych osad 
w tym powiecie będących. Znaleźliśmy w aktach grodz- 
kich krzemienieckich następujące dokumenta, do maję- 
tności tych ściągające się: 



— 30 — 

a) 1505 r. 26 Jiilij. Oblata donacyj in Actis pa- 
lat. Wolhyniae od Kuniowskich xięciii Lwowi Zbarazkiemii 
służącej , na Tatarynowce , Jakimowce i Krasnoluke za 
1500 kop groszy litewskich '). 

b) Tegoż roku i miesiąca. Dekret między Piasoczyń- 
skiemi a xiężną Krystyną z Bohowitynów Woroniecką, 
Lwa Woronieckłcgo małżonką o też dobra. 

c) An. 1596 na sądach sto -Michalskich. Dekret 
między temiż o też dobra. 

Na polach do wsi Tatarynowiec należących, kilka- 
n aście mogił rozrzuconych świadczą , że tu musiała byc 
kiedyś bitwa jakaś z Tatarami zapewne, a w ścianach 
murowanej cerkwi tamtejszej pokazują dotąd kilka kul 
wstrzęgniętych ; zresztą żadnych śladów ani podań o wy- 
darzeniu tern niemasz. 



*} Kuniowscy herbu Piatyroch jednejże dzielniey z Ma- 
lińskiemi, w XVI wieku posiadali znaczne dobra w ziemi krze- 
mienieckiej, (O tem Niesiecki). 



III. 

DEDEUKAŁY WIELKIE I MAŁE — KILKA SLOW O RODZINIE DEDERRA- 
ŁÓW I DEDEi KÓW —1 KOŚCIOL I KLASZTOR XX. REFORMATÓW, HISTO- 
RYA CUDOWNEGO ODRAZU PANA JEZUSA W TUTEJSZYM KOŚCIELE ZNAJ- 
DUJĄCEGO SIĘ — OBRAZY I SZTYCHY — BIBLIOTEKA KLASZTORNA, 
PORTRETY FUNDATORÓW — GOŚCINNOŚĆ ZAKONNIKÓW — STARY KASZTAN 
NA DZIEDZIŃCU KOŚCIELNYM — DZISIEJSI WŁAŚCICIELE DEDERKAŁ. 

O lekka tylko milę od Jampola odlegle, leża Wielkie 
i Małe Dederkaly, dwie duże wsie wol} /iskie , które o- 
prócz starożytności osad swych i wspaniałego kościoła i 
klasztoru xx. Reformatów w w ielkicłi Dederkałach , nie 
mają zresztą nic takiego, coby na wspomnienie zasługi- 
wało. Od niepamiętnych czasów t, j. niezawodnie od za- 
łożenia sw ego, obie te wsie były własnością rodziny Dederka- 
łów, posiadającej prócz dóbr wołyńskich, iime jeszcze maję- 
tności na Białorusi i w Litwie. W 1780 roku jeszcze, 
właścicjelem małych Dederkał był Tadeusz Seweryn De- 
derkało, z tego roku bowiem erekcya przez niego pod- 
pisana znajduje się w cerkwi miejscowej ; oglądaliśmy 
także w papierach Pofranciszkańskiego klasztoru w Szum- 
sku, własnoręczny testament Marianny Dederkałowej dnia 
4 Kwietnia 1741 r. uczyniony, w którym między innemi 
legatami, zapisuje klasztorowi temu sumę 1000 złp. 
z obowiązkiem odprawiania dorocznego nabożeństwa za 
duszę męża , i zapis ten lokuje na majętności swej 



— 32 — 

małych Dederkafach. W ogólności rodzina Dederkatów 
dziś zdaje sie zupełnie wygasła , inało była i dawniej 
znana, we wszystkich niemal herbarzach jest opuszczona, 
wspominają o niej tylko Okolski i Niesiecki , który na 
początku XVI wieku jeszcze, wzmiankę o tej familii 
w metryce wołyńskiej znajduje Niewiadomo w jakim 
czasie mianowicie jedna gałęź z tej rodziny litewsko- 
wołyiiskiej, oddzieliwszy się zupełnie i nazwisko zmieniła; 
zaczęli bowiem Dederkami się nazywać. Sławny w osta- 
tnich latach Rzeczypospolitej , z czynnego swego żywota 
biskup Jakób Dederko , niezawodnie z tej samej rodziny 
pochodził, pisał się nawet na Wielkich i Małych Deder- 
kałach i yv tutejszym kościele Reformatów, jako założo- 
nym w majętności swych przodków, odbywał dla pamiątki 
w 1826 r. po upływie 50 lat kapłańskich, ponowienie 
przymierzów swoich z kościołem '). W pierwszej połowie 
XVIII wieku rodzina Dederkałów zubożawszy widać, po- 
została przy posiadaniu małych Dederkał tylko , wielkie 
Dederkały zaś przeszły na własność Kołłątajów i Wysz- 
polskich ; ci ostatni dotąd jeszcze część tej wsi posia- 
dając). W kościele tutejszym xx. Reformatów znajduje 
się cudowny obraz Pana Jezusa, do którego pobożni, 



*) Dokładny życiorys tego biskupa i jego rodzeństwa 
znajduje się w Historycznych pamiątkach znamie- 
nitych rodzin dawnej Polski Tomasza Świe- 
ckiego, uzupełnionych przez Jul. Bartoszewicza T. I str. 
300-304. 

") W 1740 r. wielkie Dederkały a przynajmniej część 
tej wsi, należała do Jakóba Kołłątaja stolnika mścisławskiego? 
którego erekcya na cerkiew tutejsza z tegoż roku dot^d prze- 
chowuje się. 



— 33 — 

z oddalonych nawet okolii'.. zwłaszcza w czasie odpustów, 
licznie zgromadzać się zwykli, flistorya teg"o obrazu, 
połączona z założeniem kościoła i klasztoru, jak również 
kilka przeehowiijącycli się w klasztorze zabytków i pa- 
miątek, zasługują na szczegółowy opis, do którego miej- 
scowe aktn klasztorne i uprzejma uczynność przełożo- 
nego dostarczyły nam materyałów. 

W 1733 roku u właściciela Wielkich Dederkał An- 
toniego Wyszpolskiego, podczaszego mozyrskiego, skutkiem 
wypadku jakiegoś wybuchł straszny pożar, który zni- 
szczywszy część zabudowań gospodarskich, do domu prze- 
dzierać się począł, a płomień dach już obejmował; stro- 
skani gospodarze zaklęli ludzi przybyłych na ratunek, 
uhy przedewszystkiem starali się wydobyć z płomieni 
stary obraz P. Jezusa , jako najkosztowniejszą pamiątkę 
rodzinną, od kilku wieków w ich domie przechowującą się, 
dla której szczeg'dne mieli z całą rodziną poszanowanie- 
Na takie zaklęcie jeden z domoAvników, zachęcony może 
znaczną nagrodą, przyrzeczoną za ocalenie tego obrazu, po- 
mimo płomieni zewsząd już wciskających się, wdarł się przez 
okno do sypialnej Wyszpolskich komnaty, a uchwyciwszy o- 
braz ten do rąk, cały i nietknięty wynieść go jeszcze zdołał: 
w tej chwili właśnie ogień, który z całą wściekłością 
na dachu już się był rozpostarł, zagasł raptem, jakby 
cudowną jakąś mocą zaklęty, a wewnątrz domu wszystkie 
sprzęty i ściany nietknięte pozostały. Wtedy to Antoni 
Wyszpolski, widząc taki wyraźny cud, w obliczu licznych 
świadków dokonany, przypisując to cudownej łasce P. 
Jezusa, którego obraz ocalono, postanowił w tymże roku 
jeszcze, zbudować kościół w Dederkałach. W kilka mie- 
sięcy potem stanął tu drewniany kościółek i klasztor, 

5 



— 34 — 

do którego WyszpolskI , ulokowawszy w wielkim ołtarzu 
kościoła ów cudowny obraz, sprowadził xx. Reformatów 
z Zorniszcz na Podolu w pow. lipowieckim oddawna 
osiadłych. Niebawem obraz ten licznemi cudami w oko- 
licy zasłynął: w chwilach poprzedzających jakiekolwiek 
kieski krajowe, na obliczu Zbawiciela pokazywały sie łzy 
krwawe, a wielu chorych tu przybywających , uzdrowio- 
nych cudownie zostało. W roku 1760 Michał Prejss, sę- 
dzia ziemski krzemieniecki dziedzic Szybenny i kilku in- 
nych majątków w okolicy, wzniósł tu murowany kościół 
i klasztor dzisiejszy, do którego obraz przeniesiony zo- 
stał. W sam dzień uroczystości przeniesienia obrazu ze 
starego do nowego kościoła dnia 5 Lipca, zdarzył się 
pamiętny Avypadek w Dederkałach : rozhukane konie czyjeś 
roztratowały dwoje dzieci, które rodzice w najokropniej- 
szym stanie pokaleczone na rękach przynieśli. Procesya 
do nowej świątyni zbliżająca się, zatrzymała się, a kiedy 
dzieci te przysunięto do Dbrazu — Bóg chciał aby zdro- 
wie odzyskały. Cud ten wyobrażony jest w dość nędznym 
fresku w kościele , nad drzwiami do zakrystyi prowadzą- 
cemi. W kilka lat potem , na odgłos licznych cudów 
w Dederkałach doświadczonych , zwołana została tutaj 
komisya z Jezuitów i dwóch biskupów złożona, która 
rozpatrzywszy szczegółowo wszystkie cuda tu dopełnione, 
obraz P, Jezusa uroczystym aktem za cudowny uznała. 

W kościele tutejszym kilka prawdziwie pięknych 
obrazów na uwagę zasługują; między innemi dwa śli- 
czne malowidła włoskiej szkoły: św. Franciszek Se- 
raficki i Św. Elżbieta, malowane na cieniutkiej 
tkance z drzewa , mieszczą się w bocznych ołtarzach i 
szczególniej są piękne. Jest tu także św. Jan Ewan- 



— 3S — 

gelista, arcydzieło rodaka naszego p. Wiktora Br odz- 
kiego, który porzuciwszy pędzel, oddał się rzeźbiarstwu 
i w tym zawodzie rozgłośną już sławę dziś pozyskał. 
P. Wiktor Brodzki , rodem z Wołynia , wyprawiony za 
granicę kosztem cesarzowej matki, odbywał stiidya w Bzy - 
mie, zkąd powróciwszy, dużo potem pięknych robót sny - 
cerskich do cesarskich pałaców w Petersburgu dokonał. 
Sądząc po tutejszym obrazie św. Jana Ewangelisty i po 
kilku innych również szczęśliwych próbach jego, do 
rozmaitych kościołów na Wołyniu ofiarowanych , żało- 
wać prawdziwie należy, że zawód malarski zaniechał 
dziś podobno zupełnie. Spieszmy obejrzeć jeszcze kilka 
obrazów w kościele dederkalskim znajdujących się. Oto 
jeszcze jedna robota krajowego pędzla i jest to obraz 
służący za zasłonę do cudownego obrazu P. Jezusa, wyo- 
brażający Przemienienie Pańskie, roboty zmarłego 
przed kilku laty jenerała wojsk polskich hr. Gabryela 
Bzyszczewskiego. Zarzucilibyśmy mu tylko zbyt jasny 
koloryt, zresztą lopia z włoskiego jakiegoś mistrza dość 
szczęśliwie dokonana. Na kurytarzach klasztornych ściany 
zawieszone są tutaj mnóstwem starych obrazów olejnych, 
przedstawiających historyę św Franciszka Serafickiego i 
portretami mężów wsławionych w zakonie Beformatów, 
z podpisami nazwisk i krótkiemi życiorysami u spodu 
każdego z nich. Pod względem sztuki obrazy te są za- 
pewne zbyt małego znaczenia, lecz za to cechują one 
wdzięcznie nasze klasztory, i jakiś smętny i poważny 
urok poczerniałym niekiedy od starości ścianom ich 
przydają, nieraz też wśród tego mnóstwa ciemnych kla- 
sztornych malowideł, zdarza się napotkać dzieło wielkiego 
jakiego mistrza , które się tu wypadkiem jakimś aabłą- 



— 36 — 

kalo i w zapomnieniu od wieków spoczywa ; w Deder- 
kalacłi wprawdzie nic podobnego dostrzedz nie mogliśmy, 
lecz za to z prawdziwem zachwyceniem oglądaliśmy tu 
ogromny zbiór prześlicznych starych sztychów włoskich 
i polskich, po korytarzach i w chórze klasztornym po- 
rozwieszanych, pomiędzy niemi siedm niewielkich ćwiart- 
kowych obrazków, przedstawiających siedm św. sakra 
mentów, szczególniej są piękne i mniej niż inne od wil- 
goci uszkodzone. W refektarzu klasztornym pokazywano 
nam kilkanaście starych portretów : Antoniego Wyszpol- 
skiego, pierwszego fundatora starego kościółka w Deder- 
kałach, Michała Prejssa, jego żony i córki Heleny Wyle- 
żynskiej, fundatorów dzisiejszej świątyni, Jana Felicyana 
Więcławskiego, skarbnika żydaczewskiego, benefaktora tu- 
tejszego klasztoru, urodzonego w 1700 r., ładne malo- 
widło z herbem Leliwa u spodu, następnie dwa ciekawe i 
piękne portrety Mikołaja Potockiego starosty kaniowskiego 
w bogatym kozackim stroju i Stanisława na Zbarażu, Jó- 
zefowie, Stanisławowie, Brodach, Niemirowie, Załoścach 
itd. Potockiego wojewody poznańskiego, fundatora oo. Pie- 
formatów krzemienieckich, zmarłego w 1760 r. W biblio- 
tece klasztornej z kilku tysięcy xiąg złożonej , oprócz 
dzieł czysto religijnych , starych druków z XVI i XVII 
wieku, widzieliśmy bogaty zbiór dyaryuszów sejmowych, 
mowy pogrzebowe i panegiryczne , Yolumina legum pi- 
Jarskiej edycyi, a co najciekawsze, kilka rękopismów o 
rzeziach kozackich na Wołyniu i na Ukrainie, i kilka 
tomów kroniki klasztornej z XVIII wieku, czyli tak 
zwane Silua rerum. W grobach pod kościołem tutej- 
szym w kilkunastu dobrze zachowanych trumnach, spo- 
czywają zwłoki Dederkałów, tutejszych dziedziców 



— 37 — 

Wys zpolskich , Spedowskich, Drzewieckich i innych. Na 
dziedzińcu klasztornym, dokoła murem opasanym, wi- 
dzieliśmy wspaniały kasztan, tak piękny i stary, jak mało 
drzew w kraju jemu podobnych widzieć się nam zda- 
rzyło. Obejrzawszy nareszcie wszystko co tu widzenia 
godnem było , odjeżdżałem z Dederkał ujęty gościn- 
nością tutejszych zakonników, którzy pokazawszy mi 
wszystko skwapliwie, ugościwszy serdecznie, jeszcze bło- 
gosławieństwem na drogę opatrzyli. Dzisiejszym właści- 
cielem małych i wielkich Dederkał, prócz kilku drobnych 
posiadaczy , jest znany obywatel krzemienieckiego po- 
wiatu p. Jan Czosnowski, który dla wygody przybywają- 
cych tu pobożnych , zbudował parę obszernych austeryj, 
dobrze we wszystko zaopatrzonych. 



IV. 



SZUMSK — DZIEJE TEGO MIASTECZKA I DAWNI JEGO WŁAŚCICIELE : MA- 
LIŃSCY I RADZIWIŁŁOWIE — MONASTER BAZYLIANSKI , KOŚCIOŁ I KLA- 
SZTOR XX. FRANCISZKANÓW, HISTORYA TEGO KOŚCIOŁA I LEGENDA O 
ZAŁOŻENIU JEGO — NOWY KOŚClOŁ TUTEJSZY — RUINY ZAMKU — 
WIEŚ CYRANKA ZA SZUMSKIEM — OKOPY W NIEJ. 

Pominąwszy Dederkały, wjeżdża się raptem w oko- 
licę zasianą wioskami, z których każda prawie jakieś hi- 
storyczne pamiątki posiada. Tu okop i wał dokoła niego, 
tam kilkanaście wysokich mogił wśród pola rzuconych, 
ówdzie szczątki starego zamczyska, krzyż kamienny z nie- 
czytelnym już nadpisem , cerkiewka drewniana na wpół 
w ziemi leżąca, albo monasterek stary jak świat, po któ- 
rego murach i budowie poznasz łatwo, że nie jedno już 
stulecie przetrwał, nie jedno pokolenie w swych grobach 
pochował. — Zewsząd wieje tu jakiś urok starożytności, 
każde drzewo, każdy muru odłamek zda się szemrzą 
starą jakąś o minionych wiekach historyę, a czas który 
wszystko niszczy, który tyle pamiątek i zabytków zcszło- 
wiecznych na Wołyniu zatarł — tutaj więcej ich niż 
gdziekolwiek dla użytku badaczów i miłośników staroży- 
tności zaoszczędził. W promieniu dwóch mil niespełna 
leży kilkanaście wsi i miasteczek, mnóstwo tego rodzaju 
zabytków przechowujących: a najprzód Szumsk i Racli- 
manów, dwa starożytne miasteczka, stawem tylko i nie- 



— 39 — 

wielka rzeczką, jedno od drugiego przedzielone, trzecie, 
nieco opodal Sziimbar, dziś już na wiejską osadę zamie- 
nione, dalej wsie : Obycz , Zińki , Suraż, Kordyszów, Za- 
łuże, Olybisy, Nowy-Staw, Majdan, Stożek, Antonowce, 
Uhorsk i kilkanaście innych, o których z kolei o każdej 
mówić będziemy, wszędzie tam bowiem jakiekolwiek ślady, 
rozjaśniające zamierzchłą ich przeszłość, wyszukać nam 
się udulo. 

Prosto z Dederkał, krajem pięknym, wzgórzystym, 
droga prowadzi nas do Szumska. Już minęliśmy wsie Po- 
tuturów i Bryków, niegdyś majętności Bohowitynów, z któ- 
rej ostatnia i jej trzy krzyże kamienne, przy drodze le- 
żące , znana nam z pięknej legendy p. Szymona Kono- 
packiego — aż oto i samo miasteczko Szumsk ukazało 
się oczom naszym. Dłużej niż nad innemi , nad tą lichą 
dziś mieściną, zatrzymać się nam przyjdzie, bo dużo ma- 
teryałów, historyi tej osady tyczących się , zgromadzić 
nam się udało. 

Trzy aż miasteczek tego nazwiska znajduje się na 
ziemiach dawnej Polski , z tych dwa na Wołyniu : m. 
Szumsk pod Żytomierzem starożytna osada, nasz Szumsk 
w okolicy Krzemieńca, nad rzeką Wiliją położony i 
trzeci Szumsk pod Wilnem, sławny niegdyś kościołem i 
klasztorem Dominikanów. Ostrożnie więc tylko brać na- 
leży rozproszone po dawnych kronikach wspomnienia 
o tych osadach. 

O naszym Szumsku , pod Krzemieńcem położonym, 
pierwszą wzmiankę spotykamy pod r. 1149, kiedy był 
zagarnięty przez Włodzimierza (Włodzimierka) xięcia ha- 
lickiego. W r. 1152 Izasław, wielki xiążę kijowski, sprzy- 
mierzony z Gejzą królem węgierskim , wymógł na Wło- 



— 40 — 

dzimierzu przyzwolenie oddania tego miasta jemu, czego 
jednakże Włodzimierz następnie nie uczynił. Podczas 
najścia Tatarów na Ruś byl nasz Szumsk nawet stolica 
udzielnego xicztwa , w bitwie bowiem nad Kałką sprzy- 
mierzonych xiażat Rusi południowej z Tatarami w r. 1224, 
widzimy walczącego tam xiecia Swietosława Szumskiego, 
który też poległ z ręki wroga. W r. 1261 xięztwo Szum- 
skie znajdowało się w ręku Bazylego (Wasilka) xięcia 
włodzimierskiego, który w tym roku właśnie w Szumsku 
musiał się korzyć przed chanem tatarskim Burondajem i 
znosić odeń zniewagi. W tej epoce osada ta silnie zni- 
szczona została. Idąc lat porządkiem, znowu wzmiankę o 
naszym Szumsku napotykamy w kronice Jana z Czarn- 
kowa , czyli tak zwanego Anonima archidyakona gnie- 
źnieńskiego, a to pod r. 1366, AV tym roku Kazimierz 
Wielki zawojowawszy ostatecznie ziemie: bełzką, chełmska 
i Wołyń cały, zawarł ostatecznie pokój z xiażętami li- 
tewskimi , nadawszy każdemu z nich udziały w tych zie- 
miach. Lubarta zostawił król przy posiadaniu całej ziemi 
łuckej , już pierwej przez niego dzierżonej. Między in- 
nemi wspomnione sa w tym podziale osady: Stożek, 
Da ni łów, Za kamień, Szumsk, Ostróg, P o- 
łonne i Międzyboż, jako własności Lubarta w ziemi 
łuckiej '). Jakie były później losy Szumska, niewia- 
domo — długo bowiem potem żadnej o nim wzmianki 



9 1*0,00 autem in formam coaluit hanc, Liibardo Liiceo- 
riensis terra cum omnibus territoriis prmaevis et vilUs ąuem- 
admodum fuit a principio ^ i. e. Stożeh^ Baniłóic^ Zalcamień, 
Szumska Ostróg, Fołonne et Międmjhoie. (Słowa rozejmu — 
patrz Długosz pod r. 1366 i Anonym archid gnesii.) 

Stożek dziś malutka wioska o lekka mile od Szumska 



— 41 — 

nie napotykamy. Syn Liibarta Fedor już przez Włady- 
sława Jagiełłę powoli wyzuty został z posiadłości swych 
wołyńskich: wtedy więc i Szumsk w prywatne ręce do- 
stać się musiał. W XVI wieku już dziedzicami Szumska 
i kilkunastu okolicznych w^łości byli Malińscy, jedna z mo- 
żniejszych rodzin szlacheckich na Wołyniu, dobrze \s Rze- 
czypospolitej zasłużona \ oni to po większej części , jak 
widać z archiwów miejscowych, przyczynili się do wzro- 
stu miasteczka, które w gmachy i domy Boże przyozdo- 
bili. W 104(S r. Szumsk wraz z wielu innemi miaste- 
czkami w okolicy zniszczony zupełnie został przez Ko- 
zaków Chmielnickiego, którzy samo miasteczko, cerkwie 
i kościół ogniem spalili. Wtenczas to dziedzic tutejszy 
Daniel Jeło-Maliński chorąży wołyński , później kaszte- 
lan bełzki , stracił w tej wojnie znaczna część fortuny 
swojej , która przez Kozaków zniszczona i złupiona zo- 
stała '). W r. 1752 Alexander i Stanisław Malińscy, 
bracia rodzeni między sobą a praprawniikowie Daniela 
kasztelana bełzkiego, zubożawszy widać, odprzedają Szumsk 
i cały klucz do niego należący, xięciu Michałowi Ra- 
dziwiłłowi koniuszemu lit. hetmanowi w. x. lit. , ojcu x. 
Karola Panie Kochanku ^). Xiążę ten a później syn jego 

odległa^ Daiiiłów dziś wioska Daiiiłówka nieopodal ztamtad le- 
żąca^ Zakaraień będzie to niezawodnie dzisiejszy Podkamieu 
na granicy Galicyi położony, słynny cudownym obrazem Matki 
Boskiej. 

*) Patrz o tem w Dodatkach do tego tomu Nr. 2gi i 3ci. 

2) Malińscy odprzedawszy klucz szumski, pozostali jeszcze 
przy okruchach swej fortuny wołyńskiej, z której w ostatnich 
czasach znaczna część prawem spadku po kądzieli wpłynęła 
w dom Sosnowskich^ dzisiejszych dziedziców na Bołożówce, 
Stepanówce, Nowo-Malinie i innych majętnościach wołyńskich. 

6 



— 42 — 

Karol zjeżdżali tu często dla łowów, które w obszernych 
lasach Szumskich wyprawiali ; zjeżdżał z niemi i dwór 
liczny, a zamek tutejszy jeszcze świetny i dobrze wówczas 
utrzymany, tysiące ludzi mieścił w sobie niekiedy. Xiążę 
Dominik Radziwiłł dziedzic ordynacyi i ogromnej fortuny 
pó stryju Karolu , doszedłszy do pełnoletności , wyprze- 
dając całą swą wołyńską fortunę, klucze szumski i są- 
siedni z tymże rachmanówski , sprzedał w 1806 r. Ro- 
mualdowi Bystremu . staroście hutowskiemu. Ten ostatni 
marnotrawca i nielubiony w kraju , któremu źle się za- 
służył , także niedługo przy tej fortunie utrzymać się 
zdołał, w 1817 r. bowiem Szumsk przez różnych kre- 
dytorów za dekretem zjazdowym przez kollokacyą roze- 
brany został. Z pomiędzy kilku właścicieli dzisiejszych, 
najznaczniejszą część tutaj mają Mężyńscy. 

W r. 1637 Daniel Maliński jeszcze podówczas cho- 
rąży wołyński i żona jego Halszka z Wiełhora , przy 
cerkwi św. Trójcy, już wówczas egzystującej w Szumsku, 
wznieśli drewniany monaster dla Bazylianów '). Tenże Ma- 
liński testamentem swoim w 1656 r. uczynionym, zapi- 
suje sumę 4,000 złp. na zmurowanie klasztoru Bazylianom 
i 8,000 złp. tymże zakonnikom szumskim na utrzymanie 
przeznacza, z zaleceniem, aby ciało po śmierci w cerkwi 
Św. Trójcy w grobach przodków jego pochowane zostało ^). 
Ostatnia jego wola nie we wszystkiem jednak spełniona zo- 
stała, sukcesorowie bowiem rozpocząwszy fundamenta na po- 
murowaniemonasterUjtak długo zwlekali ukończenie jego, aż 
majętność Szumska sprzedaną nareszcie została Radzi wił- 



'j Patrz w Dodatkach Nr. Iszy. 
2) Patrz w Dodatkach Nr. 2gi. 



— 43 — 

łom, którzy o dopełnieniu pobożnej woli Malińskich by- 
najmniej myśleć nie chcieli. Ztąd powstał proces , naj- 
przód Malińskich, następnie samychże Bazylianów z Ra- 
dziwiłłami , lecz budowa monasteru nigdy już do skutku 
doprowadzoną nie została '). Dzisiaj niema już śladu ani 
cerkwi św. Trójcy, w której znajdowały się groby Boho- 
witynów i Malińskich , ani monasteru Bazyliańskiego, a 
dzisiejsza cerkiew ruska w Szumsku daleko późniejszych 
czasów sięga. 

W samym środku miasteczka pozostał tu jeszcze 
obszerny kościół murowany, niegdyś Franciszkański , od 
roku zaś 1832 na cerkiew greckiego obrządku obrócony. 
Na facyacie tego kościoła , wypukłorzeźbią wyrobiony 
jest herb Malińskich Pietyroch, a w kaplicy, z pra- 
wej strony wielkiego ołtarza przybudowanej , pozostały 
dotąd groby tej rodziny; przez zakratowane okno w mu- 
rze widać jeszcze kilka dobrze zachowanych trumien, 
rzędem stojących. Kościół ten opasany jest dokoła gru- 
bym i dość wysokim murem, dziś już w kilku miejscach 
zarysowanym ; historyę powstania tego muru znaleźliśmy 
w papierach tego klasztoru, złożonych obecnie przy ko- 
ściele jampolskim: W r. 1761 wybuchł wielki pożar 
w Szumsku, który część miasteczka zniszczył ; wtedy to 
bogaty żyd mieszkaniec tutejszy, imieniem Batio, wła- 
ściciel kilkunastu domów i składów podziemnych z to- 
warami w Szumsku , widząc już ogień do domów 
jego zbliżający się, zrobił intencyę , jeśli domostwa jego 
ocaleją , ofiarować znaczną część klejnotów swoich do 
kościoła Franciszkańskiego ; domy jego ocalały rzeczy- 



') Patrz w Dodatkach Nr. 3ci. 



— 44 — 

wiście, a żyd przyrzeczenia dotrzymał; Franciszkanie zaś 
sprzedawszy te klejnoty, obrócili wzięta za nie sumę na 
opasanie murem kościoła. Kiedy mianowicie kościół ten 
wzniesiony został i kto był pierwszym jego funda- 
torem, nie wiadomo. W 1656 r. już Franciszkanie w Szum- 
sku znajdowali się ; w testamencie bowiem Daniela 
Malińskiego , tegoż roku uczynionym , znajdujemy o nich 
pierwszy ślad piśmienny. Maliński zaleca w nim oo. Fran- 
ciszkanom Szumskim odprawianie żałobnego nabożeństwa 
za duszę swoją i zapisuje sumę 8,000 złp. na wszystkich 
dobrach swych lokowaną , na zmurowanie kościoła dla 
tychże zakonników, jeśli Bóg pokój ojczyźnie użyczy; 
musieli więc Franciszkanie mieć wówczas kościół dre- 
wniany tylko. Wola testatora nie prędko spełnioną zo- 
stała , dopiero bowiem w 1715 r. Stanisław Maliński 
podczaszy halicki, wnuk Daniela, wymurował dzisiejszy 
kościół p. t. N. P. Niepokalanego Poczęcia i przy nim 
maleńki klasztorek o 6ciu celach dla Franciszkanów fun- 
dował; świadczy o tem zapis t. r. d. 12 Lutego w gro- 
dzie krzemienieckim oblatowany. W r. 1722 d. 3 Czerwca 
nastąpiła aprobata tej erekcyi przez Stefana Rupniew- 
skiego bisk. łuck. i brzesk, i wydzielenie parafij, a w r. 
1741 d. 8 Września Franciszek na Dmeninie Kobielski 
biskup łucki i brzeski, kościół ten konsekrował. Główniej • 
sze zapisy i fundusze tego kościoła były następujące; 

1) Dnia 12 Lutego 1715 r. Stanisław Jęło Maliński 
podczaszy halicki , na wymurowanie kościoła w Szumsku 
i zbudowanie klasztoru o 6ciu celach dla oo. Franciszka- 
nów, przeznacza plac nieopodal od rynku i pole za mia- 
stem w trzech rękach, w każdej ręce po dni piętnaście 
na użytek klasztorny wydziela (na tych gruntach osiedli 



— 45 — 

potem włościanie i utworzyła się osada, zwana Cyranka), 
dozwala zakonnikom wolne mlewo w młynach Szumskich 
bez miarki i czerhy, wolny wrąb w lasach , AVolne ku- 
rzenie gorzałki i warzenie piwa w browarach. Tymże 
zapisem na wieczny fundusz konwentowi wyznacza sumę 
12,000 złp. z oznaczeniem procentu od niej po 7 od 
sta, którą to sumę do wypłacenia jak i procentów od 
tejże, między WW. Antoniego, Łukasza i Jana Malińskich, 
braci między sobą rodzonych , a swoich synowców, tak 
rozdziela i ubezpiecza: na miasteczka Szumsku i wsi 
Waśkowcach na schedzie Antoniego cześnika wołyńskiego 
4,000 złp. , tyleż na schedzie Łukasza na wsiach Boło- 
żówce i Stepanówce , i tyleż także na trzeciej schedzie 
Jana, na wsiach Załużu , Litowiszczach , Kutach z hutą 
przy nich będącą i innych. Zapis ten osobiście stawiać 
się w grodzie krzemienieckim oblatował d. 9. Czerwca 
1724 r. 

2) Dnia 4 Augusta 1729 r. Jan Maliński synowiec 
fundatora Stanisława, oznacza klasztorowi na wieczny 
użytek sianożęć na kosarzów 30tu. 

3) Dnia 20 Kwietnia 1746 r. Alexander i Stani- 
sław Malińscy bracia rodzeni , przeznaczają klasztorowi 
na wieczny użytek ogród Michała poddanego, do gruntów 
erekcyjnych przytykający. 

4) Innym dokumentem bez wyrażenia daty — ciż 
sami Alexander i Stanisław Malińscy, widząc szczupłość 
gruntów klasztornych, powiększają je. Dokument ten I o 
Kwietnia 1774 r. oblatowany w grodzie krzemienieckim. 

Nadto rozmaitych innych zapisów klasztorowi Szum- 
skiemu, w rozmaitych czasach legowanych przez rodziny: 
Malińskich, Drzewieckich, Pruszyńskich, Wkryńskich, Le- 



— 46 — 

szczyńskich , Wyleżyńskich i Iskierskich , liczyło się po- 
dług wizyty tutejszego klasztoru w r. 1820 sporządzonej : 
sum pewnych 67,102 złp., zawodnych, od których pro- 
centu nie pobierał klasztor 18,062 złp. i sum już wów- 
czas oddawna zaginionych 45,488 złp. *). Takie to było 
niegdyś uposażenie klasztorów w naszym kraju , a tu- 
tejszy do moźniejszych bynajmniej się nie liczył i nigdy 
w nim więcej nad 8miu zakonników nie bywało. W 1832 r. 
z rozporządzenia rządu, które jednocześnie tyle innych 
kościołów na Wołyniu dotknęło , Franciszkanie klasztor 
tutejszy opuścili, a w kościele cerkiew ruska umieszczoną 
została ; wtedy to parafię katolicką przeniesiono ztąd do 
Jampola, w Szumska zaś prócz malutkiej cmentarzowej 
kapliczki, niebyło żadnego zresztą kościoła aż do 1850 r., 
w którym nowy i piękny kościół parafialny dla świeckich 
xięży stanął. Kosztowniejsze aparaty kościelne i biblio- 
tekę klasztorną po skasowaniu Franciszkanów, przewie- 
ziono ztąd do Jampola ; tej ostatniej oglądaliśmy tam 
jeszcze szczątki ocalałe w czasie pożaru kościoła jam- 
polskiego. Z rzadszych druków pozostały tam jeszcze 
następujące dzieła: 1) Commentarius in Priorem Divi 
Pauli ad Thimoteum Epistolam Piotra Steveri, Ingolst. 
1611 roku. 2) Pauli de Palatio XII Prophaetas, Coloniae 
1583 roku. 3) Speculum Minorum Biernackiego, Craco- 
Yiae 1688 roku. 4) Panegiryczne dyskursy duchowne 
Waler. Gutowskiego, Kraków 1674 r. 2 tomy. 5) Di- 
plomata Congregationum Piuthenorum concernentia, Po- 
czajoyiae 1767 r. 



') Wiadomości te czerpaliśmy z archiwum Franciszkań- 
skiego , przy kościele jampolskim obecnie złożonego. 



— 47 — 

Najpiękniejszym jednak zabytkiem tutejszego kościoła 
był obraz M. Boskiej , który po kasacie Franciszkanów 
do Podkamienia w Galicyi przewieziony został i w tam- 
tejszym kościele dotąd przechowuje sie. Obraz ten był 
kosztowną pamiątką narodową , należał bowiem do het- 
mana Żółkiewskiego, który go miał przy sobie w obozie 
pod Cecora ; kawałek buławy tego hetmana w miejscu 
berła, wetknięty był w rękę N. Panny. Obraz ten, wraz 
z odłamkiem buławy hetmańskiej , dostał się do Maliń- 
skich, z których jeden zapewne musiał walczyć pod Ce- 
cora z Żółkiewskim i hetman musiał mu go dac w ofie- 
rze. Po wystawieniu kościoła Franciszkanom, Malińscy 
ofiarowali do niego obie te drogie narodowe pamiątki. 
Historya tego obrazu , wypisana przez x. Markiewicza, 
znajdowała się na odwrotnej stronie malowidła, a ślad o 
niem pozostał w dawnych opisach kościoła. 

Długo zatrzymaliśmy się nad dziejami tutejszej świą- 
tyni — o, bo też te dzieje, te historya naszych klasztorów 
i kościółków — to historya kraju całego , która niknie 
i rozprasza się, o której i pamięć zaginie wkrótce , jak 
zaginęły te pobożne fundacye ojców naszych. Lecz kie- 
dyśmy już tyle o Franciszkańskim kościele tutejszym po- 
wiedzieli, nie godziłoby się może bez wspomnienia pomi- 
nąć prześlicznej legendy o założeniu jego, powszechnie 
znanej i krążącej pomiędzy ludem w Szumsku i w oko- 
licy. Oto ona: Przed laty wielu było dwóch braci, je- 
den z nich bezżenny był dziedzicem Szumskiego klucza, 
drugi żonaty i ojciec licznej rodziny, dziedzicem na są- 
siednim, przez staw tylko odległym Rachmanowie, z przy- 
ległemi doń wioskami. Bracia ci syli z sobą w najwię- 
kszej niezgodzie i kłótni z powodu działu majątkowego. 



— 48 — 

Dziedzic Szumska nie mógł przebaczyć młodszemu bratu 
wyboru lepszej i większej schedy. Racbmanów bowiem 
był wickszem i ludniejszem od Szumska miasteczkiem 
i zamek tam był wspanialszy i obszerniejszy niż zamek 
Szumski. Oba te zamki zbudowane były jeden naprzeciw 
drugiego , stawem tylko i nie wielka rzeczką Wilią od- 
dzielone od siebie. Otóż Stanistaw, takie bowiem miał 
imię dziedzic na Szumsku, szukając ciągle zręczności 
zemszczenia się na bracie^ dopatrzył razu pewnego, że 
w jednem z okien zamku rachmanowskiego do późnej 
pory świeci się zawsze jakieś światełko 5 potajemnie od 
sług dowiaduje się, że jest to właśnie sypialna komnata 
brata , w której on , zamknięty do tak późnej pory na 
modlitwie czas spędza ; korzysta więc z tej zręczności, 
a stanąwszy na dziedzińcu swoim , z nakierowanego 
działka, jak z oddalenia mety wnosić można, wymierza 
strzał przeciwko temu oknu i zabija brata. Stroskana 
wdowa pozostawszy z drobnemi dziećmi, wytacza zabójcy 
kryminalny proces, który podług praw ówczesnych byłby 
co najmniej banicyą dla Stanisława się skończył. Prze- 
rażony tem , a może i sumieniem ruszony, szuka poje- 
dnania z bratową, a chcąc sierotom wyrządzoną krzywdę 
nagrodzić, przyrzeka uczynić na rzecz ich zapis całego 
swego majątku Zgoda na takich warunkach łatwo na- 
stępuje , a Stanisław, rzeczywiście już dręczony na su- 
mieniu, wziąwszy kij pielgrzymi , pieszo do Rzymu udaje 
się. Tam przybywszy, zbrodnię swą kapłanowi na spo- 
wiedzi wyznaje i otrzymuje odpowiedź , że nie prędzej 
rozgrzeszenie otrzymać może, aż wtedy, kiedy na miejscu 
dokonanej zbrodni t. j. w Szumsku kościół' wystawi i 
zakonników przy nim osadzi. Wraca więc, zakłada ko- 



— 49 — 

ściot i klasztor tutejszym Franciszkanom, majątek cały 
synowcom oddaje, sam zaś de pełni wszy tego wszystkiego, 
znowu gdzieś znika. Po upływie lat wielu, w Szumsku 
w kościele Franciszkanów, w sam wielki piątek zjawia 
się pielgrzym z długą brodą , wynędzniały i obdarty, i 
prosi o spowiedź. Ojcowie Franciszkanie dają mu kapłana, 
przed którym zeznaje, że jest fundatorem tutejszego kla- 
sztoru, owym właśnie zabójcą brata, i że po długicb la- 
tacb pokuty i pielgrzymstwa wraca, aby w dzień wielko- 
piątkowy, jako w dzień przeznaczony na spowiedź dla 
złoczyńców i zbrodniarzy, na miejscu dokonanego prze- 
stępstwa , ostatecznie łaskę rozgrzeszenia i przebaczenia 
winy otrzymać. Spowiednik przerażony tem wyznaniem, 
długo się namyśla, długo się waba, aż nareszcie jeszcze 
raz rozgrzeszenia mu odmawia , dodając że pokuta była 
za krótką zważywszy wagę przestępstwa, pociesza go je- 
dnak, modlić się przyrzeka i do dalszej wytrwałości w po- 
kucie nakłania. Westcbnął głęboko zbrodniarz, odchodząc od 
konfesyonału zapłakał, pomodlił się i zniknął raz jeszcze, 
lecz odtąd nie widziano go już więcej w Szumsku. 
W parę lat po tem wydarzeniu, jak twierdzi lud, widmo 
jakieś zaczęło się ukazywać wieczorną porą na grobli 
tutejszej, straszyło ludzi przechodzących, łamało koła u 
wozów przejeżdżającym, babom garnki z ogniem i latarki 
tłukło, słowem tysiące tego rodzaju psot mieszkańcom 
wyrządzało. Przestraszeni udają się z tą wiadomością 
aż do klasztoru, proszą zakonników o radę i pomoc 
przeciw tej pladze, utrzymując że to nie co innego być 
musi, jeno duch zmarłego zapewne Stanisława, męczący 
się po śmierci. Zakonnicy, jak to zwykle się dzieje w po- 
dobnych wydarzeniach, zalecają , aby ktokolwiek spotka 

1 



— 50 — 

widmo, przeżegnał się i zwykłą formułą : „Wszelki duch 
P. Boga chwali" zagabnął je. Dopełnia tego jakiś biedak 
przechodzący tamtędy, widmo znika, z łoskotem z mostu 
w wodę spuściwszy się, i odtąd nie zjawia się już nigdy 
więcej. 

Całe to podanie z faką ścisłą dokładnością przez 
lud opowiadane i tak w okolicy tutejszej rozpowsze- 
chnione, każe przypuszczać, że choć część prawdy w niem 
się zawieraj zresztą samo położenie miejscowości tutej- 
szej , tak zgodne z legendą, i ruiny dotąd pozostałe 
dwóch naprzeciw siebie leżących zameczków Szumskiego 
i rachmanowskiego, rzeczką Wilią tylko przedzielonych, 
wszystko to na ten domysł naprowadzać zdaje się. Cho- 
ciaż z drugiej strony znowu, mając pod ręką dokumenta 
miejscowe , widzimy że od drugiej połowy XVI wieku 
przynajmniej począwszy, nigdy oba te miasteczka do je- 
dnych właścicieli nie należały. Radziwiłłowie dopiero 
w XVIII wieku, kupiwszy Szumsk od Malińskich, a po- 
siadając już dawniej Uachmanów, oba te majątki razem 
zleli; jeżeli więc ta legenda ma być prawdziwą, to ko- 
ściół Franciszkański jeszcze chyba w początkach XVI 
wieku lub dawniej zbudowany być musiał. Lud w opo- 
wiadaniu swojem Malińskich, jako bohaterów tej legendy 
mianuje. Całkiem inaczej od starych Pofranciszkańskich 
murów, pełnych pamiątek, legend i tradycyi, w^yglada 
nowy kościół tutejszy, przed kilku laty dopiero wysta- 
wiony. Śliczna ta świątynia w maurytańsko - gotyckim 
stylu zbudowana , śmiało do najozdobniejszych w naszej 
prowincyi zaliczoną być może. Mało rzeczywiście widzieć 
można kościołów, w którychby zlanie dwóch różnoro- 
dnych stylów wdzięczniej i harmonijniej dokonane zostało. 



— 51 ~ 

Wewnątrz ten sam wdzięk i harmonia — sklepienia luki 
ostre przedstawiają , galerye otaczające kościół do kola, 
lekkie i piękne ołtarze zaś i ambona z Polryni- 
tarskiego kościoła aż z Lucka zabrane i tu przywiezione, 
z dębowego drzewa, misternej snycerskiej roboty, szcze- 
gólniej są piękne , ambonę szpeci tylko ciężka statua 
Chrystusa, na wierzchu ustawiona. Z obrazów najznako- 
mitsze są tutaj dwie roboty znanego naszego rodaka 
Klembowskiego : Objawienie ś w. Piotra i Matka 
Boska, po obu stronach wielkiego ołtarza zawieszone ; 
w samym zaś wielkim ołtarzu niewielki obrazek pędzla 
Wiktora Brodzkiego wyobraża prześliczną , trochę tylko 
może zanadto światową i figlarnie uśmiechniętą główkę 
anioła. KościoF ten w 1850 r. wystawiła własnym ko- 
sztem zmarła rychło potem pani Ludwika z Pruszyń- 
skich Mężyńska , której grób i portret znajdują się tu- 
taj także. 

Przy wyjeździe z miasteczka , na kępie , z trzech 
stron wodą oblanej, sterczą ruiny tutejszego zamku, za- 
pewne przez Malińskich założonego. Zachowały się w nim 
jeszcze obwodowe ściany, na których wewnątrz dostrzedz 
można ślady fresków i wewnętrzne rozporządzenie ko- 
mnat. Zamek ten przed laty kilkudziesięciu był jeszcze 
mieszkalny, a zmarły niedawno w Szumsku staruszek 
Krzyski, był sługą tego domu za xięcia Radziwiłła Panie 
Kochanku, zapamiętał więc całą świetność jego dworu 
tutaj, o której często rozprawiać lubił. 

O parę wiorst zaledwie za Szumskiem, przy drodze 
do Antonowiec , położona jest wieś Cyranka, należąca 
niegdyś do xx. Franciszkanów Szumskich. Tuż za tą wsią, 
na górze pokrytej teraz lasem , jest okrągły, 160 łokci 



— 52 — 

obwodu mający ziemny okop. Wał jego dzisiaj jeszcze 
półtora sążnia wysokości trzymający, otacza zaledwie 
widoczne ruiny kamienne. Musiał to być niegdyś rodzaj 
obronnego zameczku , Avzniesionego od napadu Tatarów; 
podanie miejscowe niesie , że zameczek ten w XV wieku 
założony został. 



Y. 



MIASTECZKO U ACH MANO W — KILKA SLOW O SAMEM NAZWISKU 
RACHMANOWA , DZEJE TEGO MIASTA OD NAJDAWNIEJSZYCH CZASÓW, 
DAWNI JEGO właściciele: BOHOWITYNOWIE , WlŚNlOWiECCY I RADZI- 
WIŁŁOWIE , POŻARY, NAJAZDY TATARSKIE , CERKIEW P. T. Ś\V. TRÓJCY 
FUNDACYI KRÓLA MICHAŁA KORYBUTA , OPIS ZAMKU — WIEŚ S 0- 
SZYSZCZE NIEDALEKO RACHMANOWA , CIEKAWY DOKUMENT XX. WI- 
ŚNIOWIECKICH do TEJ WSI ODNOSZĄCY SIĘ. 

Zaledwie przejechawszy przez groblę szumską , już 
się znajdujemy w Rachmanowie. Nędzna i uboga ta mie- 
ścina, z kilkunastu domostw żydowskich złożona, zale- 
dwie na miano miasteczka ziishiguje : starożytne ruiny 
zamczyska i stara cerkiew drewniana fundacyi jeszcze 
króla Michała Korybuta i jego przodków, oto jedyne po- 
zostałe tu dzisiaj pamiątki i zabytki przeszłości. A je- 
dnak Rachmanów był znacznem niegdyś miastem , przez 
Cellaryusza jeszcze wzmiankowanem, a przeszłość jego 
ciekawa i pełna interesu, już dla samej swej staroży- 
tności i zmiennych koei, jakich ta osada doświadczała. 
Mając pod ręką plikę starych papierów o Rachmanowie, 
postaramy się o ile możności, dokładnie dzieje jego skre- 
ślić. — Już samo nazwisko Rachmanowa mimowolnie 
uwagę naszą zatrzymać musi, dziwnie bowiem brzmieniem 
swem przypomina ów r a c h m a ii s k i j w e ł y k d e ii na- 
szego ludu i ściśle z nim połączoną, niezmiernie staro- 



— u — 

zytną tradycyę ludowa. Na wielkanoc lud na Wołyniu i 
na Ukrainie zgromadziwszy się nad brzegiem rzeki lub 
stawu, rzuca w wodę łupinki z jaj farbowanych w tern 
przekonaniu , że one dopłynąwszy do dalekiego miasta 
Rachmania, oznajmia mieszkańcom jego o obchodzącej 
się tu uroczystości ^ w'cdług wyobrażeń ludu w mie- 
ście tem dusze zmarłe odbywają pokutę za grzechy w ży- 
ciu popełnione. Jarmarki po niektórych miasteczkach Wo- 
łynia i Podola przypadają na tak zwany rachmańskij 
wełykdeń, t. j. w poniedziałek po przewodach. Czy 
nasz Rachmanów ma jakikolwiek związek z tym zwy- 
czajem ludowym i jego nazwą , trudno w tym względzie 
coś stanowczego zawyrokować , gdyby tak jednak było 
w istocie , byłby to niezaprzeczony dowód niezmiernie 
odległej starożytności tej osady. Z drugiej strony znowu, 
jak się z dokumentów pokazuje , Rachmanów w pierw - 
szej połowie XVI wieku był jeszcze wsią, nazywającąi 
się Pi h asy, i w tym czasie dopiero na miasto zamie- 
niony został i nazwisko Rachmanowa otrzymał. Z tego 
wszystkiego wnosicby można , że albo zwyczaj ten lu- 
dowy nie sięga dalej jak wiek XVI, albo że Rachmanów 
i pierwej nazywał się Rachmanowem , a chwilowo tylko 
na wiejską posadę Pi basy zamieniony, powrócił potem 
do dawnej swej nazwy i znaczenia ; podobne wypadki, 
koleją losów, skutkiem wojen i zniszczenia, lub też fan- 
tazyą samychże właścicieli spowodowane, często się w hi- 
storyi starożytnych naszych osad napotykać dają. W do- 
kumentach, które mamy pod ręką, Rachmanów nawet nie- 
kiedy Rochmanowem bywa nazywany, co znowu na- 
sze domysły obala. 

Porzućmy wnioski, których rozstrzygnąić nie jesteśmy 



— 55 — 

w stanie, a które nas Bóg wie jak daleko w dziedzinę 
fantazyi zaprowadzić mogą , a wróćmy raczej do rze- 
czywistości t. j. do historyi samego Rachmanowa. Naj- 
dawniejszymi jego właścicielami , o których doszły nas 
ślady piśmienne, byli Bohowitynowie herbu Korczak z Li- 
twy tu przybyli i osiadli. W r. 1513 Zygmunt I król 
polski Bohuszowi Bohowitynowi herbu Korczak, podskar- 
biemu litewskiemu , za rozmaite funkcye poselskie i inne 
zasługi w kraju nadaje obszerne dobra w Litwie i na 
Wołyniu w ziemi krzemienieckiej. Na Wołyniu wydzielone 
mu zostały : wieś Pihasy czyli późniejszy Rachmanów, 
miasteczko Szumbar, wsie Kutno, Załuże, Ołybisy, Kor- 
dyszów, Nowy-Staw, Horbowce , Zołobki , Woloka , By- 
kowce, Potuturów, Walów, Bryków, Baymaki i kilka in- 
nych jeszcze. Majętności te graniczyły jedne z drugiemi 
i rozciągały się na przestrzeni kilku mil w około ; była 
to więc prześliczna, magnacka prawie fortuna, którą król 
Bohusza Bohowityna obdarzał. Rozrodzeni potomkowie 
jego osiadłszy w tych majętnościach , podzielili się na 
kilka linii , z których jedni od miasteczka Szumbaru 
przezwali się Bohowitynami Szumbarskiemi , drudzy od 
Kutna Kuteiiskiemi , inni nakoniec od dóbr Kozierad 
Kozieradzkiemi. Najgłówniejsze linie były szumbarska i 
rachmanowska. Wszędzie w majętnościach swych poza- 
kładali Bohowitynowie zamki, których szczątki dotąd po- 
zostały; główne zaś fimdum mieli w Rachmanowie , 
czyli w tak zwanych wówczas Pihasach. W r. 1570 dzie- 
dzicem Pihas i Załuża byl pan Wojna Bohuszewicz Bo- 
howitynowicz , wnuk jak się zdaje , a może prawnuk 
pierwszego Bohusza Bohowityna. W tym roku właśnie 
p. Wojna usypał i podwyższył groblę w majętnościach 



_ 56 — 

swych Załiiżu i Plhasach, a ponieważ grunta I staw jego 
graniczyły z wsią Obyczą , majętnością pana Mytki Po- 
pielińskiego , uzyskał więc na to pozwolenie p. Mytki i 
brata swego pana Bohowityna Piotrowicza Szumbarskiego, 
który od lat dawnych wieś Obycz w zastawie trzymał'). 
W roku 1579 Michał Bohowityn Szumbarski, dziedzic 
wsi Pihas i Obyczy, nabytej już widać na własność od 
Popielińskich, robi wieczysty zapis tych majętności panu 
Walentemu Wkryńskiemu , a w akcie tej sprzedaży wieś 
Pihasy nazwana już jest wyraźnie miasteczkiem R o c h- 
m a n o w e m („seła bywszaho Pihas a teper mesteczka 
nazwanoho Rochmanowa") *). W następnym 1580 roku 
nowy właściciel Rachmanowa p. Walenty Wkryński , za- 
prowadza spór o ziemie i granice z sąsiadem swym p. 
Fedorem Bohowitynem Kozieradzkim i Kuteiiskim, dzie- 
dzicem Zaluża. Rozjątrzone obie strony już długi proces 
rozpoczęły, kiedy wezwany na sąd polubowny pan cze- 
śnik J. Król Mości ziemi wołyńskiej Fedor Rudecki, roz- 
patrzywszy wspólne ich pretensye , godzi powaśnionych, 
a zgodę tę zaznacza formalnym dekretem kompromisar- 
skim, d. 20 Listop. 1850 r. ferowanym^). Nie długo pozo- 
stawał Rachmanów w rękach Wkryiiskiego, już bowiem w 
parę lat potem, przechodzi napowrót z Obyczą w posiadanie 

1) Patrz Dodatki do tego tomu Nr 4, 8 i 6 

2) 22 Junii an. 1579. Zapis wieczysty Michała Bohowi- 
tyna Szumbarskiego panu Walentemu Wkryńskiemu miaste- 
czka Rachmanowa i wsi Obyczy, z odgraniczeniem części 
z soszyszckiego gruntu , do monasteru obyckiego należącej. 
(Dokument ten przechowuje się w archiwum monasteru oby- 
ckiego). 

») Patrz Dodatki Nr. 7. 



— 57 — 

Bohowitynów, którzy zmieniając się kolejno , na zamku 
tutejszym rezydowali. W r. 1596 dziedzic tutejszy Wa- 
cław Bohowityn Szumbarski chorąży wołyński, w którego 
rękach znaczna część fortuny Bohowitynów skupiła się, 
znaglony jakąś pilną potrzebą, pożycza u małżonki swo- 
jej pani Zofii Michayłówny xiężniczki Czartoryskiej su- 
mę 40,000 złotych polskich, którą ewinkuje i ubezpiecza 
na dobrach swoich kluczu rachmanowskim z przyległo- 
ściami , z tem, że jeżeli tę sumę on lub potomkowie 
jego nie powrócą małżonce jego , ona staje się dziedzi- 
czką tego majątku. Zapis ten zrobiony widocznie z in- 
tencyą udobrodziejstwowania żony, uroczyście w przyto- 
mności świadków t. j. brata swego p. Mikołaja Bohowi- 
tyna Szumbarskiego i szwagrów xiążąt Jerzego i Michała 
Michajłowiczów Czartoryskich , sporządzony został dnia 
4 Stycznia 1596 roku'). Wkrótce potem umiera p. Wa- 
cław Bohowityn , rodzeństwo zaś jego nie spłaca po- 
wyższej należytości pozostałej wdowie , która pospłaca- 
wszy innych jeszcze kredytorów mężowskich , staje się 
panią i właścicielką całej fortuny po nim pozostałej t. j. 
miasteczka Rachmanowa, połowy m. Szumbaru , połowy 
wsi Horbowiec i wsiów Kordyszowa, Bykowiec, Ołybisów, 
Soszyszcz, Nowego-Stawu, Zołobek, Obyczy, Potuturowa, 
Wałowa, Brykowa i Baymak, w ziemi krzemienieckiej 
łażących. Rachmanów więc z obszernemi przyległościami 
raz na zawsze już wyszedł z posiadania Bohowitynów, 
pani Zofia Bohowitynowa nie długo bowiem żyła po 
śmierci męża, a po niej prawem spadku objęli majętność 
tę Czartoryscy, bracia jej rodzeni. Wspomniona tu Zofia 



1) Patrz Dodatki Nr. 8. 



— 88 — 

Bohowitynowa była panią wielkiego rozumu i głębokiej 
nauki ; o niej to kronikarze wspominają , że ewangelie i 
pisma apostolskie z greckiego na słowiański język tłu- 
maczyła ; to wszystko nie przeszkadzało jej , jak wi- 
dzimy, być dobrą i rządną administratorką swej fortuny. 
Słynęła przedewszystkiem wielką pobożnością, a co dzi- 
wniejsze, zwłaszcza pod owe czasy, nie była fanatyczką. 
Będąc wyznania grecko - ruskiego , w dobrodziejstwach 
swoich nie czyniła różnicy w wierze. O jej dziełach pi- 
śmiennych pierwszy doniósł Siarczyński, dodając, iż Sta- 
wrowiecki Cyiyl w xiążce nauk obyczajnych 
wyznaje , że z jej pism rzecz swoją zbierał , a na jego 
powadze i Świecki to samo powtarza. Ze zaś Zofia Bo- 
howitynowa rzeczywiście tłumaczyła wyżej wymienione 
dzieło , znajdujemy także w bibliograficznym opisie sta- 
rożytnych xiąg ruskich biblioteki hr. Tołstoja, przez 
Strojewa wydanym, na str. 143, następną wzmiankę przy 
opisie dzieł Cyrylego Trankwilliona Stawrowieckiego , a 
szczególnie przy ewangeliach nauczających czyli kaza- 
niach niedzielnych, drukowanych w Rachmanowie 1619 r. 
in fol. a przypisanych xięciu Jerzemu Czartoryskiemu, 
w której to przedmowie Stawrowiecki właśnie mówi, iż 
prace te ułożył z różnych dzieł, a szczególnie ; iz hiesied 
^^ew angielskich a po czaati iz apostolskich , kotorych -^e- 
^^r dożyła z grcckoho jazyka na słowienskij, staranijem, pro- 
^^myslom i kosztom siooim, światoj pamiati jej miłosf 
^^kniażna Czarłoryskaja Sofija sestra W. Kn. M, pani 
^^Bohowitynowa chorużyna ivołynskaja.''' — Niemasz wąt- 
pliwości, iż rzecz tu idzie o jednem i tem samem tłu- 
maczeniu, lecz gdzie i kiedy było ono wydane, o tem 
nikt, ile nam wiadomo z pewnością dotąd jeszcze nie 



— do- 
pisał, a Siarczyiiski snadź z tego samego tylko źródi'a 
wiadomość swoją poczerpnął. Umarła Zofia Bohowitynowa 
w 1603 lub 4tym roku, a pamięć jej długo źyla w oko- 
licy i wśród mieszkaiiców Rachmanowa. Tu w założonej 
przez nią drukarni długo jeszcze potem wytłaczano po- 
bożne xicgi ruskie. Po jej śmierci brat spadkobierca, 
xiąże Jerzy Micbajłowicz Czartoryski , zrzeka się całego 
tego majątku na rzecz krewnego swego xięcia Micbała 
Wiszniowieckiego starosty owruckiego i żony jego Re- 
giny Mohylanki, dnia 15 Xbra 1605 roku'). Odtąd już 
Rachmanów wszedłszy w posiadanie xiążąt Wiszniowie- 
ckich, długo w tym domie pozostawał. Po śmierci xięcia 
Michała w 1618 roku i żony jego Mohylanki, syn ich 
xiążę Jeremi wojewoda ruski, pan najkolosalniejszej w kra- 
ju fortuny, jeden z największych bohaterów, jakich Polska 
wydała, został dziedzicem rachmanowskiego majątku. Ró- 
wnież jak i rodzic jego zjeżdżał on tutaj niekiedy, za- 
mek powiększył i silniej obwarował, i ztąd też kilka 
przywilejów dla mieszkańców miasta wydał. Syn jego 
Michał, obrany później królem polskim, wychowany za 
granicą , nie wiadomo czy był kiedy w dziedzicznych 
swych dobrach Rachmanowie , nie zapomniał o nich je- 
dnak i na tronie, i ze stolicy swej Warszawy kilku przy- 
wilejami miasto tutejsze obdarzył. W tym czasie wła- 
śnie Rachmanów i kilka wsi okolicznych , do tego ma- 
jątku należących , trzymał w zastawnej dzierżawie Re- 
migian Błędowski, z którego imieniem często się w pa- 
pierach miejscowych spotykamy. W roku 1672 pożar 
zniszczył zamek rachmanowski i wszystko co się w nim 



O Patrz Dodatki Nr. 9. 



— 60 — 

znajdowało; wtedy to spaliły sie papiery i dawne przy- 
wileje miejscowej cerkwi p. t. św. Trójcy służące , a 
które dla większego bezpieczeństwa na zamku były zło- 
żone. Michał Korybut, jako król i dziedzic Rachmanowa, 
pospieszył z pomocą pogorzałym rodzinom, i nowy przy- 
wilej dnia 23 Czerwca 1672 r. z Warszawy, na in- 
stancyę biskupa łuckiego i ostrogskiego Gedeona Cze- 
twertyńskiego, i na proźbę parocha miejscowego , wydał 
dla cerkwi rachmanowskiej , konfirmując wszystkie dawne 
prawa i prerogatywy przez antecesorów swoich tejże 
cerkwi nadane*). Lata 1675 i 1676 boleśnie oznamio- 
nowały w historyi Rachmanowa , który już w ówczas był 
dziedzictwem xięcia Dymitra Wiszniowieckiego wojewody 
bełzkiego, hetmana w. kor. W tym czasie bowiem Tata- 
rowie zniszczyli to miasto do szczętu , mieszkańców 
w niewolę zabrali, inni zaś chroniąc się przed wrogiem, 
po lasach rozpierzchnęli się ; wsie zaś do tego majątku 
należące , popalone i na uroczyska zamienione zostały, 
mieszkance w jasyr uprowadzeni , tak że kiedy przyszło 
do płacenia pogłównego podatku, jeden tylko mieszczanin 
w miasteczku Rachmanowie wraz z żoną okazał się. 
Okropną tę ruinę i dokonane zniszczenie , wymownie 
w manifeście do grodu krzemienieckiego dnia 12 Okto- 
bra 1676 r. zaniesionym, opisał Jm. pan Remigian 
Rłedowski , zastawny naówczas dzierżawca dóbr rachma- 
nowskich^). Po wielu latach zniszczone miasteczko Ra- 
chmanów, powoli dźwigać się z gruzów zaczęło, aż na- 
reszcie dawny swój byt i zamożność odzyskało. Dzie- 



1) Patrz Dodatki Nr. 10. 

2) Patrz Dodatki Nr. 11. 



— 61 — 

dzicami jego kolejno byli xx. Wiszniowieccy, zmieniając 
sie jeden po drugim , aż ostatecznie ostatni tego domu 
potomek, Janusz Antoni Korybut Wiszniowiecki kasztelan 
krakoAvski , wydając za mąż córkę swoją Franciszkę Ur- 
szulę za Radziwiłła, tak zwanego hetmana Rybeńkę 
w 1729 roku dnia 23 Kwietnia, jako posagowe wiano 
przeznaczył jej pomiędzy innemi i dobra rachmanowskie 
z przyleglosciami ^). Radziwiłłowie odziedziczywszy te 
dobra , a posiadając już natenczas wiele innych maję- 
tności w okolicy, i coraz to nowe następnie nabywając, 
jak klucze szumski i antonowiecki, przesiadywali tu czę- 
sto, zakładając czasowe swe rezydencye to na zamku 
rachmanowskim, to w sąsiedniej wsi Biało-Krynicy, gdzie 
także piękny zamek po Zbarażskich posiadali. Widzie- 
liśmy ztąd datowane, własnoręczne ich przezenty ko- 
ścielne i cerkiewne , instalacye nowych parochów i t. p« 
dokumenty, w archiwum miejscowem dotąd przechowane. 
Syn ich xiążę Karol Panie Kochanku wojewoda wileiiskj 
zjeżdżał tu także od czasu do czasu i wspaniałe łowy 
w puszczach Szumskich i rachmanowskieh Avyprawiał. Po- 
woli jednak świetność Rachmanowa i jego dworu gasnąć 
zaczęła, a xiążę Dominik Radziwiłł synowiec Karola i 
spadkobierca ogromnej jego fortuny i ordynacyi, doszedł- 
szy do pełnoletności , sprzedawać zaczął wołyńskie do- 
bra. Klucze szumski i rachmanowski, te dwie piękne i 
tak we wszystko obfitujące majętności, kupił od niego 
natenczas w roku 1806 Romuald Bystry starosta hutowski. 



*) O tera szczegółowo w dokumencie odgraniczenia 
gruntów do cerkwi rachmanowskiej należących. Dokument ten 
znajduje się w archiwum tejże cerkwi. 



— 62 — 

Ten gdy przez nieład i marnotrawstwo roztrącił cała 
prawie fortunę, pozostał mu z niej jeden tylivO Rachma- 
now i parę okolicznych wiosek, które sukcesorowie jego 
Siemiątkowscy dotąd posiadają. Dzisiejsi właściciele nie 
mieszkając tu nigdy, nie Aviele się troszczą o byt miaste- 
czka , które od lat wielu opuszczone , do zupełnego też 
przyszło dzisiaj upadku, a oddalenie od większych traktów 
i brak handlu przyspieszyły jeszcze jego zubożenie. 

Stara drewniana cerkiew tutejsza p.t. św. Trójcy, fun- 
dacyi jeszcze xiążąt Wiszniowieckich , uposażona i no- 
wemi przywilejami obdarzona przez króla Michała Kory- 
buta , trzyma się dotąd , kilkakrotnie od tej pory odna- 
wiana i restaurowana ; dziwnym sposobem ocalało w niej 
dość bogate archiwum , które dzisiejszy paroch starannie 
utrzymuje. Oprócz dokumentów już wyżej cytowanych, 
znajdują się tam jeszcze rozmaite przywileje z własno- 
ręcznemi podpisami xx. Wiszniowieckich i Radziwiłłów, 
nadania gruntów cerkiewnych, pozwolenia sycenia miodów, 
instalacye nowych parochów i t. p. Niektóre z tych au- 
tografów są prześlicznie dochowane , a najpiękniejszą 
jest prezenta na instalacye nowego parocha do tejże cer- 
kwi, wydana w Łachwie 1737 r. dnia 24 Lutego, z pod- 
pisami Michała Kazimierza Radziwiłła i Urszuli Franciszki 
z Wiszniowieckich, małżonki jego , kasztelanów trockich, 
hetmanostwa poln. w. x. lit, Prezenta ta prześlicznemi 
kolorowanemi Avinietami od ręki robionemi ozdobiona. 
Drugi tejże treści również piękny dokument jest xięcia 
Karola Panie Kochanku, z zamku rachmanowskiego da- 
towany. 

Zamek tutejszy na południowo - wschodniej stronie, 
na rogu miasteczka położony, w zupełnej jest ruinie. 



— 63 — 

Przypiera z trzech boków do Szumskiego stawu, a czwar- 
tym do samego miasteczka, otoczony z zachodniej 
i południowej strony kamienną, starożytną, na wpół roz- 
waloną ścianą, drewnianemi szkarpami tylko podpartą; 
długość tej ściany od zachodu 17 a od południa 24 
sążni , od wschodu i północy fundamenta tej ściany za- 
ledwie są widoczne. Od tego zamku na zachód o 50 
sążni ciągnie się wał , zrobiony dla zakrycia pomienio- 
nego zamku, wysoki na 3 sążnie, i przechodzi od sa- 
mego rachmanowskiego stawu na 16 sążni z północy na 
południe, zawraca sie potem na wschód i opiera się pra- 
wie o południowo-wschodni kąt samego zamku. O 280 
sążni od wspomnionego wału , także nazad za miaste- 
czkiem , znajduje sie drugi wał, ciągnący się z północy 
na południe , od Szumskiego do rachmanowskiego stawu, 
długi na 200 a wysoki na 3 sążnie. Ten zrobiono za- 
pewne dla zakrycia pierwszego wału od napaści nieprzy- 
jaciół. W samym zamku w kilku drewnianych, nędznych, 
już w późniejszych czasach skleconych izbach , są po- 
mieszkania oficyalistów, a w dziedzińcu, na miejscu da- 
wniej uszykowanych armat , liche budowle gospodarskie. 
W ogólności początek wzniesienia tego zamku odnoszą 
do XIV wieku , pewnych zaś dowodów na to niema i 
tych w żadnych dokumentach napotkać nie mogliśmy. 

Ujechawszy parę wiorst za Rachmanowem , natra- 
fiamy na wioskę Soszyszcze zwaną, w górach, wśród 
sadów wiśniowych zabudowaną , graniczącą z gruntami 
wsi Obyczy. Wieś ta od niepamiętnych czasów należała 
do rachmanowskiego klucza, a pozostając w posiadaniu 
jednych właścicieli, dzieliła też i losy jego. W archiwum 
rachmanowskiem znaleźliśmy ciekawy dokument o xiążetach 



— 64 — 

Wiszniowiecklch starostach owruckich, tutejszych dzie- 
dzicach , tej wsi dotyczący. Oto treść jego : W roku 
1603 pani Zofia z Czartoryskich Bohowitynowa cho- 
rążyna wołyńska i brat jej xiążę Jerzy Czartoryski, dzie- 
dzic klucza rachmanowskiego, zastawili jedną wieś z tego 
klucza , a mianowicie Soszyszcze , z dwoma stawkami i 
młynkami obyckiemi , w sumie 2.500 złotych polskich, 
urodzonemu Konstantynowi Bobrowiczowi. Ten ustąpił ją na 
tychże warunkach i prawach ur. Kasprowi Ludzickiemu, 
u którego xiążęta Michał Wiszniowiecki i żona jego Re- 
gina Mohylanka , zostawszy później dziedzicami rachma- 
nowskiego klucza, dopożyczają najprzód 450 złp., a po- 
tem 515 złp., na które wydając dokument wyrażają się 
w onym , iż : „ku wielce pilnoy, spolnoy potrebe naszey, 
pożyczyli i rukami swoimi otlicziwszi wzialijesmo summu 
piatsot y pialnadcat zołotych polskich". — - Takim spo- 
sobem uformowała się suma 3465 złp. , którą xiążęta 
Wiszniowieccy zostawszy dłużni Ludzickiemu, wypuszczają 
mu w takowej wieś Soszyszcze z dwomii stawkami i 
młynkami obyckiemi , rodzajem zastawy od trzech do 
trzech lat, po upływie których xiążęta uiściwszy się z na- 
leżytości , mają prawo tę wieś we władanie swoje ode- 
brać. W dokumencie tym odznaczone są granice tej ma- 
jętności , jej pól i sianożęci, wzmiankowana tam także 
starożytna pustką stojąca cerkiew, którą dzierżawca ma 
prawo odbudować na chwałę Bożą, również jak i dwór 
na wyspie będący. Zapis ten , uczyniony w Wiśniowcu, 
xiażęta osobiście stanąwszy przed aktami krzemienieckiemi 
oblatowali dnia 3 Kwietnia 1615; prócz podpisów 
xiążąt podpisani ich przyjaciele : Szaszewski , Horain i 
Czerniakowski. 



— 65 — 

Cały ten dokument dość małej zresztą wagi , do- 
wodzi tylko, w jak pilnej potrzebie grosza bywali wów- 
czas xiażęta Wiszniowieccy, których obszerne dobra 
znaczną częśó ziemi krzemienieckiej zajmowały, kiedy u 
szlachty tak drobne pożyczki zaciągali. Kilka zresztą 
charakterystycznych wyrażeń w tym dokumencie zdają 
sie ten wniosek potwierdzać. Z drugiej strony znowu 
dokument ten przedstawia nam ciekawy szczegół do ów- 
czesnej statystyki krajowej , dowodzący jak nizki był 
wówczas szacunek ziemi, kiedy obszerna wieś, w pięknej 
okolicy położona , z dwoma stawkami i młynami za 
3465 złp. na lat trzy wypuszczoną być mogła. 



• — -s/wvAAAAAA/V\A/^^-~ 



VI 



WIEŚ OBYCZ DAWNI JEJ WŁAŚCICIELE POPIELIŃSCY, WIŚNIO WiECCY, 

RADZIWIŁŁOWIE — STAROŻYTNY MONASTER BAZYLUŃSKI ŚW. MIKOŁAJA — 

JEGO DZIEJE I KLĘSKI W ROZMAITYCH CZASACH PONOSZONE. LIST 

ZYGMUNTA AUGUSTA SZUMBAK HISTORYA TEJ OSADY KOŚCIÓŁEK 

TRYNITARSKI. 

W ogromnym jarze zaraz za Rachmanowem, dokoła 
staremi drzewami okolona leży wieś O bycz, jedna z naj- 
starożytniejszych osad w tej okolicy ; jest tu starożytny 
monaster św. Mikołaja w XIV wieku jeszcze fundowany. 
Rzućmy okiem i przebiegnijmy po krotce przeszłość i 
dzieje tej osady. Wieś Ohycz była od najdawniejszych 
czasów w posiadaniu rodziny Popielińskich. Starożytny 
ten dom w XV wieku jeszcze dziedziczne posiadłości na 
Wołyniu mający, nie grał nigdy żadnej roli dziejowej i 
w ogólności pochodzenie jego ciemne i małoznane, Okol- 
ski i Niesiecki żadnej też wzmianki o Popielińskich nie 
czynią. W roku 1570 Mytko Popieliński dziedzic wsi 
Obyczy, w liście swoim danym p. Wojnie Bohuszewiczowi 
Bohowitynowiczowi , dziedzicowi Pihas i Załuża na po- 
zwoleniu usypania i podwyższenia grobli do gruntów 
jego obyckich przytykającej, wyraźnie wzmiankuje o Oby- 
czy, jak o dawnej majętności przodków swoich Popie- 
lińskich. W tym liście p. Mytko wymienia dwóch synów 
swoich Michna i Waśka, jako przyszłych spadkobierców^, 



— 67 — 

przyrzekając w ich imieniu dochowanie słowa danego 
panu Wojnie na wieczne używanie i posiadanie nowo 
zbudowanej grobli '). Od tej pory tracimy już z oczów 
Popielińskich, i nigdy już potem żadnej o nich wzmianki 
nie napotykamy. Bohowitynowie Szumbarscy, którzy już 
wówczas trzymali wieś Obycz zastawą, stają sie później 
w-Taścicielami tej majętności. W roku 1579 Michał' Bo- 
howityn Szumbarski dnia 22 Junii t. r. robi wieczysty 
zapis Rachmanowa i Obyczy p. Walentemu Wkryiiskiemu, 
z odgraniczeniem tylko gruntów do monasteru tutejszego 
należących'). W kilka lat potem Walenty Wkrynski napo- 
WTÓt ustępuje tych majętności Bohowitynom, a odtąd już 
Obycz, wszedłszy do składu fortuny rachmanow^skiej , we 
wszystkiem dzieli jej losy i koleje. Od Bohowitynów wraz 
z Rachmanowem przechodzi we władanie Czartoryskich, 
później Wiszniowieckich , ostatecznie zaś Radziwiłłów. 
W roku 1806 od xięcia Dominika Radziwiłła kupuje 
wieś Obycz Maliński cześnik łęczycki, który znowu od- 
przedaje ją Różańskim ; ci ostatni przed i laty kilku 
jeszcze ją posiadali. 

O kilkaset kroków za wsią Obyczą, u stóp stromej 
bardzo góry wznosi się niewielki monasterek murowany 
dawniej , Avscho dniej architektury ; monaster ten p. t. 
Św. Mikołaja , należał od wieków do zakonników reguły 
Św. Bazylego, po skasowaniu zaś tego zakonu , na mo- 
naster dla mnichÓAY ruskich zamieniony został. Ciekawa 
jest historya jego i smutne koleje przez jakie przecho- 



Patrz Dodatki Nr. 5. 

2) Dokument ten znajduje sie w archiwum monasteru 
obyckiego. 



— 68 — 

dzil. W roku 1368 xiążę Konstantyn Ostrogski zbudo- 
wawszy ten monaster p. t. św. Mikołaja w uroczysku 
zwanym Tataryniec, wydzieli! dla niego -tany, sianożęcie 
i dwa stawy do wydzielonych gruntów przytykające. Spro- 
wadzeni tu zakonnicy przez lat blisko dwieście głosili 
chwałę Bożą i spokojnie praw i dostatków przez pierw- 
szego swego fundatora nadanych używali; dopiero w 1566 
rokuBohowitynowie właściciele przytykających do gruntów 
monasterskich majętności, a mianowicie Fedor Wojna Kuteń- 
skijAdam i Jędrzej KlemensowiczeBohowitynowicze Kozie- 
radzcy, zagarniają przemocą ziemie przez spokojnych za- 
konników posiadane. Wtedy to ihumen czyli przełożony 
tego monasteru, ojciec Melencyusz Dżiusa, udaje się pie- 
szo do Kijowa, gdzie wyjednawszy list instancyonalny do 
króla od metropolity kijowskiego Sylwestra, z listem tym 
pospiesza do stolicy i osobiście królowi skargę swą o 
poczynione monasterowi krzywdy przedkłada. Zygmunt- 
August wysłuchawszy ubogiego mnicha, daje na ręce jego 
własnoręczny list, rozkazujący Bohowitynom zwrócenie 
niesprawiedliwie przez nich zagarniętych gruntów, do 
monasteru należących. List ten w urzędowej kopii, w ar- 
chiwum klasztornem zachowany, przytaczamy tu do- 
słownie : 

„Zyhmunt Bożeju Myłostyju Korol Polski Wełyki 
Kniaź Lytowski, Ruski, Pruski, Zomoidzki, Mazowecki, In- 
flantski y Innych — Zemianom Naszym Powetu Kreme- 
neckoho: Panu Fedoru Woynyczu Kutenskomu a Panu 
Adamu y Andreju Kłymentowyczom Bohowitynowyczom 
Kozyradzkim. — Sztoż dey tych czasów prychodył do 
Nas Hospodara, Otec Melentyi Dżiusa Ihumen Monastyra 
Tatarynskaho Swetoy Mykoły, z Łystom prykaznym ot 



— 69 — 

Welebnoho Otca Sylwestra Metropolita Kiewskoho w Hodu 
1566 z Kiewa k' Jemu pysanom, sztoby On do Nas Ho- 
spodara pryiechawszy obwestyl Nam krywdu Swoiu szto 
kotoruiu Pan Fedor Woynycz Kutenski z Kłymentowyczy 
iemu deiiit, Zemlii Cerkownuiu szto sławnoie pamety Kniaź 
Konstantyn Ostrohsky u Hodu 1368Indykta 6 na Cerkow 
Swetoy Mykoty zapysal, onuiu otobrały hwaltom y otby- 
raiut, począwszy ot Pihaskoie Hranycy iduczy ot Dorohy 
Wełykoie z Pihas k' Kremiańcu promeży Tataryncom do- 
lynoiu na wprost czerez Bołoty y Werchowynu Stawu Za- 
luźskaho k' Wału Wełykomu k' Lesom tam ot Kutow, Za- 
luża, Pihasow, Ludem swoim Znłużskim , Kutenskim y Pi- 
haskim zabyrat każut, szto My krywdu tuiu żałosne Nam 
rozkazanuiu Otca Ihumena Tatarynskaho Imenem Metropo- 
lita Kiiewskoho prysłanoho wysłuchawszy, szto na Proźbu 
Jeho czyneczy kazałyieśmo Sym Łystom Naszym , Zemia- 
nom, aby tuiu Zeuilu CerkoAvnuiu szto Im kniaź Konstan- 
tyn Prawo dał, czerez Poddanych Kutenskich, Załuźskich 
a Pihaskich zabranuiu otdaty, a bolszey krywd Otcu Ihu- 
menu neczynyty, pod Zakładom Naszym Dwoma Kopamy 
Hroszey Łytowskich, iesły czynyty chotełyby y czerez 
Zakład toy perestupyty meły. — Pysan w Knyszynie Leta 
Bożoho Narożenia 1567 Misiaca Febr. 5 Indykt Desiaty 
(podpis królewski) Szymkowicz Marszałok" *). 

Powróceni do swojej własności zakonnicy, nie długo 
jej jednakże spokojnie używać mogli. Już bowiem 



') List ten po rusku starosłowiańskim szryftem pisany, 
do Akt krzemienieckich r. 1568 dnia 24 Maja wciągnięty i 
oblatowany został; urzędowa kopia jego w archiwum mona- 
sterskiem dot^d przechowana. 



— 70 — 

około 1605 roku Tatarowie w tych stronach grasujący, 
napadłszy na monaster śvv. Mikołaja zniszczyli go zupeł- 
nie, zakonników niektórych w niewole uprowadzili , ko- 
sztowności wszystkie w klasztorze znalezione zrabowali, 
starożytne zaś xicgi , dokumenty i przywile monasterowi 
temu służące zniszczyli i spalili. Wtedy to kilku pozo- 
stałych zakonników tutejszych, którzy w okolicznych la- 
sach ukrywając się , z rąk nieprzyjaciela ujść zdołali ; 
nie mając już po co powracać do zniszczonego klasztoru, 
po innych monasterach rozproszyli sie , monaster zaś 
Św. Mikołaja pozostał pustką, a grunta do niego niegdyś 
należące zabrali xx. Wiśniowieccy dziedzice ówcześni 
dóbr Rachmanowa i Obyczy. W lat kilkadziesiąt po opi- 
sanych wyżej wypadkach osiadł tu dopiero xiądz Tymo- 
teusz Kochalski Bazylian, instalowany przez x. Jeremiego 
Wiśniowieckiego dziedzica Obyczy, któremu xiążę ten 
zrestaurowawszy najprzód monaster, część gruntów da- 
wniej monasterowi przynależnych wydzielił. Powoli za- 
częli tti znowu osiadać Bazylianie, monaster się za- 
ludnił i do lepszego bytu przyszedł, a zakonnicy w braku 
piśmiennych dowodów w czasie najazdu tatarskiego je- 
szcze popalonych, długo z xx. Wiśniowieckimi , a osta- 
tecznie z Radziwiłłami , dziedzicami Obyczy, prowadzili 
proces o ziemie do monasteru tego należące*). Do dziś 
dnia jeszcze kilku mnichów ruskich zamieszkuje w sa- 
motnym tym monasterku, a miejsce, w którem starożytna 
ta świątynia stoi, dotąd jeszcze zachowało pierwotną na- 
zwę Uroczyska tatarzynieckiego. 

W bok nieco od Obyczy na dwóch wyniosłych gó- 



1) Patrz Dodatki Nr, 3. 



— Ti- 
rach, nad brzegiem obszernego stawu położonych, roz- 
siadł się starożytny Szumbar, niegdyś miasteczko i za- 
mek, dziś nędzna wioska, z szczątkami murowanych wa- 
łów i okopów i z malutkim drewnianym kościółkiem Po- 
trynitarskim, jedynemi pamiątkami przeszłości. Podobnie 
wszystkim okolicznym osadom tutejszym i Szumbar za- 
ledwie widoczne ślady dawnej swej świetności przecho- 
wał. W r. 1513 miasteczko tutejsze wraz z licznemi do 
koła włościami nadane zostało przez Zygmunta I Boho- 
witynom. Jedna gałęź rozrodzonego tego domu wzią- 
wszy działem Szumbar, otrzymała też i nazwę Boho- 
Avitynów Szumbarskich. Czy to przez związki małżeńskie, 
czy też dla innych powodów, linia Bohowitynów 
Szumbarskich zamożniejszą zawsze była od innych, a 
jak się nawet ze starych dokumentów pokazuje , tutejsi 
dziedzice mieli nawet zawsze pewną przewagę nad re- 
sztą rodzeństwa, dziedziczącą sąsiednie posiadłości : Rach- 
manów, Horbowce, Nowystaw, Bryków, Walów, Kutno 
i inne. Górował też nad innemi i zamek panów Szum- 
barskich na środku wysokiej na 20 sążni góry wznie- 
siony, z trzech stron wodą oblany ; dziś jeszcze 
pozostały murowane jego fundamenta i ślady otaczają- 
cych tę budowę ziemnych okopów. Na początku XVII 
wieku połowa miasteczka Szumbaru wraz z fortuną rach- 
manowską, po śmierci Zofii z Czartoryskich Bohowi- 
tynowej , wdowy po Wacławie chorążym wołyńskim, 
staje się własnością braci jej xx. Czartoryskich , którzy 
wkrótce potem dobra te xx. Wiśniowieckim : Michałowi 
staroście owruckiemu i żonie jego Mohylance ustępują*). 



') Patrz Dodatki Nr. 9. 



— 72 — 

Następnie już ta połowa Szumbaru dzieliła we wszy- 
stkiem losy fortuny rachmanowskiej. Od xx. Wiśniowie- 
ekich nabyli Szumbar lub też w darze otrzymali go Błę- 
dowscy, rodzina w domie Wiśniowieckicb zasłużona. 
W r. 1727 Franciszka z Horbowa Błędowska, Andrzeja 
Błędowskiego miecznika nowogrodzkiego małżonka, dzie- 
dziczka czwartej części Szumbaru , fundowała w tern 
miasteczku kościół drewniany p. t. św. Trójcy i przy nim 
klasztor dla Trynitarzy, zrobiwszy zapis ^części swojej 
w tern miasteczku , murów zamkowych i gotówką 
2,000 złp. na uposażenie dla tych zakonników; umarła 
jednak wkrótce, a fundusz ten sukcesorowie zakwestyo- 
nowali. W 1762 r. odnowił go i do dawnego znaczenia 
przywrócił Michał Błędowski pułkownik wojsk francu- 
skich, dziedzic tutejszy, lecz w tymże czasie właśnie Drze- 
wieccy ofiarowali Trynitarzom dworek swój w Krzemieńcu 
na klasztor a skarbiec na kaplicę , dokąd też zakonnicy 
ci i przenieśli się. W 1791 r. znowu z Krzemieńca wy- 
parci, powrócili Trynitarze do Szumbaru i kościół z kla- 
sztorem zrestaurowawszy zajęli ; ostatecznie skasowano 
tutejszy konwent w 1832 r. a kościółek na parafialny 
świeckich xięży zamieniony został'). Prócz grobów Błę- 
dowskich i kilku portretów tej rodziny w kościółku prze- 
chowanych, niema tu zresztą żadnych zgoła pamiątek, 
ani zabytków dawnych. Na początku XVIII wieku część 
Szumbaru należała do Zbrożków, a mianowicie do Sta- 
nisława chorążego gostyńskiego , który długi i zawzięty 
proces o ziemie z Bazylianami sąsiedniego monasteru za- 



') Szczegóły o tutejszym kościele czerpaliśmy z dawnych 
wizyt przez miejscowego proboszcza nam udzielonych. 



— 73 — 

hajeckiego właśnie w tym czasie prowadził ^). dziś 

jeszcze Sziimbar na części podzielony, do kilku właści- 
cieli należy, z jakiego zaś powodu w drugiej połowie 
XVIII wieku utracił przywileje swe na miasteczko i na 
wiejską posadę zamieniony został, nigdzie tego odszukać 
nie mogłem. Starzy włościanie tutejsi z pewnym rodzajem 
dumy rozprawiają o dawnej świetności tego miasta, wska- 
zując na zamkową górę , na której ojcowie ich jeszcze 
groźne bastyony i murowane bramy wjazdowe pamiętali, — 
dziś czas w kupę gruzów dawne gniazdo rodzinne Bo- 
howitynów Szumbarskich zamienił , na których wyobraźnia 
ludu, tak zawsze do poezyi mistycznej lgnąca, dziwa- 
czne legendy snuje. 



^) Liczne dokumenty do tego procesu ściągające się 
przechowują się dotąd w monasterze zahajeckim, gdzieśmy 
je oglądali. 



10 



VII. 

SURAŻ: POŁOŻENIE TEGO MIEJSCA, WAŁY, OX0PY, KOŚCIOL I KLASZTOR 
POJEZUICKI — D\WNY KRZYŻ SREBRNY W CERKWI TUTEJSZEJ — KILKA 
SŁÓW O POCZĄTKOWYCH DZIEJACH SURAŻA I JEGO WŁAŚCICIELACH — 
FUNDUSZ EDUKACYJNY ANNY ALOJZY OSTROGSKIEJ , NA TEJ MAJĘTNOŚCI 
LOKOWANY — SPÓR O NIEGO MIĘDZY CZACKIW I JANEM SNIADECKIM — 
PRZYWILEJ JEZUITÓW NA CECHY RZEMIEŚLNICZE W MIEŚCIE SURAŻU. 

Wyjechawszy ze Szumbaru , już miałem sie puścić 
przez lasy na Antonowce, Stożek i Białokrynicę do Krze- 
mieńca, kiedy jeden z przyjaciół zwrócił uwagę moją na 
nieopodal ztąd leżący Suraż, dawną majętność Pojezuicką, 
w której miał się znajdow^ać kościół niegdyś do tego 
zgromadzenia należący i ślady dawnego jakiegoś zam- 
czyska. Nazwisko Surażu chociaż dobrze mi znane , nie 
figurowało jednak na przepisanej marszrucie moich wy- 
cieczek po krzemienieckim powiecie i zanotowałem je 
więc skwapliwie i wziąwszy przewodnika , przez lasy, 
malutką i małouczęszczaną drożyną skierowałem się do 
Suraża. Już samo położenie tego miejsca mimowolnie 
ściągnąć musi uwagę każdego: ogromna wieś na kilku 
wspaniałych górach rozrzucona , dokoła nieprzebytemi 
lasami zamknięta, dziwnie jakoś dziko , ustronnie i ma- 
lowniczo zarazem wygląda. Na trzech wyniosłych , na- 
przeciw siebie w niewielkiej odległości leżących górach, 



— 75 — 

z których jedna w samym środku wsi położona, znaj- 
dują się szczątki jakichś murów, całkiem już prawie 
z ziemią zrównanych i ślady opasujących je wałów i oko- 
pów ziemnych. Sąto niezawodnie ocalałe szczątki obronnej 
twierdzy, jaką był przed wieki Suraż, który jeszcze, jak 
to z dokumentów widzimy, w pierwszej połowie XVIII 
wieku liczył się miastem a raczej miasteczkiem. W ko- 
I ściółku tutejszym, w którym obecnie mieści się cerkiew 

prawosławna, prócz chóru i kilku fresków na murze, nie 
znalazłem już żadnych zresztą pamiątek po Jezuitach — 
kościółek to był niewielki, również jak i klasztor o kilka 
kroków od niego odległy, zaledwie z 6ciu lub 8miu cel 
składający się , z dziwną jakąś narożną wieżyczką na 
kształt bastyonu zbudowaną. W klasztorze tym na wszy- 
stkich jego drzwiach wewnętrznych pozostały dotąd je- 
szcze łacińskie po Jezuitach napisy. Główne fundum 
swoje mieli Jezuici tutejsi w Ostrogu , tutaj zaś tylko 
jak zwykle po dobrach swoich , utrzymywali filie swoją 
i kilku kapłanów stale tu rezydowało. Na tymże samym 
dziedzińcu wznosi się tu jeszcze okrągła kaplica, niegdyś 
Jezuicka, dziś na skład jakiś obrócona; na wewnętrznych 
ścianach tej budowy ocalały jeszcze prześliczne freski, 
wśród których szczególniej na uwagę zasługuje portret 
jakiegoś jak wnosić można jenerała ich zgromadzenia, 
napisu bowiem żadnego dopatrzeć nie mogłem. Greckiego 
obrządku mieszkance Suraża, mieli tu za czasów Jezu- 
itów jeszcze oddzielną cerkiew swojego wyznania, z któ- 
i'^j .jedyną zachowaną pamiątkę pokazywał mi paroch 
miejscowy; jest to dość duży krzyż srebrny z cienkich 
blaszek złożony^ próżny wewnątrz, z następującym wy- 



-~ 76 - 

raźnym napisem slowiańskiemi literami wyrytym : „Hoda 
1643 Pożertwowan Hromadoju Hrada Suraża". 

Majętność surażska o 4 mile od Krzemieńca o 3 
zaś od Diibna odległa , składała się z samego miasta 
Suraźa i z kilku doń przylegających wiosek'). Od naj- 
dawniejszych czasów fortuna ta była w posiadaniu xiąźąt 
Ostrogskich , a w XVI wieku właścicielem jej był sła- 
wny X. Konstanty Ostrogski, który część dochodów z niej 
przeznaczył na szpital dla włościan w Ostrogu. Z po- 
działu ogólnej fortuny xiążęcia Suraż dostał się na 
dziedzictwo wnuczce jego Annie Chodkiewiczowej , żonie 
Jana Karola zwycięzcy kircholmskiego , która w 1640 r. 
zapisała tę majętność Jezuitom ostrogskim, wkładając na 
nich obowiązek utrzymywania bezpłatnie 20 uczniów z ubo- 
giej szlachty, którzy stół, pomieszkanie i nauki w ko- 
legium ostrogskiem pobierać powinni byli. Dodany był 
przy tem warunek, ażeby nigdy sukcesorowie nie mieli 
prawa mieszać się do tego funduszu, ani wyciągać ra- 
chunku po Jezuitach. Przez lat sto kilkadziesiąt posia- 
dali Jezuici piękną majętność surażska, rządzili nią, po- 
bierali z niej dochody, z których część maluczka zale- 
dwie odchodziła' na utrzymanie konwiktu ubogich uczniów, 
przez Annę Chodkiewiczową fundowanego. Miasteczko 
Suraż niegdyś twierdza obronna , silny opór Tatarom i 
Kozakom stawiąca, w tym czasie właśnie była ludną i 
zamożną mieściną, Jezuici prowadzili tu znaczny handel 
drzewem z otaczających lasów, zaprowadzili cechy rze- 



*) W ostatnich czasach jeszcze następujące wsie skła- 
dały klucz surażski : Suraż, Zińki, Onyszkowce, Chodaki, An- 
druszówka. Huta i Hucisko surażskie, wszystkie graniczące 



- 77 •- 

mieśluicze , których kilkanaście w Surażu liczono wów- 
czas, i rozmaitemi środkami starali sie o podniesienie 
bytu miasteczka. Stan ten kwitnący trwał przez cały pra- 
wie ciąg rządów Jezuickich, a upadek Suraża i zamie- 
nienie go na wiejską osadę jednocześnie prawie z upad- 
kiem zakonu nastąpiły. 

Po usunięciu się z kraju naszego Jezuitów w 1773 r., 
kiedy następnie dobra po nich pozostałe rozprzedawać 
zaczęto, dziedzicem klucza surażskiego został szambelan 
Józef Strojnowski , komisarz cywilno - wojskowy powiatu 
łuckiego , kawaler orderu św. Stanisława ') , na prawach 
wszystkim wówczas nabywcom dóbr Pojezuickich słu- 
żących , t. j. z warunkiem opłacania corocznie pewnego 
censum z intrat majątku wyciągniętego , na rzecz edu- 
kacyi narodowej pod zawiadowaniem komisyi edukacyjnej 
pozostającej. Po Strojnowskich przeszedł Suraż we wła- 
danie Karwickich, od których znowu nabył go Rakowski: 
temu ostatniemu za nieopłacanie przez lat kilka wyż- 
wspomnianego censum^ wówczas już na podatek skar- 
bowy zamienionego , rząd skonfiskował tę majętność w 
1828 r. podobno. 

Dziwnym losu trafem dobra surażskie na początku 
obecnego stulecia stały się przyczyną i pierwszym po- 
wodem długich i jątrzących sporów między dwoma naj- 
znakomitszymi podówczas w kraju naszym liulźmi, między 
Sniadeckim i Czackim, a to z powodu znanego nam już 
funduszu edukacyjnego Anny Chodkiewiczowej , na tych 
dobrach opartego, po upływie lat przeszło sto kilkudzie- 



*) Tak się podpisywał na kilku dokumentach między 
latami 1780 — 93, w Surażu dotąd przechowujących się. 



^ 78 — 

sięciu od chwili ustanowiepia tegoż funduszu. Rzecz sie 
zaś tak miała: Czacki mając zamiar ustanowić w^ Krze- 
mieńcu szkołę nauczycieli parafialnych, gdy przemyśliwał 
nad wyszukaniem funduszów na ten cel , nastręczył mu 
się uczony Alexander Chodkiewicz z Młynowa z propo- 
zycyą, że on jako sukcesor Anny z Ostrogskich Chodkie- 
wiczowej, a zatem mający głos w rozrządzaniu dóbr su- 
rażskich pod względem konwiktu przez nią ustanowio- 
nego , ofiaruje te dobra na szkołę pomienionych nauczy- 
cieli. Czacki uniesiony gorliwością dla Krzemieńca, nie 
zważając, czy ta ofiara była legalną lub nie, chwycił się 
jej skwapliwie. Sprawa ta wprowadzona została do ko- 
misyi wołyńskiej sądowo-edukacyjnej , gdzie Czacki [re- 
zydował a Chodkiewicz zasiadał. Plenipotent czyli tak 
zwany wówczas prokurator funduszów edukacyjnych , nie 
radząc się uniwersytetu wileńskiego , pod którego głó- 
wnem zawiadowaniem jak wiadomo , wszystkie wówczas 
fundusze edukacyjne w trzech naszych guberniach zo- 
stawały, ani zanosząc opozycyę przeciw wnioskowi Chod- 
kiewicza, poparł tę sprawę, i niebawem wypadł w ko- 
misyi krzemienieckiej wyrok , wyłączający dobra Suraż 
z ogólnej masy funduszu edukacyjnego, z przeznaczeniem 
ich wyłącznie na utrzymanie konwiktu nauczycieli szkół 
parafialnych przy gimnazyum w Krzemieńcu. Gorliwy 
Sniadecki czując się odpowiedzialnym wraz z rządem 
uniwersytetu, gdyby się zgodził na takie przeistaczanie 
celów funduszu Pojezuickiego , ostrzegł Czackiego o 
złych następstwach takiego dekretu. Ztąd powstała po- 
ufna z początku między obu uczonymi mężami polemika. 
Spór ten umiarkowany z początku, do żywych wkrótce 
doszedł rozmiarów, a Sniadecki rozpatrzywszy się w ak- 



— ro- 
tach tyczących się tej sprawy, przekonał się, że dochód 
z dóhr surażskich, przeszło 700,000 złp. sumy szacun- 
kowej mających , zanadto był wielki , żeby przy nadaniu 
ich Jezuitom był tylko przeznaczany na samo utrzymanie 
20tu uczniów, że ustawa sejmowa nie wyłączyła tych 
dóbr z ogólnej masy funduszów Pojezuickich , oddanych 
na utrzymanie edukacyi publicznej i że wreszcie hr. Ale- 
xander Chodkiewicz nie miał żadnego prawa wdawać się 
do dyspozycyi Suraża, ponieważ będąc potomkiem Jana 
Karola Chodkiewicza , nie był jednak drugiej jego żony 
Anny Alojzy Ostrogśkiej sukcesorem, gdyż ta bezdzietną 
umarła. Skutkiem tego posłał Sniadecki silne przedsta- 
wienie do ministra oświecenia z proźbą , żeby dekret 
wołyńsk. komis. sąd. edukacyjnej, nadwerężający bezpie- 
czeństwo funduszu, nie był potwierdzony. Minister wstrzy- 
mał rzeczywiście wykonanie tego dekretu, — powstała żywa 
korespondencya listowna między Sniadeckim i Czackim 
w tej materyi , obaj nareszcie zgodzili się na sąd polu- 
bowny w tej sprawie Tomasza Wawrzeckiego prezesa 
kom. sąd. eduk. wileńskiej, w którego opinii Czacki znowu 
przegrał swoją sprawę , która też raz na zawsze zanie- 
chaną została. Taki był koniec jątrzących zatargów o dobra 
surażskie między dwoma uczonymi tymi mężami , lecz 
odtąd dobra harmonia nigdy już pono nie wróciła między 
nimi , a skutki tych nieporozumień wiemy jak boleśnie 
oznaczyły się w późniejszych dziejach szkoły krzemie- 
nieckiej '). Nieszczęśliwe widać przeznaczenie jakieś cię- 
żyło na Surażu , zaledwie bowiem ukończyła się sprawa 
o której mówiliśmy przed chwilą, aliści w lat kilka 

*) Obszernie całą tę sprawę surażską opisuje Michał Baliński 
w Studyach historycznych, Wilno r. 1856 str. 41 — 50, 



— So- 
potem o tenże sam Suraż wynikł nowy długi proces 
między Karwickiemi i Rakowskim , przy nabyciu tych 
dóbr przez tego ostatniego. 

Pod wpływem przykrego jakiegoś wrażenia wywo- 
łanego wspomnieniem wszystkich tych waśni i procesów, 
już miałem odjeżdżać z Suraża, kiedy grzeczny i pełen 
uprzejmości paroch tutejszy, z którym chodziliśmy oglądać 
wały i wszystkie pamiątki tutejsze, ukazał mi prześli- 
cznie dochowany pergamin, z kolorowemi dokoła ozdo- 
bami i pieczęcią w puszce na zielonym jedwabnym sznurku 
zawieszoną. Był to zabytek jeszcze Jezuicki , przywilej 
rektora kolegium ostrogskiego na cechy rzemieślnicze 
w mieście Surażu, jedyna ocalała po Jezuitach piśmienna 
pamiątka , jedyny ślad , że Suraż tak niedawno jeszcze 
był miastem. Przytaczamy tu dosłownie cały ten do- 
kument: 

„W Imię Tróycy Przenajświętszej Oyca, Syna i Ducha 
Świętego. 

Mając respekt na pomnożenie chwały Boskiej i więk- 
szego tak w kościele Surażskim, jako też i Cerkwi w Su- 
rażu zostającey Nabożeństwa , i lepszego w mieście Su- 
rażu porządku, aby i umarłych Obywatelów Surażskich 
przystojnie według obrządku kościoła Bożego pogrzeby, 
i dusze w Czyscu ratunek od żyjących mieć mogły. Wła- 
dzą moją Rektorską Obywatelom i Mieszczanom Surażskim, 
którzy mię oto usilnie prosili , pozwalam w Miasteczku 
Surażu mieć Cech Rzemieślniczy, który oni z dawien 
w tymże miasteczku mieli , tudzież i Cechmistrza i jego 
namiestnika, którego sobie dobrowolnie obiorą, także 



— 81 — 

braci starszych cechowych , którzy porządku między Ce- 
chową Bracią przestrzegać będą powinni, nieposłusznych 
i wykraczających sądzić i karać, dokładając się jednak, 
osobliwie w większych Excesach W. Xiędza Regenta, który 
im też obranego Cechmistrza i Namiestnika także i Bracią 
starszą potwierdzać będzie, ieżeii będą zgodni do urzędu 
na nich przez Elekcyą włożonego. Ten zaś Cech ma bydź 
primario Gancarski, ponieważ innego rzemiosła omale się 
dla zruynowania tego Miasteczka przez różne przygody, 
w Surażu nayduje. Do którego Cechu Gancarskiego wszyscy 
inni Rzemiesnicy któregokolwiek rzemiosła w Surażu się 
naydujący: Winnikowie, Piwowarowie, Słodownicy, Szewcy, 
Krawce, Kusznirze, Kowale, Tokarze, Ślusarze, Stolarze, 
Stelmachy i inni należeć mają; powinność zaś tego Cechu 
i Bractwa bydź ma : przestrzegać porządku w Kościele, 
Cerkwi i ws&mym Miasteczku — w kościele powinni będą 
bywać: na Wielkanoc, na Niedzielę Świąteczną, na Boże 
Narodzenie, na Trzy Króle, na święto Wniebowzięcia N. 
M P. i na Niepokalane Poczęcie , Gromniczną i Zwia- 
stowanie, których Świąt powinni stać ze świecami przez 
Mszą ; na Procesyach Bożego Ciała, Dai Krzyżowych i 
innych powinni z Chorągwiami i z świecami się stawić i 
przez całe trwać Nabożeństwo. Mają też pogrzebom lu- 
dzi Surażskich zmarłych z świecami asystować , jednak 
za słusznym do Brackiej skrzynki ukontentowaniem, gdy 
będzie pogrzeb ludzi dostatniejszych ; ubogich zaś ludzi 
darmo z miłosierdzia chrześciańskiego pochować bedo 
powinni. Schadzki się też Im i Składki do Brackiej 
skrzynki pozwalają, do tego i praźnik i kanon na święto 
świętego Michała w miesiącu Novembrze; pieniądze zaś 
tak z kanonu iako i ze składek mają obracać na o- 



— 82 — 

zdobę i potrzeby Cerkiewne i Bractwa całego, aby były 
świece tak do Cerkwi , jako i Kościoła na Procesye i 
pogrzeby. — Datum in Collegio Ostrogiensi Societatis 
Jesu Anno 1724 die Ima Novembris. 

Adam Lotyński Collegii Ostrogiensij 
Societatis Jesu Rector. 



VIII. 

charakterystyka wołyńskich karpatow — wieś antonów ce 
Przejścia i koleje tej fortuny, proces o nią czetwertyńskich 
z wiszniowieckiemf, ostatni dzidezfce radziwiłłowie i chodkiewicze, 

ciekawe wykopaliska w tutejszej cerkwi góra utoh, 

okopy i ślady dawnego na niej zamczyska — majdany i 
boża góra ze starożytną na n ej cerkwią, legendy o tej 
górze ~ wieś stożek, historyczne znaczenie tej osady, 
szczątki dawnych iwonasterow i zamczyska, niegdyś siedziby ka- 
zimierza wielkiego. — wieś b i a ł o k r y n i c a pod kf^zemiencem 5 
zamek xiażąt zbarazkich, zre3taur0wany przez p. czosnowskiego. 

W miarę zbliżania się naszego do Krzemieńca , co- 
raz to oko nasze cudniejszy krajobraz odkrywa do koła, 
postać kraju coraz też wyrazistszy i od innych okolic 
różny przybiera tu charakter. — Rzecz dziwna , natura 
naszych Karpatów ma to do siebie, że blizkośc ich od- 
gadniesz i przeczujesz zawsze, choćbyś ich okiem je- 
szcze zasięgnąć nie mógł. 1 niebo też niby odmienne 
zda się zawisło nad niemi — ■ nie włoskie przejrzyste, 
lazurowe , — ale jakieś czysto nasze polskie — szare, 
w sinawe smugi porznięte, smętne, niby załzaAvione oko 
młodej góralki , a ta jego barwa dziwnie jakoś zdaje 
się harmonizować z nastrojem duszy krajowców. Po obu 
stronach wąziutkiej drożyny, którą ci jechać wypada, 
podnoszą się wzgórza , to długim i nieprzerw anym łań- 



— 84 — 

cuchem , to znowu pojedynczo , lasem okryte , krzewami 
ubrzeźone , na bliższym planie granatowe , na dalszym 
snujące sie jak mgfa błękitna — czasem przemknie ci 
się przed oczyma długa zielona równina stogami siana 
zasłana, lecz jeszcześ się nią nacieszyć nie uśpiał, kiedy 
znowu góry i gęsty bór dębowy lub brzozowy na długo 
cię widoku płaszczyzny pozbawiły. Nigdzie też w całej 
Polsce niema gór tego kształtu, jak w okolicy Krze- 
mieńca i Poczajowa: śród najrówniejszej płaszczyzny 
widzisz raptem wznoszący się kopiec podłużny, niby trój- 
kąt olbrzymi, ze wszech stron od pola stromy, drzewami 
obrosły, a który z oddalenia widziany, gdyby nie drzewa 
co go osłoniły i bryły sterczącego granitu co go naje- 
żają, przypominał by ci coś bardzo do piramidy egip- 
skiej zbliżonego. — W takiej to okolicy, w samym środku 
lasów, które gdzieś tam daleko aż ku Dubnu pociągnęły, 
u stóp kilkunastu takich gór , rozsiadła się duża wieś 
Antonowce, już samem swem położeniem, raczej osadę 
szwajcarską niż polską wieś przypominająca. 

Piękna ta majętność, osobny klucz z kilku do niego 
należącemi wsiami składająca, przechodziła przez różne 
koleje, zmieniając częsfo swych właścicieli, a jak się 
to często na Wołyniu przytrafiało, toczono nieraz procesa 
o tę majętność. Mamy pod ręką dokumenty świadczące 
o przejściach tego majątku od najdawniejszych czasów, 
postaramy się więc pokrótce wykazać je czytelnikom 
naszym , choćby tylko jako dowód , jak fortuny nasze, 
zwłaszcza pańskie, często z rąk do rąk przecbodziły. 

Antonowce od najdawniejszych czasów były dzie- 
dziczna majętnością xiążąt Swiatopełków Czetwertyiiskich^ 
w pierwszej połowie XVI wieku posiadał je Matwiej x. 



— 88 - 

Światopelk Czetwertyński, pan ogromnej fortuny, najwię- 
kszej jaka może kiedykolwiek w domie Czetwertyńskich 
była. Dobra jego rozciągały się w wojew. bracławskiem 
i wolyńskiem; w brscławskiem posiadał: Niemierowszczyzne, 
Pobrebyszcze, Obodówkę, Daszów, Żywotów, Kalnik, Kniażę 
i Talatyn , na Wołyniu zaś oprócz Czetwertni , dawnej 
rodów ej majętności, należały do niego jeszcze : Jełowica, 
Antonowce, TylaAvka, Stożek, Uhorsk^ Zaliśce i Korchowa, 
wszystko w pow. krzemienieckim. Xiążę Matwiej oże- 
niony był z Eudoxią Wabanowską i z niej jedną tylko 
córkę Annę, zaślubioną xięclu Januszowi Zbarazkiemu 
wojewodzie bracławskiemu, zostawił. Xiężniczka Anna 
odziedziczywszy po śmierei ojca całą ogromną fortunę 
jego, w^ała ją w dom mężowski ; była ona matką dwóch 
ostatnich xiążąt Zbarazkich : Krzysztofa koniuszego kor. 
i Jerzego kasztelana krakowskiego. Ci po śmierci matki, 
zmarłej i pogrzebionej w monasterze w Starej Czetwertni, 
stali się panami rozległej fortuny, niegdyś xx. Czetwer- 
tyńskich, jedną tylko Czetwertnię, jako dawną rodową 
tego domu majętność odprzedali krewnemu swemu x. Hre- 
horowi Czetwertyńskiemu podkomorzemu łuckiemu. Umarł 
nakoniec ostatni xiążę Zbarazki Jerzy kaszt, krakow. w 
r. 1631, przeżywszy brata Krzysztofa, acałąZbaraszczyznę, 
niemniej i majątki które przez małżeństwa w wygasły ten 
dom xiążęcy wpłynęły, objęli prawem spadku xx. Wiśnio- 
wieccy, jako dom jednej dzielnicy ze Zbarazkiemi będący. 
Panem tej ogromnej sukcesyi został x. Konstantyn Wi- 
śniowiecki w ojewoda ruski , a w krotce potem syn jego 
jedyny Janusz koniuszy kor., starosta krzemieniecki. Wten- 
czas to xiążęta Czetwertyńscy, Hrehory i brat jego Stefan 
podkomorzy bracławski , upomnieli się o fortunę swego 



— 86 — 

domu, która po antecesorce ich xicźniczce Annie Matwie- 
jównie, weszła było w dom Zbarazkich, a teraz została 
własnością Wiśniowieckich. Rozpoczęła się o to sprawa 
procesowa z x. Januszem Wiśniowieckim koniuszym kor. 
spadkobierca Zbarazkich, którą Czetwertyńscy przegrali; 
wyrokiem bowiem trybunału w 1632 r. zapadłym, przy- 
sądzono za Wiśniowieckiemi całą fortunę w wojewódz. 
bracław. leżącą, wyszła niegdyś z domu Czetwertyiiskich. 
Pozostawały jeszcze w sporze dobra wołyńskie t. j. wsie : 
Antonowce, Tylawka, Stożek, Uhorsk, Zaliśce, Korchowa 
i Jełowica , które niezawodnie przyznane byłyby zostały 
Czetwertyńskim , lecz w skutek jakichś układów familij- 
nych xiążę Stefan podkom.^ bracław. sam i w imieniu 
brata swego Hrehorego, zrzekł się dobrowolnie tych ma- 
jętności na rzecz x. Janusza Wiśniowieckiego koniuszego 
koronnego i jego następców. Formalna ta donacya x. 
Stefana dnia 14 Czerwca 1633 r. uczyniona, w aktach 
grodzkich krzemienieckich oblatowaną została*). 

Tak więc Antonowce raz na zawsze weszły w dom 
XX. Wiśniowieckich, w których posiadaniu znowu długo 
pozostawały; wziął je dopiero wraz z innemi majątkami 
w posagu po żonie w r. 1725 Radziwiłł Rybenko z Fran- 
ciszką Urszulą Wiśniowiecką , córką Janusza wojewody 
krakowsk. ożeniony, po nim syn jego xiążę Panie Ko- 
chanku, a po tym znowu, synowiec xiążę Dominik, sła- 
wny ów młody hulaka i marnotrawca, który wypuszczony 
z opieki stryjów, w przeciągu lat czterech przeszło 
100 milionów fortuny stracił. Nahulawszy się dowoli 
młody xiążę widział się zmuszonym wyprzedać wszystkie 

') Patrz Dodatki Nr. \Z. 



— 87 — 

prawie wołyńskie dobra swoje , w skład ordynacyi nie 
wchodzące. Wtedy to na mocy tranzakcyi dnia 15 Lutego 
1806 r. zawartej , sprzedał on klucze antonowiecki i 
drugi sąsiedni prawie z tymże jampolski , hr. Ludwice 
z Rzewuskich Chodkiewiczowej , starościnie żmudzkiej, 
której sukcesorowie dotąd te majętności posiadają. 

Przejeżdżając przez Antonowce, że to była niedziela, 
wstąpiłem do otwartej właśnie podczas nabożeństwa cer- 
kiewki. Zgrzybiała ta staruszka, drewniana o trzech ko- 
pułach, na wzór wszystkich prawie wiejskich cerkiewek 
wołyńskich zbudowana, niczem się fizyonomią od innych 
towarzyszek swoich nie różni; zaginęły pierwsze jej erek- 
cye, pozostały tylko z nowszych czasów radziwiłłowskie, 
na ścianach jednak stare bardzo obrazy już same świad- 
czą, że nierównie dawniejszych czasów sięga. Paroch 
miejscowy pokazywał mi nadto kilka rzeczywiście cie- 
kawych zabytków, rozmaitemi czasy w ziemi, na gruncie 
antonowieckim znajdowanych, jako to kilka dawnych na- 
wet monet rzymskich , niezmiernie starożytny relikwia- 
rzyk żelazny w kształcie krzyża , z ciężkiem niekształ- 
tnem wyobrażeniem Chrystusa, i kilku na wpół zatartemi 
literami hłaholickiemi ; nareszcie kilka dużych prawie 
dwułokciowych krzyżów żelaznych , bez żadnych zgoła 
napisów ; te ostatnie przy kopaniu studni na sążeń pra- 
wie głębokości w ziemi wykopane zostały. Wszystko to 
są niezaprzeczenie ślady niezmiernie dawnego osiedlenia 
tutejszej osady. 

Na wschód od Antonowiec , o paręset kroków za 
wsią, wznosi się wysoka góra, lasem obrosła, z łańcucha 
Karpat wychodząca, Utoh nazywana. Nad samą spadzi- 
stością tej góry, z dwóch stron zupełnie nieprzystępnej, 



— 88 — 

jest ziemny okop w kształcie wafu , 20 przeszło saźni 
obwodu mający, pośród którego widocznie są ślady da- 
wnego jakiegoś murowanego zamczyska. Na tych funda- 
mentach właściciel śp. hr. Karol Chodkiewicz w r. 1837 
rozpoczął budować piękny dom mieszkalny; śmierć przer- 
wała tę robotę jego , a szkoda , bo w tak malowniczem 
i dzikiem położeniu, byłaby to najpiękniejsza rezydencya 
na Wołyniu. Kiedy i przez kogo zamczysko to i okopy 
wzniesione zostały, nie wiadomo, zaginęła o tem zupełnie 
tradycya , a lud miejscowy głosi tylko , że przed laty 
kilkudziesięciu ustronne to miejsce było siedliskiem zbójców, 
którzy napadami swemi trapili okolicę. 

Ledwie parę wiorstw za Antonowce ujechawszy, na- 
trafiamy na malutką wioseczkę , raczej osadę , złożoną 
z kilku chat włościańskich, romantycznie po górach roz- 
rzuconych. Jest to tak zwany Majdan czyli Majdany, do 
białokrynickiego majątku należąca osada. Tu wysoko po 
nad wierzchołki drzew piętrzy się góra, także czarnym 
lasem i bryłami granitu pokryta, wyższa tylko i wspa- 
nialsza o wiele od wszystkich innych w tej okolicy, bo 
przeszło 42 sążni od podeszwy wysoka. Jest to Boża 
Góra, powszechnie na całym Wołyniu, tak dla swej 
piękności, jak dla legendy, tradycyj i podań o niej krą- 
żących znana. Na samym szczycie tej góry stoi malutka 
cerkiewka, z dzikiego kamienia zbudowana p- t. św. 
Trójcy. Niemasz tu żadnej dzwonnicy przy niej, malutka 
tylko zakrystya w kształcie rotundy, z tyłu przybudo- 
wana. Kamień na ścianach zsiadł się i poczerniał, snąć 
wiele wieków, wiele pokoleń przetrwać musiał. Kto i 
Itiedy wzniósł tę cerkiewkę, żadnych śladów piśmiennych 
na to niema; tradycya zaś miejscowa głosi, że tu przed 



— 89 — 

unią mieszkali zakonnicy greckiego wyznania, w niewolę 
przez Tatarów uprowadzeni. W późniejszych czasach cer- 
kiewka ta (Hugo pozostawała pod zawiadowaniem Bazy- 
lianów poczajowskich, w 1797 r. dopiero na prawo- 
sławną zamienioną została. Kilka razy tylko do roku 
odprawia się tu nabożeństwo , a lud z okolicy tłumnie 
się na nie ściąga, stary bowiem obraz św. Trójcy tu 
znajdujący się , za słynący łaskami powszechnie jest po- 
czytywany. Z pośród wielkiej liczby prześlicznych legend 
i podań o tej górze i o cerkiewce pomiędzy ludem krą- 
żących, jedna szczególniej na uwagę zasługuje, już dla 
samej zgodności z położeniem i miejscowością tutejszą. 
W czasie jednego z licznych najazdów tatarskich na Wo- 
łyń, znaczny ich oddział dla rabunku aż w tutejsze się 
góry zapuścił. Strwożeni zakonnicy przy cerkiewce tej 
osiadli , rozpierzchli się po lasach , jeden z nich tylko 
pozostał i skrył się w sąsiedniej pieczarze , zkąd kryte 
przejście aż do samej cerkiewki prowadzić miało. Ta- 
tarzy złupiwszy wszystko co tylko wziąśc się dało, przy 
bliższych poszukiwaniach odkryli wchód do tej jaskini 
i znaleźli w niej modlącego się mnicha. Na uczynione 
mu zapytanie, czemuby wraz z braćmi nie uciekał, od- 
powiedział, że Bogu ślubował umrzeć przy tej cerkiewce, 
spokojnie więc końca swego oczekuje. Przejęci taką od- 
wagą Tatarzy, nietylko mu życie darowali , lecz nadto 
żywnością na czas jakiś zaopatrzyli. Rzeczywiście o kilka 
kroków od cerkwi jest tu ślad zawalonej jakiejś pieczary, 
z której niedawnemi czasy jeszcze, ludzie na nabożeń- 
stwo przybywający, czystą źródlaną wodę dostawali, od- 
ległość zaś i kierunek tej jaskini łatwo przypuszczać 
pozwalają, że ztąd kryte przejście do cerkwi znajdować 

12 



— 90 ~ 

się mogło ; co najdziwniejsze zaś, to źródło na tak wy- 
sokiej górze. 

Jeszcześmy nie stracili z oczów Bożej Góry, jeszcze 
migotał nam z daleka w promieniach słonecznych krzyż 
na cerkiewce św. Trójcy, kiedy znowu wioskę jakąś uj- 
rzeliśmy przed sohą. To Stożek — jedna z najstaroży- 
tniejszych osad nietylko w powiecie krzemienieckim, lecz 
na całym Wołyniu prawie — dziś zwyczajna wioska, 
ogołocona ze wszelkich pamiątek i zabytków, któreby 
o jej odległem pochodzeniu świadczyć mogły. Mało kto 
wie już zapewne , że osada ta w ażną przed wieki grała 
rolę dziejową, a z nazwiskiem jej w starych tylko kro- 
nikach spotkać się jeszcze można. O najodleglejszej 
epoce egzystencyi Stożka, bo jeszcze prawie czasów Bo- 
lesława Śmiałego sięgającej, wspominają Okolski i Nie- 
siecki w rodowodzie Deniskó w — Mokosiejów, a to z tego 
pow^odu. Kiedy Bolesław Śmiały wtargnął na Ruś w 1073 r. 
a pokonawszy Ihora x. włodzimierskiego opanował cały 
Wołyń , wówczas zdobywcą zamku krzemienieckiego na 
Rusinach stał się jeden z najdzielniejszych rycerzy jego, 
Mokosiej ; temu król odwdzięczając za to zwycięztwo, 
nadał był tenże sam Krzemieniec na prawach lennych ro- 
dzajem starostwa jemu i potomkom jego. Jeden z synów 
tego Mokosieja imieniem Piotr,|objąwszy Krzemieniec po ojcu^ 
pierwszy założył starościńską swą juryzdykcyę we wsi Sto- 
żek o lekką tylko milę od tego miasta odległej ^) Św ietniejsze 
jednak były losy tej osady w późniejszych czasach : Kazimierz 
Wielki zawojowawszy Wołyń i Ruś czerwoną na Litwi- 
nach, zjeżdżał niekiedy do Krzemieńca, który był niejako 



*) Patrz herbarze Okolskiego i Niesieckiego. 



— 91 — 

środkowym punktem wojennych jego wypraw w tych zie- 
miach; tu zatrzymał się dłużej dla odwiedzin u siostrzeńców 
swoich xiążat litewskich, rządzących temi ziemiami z po- 
ręki jego , a z któremi , pomimo nieustannych sporów i 
wojen, pozorne przynajmniej zachowywał stosunki. Otóż 
zjeżdżając tu król, zakładał zwykle rezydencyę swą w są- 
siednim od Krzemieńca Stożku, gdzie też i dworzec dla 
siebie zbudował był. Kiedy jeszcze w samym początku 
podbojów Kazimierza Wielkiego na Rusi, Lubart szwagier 
jego, wszędzie w tych czynnościach przeszkadzać mu po- 
czął, król chcąc się go pozbyć chwilowie, dopókiby pa- 
nowania swego w tych krajach nie utwierdził, uwięził 
Lubarta. Wtedy to xiążęta Jawnuta i Kiejstut bracia uwię- 
zionego , powstali przeciw takowemu postępkowi króla i 
sprawę tę pod sąd panów węgierskich poddali ; sąd ten 
zaś w Stożku miał się odbyć. Był to warunek umieszczony 
w pamiętnej tranzakcyi o ziemie ruskie, między królem 
i xiążętami litewskimi zawartej w 1345 roku. Xiążęta 
wyrażają się tam temi słowy: „A pro Lubartowo jatstwo, 
Choczem jeho postawiti na sudie pered pany Ugorskimi, 
po iszestwie Swiataho Ducha za 4 nedieli ; litowskim 
kniażeni stati u Chołmie , a Korołewi u Sto czci, tut 
budut sud tiahati sia is korołem i t. d." ^). W r. 1366 
zawarł król Kazimierz ostateczną umowę z xiążętami li- 
tewskimi o ziemie ruskie , na mocy której Lubart utrzy- 
mał się przy posiadaniu całej ziemi łuckiej , t. j. zna- 
cznej prawie części Wołynia ; w tranzakcyi tej pomiędzy 
innemi posiadłościami Lubarta w tej ziemi , wzmianko- 



^) Patrz tranzakcyę tę w zbiorze aktów tyczących się 
dawnej Rosyi , wydanie komisyi archeograficznej w Peters- 
burgu r. 1846. 



— 92 — 

wany jest i Stożek'). W roku 1392 kiedy Skirgiełło 
Olgierdowicz brat Władysława Jagiełły zrzekł się wiel- 
korządztwa na Litwie i godność swą wielkoxiążęeą od- 
dawał Witoldowi i ten ostatni jako pan już natenczas ca- 
łego Wołynia wynagradzając Skirgiełłę , dał mu w za- 
mian w dożywotnie dzierżenie Krzemieniec na Wołyniu 
wraz ze Stożkiem i całym do niego przytykającym ob- 
wodem^). Jakie były późniejsze losy Stożka, trudno okre- 
ślić z pewnością; długo jednak należał on do dóbr kró- 
lewskich na Wołyniu, w kilku bowiem lustracyach Krze- 
mieńca z XV i połowy XVI wieku, napotykamy o nim 
pobieżne wspomnienia o dworcu królewskim tam egzystu- 
jącym i t. p. W XVI wieku Stożek był już prywatną 
własnością xx. Czertwertyńskich , wraz z Antonowcami 
i kilku innemi majętnościami w tej okolicy, i odtąd dzie- 
lił we wszystkiem losy fortuny antonowieckiej , przecho- 
dząc kolejno we władanie xiążąt Zbarazkich, następnie 
Wiśniowi eckich i Radziwiłłów; obecnie zaś jest własno- 
ścią Czosnowskich i należy do białokrynickiego klucza. 
Są tu jeszcze fundamenta dawnych jakichś murów, tu i 



*) Pax autem in fornian coaluit hanc: Luhardo Luceoriensis 
terra cumomnibus territoriis primaevis et villis ąuemadmodum fuit 
a pńncipio^ i. e. Stośeh^ Daniiów^ Zakamień^ SzumsJc^ Ostróg^ 
Fołonne et Międsyhoże etc. (Patrz kronikę Anonima archidia- 
kona gnieźnieńskiego). Tu więc jak widzimy Stożek wymie- 
niony pomiędzy ważniejszemi osadami, jakie się Lubartowi na 
Wołyniu dostały. 

^) ,jAnno 1392 Fitold testatur^ Skirgiełło suo consensu 
ei et haeredibus datum esse distridum et arcem Krzemieniec 
et districtum Stożek propter ea, ąuod is jussu regis patrimo^ 
nio suo in gratiam Yitoldi cessit'-'-. (Inventarium archivi regni 
Cromeri M. S.J Był więc oddzielny powiat ;stożecki nawet. 



— 93 -« 

ówdzie po górach porozrzucanych, a świadczących o wię- 
kszem niegdyś znaczeniu tej osady; pomiędzy ludem zaś 
przechowało się podanie o kiliai monasterach , które tu 
niegdyś egzystować miały. O jednym nawet z tych mo- 
nasterów p. t. św. Spasa jest wzmianka w donacyi x. 
Stefana Czetwertyiiskiego podkomorzego hracław. z r. 1633 
dóbr Antonowiec, Stożka i innych, xięciu Januszowi Wi- 
śnioAvieckiemu koniuszemu kor. '). Monaster ten przed kil- 
kunastu laty dopiero spalił się , a gruzy jego dotąd wi- 
doczne. 

Ze Stożka lekka tylko mila do Białokrynicy pod 
samym już Kzemieńcem położonej. Obszerna i piękna ta 
wieś należała początkowie do xx. Zbarazkich , następnie 
do Wiśniowieckich, od tych przeszła do Radziwiłłów, a 
od kilkudziesięciu lat zostaje av posiadania Czosnowskich. 
Pan Edw. Kulikowski w dziełku swojem p. t. Opis po- 
wiatu w a s i 1 k o w s k i e g o , wspominając o Aksakach, 
których rodowód| czerpał z dokumentów familijnych tego 
domu, mieni byc Jana Aksaka , zmarłego w 1627 roku, 
dziedzicem tej Białokrynicy koło Krzemieńca położonej ; 
a kiedy w roku 1670 synowie jego Michał i Stefan dzie- 
lili między sobą ojcowską fortunę, Michałowi przy innych 
dobrach na Wołyniu miała się dostać i Białokrynica. 
Wiadomość ta jakkolwiek z pewnych na pozór źródeł 
czerpana, całkiem jest błędna, wiemy bowiem dokładnie, 
że wówczas już xx. Zbarazcy oddawna posiadali Biało- 
krynicę, a młody królewicz Władysław syn Zygmunta III 
idąc na wyprawę moskiewską w 1617 roku, przez parę 
tygodni zatrzymał się tutaj , gościnnego na zamku xx. 



O Patrz Dodatki Nr. 12. 



— 94 — 

Zbarazkich doznawszy przyjęcia. Po Zbarazkicli xiaźęta 
Wiśniowieccy odziedziczywszy całą fortunę, także zwykJą 
swą rezydencyę w tej Białokrynicy mieli. Pod miastem 
Równym zaś , na gościńcu pocztowym , jest druga wieś 
tegoż nazwiska, tamta więc niezawodnie należeć musiała 
do Aksaków i o niej to p. Kulikowski wspomina. 

W tutejszej Białokrynicy jest starożytny zamek z ka- 
mienia o dwóch piątrach zbudowany, fundacyi Zbarazkich. 
Pomnik ten o ile ze stylu budowy czysto gotyckiej wnosić 
można, odnieść należy do początków XVI wieku. Gmach 
ten pamiętny pobytem królewicza Władysława , ma 53 
sążni długości , 9 szerokości a 5 wysokości , zawierał 
niegdyś przeszło 40 sal i pokoi. Otacza go naokoło 
ziemna fortyfikacya w kształcie foremnej czworogrania- 
stej reduty, z fosami i bastyonami po rogach; długość 
jej w zachodniej i Avschodniej po 43 , a w północnej i 
południowej stronie po 37 sążni ; głębokie na 6 sążni 
rowy otaczające całą tę budowę , wodą niegdyś napeł- 
nione były. Niedawnemi już czasy połowa zachodniego 
wału i północno - zachodni bastyon znacznie uszkodzone 
zostały. W roku 1806 za xięcia Dominika Radziwiłła, 
zgorzał zamek białokrynicki, i od tego czasu długo opu- 
szczony i w wielu miejscach rozwalony zostawał , do- 
piero przed laty kilkunastu nabywca tej majętności p. 
Czosnowski, dźwignął część starożytnej tej budowy t. j. 
całe prawe jej skrzydło , zrestaurował zewnątrz i Ave- 
wnątrz z niesłychaną starannością i kosztem, a co więcej 
niezepsuwszy bynajmniej ani stylu jej, ani starożytnej 
cechy; śmierć zaskoczyła go właśnie w chwili, kiedy za- 
myślał o odnowieniu drugiej połowy wspaniałego tego 
zamku. W naszych czasach dzieło p. Czosnowskiego 



— 95 — 

było faktem podziwienie wzbudzającym , niesłychanym 
prawie, nietylko bowiem obcy jak on, ale nawet posia- 
dacze dawnych rodowych zabytków, w gruzach leżących, 
' nie zwykli na nie zwracać uwagę i od upadku i uszko- 
dzenia chronić. Na nieszczęście śp. Czosnowski na re- 
stauracyę tego zamku wyłożył znaczną część fortuny 
swojej, a przynajmniej wielki jej uszczerbek przyniósł; 
zaraz też jeszcze za życia jego, ludzie na chłodno i po 
ludzku na wszystko zapatrujący się , szyderstwem mu za 
to dźwignięcie krajowego pomnika odpłacili, kredytorowie 
zaś po śmierci rozszarpali sprzęty i piękne mobilia zam- 
kowe , gołe tylko ściany pozostawując. Nie wchodzimy 
w pobudki, jakie miał ś. p. Czosnowski, dokonywując pię- 
knego swego dzieła , nieroztrząsamy rzeczy, które ro- 
dzinę tylko , lub bliższych przyjaciół jego dotyczą , na 
sam tylko fakt spoglądając, nie możemy nieprzyznać pe- 
wnej zasługi zmarłemu i należnej mu od ogółu wdzię- 
czności za ochronienie od upadku i ostatecznej zagłady 
tej narodowej pamiątki. Rysunek tego zamku , jeszcze 
przed restauracyą jego dokonany przez Antoniego Langa, 
wyszedł w litografii Pillera we Lwowie, wartoby się je- 
dnak teraz o nowy i dokładniejszy postarać. 

W życiorysie hetmana Mazepy umieszczonym wXię- 
dze Świata, napotykamy wzmiankę, że bohater ten 
zadnieprski odwiedzał w Białokrynicy xiężnę Wiśnio- 
wiecką z domu Dolską, zjeżdżał tu nawet na chrzciny 
jej syna. Ostatnim zaś z xiążąt Wiśniowieckich, który na 
zamku tutejszym rezydował, był xiążę Janusz Antoni 
wojewoda a następnie kasztelan krakowski. Tutaj odbyło 
się huczne wesele jedynaczki córki jego Franciszki Ur- 
szuli, wydanej za Radziwiłła Rybeiikę dnia 22 Kwietnia 



— ^^96 — 

1725 r. , o czein jest wzmianka w dyaryiiszu ostatniego 
xięcia Wiśniowieckiego, stryja panny młodej, drukowanym 
w wyjątkach w dziele Alex. Przeździeckiego: WoJyń, 
Podole i Ukraina. Zdarzało się nam także widywać 
po rozmaitych cerkwiach na Wołyniu, w dobrach niegdyś 
do Radziwiłłów należących, prezenty i rozmaite nadania 
hetmana Rybeńki, datowane na zamku białokrynickim , a 
nawet i przywileje syna jego xięcia Panie Kochanku; mu- 
sieli wiec tutaj xiążęta ci także przesiadywać niekiedy. 

Długo, usiadłszy na wspaniałej galeryi na baszcie 
białokrynickiego zamku urządzonej , przypatrywałem sie 
prześlicznym widokom odkrywającym się ztąd do koła, 
na sąsiedni Krzemieniec i kilka wiosek w okolicy roz- 
sianych, na siniejące z daleka góry tak zawsze dla mnie 
powabne i piękne, kiedy odgłos dzwonka rozbudził mnie 
wśród najsłodszych marzeń, przypominając, że pora w dal- 
szą puszczać się podróż; pożegnawszy więc starego sługę, 
który jak Achilles na gruzach Troi, dozorował opuszczo- 
nego przez panów zamku tutejszego, drogą przez park 
zamkowy wiodącą ruszyłem do Krzemieńca. 



IX. 

KRZEMIENIEC — HISTORYA I DZIEJE TEGO MIASTA OD POCZĄTKU ZA- 
ŁOŻENIA JEGO AŻ DO NASZYCH CZASÓW - — PRZYWILEJE I NADANIA 
KRÓLEWSKIE DLA KRZEMIEŃCA LUSTRACYE ZAMKU I STAROSTWA TU- 
TEJSZEGO — DAWNE GMACHY I KOŚCIOŁY — WSPOMNIENIE O TADE- 
USZU CZACKIM I O JEGO SZKOLE — OGÓLNY RZUT OKA NA DZISIEJSZY 
STAN MIASTA ^). 

Zadanie które leży przed nami, a które spełnić za- 
mierzyliśmy — do wykonania nie łatwe , mamy bow iem 
skreślić dokładną monografią historyczną miasta, które 
niegdyś ważną odgrywało role dziejową, którego początek 
zamierzchłej wiekami i niezmiernie odległej sięga sta- 
rożytności. Chwytamy się zaś tej pracy z zamiarem do- 
konania jej jak można najdokładniej , z całą sumienno- 
ścią historyczną, Krzemieniec bowiem z wielu względów 
na szczególniejszą uwagę naszą zasługuje. Już to przez 



«) W kilku opisach podróży po kraju, a także po dzien- 
nikach i pismach peryodycznych, zdarzało się nam czytać 
szczupłe i niedokładne tylko monografie Krzemieńca, w ni- 
niejszej pracy więc postanowiliśmy zebrać wszystko, cokolwiek 
w starych kronikach lub współczesnych pismach o mieście 
tern wspomniano, a tak uporządkowawszy w jedn^ całość roz- 
rzucone wspomnienia, utworzyć dokładniejszy i obszerniej- 
szych ram obraz starego grodu, którego dzieje tak ściśle 
z dziejami całego kraju naszego splecione. W opisie naszym 
opieraliśmy się po większej części na świadectwach dawnych, 

13 



98 



samo geograficzne położenie swoje, już dla silnie obron- 
nej pozycyi, gród ten zajmował jedno z silniejszych sta- 
nowisk pomiędzy grodami Wołynia i Podola , po upły- 
nięciu nareszcie kilku wieków, kiedy znikła historyczna 
działalność jego, a tradycya onej pozostała tylko, Krze- 
mieniec raptem z gruzów dźwigać się począł z upadku, 
który go strącił do rzędu nic nie znaczących miaste- 
czek Wołynia, podniósł jeszcze raz dumną swą głowę i 
ńowem choć krótkiem zajaśniał życiem. Było to już 
w pierwszych latach XIX stulecia, kiedy Tadeusz Czacki 
za jednomyślną zgodą kraju , uzyskawszy na to pozwo- 
lenie rządu, wybrał miasto to na ognisko, z którego 
trysnąć miały promienie wskrzeszonej oświaty i ztąd sze- 
roko rozlać się po kraju całym. Zycie więc to było cał- 
kiem inne , różny od pierwszego charakter mające — 
chwilowe i krótkie , jak życie samego wskrzesiciela — 
po nim wybiła godzina ostatecznego upadku dla miasta — 
upadku, z którego kiedyś w przyszłych może wiekach dopiero 
dźwignąć się zdoła. W dziejach więc Krzemieńca trzy 
wybitne epoki spostrzegać się dają. — Epoka histo- 
rycznej jego świetności kilka wieków obejmująca i ważna, 
a jednak mało znana , nad którą obszerniej zastanowić 
się zamierzamy — epoka odrodzenia, o której pisano wiele, 
a więc nawiasowo tylko o niej wspomniemy, i nakoniec 



współczesnych prawie opisywanym wypadkom kronikarzy, nie- 
mniej na przywilejach i nadaniach królewskich , miastu temu 
służących, starając się tym sposobem usunąć wszelka wątpli- 
wość o autentyczności przytaczanych przez nas szczegółów. 
Tym sposobem zamierzyliśmy dokonać opis kilku główniej- 
szych przynajmniej miast wołyńskich, historyczną przeszło- 
ścią oznaczonych. 



— 99 -^ 

epoka dzisiejszego jego upadku, już przez to samo mało 
znacząca i zaledwie po za obrębami prowincyi znana. 
Niewiem — może nas zaślepia przywiązanie do rodzin- 
nego kraju , może patrzymy na Krzemieniec przez pry- 
zmat miłości ziemi ojczystej, ale ile razy wjeżdżać nam 
doń przychodzi, zawsze jakieś nie wysłowione uczucie ci- 
chego smutku, jakaś rzewność, tęsknota i radość zarazem 
wskroś nas obejmują. Słusznie bo też miejsce to polską 
Szwajcaryą przezwano ; wzdłuż i wszerz Wołyń prze- 
biegłszy, nigdzie tak uroczej, tak dziwnie pięknej i fan- 
tastycznej od przyrody przyozdobionej miejscowości na- 
potkać nie można. Wśród Avąwozó^v i parówÓAV, dokoła 
otoczonych wieńcem niebotycznych skał , odłamków na- 
szych Tatrów, ściśle w ogniwa zespolonych, najwyższych 
w tym kraju — zbudowawane jest samo miasto. Tak 
fantastyczna z przyrody miejscowość nie dozwoliła mu 
rozprzestrzenić się swobodnie — w samej nizinie więc, 
ciasno i bez symetryi pobudowane domy i domki, tó wy- 
żej to niżej, wdzięcznie i malowniczo już przez samą tę 
ciasnotę wyglądają. Po nad niemi piętrzą się wieżyce i 
kopuły kilku cerkwi i kościołów, jak gdyby jedne z dru- 
giemi szły w zawody i chciały zrównać się z jedną z 
wieńczących to miasto gór w północno wschodniej stronie, 
na szczycie której stoją zczerniałe zgliszcza potężnego 
niegdyś zamku, a u stóp której płynie po kamykach for- 
mujący się ze źródeł potok. Najwspanialszy przedstawia 
się widok wjeżdżającemu do Krzemieńca ze strony połu- 
dniowej od Podola, a chociaż wjazd z tej strony przykry, 
prowadzi przez stromy wąwóz, od lat kilku dopiero nieco 
zrównany, podróżny bynajmniej tej niedogodności nie spo- 



— 100 — 

strzegą, mimowolnie zachwycony czarującym krajobrazem, 
który ma ztąd przed oczami. 

Rzućmy jednak na chwilę poetyczne wrażenia, cza- 
rującem poJożeniem tego miejsca wywołane, zejdźmy 
w dziedzinę chłodniejszej rzeczywistości , mamy bowiem 
roztrząsać szereg poważnych historycznych dziejów sta- 
rego grodu, a jeśli czytelnik nie lęka się utrudzenia, to 
go najpierw poprowadzim z sobą na ową stromą górę 
zamkową, do tych szarych ruin, tam usiadłszy z nim na 
odłamie kilkunasto-wiekowego muru, pogwarzym o prze- 
szłości, tu swobodniej myśl rozwinąć się zdoła, a obraz 
poważniejsze, wyrazistsze przybierze kształty. 

Na Wołyniu i na Podolu każda prawie piędź ziemi 
zbroczona krwią przodków naszych , tędy bowiem prze- 
chodził ów szlak, po którym wkraczały do nas z pu- 
styń i stepów Azyi hordy tatarskie , straszny ów szlak 
Kuczmańskim zwany, ku któremu oczy mieszkańców 
z trwogą zawsze zwracały się. Obie więc ziemie te, po- 
kryte niezliczoną ilością mogił, są razem dziedziną zam- 
ków dawno już zniszczonych i w gruzach leżących, w któ- 
rych lud strwożony krył się z dobytkiem i całem mie- 
niem swojem przed wrogiem. Każdy kto tylko broń dźwi- 
gnąć zdołał, w tych zamkach dzielny i rozpaczny nie- 
kiedy nieprzyjacielowi stawiał opór ; dziś więc poczer- 
niałe te mury żywem są jeszcze świadectwem męztwa i 
dzielności naszych przodków, którzy od kolebki zale- 
dwie odrósłszy, już bezustannie w imię wiary, w imię 
spokoju ogólnego, walczyć musieli. Pierwotne dzieje nie- 
których z rzeczonych zamków giną w pomroce odległej 
przeszłości, z po za której zaledwie słaby otlbrzask na- 
szych dziejów przebija się tylko, tradycya o nich nawet 



— 101 — 

zaginęła już wśród ludu. Do rzędu takich zamków na- 
leży niezaprzeczenie i zamek krzemieniecki. Kto go za- 
kładał i kiedy — na to nietylko żadnych historycznych 
dowodów nie mamy, ale nawet tradycyi i pieśni. Cza- 
sem tylko przebiegając w dzień świąteczny ulice Krze- 
mieńca , napotkać można gromadkę mieszczan, spogląda- 
jących ku górze zamkowej i żywo rozprawiających o 
królowej Bonie, która wedle ich mniemania, miała na 
zamku tutejszym przemieszkiwać, zjeżdżając tylko z niego 
niekiedy po skórzanym moście do miasta , lub dla od- 
wiedzenia mieszkających w okolicach jego ulubieńców 
swoich, Firleja w Orli i Deniska w Berehach'). Jak da- 
lece podanie to o przemieszkującej tu niby królowej jest 
mylne , również jak wiele dawniejszych czasów sięga 
zamek krzemieniecki, pokażemy to niżej, na piśmiennych 
już dowodach opierając się. 

Rozpatrując się w kształcie budowy rzeczonego 
zamku, rów^nież wnosząc z otaczających go fortyfikacyi, 
jesteśmy przekonani, że sięga niezmiernie odległej staro- 
żytności. Już w IV i V wieku po narodzeniu Chrystusa, 
wojownicze plemiona Dulębów, a następnie i Wołyńców 
przywędrowawszy w te strony, stale osiedlać się tu za- 
częły, a uciskane od Awarów czyli Obrów i innych na- 



*) Orla niegdyś miasteczko, dziś wioska U r 1 ą prze- 
zwana, niedaleko Poczajowa położona, należała niegdyś do da- 
wnych rodzin Kozińskich, Hojskich^ a następnie Firlejów; o 
mej obszerniej w innem miejscu mówić będziemy. Za czasów 
Bony majętność ta była jeszcze we władaniu Kozińskich. — 
Berehi wieś w okolicach Krzemieńca, jeszcze przed nieda- 
wnemi laty w posiadaniu starożytnej rodziny Denisków Moko- 
siejów będąca. 



— 103 — 

jezdniczych hord , budować zaczęły dla ochrony rodzaj 
ziemnych fortyfikacyi, następnie z gliny i kamienia wzma- 
cnianych. Po Awarach zjawili się i Chazarowie , którzy 
z Azyi napłynąwszy, zawładnęli znaczną częścią połu- 
dniowej Rusi, Wołyniem i Kijowem, nakoniec w YIII i 
IX wiekach przybyli w te kraje Normandowie, Waregami 
zwani , którzy plondrując po Słowiańszczyźnie , uciskali 
mieszkańców tutejszych. Normandowie pierwsi zaczęli tu 
wznosie stałe grody i zamki swoje , przez nich więc, w 
liczbie Avielu innych , których ledwie szczątki pozostały, 
musiał być wzniesiony i zamek krzemicHiecki , na górze 
Krzemienistej , od której zapewne i miasto nazwę swą 
wzięło. 

Pod koniec dziesiates^o wieku niektóre słowiańskie 
plemiona, jako to : Drewlanie, Dregowiczanie około Dro- 
hiczyna Chełmskiego, Wołyńcy nad Bugiem, Krzywiczanie 
na Polesiu około rzeki Horynia , Łuczanie około Styru, 
zostały podbite przez zwycięzki oręż Włodzimierza Wiel- 
kiego , xięcia kijowskiego; wówczas Wołyń w podziale 
pomiędzy synami jego przybrał nazwę xięztwa włodzi- 
mierskiego, którem rządził jeden z nich z tytułem udziel- 
nego xięcia na Włodzimierzu. Bolesław Śmiały, król pol- 
ski, czyniąc 1073 r. wyprawę na podbicie Kijowa, obiegł 
w Łucku Ihora xiccia Avłodzimierskiego i zhołdował go 
sobie. Odtą I więc ziemia wołyńska poczęła należeć do 
Polski. I w tymże czasie kiedy zdobyto wiele miejsc wa- 
rownych i zamków, z których najmocniejsze były: Łuck, 
Chełm , Włodzimierz , chociaż jak powiada Naruszewicz, 
z gliny i drzewa , obyczajem wieków onych zbudowane? 
wszakże dla posady górzystej , mocnego opatrzenia i 
licznych obrońców niełacno dostępne, już zamku krze- 



— 103 — 

mienieckiego istnienie dowodnie okazuje się. Zdo- 
bywcą jego na Rusinach miał być Mokosiej , przodek 
dawnej rodziny Denisków - Mokosiejów, o czem wspomina 
Okolski w swoim herbarzu, zasadzając się na przywileju 
Bolesława Śmiałego, temuż Mokosiejowi nadanym, a to 
jego świadectwo potwierdza w części późniejszy przywi- 
lej pod r. 1504 od Alexandra króla polskiego na rzecz 
Deniska Mokosieja, upewniający zachowanie na zamku 
krzemienieckim starożytnych grobowisk przodków jego ^). 



*) Historya storożytnego domu Denisków Mokosiejów i 
pierwsze początki jego^ ściśle z dziejami Krzemieńca połą- 
czone, — otem wspominają wszystkie herbarze. Starostwo krze- 
mienieckie przez długi przeciąg czasu było sukcesyonalne 
w tym domie. Niesiecki o Mokosiejach herbu Wukry tak się 
wyraża: „Mokosiej jeszcze poganin, z Żywokłodówny spłodził 
Waukona Mokosiejowicza, ten pierwszy z tego domu chrzest 
Św. przyjął obrządkiem ruskim, był starostą wołyńskim i 
krzemienieckim, na Tatarów wielkim wojownikiem, Gedroj- 
cówna z kniaziów litewskich na imię Oluchna sześciu mu sy- 
nów powiła. Z tych Stańko pułkownik pod Kijowem mężnie 
na Tatarów nacierając poległ. Piotr Aurafus Miles ^ po ojcu 
wziął in feudum Krzemieniec , jurysdykcy^ swoją ufundował 
we wsi Stożek, czego dowodem jest tak metryka jak i inne 
monimenta tegoż miejsca u x. Zbarazkich. Synowie jego z Kier- 
dejówny babryel i Michał. Gabryel z Bochowityanki Kozie- 
radzkiej miał synów czterech, fundował na zamku krzemie- 
nieckim cerkiew ruską, której już i śladu niemasz. Z synów 
jego Denis starosta krzemieniecki od Kazimierza Jagieloń- 
czyka zawołany, niektóre przywileje pozwolił mu w nagrodę 
tego , że prawa które miał do Krzemieńca i z bracią swoją 
ustąpił: o których Okolski wyraźniej pisze: z Dziewanki 
kasztel, chełmskiej spłodził Wańka starostę krzemienieckiego, 
ten zaś z Swiszczowskiej siedmiu synów, z których Piotr Mo- 



— 104 — 

Od tego czasu, przebiegając długi okres dziejów, 
nie znajdujemy żadnej wzmianki o zamczysku tutejszym, 
prócz nawiasowego wspomnienia o samym Krzemieńcu, 
w zacytowanej przez Karamzina kronice wołyńskiej, 
wspomnienia z powodu bitwy stoczonej pod tem miastem 
122() r. między królewiczem węgierskim Andrzejem i 
xięciem halickim Mścisfawem Śmiałym. Właśnie doszli- 
śmy do najświetniejszej epoki zamku krzemienieckiego, 
epoki w której on zwycięzko odznacza się i w całym 
blasku występuje na widownię bistoryczaą Około XIII 
wieku (1^'40) nawiedzają kraj nasz Mongołowie pod do- 
wództwem Batego, wnuka Dżengis Chana. Dzicz ta zdo- 
bywa Kijów, Kamieniec, Halicz i Włodzimierz, jeden tyl- 
ko zamek krzemieniecki , nieustraszony ani ilością ani 
mocąi nieprzyjaciela wdzierającego się na jego wały, o- 
sypuje gradem strzał i mężnie odpiera. Zamek i miasto 
były podówczas własnością Daniela Romanowicza Hali- 
ckiego *). 

Takie tryumfalne oparcie się zamku krzemienie- 
ckiego , wówczas gdy wśród powszechnego zwątpienia, 
wiele miast i zamków uległo przemagającej sile hord 



kosiej Denisko starosta krzemieniecki z Patrylcijdwny dwóch 
miał synów : Szymona i Piotra. Szymon starosta żytomirski za 
to starostwo wziął w zamianę dobra Ożohowce za królowej 
Bony i t. d." — Niesiecki ciągnie dalej genealogią tego domu, 
a chociaż wspomniał o ustępstwie królowi Kazimierzowi Ja- 
giellończykowi praw do Krzemieńca przez jednego z Moko- 
siejowiczów — i później wszakże wielu starostów krzemie- 
nieckich w tym domu wylicza. 

^) Patrz o wydarzeniu tem: Latopiś Nestora i Karam- 
zina Hist. państw ros. t. IV str. 14. 



— 105 -- 

tatarskich 5 zjednało mu głośną sławę, ale ta nie była 
postrachem dla Tatarów, którzy pod dowództwem następcy 
Batego, po pierwszym napadzie w lat piętnaście (około 
r. 1255) znowu próbują siu do zdobycia tego zamku, 
ale jak i pierwszą rażą po bezskutecznera oblężeniu od- 
stępują od niego. 

Lecz gdy xiąźęta ruscy po przegranej pierwszej 
strasznej bitwie z Tatarami nad Kałką, wszędzie później 
od nich pokonywani, ulegli ieb przemocy, aby przez dwa 
wieki dźwigając ciężkie jarzmo, w mężnem i cierpliwem 
wytrwaniu zgotowali przyszłe swe znaczenie , natenczas 
około 1260 r. na żądanie Burondaja wodza tatarskiego, 
Wasilko brat xięcia Daniela halickiego, zmuszony był roz- 
broić wszystkie fortyfikacye na Wołyniu, w liczbie których 
spotkał takiż sam smutny los i zamek krzemieniecki '). 

W epoce wspomnionyclf wyżej dwukrotnych napadów 
na zamek krzemieniecki (1240 — 1255) świadczą nie- 
którzy historycy, że dwaj zakjnnicy reguły św. Franciszka, 
błogosławieni Gerard i Morgvild, dopełniający w krajach 
ruskich missyi apostolskiej , zostali w Krzemieńcu przez 
Tatarów nielitościwie zamordowani. 

Ostatnie lata XIII i pierwsze XIV wieku, w ogóle 
skąpe i mgliste tylko, przedstawiają nam źródła piśmienne 
o dziejach Wołynia i Busi całej. Kraj ten po śmierci 
Daniela ostatniego króla RułI i Halicza , rozpada się na 
części pomiędzy potomków jego, którzy pod naciskiem 
Tatarów pozostając , rządzili tu na małych udziałach. 
Wtedy to część ludności Letońskiej nieznana dotąd pra- 
wie , z lasów i bagien swoich występuje nagle na pole 



*} Karamzin, tom IV. str. 78—80. 

U 



— i06 — 

dziejowe pod nazwa Litwy, i groźna być poczyna sąsie- 
dnim krajom. Gedymin wielki xiąźę litewski opanowuje 
Wołyń, następnie Ukrainę i Kijów, przy podbiciu które- 
go kilku wołyńskich xiążąt w walce poległo. Zabór 
ten Wołynia (jak twierdzi Kronika Litewska w 1846 r. 
staraniem Narbuta wydana) miał przypaść w r. 1320; 
powodem zaś jego mjało być to, że kiedy Giedymin za- 
jęty był poskramianiem Krzyżaków na Żmudzi, wołyńscy 
liążęta tymczasem , do litewskich powilijskich dzierżaw 
częste napady czynili , że nareszcie pod pozorem niby 
szukania pomocy przeciw Tatarom, z Krzyżakami, najza- 
ciętszemi wrogami Litwy, ścisłe przymierza zawiązywali '). 
Jednocześnie prawie z zaborem Gedymina, Lubart syn je- 
go pojmuje za żonę córkę Leona księcia Łuckiego i po 
niej w posagu dostaje Łuck i znaczną część ziemi wo- 
łyńskiej — resztę zawojowanego państwa podzielił Ge- 
dymin pomiędzy drugich synów swoich, a tak i Krzemie- 
niec z zamkiem swoim przeszedł pod zwierzchnictwo 
xiąźąt litewskich ; któremu z synów Gedymina dostał się 
mianowicie gród ten w podziale , niewiadomo z pewno- 
ścią — zdaje się wszakże, że Kazimierz Wielki zawojo- 
wawszy później Wołyń, zastał już Lubarta w Krzemieńcu. 
Pierwszy ten zabór Litwy na tak silnych podstawach, 
jakby mniemać można ustalony, nie był wszakże stanow- 
czym. Polska , której polityką od trzech wieków blisko 
było, rozciągać o ile można wpływ i zwierzchnictwo nad 
przylegającą Rusią; prędko bardzo zdołała siostrzycę swą 
Litwę ztąd usunąć. Sprzyjających ku temu powodów zna- 



*) Stryjkowski, Kronika Litwy Xięgi jedenaste. Wydanie 
Bohomolca. 



— 107 — 

lazło się wiele i te jak to niżej zobaczymy, nie dały 
długo na siebie wyczekiwać. 

Już Władysław Łokietek, wierny rodowej polityce 
Piastów torował drogę synowi swojemu Kazimierzowi do 
ziem ruskicb i Wołynia 5 młodego bowiem królewicza 
ożenił z córką Giedymina Litewką , kiedy ten Giedymin 
posiadał natenczas już znakomitą część Rusi i nosił ty- 
tuf króla rusinów ') ; syn zaś jego Lubart, teraz szwagier 
Kazimierza pojąwszy za żonę córkę wołyńskiego xięcia, 
także już dzierżył częścią Wołynia. Zaledwie Kazimiera? 
objął tron po ojcu , wnet nowa jeszcze przyjaźniej- 
sza zręczność do tego zawojowania przedstawiła mu się. 
Bolesław xiużę Mazowiecki syn Trojdena xięcia Mazo- 
wieckiego i Maryi xiężniczki Ruskiej , przez sukcessyą 
po matce swojej, panujący xiążę na Rusi Czerwonej, umie- 
ra , otruty przez niechętnych mu bojarów ruskich , we 
Lwowie ówczesnej stolicy Rusi, dnia 25 marca 1340 r. 
W sam dzień Zwiastowania Panny Maryi. Śmierć ta pa- 
nującego xięcia , który raz jako Piast a nareszcie jako 
szwagier (był bowiem także z córką Gedymina ożenio- 
ny) podwójnie zatem z Kazimierzem był spokrewniony — 
otwiera młodemu królowi polskiemu drogę, na mocy praw, 
jak rodowych, tak ustąpionych sobie przez braci zmarłe- 
go, do odzyskania dla korony polskiej tego kraju , tyle- 
kroć hołdowniczego jej. Jakoż natychmiast w tym celu 
podniósłszy wyprawę, na czele zebranego na prędce woj- 
ska , z przedniejszemi pany zdobył Lwów, a w skutek 
drugiej wyprawy w tymże 1340 r. przy końcu lata od- 

*; Ob. Historica Bussice moniimenła. Papieże w listach 
do Gedymina tytułują go: recem Lithuanorum et mulłorum 
JiiUhcnorum, 



— 108 — 

bytej, zabrawszy ziemie z miastami jako to: Przemyślską, 
Sanocką, Lubaczowską , Hal-cką i Trembowelską to jest 
całą Ruś Czerwoną, oparł swój zwycięzki oręż, jak świad 
czy Kromer, aż o Krzemieniec*). Zwycieztwo wszakże 
Kazimierza, jak na pierwszy raz przynajmniej, nie mogło 
zupełnym skutkiem uwieńczone pozostać , ani król przy 
całkowitym zaborze swoim utrzymać się. Bojarowie ruscy 
obawiając się ucisku wyznania swego , poczęli knuć po- 
tajemnie przeciw Polsce spiski z WęgramJ, drudzy śmielsi, 
podburzali nawet Tatarów, których hordy już nawet wgłąb 
Polski wkraczać zaczęły; to wszystko więc było powo- 
dem, że Kazimierz widział się zmuszonym zawrzeć chwi- 
lowy rozejm z Litwą. Stanął więc takowy na ruskiej zie- 
mi między laty 1340 — 1345. Traktat ten, uczyniony 
z Jawnutą wielkim xięciem litewskim i z bratem jego 
Kiejstutem i Lubartem xiążętami, oraz z ich synowcami : 
Jerzym synem Korjata i drugim Jerzym, synem Narymunta, 
zawarty był na lat dwa tylko. Na mocy jego, Litwa zo- 
stawiała Kazimierzowi posiadanie ziemi Lwowskiej, Kazi- 
mierz Litwie posiadanie ziem : Bełzkiej, Chełmskiej, Wło- 
dzimierskiej, Łuckiej i Brzeskiej. Jerzy Narymuntowicz 
miał zaś z poręki Litwy i Polski, dzierżyć Krzemieńcem, 
ale także na ten sam przeciąg czasu , z warunkiem , że 
zamku fortyfikować nie będzie, a gdy pokój wyjdzie, 
xiążę Jerzy zamek opuści. .^A Kremianec derżati Juriu 



*) Ziemia lwowska ile z dziejów wnosić można , rozcią- 
gała się rzeczywiście na wschód od Krzemieńca, na południu 
od źródeł rzeki Sered , wzdłuż jej brzegów aż do Trembowli. 
Cala zaś Ruś czerwoną zamykał na wschodzie południowym 
gród Sniatyn nad Prutem na granicy Multan. Te to więc rze- 
czywiście były granice zaboru Kazimierzowego. 



— 109 — 

„Narirnontowiczu ot kniazij Ułowskich i ot korola za 2 
yj.etj a Jioroda ne rohltij a holi mir stanet^ Juriu kniaziu 
•i^horoda liszitisia^ '). W tymże czasie Kazimierz Wielki 
do innych swoich tytułów przydał tytuł Rusi albo pana 
dziedzicznego Hiisi'^) Pokój do dwóch lat z xiążctami 
litewskiemi zawarty, zdaje się iź był w następnych latach 
odnowiony, przynajmniej żadne nie zaszły między dwoma 
państwami nieprzyjacielskie kroki, aż do r. 1349. Wa- 
runki wszakże tego pokoju bynajmniej dla Kazimierza 
korzystne nie były, jak widzieliśmy okolicznościami tylko 
zmuszony był przystać na nie chwilowo, w 1349 r. ,więc 
korzystając z osłabienia Litwinów, po świeżej niefortunnej 
walce z Krzyżakami, znowu wkracza na Ruś. Powód do 
tej nowej inwazyi, legalnie nawet usprawiedliwiać się da- 
wał, Litwini bowiem, przez częste wycieczki na Mazowsze 
i wiązanie się z Tatarami, niedotrzymywali umowy z kró- 
lem zawartej"^). Tą rażą Kazimierz wtargnąwszy z woj- 
skiem do tej części Rus', w której xiążęta litewscy mieli 
swoje udziały, zajmuje główne zamki Łuck i Włodzimierz 
z przyległemi do tych grodów ziemiami, posuwa się na- 
stępnie do Brześcia, który podobny los spotkał, nako- 



*) Ob. tę tranzakcyę u Naruszewicza (tom VI str. 102 
historyi Polski) wyjęta z inwentarza dyplomatów koronnych 
sporzijdzonego przez Kromera. Oryginał tego ciekawego pod 
wielu względami dokumentu , wydała komisya archeograficzna 
w Petersburgu r. 1840, w zbiorze aktów tyczących się dawnej 
Rossy! , literami ruskiemi, a łacinskiemi literami znowu Kazi- 
mierz Stronczyński w Warszawie r. 1839 „we wzorach pism 
dawnych" str. 98 z pergaminu w języku ruskim, w archiwum 
królewskiem warszawskiem znajdującego się. 

-) Vol, legum pod r. 1346 1. p. 2. 

^) Patrz Łojko „w Odpowiedzi Prussakom" str. 200. 



— 110 — 

nieć do Chełmn , którego szturmem dobywać musiał. 
Opanowanie czterech tych głównych grodów sprawiło, że 
pomniejsze okoliczne bez oporu mu się poddały. Król 
zostawił je w posiadaniu kniaziów Ruskich, przyjąwszy 
od nich przysięgę wierności, główne zaś, w liczbie któ- 
rych był i Krzemieniec, oddał pod straż starostom pol- 
skim ; jeden tylko Łuck zostawił przy Lubarcie jako po- 
sagowe jeszcze wiano po żonie jego , z Avarunkiem aby 
zostawał pod hołdowniczem prawem korony polskiej '). 
Cały ten przeciąg czasu od r. 1340 po 134'J słusznie 
możnaby nazwać epoką tryumfów Kazimierza na ziemiach 
ruskich ; odtąd następują długie lata niepowodzeń i strat 
dotkliwych dla Polski. Duchowieństwo i rycerstwo , dwa 
najpotężniejsze w narodzie żywioły, zniechęcone przeciwko 
Kazimierzowi , tamowały mu ciągle utrwalenie podbojów 
jego na Rusi ; Litwa też zręcznie z tego stanu rzeczy 
korzystać umiała, a Lu bart wszędzie i we wszystkich jej 
zamachach. Rędąc panem Łucka po krótkiem przeciągu 
czasu wyrugował Polaków z Wfodzimierza , Chełma i 
Rełza^), a niszcząc przyległą mu Ruś Czerwoną, za- 
grażał nawet Lwów, ulubione Kazimierza miasto. We 
wszystkich tych szczegółowych utarczkach szczęście 
nigdy nie sprzyjało Polakon^). Kiejstut mniemany len- 
nik Polski odebrał napowrót nietylko Rrześć , ojcow- 



') Długosz Lih. IX Anno 1349 i kronikarz Aiionym ar- 
chidyakon gnieźiiieński, wydanie Sommersberga, ktdry indwi 
„Luhardo solummoclo cwitatem Lutsho cum ierritorio siio ad 
placitum honce volimtatis suce concedendo". 

2) Długosz pod r. 1350 Historyi Polski. 

^) Anonymus ArcJiidiacomis Gneznensis^ pag. 97-08ed 
Sommershergiana i Długosz pod rokiem 1330 Historyi r*oIski, 



— 111 — 

ską spuściznę, lecz nadto na czele zbrojnych hufców 
wkraczał w Sandomierską i Radomską ziemie, niszczył 
je, wszędzie słaby tylko napotykając opór. Wtedy to 
Kazimierz widział się zmuszonym udać się o pomoc do 
Ludwika króla węgierskiego. Między oboma królami sta- 
nęło przymierze, skutkiem którego obaj współ nemi siłami 
przedsięwzięli wyprawę na Ruś r. 1354. Udało się im 
wprawdzie wyparować Litwinów z niektórych pogranicznych 
grodów, które ci na polskiej ziemi opanowali i odebrać 
nawet Włodzimierską ziemię ; wyprawa ta wszakże słabo 
prowadzona, bez udziału i współczucia w polskim narodzie 
nie miała tez żadnego znaczenia, ani długich rezultatów '). 
Litwini z Lubartem na czele, po roku nie spełna, znowu 
odbili ziemię: Włodzimierską, Bełzką i Chełmską, o które 
im szło najwięcej, a Tatarzy poduszczeni przez Olgierda, 
który ich użyć chciał do wyzucia Kazimierza z ziem 
ruskich, srogi napad na te strony dokonali^). Skołatany 
nareszcie lyloma przeciwnościami Kazimierz zniechęcony, 
postanowił ograniczyć się na jakiś czas przynajmniej na 
te ruskie posiadłości, które bez znacznego szwanku do- 
tąd mógł zachować, odzyskanie zaś Wołynia, ziem Bełz- 
kiej i Chełmskiej , dalszemu czasowi zostawił. Traktatu 



*) Wyprawa ta o której obcy historycy, zwłaszcza kro- 
nikarze węgierscy: Thurocz i Pray, obszernie się rozpisują, 
wysławiając Ludwika, była w rzeczywistości tak małoznaczaca, 
że krajowe kroniki albo zgoła ja przemilczają, jak np. współ- 
czesny Anonyu) Arclndyakon Gnieźnieński albo też jak Długosz, 
pod mylną data 13ol r. jg kładi). Najdokładniej podaje nam 
j'^ florentyński kronikarz Yillani (patrz Yillani „5^oWa" w zbio- 
rze Muratorego t. XIV p. 237y. 

2) Długosz Historya Polski pod r. 1352 właściwie zaś 
w 1355. 



— 112 — 

wyraźnego w tym względzie z xiążetami litewskimi, nig- 
dzie wprawdzie napotkać nie można, musiuło jednak ja- 
kieś oświadczenie nastąpić, od r. bowiem 1356, przez- 
lat 10 nieprzerwanie, nie wspominają dzieje o żadnym 
napadzie Litwinów na ziemie przy koronie polskiej pozo- 
stałe. We wszystkich tych powyżej opisanych sporach i 
utarczkach Litwy z Kazimierzem , Krzemieniec , jedna 
z ważniejszych twierdz wołyńskich, przechodząc kolejno 
to w ręce Polaków, to Litwinów, czynnie opiera? obu- 
stronę ich najazdy; z imieniem jego spotykamy się też 
często we współczesnych kronikach, wypadki tej epoki 
opisujących. 

Nadszedł nareszcie rok 13o6 a Kazimierz będąc już 
na schyłku życia swojego, postanowił raz jeszcze szczę- 
ścia próbować i odzyskać, co już był dwa razy orężem 
nabył i utracił. Zgromadziwszy więc wszystkie swe siły, 
pociągnął na wyprawę przeciw Litwinom. Ziemia Bełzka 
najpierwsza mu się poddała, a Jerzy Narymuntowicz. któ- 
ry ją dzierżył z poręki Litwy, sam klucze głównego 
zamku Bełza oddał wujowi swojemu, za tym przykładem 
poszła i ziemia Chełmska. Gdy Kazimierz następnie wkro- 
czył na Wołyii i obiegł miasto Włodzimierz, Lubart prze- 
straszony schronił się w głąb kraju, a wszystkie celniej- 
sze zamki, między któremi i krzemieniecki, w złym sta- 
nie i opustoszałe, zostały natenczas przez Polaków opa- 
nowane '). Chciał wówczas król ukarać Lubarta za tylo- 
krotne przeniewierstwa jego , lecz panujący na Litwie 
wielki xiążę Olgierd wdał się w tę sprawę i obu szwa- 
grów pogodził. Stanęła więc ugoda czyli dział familijny, 



') Anonym. Archidiaconus Gnesnensis edit. Sommersher- 
giana pag. 99 i Długosz pod r. 1366. 



— 113 — 

obie bowiem strony nie czuły się w siłacb do rozpoczy- 
nania nowej walki. Dział ten korzystny byl wprawdzie 
dla Polski, mógłby jeszcze stać się korzystniejszym, gdy- 
by nie słabość króla dla krwi swojej i nie niechęć i nie- 
dołężność rycerstwa jego, które jak to już wyżej powie- 
dzieliśmy, stanowiły zawsze tamę do ustalenia panowania 
Lachów w tych stronach. Na mocy więc zawartej w r. 
1366 tranzakcyi, zrzekł się Kazimierz wszelkiego prawa 
do Podlasia brzezkiego, które wraz z głównym zamkiem 
Brześć , jako pierwszy zabór Ged} mina , pozostawił na 
własność Kiejstutowi '), Lubarta zostawił przy posiadaniu 
całej ziemi Łuckiej ze Avszystkiemi do niej należacemi 
osiadłościami t. j. Stożkiem , Daniłowem , Zakamieniem, 
Szumskiem, Ostrogiem, Połonnem i Międzybożem, z wło- 
dzimirskiej ziemi pozostały przy nim miasta : Wetły, Zbiaż 
Czarny-horodek, Kamień i Mielnica^). Polakom zaś przy- 
znane zostały na własność : połowa ziemi wołyńskiej, tj. 
przestrzeń rozciągająca się od zamków Ratno i Wołczyn 
za Prypecią na północy, aż do Łucka na wschód, a góry 
i zamku Krzemieniec na południe^) wraz z twierdzami, 



*) Ob. tę tranzakcyę w Naruszewicza historyi Polski tom 
VI pod r. 1366 w wyciągu. 

*^) Fax autem in formam coaluit hanc: Luhardo Luceo- 
riensis terra cum omnibus territoriis primcevis et villis gucem- 
admodum fuit a principia ^ i. e. Stożeh^ Baniłów^ Zakamień^ 
Szumsh^ Ostróg^ Połonne et Międzyloże. Insuper ad Luceo- 
riensem terram renimciavit rex territorium Yladimiriense^ Wie' 
tły, Zbiaż ^ Czarnyliorodeh ^ Kamień- Mielnica. (Słowa rozej- 
mu, patrz Długosz pod r. 1366 i Anonym. Archid. Gnesn.). 

^) Yladimiria cessit in partes regis. Bux autem Olgerdus 
renunciavit regi Krzemieniec^ cum territoriis Batno, Koszer j 
Włuczym^ Ferenie (ut supraj, 

15 



— 114 — 

bronmcemi południowych brzegów Buga: Horodłem, Lu- 
Lomlem , Turzyńsklem i Oleskiem ; nadto przyznane im 
zostały : ziemia Bełzka i Chełmska czyli wszystkie czer- 
wieńskie grody między Bugiem a Wieprzem leżące, jako 
to: Bełz, Grabowiec, Chełm, Szczebrzeszyn, Łopatyn. 
Niezwłocznie po zawarcu tej trasakcyi Kazimierz Wielki 
ziemię wołyńska, tj. część onej, Polsce na własność przy- 
znaną, oddawał w dzierżenie Alexandrowi Koryt^towiczowi, 
bełzka i chełmską, Jerzemu Narymuntowiczowi, zachowu- 
jąc sobie wszakże prawo zwierzchności nad temi ziemia- 
mi. Dwa główne zaś zamki : Łuck i Włodzimierz osadził 
garnizonami swoimi, oddawszy je pod straż haronihiis 
Poloniae in łenutam^y Pamiętna ta umowa była stanow- 
czą i położyła nareszcie kres czynnościom Kazimierza 
w tych stronach , chociaż bowiem król powierzył po 
większej części wszystkie główniejsze ziemie i zamki tu- 
tejsze siostrzeńcom swoim, nikt mu wszakże rzeczywistego 
prawa do własności cnych zaprzeczać nie mógł , a dłu- 
goletnie spory, które toczyły się potem między Litwą a 
Polską o ziemię Podolską , nie mogły już mieć miejsca 
co do Wołynia, prawnie i oczywiście przez Kazimierza 
zawojowanego. Rozszerzyliśmy się nieco dłużej nad całą 
tą epoką Kazimierzowych zaborów, a to aby dokładniej 
oznaczyć dzieje i losy Krzemieńca w tym czysie. Z przy- 
toczonej więc przed chwilą transakcyi widzimy jawnie, 
że gród ten, znajdujący się w części Wołynia przez Pol- 
skę zawojow^anej , dostał się w udziale Alexandrowi Ko- 
ryatowiczowi. 



*) Naruszewicz, Historya Polski tom VI str. 329 w przy- 
pisku (t.). 



— 113 — 

Nie (Uugo wszakże cieszyła się ta ziemia spokojem 
pod lagodnemi rządami Alexandra, av cztery lata bowiem 
po opisanych wyżej wypadkach tj. w r. 1370 umiera 
Kazimierz Wielki a xiążęta Lubart i Kiejstut, korzystając 
z chwilowego oddalenia się Alexandra Koryatowicza, któ- 
ry pospieszy! do Krakowa, aby być przytomnym pocho- 
waniu zwłok Kazimierza, wpadają na Wołyń, oblegają 
zamek włodzimierski, jedne z najwarowniejszych twierdz 
ruskich, świeżo przez Kazimierza wzmocnioną i z wiel- 
kim kosztem upiększoną , wypędzają z niej starostę Pie- 
traszka Turskiego wraz z załogą ■, cały zamek niszczą, 
kamień na kamieniu nie pozostawiając, ostatecznie zaś 
całą ziemię \\łodzimierską pod swe władanie zagarniają'). 
Alexander nie miał już po co tu wracać, udaje się więc 
na Podole, gdzie przez koczujących tam Tatarów zabi- 
tym został'^). Tak więc znowu Lubart pozostaje panem 
całego Wołynia, oczywiście i Krzemieńca, kraj ten bo- 
wiem Kiejstut współzwycięzca przy nim pozostawił. 
Twierdza tutejsza przez częste napady nieprzyjaciół mu- 
siała być w tym czasie silnie zniszczona, jeszcze bowiem 
na łożu śmiertelnem Kazimierz Wielki przekazał znaczną 
sumę na budowę, a raczej na zrestaurowanie zamku krze- 
mienieckiego^). Po wstąpieniu na tron Polski Ludwika 
króla węgierskiego, Lubart spieszy z oddaniem mu po- 



*) ^Anonym. Archid. Gnesn. pag. 103. 

'^) Pochowany leży w Smotryczu w klasztorze Dominika- 
nów przez niego fundowanym. O lem patrz Okolski: Biissia 
florida pag. 104. 

^) O tein Anonym. Archid. Gnesn. pag. 103. Czy jednak 
summa ta według przeznaczenia użyt;^ została, na to niema 
żadnego śladu. 



— 116 — 

zornego hołdu, a król chociaż ustanawia wielkorządcą ca- 
łej Rusi Władysława xiecia opolskiego, nie ruguje wszakże 
Lubarta z przywłaszczonych sobie samowolnie posiadłości. 
Dopiero kiedy w r. 1376 Kiejstut i Lubart wpadli do 
Polski i cały kraj między Bugiem a ujściem Sanu leżący 
do szczętu spustoszyli, ocknął się Ludwik i w następnym 
1377 r. powoławszy do broni wszystkie siły polskie, 
wtargnął na Ruś , zajął twierdze Bełz i Chełm , znowu 
w posiadaniu Litwinów będące, a upokorzonego Lubarta 
ograniczył, pozostawiając przy posiadaniu części Wołynia 
jeszcze mu przez Kazimierza w r. 1366 wydzielonej^). 
Wtenczas to Ludwik chcąc już raz na zawsze zabezpie- 
czyć ziemie te od napadów litewskich, niektóre główne 
zamki mianowicie : Krzemieniec, Olesko, Łopatyn , Horo- 
dło, Przemyśl i Sniatyn załogami węgierskiemi obsadził ^). 
Środek ten okazał się rzeczywiście skutecznym , Litwini 
bowiem , nie czując się w siłach wypowiedzenia walki 
odważnemu węgierskiemu rycerstwu, aż do samej śmierci 



*) Patrz o wyprawie tej w Anonym. Archid. Gnesn. ed. 
Sommersbergiana t. II. pag. 94 i 117. 

'^) To dało powód niektórym historykom do błędnego 
mniemania, jakoby Ludwik kraj ten takim podstępnym sposo- 
bem chciał do Węgier wcielić. Ludwik który d^żył do tego, 
aby po śmierci jego Polskę z Węgrami pod jedno berło zje- 
dnoczyć , o wcieleniu wówczas ziem ruskich do Węgier nie- 
myślał bynajmniej. Najlepiej zbija ten domysł Długosz, który 
chociaż niebył współczesnym , pisał jednak o rzeczach nie- 
dawno zaszłych; kronikarz ten wyraźnie mówi, że obsadzenie 
tych zamków Węgrami nastąpiło w skutek wyraźnego przy- 
zwolenia Polaków: Castraąue districtus ^ oppida et viUas JRussice 
Hungaris^ Polonis neguicąuam óbstantihus aut inprohantibus, 
comittit (Długosz pod r. 1377J, 



— 117 — 

Ludwika zachowali sie spokojnie. W 1382 r. umarł Lud- 
wik a starostowie węgierscy, przekupieni od Lubarta, za 
pewną sumę pieniężną zaprzedają jemu wszystkie zamki 
W ich rękach będące. Tym sposobem Lubart już starzec 
wówczas i na schyłku życia będący, widzi się jeszcze 
raz panem nietylko Krzemieńca, Łopatyna, Oleska, gro- 
dów wołyńskich , ale Sniatyna na Pokuciu , co więcej 
Przemyśla nad Sanem, dokąd Litwa nigdy jeszcze nie 
doszła. Wiadomość o zajściu tem takie oburzenie spra- 
wiła w Polsce, że królowa Elżbieta żona zmarłego króla, 
lękając się by to nie było powodem do utraty tronu 
polskiego dla jej córek, surowo zdrajców Węgrów jednych 
na gardło, drugich na więzienie skarała'). Fakt wszakże 
dopełnionym został a zaradzić temu bez nowej walki nie- 
podobna było , Lubart do śmierci już na Wołyniu pano- 
wał, pozostawiając ziemię tę w dziedzictwie synowi swe- 
mu Teodorowi. 

Władysław Jagiełło wstąpiwszy na tron Polski, zastał 
już panem całego Wołynia Teodora Lubartowicza, który 
jako xiążę Włodzimierski i Łucki, pospieszył wnet ze zło; 
żenieni mu submisyi. Z tym tytułem ofiarowuje się Teodor 
Lubartowicz w czasie koronacyi (1386) wraz z innymi 
xiążętami jako zakładnik , że król Władysław dotrzyma 

') Post mortem vero Ludorici castra fortissima In Riissia 
])fr Casimirum felicis memorue regcm Polonice non sine magnls 
lahoribus et expensis ac effiisione saiiguinls acąuisita et clitioni 
suce suhjecta prodlcionaliter perdidenmt , videlicet Krzemienice, 
Olesko^ Przemysły Horodło^ Łopaty fi ^ Sniatyn et alias ^ pecimiis 
receptis Ltihardo Liłhuano daci di Łucko pricscntuhant , proptcr 
quod Elisaheth rcgina ąuendam niilitem Hungarum capitaneum 
BussicB^ viro suo prcemortuo^ captiimtiim vincidavit (Anonymus 
Archid. Gnesn. edit. Sommersb. t. II pag. 137 — 138). 



— 118 — 

zobowiązali swych względem korony'). Niebawem jednak 
zmieniła się postać rzeczy na Wołyniu: Rada koronna 
postanowiła raz na zawsze ziemię wołyńska, jako 
zdobycz Kazimierzowa , do korony wcielić; król zdawał 
się także ku temu dążyć, niepewny jednak czy się przy 
koronie utrzyma, a do tego Litwin , zamierzał wszystko 
co tylko w rękach litewskich było, wjedną całość spoić, 
pozbywając się jednego po drugim xiążąt udzielnych. 
Pierwszą ofiarą tej polityki padł dziedzic Wołynia Teodor 
Lubartowicz. Zaraz po koronacyi król i królowa , pod 
pozorem jakiejś misyi, wysyłają go w głąb Litwy. Po ro- 
ku niespełna wraca ztamtąd Teoilor , lecz już wielkie 
zmiany na Wołyniu zastaje. Jagiełło oddał był twierdzę 
Ostróg i cały przylegający do niej powiat, jednemu z xią- 
żąt ruskich Teodorowi Daniłowiczowi , prawem polskiem 
(cum lihertate terrigenanim regni Polonlae)'^). Straszniej- 
szego jeszcze rywala zastał Lubartowicz w Witoldzie 
stryjecznym bracie królewskim, któremu jeszcze w 1384 
r. nadane zostały Podlasie i ziemia Łucka, a to aby go 
odwieść od zamiaru łączenia sie z Krzyżakami. Teraz zaś 
król zrobiwszy wielkim xięciem litewskim rodzonego 
brata swego xięcia Skirgiełłę Olgierdowicza, rozgnie- 
wanego Witolda za to że nie jemu się ta godność do- 
stała , udarował całą ziemią wołyńską , spuścizną po 
Lubarcie ; jedną tylko ziemię włodzimierską wyłączył 
z nadania tego i tę przy Teodorze Lubartowiczu zo- 
stawił, nie chcąc go od razu z całej spuścizny po ojcu 



*) Patrz Kromer: De rebus Polonorum pod r. 1386. 
'^) Nadanie to znajduje się w wyciągach w Inwentarzu 
archiwum królewskiego, sporządzonego przez Kromera. 



— 119 — 

wyzuwać '). Krzemieniec wiec i ca-fa włodzimierska zie- 
mia pozostały jeszcze przez lat kilkanaście w rękach 
Lubartowicza. Dumny Witold niezadowolniony jednak, że 
nie cały Wołyń w swych rękach posiadał, a bardziej 
jeszcze , że go godność wielko - xiążęca ominęła , wciąż 
burzył się, aż ostatecznie w r. 1390 zawarłszy z Krzy- 
żakami ścisłe przymierze , w ojnę koronowanemu bratan- 
kowi wypowiedział. Bratobójcza ta walka wielkie znisz- 
czenie w Litwie sprawiła, skończyła się nareszcie zwy- 
cięzko dla Witolda, którego popierały ogromne siły krzy- 
żackie. Władysław Jagiełło przekonany ostatecznie o nie- 
dołeżności Skirgfełły, zmuszony się widział odjąć mu 
władzę wielko-xiążęcą , i tę Witoldowi powierzyć, tem 
bardziej gdy to spokój wewnątrz kraju zapewnić miało, 
i Litwini bowiem z rządów Skirgiełły niezadowolnieni 
byli. Tak więc w^ 1392 r. Witold ujrzał na raz wszyst- 
kie swe marzenia spełnione, został wielkim xięciem Litwy 
i panem całego Wołynia. Skirgiełło dobrowolnie zgodził 
się na ustąpienie z Wilna i przyjął ofiarowane mu w za- 
mian : xięstwo kijowskie, Troki na Litwie i Krzemieniec, 
jedną z najwarowniejszych twierdz na Wołyniu , którą 



^) Kromer wspomina o nadaniu Witoldowi Podlasia , cał- 
kiem zaś przemilcza o nadania temuż ziemi wołyńskiej, za nim 
id«) i niektórzy historycy polscy. Fakt to jednak niczem za- 
przeczyć się niedajacy a współczesna mu kronika litewska, 
wydana przez Daniłowicza wyraźnie mówi „Tohda hiicd weły- 
Jcij Jahajlo ]}erezwaw Witotuda so Nemec i dal jemu £ucesh 
ze wsejti ivolynshoju semłeju a w liłoiusJwi zcmli otcmni jeJio^ 
(str. 39). W drugiem znowu miejscu „A hniaziu icełyhomu 
Witowdu tolcdy dcrżaszcziu Eucesh i icsiu tuoiynsJcoju zcmlu^', 
(Idem str. 44). Powtarzaj!^ tożsamo późniejsza kronika litewską 
wydania Narbutta i Stryjkowski. 



— 120 — 

wraz z całym przytykającym do niej obwodem, zgodził 
się Witold ustąpić jemu i potomstwu jego w doży- 
wotnie dzierżenie '). Teodor Lubartowicz wywłaszczony 
tym sposobem zupełnie i na zawsze z Wołynia , wziaść 
musiał w zamian część xięztwa siewierskiego, zabrana 
od Dymitra Korybuta Olgierdowicza, osadzonego wraz 
z żoną i dziećmi w więzieniu w Wilnie, za bunt podnie- 
siony przeciwko Witoldowi^). W 1396 r. Skirgiełło umie- 
ra otruty podobno w Kijowie, a Witold w tymże samym cza- 
sie wypuszcza z więzienia Dymitra Korybuta, na usilne 
nalegania i zaręczenia teścia jego Olega Riazańskiego i 
wyswobodzonemu z niewoli xięciu, w zamian za skonfis- 
kowaną mu dzielnicę w xięstwie siewierskiem wypuszcza 
z łaski , jemu i potomstwu jego zamki na Podolu i na 
Wołyniu : Bracław, Winnice , Sokolec i Krzemieniec, ten 
ostatni, jako świeży spadek po Skirgielle^). Dymitr Ko- 
rybut sam zaś (wedle Stryj ko wskiego) zbudować miał 
zamki Wiśniowiecki i Zbaraski na ziemiach do posiadło- 
ści jego należących. 

Pomimo tych nadaii w ziemi wołyńskiej, Witold do 
końca życia samowładnie tu panował. Najczęściej jak wie- 
my z dziejów, przebywał on w Łucku, ulubionym swym 
grodzie, zjeżdżał wszakże i do innych miast wołyńskich, 
w samym nawet Krzemieńcu zakładał niekiedy czasowie 



^) Anno Td92 YitoU testatur^ SkiryieUo suo consensu ei 
et hcercdihus datum esse districtum et arcem Krzemieniec et dis- 
trietum Stożek propter eci , ąuod is jussu regis patrimonio suo 
in gratiam Yitoldi cessit (Inyentarium archivi regni Cromeri M. S.) 

^) Stryjkowski, Kronika Litwy xięgi czternaste Rozdz. 2. 

^) Patrz: Kromer lib. XV., Stryjkowski i Narbut: historya 
Litwy tom V. 



— 121 — 

swą rezydencyc. W 1421 r dłużej niż zwykle zatrzymał się 
Witold w Krzemieńcu — tu do niego przybyło poselstwo 
Pskowskie z posadnikiem Sylwestrem , prosząc o ulgi 
w pobieranych opłatach z tej ziemi , Witold odmówił proś- 
bom przybyłych, rozgniewany okazanem poprzednio przez 
Pskowian nieposłuszeństwem i stosunkami ich z zakonem 
krzyżackim. W tym czasie także przybył do Witolda do 
Krzemieńca sławny Gilbert de Lannois, rodem z Flandryi, 
który podróżował po całej kuli ziemskiej odbywając czę- 
sto poselstwa dyplomatyczne we Francyi , Anglii , Pru- 
sach , Konstantynopolu, w Egipcie a nawet w Palestynie. 
Całe życie Gilberta de Lannois miało w sobie coś awan- 
turniczego , to też i poselstwa powierzane mu przez mo- 
narchów europejskich, były po większej części mało 
znaczące ; był to rodzaj koczującego rycerza i kawalera 
politycznego. Lubił, jak sam w opisach swych podróży 
opowiada , dobrze jeść i włóczyć się z kraju do kraju, 
aby mieć o czem opowiadać i pisać, wystawiając zawsze 
ważność dyplomatycznych swych missyi. Mianowany po- 
czątkowie rządcą i szarabelanem przy dworze xięcia Bur- 
gundyi Jana Sans-Peur, piastował tę godność i za 
następcy jego Filipa Le Bon, od 1416 został rządcą 
zamku Ekluzy i kawalerem złotego runa. Tą rażą t. j. 
w r. 1421 rzeczywiście w poselstwie jakiemś od Karola 
VI króla francuzkiego i od zięcia jego Henryka V króla 
Anglii , wysłany był do Jeruzalem. Po drodze miał de 
Lannois odbyć poselstwa: do Krzyżaków, do Jagiełły, do 
Witolda i do sułtana w Konstantynopolu. W podróżach 
jego, które dziś już stały się ogromną rzadkością bi- 
bliograficzną , znajdujemy ciekawy opis kilkudniowego 
pobytu i przyjęcia jego u Witolda w Krzemieńcu. Poda- 



— 122 — 

j^my tu wyjątek ten w całości z tłómaczenia Lelewela '). 
„Przyjechałem (pisze de Lannois) przez dolną Ruś i uda- 
rłem się przed kniazia Witolda, wielkiego xiccia i króla 
„Litwy, którego znalazłem w Krzemieńcu na Rusi, wraz 
„z jego żoną, towarzyszonego od jednego kniazia ta- 
„tarskiego i kilku innych kniaziów, knechiń i rycerstwa 
„w wielkiej liczbie, któremu kniaziowi Witoldowi dopeł- 
„niłem poselstwa pokoju ze strony dwu królów (Karola 
„VI i Henryka V) i złożyłem mu klejnoty króla angiel- 
„skiego , który pan wyprawił mi także wielką cześć i 
„dobry traktament, i dał mi po trzykroć obiad, posadził 
„mnie u swego stołu , gdzie siedzieli księżna jego żona i 
„kniaź Saracenów Tatarów, przyczem widziałem jedzone 
„mięso i ryby u jego stołu w dzień piątkowy. A był tam 
„Tatar co miał swą brodę długą po niżej kolan, uwinię- 
„tą w pokrycie. A przy jednym obiedzie uroczystym, 
„który wyprawił dla dwu poselstw jednego wielkiego No- 
„wogrodu, drugiego królestwa Pskowskiego, które przy- 
„były złożyć mu wiele darów dziwnych , całując ziemię 
„(czołem bijąc) przed jego stołem; jak kuny niewypra- 
„wione, szaty jedwabne, sztuki sukna, zęby kuraków, co 
„jest ryba, złoto, srebro, prawie sześćdziesiąt rodzajów 



*) Gilbert de Lannoy pisał po francuzku, jeżykiem owe- 
go wieku we Flandryi używanym , spotkać się więc w poaró- 
żach jego można z mnóstwem wyrazów flamandzkich, które 
czynią częstokroć tekst niezrozumiałym. Edycya którą tłuma- 
czył Lelewel, wyszła pod tytułem: Yoyages et ambassades de 
messire Guillebert de Lannoy^ clievalier de latoisson d'or 
seigneur de Santes, Willervdl^ Trouehiennes , Beaumont et 
Wahenies , 1399 — 1450. Mous , typographie d'Em Hoyois li- 
br aire MDCCCKL, 8vo. 



— 123 — 

„darów. A przyjął te z Wielkiego Nowogrodu ale z Psko- 
„wa nie, wraz odrzuci! w ich obliczu przez niechęć. A 
„opatrzy! mię rzeczony kniaź na wyjezdnem takiemi 
„listami , jakich potrzebowałem aby przejechać za jego 
„pośrednictwem przez Turcyą, pisanemi po tatarsku, po 
„rusku i łacinie, i dodał mi aby mię prowadzić, dwu 
„Tatarów i szesnastu tak Rusinów jak Wołochów ; lecz mi 
„powiedział również , że nie zdołam przeprawić się przez 
„Dunaj, dla wojny jaka była wszędzie w Turcyi z powo- 
„du śmierci cesarza , a był \v przymierzu z królem pol* 
„skim i Tatarami przeciw królowi węgierskiemu. A dał 
„mi na odje/dnem dwie szaty jedwabne zwane szubami, 
„futrowane futrem sobolem, cztery sztuki jedwabne, czte- 
„ry konie , cztery czapki szpikulce jego barwy i dziesięć 
„czółek haftowanych, cztery pary przegubników ruskich, 
„łuk, strzały i sahajdak tatarski, trzy przegubniki po- 
„kratkowane i haftowane *), sto dukatów w złocie i dwa- 
„dzieścia pięć sztabek srebra wartujących sto dukatów, 
„które złoto i srebro odmówiłem i oddałem je z powodu, 
„że w tym czasie i godzinie sprzymierzył się był z Hussy- 
„tami przeciw naszej wierze. A przysłała mi księżna jego 
„żona łańcuch złoty i wielki czerwony złoty tatarski do 
„noszenia na szyi wedle jej barwy. A dał rzeczony kniaź 
„memu heroldowi konia i szubę futrzaną z kun , czapkę 



*) Przegubnik, tasse^ łassete w tekście. Są w zbro- 
jach w zgięciach, mianowicie w częściach dolnych spójnie ł^- 
cz^ce rozwarcie blach, blachy jedne na drugie nasuwające 
się koło kolan, łokci, pachy, bioder i w innych ciała czę- 
ściach. To znaczenie wyrazu łasse ^ poparte jest ciągiem wy- 
liczanych darów, gdy takowe s^ wymienione między czapkami 
i strzałami (Ob. Lelewela Rozbiory dzieł str. 342 — 431). 



— 124 — 

„strojna swej barwy, dwie sztabki srebra i sześć dukatów 
„złota i pół. Memu pisarzowi zwanemu Lambin, którego 
„odprawiłem do króla Anglii, dał szubę, która jest szata 
„jedwabna futrowaną kunami i nagło wnik swej barwy i 
„pięciu szlachcicom których miałem z sobą, każdemu dał 
„szubę jedwabną. Toż dali mi pewien kniaź i knechini 
„ruska z jego ludzi piękny obiad i parę perczatek 
„ruskich haftowanych. I było mi danych innych darów 
„od jego rycerstwa, jako czapki, rękawice futrowane ku- 
„nami i noże tatarskie, a mianowicie Giedigold starosta 
„na Podolu. A byłem u rzeczonego Witolda w Krze- 
„mieńcu dziewięć dni a potem odjechałem". 

Odbiegliśmy na chwilę od Krzemieńca i jego dzie- 
jów, znowu więc do przerwanego opisu powracamy. 
Jeszcze w 1409 r. Witold schwytał w Wilnie Swidry- 
giełłę rodzonego brata królewskiego , który nieustannie 
sprzymierzając się to z Rusią to z Krzyżakami nieprzy- 
jaciółmi króla, spiskował i wichrzył spokojność w kraju, 
chociaż i Witold i król chcąc go mieć sobie przychyl- 
nym, jeszcze w 1400 r. powierzyli mu rządy Podola. 
Tą rażą Swidrygiełło znowu przekonany o zawiązane 
z Krzyżakami przymierze, pojmany przez Witolda, ode- 
słany został pod strażą do Jagiełły, który go odesłał do 
Krzemieńca i w tamtejszem więzieniu osadzić rozkazał. 
Świadectwa historyków naszych o tem przejściu nie we 
wszystkiem zgadzają się z sobą, to jednak pewne i ża- 
den z nich temu nie przeczy, że osadzony na zamku 
krzemienieckim Swidrygiełło, przez lat 8 był tu więzio- 
ny i ztąd dopiero w 1418 r. umknąć zdołał. Kraszewski 
w dziele swojem „Litwa za Witolda" tak szczegóły 
tej ucieczki opisuje: „Swidrygiełło osadzony w więzieniu 



— 125 — 

krzemienieckiem na Wołyniu , trzymany był pod strażą ; 
łagodne jednak obejście sie z nim starosty Konrada Fran- 
kenberg, nie tylko niewolę tę czyniło znośną, ale poda- 
ło środki do ucieczki. Swidrygiełło widując się często 
z Daszka xięciem Ostrogskim, umówił się z nim o uwol- 
nienie swoje. Należeli do spisku ruscy xiążęta Alexander 
Nos i inni. W dzień wielkiego czwartku posłani ludzie 
xięcia Daszki , Dymitr i Eliasz weszli do zamku , gdzie 
już zmowa uczyniona była. Xiążęta przypadli w nocy 
w dziewięć tylko koni pod bramy i dobijać się do niej 
poczęli. Ze środka otwarto im wrota ; z drugiej strony 
przystawione do murów drabiny rozruch w twierdzy spra- 
wiły. Chcąc go uśmierzyć wypadł Frankenberg z tarczą 
i mieczem, lecz zabity w miejscu ; zamkiem owładli spi- 
skowi i Swidrygiełło oswobodzogy z więzienia , bo go 
nikt zatrzymywać nie śmiał, uszedł. Most zwodzony od- 
rąbany został, a zdrajcy zamkowi podali w ręce Rusi 
wielu ludzi, których pościnano. Swidrygiełło rabując po 
drodze, w kilkaset koni złupionych po szlacheckich dwo- 
rach ciągnął na Łuck, potem do Multan i Węgier, aż 
wreszcie schronił się pod opiekę cesarza Zygmunta , na 
wstawienie się którego po roku niespełna pozwolono mu 
wrócić się do kraju, a Witold i król, jeszcze raz dawszy 
się przebłagać , oddali mu na Rusi : Brańsk i Nowogró- 
dek Siewierski, przy których do śmierci Witolda pozo- 
stał" *). Przez cały ciąg rządów Witolda na Wołyniu 
(1392 — 1430) ziemia ta jakkolwiek pod obcym wpły- 
wem i zwierzchnictwem pozostając, błogim cieszyła się 



*) Patrz Kraszewskiego: Litwa za Witolda. Wilno r 
1850 str. 301 — 302 pod v. 1418. 



— 126 — 

spokojem. W 1430 r. dnia 27 października umiera wielki 
xiąiżc Witold a nad Wołyniem na nowo groźne zawisły 
chmury. 

Swidrygiełło zostawszy po śmierci Witolda wielkim 
xięciem litewskim, pomny na dawne upokorzenia od 
Władysława Jagiełły doznawane, podrażniony przytem że 
Podole wymknęło się z rąk jego , starostowie bowiem tej 
ziemi z poręki korony ustanowieni , dowiedziawszy się o 
śmierci Witolda, pospieszyli uwięzie Jerzego Dowgierda 
starostę Witoldowego i główniejsze zamki królowi pod- 
dać *), otwartą wojnę Władysławowi Jagielle wypowie- 
dział. Wołyń cały, w którym element ruski przychylny 
Swidrygielle przemagał, pozostał w jego ręku. Na jego 
rozkazy Litwini ze Zbaraża, Oleska i Krzemieńca, na 
nowo ziemie polskie najeżdżać poczęli ^). Król więc jak- 
kolwiek niechętny ulegając naleganiom rady koronnnej i 
senatorów, zmuszony był przeciwko bratu wypra.vc pod- 
nieść. W 1431 r. wojska królewskie wtargnęły na Wo- 
łyń. W tym czasie czytamy w kronikach współczesnych, 
że czterech polskich rycerzy: Piotr Szafraniec podkomo- 
rzy krakowski , Piotr Miedziński , Dersław Włostowski i 
Grzegorz Kerdejowicz na czele dwóch tysięcy zbrojnych 
rzucili się na Krzemieniec, zamku wprawdzie dobyć nie 



*) „A tak kniazia icelihoho Witoicta iv żiwote nestało i 
prijecliawszy Lachoice^ pana Dołkhirda iz horodu is Kamencia 
sezwali na radu k' sobie , i do rady nedopustiwszy samoho imiali 
i ohrabili i Kamenec zasieli^ i ivse toje zabrali szto podolskoj 
zemli derżat". (Kronika litewska wydanie Daniłowicza str. 53). 
Toż samo Długosz pod r. i430 i Stryjkowski, kronika Litwy 
wydanie Bohomolca str. 537 i 538. 

*) Patrz: Długosz pod r. 1431. 



— 127 — 

zdołali , lecz okolicę cała złupili i wielkie zapasy żyw- 
ności do obozu króla przywieźli '). 

Dymitr Korybut Olgierdowicz , któremu, jakeśmy to 
już wyżej powiedzieli, Witold jeszc^^e nadał był zam- 
ki: Bracław, Winnicę, Sokolec i Krzemieniec, nieżył już 
oddawna, zabity w walce z Tatarami nad Worsklą w 1399 
r.; już więc potomstwo jego dzierżyło posiadłości oj- 
cowskie. Otóż jeden z synów tego Dymitra Fedko zwy- 
kle Feduszką zwany, xiążę Nieświezski jak go kronika- 
rze mianują, otwarcie sprzymierzył się z Swidrygiełłem 
i w zamachach jego przeciw królowi pomagał. Za to 
Władysław Jagiełło odebrał mu zamki : Bracław i Krze- 
mieniec ojcu nadane. Nie upokorzyło to hardego Fedka, 
który wciąż przez Swidrygiełłę podniecany, na czele 
zbrojnego oddziału z Litwinów, Tatarów, Businów i Wo- 
łochów złożonego , dokazywał na Podolu , napadał na 
miasta i zamki niektóre w posiadaniu korony będące, 
zdobywał. Wtenczas to podejrzliwy Swidrygiełło, w któ- 
rego imieniu dotąd działał, bojąc się by Fedko uwie- 
dziony powodzeniem , na własną porękę działać nie po- 
czął , wtrącił go do więzienia. Ta jego przygoda obró- 
ciła się na korzyść Polakom. Wincenty Szamotulski na- 
czelnik wojsk koronnych i Michał Buczacki starosta po- 
dolski uznali dogodną chwilę ujęcia sobie tak dzielnego 
przeciwnika Uwalniają go przemocą z więzienia, a Fedko 
porzuca stronę Swidrygiełły, poddaje się królowi i otrzy- 
muje od niego przyzwolenie trzymania dożywotnie zamków 
Krzemieniec i Bracław ^). 



') O tem Długosz, Stryjkowski i Kromer. 
^) Fedko dux Neszioieszensis capłus a Swidrygajh duce^ 
sed a Yincentio de Szamotuli et Micliaele Bucmcld liheratus^ 



— 128 — 

Tymczasem wyprawa Władysława Jagiełły na Wołyń 
w 1431 r. nie powiodła się wcale, prowadzona niechętnie 
przez króla, który unikał walki z bratem, nie przyniosła też 
ani moralnych ani materyalnych korzyści dla Polaków. Po 
kilkomiesięcznem oblężeniu Łucka musiano odstąpić, nie 
zdobywszy go ; skończyło się więc na chwilowem opanowa- 
niu ziemi włodzimierskiej , którą napowrót zwrócono Li- 
twie, kiedy w skutek nadeszłych posiłków od Krzyżaków 
i wojewody multańskiego dla Swidrygiełły, zawarto z nim 
rozejm, na mocy którego każda strona miała pozostać 
przy tem, co obecnie posiadała do 1433 r.; ziemia więc 
wołyńska pozostała przy Swidrygielle '). Czuła to jednak 
dobrze Polska, że pozostawiając Swidrygiełłę u steru rzą- 
dów w Litwie , gotowała sobie nie tylko oderwanie od 
korony Litwy z prowincyami do niej należącemi ale i 
Wołynia i Podola , a tym samym zniesienie wszelkiego 
zwierzchnictwa króla nad rodzinną jego ziemią. Odsunąć 
Swidrygiełłę było rzeczą nie łatwą , musiano więc użyć 
podstępu , który tą rażą , na chwilę przynajmniej oka- 
zał się skutecznym. Przez wpływy i starania króla i se- 
natorów polskich w Wilnie , Zygmunt Kiejstutowicz wy- 
niesiony został na wielkie xięstwo litewskie i uroczystym 
zapisem uznał się hołdownikiem króla i tylko dożywotnim 



post defectionem a Swidrygajło et dedicionem arcium Krzemie- 
nieć et Bracław jurat regno Polonice et regi Yladislao fideli- 
tatem cum posteris suis ac ditionihus suis, ąuas tenehat^ et 
ad Poloniam pertinere antiąuitus testatur; debet autem retinere 
has arces ąuoad vivet Anno 1434 (Inventarium Archiyi regni 
Cromeri M. S.). 

*) Dokument rozejmu tego wydrukowanym znajduje się 
^ff historyi Litwy Narbutta tom VII dodatek czwarty. 



— 129 — 

rządca państwa litewskiego i Wołynia , które to ziemie 
po jego śmierci miały być przyłączone do korony. Nadto 
pograniczne twierdze wołyńskie Olesko , Ratno , Wietlin, 
Horodło i Łopatyn , zaraz do korony w-cielone zostały'). 
Nie na długo jednak odmienił sie stan rzeczy, przynaj- 
mniej co do Wołynia 5 Swidrygiełło prześladowany przez 
wielkiego xięcia Zygmunta Kiejstutowicza , pobity przez 
niego w dwóch walnych potyczkach, pod Oszmiana 
w 1434 i pod Wilkomierzem w roku następnym, iuż po 
śmierci Władysława Jagiełły schronił się był chwilowie 
do Włoch, lecz w kilka miesięcy potem znowu na Wo- 
łyń powrócił, gdzie przychylni Rusini przyjęli go ra- 
dośnie. W ośm miesięcy zaledwie po Wiłkomirskiej bi- 
twie, Swidrygiełło pisze do mistrza Krzyżaków z Kijowa, 
źe Krzemieniec i cały Wołyń znajdują się w jego rę- 
kach ^). Po powrocie swoim na Wołyń Swidrygiełło udał 
się natychmiast do Krakowa do młodego króla Władysła- 
wa III, uznając jego i koronę za zwierzchników Wołynia. 
Król pomimo protestacyi wielkiego xięcia Zygmunta Kiej- 
stutowicza, po odbytej naradzie, na pierwszym zjeździe 
ziem koronnych , pozostawił Wołyń w rękach Swidry- 



*) Zapis ten z dnia IS października r. 1432 znajduje się 
u Długosza. 

^1 y,C(eterum castrum Krzemieniec in terra PodolicB, et 
ipsam terram Fodolice^ ąuasi totam in manihus nostris possi- 
demus"^ pisze Swidrygiełło do mistrza Krzyżaków dnia 1 kwie- 
tnia r. 1436. List ten umieszczony jest w dziele p. Kotzebue 
p. t. Swidrygail von August v. Kotzebue. Autor cytuje w swej 
pracy z archiwum tajnego Krzyżaków wszystkie listy pisane 
po Wiłkomirskiej przygodzie do i od Swidrygiełły, Że tu Swi- 
drygiełło Krzemieniec do Podola liczy, dowodzi to tylko, jak 
obszerne wówczas znaczenie miała nazwa „Podole". 

17 



— 130 — ^ 

gieUj, przeznaczy! tylko dwóch starostów, którzy w imie- 
niu korony rezydować mieli przy boku jego w Łucku '). 
Pomimo jednak wszystkich tych ograniczeń i obecności 
urzędników polskich , Swidrygiełfo samowładnie dzierżył 
Wołyniem 5 dowodzą to pisma i nadania jego dla tej 
prowincyi. Wymienimy tu te tylko , które nas doszły 
z r. 1438 a które z historya Krzemieńca lub jego okolic 
związek maja. Otóż w jednem z nich, datowanem z Łucka 
pod niem 4 lutego 1438 r. nadaje Swidrygiełło kuch- 
mistrzowi swojemu Piotrowi Myszce wsie: Borszczówkę, 
Borek i Kandytową w krzemienieckim powiecie położone, 
jemu i potomstwu jego na wieczysta własność'^). W dru- 
gim dokumencie datowanym także z Łucka pod dniem 9 
maja 1438 r., Swidrygiełło nadaje wójtostwo w Krze- 
mieńcu Niemcowi z Boska Jurbowi , tudzież ustanawia 
prawo Magdeburskie w tem mieście do rządzenia się 
mieszkańcom i osadnikom jego. Jest to pierwszy i naj- 
dawniejszy przywilej, jakim miasto Krzemieniec obdarzone 
zostało^). Władysław Warneńczyk przywilej ten zatwier- 
dził powtórnie w r. 1442, co także nie małym posłużyć 
może dowodem , że korona uważała Swidrygiełłę za 
prawnego posiadacza ziemi wołyńskiej. Po śmierci wiel - 



*) Długosz pod r. 1437. W^apowski item tom 2gi. 

^) Patrz: Zbiór aktów odnoszących się do zachodniej 
Rossyi, wydany w 1846 r. przez komissyę archeograficzn^ 
w Petersburgu tom I Nr. 36. 

^) Przywilej ten zacytowany jest in extenso w Gołę- 
biowskiego: Historyi pierwszych Jagiełłów tom II pod rozdzia- 
łem „miasta" z archiwum państwa. Co dziwniejsze, to że na 
obu wyżwymienionych dokumentach Swidrygiełło mianuje się 
W. X. Litwy, kiedy wiemy, że tym był podówczas W. X. Zyg- 
munt Kiejstutowicz. 



— 131 — 

kiego xięcia Zygmunta Kiejstutowicza i wyniesieniu na 
wielkie xlęst\vo litewskie brata królewskiego Kazimierza 
Jagiellończyka , Swidrygielło zauważywszy, że się zbyt 
pospieszył z oildaniem hołdu koronie, postanowił krok 
ten naprawić, poddaje się więc wielkiemu xięciu Kazi- 
mierzowi w r. 1443 i z jego poręki otrzymuje znowu 
inwestyturę , jako władzca Wołynia z ramienia Litwy '). 
W następnym roku Władysław III ginie pod Warną, a 
Kazimierz Jagiellończyk dawszy się ostatecznie nakłonić 
do objęcia tronu polskiego, wyraźnie Litwinom sprzyja- 
jąc, pomimo sporów jakie przez całe panowanie jego 
toczyły się o ziemię wołyńską, pozostawia ją we włada- 
niu Litwy. W 1450 r. widząc już schorzałego stryja 
Swidrygiełłę na łożu śmierci, przyjmuje od niego w za- 
rząd ziemię wołyńską i osadza w Lucku Olizara Szyło- 
wicza , który się mu zapisać musiał , iż tym grodem 
dzierżyć będzie jako należnością wielkiego xięstwa, ni- 
komu go nie odda, tylko hospodarowi i wielkiemu xięstwu 
a po śmierci króla , temuż synowi jego , który będzie 
rządził Litwą -). Długo jeszcze toczyły się spory i ją* 
trzące zatargi ó tę ziemię , przetrwały one panowanie 
Kazimierza Jagiellończyka, powtarzały się i za jego na- 
stępców, pomimo to wszystko jednak, Wołyń aż do Unii, 
którą król Zygmunt August uwiecznił swoje panowanie 



*) „Kniaś Kazimir łashaice jeho (Swidrygiełłę) iwyniał 
z wełyhojii czestyju i dal jemu do żyivota Łucko ze wseju 
zemłeju wołynshoju^' . (Kronika Litwy wyd. Narbutta str. 56). 

2j Zapis ów wyjęty z metryk litewskich, znajduje się 
w zbiorze aktów tyczących się Rossyi zachodniej tom I str. 
67. Malinowski przytoczył go w tłumaczeniu polskiem przy 
kronice Wapowskiego. iiboii'>»i\ is^uil vr 



— 132 — 

t. j. aż do 1569 r. pozostał przy Litwie, większych lub 
mniejszych swobód używając. Dochody z tej ziemi wpły- 
wały do skarbu litewskiego , urzędnicy i starostowie byli 
sami Litwini lub Wołyńcy, wołyńskie pułki zaciągały się 
pod chorągwie wielkiego xięstwa, gdy był oddzielny 
wielki xiążę litewski, on rządził Wołyniem, a biskupi i 
dygnitarze onegoż na sejm Wileński uczęszczali i w li- 
tewskiej zasiadali radzie, słowem aż do tej epoki pro- 
wincya ta wyłącznie prawie litewską pozostała *). Mimo- 
wolnie odbiegliśmy za daleko , wyprzedzając wypadki, 
znowu więc do przerwanego wątku dziejów Krzemieńca 
powracamy. W kilku monografiach i opisach Krzemieńca 
zdarzyło nam się napotkać błędne zdanie, jakoby gród 
ten po śmierci Swidrygiełły przyłączony do korony zo- 
stał, nigdzie jednak w dziejach i w kronikach współ- 
czesnych nawet, jak n p. w Długoszu, wzmianki o tem 
żadnej doczytać się nie można; przeciwnie, jakeśmy to 
już wyżej powiedzieli , jeszcze za Zygmunta Kiejstutowi- 
cza, kilka pogranicznych tylko zamków wołyńskich wcie- 
lonych do korony zostało, a te były: Olesko, Ratno, Wie- 
tlin, Horodło i Łopatyn , a i o te Litwini długi spór 
wiedli, pragnąc je napowrót dla siebie odzyskać, o in- 
nych zaś miastach nigdzie wzmianki niema. 

Za czasów Kazimierza Jagiellończyka Krzemieniec 
na prawach lennych podobno posiadali Mokosiejowicze 
czyli Mokosieje, potomkowie owego sławnego Mokosieja, 
który jakeśmy to już wyżej mówili , za czasów jeszcze 



*} Najlepiej sie o tem przekonać można z kroniki Stryj- 
kowskiego, z osnowy i podpisów praw i przywilejów nadanych 
Litwie przed Unią i z dokumentów tyczących sie Wołynia 
w zbiorze aktów Rusi zachodniej. 



— 133 — 

Bolesława Śmiałego, miasto tutejsze na Rusinach zdobył. 
Jeden z członków tej rodziny imieniem Denis Mokosiej, 
na żądanie Kazimierza Jagiellończyka , ustąpił temu kró- 
lowi praw swoich i rodziny swojej do Krzemieńca, za co 
innemi przywilejami obdarzony został ^). Temuż samemu 
Denisowi Mokosiejowi Alexander król polski przywilejem 
w 1504 r. nadanym, zapewnił zachowanie na zamku 
krzemienieckim znajdujących się starożytnych grobowisk 
przodków jego. Denis ten jak twierdzi Niesiecki , był 
protoplastą starożytnej rodziny wołyńskiej Denisków, któ- 
ra niedawnemi jeszcze czasy, majętności ziemskie w oko- 
licach Krzemieńca posiadała. 

Pod panowaniem tegoż Kazimierza Jagiellończyka i 
następców jego, Jana Alberta i Alexandra, Turcy i Ta- 
tarowie kilkakrotnie wpadali na Wołyń, Podole i Ruś 
Czerwoną, i nie prędzej uśmierzeni bywali , aż po okro- 
pnem ziem tych zniszczeniu. Krzemieniec więc właśnie 
na drodze tej, po której najezdnicy wkraczali, znajdując 
się, kilkakrotnie padał ofiarą srogiej ich łupieży. Zamek 
tutejszy słabo w broń i ludzi opatrzony nie mógł im 
silnego stawić oporu. Inwentarz Krzemieńca z r. 1479 
taki stan twierdzy i miasta podaje: „trzy fuklery a czte- 
ry próchnicy, puszek małych sześć a piszczał odna, 
a welikich puszek na horodzie cztery, puszecznoho 
porochu poł boczki , a szypow hodnych boczka. A 
czeladi dwornoje szto av horodie 3 parobki , a 4 żon- 
ki , a 2 diewce. A u dworcy w korolowom mila ot 
horoda , tam żonka z detmi sama czetwerta, a klacz 
troje, a woły 3, a żyta połczetwerty styrty, a w styrtie 



*) Patrz Okolski: Orbis Polonus edycya 1648 r. tom. II, 



— 134 — 

po 200 kop , a na poli żyta pościenoho dosyt. Jezdzifjeśmy 
do Kuzmina stawów hladieti (i t. d.). A u wołosti czoło- 
wiekow poł czetwertasta, a na meste dworów trydcat" '). 

Najsroższe napady Turków i Tatarów na Krzemie- 
niec i jego okolice, miały miejsce w latach 1497 i 1500 
za panowania Jana Alberta. O pierwszym z tych najazdów 
po Sawrańskiej porażce dokonanym, latopiś Kijowska tak 
sie odzywa: „1497 Marta wo 2 Tatarowe i Tiirki pry- 
chodisza w wołynskuju zemlu i wojewasza około Kre- 
mianca i s 400 dusz plena woziemszy wozwratisza wo 
swoja''. W 1500 r. zaś synowie Mengli-Gireja hana hor- 
dy perekopskiej, wpadłszy na Wołyń i Podole w 15,000, 
spustoszyli do szczętu Chmielnik, Krzemieniec, Brześć, 
Włodzimierz , Łuck i Bracław. 

Przebiegając koleją lat dzieje Krzemieńca od naj- 
dawniejszych czasów począwszy, doszliśmy nareszcie do 
początków XVI wieku t. j. do tak zwanej epoki Zygmun- 
towskiej. Tu już rozjaśnia się powoli horyzont dziejowy, 
ustają spory i zatargi litewskie, zamącające i tak niebo- 
gaty zasób źródeł historycznych, z poprzedzającego czasy 
Zygmuntów okresu. Wielkie dziejowe drammata i histo- 
ryczne postacie w wybitniejszych już i wyrazistszych od- 
tąd rysują się nam kształtach , bogatsze też i obfitsze 
dochodzą nas źródła piśmienne. Począwszy więc od tej 
epoki historya i dzieje grodów naszych, jakby z za mgły 
wysunąwszy się, wyraźniej przedstawiają się oczom na- 
szym. Spójrzmy na Krzemieniec w tym czasie. 

Zygmunt I oddał miasto i zamek tutejszy w posia- 
danie Januszowi z xiążąt litewskich biskupowi wileńskie- 



*) „Imvenłar szto na Kremency podano^. Metr. Lit. 
191 s. 117. Zacytowanie w Starożyt. Pols. Bal. i Lip. . 



— 135 — 

mu, swemu jak wiadomo, pobocznego Joźa synowi, z Ka- 
tarzyny Kościeleckiej zrodzonemu. Ten wyjednał u króla 
w 1533 r. przywilej dla Krzemieńca, w którym Zygmunt 
potwierdzając dawne nadania S wid rygi ełly, postanawia 
aby miasto rządziło się nie innem prawem, tylko Magde- 
burgskiem, z zachowaniem apelacyi do Lwowa, gdzie 
natenczas hyl ustanowiony trybunał apelac^^jny dla miast 
w Rusi polskiej. Jak w tym tak i w poprzednim przy- 
wileju Zygmunta I z r. 1529, wyraźnie znajdu^ją się te 
słowa : „potwierdzamy wolności i swobody od poprzedni- 
ków naszych Swidrygiełły i Kazimierza xiążąt miastu 
Krzemieńcowi nadane". Janusz biskup wileński wiele się 
tu przyczynił (jak świadczą lustracye o których niżej 
wspomniemy) do wzmocnienia zamku i podniesienia bu- 
dowli. Z jego rozkazu rozpoczęto kopać studnią na zam- 
ku, w skale kutą, wyłożoną płytami kamiennemi z wierz- 
chu 5 na 40 sążni głęboką. Ta dotychczas się znajduje 
na górze zamkowej i bardzo jeszcze głęboka , choć ją 
każdy ciekawy przychodzień próbując, kamieniami zarzu- 
ca. Dla osady zamkowej tenże xiążę Janusz rozpoczął 
budować dom drewniany o mur zamkowy oparty, basztę 
przy wjeździe na zamek podniósł i umocnił od strony 
wschodniej, na drugą basztę założył fundamenta , ale tej 
niedokończył, leżała ona od strony miasta. Gdy wzmian- 
kowany biskup postąpił na katedrę poznańską, król Zy- 
gmunt I odebrawszy znowu miasto na siebie , przywile- 
jem 1536 r. nowemi dobrodziejstwy mieszczan krzemie- 
nieckich obdarzył. Przywilejem tym zaleca król: ażeby 
do magistratu sami katolicy byli wybierani ; dochód z wa- 
gi, kramów, sukiennic, jatek mięsnych, piekarskich, sol- 
nych na rzecz miasta przeznacza ; pozwala mieć wszelkie 



— 136 — 

cechy i stanowić dla nich ustawy na wzór Krakowa i 
Warszawy; w przestrzeni 2 mil zabrania stawić domy 
szynkowne , uwalnia od opfaty grobelnego i mostowego 
w koronie i Litwie z towarami jadących, jako też i od 
wołów; jarmarki i targi w dogodnych dla ogółu dniach 
zaprowadzić dozwala; co się żydów dotyczy: mogą, 
wyrzekł, wspólnych z mieszkańcami używać korzyści, nie 
czyniąc w ich czynnościach i handlach żadnej przeszkody. 
Tegoż 1536 r. Zygmunt I oddał miasto Krzemie- 
niec i starostwo doń należące, w oprawie małżonce swo- 
jej królowej Bonie, wkładając na nią obowiązek popra- 
wiania warowni i utrzymywania załogi. Bona aż do czasu 
ucieczki swej z Polski tj. do 1556 r. posiadała nieprzerwa- 
nie Krzemieniec, rządząc tu przez ustanowionych przez siebie 
namiestników czyli starostów. Starostami temi z jej reki, rzą- 
dzącymi miastem byli : Stanisław Falczewski i Felix Hercyk, 
za których znowu zamek podniósł się , umocnił i w zapasy 
wojenne zbogacił. Mieszczanie krzemienieccy zawdzięczają 
Bonie różne swobody i troskliwą nad sobą opiekę, która 
się w kilku przywilejach jej, miastu tutejszemu nadanych, 
objawia. Przywileje tej królowej dla Krzemieńca są na- 
stępujące : 1) Z Krakowa dnia 3 czerwca 1539 r. na 
fundacyę kościoła farnego , z wydzieleniem pewnej ilości 
ziemi na utrzymanie jego. Kościół ten z przyczyny nie- 
dostatecznych funduszów dla utrzymania proboszcza i 
szkoły bakałarzów, oddany w późniejszym czasie został 
wraz z parafią xx. Franciszkanom, z professyi ubóstwo 
miłującym '). 2) Przywilej z 1540 r. postanawia skład 



*) Franciszkanie utrzymywali się w tym kościele aż do 
1832 r., w którym konwent ich zniesiony został a klasztor za- 
brany na soborną cerkiew. W kościele tym aż do kassaty 



— 137 — 

soli w Krzemieńcu i jarmarki na św. Bartłomiej i św. 
Łucyą. 3) Z Wilna r. 1542 Feria sexta ipso die S. Va- 
lentini , naznacza mieszkańcom krzemienieckim czynsz 
z włóki po dwadzieścia cztery, a z pół włóki dwanaście 
groszy litewskich 5 tym zaś ^ którzy pól nie mają, z do- 
mów po groszy sześć, czopowe od beczki piwa po gro- 
szy 3 i pół, od miodu ósmą miarę; zakazuje przytem 
robienie piwa przedmieszczanom i żydom, i dwa tylko 
domy szynkowne w mieście dozwala. Pogorzelcy przywi- 
lejem tym uwolnieni są na lat siedm od płacenia po- 
datków. 4) Przywilej Bony datowany jak i pierwszy 
z Krakowa 1546 r. w sobotę przed świętem nawrócenia 
św. Pawła, nakazuje założenie w tem mieście szpitalu 
dla chorych ubogich, zalecając magistratowi: aby czuwał 
nad dochodami jego, opatrywał ubogich w żywność i in- 
ne potrzeby; nadto staroście Hercykowi na utrzymanie 
tego szpitalu dwa łany ziemi za miastem odmierzyć po- 
leca. Na tych to łanach powstała później wioska Bo- 
nówką zwana , czynszownikami osadzona , dotąd za mia- 
stem egzystująca. Wszystkie te przywileje i nadania kró- 
lowej Bony dla Krzemieńca dały, jak wnosić należy, po- 
wód do błędnego a rozpowszechnionego mniemania, ja- 
koby królowa ta przemieszkiwała w tem mieście a nawet 
zamek tutejszy zakładała. To ostatnie twierdzenie jak da- 
lece fałszywe, dowiedliśmy już wyżej na historycznych 



jego , przechowywał się portret olejny fundatorki królowej 
Bony, w czarnych szatach z białą kryz^. Portret ten zupełnie 
podobny był do tego, który wisi w Krakowie nad kaplicą 
Zygmuntowską , a który niesłusznie za wizerunek królowej 
Anny jej edrki jest poczytywany, musiał więc być kopią kra- 
kowskiego. 

18 



— 138 — 

dokumentach opierając sie ; nie ma też także śladu , aby 
tu kiedy mieszkać miafa, owszem wszystkie przywileje 
jej Krzemieńcowi nadane , a datowane z Krakowa lub 
Wilna , dowodzić się zdają , że tu nawet nie była. Na- 
koniec miasto to wystawione na ciągłe napady, jako przy- 
wilej nadający je Bonie świadczy (Urbs sita in faucibus 
hostium Christiani nominis), wcale na mieszkanie królowej 
dogodnem być nie mogło ^). 

Pod ustalonem już zwierzchnictwem korony w kra- 
jach ruskich , w spokojniejszym od dawnych najazdów 
Wołyniu, znowu wspomnienie o zamku krzemienieckim 
znajdujemy pod Zygmuntem Augustem w r. 1555. W tym 
to roku , świadczą archiwa sejmowe , obwieścił król 
listem swoim, z Wilna 12 kwietnia pisanym, władyce 
włodzimierskiemu i marszałkowi ziemi wołyńskiej, sta- 
roście włodzimierskiemu, bracławskiemu, Winnickiemu, iż 
odebrawszy na sejmie brzeskim skargi od obywateli na 
uciemiężenie wielkie ludzi w powinnościach i podwodach, 
jako pan i ojciec ich, wysłał z ramienia swego biskupa 
łuckiego i brzeskiego xięcia Jerzego Falczewskiego, i dał 
mu do pomocy sekretarza (diaka) swego Lwa Pocieja, 
aby ci zamki: włodzimierski, łucki i krzemieniecki zlustro- 
wali , i uczynili postanowienia względem myt , podwód i 
stacyi, tak aby się każdemu sprawiedliwość stała, i aby 
lud ubogi nie miał już potrzeby jeżdżąc ze skargami do 
króla , podejmować ciężkich trudów i znacznych na po- 



*) Toż samo prawią nadaremnie o mieście Barze na 
Podolu, gdzie Bona także nigdy nie postała, ale mając je 
sobie równie jak i Krzemieniec nadane, po dawnem zniszcze- 
niu tatarskiem, jeszcze w 14o2 dokonanem, podniosła i naz- 
wisko dawne (zwano je Rowem) zmieniła na Bar. 



— 139 — 

dróż wydatków. Liistratorowie zwiedziwszy zamki wło- 
dzimierski i łucki w lipcu 1555 r., stanęli w Krzemieńcu, 
i przywołali obywateli tamtejszych. Przedniejsi panowie 
na wezwanie nie stawili się , mniej możni atoli śmiało 
zanosili swe skargi dowodząc, że Wołyń lubo na najazdy 
M^ystawiony, tak że z konia nie zsiada, bardziej jest je- 
dnak nad Litwę powinnościami przeciążony; że xiążęta 
Czartoryscy, Wiśniowieccy i inni obarczają ich podwo- 
dami , mytami; że inni panowie tak ich uciskają, iż lud 
do korony polskiej uchodzi ; że nigdy za starego hosu- 
dara korola Zygmunta Igo , tego nie ponosili , i że na 
sejmie dopraszać się będą, aby im swobody powrócono, 
od stacyi i podwód uwolniono itd. itd. Biskup przyjąwszy 
na piśmie te skargi, dość ostro odpowiedział, iż po 
większej części zażalenia ich znajduje niesłusznemi, że 
owszem oni królewskim rozkazom przeciwnymi się stali, 
że na sejniie brzeskim król uczynił postanowienia wzglę- 
dem wojennej służby i obrony krajów i zamkÓAV, a prze- 
cież obywatele na biskupa i panów rad wszystko zwala- 
jąc , do niczego sami przyłożyć się nie chcieli. Obywa- 
tele na taką przemowę żywiej jeszcze odpowiedzieli ; 
powstały ztąd spory i zatargi , aż nareszcie po długich 
sprzeczkach przystąpiono do przejrzenia przywilejów, 
miastu w rozmaitych czasach nadawanych, a nakoniec do 
rewizyi zamku. Lustratorowie stan tej twierdzy wówczas 
tak opisują;') ^„Położony jest zamek na wysokiej i prze- 



^) Niemajac zręczności sami widzieć oryginalnego doku- 
mentu tej lustracyi, wypisaliśmy ją w znacznej części z Niem- 
cewicza: Podróży po ziemiach polskich (str. 193 — 195). 
Niemcewicz podaje nam ją pod r. 1555, kiedy w Staroż. Pols. 
i we wszystkich innych opisach Krzemieńca, taż samo lustra- 



— 140 — 

paścistej górze, od strony miasta niedostępnej a wznio- 
słej tak, że najsilniej wypuszczona strzała z dołu nie 
dosięga do połowy góry. Ma tylko przystęp od wscho- 
dniej strony groblą czyli szyją , długości sążni 176 a 
szerokości cztery mającą; na tej znajdują się dwa mosty, 
jeden większy, drugi mniejszy. Most mniejszy stawiać i 
poprawiać powinnością jest mieszczan krzemienieckich. 
Większy zaś podzielony na wsie i majętności z wyraże- 
niem , jaką jego część która ma utrzymywać. U wjazdu 
do tego zamku jest most mniejszy, dany na przekopie, 
zwodzony na łańcuchach, którego broni baszta czyli wie- 
życa , a na niej stoi sześć dział kuźmińskiej roboty. 
Wchodząc do zamku bramą po lewej stronie , stoi dom 



cya dosłownie prawie podana jest w 1S42, a zatem za pano- 
wania jeszcze Zygmunta 1. Sądząc po dokładności szczegółów 
przytaczanych przez Niemcewicza, niema wątpliwości, że autor 
Podróży miał przed oczyma oryginalny dokument tej lustra- 
cyi i że niezawodnie za Zygmunta Augusta dokonana została. 
Dla zgodzenia więc dwoistości dat przypuszczać należy, że 
lustracya ta dopełnioną została w 1545 r. t. j. już z rozkazu 
Zygmunta Augusta, któremu ojciec oddał już był w tym cza- 
sie rządy państwa, i W. X. Litwy i połączonych z nią ziem 
ruskich mianował. Nareszcie Jerzy Falczewski biskup łucki, 
nie żył już w 1555, a kamień jego grobowy w łuckiej katedrze 
mieszczący się niegdyś, wcześniejszą datę zgonu tego pra- 
łata wyrażał, nie mógł więc po śmierci na lustracyę zamków 
ruskich być wysłanym. We wszystkich opisach Krzemieńca, 
mylnie także diaka królewskiego mianują w tej lustracyi to 
Patkiewiczem, to Tyszkiewiczem, to znowu jednym i drugim 
razem; herbarze bowiem z pewnością mianują nim Lwa Po- 
cieja, tak go też pisze i Niemcewicz. Nareszcie druga lustra- 
cya zamku krzemienieckiego w 1556 roku dokonana, nie mogła 
tak prędko po pierwszej być naznaczoną. 



— 141 — 

drewniany do muru przyparty, zbudowany z rozkazu Ja- 
nusza biskupa Avileńskiego dla straży zamkowej , podle 
tego domu stoi wieża zwana Czerwoną, na tej dział 
cztery. Trzecia wieża czyli baszta (od zachodu) broniąca 
zamek i miasto z trzech stron , na niej stoją także cztery 
działa, a w dole pod nią urządzone są lochy (które do- 
tychczas są widoczne) dla składania zapasów wojennych. 
W ogóle wszystkich dział większych i mniejszych rozma- 
itego gatunku, rozstawionych na basztach i obwodowym 
murze, znajdowało się (jak świadczy lustracya) sztuk 29, 
a mianowicie: jedno największe zwane pis z czy k, so- 
kołów 4, moździerzów 2, falkonetów 22. Gdyby atoli 
działa te ruszyć chciano, trzebaby kół i osi nowych, a 
nadto most tak zły, iż trudnoby je przezeń przeprawiać. 
Hakownic 10 ku strzelbie gotowych, rusznic 33 z pro- 
chowniami, formami i knotami. Co się zaś tyczy pro- 
chów, saletry, kul i siarki (mówi lustrator), lubo starosta 
powiedział nam , iż niema nauki od królowej Jmci matki, 
aby nam je pokazać, przecież widziałem je i twierdzić 
mogę, że nietylko Łuck i Włodzimierz, ale dziesięć in- 
nych zamków razem Avziętych, tyle obronnych rzeczy co 
Krzemieniec nie zawierają w sobie. Puszkarzów było 
trzech , z których w czasie lustracyi Polak jeden Jan i 
dwóch Niemców : Mateus i Hanus. Każdy z nich pobierał 
rocznie po 10 kop groszy litewskich i sukno na barwę. 
Wsie okoliczne do starostwa należące , obowiązane były 
obrabiać grunta zamkowe , zbierać i zwozić zboże , da- 
wać owce , bydło , miód i czynsz pieniężny. Składano 
rocznie jak widać z lustracyi 14 kóp groszy litewskich, 
owsa miar 19, miodu przaśnego wiadro 1. Wszystkie 
prawie wsie i majętności powiatu krzemienieckiego, miały 



— 142 — 

swoje na zamku na przypadek wojny lub napadu scho- 
wania , zwane horodnie. Były to jakby duże izby dre- 
wniane, jedne od drugich ścianami oddzielone, przyparte 
do murów zamkowych, gdzie w czasie napadów ta- 
tarskich lub rozruchów krajowych, obywatele i włościa- 
nie chronili swój dostatek. Lustracya wylicza te horo- 
dnie, opisuje i wymienia, która do jakiej osady należała. 
Były one z wierzchu pokryte tak mocno, że na wierzch 
zataczano działa , zaciągał żołnierz i ognia dawano z ha- 
kownic i arkabuzów. 

Za starostwa Falczewskiego zamek krzemieniecki 
najwięcej wzmocnił się i w zapasy wojenne zbogacił ; 
dokończono wtedy domu poczętego przez biskupa Janu- 
sza , wystawiono młyn do robienia prochu na sposób 
niemiecki o sześciu stępach , które jeden człowiek jak 
zaświadcza lustracya , mógł poruszać ; podwyższono na- 
reszcie wieży i baszt, i pokryto je płytami kamiennemi. 
Przez tegoż starostę Falczewskiego, rządzącego zamkiem 
tutejszym z polecenia Bony, porobione były drewniane 
rynny, smołą wylane, na około blanków zamkowych, które 
ochraniajv\c mury, sprowadzały wodę deszczową do wiel- 
kiej skrzyni czyli cysterny murowanej i drzewem wyło- 
żonej. Ta woda służyła dla osady zamkow^ej w czasie 
oblężenia zamku przez nieprzyjaciół, rozpoczęte bowiem 
z rozporządzenia Janusza biskupa roboty, w celu wyko- 
pania studni wewnątrz zamku , okazały się bezskuteczne. 
W czasie pokoju dwaj stróże zamkowi opatrywali wodą 
zamek. Na zapytania kniaziom, bojarom i mieszkańcom 
tutejszym czynione przez lustratorów, ktoby zamek ten 
budował, odpowiedzieli, że nie wiedzą i nie pamiętają. 

Po napisaniu powyższych spraw zamkowych (mówi 



— 143 — 

dalej lustrator) chodziłem oglądać reszty i dowiadywać 
się o sprawowaniu się rady miejskiej i obronie miasta, 
jaka w czasie potrzeby mieć może. Wójt i burmistrze 
pozwolili mi tego, ale mieszkańcy, różnego stanu ludzie: 
Czechy, Niemcy, Lachy, Moskale, nie mając nad sobą 
groźnego a sprawnego człowieka, gdy każdy drogą swoją 
chodził, odpowiedzieli wszyscy, że my do królewskie- 
go posłannictwa nic nie mamy, bo należymy 
do królowej J m c i matki. Przekonałem się wkrótce, 
iż w takiem rozprężeniu nie było zgody ni życzliwości, 
ni żadnej sprawy dobrej. Jakoż około mostu i parkanów 
żadnego opatrzenia, co dawniej pogorzało, w zgliszczach 
stoi ; zerwany pod mostem stawek dotąd nienaprawiony. 
Powiadano mi , iż dawniejszy starosta pan Falczewski 
wszystkiego sam doglądał, na wszystko miał baczność i 
urzędników miejskich w grozie trzymał; ale że teraźniej- 
szy, człowiek niepotemu, o nic niedba, ni to o zamek, 
ni o miasto , ni o biednych poddanych". 

Druga lustracya , w aktach krzemienieckich także 
znajdująca się z r. 1550, za starostwa Piotra Siemiaszki 
sporządzona, zgadza się po większej części z pierwszą. 
Tu także powtórzono, że nikt nie wie, kiedy i kto za- 
mek budował. Dowiadujemy się z niej , że Janusz xiążę 
litewski rozpoczął niegdyś budowę obronnej baszty nad 
pierwszym przekopem przy wjeździe do zamku, dla bro- 
nienia przystępu na groblę , a równie , że z jego pole- 
cenia zaczęto sypać okopy zewnątrz obwodowego muru 
od przeciwległej w północnej stronie góry, zwanej Czern- 
czą górą; lecz ani owa baszta, ani okopy, nie zostały 
już nigdy dokończone, a nawet te ostatnie tak się 
z czasem zatarły, że przez dwa z górą wieki nikt nie 



— 144 — 

mógł dojrzeć ich śladu; dopiero gdy 20 sierpnia 1785 
r. wypadła wielka ulewa , wzruszywszy północna część 
zamkowej góry, odkryła pierwotne ślady rzeczonych oko- 
pów *). Działa zamkowe , jak opiewa ta lustracya , były 
lane ze spiżu i miały na sobie herby litewskie , pocho- 
dziły wiec zapewne z wileńskiej Augusta puszkami; nie- 
które wszakże miały na sobie wyryty rok 1530. Takich 
dział było czternaście, długich po 13 piędzi i 3 cale, 
kule do nich były wielkości gęsiego jaja, reszta dział 
żelaznych. Cały zamek miał obwodu wewnątrz długości 
73 Yj sążni , a szerokości 33 sążni i oprowadzony był 
na około murem. Most u bramy miał 44 sążni długości 
a szerokości 3 sążnie; szyi czyli grobli sypanej było 
176 sążni, szerokiej na cztery sążnie. Na zamku była 
cerkiew św. Mikołaja , fundacyi Gabryela Deniskowicza, 
w niej wzmiankuje lustracya: obraz Przeminienia Pań- 
skiego, krzyż srebrny pozłacany i księgę Ewangelii w sre- 
bro oprawną. Dalej opisane są pomieszkania na zamku, 
mieszkańcy i oznaczone płace, jakie pobierali wedle usta- 
nowienia królowej Bony. Pan Siemaszko starosta 100 
kóp groszy litewskich. Pleban zamkowy 20 kóp groszy. 
Burgrabia (Kołaczkowski) u którego klucze zamku 17 
kóp. Puszkarzom po kóp 12. Cieśli 10 kóp. Wrotnemu 
3 kopy. Klucznikowi 3 kopy. Kucharzowi 3 kopy. Pie- 
karzowi 3. Stróżom dwom do rąbania drew i wożenia 
wody po dwie kopy. Mieszczanie krzemienieccy obowią- 



*) Wypadek ten spisany jest w księdze przechowywanej 
niegdyś w krzemienieckiem licealnem archiwum. Księga ta 
obecnie w Kijowie podobno będąca, była rodzajem protokołu, 
w który wciągały się ważniejsze wypadki w mieście Krzemień- 
cu lub w okolicy zaszłe. 



— 145 — 

zani byli do obrony zamku i utrzymywania załogi; z ko- 
lei każde dziesiętnictwo , a takich było 31. Domów 
z przedmiejskiemi w tymże czasie 431, żydowskich 48. 
Taż sama lustracya skład miasta Krzemieńca tak opisuje : 
rynek, ulica Górna, ulica Średnia, Żydowska, Zołobowska, 
Szpikołowska, wielka Dubieńska, Wiśniowiecka, Woskre- 
seiiska, Hruszwicka, Zapotocka, Bojarska, Zawalna, Li- 
powiecka. 

Oprócz tych dwóch wymienionych lustracyi , w aktach 
grodzkich krzemienieckich przechowujących się, znajdu- 
jemy jeszcze w tychże aktach trzeci dokument tego ro- 
dzaju, współczesny prawie dwom pierwszym, bo za pa- 
nowania tegoż króla Zygmunta Augusta sporządzony. 
Jest to protokół rewizyi miasta Krzemieńca, dopełnionej 
w r. 1563 przez Izakowskiego diaka J. K. M. z pomia- 
rem gruntów, poszczególnieniem opłat itd. 

Rozpatrując się w przywilejach i nadaniach, któremi 
królowie polscy i wielcy xiążęta litewscy obdarzali miasto 
Krzemieniec w rozmaitych czasach, najwięcej w aktach 
tutejszych napotykamy przywilejów Zygmunta Augusta. 
Oprócz wyżej wzmiankowanych lustracyi, natrafiamy na 
następujące przywileje tego monarchy dla Krzemieńca: 
1) Z r. 1556 ustanawiający w tem mieście skład soli 
białej tołpiastej z żup ruskich , jedyny na całym Woły- 
niu, jatki w mieście, wagę itd. 2) Z r. 1564, w nim 
nakazuje Zygmunt August , ażeby starosta kniaź Mikołaj 
Andrzejowicz Zbaraski nie dozwolił żydom więcej nad 
2 mieć szynki , nie dopuszczał im miodów sycić , piwa 
warzyć i gorzałki palić. 3) Z r. 1571 w sobotę przed 
Bożem Ciałem z Warszawy wydany, — konfirmacja przy- 
wileju 1536 dla Krzemieńca. 4) Także z roku 1571 dnia 

19 



— 146 — 

3 czerwca z Warszawy, w nim oznacza król mieszcza- 
nom tutejszym opłatę czynszu od włóki , dozwala wolne 
przegnanie tysiąca wołów do Korony i do Litwy; żydom 
nakoniec handlować ku szkodzie mieszczan zabrania. 
5) Z r. 1572 ustanawia jarmarki w Krzemieńcu: na 
Świątki i na św. Jana Bohosłowa ; pozwala mieszcza- 
nom most na Ikwie, a przy nim karczmę zbudować, 
z poborem myta od wozu po 4 białe pieniądze (denary 
litewskie) od postronnych, a po 1 od domowych ludzi, 
od koni zaś i wołów, na targ lub jarmark prowa^lzonych, 
po 1 białym pieniądzu. Nadto przywilejem r. 1568, 
nadał Zygmunt August urząd wójtostwa krzemienieckiego 
z prawem wiecznego dziedziczenia w linii męzkiej Teo- 
dorowi Hrehorowiczowi Nowosielskiemu, uwalniając go 
od władzy starościńskiej , przytem nadał mu prawo or- 
dynackie do czterech włók ziemi z ogrodem, domem 
wolnym w mieście, łaźnią, jatkami i kramami; w później- 
szym czasie za wygaśnięciem linii męzkiej w rodzie No- 
wosielskich, takowy przywilej przechodził w domy: My- 
słowskich, Malinowskich, a ostatecznie za konsensem Sta- 
nisława Augusta r. 1766 przeszedł na osobę Józefa 
Paulina Sanguszki wielkiego marszałka wielkiego xięstwa 
litewskiego *). 

Stefana Batorego jeden tylko przywilej dla Krze- 



*) W ostatnich latach Rzeczypospolitej starostwo krze- 
mienieckie było dziedzicznem prawie w domie Sanguszków. 
Pierwszym z tego domu starosta krzemienieckim był ojciec 
tego Józefa Paulina, xi^żę Paweł Sanguszko , także marszałek 
w. litewski, następnie synowie jego: Józef Paulin dziedzic 
Lubartowa i Janusz późniejszy strażnik w. koronny dziedzic 
Zasławia wołyńskiego. 



— 147 — 

mieńca nadany znajduje się, a to z r. 1576, w którym 
król ten postanawia , ile chrześcianie osiadli w Krze- 
mieńcu , płacić maja szosu , czopowego itp., a koron 
pieniędzy 40 złp. 

Zygmunt III zostawszy królem polskim, również 
potwierdził wszystkie nadania poprzedników swoich dla 
Krzemieńca. Tego monarchy następujące przywileje dla 
miasta napotykamy w aktach tutejszych. 1) 1589 r. dnia 
14 kwietnia z Warszawy, konfirmacya przywileju 1571 r. 
2) 1593 r. zalecający, ahy od towarów i kupi mieszczan 
nie pobierano w koronie: cel, myt, mostowego, grobel- 
nego w dobrach królewskich i szlacheckich. 3) 1615 r. 
dnia 30 marca pozwala mieszczanom: maź i dziegieć 
w ratuszu przedawać , zastrzegając dochód z opłat od 
sprzedaży tych produktów obracać na potrzebę miasta? 
a że magistrat , wyraża król , czynnościom swym wydo- 
łac nie może, tedy wedle zwyczaju innych miast, mężów 
24 z obywateli wybrać dozwala , którzyby radę i pomoc 
nieśli , nie wdając się jednak w sądy burmistrza i radzie 
właściwe. Ze względu zaś iż miasto parkanu ani ostrogu 
dokoła niema , tylko blizko leżący las służy za schro- 
nienie w czasie trwogi , zaleca przeto monarcha : aby 
nie czyniono porębu pod surowemi karami. 4) 1625 r. 
dnia 28 lutego przywilej na arendę dziegciu, w nim 
także postanawia Zygmunt III iż: ktoby w sprawach 
króla jechał bez listu , ma się stawie przed starostą lub 
jego namiestnikiem , i za ich wiadomością dopiero pod- 
wodę otrzymać może. 5) 1629 r. podobnej do poprze- 
dzającego treści , zawiera : jeśli w okazanym liście kró- 
lewskim wyrażona nie będzie data , imię i nazwisko żą- 
dającego podwody, takowa niema być dawana; biorący 



— 148 — 

zaś za listem podwodę , zapłaci po dwa grosze od konia, 
a pół grosza od wozu; po upływie 4 niedziel od daty 
listowej , podwody nie będą dawane , chyba że jadący 
wraca z drogi ; w każdym razie podwody tylko do[ Łucka, 
Szczurowic, Latyczowa, Trembowli i Płoddrowa dostar- 
czane być mają. 

Młody królewicz Władysław syn Zygmunta III jadąc 
do Moskwy w r. 1617, zatrzymał się w Krzemieńcu i 
kilkanaście dni na zamku tutejszym gościł. W kilka lat 
potem zamek ten wzmocniono i uzbrojono na nowo 5 
było to po pamiętnej klęsce wojskom naszym zadanej 
pod Cecora w r. 1620, kiedy Turcy i Tatarzy wkroczyli 
do kraju naszego i rabować go zaczęli; wtedy w skutek 
narady sejmowej, wszystkie zamki pograniczne, w tej 
liczbie i krzemieniecki, zostały zreparowane i wzmocnione, 
dla dania należytego odporu nieprzyjaciołom. Konstytucya 
1620 r. tak w tej mierze stanowi: „Krzemieniec iż gra- 
nicom nieprzyjacielskim jest przyległy, a wiele na tem 
mieście Rzeczypospolitej zależy, przychylając się do pra- 
wa starego o opatrzeniu zamków strzelbą, prochem, 
ludźmi i inszemi rzeczami, do obrony należacemi, podług 
zdania hetmanów, opatrzyć mamy. A ludzie szlacheckiego 
narodu, którzyby do miasta z żonami dla obrony ucho- 
dzić chcieli, aby żywnością na pół roku, także strzelbą 
i prochem, kulami opatrzeni byli, a ktoby tego wszystkie- 
go z sobą nie przywiózł, nie ma być puszczony". 

Władysław IV objąwszy tron polski po ojcu, także 
kilku przywilejami obdarzył Krzemieniec. W aktach tego 
miasta zachowały się następujące nadania Władysława IV : 
1) 1633 r. dnia 3 marca z Krakowa, konfirmacja przywileju 
1571 r. 2) 1633 r. dnia 7 maja, czynsze wybierać urze- 



— 149 — 

dowi miejskiemu dozwalający i konfirmujący poprzednie. 
3) 1635 r. dnia 5 marca , konfirmacya przywileju 1542 r. 
Tenże Władysław IV nadał jeszcze dla Krzemieńca w 1642 
r. przywilej, którym go w dostojeństwach i prerogaty- 
wach porównał z miastami stołecznemi koronnemi , ale 
wkrótce, bo tegoż 1642 r. wspomniany przywilej dekre- 
tem assesoryi koronnej, zapadłym w skutek instancyi sta- 
rosty krzemienieckiego Piotra Daniłowicza, został cofnięty 
jako niezgodny z prawami Uniowemi. Za panowania te- 
goż monarchy powstała w Krzemieńcu około 1638 r. 
ruska cyrylicka drukarnia, a pierwsza wytłoczona w niej 
książka, była gramatyka słowiańska ^). 

Umarł w 1648 r. Władysław IV, a z dniem śmierci 
jego dały się uczuć i w straszliwych skutkach objawiły 
w Polsce zarody szkodliwej niemocy, oddawna toczącej 
łono Rzeczypospolitej. Klęski i niedole spływały jedne po 
drugich na nieszczęśliwy kraj ten i oznaczyły boleśnie 
całe panowanie Jana Kazimierza. Jedną z takich klęsk 
najstraszliwszą w swych skutkach, było w tym czasie 
powstanie Kozaków i chłopów pod przewodnictwem Boh- 
dana Chmielnickiego , którzy z całą wściekłością zemstę 
swą nad Polakami rozpoczęli. Po korsuńskiej klęsce i 
wzięciu niektórych hetmanów naszych w niewolę , rozją- 
trzone kozactwo z ludem prostym rzuciło się na niszcze- 
nie kraju naszego, a szczególniej południowej Polski. 
Na Wołyniu dokazywał naówczas sławny Krywonos; z je- 



9 Patrz o tem : Staroż. Pols. Balińs. i Lip. tom. U, cz. 2. str. 
899. Musiała jednakże ta drukarnia nie długo być czynną, 
może nawet wzrost sąsiedniej Poczajowskiej wpłynął na upa- 
dek jej, słowem ani wydań jej, ani wspomnienia o tym zakła- 
dzie nie napotykamy nigdzie. 



— 150 — 

go więc oddziału pułkownik Dziewałow i sotnicy: Wa- 
siliew i Piotr Kostenko , stanąwszy na czele 7000 zbroj- 
nej tłuszczy, rzucili się w r. 1648 na Krzemieniec. Długo 
opierał się zamek tutejszy, mężnie przez swoich broniony, 
w końcu jednak zdradą Rusi zdobyty został. Horodnie 
złupione zostały, działa, broń, zapasy żywności, wszystko 
to odrazu dostało się w ręce nieprzyjaciół. Dziesięć ty- 
godni gościli Kozacy w Krzemieńcu, szumne na zamku 
wypraAviając biesiady, niszcząc miasto i wsie okoliczne, 
do których często wycieczki robili. Nędza i zgliszcza 
pozostały po nich tylko po opuszczeniu tej okolicy. 
Cały ten napad i zniszczenie Krzemieńca, dokładnie i 
szczegółowie opisane zostały podług ówczesnego zwy- 
czaju w manifestach zaniesionych do akt krzemienieckich 
przez XX. Franciszkanów 8 czerwca 1649 r. i 22 lutego 
1650 r. a także przez miejscowych regentów Eustachego 
Gazela 8 marca 1656 i Jana Nepomucena Wood 19 
lipca 1728 r. 

Na tej smutnej i skropionej łzami kartce historyi 
narodu naszego, kończy się i historya Krzemieńca i dzie- 
jowa działalność tego miasta , które kilka późniejszych 
napadów tatarskich i kozackich do ostatecznego zniszcze- 
nia przyprowadziły, rzadko też odtąd wspomnienie o niem 
w historyi napotkać można. Od owego pamiętnego ra- 
bunku Kozaków w 1648 r. zamek tutejszy podnieść się 
już nie mógł , okoliczni właściciele ziemscy ,^ na których 
włożony był obowiązek podtrzymywania go, pod rozmai- 
temi pozorami uchylali się od wszelkiego w tej mierze 
udziału, a starostowie tutejsi, od których zależało utrzy- 
manie załogi wojskowej, obracali na swój użytek i tak 
już szczupłe zapomogi rządowe i poprzestawali na utrzy- 



— 151 — 

mywaniu kilku stróżów na zamku. Późniejsze lustracye nie 
wspominają też o żadnych przyborach do obrony, powoli 
niszczał ten zamek i upadał, aż ostatecznie przyszedł 
do zupełnego zniszczenia , w jakiem go dziś widzimy. 
Z warowni tej pozostały dzisiaj szczątkf obwodowego 
muru , z wyraźnemi dotąd otworami dla umieszczania dział 
i dwie połamane baszty czworograniaste. Spojrzawszy dzi- 
siaj na te poczerniały ruiny, zastanowić się mimowolnie 
przychodzi, jakim sposobem tyle wieków zamek ten 
przetrwać mógł i tylokrotnym napadom opór stawić, 
oprócz bowiem baszt , które są z cegły, reszta murów 
zbudowana z łupkiego kamienia tejże skały, na której 
warownia ta stoi. Znać trudno było na tak przykrą i 
stromą górę cegłę wozić. Nie tylko zamku i miasta ale 
i mieszkańców jego, smutne były już losy w późniejszych 
czasach ; ciągły nierząd w kraju doprowadził mieszczan 
tutejszych do ostatecznego ubóstwa i upadku. Ponawiano 
wprawdzie dawne ich przywileje , lecz te mocy i znacze- 
nia już nie miały. Oto kilka późniejszych przywilejów 
Krzemieńcowi nadanych, a w aktach tutejszych chronią- 
cych się: Przywilej Jana -Kazimierza 1650 r. dnia 24 
stycznia w Kapinosie datowany, konfirmacyjny. Michała 
Wiśniowieckiego 1669 r. dnia 20 listopada z Krakowa, 
konfirmacya. Takiż Jana Sobieskiego 1681 r. dnia 18 
marca, Augusta III 1748 r. dnia 15 listopada, Stanisła- 
wa Poniatowskiego 17T5 dnia 11 lipca. Niechcąc prze- 
rywać chronologicznego porządku dziejów Krzemieńca, 
zbierzmy jeszcze pozostałe o tem mieście wspomnienia. 
Po bitwie pod Beresteczkiem Jan Kazimierz chcąc za- 
chęcić szlachtę do ścigania Kozaków, przybył do Krze- 
mieńca 14 lipca 1651 roku, lecz gdy szlachta składa- 



— 152 — 

jaca pospolite ruszenie, rozjeżdżać się zaczęła, król za- 
bawiwszy tu dni kilka wrócił do Lwowa. Tenże król 
zesłał lustratorów na Wołyń w 1664 r. dla przeświad- 
czenia się o stanie twierdz i ziem tutejszych; lustrato- 
rowie ci taka o Krzemieńcu zdają sprawę: „dla spusto- 
szenia miasta trudno dojść i powiedzieć , jako wiele 
może na rok prowent do zamku należący uczynić , tedy 
za pilną inkwizycyą doszliśmy tego , że może uczynić 
plus minus fl. 150. 

Wsie do starostwa należące są zniszczone przez 
nieprzyjaciela; we wsi Żałoby żadnego niemasz podda- 
nego, któryby robił dzień do folwarku; hajduków jest 3, 
siedzą na włóce , powinność ich w zamku wartę odpra- 
wować i do obozu pachołków wyprawować; bojarów 3, 
których powinność na posługę dworską ; za sady w tej 
wsi dostało się 15 fl. Possesorem starostwa jest xiążę 
Jan Karol na Klewaniu Czartoryski*. 

Za Michała Wiśniowieckiego Tatarowie pustoszący 
Wołyń, pobici zostali w 1671 roku pod Krzemieńcem 
przez odważnego pułkownika Piwo *). Inną rażą znowu 
w 1733 r. w czasie bezkrólewia po śmierci Augusta II, 
Kozaków pustoszących Krzemieniec poraził w tem mieście 
Michał Potocki wojewoda wołyński, 1500 łotrów tych 
trupem wówczas padło. 

Stanisław August jadąc do Wiśniowca, zjechał do 
Krzemieńca 15 października 1781 r., i radośnie przy 
biciu z dział powitanym tu został od licznie zebranego 
obywatelstwa. Zdjęty ciekawością, udał się pieszo oglą- 
dać potężny niegdyś zamek, dnia zaś następnego zwie- 
dzał okazałe gmachy szkolne w kollegium Pojezuickiera.. 

*) O temNiesiecki w historyi kollegium Jezuitów w Łucku 



~ 153 — 

W roku 1789 nakazał król Stanisław lu&tracyę całego 
kraju wołyńskiego i urzędnikami dla spisania tej lustracyi 
wyznaczonymi byli: Ludwik Szemidt, Kajetan Aksak 
szambelan J. K. M. i Eustachy Iwo na Steczczance Stecki. 
Godniejsze uwagi szczegóły tyczące się Krzemieńca, z tej 
lustracyi są : „Starostwo w possesyi xięcia Janusza San- 
guszki strażnika wielkiego koronnego. Zamczysko stare 
na wysokiej górze , w którem mur tylko cyrkularny, we 
2 miejscach po znacznej części rozwalony; w murze bra- 
ma, na niej wieża górna powiatowa, a na dole chałupa; 
na boku muru izba ze sklepieniem , o 1 oknie z kratą 
żelazną; w tej izbie archiwum grodzkie dosyć niewy- 
godnie konserwuje się ; pod tą izbą wieża dolna ; z tej 
izby 2 izdebek opustoszałych. Kancellarya w mieście; 
z kongregacyi i sali teatralnej Pojezuickiej fabryka na 
kancellarya nową, archiwum i izbę sądową kontynuje się. 
Gubernia od ulicy szerokiej, z gruntu nowego wystawie- 
nia potrzebuje. Przedmieścia: Dubieńskie, Junik, 
Zapotocze, Lipowica. Rocznej intraty z miasta zł. 
33,037, gr. 19. Skarga mieszczan: xiążę starosta 
dekretów między mieszczanami a żydami w sądach ra- 
dzieckich lub wójtowskich zapadłych , exekwować nie 
dopuszcza , i od takowych exekucyi żydów żołnierzami 
swymi zasłania i t. d. Żydzi podług paktów rządzić się 
nie chcą ; żołnierzy karmić wzbraniają się ; handel towa- 
rami zabronionemi i szynk bez pozwolenia miasta spra- 
wują; opłaty od handlu do skarbu miejskiego płacić nie 
chcą; szarwarków do reparacyi dróg i mostów nie dają; 
ulice budynkami swemi zajmują i na miejscach sobie zaka- 
zanych zabudowują się; podatków na pachołków miejskich 
i uczniów do szkoły krakowskiej wysyłanych nie płacą. 

20 



— 154 — 

Dochód starostwa z wójtowstwem wynosi zł. 62,715, 
gr. 28, szlg. 1«. 

W kilka lat po tej lustracyi w instrukcyi Olizarowi 
stolnikowi, posłowi województwa wołyńskiego danej, czy- 
tamy, aby starał się na sejmie o pozwolenie przeprowa- 
dzenia akt ziemskich krzemienieckich z zamku do miasta, 
a to dla tego , że żaden archiwista mieszkać tam dla 
opustoszenia nie chciał. Dopóki jeszcze straż jakakolwiek 
choć przy wieży sadowej, gdzie więźniów trzymano, była, 
poty i archiwista się trzymał, potem w odludnej ruinie 
nie chciał siedzieć. Akta więc przeniesiono do miasta, 
w mury xx. Franciszkanów, zkad dopiero 1842 r. z roz- 
porządzenia rządu, wraz z innemi aktami, ze wszystkich 
miast wołyńskich zebranemi , przewiezione zostały do 
Kijowa i złożone w }ednem centralnem archiwum trzech 
naszych gubernii ^). Takim był Krzemieniec za czasów 



*) Przywileje i nadania królewskie dla Krzemieńca, któ- 
reśmy w niniejszym opisie przytoczyli, znajdowały sie, po- 
cząwszy od najdawniejszego t. j. Swidrygiełłowego , w aktach 
tutejszych w oryginałach; dopiero w r. 1794 dnia 15 lipca^ 
po przyjściu komendy majora Klemensa Liberadzkiego do 
Krzemieńca i ataku wojsk rossyjskich, a ustąpieniu potem 
Liberadzkiego do wsi Popowiec wraz z mieszkaiieami, i wy- 
ci^gnieniu za granice Galicyi, oryginały zatracone zostały, o 
czem świadczy zaniesiony manifest w aktach d. 23 lipca 1794 
roku Pozostały więc tylko wszystkich tych przywilejów urzę- 
dowe kopje, które dotąd w archiwum centralnem kijowskiem 
widzieć można. Jest także tradycya, jakoby dawne akta krze- 
mienieckie w czasie jednego z licznych napadów tatarskich 
na to miasto, wrzucone zostały dla ocalenia w studnię zamko- 
wa, w której jak wiadomo, nigdy wody nie było; w tem schro- 
nieniu przeleżeć miały przez długi przeciąg czasu, wydobyto 
je nareszcie, lecz zupełnie od wilgoci zbutwiałe i zniszczone. 



— 1S5 — 

polskiego rządu, w rozmaitych epokach egzystencyi swo- 
jej. Miasto to jakkolwiek w rzędzie miast ruskich ważne 
zajmowało stanowisko , wystawione jednak na ciągłe na- 
jazdy i rabunki , jak to już z historyi jego widzieliśmy, 
nigdy podnieść się ani w gmachy przyozdobić nie mogło. 
Na każdą wieść o zbliżających się nieprzyjaciołach, opusz- 
czali je mieszkańcy^ chroniąc się do zamku z mieniem i 
dobytkiem swoim , lud zaś ubogi , który tu już pomiesz* 
czenia znaleść nie mógł, krył się wraz z trzodami po 
lasach , lub zabrany szedł w jassyr. Tak więc domy 
mieszkalne i gmachy miejskie pozostawały na pastwę 
nieprzyjacielowi, który niszczył je i palił, gdy zaledwie 
odbudowywać się zaczęły. Z dawnych jednak budowli 
odznaczały się tutaj: mury xx. Jezuitów, wzniesione około 
1720 r. przez xiążąt Wiśniowieckich : Michała i Janusza. 
W nich początkowie były szkoły tego zgromadzenia, a 
później staraniem Tadeusza Czackiego mieściło się sła- 
wne liceum wołyńskie '). Kościół xx. Franciszkanów, 
pierwotnie drewniany i parafialny przez Bonę fundowany 
w 1539 r., a w którym potem Marcin Szyszkowski biskup 



*) Mury Pojezuickie w Krzemieńcu, dotąd jeszcze do 
najwspanialszych gmachów na Wołynia zaliczone być mogą. 
W kościele tym pogrzebiona była Anna Rozalia Omiecińska 
up. dnia 5 grudnia 1709, zmarła 10 grudnia 1731. Była ona 
Brygitką w Łucku, rodzina jej posiadała majątek w powiecie 
krzemienieckim. Dla świątobliwego życia i wielu widocznych 
łask boskich nad ni^ dopełnionych, w poczet Błogosławionych 
zaliczoną została. Ustawą sejmu 1733 r. zalecono, aby się o 
jej beatyfikacyę u Stolicy Apostolskiej starać (Constit art. 84), 
Po skasowaniu kościoła tutejszego w 1832 r., ciało błogosła- 
wionej Rozalii Omieciiiskiej , zupełnie całe i niepopsute prze- 
wieziono do Łucka i złożono w kościele pp. Brygitek. 



— 156 — 

łucki osadził zakonników w 1607 r., zbudowawszy im na 
tern miejscu kościół i klasztor murowany. Kościół xx. 
Reformatów na przedmieściu stojący, fundacyi Stanisława 
Potockiego wojewody poznańskiego w 1760 r. XX. Try- 
nitarzy niewielki kościółek, skasowany potem i nabyty na 
własność przez rodzinę Drzewieckich. XX. Bazylianów 
ogromny klasztor z kościołem wewnątrz, tuż przy mu- 
rach Jezuickich; tam za czasów liceum mieściła się szkoła 
mechaników. Nareszcie w lustracyach tutejszych napoty- 
kamy ślady, że egzystował tu kiedyś monaster Czernców, 
i dotąd jeszcze jedna z gór sąsiednich zamkowej , zowie 
sie C z e r n c z a gr ó i« a. 



Jeszcze raz wrócić nam wypada do miasta, dla sła- 
wy którego przeznaczono było raz ostatni może , za- 
błysnąć na widowni świata. Nad Krzemieńcem zaświtał 
promyk ożywczej myśli , który szybko w rozmiarach swych 
rosnąc , stał się nakoniec epoką odrodzenia nauk w tu- 
.tejszych prowincyach. Któż nie odgadnie, że mamy tu na 
myśli szkołę krzemieniecką i jej twórcę i założyciela 
Czackiego. Jakkolwiek okres ten ważny jest i niepośle- 
dnie stanowisko zajmuje w historyi kraju naszego , na- 
wiasowie tylko o nim wspomnieć nam wypadnie. Wiele 
powodów skłania nas do tego, już to najprzód, nie chcie- 
libyśmy słabem piórem odnawiać polemikę na zawsze już 
może zagrzebaną z ludźmi złej woli , którzy na każde 
wspomnienie o Krzemieńcu , nietylko szkole tej ale i 
dostojnemu założycielowi jej najniesłuszniejsze zarzuty 
czynić zwykli^ uwłaczając tern samem pamięci człowieka, 



— 157 — 

którego do największych sław naszych narodowych zali- 
czać nauczyliśmy się. Synowie wychowańców tej szkoły 
przywykliśmy zapatrywać się na Czackiego i na jego 
dzieło jak na drogą relikwię naszej przeszłości , której 
uwłaczać odnawianiem drobnych a koniecznych może, 
zważając na otaczające ją okoliczności, usterków, za naj- 
większy grzech przeszłości i przyszłości wyrządzony, po- 
czytujemy. Kilku znanych już w świecie uczonym wycho^ 
w^ańców Krzemieńca , jakoto pp. Kaczkowski , Kamiński 
i Słowikowski , od lat kilku już pracują jak słyszeliśmy 
nad skreśleniem obszernych i dokładnych dziejów tej 
szkoły ; szanowne to dzieło z sumienną zapewne bez- 
stronnością dokonane , położy nakoniec tamę , drobnym 
gazeciarskim polemikom i ogłaszanym różnoczasowie po 
dziennikach i pismach krajowych artykułom , które już 
dla samej niedokładności swojej nie wiele zasługują na 
uwagę ani też mogą dać wyobrażenie przyszłym pokole- 
niom o dobroczynnych wpływach, jakie ta naukowa in- 
stytucya wywarła na dobro ogółu znacznej części kraju 
naszego. My sami do podobnego grzechu poczuwamy się, 
skreśliwszy w pierwszym tomie pisma naszego , drobny i 
niedokładny rys szkoły krzemienieckiej i ścisły związek 
z nią mającej komissyi sądowo edukacyjnej '); tu więc 
nierozszerzając się, w kilku sFowach postaramy się uzu- 
pełnić niedokładności powyższego artykułu, obszerniejszy 
bowiem opis , pominąwszy nawet wyżej już przytoczone 
powody dyskrecyi , wychodziłby po za obręb rozmiarów 
naszego pisma. 

') Patrz: Wołyń pod względem statystycznym, histo- 
rycznym itd. tom I, rozdz. III, 



— 1S8 -^ 

Po zniesieniu w kraju naszym zakonu Jezuitów, 
w ręku których długo spoczywały losy edukacyi narodo- 
wej a którzy i w Krzemieńcu mieli szkoły swoje, przez 
xi^żąt Wiśniowieckich fundowane , po rozproszeniu się 
nakoniec i upadku warszawskiej komisyi edukacyjnej, 
wiadomo jak niezbędna dała się czuć potrzeba założenia 
nowych szkół i podźwignienia upadającej wówczas oświaty. 
Na wezwanie cesarza Alexandra I, by uskutecznić to wiel- 
kie dzieło w naszej prowincyi , pospieszył maź ze wszech 
miar godzien wdzięcznej pamięci , Tadeusz Czacki , i po 
długich walkach , w imię poczciwej sprawy dla dobra 
ogólnego podejmowanych, stanął nakoniec u kresu swych 
życzeń ; za pomocą bowiem zgromadzonych znacznych 
funduszów i ofiar, jakie złożyli na ten cel obywatele tu- 
tejsi i wszystkie inne stany, założył w Krzemieńcu w mu- 
rach Pojezuickiego kollegium słynną tę szkołę , która 
początkowie od 1805 r. nosiła nazwę gimnazyum wo- 
łyńskiego , a w późniejszym czasie , gdy fundusze jej 
pomnożone zostały summami Pojezuickiemi , przez tutej- 
szą komissyę sądowo edukacyjną wykrytemi , gdy nako- 
niec potrzeby umysłowe się wzmogły, została 16 stycznia 
1819 r. podniesiona na stopień liceum z tem, że tako- 
we, jako w południowych prowincyach Polski, niegdyś 
do wydziału wileńskiego należących , miało zastępować 
ten uniwersytet. 

Szkoła krzemieniecka prędko odpowiedziała ogólnym 
wówczas wymaganiom i celowi zakreślonemu przez zało- 
życiela^ dziś należy ona do tych wspomnień narodowych, 
które cześć i wdzięczność w nas wzbudzać zwykły. Do 
niej należy odnieść epokę zaszczepienia oświaty euro- 
pejskiej we trzech naszych guberniach, wtedy kiedy oby- 



— 159 -^ 

watele tego kraju, pod wrażeniem świeżych i nieszczęśli- 
wych wypadków politycznych zostając, zdawali się na 
chwilę zobojętnianymi na umysłowe wykształcenie młodsze- 
go pokolenia , tem bardziej że fundusze niegdyś na ten 
cel służące , rozproszone i niegodziwie zmarnowane zo- 
stały. Litwę oŚAviecał wówczas uniwersjtet wileński, który 
dla swej odległości słabe tylko rzucał promienie na na- 
sze trzy gubernie. Odsunęliśmy się też byli daleko umy- 
słowie od Litwy, cóż dopiero od całej Europy? Trzeba 
było szybkiego i stanowczego działania . aby potrzebom 
ogólnej oświaty wystarczyć. Cnotliwy i pełen zapału 
Czacki pojął wielką wolę cesarza Alexandra , pojął do- 
tkliwie dające się czuć w tym względzie potrzeby narodu. 
Założył krzemieniecką szkołę , a w ślad za nią powstały 
wszystkie inne szkoły ówczesne, znane ze swej uży- 
teczności , ze swych znakomitych nauczycieli i uczniów, 
jak : Międzyrzycka , Winnicka , Humańska , Lubarska, 
Łucka , Lubieszowska i t. d. Przyrzekł wyrobie z mło- 
dzieży kształcącej się w tych zakładach , zacnych oby- 
wateli, prawych urzędników, erudytów i uczonych, przy- 
rzekł i dokonał; spójrzmy na długi szereg wychowańców 
Krzemieńca i innych szkół ówczesnych, szereg dziś zna- 
cznie już uszczuplony, wielu bowiem śmierć przedwcześnie 
nam wychwyciła , a najlepszy będziemy mieli dowód 
prawdziwości słów naszych ; żaden naród nie powstydziłby 
się ich zapewne. 

Pod skromnem nazwiskiem gimnazyum wołyńskiego 
nagromadził Czacki mnogi zapas nauk, zbiorów i gabi- 
netów, jakich nawet uniwersytety wówczas nie obejmowały. 
Na jego słowo tak do przekonania wszystkich trafiające, 
swoi i obcy obywatele spieszyli na ołtarzu ogólnego 



— 160 -^ 

dobra składać najrozmaitsze ofiary, datki pieniężne, zbiory 
i kollekcye naukowe. Tak powstały po większej części 
ze składek: biblioteka krzemieniecka, gabinety: minera- 
logiczny, zoologiczny, fizyczny, gabinet monet i medalów, 
nareszcie ogromny ogród botaniczny, który ze wszystkie- 
mi tego rodzaju zakładami za granica mógł iść w zawody '). 



') Nie od rzeczy może będzie, wspomnieć tu choć w kil- 
ku słowach o główniejszych darach dla zbiorów naukowych 
w Krzemieńcu złożonych; niedokładna ta wzmianka, jeźli nie da 
wyobrażenia o bogactwie tych zbiorów, posłużyć jednak może 
za dowód ogólnego wówczas zapału dla powstającego zakładu 
i dla założyciela jego. Biblioteka składała sie z przeszło 
50.000 ksiąg, których i 6.000 nabyto po królu Stanisławie 
Auguście; najkosztowniejsze inkunabuły otrzymał w darze 
Czacki od xiężnej Teofili Sapieżyny z biblioteki ojca jej Ja- 
błonowskiego wojewody nowogrodzkiego. Osobny tu był od- 
dział biblioteki wojskowej , do wzbogacenia której najwięcej 
przyczynili się jenerałowie rossyjscy Derfelden i Kutuzow. 
Gabinet fizyczny składał się po większej części z instrumen- 
tów fizycznych i matematycznych, nabytych po królu Stanisła- 
wie i z darów ordynata Zamojskiego ; resztę narzędzi obsta- 
lowano w Paryżu. Gabinety mineralogiczny i zoologiczny naj- 
bogatsze ze wszystkich , oprócz zbiorów nabytych po królu, 
zawierały mnóstwo małych cząstkowych ofiar; najgłówniejsze 
zaś dary pochodziły od cesarza Alexandra, pp. Moszyńskiego 
marszałka wielkiego koronnego, Kołłątaja, Hołubcowa, Ka- 
lickiego i Szymonowicza; tego ostatniego bogaty zbiór mine- 
rałów zakupiono w Wilnie za 1000 r. sr. Zbiór monet i me- 
dalów składały po większej części monety i medale ze zbioru 
Stanisława Augusta; polskich było tu niewiele, za to greckie 
i rzymskie przepyszne. Do ogrodu botanicznego oprócz wielu 
cząstkowych darów, przeszło 6.000 najrzadszych plant i krze- 
wów ofiarowali: cesarzowa matka i kanclerz Rumiancow. Oprócz 
wyżej wymienionych zbiorów, znajdowały się tu jeszcze: La- 



— 161 — 

Glównjeisze katedry w szkole swojej obsadzał Czacki 
ludźmi, których głęboka nauka i nieposzlakowana cnota 
powszechny rozgłos już, tak w kraju jak i po za obrę- 
bami jego miały; na dyrektora wezwał on zasłużonego 
w akademii krakowskiej Józefa Czecha. Professorowie 
zmieniali się wprawdzie , lecz wybór ich zawsze bywał 
szczęśliwy, a wielu z nich europejską sławę posiadło. 
Wymienimy kilku z nich, którzy w rozmaitych czasach 
egzystencyi szkoły krzemienieckiej , zasiadając na kate- 
drach tutejszych, sławę i zaszczyt jej przynieśli. Zacznij- 
my od nauki religii , która obszernie i głęboko wykła- 
dana , uważaną była tak przez Czackiego jak i przez 
następców jego , za najsilniejszy fundament przyszłego 
losu i powodzenia zakładu i jego wychowańców; tę wy- 



boratoryum chemicztie dobrze opatrzone, i skład modelów, ma- 
chin i narzędzi rolniczych i w ogólności do mechaniki odno- 
szących się. Co do funduszów, jakiemi rozporządzała szkoła krze- 
mieniecka , te były znaczne ; nietylko bowiem wystarczały na 
zaspokojenie licznych wydatków zakładu, jako to opłacenie 
pensyj profesorów, utrzymanie konwiktów, pomnożenie kollek- 
cyj itp., lecz zawsze jeszcze z roku na rok zostawała się 
pewna summa zaoszczędzona. Niemcewicz zwiedzając w 1816 
roku szkołę tutejszą , tak o funduszach jej w opisie podróży 
swych mówi: „gimnazjum ma rocznego dochodu ze starostwa 
krzemienieckiego, z łaski imperatora i składek, ogółem 36.839 
rubli srebrnych kopijek 21, z którego sami obywatele z do- 
browolnych ofiar składają rubli srebrnych 24.382 kopijek 87", 
Dodajmy do tego jednorazowe wieczyste zapisy na szkołę 
krzemieniecka, jak: fundusz doktora Lerneta 250.000 złp., se- 
natora Iliuskiego 20.000 złp., Alexandra Leśnickiego 20.000 
złp., Klary Łopacińskiej 10.000 złp., że inne pomniejsze po- 
minę, a najlepszy będziemy mieli dowód zapału, z jakim spie- 
szono nieść pomoc zakładowi tutejszemu. 

21 



— 162 — 

kladali sławny ks. Prokop i ks Kulikowski póź- 
niejszy rektor seminaryum żytomierskiego. Metafizykę i 
Logikę uczenie wykładał Wiszniewski; Historyc po- 
wszechna dotąd jeszcze przy życiu będący uczony starzec 
Uldyński; Ekonomię polityczną Choński jedna z naj- 
większych sław Krzemieńca; Prawo rzymskie i jego filo- 
zofię również prawo krajowe Ołdakowski, Jaro- 
szewicz i Mickiewicz Alexander; Matematykę 
w najobszerniejszym jak tylko może być rozwoju Sci- 
borski i Wyżewski; Mechanikę Miechowicz; Che- 
mię Szarfa ko w ski i Zienowicz; Historyę naturalną 
we wszystkich jej gałęziach B e s s e r ; Literaturę grecką 
Jurkowski, łacińską Osiński i Jakubowicz, pol- 
ską Euzebiusz Słowacki, Feliński i Korze- 
niowski. Uczony Alexandrowski ściśle i dokładnie 
uczniów swoich z całą Słowiańszczyzną obznajamiał. Fi- 
lozofia języków, Grammatyka powszechna i Bibliologia 
doskonałych miały professorów w Sciborskim i Jur- 
kowskim, który pełnił razem urząd bibliotekarza w Krze- 
mieńcu. Wymieniliśmy tu te tylko imiona, których sława 
była rozgłośniejszą , które ze wspomnieniem najwyższego 
szacunku, najgłębszej czci że tak powiem, obiły się od 
dzieciństwa o uszy młodszego pokolenia naszego, a wie- 
leż to innych, niemniej znakomitych przypomnieć sobie 
w tej chwili nie możemy. Wielu zdolniejszych uczniów 
tutejszych wychodziło później na professorów, tak w sa- 
mym Krzemieńcu, gdzie pierwsze nauki pobierali , jak j 
do drugich szkół w kraju, inni znowu rozproszywszy się 
po świecie, zaszczytną po sobie zostawili sławę w życiu 
obywatelskiem i w świecie uczonym. O pierwszych mówić 
nam niewolno , lękamy się bowiem drasnąć prawdziwą i 



— 163 — 

szczera ich skromność , w obrębie cichych cnót domo- 
wych zamknięta , wspomniemy wiec tylko o ostatnich, 
których uczone prace literackie powszechnej wzictości i 
sławy używają. Na polu filozofii i historyi z uczniów 
krzemienieckich zaszczytnie są znani: Sienkiewicz 
Jan i Karol, Tytus Szczeniowski, Wiszniew- 
ski i Wróblewski, ostatni autor znakomitego dzieła 
p. t. „Słowo dziejów Polski", znany nam tylko pod pseu- 
donymem Koronowicza. Poetów wydał nam Krzemie- 
niec w Malczewskim, Olizarowskim, Witwi- 
ckim, Tomaszu Padurze, Gosławskim, Zabo- 
rowskim i kilku innych. Belletrystów w Janie So- 
wińskim, Karolu Drzewieckim, Gustawie Oli- 
zarze i Przeździeckim, którego zasługi w badaniach 
historycznych są również wielkie. Wydała także szkoła 
krzemieniecka wielu ludzi biegłych w różnych jeżykach, 
z tych Wiktor Krajewski autor kilku rozpraw histo- 
rycznych i tłumacz Herodota jest jednym z najznako- 
mitszych dziś hellenistów; Sierociński i Łuka- 
szewski znani jako głębocy łacinnicy, Mikulski jako 
Anglik, Lidel jako Niemiec i inni, z których wielu zaj- 
mowało lub jeszcze zajmuje na katedrach publicznych 
miejsca. Znakomity nasz dramaturg Józef Korzeniow- 
ski był także uczniem szkoły krzemienieckiej, niemniej 
Michał Budzyński, którego oprócz kilku oryginal- 
nych utworów mamy prześliczne przekłady Bajrona i 
Szyllera. Powstawano na Czackiego, że uczącej się mło- 
dzieży czas zajmuje nauką talentów, jako to muzyki i 
rysunków, a przecież pierwsze zasady malarstwa i rysun- 
ków, w czem się później tak wsławili , brali w Krzemieńcu 
Kaniewski i Klembowski, dwóch najznakomitszych 



-^ 164 — 

dziś malarzów polskich , niegdyś uczniów tutejszej szkoły. 
Talent wyrabiał się tu, a gdy mu nz drogę wskazano, 
szedł dalej o własnych już siłach , rozwijał się i kształcił 
na obcych już wzorach, wdzięczny pierwszym zasadom i 
podstawom, które weń zaszczepiono. Dtiigi jeszcze poczet 
ludzi znakomitych w rozmaitych zawodach , kapłanów, 
obywateli i uczonych, którzy w Krzemieńcu pierwsze na- 
uki odbierali, staje nam przed oczami, i mimowolnie 
splata się z dziejami tej szkoły, poprzestajemy jednak na 
pobieżnej tej kilkunastu imion wzmiance, gdy wszystkich 
wyliczyć nie byli byśmy w stanie, i wracamy jeszcze raz 
do ogólnego poglądu na szkołę i na pożytki, jakie z in- 
stytucyi tej na kraj nasz spłynęły. 

Głównym zamiarem Czackiego , główną myślą prze- 
wodniczącą w wszystkich czynnościach jego, było nie- 
tylko wykształcenie wszechstronne młodzieży w jego 
szkole uczącej się, a które każdy z nich, zważywszy na 
obszerny program wykładanych nauk z łatwością mógł 
tu nabyć, lecz nadto chodziło mu najwięcej o naukę 
specyalną , o wykształcenie młodzień; a w jakimkolwiek 
bądź zawodzie wyłącznie, aby ten w potrzebie mógł 
mu się stać środkiem do życia, od nędzy i ubóstwa za- 
bezpieczyć. Było to jedną z główniejszych zasług Cza- 
ckiego i jego szkoły, dotąd bowiem we wszystkich zakła- 
dach naukowych w kraju nie pojmo \ano potrzeby tej 
specyalności , ztąd nauka szkolna więcej dla paniczów 
niż dla ubogiej młodzieży bywała dostępną i pożyteczną. 
Czacki poczuł ten niedostatek i błędny w wychowaniu 
kierunek, i wnet zaradzić mu pospieszył. Jakoż powstały 
przy szkole krzemienieckiej : szkoła mechaników, szkoła 
geometrów, gdzie synowie mieszczan lub ubogiej szlachty 



— 165 — 

za bardzo mierną łub żadną opłatą kształcili sie w tych 
zawodach. Nakładano obowiązek na powiaty, aby wyszu- 
kiwały i przedstawiały uczniów do tych zakładów; ucznio- 
wie ci po ukończeniu nauk , opatrzeni patentami , przyj- 
mowani byli jeśli tego żądali, natychmiast do służby pu- 
blicznej. Cesarz Alexander oprócz dobrowolnych ofiar 
przez obywateli złożonych na utrzymanie tych zakładów, 
przeznaczył sam jeszcze znaczny nań fundusz. Prędko 
bardzo objawiła się cała użyteczność i dobroczynne skutki 
tych zakładów, a w kilka lat po otwarciu ich, już dwu- 
dziestu kilku młodych i zdolnych geometrów zajęło po- 
sady w służbie publicznej. Było jeszcze zamiarem zało- 
życiela, ustanowić w Krzemieńcu szkołę chirurgów wiej- 
skich i szkołę ogrodniczą, i tę ostatnią oddać pod wyłączny 
zarząd professora Bessera , lecz projekt ten, którego już 
plany nawet były wygotowane, nie przyszedł do skutku*). 



*) Plany i ustawy głównej szkoły krzemienieckiej i 
wszystkich innych zakładów naukowych ówczesnych, w trzech 
guberniach naszych będi^cych, znajdują się w szacownem dzie- 
le, staraniem Ferdynanda Kojsiewicza wydanem p. t. Listy 
w przedmiotach naukowych, czyli X. Hugona Kołłątaja 
korrespondencya listowna z Tadeuszem Czackim wizytatorem 
nadzwyczajnym szkół w guberniach: wołyńskiej, podolskiej 
i kijowskiej przedsięwzięta, w celu urządzenia instytutów na- 
ukowych i pomnożenia oświecenia publicznego w trzech rze- 
czonych guberniach. Kraków roku 1844 tomów 4. Szacowne 
to dzieło z wielką starannością i pracą zebrane, może śmiało 
być poczytane za ścisłą i dokładną historyę oświaty i szkół 
krajowych z tej epoki, a przynajmniej za znakomity do niej 
materyał. Oprócz wielu ciekawych szczegółów w tem dziele 
zawartych, a tyczących się urządzenia zakładów naukowych 
przez Czackiego , jest tam jeszcze przez tegoż Czackiego wy- 
pracowany ogólny rys stanu oświecenia w gubernii wołyńskiej, 



— 166 — 

Tak więc jak widzimy, nie opuszczono nic w Krzemieńcu, 
coby z użytkiem dla kraju dopełnione i stworzone byc 
mogło, nad wszystkiem tern czuwał niezmordowany Czacki, 
pod którego zarządem nietylko zakłady naukowe w Krze- 
mieńcu, lecz wszystkie inne szkoły, szkółki powiatowe i pa- 
rafialne i zakłady żeńskie w trzech guberniach pozostawały. 
Dozór nad uczącą się tutaj młodzieżą , nad jej po- 
stępowaniem i obyczajami, był tak ścisły, jak w żadnym 
może innym zakładzie publicznym , nie było też tu tej 
gorszącej swywoli , nie było wykroczeń niemoralne oby- 
czaje znamionujących, czuwali nad tem rodzice mieszka- 
jący w Krzemieńcu , czuwała zwierzchność szkolna i 
osobni na ten cel wyznaczeni od gimnazyum dozorcy, 
kosztem rodziców utrzymywani; młodzież opuszczająca Krze- 
mieniec wynosiła ztąd jak najlepsze obyczaje, niczem nie- 
skalane i niezwichnięte. Staraniem Czackiego jeszcze po- 
wstały przy gimnazyum dwa konwikty, jeden tak zwany 
wolny, na uczniów 40, gdzie za opłatą 400 złp. mło- 
dzieniec miał mieszkanie, stół, wygody, dozór i wszystkie 
nauki. Uczniowie ci brali na siebie powinność, być do- 
zorcami w gimnazyach lub szkołach powiatowych wo- 
łyńskich, przez lat cztery. Drugi konwikt dla uczniów 
bezpłatnie utrzymywanych, założony został w r. 1811, 
na przedstawienie xięcia Adama Czartoryskiego, kuratora 



za czasów rządu polskiego, zwłaszcza od chwili ustanowienia 
komissyi edukacyjnej, porównany z reformami poczyuionemi 
pod rządem rossyjskim za czasów cesarza Alexandra, sta- 
tystyczne tabelle zakładów naukowych, liczba uczących się i 
plany wykładu nauk w obydwóch tych okresach. Odsyłamy 
wifc tam czytelników naszych po bliższe szczegóły urządzenia 
szkół krzemienieckich w tej epoce. 



— 167 — 

wychowania publicznego. Hrabia Razumowski Rossyanin, 
wyznaczy! nań 2970 rubli sr. na uczniów 23, rachując 
na utrzymanie każdego ucznia po rubU sr. 119 kop. 50. 
Obywatele wołyńscy uzbieranym na ten cel funduszem, 
pomnożyli konwikt do liczby 40 uczniów. Sami ucznio- 
wie możniejsi utrzymywali oprócz tego 22 ubogich kole- 
gów swoich w tym konwikcie. 

Po śmierci Czackiego zaszfy wprawdzie niektóre 
zmiany w szkole krzemienieckiej, przeformowanej na li- 
ceum, bliższe zetknięcie się z uniwersytetem wileńskim, 
który przewodnictwo swe i przewagę nad zakładem tym 
rozciągał, wywołało nieukontentowanie i jątrzące spory 
między professorami obu zakładów, wszystko to jednak 
przetarło się wkrótce, a szkoła krzemieniecka niezmie- 
niwszy raz wytkniętego przez założyciela jej kierunku, 
pozostała do końca jednym z najznakomitszych, najwię- 
cej uczęszczanym zakładem naukowym w kraju. Duch 
wielkiego męża, duch Czackiego czuwał nad nią i zagi- 
nąć jej nie dozwalał, najznakomitsi w kraju obywatele 
ubiegali się o zaszczytny po nim wakujący urząd wizy- 
tatora, i godnie też zastąpić go potrafili wstępując w ślady 
zmarłego , starając się nie uronić ani jednej myśli , ani 
jednego zamysłu przezeń przedsięwziętego. Taką była 
szkoła krzemieniecka, takim był Czacki, ów mąż, który 
na pomnikową u nas sławę zasłużył, który epokę w dzie- 
jach oświaty naszego kraju stworzył. Przez cały civig 
życia swego, w każdym zawodzie, którego się dotknął 
zaledwie , już się nim przejmował , już z zapałem mu 
się oddawał. Z właściwą więc sobie gorliwością poświęcił 
się powierzonej mu przez rząd i naród sprawie wycho- 
wania publicznego w tym kraju , które jak sam to wyzna- 



— 168 — 

wal otwarcie , wielce było zacofane , i już przez resztę 
krótkiego życia usilnie nad niem pracował. Trzeba było 
widzieć , trzeba było patrzeć własnemi oczami na Cza- 
ckiego, aby mieć wyobrażenie , jakie ten zacny mąż prze- 
łamywać niekiedy musiał trudności, jak częstokroć próż- 
ności i głupstwu pochlebiać i potakiwać był zmuszony, 
dla dopięcia swoich zamiarów, jak walczył nie tylko ze 
złością ludzką, ale z omyloną cnotą, aby przyszłe 
pokolenie wyrwać gnuśności i grożącej mu ciemnocie. 
Wszystko to jednak znosił z uśmiechem , który nie prze- 
stawał nigdy igrać na szlachetnem obliczu jego , z tym 
uśmiechem który tak pociągać umiał starych i młodych. 
Nieraz w białym składanym kapelusiku, od którego szedł 
maleńki harcop, w kapelusiku tak dobrze wszystkim zna- 
nym, widzieć go można było na szkolnym dziedzińcu, 
otoczonego tłumem rześkiej młodzieży, grającego x nią 
w piłkę lub wolanta , duszą i ciałem był wtenczas z nie- 
mi , a myśl kto wie jak daleko błądziła wówczas, może 
przemyślał nad no . ą jaką rozprawą uczoną o prawach 
polskich i litewskich , może nowy plan jaki dla szkoły 
swej kreślił. Wesołość i dobroć po wszystkich rysach 
jego rozlana była, smutek tak się gdzieś ukrywał i tłu- 
mił w głębi duszy, iż spojrzawszy na niego zdawać by 
się mogło, że człowiek ten nigdy gorzkich chwil i za- 
wodów w życiu niedoznał ; o cierpieniach jego wiedziała 
tylko mała garstka otaczających go poufnych przyjaciół, 
dla obcych i dzieci uśmiech i wesołość miał zawsze na 
zawołaniu. Trzeba jednak przyznać, że pomimo wszystkich 
przykrości, jakie doznawał niekiedy Czacki , wśród naj- 
szlachetniejszych i najgorliwszych swych zamysłów i tru- 
dów około dobra publicznego, miał mąż ten kilka chwil 



— 169 — 

tak pięknych i uroczystych w życiu swojem , tak prze- 
konywających, że ogół za życia jego jeszcze umiał po- 
święcenie jego pojąć i ocenić, że te największe cierpie- 
nia i zawody osłodzić były w stanie. Do takich chwil 
należy urocz}ste otwarcie gimnazyum wołyńskiego dnia 1 
października 1805 r., przy którem zgromadzeni na tę 
uroczystość obywatele i znakomitsi z całego kraju urzę- 
dnicy wynurzali swą wdzięczność Czackiemu za dokonane 
przezeń dzieło , opisawszy nareszcie w wymownych sło- 
wach wszystko, co Czacki dla kraju i dla Krzemieńca 
uczynił, papier z opisem tym na pamiątkę przyszłym po- 
koleniom umieścili w kopule pod krzyżem nad kościołem 
licealnym wzniesionym. Do takich chwil w życiu Cza- 
ckiego należy i ta, w której doszedł do rąk jego reskrypt 
cesarza Alexandra , napełniony słowami wdzięczności po 
urządzeniu gimnazyum krzemienieckiego 5 najpiękniejszym 
zaś dla Czackiego , najwięcej może rozrzewniającym był 
ten moment, kiedy uczniowie szkoły i przełożeni jej za- 
żądali , aby popiersie jego w auli szkolnej umieszczone 
być mogło , na co też i pozwolenie uzyskano prędko. 
Do samego ostatka t. j. do zamknięcia liceum, w wiel- 
kiej sali dla obrad i popisów publicznych przeznaczonej, 
pięknie wyrobione popiersie to, tuż obok portretu ces;:- 
rza pozostało. Za pozwoleniem cesarza Alexandra wybityiu 
także został ów złoty medal na uwieńczenie pamięci za- 
sług Czackiego. Na jednej stronie tego medalu wyobra- 
żona boginią mądrości, budząca geniusz nauk uśpiony, i imię 
Alexandra unoszące się w promieniach światła; na stronie 
zaś odwrotnej płaskorzeźb Czackiego z napisem: Grati Civcs 
Yolhynise in memoriam sempiternam. Tak więc i ciernie 
życia Czackiego, kwiatami niekiedy przeplatime były. 



— 170 — 

Przy takich wszechstronnych zasługach Czackiego, 
przy takich zdolnościach, jakie posiadał na zajmowanem 
przez się stanowisku, nie można pominąć bez wspomnie- 
nia dziwnego daru jego i gorliwości do stwarzania i 
wydobywania funduszów na wszystkie swe zakłady nau- 
kowe. Z obcych rąk nienarażając sobie chciwości wygrze- 
bywał on zaległe fundusze Pojezuickie , zapomniane nie- 
kiedy lub w najzawilszych sprawach i procesach pozo- 
stające , z równąż gorliwością zbierał nowe , od naj- 
większych skąpców i sknerów niekiedy umia! wycisnąć 
grosz mocno w garści ciśniony, nikt się wymownemu jego 
słowu, jego proźbie oprzeć nie potrafił, opactwa, klasz- 
tory i kabały nawet składały się na szkołę krzemieniecką. 
Z takich to źródeł powstał ten zakfad, pod skromnem 
imieniem gimnazyum czyli szkoły początkowej ukrywają- 
cy się, a w którym najwyższe nauki w akademicznej 
rozciągłości , zwłaszcza prawo i nauki matematyczne, wy- 
kładane były. 

Od czasu, kiedy utworzone zostały w Krzemieńcu 
szkoły takiego rozgłosu używające , tak liczne tłumy 
młodzieży z całego kraju ściągające, gdzie uczących się 
i uczących zgromadziło się tak wiele , wtenczas i miasto 
powoli wznosić się zaczęło, zabudowało się w gmachy i 
porządne domy mieszkalne , zaludniło kupcami , którzy 
rozmaitego rodzaju i obfity towar sprowadzali , osiedli 
się tu zręczni rzemieślnicy różnego rodzaju,, jednem sło- 
wem Krzemieniec dźwignąwszy się z gruzów, zajaśniał 
nowem życiem, w nową przyodział się sukienkę, zjeż- 
dżały się tu najmożnlejsze w kraju domy obywatelskie i 
osiadały na stałe lub czasowe w tem mieście mieszkanie. 
Jednych pociągało liceum, do którego synowie lub krewni 



— 171 — 

uczęszczali, drugich nęciło obfite i dobrane towarzystwo 
tutejsze, inni nakoniec zjeżdżali do Krzemieńca, wabieni 
przeslicznem położeniem miasta wśród gór i lasów w nąj- 
zdrowszem i najromantyczniejszem miejscu położonego. 
Bawiono się więc doskonale, a wieczory, bale i koncerta 
jedne po drugich następowały. Z tego powodu właśnie 
powstał w późniejszym czasie przez niechętnych Krze- 
mieńcowi zarzut , że młodzież tutejsza rozrywkami i za- 
bawą zajęta , traciła czas na naukę przeznaczony, odry- 
wała się od niej, zarzut najniesłuszniejszy, młodzież ta 
bowiem w żadnych z tych zabaw udziału nie brała , star- 
szym i pilniejszym tylko pod okiem rodziców lub prze- 
łożonych , uczęszczać na nie dozwalano niekiedy, i to 
w chwilach zupełnie wolnych od pracy jak w dnie nie- 
dzielne i świąteczne. Tak więc, kiedy starsi się bawili, 
młodzież pilnie pracowała, wzdychając może, aby co 
najprędzej i jej się bawić było wolno. Jeśli nawet ucznio- 
wie tutejsi uczęszczali niekiedy na zabawy, wyłącznie dla 
nich przez mieszkańców urządzone, niewiem dla czego 
za grzech to poczytywać miano , owszem tym sposobem 
młodzież ta nabywała poloru, obznajamiała się ze spo- 
łeczeństwem, wśród którego sama wystąpić miała. To też 
dotąd jeszcze pozostała w dawnych uczniach krzemie- 
nieckiej szkoły pewna szykowność , dystynkcya, swoboda 
i łatwość w obcowaniu, która ich dotąd wybitnie wśród 
innych odznacza. W jednym z numerów dawnego Tygodnika 
literackiego , pisma peryodycznego przed laty w Pozna- 
niu wychodzącego, napotkaliśmy artykuł' o Krzemieńcu a 
w nim charakterystyczny i dowcipnie skreślony ustęp, 
opisujący dawną świetność tego miasta za czasów liceum. 
Przytaczamy tu wyjątek ten dziś już zapomniany, a który 



— 172 — 

najlepiej może zakończy charakterystykę tego okresu 
dziejów Krzemieńca, nad która nad zamiar szczegółowie 
rozpisaliśmy się : „Krzemieniec (powiada autor artykułu 
p. Z. Z.) składał się na tenczas z dwóch oddziehiych, 
w niczem do siebie niepodobnych części. Na dole nad 
potokiem, który płynął, kiedy miał wodę, a czasem na- 
wet wylewał z brzegów, było miasto żydowskie , istna 
Palestyna, brudy, niechlujstwo i błoto, obłuda faryzeu- 
szów i duch sektarski Chassymitów. Na górze zaś wieś, 
podobna trochę do Karlsbadu , ale wieś osiedlona przez 
ludzi światłych, uczonych, majętnych a nawet bogaczów. 
W niepozornych dworkach, w szczupłych i niskich po- 
koikach bez sufitów, natrafiałeś z podziwieniem na społe- 
czeństwo , które polorem , światłem i znaczeniem mogło 
być i bywało niegdyś ozdobą i duszą stolicy. Panowie, 
wracając z cudzoziemskich krajów, z Paryża , wstępy wal i 
chętnie do tej nędznej mieściny, i tu godne siebie i zaj- 
mujące znajdywali społeczeństwo. Xiążę Franciszek Sa- 
pieha, z Neapolu lub Makaryewa wrac.jąc, zawsze wy- 
poczywał w Krzemieńcu. Tu jak w panorama jakiem, 
znakomite i ciekawe przewijały się postacie. Tu Kołłątaj 
przed 1812 r. przesiadywał i wciskał się do zaufania 
Czackiego, który gó w głębi duszy nie lubił a może się 
lękał?? Tu Jan Potocki dumnie stąpał, patrzał z piętra 
na ród ludzki i swoje przedpotopowe chronologie dru- 
kował. Tu widziałeś Wacława Pizewuskiego, który jadł i 
spał przy koniu arabskim , nosił się po turecku , czytał 
z koranu, ściany arabskiemi wężykami popisał, tylko wo- 
dą i fajką gości częstował, na spadzistą górę zamkową 
konno wjeżdżał, a zakreśliwszy na kuli ziemskiej trójkąt, 
zapytywał na próżno uczonych, jakie tu narody w Illcim 



— 173 — 

wieku ery chrześciańskiej tułały się ; tymczasem ciskał 
dżirytem, komponował arye i zaglądał w pugilares, gdzie 
obok miniatury żony, miniaturę klaczy swojej trzymał. Tu 
Katalani śpiewała , Lipiński odbierał oklaski , a Niemce- 
wicz płakał, gdy wcbodzącemu na bal „Za szumnym 
Dniestrem na c e c o r s k i m polu" niespodzianie za- 
śpiewano. Tu generał Kropiński , Puławskiego społeczeń- 
stwa wesołe chwile opowiadał. Tu szef Drzewiecki roz- 
prawiał o odbytych kampaniach z Dąbrowskim we Wło- 
szech i pisał pamiętniki swoje. Tu Feliński bystry, dow- 
cipny, rozumny, w którym więcej było czucia i poezyi 
niż w jego książkach i rymach , opisywał chwile pobytu 
swego w obozie Kościuszki. Tu Hudzki Franciszek opo- 
wiadał wypadki ostatniego sejmu grodzieńskiego , na który 
sam patrzył. Tu bogaty i we troje zgięty hrabia Mo- 
szyński , w dyamentowe guzy przystrojony, spotykał się 
z młodym Mniszchem , krewnym carowej Maryny. Tu xiążę 
Adam Czartoryjski wstępował , przejeżdżająic z Peters- 
burga do Puław, a Czacki jego bytność złotemi literami 
na marmurze wyryć rozkazał. Tu pochylony ku ziemi 
choć wciile nie stary Alojzy Osiński czytał Skargę i Se- 
klucyana, grał na skrzypcach, słuchał nowin o przyszłem 
biskupstwie i opowiadał z radością, że xiężna S . . . . chwa- 
liła jego piękne oczy, pisał słownik i użalał się , że mu 
worek z literą F gdzieś zaginął , a przywieziony sobie 
z Rzymu order Ostrogi przez Izydora Sobańskiego, ze 
spuszczonemi przyjmował oczami. 

Ministrowie i panowie rossyjscy z ciekawością to 
głośne miejsce z Petersburga zwiedzać przyjeżdżali. Mi- 
nister Zawadowski, Krzemieniec Atenami nazywał 5 Ko- 
czubej mąż światły i zacny, patrząc na małe miasteczko, 



— 174 — 

wzrusza! ramionami, ale zakłady naukowe, gabinet nu- 
mizmatów z 18,000 sztuk złożony, bibliotekę 50,000 
ksiąg liczącą, z podziwieniem oglądał, a stanąwszy przed 
popiersiem Czackiego , długo się z upodobaniem w rysy 
jego wpatrując, wyrzekł te pamiętne słowa: „Takiego 
drugiego nie zaraz mieć będziecie". Tu nawet Hudson 
Lowe, jadąc na gubernatora do Ceylanu, przewinął się. 
Jeden tylko poseł angielski jadący z Persyi , gdy dla na- 
prawy złamanego powozu , zatrzymał się przez półtora 
dnia w Krzemieńcu , a nudzącemu się w brudnej karczmie 
żydowskiej, ktoś powiedział , że tu jest sławna szkoła, 
gabinety i biblioteka godna widzenia , odpowiedział z gnie- 
wem : „Co , tutaj , w tak nędznej mieścinie !" i nic nie 
widząc odjecbał. Dumny Anglik wychowany w pałacach 
oxfordskich, które tam kollegiami się zowią, nie mógł 
uwierzyć, aby muzy polskie pod tak skromną tuliły się 

strzechą" '). 

Z zamknięciem i przeniesieniem ztąd liceum do Ki- 
jowa w 1834 r., gdzie zostało zorganizowane na uni- 
wersytet , Krzemieniec upadł ostatecznie. Mieszkające tu 
domy powynosiły się jedne po drugich, miasto wyludniało, 
kupcy zubożeli i rozproszyli się także; z owej więc daw- 
nej świetności , pozostały dzisiaj tylko wspomnienia , kil- 
ka gmachów ocalonych , zresztą garstka żydów i kupa 
gruzów w mieście, wśród których dotąd wiecznie prze- 
siaduje siwy staruszek, czcigodny professor Uldyński, 
przyjmujący od czasu odwiedziny dawnych swych uczniów, 
dziś jak on prawie podstarzałych a zawsze czcią i sza- 



^} Tygodnik literacki wychodzący pod redakcya A. Woj- 
kowskiego w Poznaniu, Nr. 36 z roku 1839, str. 283 i 284. 



— 175 — 

cunkiem go otaczających. Staruszek, oddany cichej pracy, 
zamiłowany w numizma yce, której piękny zbiór posiada, 
pędzi ostatki życia, dokoła gruzami przeszłości otoczony. 
Z dawnych gmachów dotąd miasto zdobiących, całe 
i nienaruszone pozostały tylko kościół xx. Franciszkanów, 
odnawianiem zeszpecony, obecnie na monaster dla mni- 
chów ruskich zamieniony, dalej niewielki kościółek xx. 
Reformatów, do którego później Bazylianów przeniesiono, 
czarny i prześliczny starożytnością swą, na wysokiej gó- 
rze położony, otoczony gajem również starych i pięknych 
drzew; dziś świątynia ta na cerkiew obrócona. Zachowały 
się także licealne a niegdyś Pojezuickie mury, obszerne, 
wspaniałe, z obszernym dziedzińcem dokoła przepyszną 
galeryą z ciosowego kamienia opasanym , we środku któ- 
rego posąg N. Panny wznosi się. Drzewa dokoła gmach 
ten otaczające rozrosły się także, pod.^tarzały i okazalszą 
postać przybrały, choć sam ogród niegdyś botaniczny, 
dziwnie opuszczony i zaniedbany. W kościele licealnym 
mieści się dziś także cerkiew, a w samym gmachu szkol- 
nym , seminaryum młodych xięży ruskiego obrządku. 
Z resztą w samem mieście śliczne owe białe domki wśród 
gór i parowów rozrzucone, otoczone dokoła jakby wi- 
szącemi ogrodami , pochyliły się także ku starości i smu- 
tno i posępnie dziś jakoś wyglądają. Co najdziwniejsze, 
to że żydzi tutejsi zachowali dotąd jakąś cechę deli- 
katności i wyższego niby wykształcenia, którym tak sły- 
nął niegdyś Krzemieniec , mniej też są natrętni i uprzy- 
krzeni od innych współbraci swoich, małe nasze mias- 
teczka zaludniających. Jedna z ulic miasta dotąd przez 
pamięć wielkiej śpiewaczki , która tu zatrzymywała się, 
ulicy Katalani nazwę nosi. Przez lat kilkanaście miesz- 



— 176 — 

kańcy Krzemieńca nie posiadali nawet kościoła katolickiego, 
z dawnych bowiem kościołów jedne na cerkwie obrócone 
zostały, drugie w ruinach i gruzach leżały, długo więc 
nabożeństwo odprawiało się tu w maleńkim i niskim dom- 
ku , na ten cel obróconym. Dopiero w skutek próśb pa- 
rafian , rząd assygnował summę 16.000 rubli srebr. na 
pobudowanie nowego katolickiego kościoła , który przy 
usilnej gorliwości miejscowego proboszcza i członków 
komitetu w tym celu ustanowionego , stanął w przeciągu 
trzech lat od chwili założenia pierwszych fundamentów, i 
w listopadzie 1837 r. poświęcony został. Kościół ten nie- 
wielkich rozmiarów, o dwóch wieżach , wcale jednak 
kształtny jest. Szkoda tylko, że dla braku funduszów nie 
ozdobiono go kolumnadą lub portykiem , a nawet przy- 
sionku czyli kruchty niema. Wewnątrz niezupełnie je- 
jeszcze skończony, gustownie jednak przyozdobiony jest. 
W wielkim ołtarzu mieści się wcale dobrego pędzla obraz 
N. Panny syxtyńskiej, dzieło utalentowanego malarza tu- 
tejszego p. Hike, który przed kilku laty powróciwszy 
z emigracyi , osiadł w rodzinnem mieście Krzemieńcu, 
gdzie i nauki odbywał. Na cmentarzu tutejszym ciągnie 
sie długi szereg grobowców, ludzi niegdyś znanych i po- 
ważanych w kraju, professorów tutejszej szkoły i uczniów 
jej, a wpośród nich błyszczy skromny pomnik, na który 
bez rozrzewnienia spojrzeć nie można , - jest to pomnik 
naszego wieszcza Juliusza Słowackiego'). 

*) Juliusz Słowacki umarł w Paryżu 3 kwietnia 18^9 r, 
ponieważ jednak Krzemieniec był rodzinnem miejscem jego, 
w którem znaczną cześć życia przepędził, na pamiątkę więc 
dla uczczenia pamięci jego , na tutejszym cmentarzu pomnik 
mu ten wystawiono. 



— 179 — 

stępujemy do skreślenia w krótkich słowach życiorysu 
zmarłego , w nadziei , że zdolniejsze pióro pośpieszy nie- 
bawnie odmalować nam żywot człowieka, który na ogólną 
cześć kraju zasłużył, którego wybitna postać tak olbrzy- 
mio rysuje się w skarlowaciałej epoce naszej; pobieżna 
więc wzianka nasza , odwiedzając miejsce w którem kil- 
kadziesiąt lat pięknego swego żywota przepędził , jest 
raczej łzą żalu do ogólnej łzawnicy rzuconą, na świeżej 
jeszcze mogile jego. 

8. p. Marcin hr. Tarnowski urodził się w miasteczku 
Kozinie na Wołyniu, dnia 11 listopada 1778 r. z ojca 
Jana hr. Tarnowskiego kasztelana Łęczyckiego i Tekli 
z Grabianków. Od dzieciństwa zahartowany do niewy- 
gód , dav, ne polskiej młodzieży odebrawszy wychowanie , 
wszedł do wojska narodowego w 1794 roku, w rok po- 
tem po nieszczęśliwych wypadkach krajowych opuściwszy 
służbę wojskową, powtórnie wszedł do niej w roku 1809 
dnia 20 października, jako dowódzca pułku 16-go da- 
wnej jazdy xięstwa Warszawskiego. W "roku 1815 mia- 
nowanym został dowódzca 3-go pułku strzelców kon- 
nych, z końcem tegoż roku z powodu słabości zdrowia 
uwolnionym został (9 grudnia) od obowiązków z pra- 
wem noszenia munduru. Odbył kampanie 1794 r., 1809 
przeciw Austryi , 1812 w Rosyi , 1813 w Saxonii. 
Przy kapitulacyi Drezna dostał się do niewoli, w której 
6 miesięcy pozostawał, w 1825 r. znowu w wir wy- 
padków politycznych zamieszany, kilka lat ścisłego i su- 
rowego więzienia wytrzymał. Posiadał krzyż kawalerski 
polski , krzyż legii honorowej i order Obojga Sycylii. 
Oto publiczny żywot pułkownika Tarnowskiego, po którym 
dla wypoczynku usunąwszy się na wieś , zamieszkał w pię- 



— 180 — 

knych Podbereźcach. Tutaj rozpoczyna się druga epoka 
w życiu jego, nie mniej od pierwszej piękna, pełna 
ch\va?y i zasługi ; jest to zawód jego obywatelski , w któ- 
rym cześć współziomków i miano patryarchy tak zasłu- 
żenie pozyskał. Dawny żołnierz, znamienity odwagą na 
polach bitew, odznaczający się w wojnach napoleońskich, 
osiadłszy w cichej wiejskiej ustroni , oddał się całkiem 
posługom obywatelskim, dom też jego był w ciągu ca- 
łego roku gościną nieustanną dla przybywających z naj- 
oddaleńszych okolic po radę, pomoc lub wsparcie, są- 
dem polubownym dla zwaśnionych, a sam gospodarz 
pośrednikiem w sporach , trybunałem bez apelacyi w naj- 
zawikłańszych częstokroć kwestyach, tyczących się czci, 
mienia i obowiązków obywatelskich*. Mąż nieugiętej pra- 
wości charakteru , najszlachetniejszych uczuć i obywatel- 
skiej cnoty, umiał jednak hyc wyrozumiałym na usterki 
i chwilowe zboczenia drugich, które wymownem swem 
słowem na drogę prawości i cnoty nakierowywał. Osię- 
gnąwszy patryarchat, że tak powiem moralny, ster nad 
licznem gronem współobywateli, nieulękniony niczem, 
umiał powagą swojego słowa, pogodnem obliczem, na 
którem myśl spokojna i jakaś jakby aureola godności 
igrała zawsze, przekonywać najuporniej nawet błądzą- 
cych , wlewać w nich zamiłowanie cnoty, poczucie obo- 
wiązków i potrzebę poświęceń, to też przed siwą jego 
głową chyliły się z czcią i uszanowaniem wszystkie 
czoła. Ile wpływ hr. Tarnowskiego przyczynił się do 
utrzymania dobrej harmonii, jedności i zgody w naszych 
prowincyach, do zapobieżenia najzażartszym rozterkom, do 
skierowania na drogę prawości i cnoty zbaczających z niej 
chwilowie, tegobyśmy wyliczyć nie potrafili, a długie życie 



_ 177 — 

Smutno i duszno teraz w Krzemieńcu, spojrzawszy 
więc jeszcze raz pożegnalnym wzrokiem na górę zamko- 
wa , macierzanką i drobnemi kwiatkami jakby kobiercem 
zasianą, na szare i fantastyczne starego zamczyska ruiny, 
wśród których kozy i wesołe żydowskie dzieciaki błąkają 
się , na wspaniale licealne mury, na błyszczące w dali 
od zachodu po nad lasem kopuły i krzyże Poczajowskiej 
Ławry i kościoła w miasteczku Podkamieniu w Galicyi, 
które ztąd dokładnie rozeznać można, uciekajmy ztąd 
co żywiej w weselszą jaką krainę 



23 



X. 

MIASTECZKO PODBEREZCE — WSPOMNIENIE POŚMIERTNE O DZIEDZICU 
TUTEJSZYM PUŁKOWNIKU HRABI MARCINIE TARNOAYSKIM — POCZĄTKOWE 
ZAŁOŻENIE TEGO MIASTECZKA — RODOWÓD DAWNYCH KNIAZIÓW POD- 
BERESKICH — WIEŚ LRLA NIEGDYŚ MIASTECZKO ORLĄ ZWANE — HI- 
STORYCZNA NOTATKA O TEJ OSADZIE — MIASTECZKO OLEXlNiEC NOWY 
I WSIE OLEKINIEC STAHY 1 RYDOML, MAJĘTNOŚCI HR. ALEX.\NDRA RZY- 
SZCZEWSKIEGO — SŁÓWKO O PRZESZŁOŚCI TYCH DAWNYCH OSAD. 

Z Krzemieńca postanowiłem zrobić kilka wycieczek 
W okolicę, zwiedzić sąsiednie wioski i miasteczka, w któ- 
rych jakiekolwiek pamiątki przechowały sie jeszcze , gdzie 
mnie nęciły czarujące widoki i romantyczne położenie 
miejscowości , porozrzucane nareszcie tu i ówdzie zwali- 
ska zamków, kościołów, ślady dawnych okopów mogił, 
kurhanów, podania, baśnie i tradycje ludowe o tych za- 
bytkach. Zapisawszy więc stałą kwaterę w smutnym 
Krzemieńcu, zwróciłem się najprzód do Podbereziec , ma- 
lutkiej mieściny o 5 wiorst ztąd odległej, a której pier- 
wsze początki i epoka założenia niezmiernie dawnych czasów 
sięgają. Któż z nas nie zna tych Podbereziec , kto w nich 
choć raz w życiu nie był przynajmniej , o czyjeż ucho 
nie obiło się nazwisko tego miejsca i jego dziedzica , 
świeżo zmarłego w Krakowie pułkownika hr. Tarnow- 
skiego, którego słusznie Nestorem i patryarchą Wołynia, 
Podola i Ukrainy, a dom jego w Podbereźcach gospodą 
mieszkańców tego kraju nazywano. Z nieśmiałością przy- 



— 183 — 

wiele, historyc zwłaszcza własnego kraju znał wybornie, 
a każdy [sad jego w najważniejszych nawet kwestyach 
naukowych lub polityki, odznaczał się dziwna trafnością i 
wyrobionem zdaniem. Pałac w Podbereźcach był to osta- 
tni może już dom staropolski av kraju naszym , urzą- 
dzony i zastosowany we wszystkiem do gustu , nawy- 
knień i upodobań gospodarza , zawierał i skupiał w so- 
bie wszystko , czego tylko w zamożnej sferze na wsi za- 
pragnąć było można, wytworność i wykwint ustępowały 
tu miejsca rozkosznej , trochę może zbytkownej wygo- 
dzie. Już zaraz w sieni w szafie za szkłem , porozwieszane 
trędzle , mundsztuki, obroże na psy, smycze i inne przy- 
bory myśliwskie obznajmiały wchodzącego gościa z ulu- 
bioną rozrywką gospodarza. Na prawo z tych sieni był 
wchód do jego departamentów, a czegóż tam av nich 
znaleść nie było można. Na ścianach porozwieszane 
obrazy po większej części narodowych mistrzów: Sucho- 
dolskiego, Orłowskiego i innych wyobrażały sceny bitew, 
konie, myśliwskie obrazki i t. p , dalej kilka portretów 
wielkich przodków Tarnowskich , kilka wizerunków Na- 
poleona i Kościuszki, dwóch ulubionych bohaterów hr. 
Marcina, pod których dowództwem tyle lat życia prze- 
pędził, na wspomnienie których drgała mu szronem 
okryta powieka i młodzieńczy uśmiech na pogodne starca 
występował oblicze. 

Jeszcze dalej rzędem porozwieszane zbroje, dawne 
rycerskie, wojenne i myśliwskie, po kątach bogate faj- 
karnie, na stołach mapy, książki i ryciny po większej 
części polskie w malowniczym porozrzucane nieładzie , 
w ostatnim zaś pokoju po obozowemu trochę urządzone 
łóżko gospodarza. Za" temi pokojami szły większe ba- 



— 184 — 

wialne pokoje , tłumem gości zawsze przepełnione , urzą- 
dzone również wytwornie z pięknemi po ścianach obra- 
zami ; na górze zaś szereg gościnnych apartamentów, 
tak wytwornie i z taką wygodą urządzonych, jak w ża- 
dnym zresztą zamożniejszym domu na Wołyniu napotkać 
nam się nie zdarzyło. Za pałacem wspaniały park ze 
starych drzew złożony, daleko si*^ ciągnie , nareszcie 
ogród angielski z przepyszną oranżeryą , ananasarnią i 
trejbhauzami , stary wojak bowiem dziwnie w kwiatach i 
w ogrodzie był rozmiłowany. Po za obrębem ogrodu 
i pałacu znajdują sic stajnie, wozownie i masztarnie 
obszerne wykwintnie murowane, a wszędzie obok nich 
jeszcze rozsiane pomieszkania dla gości , nareszcie mia- 
steczko nie wielkie , ubogie lecz schludne z ogromnym 
na rynku ratuszem piątrowym , gdzie w czasie liczniej- 
szych zjazdów także gości mieszczono. Dodajmy do tego 
wszystkiego kuchnię wyborną, obfitą, a co najdziwniej- 
sze czysto polską, ogromną piwnicę, w której zapasy 
starych win, miodów i nalewek mieściły się, a któremi 
często i gęsto szafowano tutaj, a będziemy mieli już 
jaki taki obrazek domu Podberezieckiego i życia , jakie 
tu pędzono. Dziś dom ten wielką pustką osierocony, a 

gospodarza jego nie łatwo już kto zastąpi Na święty 

Marcin, w dzieii imienin pułkownika zjeżdżały tu tłumy, 
bawiono się zwykle rzędem przez dni kilka , i wówczas 
to spotkać się można było ze znajomemi , których się 
lat wiele nie widziało niekiedy. Kto raz tylko przedsta- 
wiony był hr. Marcinowi, ten pewnie już z najoddaleń- 
szej okolicy pospieszał na dzieu jego święta, a znajomi 
goście nowych z sobą przywozili, to też zdarzało się 
czasem, kiedy zapytywano gospodarza w ten dzień o 



— 181 — 

jego tysiące na to stawi dowodów. Pan z rodu i z fortuny, 
on jeden może, wśród wielu innych usiłujących, potrafi! 
zejść w żywioł czysto szlachecki, zespolić sie z nim, 
zbratać tak dalece , że go już nikt inny w tej mierze 
prześcignąć ani dorównać mu nie zdołał: to też wie- 
rzyła mu bracia szlachta, z nieograniczoną ufnością gar- 
nąc się pod opiekę jego, jak wyrocr.nię każde słowo, 
każdy wyrok jego przyjmując. Do najwznioślejszych za- 
sług jego w zakresie życia domowego , odnieść należy 
niezaprzeczenie gorjiwe zajęcie się pomyślnością ludu 
wiejskiego ^ pamiętnem jest wszystkim szlachetne znale- 
zienie się jego w chwili , gdy stosunki włościańskie na 
nowo urządzać się miały. Wielu jeszcze bardzo drażliwie 
tę kwestyę pojmowało wtenczas , kiedy on pierwszy ofia- 
rował się do wszelkiego ze swej strony ustępstwa na 
korzyść włości, nieograniczając daru jaki miał jej uczy- 
nić. Piękny ten przykład znalazł wkrótce potem licznych 
naśladowców, a włościanie dó^r jego pojęli go , czuli też 
w nim i kochali nie pana , lecz ojca. Nie skończylibyśmy 
nigdy, gdybyśmy chcieli wyliczać po szczególe wszystl^Pe 
zasługi tego pięknego żywota, który przez 85 lat w cza- 
sach najcięższych dla kraju, jak jasna świeca przyświecał dla 
drugich, dla ogółu całego ; był to naprawdę żywot, w któ- 
rym najpiękniejsza miłość chrześciańsjf a, spokojna, uroczysl^ą, 
wielka , panowała noy (Jo ko^ca- Ślicznie scharakteryzo- 
wał zmarłego pułkownika ktoś, pisząc o nim wspomnie- 
nie pośmiertne , które temi zakończył słowy : „Jeden 
z zabytków najpiękniejszych przeszłości zniknął nam 
z nim, mylę się, jest to jedna z tych postaci, które 
nieśmiertelnie w podaniach i wspomnieniach żyć będą, 
które pochwyci poezya , które się zapiszą na karcie 



— 182 — 

pamiętników, wejdą jasne w historyc kraju, bo były jego 
prawdziwą ozdobą". 

Rzuciliśmy pobieżną charakterystykę zmarłego puł- 
kownika Tarnowskiego , przypatrzmyż się teraz niektó- 
rym wydatniejszym szczegółom tej pięknej i tak wybi- 
tnej w ostatnich czasach naszych postaci, która jak cień 
może już ostatni przemknęła przed nami. Obyczaje do 
końca życia żołnierskiego, ś. p. Tarnowski przechował 
tradycyjnie wszystkie nawyknienia, zwyczaje i formy lu- 
dzi swojej epoki: rześki, wesoły, trochę po żołniersku 
rubaszny staruszek , rzadko kiedy zasępiał się , rzadko 
poddawał cierpieniom starości , lub dolegającym przeci- 
wnościom jakim moralnym , wesołość zda się nigdy nie 
opuszczała go , w rozmowach swoich otwarty, szczery, 
nieraz ostrem słowem karcił przeciwiących jego zdaniu 
lub rzuconej myśli , ale i w samem tem zgromieniu prze- 
bijało się coś tak poczciwie serdecznego i zacnego , że 
w miejscu obrazy, czuliśmy mu prawie wdzięczność za 
to , bo był to niejako dowód zaufania i życzliwości, jakim 
obdarzał tego , któremu słowa prawdy wypowiedzieć 
chciał. 

Zagorzały myśliwiec , jakich tylko chyba w obraz- 
kach Pola napotkać już można , hr. Marcin pomimo ośm- 
dziesięciu kilku lat wieku, z rzeskością młodzieńca sia- 
dał na koń w jesieni i upędzał się z chartami , które 
zawsze miał wyborne , w naj mroźni ej szy częstokroć dzień 
po kilka godzin ze strzelbą w ręku przepędzał w kniei, 
oczekując na upatrzonego zwierza , i śmiał się i żarto- 
wał staruszek z młodszych , którzy mu w tych rozryw- 
kach wydołać nie umieli. Przy tego rodzaju upodobaniach 
nie zaniedbywał i poważniejszych rozrywek , czytywał 



— 188 — 

jakiegoś gościa, którego niewidywano przedtem w Pod- 
bereźcach , ktoby byl taki , gospodarz długo się wpatry- 
wał, i odpowiadał nareszcie z jowialnym uśmiecbem : 
„A niewiem Dobrodzieju , jakiś to łaskawy i poczciwy, 
bo pamięta o świętym Marcinie". 

Pomimo tych przygód i kolei, jakich w życiu swo- 
jem doświadczył pułkownik, pomimo tylu ważnych epok 
dziejoAvych , których naocznym był świadkiem , czynny 
w nich biorąc udział, przez wrodzona skromność nie 
lubił on rozmów w tym przedmiocie , zwłaszcza gdzie 
o sobie wspomnieć mu wypadało. Trzeba było bardzo 
dobrego usposobienia staruszka, aby go na podobną ga- 
wędkę wyciągnąć. Raz jednak , a było to na rok nie- 
spełna przed śmiercią jego, byłem w Podbereźcach, 
kiedy przybył tam jakiś dawny oficer napoleoński, to- 
warzysz broni gospodarza ; staruszek rozweselony przy- 
jazdem takiego gościa, a do tego że towarzystwo było 
nieliczne , już pod wieczór wpadł na tor dawnych wspo • 
mnień , prawił-że nam wtedy długo o swej wojaczce , 6 
niewoli, dziwnych przygodach i wypadkach długiego 
swego życia. Słuchaliśmy wszyscy z natężoną uwagą, 
bojąc się przerwać opowiadania, które w dziwnie natu- 
ralny bez przesady i zajmujący sposób oddawać umiał. 
Na długo , na zawsze wieczór ten w pamięci mi pozostanie , 
bo zaprawdę takich nie wiele w życiu się spędza. 

Już na rok prawie przed śmiercią hr. Marcin zła- 
many chorobą, zdawał się przeczuwać stan swój, po raz 
też pierwszy w jesieni nie dosiadł ulubionego konia , nie 
pohulał z chartami, łudził się jednak nieborak nadzieją 
wyleczenia u wód za granicą, przysposabiał do podróży 
i długie jeszcze na przyszłość snuł projekta. Na zimę 

U 



— 186 — 

po odbytej kuracyi u wód niemieckich osiadł w Krako- 
wie, gdzie z czcią przyjmowany i fetowany, gasi prawie 
w oczach otaczających go przyjaciół. Wybiła nareszcie 
ostatnia jego godzina , a starzec z dziwną odwagą po- 
mimo uroku , jaki dlań jeszcze miało życie , zajrzał 
w oczy strasznemu gościowi , z którym niegdyś tyle razy 
ocierał się prawie na polach bitew, z budującym chrze- 
ściaóskim stoicyzmem sposobił się na śmierć, żegnał 
przyjaciół , znajomych , starych wiernych sług swoich , 
robił ostatnie rozporządzenia fortuny, którą w rękach 
dwóch stryjecznych synowców pozostawiał. Śliczną była^ 
ta chwila , kiedy wyjąwszy ze szkatuły, przy łożu jego 
stojącej, gruby zwitek papierów, rzucił je w ogień ; były 
to rewersa rozmaitych należności , które miał u ubogich 
i niedostatnich przyjaciół swoich, a których ostatni ślad 
niszczył tym sposobem. Nie wielu było a nie mamy już 
zgolą takich Tarnowskich . . . Śmiało powiedzieć możemy, że 
nie prowincya, lecz kraj cały przywdział po nim żałobę* 
Stary Kraków wspaniale i z czcią należną oddał mu osta- 
tnią posługę, a zaledwie odezwał się z Wawelu odgłos 
starego Zygmunta, oznajmiając w dniu 20 listopada 1862 
r. mieszkańcom stolicy śmierć tego dostojnego męża, już 
wieść ta przerażająca szybko rozniosła się po kraju ,.!^ą 
we:. wszystkich prawie kościołach Wołynia w kilka dni 
potem uroczyste za duszę jego odprawiono nabożeństwa^ 
Kończąc ulotne i niedokładne wspomnienie nasze o śp. 
Marcinie Tarnowskim , odsyłamy czytelników, naszych do 
Gazety Polskiej z grudnia 1862 r. W liście z Krakowa 
pomieszczone są tam ciekawe szczegóły o pogrzebie śp. 
pułkownika Tarnowskiego i rzewna mowa, którą x. Bi- 
skup Łętowski , niegdyś towarzysz broni zmarłego , że- 



::=- 187 — 

gnał przyjaciela , a która za najlepszy służyć może do- 
wód tej wielkiej czci, jaka kraj cały miał dla niego*). 

Daleko nas uniosły wspomnienia , kiedy za zwłoka- 
mi śp. Marcina Tarnowskiego pospieszając, zawadziliśmy 
aż o starą Wandy i Krakusa stolice , znowu wiec wró- 
cić nam wypada do osamotnionych dziś Podbereziec i 
kilka słów o początkach tej osady i jej dawnych wła-i 
ścicielach powiedzieć. Podbereźce czyli Bereźce , j.ak je 
niektórzy w ostatnich czasach przez slcrócenie nazywali , 
jest to uboga z kilkudziesięciu drewnianych domów ży- 
dowskich złożona mieścina, w której prócz garnków i 
cebuli, sprzedawanych na rynku pod wspaniałym ratuszem, 
nic zresztą innego dostać nie można ; ożywia to miejsce 
jedynie trakt kupiecki z Krzemieńca do Radziwiłowa 
tędy przechodzący, a niegdyś i dwornie licznych gości 
do pałacu przybywających, Miejsce to winno początkowe 
swe założenie i nazwisko xiążętom Podberezkim , rodzi- 
nie od* dawna już wygasłej , której było gniazdem ro- 
dzinnem. Kniaziowie Podberezcy ze szczepu panujących 
xiążąt ruskich pochodzący, używali herbu Gozdawa , z tą 
jednak różnicą , że na herbie ich na tarczy był orzeł o 
dwu głowach , na którego piersiach dopiero zwyczajny 
herb Gozdawa znajdował się , w hełfnie zaś kładli trzy* 
strusie pióra między dwoma proporcami ^). Stryjkowski , 
Kojałowicz i wszyscy w ogólności heraldycy jednomyślnie 
zgadzają się na to , że dom ten od Włodzimierza W. 
Jedynowładzcy ruskiego brał swój początek przez xiążąt 

*) Patrz: Gazeta Polska z grudnia 1862 r. 

2) Tak opisuje herb ich Kojałowicz w herbarzu swoim 
i cytowana przez Niesieckiego: Genealogia Ogińskich i 
książka: Annibal ad Porta s. 



— 188 — 

Druckich, wraz z xiaźętami Sokolińskiemi , Lubeckiemi, 
Horskiemi i Oziereckiemi , a to tym sposobem : Roman 
liażę Włodzimierski i Halicki, między pięciu synów swo- 
ich t. j. Mścisława, Daniela, Włodzimierza i Michała, 
podzielił ruskie xięstwo swoje. Z tych najmłodszy Mi- 
chał, pierwszy xięciem na Drucku Druckim pisać się 
począł; oprócz Drucka głównej dzielnicy swojej na Li- 
twie położonego, miał on i więcej jeszcze dóbr przyle- 
głych i na Wołyniu rozrzuconych , które mu się działem 
dostały ^). Zostawił ten Michał syna Siemiona x. Dru- 
ckiego , ten Dymitra , którego syn Iwan , tego zaś syno- 
wie byli Siemion i Jędrzej , któremu rodzona siostra Wi- 
tołda , powiła owę słynną z urody swej córkę Zofię , 
później małżonkę Władysława Jagiełły, matkę Władysła- 
wa Polskiego i Węgierskiego i Kazimierza Polskiego, 
królów. Od tych to xiążąt Druckich rozmnożeni potom- 
kowie , od dóbr które się im działem na Wołyniu i Li- 
twie dostały, przybierali różne nazwiska swoje : tak po- 
wstali xiążcta Sokolińscy od Sokolui , Horscy od Ho- 
rac , Lubeccy na Lubeczu, Ozierzeccy na Ozierzach 
czyli Ozieranach w dzisiejszem Polesiu wołyńskiem po- 
łożonych, i Podberezcy na naszem Podbereziu ; ci ostatni 
i herbem jak to już widzieliśmy, od innych jednoszcze- 
powych domów swoich oddzielili się. Stryjkowski i Ko- 
jałowicz wspominają Michała kniazia Podberezkiego , 
który w owej sławnej bitwie z Edygą pod Worsklą , 
przegranej przez Witolda miał zginąć w 1399 roku. 
Xiążęta ci trzymali kiedyś w 30.000 złp. starostwo 
Gulbienskie od Rpltej, które wykupił od nich Radziwiłł 



») Stryjkowski fol. 283. 



— 189 — 

Podkanclerzy *). W ogólności genealogia tego domu 
przez wszystkie herbarze podana, dość świetna; jak na 
dom xiążęcy, wielkiego historycznego znaczenia nie po- 
siadający, mieli kilka krzeseł wojewódzkich i kasztelań- 
skich w swojm rodzie, piastowali urzęda koronne i wiele 
mniejszych grodzkich , wybierani byli postami na sejmy, 
sługiwali też rycersko w wojsku koronnem i litewskiem , 
kolligacili się nareszcie z najznakomitszemi domami 
w kraju. Już w XVI wieku ginie tytuł ich xiążęcy, nie- 
wiadomo przez jakie koleje utracony, a kronikarze od- 
tąd po prostu Podberezkiemi ich mianują. Elżbieta Ka- 
tarzyna Podberezka córka Jerzego marszałka Bracław- 
skiego z sejmu 1611 roku, wydana najprzód za Mon- 
wida Władysława Drohostajskiego cześnika Litewskiego , 
po jego śmierci zaś zaślubiona Teodorowi Karolowi hr. 
Tarnowskiemu staroście Krzepickiemu , wniosła miaste- 
czko Podbereźce , rodzinne przodków swych gniazdo 
w dom Tarnowskich, którzy je edtąd nieprzerwanie po- 
siadają; umarła ta Elżbieta w 1646 roku wyrzekłszy się 
przed śmiercią błędów kalwińskich , w których ona i 
przodkowie jej pogrążeni byli. Odtąd Podberezcy na Li- 
twie już ciągle siedlili się, a w drugiej połowie XVIII 
wieku dom ten wygasł dopiero. Napróżno starałem się 
odszukać w Podbereźcach jakichkolwiek śladów i zabyt- 
ków po dawnych kniaziach tutejszych , zaginęły one wraz 
z imieniem pierwszych tego miejsca założycieli , niewia- 
domo nawet , w jakim mianowicie roku i za czyjem sta- 
raniem osada ta przywilej na targi i miasteczko otrzy- 
mała. 

') Patrz o tem: Konstytucya 1678 fol. 9. 



— t90 — 

Nieopodal od Podbereziec, w przecudnej pozycyi 
wśród gór i lasów, samotnie rzucona leży wioska, — -to 
Uri a, niegdyś dość znaczne miasteczko Orlą zwane, 
którego jedynym pozostałym dzisiaj zabytkiem są ślady 
dawnego murowanego zamku. Zamek ten wraz z mia- 
steczkiem należał początkowie do rodziny Kozińskich 
herbu Zagłoba , od nich przeszedł w posiadanie Hojskich^ 
następnie Firlejów, ostatecznie zaś Nyraz z miasteczkiem 
Kozinem , Poczajowem i innemi majętnościami Firlejów 
na Wołyniu, dostał się przez małżeństwo w dom hr. 
Tarnowskich, którzy do dziś dnia są właścicielami Urli. 
W połowie XVI wieku w murowanym zamku tutejszym 
mieszkała Anna z Kozińskich Jozefiejowa Hojska sędzina 
ziemska Łucka; tutaj ją odwiedzał w 15o9 roku, po- 
dróżujący po AVołyniu metropolita grecki imieniem Neo- 
fit, który zawdzięczając za doznaną gościnność, ofiaro- 
wał przy odjeździe swoim pani domu wraz z błogosła- 
wieństwem ów sławny później cudami obraz Matki Bo- 
skiej, przeniesiony do Poczajowa. W roku 1648 Kozacy 
Chmielnickiego zniszczyli zamek i miasteczko Orlę, które 
odtąd nie mogąc się już z gruzów podźwignąć, na wiej- 
ską osadę obrócone zostało. O miejscu tern jest wzmianka 
w dziele p. t. Góra Poczajowska w 1757 roku. 

Jedynym śladem , jedyną pozostałą pamiątką z prze- 
szłości Orli jest ruina murowanego zamczyska tutej- 
szego, którego już sama lokacya na opis zasługuje. Otóż 
przedstawcie sobie niewielki półwysep od północnej strony 
tylko do stałego lądu przytykający, do koła zresztą sta- 
wem gęstą trzciną zarosłym oblany, głęboka dziś już 
usunięta fosa, na której wał ziemny usypany, oddziela 
ten półwysep od strony lądu , wzdłuż którego obszerne 



— 191 — 

lasy się ciągną. Miejsce to , jak widzimy silnie niegdyś 
warowne, zajmuje przeszło sto sążni na długość i 70 na 
szerokość , i tu nezawodnie mieścił się niegdyś sam za- 
mek. Wątpliwości zresztąi żadnej w tym względzie być 
nie może, dotąd bowiem pozostała z niego jedna muro- 
wana ściana przeszło 3 sążnie wysoka , w której ocalało 
jedno okienko w górze a pod nim ambrazura, w odbitej 
części ściany widoczne są jeszcze ślady drugiego wię- 
kszego okna. Na przeciwległej stronie tego muru z po- 
łudnia na północ ciągnącego się , widać murowane je- 
szcze nad powierzchnią ziemi wystające szczątki drugiej 
ściany z pierwszą niegdyś połączonej i jakby obwód sta- 
nowiącej , a ciągnącej się od jednej strony stawu do 
drugiej. Na południowej stronie zamku , za pierwszym 
musiał być drugi i jeszcze mniejszy staw, z którego pozostał 
tylko osuszony już dół trzciną zarosły. W ustach ludu 
okolicznego przechowuje się wśród wielu innych o tej 
majętności tradycyach i ta , że zamek tutejszy ostate- 
cznemu zniszczeniu uległ w czasie owej wojny Zbarazką 
powszechnie zwanej, a więc przy końcu XVII wieku dopiero, 
może więc jednocześnie z napadem Turków na monaster 
Poczajowski. 

Pominąwszy Podbereźce i Urlę , nad samą już gra- 
nicą Galicyi rozciągają się piękne majątki hr. Alexandra 
Rzyszczewskiego pod Poczajowem położone. Niczego zda 
się nie poskąpiła tu przyroda uposażając włość tę w naj- 
urodzajniejszą ziemię wołyńskąi , obfitość lasu, wodę do- 
nośną i prześliczne widoki. Z majętności tych miaste- 
czko 01exiniec nowy, było pierwotnie wsią Andrze- 
jów zwaną. Alexandra xiężniczka Wiśniowiecka , córka 
Jędrzeja wojewody wołyńskiego , od imienia swego zmie- 



— 192 — 

niła nazwisko tej osady, uzyskawszy dla niej przywilej 
na miasteczko : wyszedłszy zaś za maż za Jerzego Czar- 
toryskiego wniosła tę majętność w dom mężowski około 
1570 roku. Przy końcu XVin wieku Olexiniec nowy na- 
leżał do Józefa Czartoryskiego stolnika W. L. , osta- 
tniego potomka linii Koreckiej Czartoryskich Przez gro- 
blę tylko od Nowego 01exińca oddzielony, leży 01exi- 
niec stary także niegdyś miasteczko, a dalej, o lekką 
milę wieś Rydoml. Oba te majątki były niegdyś dzie- 
dzictwem xiążąt Sołomireckich , w XVII wieku Czartory- 
skim przez xiężniczkę Beatę Sołomirecką darowane , a 
w Rydomlu dotąd jeszcze na szczątkach baszt zamko- 
wych herbowny Sołomireckich Rawicz pozostał. W sta- 
rym 01exińcu nie wielki lecz ładny pałacyk wystawili 
Rzyszczewscy, obok którego dawny kościół fundacyi Czar- 
toryskich wznosi się. Wszystkie te majętności wniosła 
posagiem w dom Rzyszczewskich xiężniczka Celestyna 
Czartoryska, córka Józefa stolnika W. L. za jenerała 
Gabryela Rzyszczewskiego , ojca dzisiejszego dziedzica 
wydana. 



XI. 



miasteczko radziwilow — komora austryacka — ludność ży- 
dowska, zamożność i handel tutejszych kupców — wzmianka o 
Dawnych dziedzicach radziwilowa — wieś ledochów, history- 
czna DAWNOŚĆ tej osady, KTÓRA NIEGDYŚ MIASTEM BYŁA -=- GENEA- 
LOGIA I PIERWSZE początki RODZINY LEDÓCHOWSKICH , PIERW-SZYCH 
WŁAŚCICIELI MIASTECZKA LEDÓCHOWA. 

Otóż dojechaliśmy i do Radziwilowa , ostatniego i 
nąjoddaleiiszego punktu w powiecie krzemienieckim , dzie- 
lącego Wolyń od cesarstwa austryackiego. Tutaj znaj- 
duje się komora graniczna , czyli tak zwana w języku 
krajowym tamożnia pierwszego rzędu , a grzeczni i uprzej- 
mi jej urzędnicy każdodziennie przeprawiają tędy wyjeż- 
dżających za granicę mieszkańców Woł'ynia , Podola i 
Ukrainy. Niedojeżdżając jeszcze do miasta , już tutaj 
ruch znaczny spostrzegać się daje ; zaledwie rozminąć się 
można z Fadownemi brykami żydowskiemi, wiozącemi roz- 
maitego rodzaju towary zagraniczne do Rossyi 5 bryki te 
krzyżuj-ą się z nieustannym transportem wełny, z trzech 
naszych prowincyi za granicę odprawianej. W samym 
Radziwiłowie ruch jeszcze większy : tu przepakowują to- 
wary z wozów na wozy, tam żydki balaguli targują 
się z podróżnemi , przeby wającemi do Rossyi , nieobyte- 
mi częstokroć ani z językiem ani z targiem i oszustwem 
tych poczt miejscowych. Najkomiczniejsze sceny zwykle 

25 



— 194 — 

odbywają się tutaj miedzy tymi furmanami i przybywają- 
cymi z Francyi do nas metrami , guwernantkami i bona- 
mi ; biada tym nieborakom , jeśli ktoś z miejscowych 
mieszkańców nie przybędzie im w tych targach na po- 
moc. Sama fizyognomia Radziwiłowa nie zdradza bynaj- 
mniej rzeczywistej jego zamożności, ulice szerokie i 
schludne po większej części drewnianemi domami urzę- 
dników zabudowane , uprzyjemnia je obfitość starych 
drzew i sadów owocowych. Na samym końcu miasteczka 
obszerny dom z pięknym ogrodem , jest siedzibą miejsco- 
wego dziedzica hr. Gurzyńskiego ; nieopodal ztamtąd na 
usypanem wzgórzu stoi drewniany nieotynkowany nawet 
zewnątrz kościół katolicki, fundacyi xiąźąt Radziwiłów, 
prześlicznemi lipami dokoła ocieniony. Nieraz przebie- 
gając ulicy Radziwiłowa , zadawałem sobie pytanie , gdzie 
też to mieści się tutaj ta masa ludności żydowskiej, za- 
legająca ulice, domy mieszkańców i sklepy, bo też rze- 
czywiście po Berdyczowie nie masz podobno drugiego 
w naszej prowincyi miasta , w ięcej niemi zasiedlonego ; 
chmury ich wybiegają na spotkanie każdego przejeżdża- 
jącego , a jako w miasteczku nadgranicznem zdarza się 
tu często napotkać przemykających się tu i ówdzie żyd- 
ków w staroświeckich łapserdakach i sobolich czapkach 
na głowie, żydówki w perłach i muszkach, słowem w zu- 
pełnie dawnych strojach, jakie żydzi mniej zamożni za- 
chowali dotąd w Galicyi. To też i ci goście w Radzi- 
wiłowie są to przybysze z sąsiednich Brodów. Obok 
licznej klasy proletaryatu żydowskiego w Radziwiłowie , 
bez dachu prawie i schronienia tu przemieszkującej, ży- 
jącej i utrzymującej się Bóg wie z jakich środków i 
sposobów, jest tu dużo zamożnych a nawet bardzo bo- 



— 195 - 

gatych kupców na wielką skalę handel zbożem , wełną 
i innemi pi-oduktami krąjowemi prowadzących; ogromne 
sie tu robią interesa , znaczne obracają kapitały. W mie- 
ście wszelkiego rodzaju towarów, zwłaszcza bławatnych , 
materyi , płócien, wyrobów wełnianych i t. p. po wię- 
kszej części z fabryk niemieckich, znaleść można; do- 
starczają je legalnym i potajemnym sposobem bogate są- 
siednie Brody. Herbatę austryacką znaną tak dobrze u 
nas pod nazwą B r o d z k i ej , nosi tu prawie każdy żydek 
w złocistych papierach , pod obdartym i zasmolonym 
łapserdakiem sw^oim; częstują też nią, częstują każdego 
do znudzenia. Spotkawszy na ulicy jednego z tych wę- 
drownych handlarzy herbaty, natarczywie wsuwającego mi 
w ręce pięknie opieczętowaną paczkę , zapytałem go na- 
gle: „A dobra, chińska'', żyd bez zająknienia zakrzy- 
czał: „Aj waj, bron Boże, czysta ruska". Uśmiałem się 
serdecznie z dobrodusznego konceptu pana kupca i po- 
szedłem dalej. W ogólności wszystkie kosztowniejsze 
zwłaszcza towary, chowają tutaj zazwyczaj przed okiem 
policyi , po lochach , podziemnych składach i domach 
mieszkalnych; w sklepach na rynku prócz ubogich 
drobiazgów, rzadko co zresztą innego zobaczyć 
można. 

Nie mając pod ręką żadnych zgoła dokumentów hi- 
storyi Radziwiłowa dotyczących , mało co wiemy o prze- 
szłości tego miasta , ograniczamy się więc tylko na przy- 
toczeniu kilku szczegółów o niem , poczerpniętych z au- 
torów Starożytnej Po Is ki. Już samo brzmienie na- 
zwiska okazuje , iż miasto to winno swój początek xią- 
żętom Radziwiłłom , którzy spowinowaceni będąc z Ja- 
nem III, znaczne posiadali dobra w województwie ru- 



- 196 — 

skiem '). Ze wszystkiego wnosząc, osada tego miasta nie 
musi być bardzo dawna, a tuż obok leżące Brody nie- 
dozwolily mu nigdy wznieść sie tak , jakby miejscowość 
i punkt tak handlowy tego wymagały. Od xiążąt Radzi- 
wiłłów dostało się miasto tutejsze w posiadanie rodziny 
Malczewskich; w r. 1775 właścicielem jego był Ignacy 
Malczewski Regent kancel. mn. kor., składało się ono 
wtenczas ze 146 domów. Po Malczewskich odziedziczyli 
Radziwiłów Miączyńscy, z których ostatni dziedzic je- 
nerał Kajetan Miączyński zaprowadził tutaj znaczną dru- 
karnię ksiąg hebrajskich i żydowskich. Wyjednany na 
to u króla przywilej pod dniem 19 lutego 1787 r. za- 
strzega : confisi esse attamen volentes , quod jurisdictio 
loci istius inspicere semper curabit, ne libri aut scripta 
religioni , regiminis publici juribus , praerogativis, bonis- 
que moribus nociva aut contraria typis mandentur". Za 
życia jeszcze jenerała Miączyńskiego , wierzyciele roz- 
szarpali fortunę jego , którą jak wiemy przegrał w karty, 
przepił i przemarnotrawił ; miasto Radziwiłów dostało się 
wtenczas na dziedzictwo najznaczniejszemu wierzycielowi 
jego , bankierowi warszawskiemu Karolowi Schultzowi , 
który się wiele do wzrostu jego przyczynił. W tym 



^) Mieli widać szczególne upodobanie Radziwiłłowie, na- 
dawać miastom przez siebie fundowanym nazwisko swoje. Naj- 
znaczniejsze miasto tego imienia wraz z zamkiem xiażęcym 
znajduje się w gubernii Mińskiej niedaleko Borysowa, drugie 
w dawnem województwie Mścisławskiera nad rzeką Soza poło- 
żone, trzecie nakoniec jest to wołyński nasz Radziwiłów; nad- 
to kilka wiosek to samo nazwisko Radziwiłowa noszą. Dwa 
znaczne miasta, jedno nie daleko Trok, drugie na Żmudzi na- 
zwane są Radziwiliszki , także od imienia swych fundatorów. 



— 197 ~ 

czasie właśnie powstała tutaj słynna garbarnia , na którą 
StanisłaAV August wydał następujący przywilej pod dniem 
24 lipca 1789 roku: „Nie opuszczając żadnych sposo- 
bności , któreby dla zaszczytu i pożytku państw rządom 
naszym od Boga powierzonych ściągać się mogły, gdy 
między innemi pożytkami pomnożenie manufaktur i za- 
kładanie fabryk , nie małą krajowi w czasie korzyść przy- 
nieść może ; przeto mając sobie zaleconego szl. Piotra 
Paryssota , tudzież jego doświadczoną biegłość i umieję- 
tność w założeniu , utrzymywaniu i do najlepszej pory 
przyprowadzeniu fabryki wyprawiania wszelkiego gatunku 
skór, zaczyni chcąc przyspieszyć tę dla każdego potrze- 
bną wygodę, która będzie przy swojem wydoskonaleniu 
z większym coraz (co jednak pro monopolis rozumieć się 
nie powinno) publicznym zyskiem , pozwalamy szl. Pa- 
ryssotowi, aby fabrykę wyprawy wszelkiego gatunku skór 
w Radziwiłowie , szl. Karola Schultza bankiera warszaw- 
skiego dziedzicznym założył, takowe skóry wolno wszę- 
dzie przedawał i składy dla Avygodniejszej dla kraju prze- 
daży w miastach Naszych królewskich zakładał, zapłace- 
niem jednak cła , gdy za granicę towar z swojej fabryki 
wysyłać będzie" '). Tyle o samym Radziwiłowie, który 
po Schultzu przeszedł we władanie rodziny baronów 
Tourno, a od tych do dzisiejszego dziedzica hr. Gu- 
rzyńskiego, 

W niewielkiej odległości za miastem Radziwiłowem, 
w stronie Poczajowa , leży wieś Ledóchów, niegdyś lu- 
dne i zamożne miasteczko , dziś wioska nic nieznacząca ; 
rodzinne to gniazdo familii Ledóchowskich herbu Sza- 



Ks. kancl. 91. str. 68. 



— 198 — 

lawa, którzy od Haików szczep swój prowadzą. Historya 
tej starożytnej osady ściśle związana z początkiem i pier- 
wiastkowem pochodzeniem domu Ledóchowskich , rodziny 
zamożnej dotąd , a niegdyś dobrze w kraju zasłużonej, 
zasługuje na obszerniejsze wspomnienie. Paprocki tak 
początek domu tego wyprowadza: ') Włodzimierz Wielki, 
xiążę Ruski , mając zamiar zrzec się obrzędów bałwo- 
chwalskich, długo wahał się co do wyboru religii, jaką 
miał obrać. W tym celu wyprawił posłów na wschód i 
na zachód Europy, pragnąc przez nich dowiedzieć się o 
zaletach lub wadach rozdwojonego już wtenczas kościoła 
chrześciańskiego. Posłowie ci za powrotem , zgadzali się 
na pierwszeństwo kościoła wschodniego, nieszczędząc przy- 
tem najwyższych pochwał dla religii chrześcianskiej w po- 
wszechności. Dworzanie Włodzimierza zostający jeszcze 
w błędach bałwochwalc/^ych , słysząc te pochwały, szy- 
dzili sobie z nich. Oburzony tem szyderstwem jeden 
z posłów nazwiskiem Halka , spowinowacony z rodziną 
xiążąt panujących, wyzwał trzech z pomiędzy szyderców 
na ostre , a przy oczywistej pomocy Boga , położywszy 
wszystkich trzech trupem , był powodem , iż wielu z po- 
gan, a podobno i sam Włodzimierz, przejęty tak cudo- 
wnem zwycięztwem, przyjął religię chrześciaiiską w roku 
987. Walka przeciwko tak przeważnej sile przeciwni- 
ków zjednała Halce u jednych nazwisko szalonego, 
szaleńca, a u innych naworotnika (nawróconego). 
Włodzimierz nadał mu tedy na pamiątkę tego zwycię- 
stwa herb S a ława czyli Szaława, którego to na- 
zwania niektórzy pisarze podają za źródłosłów wyraz 



*) Gniazdo Cnoty, ed. r. 1578 pag. 209. 



„ 199 — 

słowiański Sława, co też znaczy czeać, szczęśli- 
wość niebieska. Herb ten nazywany bywa podobnież 
Naworotnikiem. 

Potomkowie Halki mieszkali , jak się to okazuje 
z kroniki Marcina Bielskiego pod rokiem 1300, począt- 
kowie w okolicy Kijowa, później dopiero obrali sobie 
siedlisko na Rusi Czerwonej '). Jeszcze w XVI wieku 
żyli Halkowie w województwie ruskiem i sąsiednich pro- 
wincyach , czego mamy dowód w Okolskim , który przy- 
tacza nagrobek Stanisława Halki zmarłego 1600 roku ^). 

Według dawniejszego zwyczaju , familie dzieląc się 
majątkiem lub nabywając nowe posiadłości, zmieniały 
swe nazwiska na inne , przyjęte od nazwy włości ; herb 
tylko zostawał wskazówką wspólnego szczepu. Tym spo- 
sobem familia Haików czyli Saławitów rozplemieniła się 
w trzy rodziny, mianowicie Swirskich , Strzyżów i Le- 
dóchowskich, osiadłych na Ledóchowie i Krupie^). 
Najświetniejszą gałęzią Saławitów jest niezaprzeczenie 
szczep Haików na Ledóchowie czyli Ledóchowskich we- 
dług zakończenia używanego od XV i XVI wieku. Ne- 
stor Halka występuje w XIV Avieku jako naczelnik i pier- 
Avszy protoplasta tej rodziny ; walczył on mężnie prze- 
ciwko Litwinom w czasie długolet'iich tego narodu z Pol- 
ską zatargów *). Król Kazimierz Wielki w nagrodę wo- 



') Kronika Bielskiego, tom Xin str. 8. wydania Gałę- 
zoskiego. 

^) Okolski, Russia Florida str. 87. 

^) Jest to dzisiejsze miasteczko Kr u piec w powiecie 
Dubieiiskim niedaleko Ledóchowa położone. 

*) O jego czynach znajdujemy wzmiankę w dziele x. 



— 200 — 

jennych zasług nadał temu Nestorowi Halce dobra L e- 
d och ów w województwie wofyńskiem powiecie krze- 
mienieckim położone, i od tych to dóbr gałęź ta Hai- 
ków przyjęła nazwisko Ledóchowskich '). Iwan i Wa- 
cław z Ledóchowa Saławici , wsławili się męztwem w wy- 
prawach przeciwko Krzyżakom za Władysława Jagiełły, 
wielu innych członków tego imienia zaszczytnie dla swych 
zasług w ojczyźnie , są znani w XV wieku. Gniewosz na 
Ledóchowie Ledóchowski sekretarz Zygmunta I i pier- 
wszy komisarz do rozgraniczenia ziem ruskich i W. x. 
litewskiego, pierwszy dopiero ostatecznym tym zakoń- 
czeniem t. j. Ledóchowskim nazywać się począł. Słynął 
tenże sam i za Zygmunta Augusta. W rozmaitych do- 
kumentach obu tych królów, na imię jego i rodziny jego 
wydawanych, a przechowujących się w archiwum Klimon- 
towskiem , już są nazywani C o m i t e s , hrabiami. 

Król Zygmunt HI pod d. 18 lutego 1621 roku 
wydał na prośbę Samuela Ledóchowskiego przywilej na 
zaprowadzenie jarmarków w dziedzicznem jego mieście 
Ledóchowie w województwie wołynskiem; w dokumen- 
cie tym król nazywa także owego Samuela Comes ^). 
Franciszek Ledóchowski rotmistrz J. K. Mości, z Heleną 
Siemaszkówną ożeniony, dziedzic miasteczka Ledóchowa, 
otrzymał przywilej od Augusta II r. 1698 dnia 16 sier- 
pnia , zatwierdzający mu dożywocie na wsiach królew- 
skich: Pleszowa , Czeczeniowce i Jetlikowce w powiecie 



Waleryana Gruszczyńskiego p. t. Nauki duchowne i świe- 
cko obyczajowe, ed. Berdyczowska r. 1774 str. 6. 

*) Ob. dokument pod Nr. 53 z archiwum Ledóchowskich 
w Klimontowie. 

*) Archiwum Klimontowskie. 



— 201 — 

krzemienieckim leżące ^). Znaczna bardzo część rodziny 
Ledóchowskich nabywała w rozmaitych czasach dobra i 
siedliła się w województwie wołyńskiem, jedna tylko 
gałęź tego domu przeniosła się do Królestwa Polskiego. 
Co do miasteczka Ledóchowa na Wołyniu , to w XVIII 
wieku jeszcze było w posiadaniu Ledóchowskich, a Ja- 
kób Ledóchowski podstoli Drohicki, fundator w r. 1733 
kościoła i klasztoru Bernardynów w Warkowiczach , wraz 
z żoną swoją Maryanną Szaszewską, dziedziczył jeszcze 
tę posiadłość i pisał się na Ledóchowie i Warkowiczach. 
W jakim czasie mianowicie przeszedł Ledóchów w obce 
ręce, jak również kiedy i dla czego na wiejską osadę 
obrócony został, niewiadomo z pewnością; dziś żadnych 
zgoła śladów miasteczka nie pozostało tutaj. 



*) Archiwum Klimontowskie. 



Id 



XII. 

WIŚNIOWIEC — HISTORYA DOMU KFĄŹĄT WISNIOWIECKICII — MYLNE 
TWIERDZENIA KRONIKARZY O POCHODZENIU ICH OD KORYBUTA — SPRO- 
STOWANIE TEGO BŁĘDU PRZEZ UCZONEGO KAZIMIERZA STADNICKIEGO — 
PRZEJŚCIE WIŚNIOWCA W POSIADANIE WANDALINÓW MNISZCHÓW — TE- 
RAŹNIEJSZY DZIEDZIC HR. WŁODZIMIERZ PLATER — OPIS ZAMKU I KO- 
ŚCIOŁÓW TUTEJSZYCH — CERKIEWKA Z GROBAMI WIŚMOWIECKICH 

Dojechaliśmy nareszcie do Wiśniowca , tej Mekki dla 
każdego wołyńskiego turysty. Istotnie posępne zamczy- 
sko tutejsze, dobrze dotąd dochowane, z zawartemi 
w niem zabytkami sztuki , starożytnemi sprzętami i obra- 
zami, ta warowna siedziba najznakomitszego rodu da- 
wnej historycznej Polski , te wspomnienia goszczących tu 
niegdyś monarchów i życia , jakie wrzało na tutejszym 
dworze 5 wszystko to zwiedzającego to miejsce, jakąś czcią 
i niewysłowionem uczuciem jakby religijnej poszany dla 
tych narodowych pamiątek przejmuje. Stajemy zaś pod 
temi murami z bijącem sercem , z rozbudzoną ciekawo- 
ścią zajrzenia do ich wnętrza , z wyobraźnią dawnerai 
wspomnieniami rozkołysaną. Nie po gruzach bowiem stą- 
pać tutaj mamy, jak zwykle na Wołyniu, gdzie z od- 
łamków starych cegieł domyślać się- trzeba dawnej, 
świetnej przeszłości; tu przeciwnie czekają nas otworem 
podwoje wybornie dochowanego gmachu , gdzie każdy 
sprzęt jest pamiątką, każdy żywo, dotykalnie dawne 



— 203 — 

życie, dawną sławę i świetność tego miejsca przypomni 
i uwydatni naszym oczom. Po niedawno dokonanem zni- 
szczeniu zamku Zaslawskiego , opuszczonego przez obo- 
jętnego właściciela , tutejszy jedynym tego rodzaju za- 
bytkiem na Wołyniu pozostał, — inne legły w gruzach i 
ruinie, niedając nawet czasu piśmiennej tradycyi, prze- 
chować je pamięci przyszłych pokoleń. Nec locum ubi 
Troja fiiit 

Królewską była świetność Wiśniówca za pierwszych 
jego dziedziców xiążąt Wiśniowieckich, wielkopańską za 
Mniszchów, okazałym grobem, jak muzeum, jak drogą 
starannie dochowywaną relikwię , okazuje nam ten za- 
mek dzisiejszy jego właściciel hr. Włodzimierz Plater, 
jeden z tych niewielu , co przed przeszłością czoło uchy- 
lić umieją. Już sama nazwa Wiśniówca, mówi Alexander 
Przeździecki w monografii tego miejsca '), przypomina 
nam znakomity ród potomków Olgierda, których xiążęca 
purpura tyle razy krwią na polu sławy zbroczoną by- 
wała ; w Wiśniowcu wygasł sławny ten ród xiążęcyy 
w Wiśniowcu przechowała się i pamięć o nich. 

Odarł wprawdzie nieco ze sławy stary Wiśniowiec, 
ujął mu blasku i uroku dawnych wspomnień , uczony 
Kazimierz Stadnicki, zaprzeczając w dziele swojem „Bra- 
cia Władysława Jagiełły", panom jego xiążętom 
Wiśniowieckim , pochodzenia od panujących xiążąt lite- 
wskich, odbierając im protoplastę tego Korybuta, któ- 
rym przez kilka wieków nieprzerwanie cieszyli się, strą- 



*) Podole, Wołyń, Ukraina, obrazy miejsc i 
czasów przez Alex. Przeździeckiego. Opis Wiśniówca. Tom I 
str. 31—65. 



— 204 — 

caj^c ich tern samem do rzędu wielkopańskich , osobi- 
stemi zasługami tylko historycznych rodów w Polsce ^ 
zasługi te jednak były tak wielkie w domie Wiśniowie ^ 
ekich , że i blask rodowodu łatwo zaćmiewają i sam Wi- 
śniowieć , ich dawną siedzibę , pomimo to wszystko za- 
wsze miejscem historycznem czynią. 

Bądź co bądź , kiedyśmy zamierzyli przebiegnąć 
dzieje tego xiąźęcego domu, a kwestya poruszona przez 
p. Stadnickiego , wychodząc z zakresu zwykłych genea- 
logicznych kwestyi, prywatnych rodzin dotyczących, jest 
raczej czysto historyczną , gdy dowodzenia zresztą p. 
Stadnickiego na tak poważnych są oparte źródłach, nie 
możemy tego wszystkiego tutaj milczeniem pominąć. 

Pospolicie wywodzą xiążąt Wiśniowieckich od Dy- 
mitra Korybuta Olgierdowicza , brata króla Władysława 
Jagiełły. Tym rodowodem zagęszcone są wszystkie nasze 
xiążki historyczne i herbarze szlachty. Wszyscy bez 
wyjątku wierzyliśmy temu dotąd, świeże jednak badania 
Kazimierza Stadnickiego przekonały nas, że tak nie jest, 
a rozjaśniając prawdę dowiodły, że Wiśniowieccy nic 
wspólnego z krwią Olgierda nie mają. Dymitr Korybut 
zostawił wprawdzie trzech synów, ale chociaż starszy od 
Jagiełły, a brat stryjeczny Witolda , żadnej jednak dziel- 
nicy przekazać nie mógł swoim potomkom. Sam pano- 
wał niegdyś na Nowogrodzie siewierskim i Brańsku, lecz 
Nowogród wzięty mu, dostał się Teodorowi Liibartowi- 
czowi , podejrzliwa zaś polityka Witolda nie dopuściła 
sierot Korybutowych nawet do Brańska, bo nie chciała, 
żeby się uwieczniały rody xiążąt udzielnych. Na posag 
zostało im więc tylko nazwisko litewskie ojca, Kory- 
but, które jak wówczas, było dokumentem, urzędowym 



— 20S — 

niejako dowodem na świetne pochodzenie, na pokrewień- 
stwo z Jagiellonami. Najstarszy z synów Dymitra Kory- 
buta Zygmunt, niedoszły król czeski, umarł bezdzietnie 
z ran poniesionych w boju nad Święta pod Wilkomie- 
rzem (1435 r.). Drugi syn Jan, o którym zaledwie jest 
wzmianka w dziejach , także bezdzietnie miał zginać pod 
Worskłą w r. 1399. Ale i to niepewna. Trzeci syn Fe* 
dor, według genealogów miał syna Daniela czy Daszka , 
Daszko Sołtana, pierwszego xiecia, który się zwał Wi- 
śniowieckim, lecz gdy Sołtan umarł bezpotomnie i do- 
bra zostawił bratu Wasilowi , ten oto Wasil miał być 
przodkiem świetnych rodów litewskich, albowiem od syna 
jego Michała poszli Wiśniowieccy, od Siemiona Zbaraż- 
scy od Teodora Poryccy i Woronieccy. Cały ten wywód, 
tak rozpowszechniony u naszych historyków, jest fał- 
szywy. Rodowód Olgierdowiczów pisany w pierwszej po- 
lowie XVI wieku (Zbiór latopisów ruskich tom VII) je- 
dyne wiarygodne , bo spółczesne Korybutowiczom źródło, 
zaliczając Dymitra Korybuta do pięciu synów, których 
Olgierd miał z pierwszej żony, i przyznając mu trzech 
synów : Zygmunta , Jana i Fedora , wyraźnie mówi : „K o- 
rybutowi synowe Iwan da Zigimont da Fedor 
bezdzietni" ^). Toż samo twierdzi i Skarbiec Li- 
twy wydanie Daniłowicza. Źródła, zda się poważne i 
bezstronne , nie było bowiem w owym czasie nikogo, któ- 
regoby chciano podszyć do spadku po tych xiążętach, a 
i do dziś dnia nie dali się dokumentnie wykryć potom- 
kowie tych xiążąt, ani nawet ślad ówczesny, że takowi 



*) Połnoje sobranje ruskich letopisiej, wyd. 
Petersb. Tom VII str. 253—255. 



— 206 — 

istnieli. Inaczej się jednak rzecz miała później i nie za- 
brakło na usłużnych piórach, które tej bezdzietności za- 
radziły. 

Jak widzimy, ulotnił się więc nawet i Teodor syn 
Korybuta , ów mniemany ojciec Daszka i przodek Wi- 
śniowieckich, tem ci śmielej jednak ludzie ambitni, do 
pokrewieństwa Jagiellońskiego, do pochodzenia od Kory- 
buta, podszywać się poczęli. Słuchajmy, jak tę okoli- 
czność opowiada Stadnicki. 

Na zachodnim Wołyniu między rzekami Sered i Ho- 
ryniem i dalej w dolinach Ikwy, Słucza , Wilii , w naj- 
żyźniejszych strefach Polski i Rusi , istniał i rozpowsze- 
chniał się coraz bardziej możny ród, od obronnego grodu 
Zbaraża, który był w jego posiadaniu, nazwisko swe 
wiodący, który w pierwszej połowie X\I wieku rozdzielił 
się na kilka gałęzi, jako to domy Zbarażskich, Poryckich, Wi- 
śniowieckich. Aż do drugiej połowy szesnastego wieku nic 
o nim nie słychać. W cichej pracy, pomnażanej hojnemi 
nadaniami królów, kładł on podwaliny przyszłej swej 
świetności. Fortuna ich i w owym czasie już była wielka. 
Krytyczniejsi heraldycy polscy, jak Okolski i Niesiecki , 
pomimo całej swej skłonności do panegiryzmu, nie po- 
trafili jednak podać pewnej filiacyi gałęzi Zbarażskich , 
wyżej jak od Andrzeja Zbarażskiego, żyjącego w pierw- 
szej połowie XVI wieku , który z Herburtówny zostawił 
kilku synów. Z tych jeden , Stefan wojewoda witebski , 
później trocki (r. 1562 — 1586) pojął za żonę Anasta- 
zyę, córkę Michała xięcia na Mścisławiu , praprawnuka 
w linii prostej Jawnuty, ulubionego syna Giedymina, któ- 
rego brat Olgierd z tronu litewskiego strącił. Matka zaś 
tej Anastazyi była Julianna, prawnuczka Szymona Lu- 



— 207 — 

gwena Olgierdowicza '). Oto jedyne udowodnione, choć 
bardzo dalekie i po kądzieli tylko , skoligacenie Zbaraż- 
skich z domem panującym Jagiellonów. Lustr to jednak 
zawsze był nie mały, to połączenie dla pana wojewody, 
ze szlachcianki polskiej urodzonego. Czy panujący wów- 
czas Zygmunt August uczcił po zaszłem tem skoligace- 
niu Zbaraźskich tytułem kniaziów, czyli co prawdopo- 
dobniejsze, rodzina ta, jak wiele innych na Rusi, do 
kniaziowskich liczyła się, tego dla braku dokumentów 
dociec trudno. A nawet samemu Niesieckiemu wymyka 
się zeznanie, że za Kazimierza Jagiellończyka, jeszcze 
się xiążętami nie tytułowali. Mógłżeby im, byc ten 
tytuł zaprzeczany, gdyby na prawdę pochodzili od xię- 
cia Dymitra Koiybuta Olgierdowicza, mniemanego zało- 
życiela Zbaraża??'^) Dość, że już parentelaci , w dru- 
giej połowie X\I wieku i w obec wielkiego wzrostu 
fortuny, Zbarażscy uznali potrzebę zregulowania swego 
rodowodu. Na usłużnych ku tej pomocy piórach nie 
brakło , a okoliczności same temu sprzyjały i sposobność 
nadarzyły. Ród Jagiellonów wygasł, a z zaprowadzeniem 



*) Dokumenta, dowodzące to skoligacenie, znajdują się 
przedrukowane w Aktach Zachodniej Rossyi pod r. 
1564 i 1574. Są to zapisy Anastazyi Michajłówny xięinej Mści- 
sławskiej na rzecz męża Stefana kniazia Zbarażskiego. Z tych, 
w ostatnim dopiero, za panowania Stefana Batorego wyda- 
nym, wtrącono ni ztąd ni zowąd „Korybutowiez". 

^) P. Julian Bartoszewicz utrzymuje, że kniaź dawnej 
Rusi znaczył to samo, co pan możny, szlachcic, i bynajmniej 
dla używalności tego miana, które nawet za tytuł nie przy- 
znaje, nie potrzebował pochodzić z dawnych panujących dy- 
nastyi Gedymina lub Ruryka, litewskich i waregskich. Patrz 
o tem w Encyklopodyi Powszechnej Tom XXV str.886. 



— 208 — 

tronu elekcyjnego ustaliła się przewaga możnych rodzin. 
W Koronie zapomniano o dawnej dynastyi , tem bardziej 
nie troszczono się o poboczne jej linie, Ruś była zado- 
woloną, gdy miała jakich takich kniaziów, a Litwa unie- 
siona tym samym prądem co i Polska , zapomniała o wła- 
snych dziejach. 

Owoż tedy, w ostatnich jeszcze latach panowania 
Władysława Jagiełły, żył na Rusi niejaki kniaź Fed'ko , 
przyjaciel Swidrygielły a najgorętszy natomiast przeci- 
wnik na Wołyniu i Podolu króla , który z nim nieje- 
dną stoczył walkę, póki nie dostał się w niewolę. Tego 
Fed'ka , który częst w^ystępuje w dziejach , Długosz spół- 
czesny nazywa kniaziem na Ostrogu , toż samo Wapow- 
ski i Stryjkowski , a on sam w dokumentach po nim po- 
zostałych, pisze się kniaziem Nieświckim (od majętności 
Nieświda , dzisiejszego Nieświeża w powiecie Łuckim po- 
łożonej). Fed'ko ten wypuszczony na wolność przez 
króla, za poręką kilku panów polskich, wydał na siebie 
(roku 1434) zapis wierności dla Korony i zeznał, że 
od niej trzyma kilka zamków, jako to: Krzemieniec, 
Bracław, Winnicę , Sokolec , Zbaraż '). Zbaraż zaś , jak 
wiemy, był już w XVI wieku siedzibą Zbarażskich , a więc 
i ów Fed'ko był prawdopodobnie przodkiem ich domu , 
protoplastą, od którego ród swój wiodą , i nie mogło być 
inaczej , jak to niżej obaczymy. Syn jego Wasil trzymał 
Zbaraż, Gródek, Wiśniowiec, Maniów i t. d. Władysław 
Warneńczyk nadał mu te ziemie dożywociem, ale zostały 
się już w jego potomstwie. Synów Wasila było trzech: 



*) Zbiór dyplomatów litewskich, wydany przez komissyę 
archeol. wileńska Tom I. 



— 209 — 

Wasil, Semen i SoJtan. Wasil od Zbaraża pierwszy 
przezwał się Zbarażskim , Semen od Kołodna byl Koło- 
deńskim kniaziem, chociaż sie zwał czasem i Nieświ- 
ckim, trzeci Sołtan wzia! dwór Gródek i sioła Karaje- 
wicze , Obarów, Tynne w powiecie łuckim , Olexiniec , 
dwa Wiśniówce, Ostrowiec, Bohaty, dwa Butyny, Łopu- 
szne , Orewcy i t. d. Ten pierwszy przezwał się knia- 
ziem Wiśniowieckim. Lecz Semen i Sołtan pomarli bez- 
dzietnie, i wszystkie ich dobra spadły na synów Wasila 
Zbarażskiego. Tych zaś było trzech : Siemion, Michał i 
Fiedor. Siemion wziąwszy Zbarażczyznę poprowadził 
ród Zbarażskich ; Michał, któremu dostał się w schedzie 
Wiśniowiec , był protoplastą Wiśniowieckich , a najmłod- 
szy Fiedor dostawszy inne dobra na Wołyniu, dał począ- 
tek kniaziowskim domom : Woronieckich i Poryckich. 
Wszystko to doskonałą było gratką dla panegirzystów, 
dla usłużnych genealogów, którzy w połowie XVI wieku, 
jak się domyśla Stadnicki , chwyciwszy się tego wątku , 
owego pierwszego Fed'ka, kniazia ruskiego z Nieświeża, 
czy z Nieswidu , jak go także pisano , przechrzcili na li- 
tewskiego Fedora Korybutowicza , syna Dymitra Kory- 
buta, a wnuka Olgierda. Dla większego zaś utwierdzenia 
tego podania, kazali ojcu tego ostatniego, Dymitrowi, 
który w tych stronach nigdy nie postał, budować zamki 
Zbaraż , Winnicę , Sokolec. Paprocki w herbarzu swoim ? 
a Stryjkowski w Kronice , pierwsi z tern wystąpili , to 
jest pierwsi wciągnęli w xięgi urzędowo to, w co nie 
wierzyli pochlebcy, co udawali sami kniaziowie, a po- 
waga tych dzieł była wielka. Okolski i Niesiecki, jak 
zwykle z herbarzy swoich poprzedników, powtórzyli to 
samo , ale z musu widocznie , bo i to i owo w podaniu 

27 



— 210 — 

im się nie podoba i chwiejnymi ich czyni. Okolski na- 
wet śledzący więcej za dokumentami , napotka! jeden , 
który nie mało go zakłopotał. Był to przywilej króla 
Kazimierza Jagiellończyka z r. 1442 , nadający niejakie- 
mu Deniskowi Mokosiejowiczowi t. j. synowi Mokosieja , 
Zbaraż av dożywocie, a wsi okolicznych dziewiętnaście 
na własność całkowitą. Wsie w te XVII wieku stanowiły 
odłam fortuny Wiśniowieckich i Zbarażskich , a środko- 
wym ich punktem był sam Wiśniowiec '). Okolskiemu 
ten dokument był tak dalece nie na rękę, że twier- 
dzi jakoby wszystkie wyż pomienione włości , dane były 
tylko w dożywocie ^). Nieprawda , bo dokument opiewa 
wyraźnie „na wieczne czasy" wyjąwszy Zbaraża , który 
król ma prawo po śmierci Deniska wykupić od sukceso^ 
rów za rubli tysiąc. Niesiecki bardzo pobieżnie i ogó- 
lowo tylko o tem nadaniu wspomina, jakkolwiek su- 
mienny historyk szlachty, zbijający urojone widziadła , 
poprawiający zamglone częstokroć stopnie pokrewieństwa, 



*) Dokument ten poraź pierwszy wydała komissya archeol. 
wileńsk. w zbioi^ze swoim Tom I dokum. XIX. Wsie zaś 
w nadaniu tem wymienione, wszystkie prawie, choć nazwiska 
ich nieco przekręcone i od dzisiejszych nieco odmienne, poło- 
żone są w powiecie krzemienieckim w okolicy Wiśniowca. 
Oto spis ich : Izerna, Wandruga (dzisiejszy Wandżułdwi, La- 
chowce, Adzemeliiice (teraz Żemelińce), Oleszenica (dzisiaj 
Olszanica), Tatarynowce, Borszczówka, Podhajce (teraz Pod- 
hajczyki), Rudoml, Ożogowce , Piszczatynie, Matwijowce , Jus- 
kowce, Dobicz (?), Werba, Chodakowce, Serń na Słuczy, Ja- 
strzębiec (?). 

'^) Okolski, Orbis polonus Tom III str. 308--309 pod 
herbem Wukry. 



_ 211 — 

czyż mógł zaprawdę stanąć z dowodami w ręku prze- 
ciw Wiśniowieckiin , wielkim panom, którzy się już aż 
do tronu podnieśli ; może zresztą w swej szczerości 
wierzył rodowodowi, którego falszywośc , pomimo tylu 
późniejszych badan , przy tak obfitych źródłach zale- 
dwie dziś dopiero na jaw wychodzi. 

Okolski także pierwszy podał wiadomość o familii 
Mokosiejów. Byl' to starożytny ród szlachecki herbu Wu- 
kry, pod Krzemieńcem osiedlony, który dziedzicznie pra- 
wie dzierżył starostwo krzemienieckie. Nim Denisko Mo- 
kosiejowicz otrzymał Zbaraż , posiadał on z daru króla 
Kazimierza Jagiellończyka rozciągłe obszary ziemi , cią- 
gnące się od Buska nad Bugiem do Czartoryi , dziś po- 
kryte miastami i wsiami, a!e natenczas służące na pa- 
stwisko, nazwane Woronowe stado. Syn jego Waiiko 
miał mieć siedmiu synów. Okolski tylko jednego rodo- 
wód dalej prowadzi , o sześciu milczy. Niesiecki zaś 
pisząc o Mokosiejach , wciąż nie wiadomo dla jakich po- 
wodów, powołuje się na rodowód (munimenta) Zba- 
rażskich? 

Oto zreasumowane te tak sumiennie i pracowicie 
zebrane studya p. Stadnickiego , te ciekawe i nikomu do- 
tąd nieznane materyały historyczne, przez niego .wy- 
kryte, których rezultatem jest to , że ci domniemani po- 
tomkowie Dymitra Korybuta, te możne i potężne w^ Pol- 
sce rody Zbarażskich i jednoszczepowych z nimi Wi- 
śnlowieckich , nic wspólnego ze szczepem Jagiellońskim 
nie mają, nie Olgierdowiczów, a prawdopodobnie potom- 
ków staroszlacheckiej rodziny Mokosiejów, pomiędzy 
przodkami swojego domu liczą, że pierwszym protopla- 
stą ich nie Fedor Korybutowicz, lecz Rusin z krwi i 



/ 



— 212 — 

kości, ów historyczny awanturnik kniaź Fedko z Ne- 
świdu występuje. Pierzcha tedy przed nami przeszło dwu- 
wiekowa mgła, historyczna prawdę każąca, którą cichy, 
skromny człowiek pracy jednym pociągiem pióra obala , 
znajduje klucz do tej historycznej zagadki , wynikłej 
z tylokrotnego fałszowania metryki litewskiej i z czczego 
pochlebstwa panegirzystów. 

Dotąd stąpaliśmy po omacku , zmuszeni godzić i 
kombinować wybryki naszych kronikarzy, teraz dopiero 
śmiało wkraczamy w dziedzinę historycznej prawdy, roz- 
poczynając szereg pewnych dziejów o xiążętach Wiśnio- 
wieckich , od pierwszego historycznego kziazia na Wi- 
śniowcu Wiśniowieckiego , Michała, syna Wasila Zba- 
rażskiego , którego historycy Michałem Iszym nazy- 
wają , z powodu kilku późniejszych członków tej rodziny, 
toż samo imię noszących. 

Nowych, nieznanych źródeł do historyi xiążąt Wi- 
śniowieckich nie mamy zgoła , a i tę szczupłą wiązankę 
materyałów, jaką w Wiśniowcu zebrać nam udało się, 
postradaliśmy w katastrofie wspomnianej przez nas w przed- 
mowie do tego pisma. Za to staraliśmy się zebrać tutaj 
wszystko, cokolwiek pisano już o tych xiążętach, a na 
drukowanych materyałach nie brak nam wcale. Pan Ju- 
lian Bartoszewicz pierwszy zużytkował je krytycznie 
w pięciu życiorysach xiążąt Wiśniowieckich, drukowa- 
nych w Encyklopedyi Powszechnej; wypisujemy 
je więc niemal dosłownie , dodając do nich to , cośmy 
z innych źródeł o tym domie zaczerpnąć mogli , a co 
pominięte u p. Bartoszewicza. Na poglądy tego znako- 
mitego badacza dziejów naszych, który po Koronowiczu, 
pierwszy niezawodnie odzierżył berło historycznej krytyki, 



— 213 — 

nie zgodzilibyśmy się może tu i ówdzie, pociągnęłoby 
nas to jednak do polemiki przekraczającej zakres naszej 
pracy, — idziemy więc ubitym już szlakiem. Dla ułatwie- 
nia czytelnikom dość zagmatwanego rodowodu, załączamy 
tu genealogiczną tablicę xiążąt Wiśniowieckicb , ułożoną 
przez nas podług filiacyi wskazanej w pracach pp. Stad- 
nickiego i Bartoszewicza, o ile można najdokładniejszą, 
i wracamy do przerwanego wątku. 

Owoż jakeśmy powiedzieli, pierwszym rzeczywistym 
protoplastą xiążąt Wiśniowieckicb , był ów Micbał , syn 
Wasila Zbarażskiego , de jacto już kniaź Wiśniowiecki. 
Nie wiele mamy o nim szczegółów, bo też i epoka, 
w której żył, zbyt oddalona — dziejowa zaś działalność 
możnowładców ówczesnych ograniczała się zwykle na 
harcach z Tatarami , którzy już swe zagony do kraju 
naszego zapuszczali. Gromił ich i xiążę Michał, mąż 
rycerskiego ducha, a uniesiony wojowniczym zapałem, 
aż do Tauryki często się za niemi zapędzał. Zbrojne 
jego hufce oswobadzały mnóstwo ludu w niewolę zabra- 
nego, to też lud ten błogosławieństwa dla ulubionego 
rycerza wzywał. W tych czasach właśnie na wszystkich 
kraju krańcach , rozlegała się sława wojennych czynów 
i zwycięztw wielkiego hetmana Konstantyna xięcia 
Ostrogskiego, naprawdę wielkim w potomności prze- 
zwanego. Xiążę Michał Wiśniowiecki towarzyszył mu 
we wszystkich jego wyprawach i był jednym z najulu- 
bieńszych jego wodzów. Dom Wiśniowieckicb wiele był 
winien Ostrogskim , widzimy to i w późniejszych już 
czasach, kiedy naprzykład xiążę Konstanty Wasil Ostrog- 
ski syn hetmański, wyprasza w r. 1545 u króla zamek 
Peremil z okolicznemi wsiami dla Wiśniowieckicb, po- 



— 214 — 

tomków Michiiła '). Jedność wiary, a może i związki 
pokrewne, wyro d z iły tak ścisły stosunek tych dwóch xią- 
żęcych domów. A wielką musiała być cześć naszego 
xięcia Michała dla hetmana Ostrogskiego, kiedy aż nie- 
którzy kronikarze, jakby przeczuwając niedyskretną póź- 
niejszych pokoleń ciekawość, dla czego Wiśniowieccy, 
którzy mienią sie Jagiellońskiego szczepu potomkami, 
nie pieczętowali się Pogonią jak inni xiążęta litewscy, 
twierdząc, że kiedy hetman Ostrogski po Avyjściu z nie- 
woli herb swój zmienił i xiążę Michał wówczas (około 
r. 1500) poszedł za jego przykładem i rodową swą 
Pogoń na herb, który xiążęta ci aż do wygaśnięcia 
swego przechowali , przekształcił. A był ten herb : na 
tarczy w polu czerwonem księżyc obu rogami na dół 
zwrócony, na nim krzyż potrójny, w samym środku po- 
między rogami xiężyca gwiazda sześciopromienna, na heł- 
mie xiażęca mitra. 

Xiążę Michał zwał się jeszcze kniaziem Zbarażskim 
i Wiśniowieckim. W Aktach R. Zach. Tom II. str. 
28 znajdujemy przywilej króla Zygmunta Starego z dnia 
7 września 1507 r., do niego i do innych namiestników, 
„którzy z nich na potem będą od nas dzierżyli Bracław". 
Kniaź był wtedy rzeczyw^iście namiestnikiem bracławskim. 
Ziemianie bracławscy bili czołem królowi, to jest prosili 
go. o politowanie nad SAVojemi włościami , które były 
spustoszone i w końcu zniszczone przez nieprzyjaciela. 
Ziemianie ci mieli mało ludzi , a jeżeliby kto i gotów 
był przejść do nich z zagranicy albo zkądkolwiek, wa- 



') Patrz Pamiętniki komissyi archeolog, kijows. Tom IV. 
Z str. 181. 



— 215 — 

hał się zwykle , bo mu potrzeba było placie królewska 
podymszczyznę. Wynosił ten podatek za dawnycb szczę- 
śliwszych czasów, kiedy włości były jak należy, 30 kop 
groszy. Prosili tedy ziemianie , żeby dla podniesienia na 
nowo włości zwolnił król wszystkich ludzi ich od tej 
podymszczyzny. Za to na króla oddawali wszystkie 
karczmy swoje w Bracławiu i po wsiach. Król zezwolił 
na wszystko i podymszczyznę darował raz na zawsze 
ziemianom. Do kniazia słał rozkaz , żeby nie pobierał 
jej nadal , ani jego następcy. W tym przywileju już 
Michał nazwany jest kniaziem. 

Pod xięciem Michałem, Wiśniowiec raz już w roku 
1494 srodze cl Tatarów zburzony, cieszył się świetnem 
zwycięztwem nad bisurmanami. Hetmani Konstantyn 
Ostrogski i Mikołaj Koniecpolski , jak to Stryjkowski 
wierszami i prozą opisał, porazili 26 tysięcy Tatarów 
Perekopskich o dwie mile od Wiśniowca, pod wsią Ło- 
puszną 28 kwietnia 1512 roku '). Xiążę Michał mając 
przy boku czterech swoich synów, osobiście walczył 
w tej bitwie, a zagrzany niebezpieczeństwem, które tak 
blisko jego rodzinnemu gniazdu zagrażało , cudów wale- 
czności dokazywał, czem się wielce do odniesionego 
zwycięztwa przyczynił. Z synów xięcia Michała, dwóch 
zapewne poledz musiało w powyższej bitwie — dwóch 
bowiem tylko imiona późniejsze kroniki wzmiankują. 

Byli to Alexander starosta rzeczycki i Iwan 
starosta szyski , którzy dwie linie oddzielne w domie 
xiążąt Wiśniowieckich utworzyli, królewską i xiążęcą; 



^) Wspomnieliśmy o tej bitwie przy opisie Łopuszny, 
rozdział XIV w tym Tomie. 



— 216 — 

z tych pierwsza zakończyła sie na królu Michale w 1673 
roku, druga, na której wygast ten ród, na xięłciu Mi- 
chale Serwacym w 1744 roku. Alexander prowadzi kró- 
lewską. Iwan xiążęcą linię. Obaj mężni — krew tu bo- 
wiem rycerska idzie z pokolenia w pokolenie ; po Łopu- 
szańskiej wygranej bili się jeszcze z Tatarami pod Ol- 
szanicą w r. 1527, na kresach białocerkiewskich, zawsze 
pod wodzą xięcia Konstantego Ostrogskiego. Alexander 
poszedł potem z wojewodą litewskim na Smoleńsk w r. 
.1534 i posady zapalił '). Iwan pojmany w roku 1549 
w zamku swym Peremirce pod Krzemieńcem przez Ta- 
tarów, uprowadzony wraz z żoną przez nich do niewoli, 
po kilku leciech dopiero za znacznym okupem odzyskał 
swobodę , której do końca życia używał na pomszczenie 
na pohańcach swojego uwięzienia. Tyle kroniki o tych 
xiążętach. 

Dla nieprzerywania wątku oddzielnie o każdej linii 
mówić będziemy, rozpoczynając od starszej królewskiej, 
którą dalej prowadzą dwaj synowie Alexandra starosty 
Rzeczyckiego , z Katarzyny Skorucianki , nie zaś Skoru- 
tańskiej , jak mylnie piszą niektóre herbarzy, zrodzeni. 
Starszy Michał II kasztelan kijowski, postać więcej 
dziejowa, historyczna, i młodszy Alexander na imię 
jak i ojciec , o którym głucho w dziejach, prócz że był 
ożeniony z kniaziówną Kapuścianką kasztelanówną bra- 
cławską , z którą miał syna Adam a. Ten Adam pan 
z Brahimia , rezydencyonalnej swej majętności , sławny 
był tem, że w jego domu w Brahimiu pojawił się 
pierwszy samozwaniec Dymitr, o czem w innem miejscu 



^) Carstw, kniga, str. 39. 



— 217 — 

obszerniej powiemy. Zresztą xiąźc to był cicby, spo- 
kojne wnętrze domowe nadewszystko lubiący, naukom 
oddany, na widownię polityczną rzadko zazierał, cbyba 
wypadkami powikłany, jak na owe wyprawę moskiewska 
w obronie Samozwańca, jedyną podobno, jaką przedsię- 
brał. Zona jego Alexandra Cbodkiewiczówna , siostra 
hetmana Jana Karola, często mu figle w pożyciu mal- 
żeńskiem płatała. Natracą o swych miłostkach z nia 
Samuel Maskiewicz w swych pamiętnikach, miłostkach, 
które aź pan hetman brat xięźnej, miał przerwać po- 
dobno *). Z tego małżeństwa córka jedynaczka Kry- 
styna w dom Daniłowiczów przeniosła majątek. 

Kiedy potomstwo młodszego syna starosty Rzeczy- 
ckiego wygasło tak prędko, starszy natomiast syn jego, 
Michał II, podtrzymał ród Wiśniowieckich. 

Już w r. 1560 był starostą na Kaniowie i Czerka- 
sach, jak niegdyś Daszkiewicz, a były te grody jakby 
strażą ziem Rusi , dla tego król ciągle posyłał do niego 
stosowne polecenia. Raz kazał mu przepuszczać posel- 
stwo krymskie do Polski (dnia 23 listopada 1560), 
drugi raz nawet wojsko tatarskie Dewlet Giraja bana i 
syna jego Gałgę , którzy ciągnąć mieli obok zamków 
ukrainnych xięcia na Moskwę (20 stycznia 1561 roku); 



>) Patrz ,PamiętHiki do historyi Rossyi i Polski wieku 
XVI i XVII Samuela Maskiewicza", wydane po raz pierwszy 
w tłómaczeniu rossyjskiem Ustriałowa w Petersburgu 1834 
roku, następnie po polsku z rękopisu w Wilnie u Teofila 
Glucksberga 1838 r. W tych ciekawych pamiętnikach dużo 
szczegółów o xicciu Adamie Wiśniowieckim , jego dworze 
w Brahimiu i rodzinnych stosunkach xiccia. 

28 



/ 



— 218 — 

kazał nawet król xięciu dawać Tatarom przewodników '). 
W r. 1563 wiosna sam Michał z Kozakami niżowymi i 
Tatarami białogrodzkimi , prowadził wojnę z Moskwą 
w siewierskich stronach i kraj cały spustoszył, Staroduba 
i Czerniechowa dobył. Wtedy mianowany rotmistrzem 
królewskim. U króla miał xiążę tyle względów, że 
wstawiał się nieraz do niego za zbiegami z Kaniowa i 
Czerkas. Zachęceni zyskiem uchodzili na służbę do Mo- 
skwy, lecz potem nie śmieli wracać do zamków swoich, 
tonęli w stepach za porohami. Xiążę , najbliższy sąsiad 
tych rycerzy stepów, wstawiał się za nimi , król więc 
udzielił mu prawa glejtu . że kogo xiążę uwolni od za- 
rzutów zdrady, ma być swobodny, przeszłość puszczała 
się w zapomnienie. Ztąd zapewne urosły te baśnie, że 
Michał Wiśniowiecki był hetmanem kozackim, gdy tym- 
czasem był takim starostą grodów ukrainnych, kozaczych, 
jak Daszkiewicz i Lanckoroiiski. W roku 1569, kiedy 
szlachta wołyńska przysięgała na unię , nie stanęli we 
Włodzimierzu ani xiężna matka Katarzyna Skorucianka, 
ani jej synowie xiążęta Michał i Alexander, ani też trzeci 
Wiśniowiecki ich brat stryjeczny Andrzej Iwanowicz sta- 
rościc Szyski. Michał nie stanął dla tego , że pojechał 
na sejm do Lublina ze sługą swoim kniaziem Eustachym 
Rożyńskim ^). N? sejmie tym prawdopodobnie został 
Michał kasztelanem bracławskim , z czego postąpił pó- 
źniej na kasztelana kijowskiego. Rok śmierci xiążęcia 
niewiadomy, ani z kim był żonaty, zostawił tylko dwóch 



•) Akty Bossyi Z a cho dnio-południ o w ej Tomll 
str. 154. 

2; Iwaniszew, „Życ,ięk^ijazia Kurbskiego" Tom I,str. 22 — 24. 



— 219 ~- 

synów Jerzego kasztelana kijowskiego i Michała III 
starostę owruckiego. 

Jerzy po ojcu kasztelan kijowski od 1609 do 1613 
roku, król go obdarzył starostwem kamionackim. Pierwszy 
może zWiśniowieckich odznaczył się więcej w zakresie oby- 
watelskim niż na polu bitew, trzymał wprawdzie zawsze wzo- 
rem swych przodków przeszło dwa tysiące ludzi gotowych do 
boju, których wysyłał dla odpędzania Tatarów od granic oj- 
czyzny, sam jednakże rzadko w tych wyprawach brał udział. 
Za to gorliwie przewodniczył na wszystkich sejmach, ko- 
misyach i sądach, za jego czasów agitujących się. Sta- 
ranne otrzymawszy wychowanie, zalecał się łatwością i 
darem wymowy. Za jego życia już fortuna Wiśniowie- 
ckich była potężną, wielkopańską, to też xiążę po przod- 
kach odziedziczył i zamiłowanie do wystawy i przepychu. 
Dwór jego w Załoścach , wiosce pod Wiśniowcem poło- 
żonej , a jak wówczas Nesterwarem zwanej, był na 
slopie prawie monarszej. Sam rozmiłowany w xięgach, 
z upodobaniem otaczał się ludźmi uczonymi, cudzoziemcy 
zwłaszcza wyróżniani od xięcia napełniali zawsze pałac 
jego. Teologia od młodu szczególny miała powab dla 
xięcia Jerzego, nieustanne też miewał konferencye z du- 
chownymi, aż ostatecznie po długich rozumowaniach, 
pierwszy w swym rodzie odstąpił od dyzunii i przeszedł 
na wiarę katolicką. To wyrodziło zaciętą walkę między 
nim i bratem jego Michałem III, zagorzałym wrogiem 
katolicyzmu, — dwaj bracia ostro naprzeciw siebie stali. 
W późniejszych już czasach w rodzie kniaziów Wiśnio- 
wieckich, rozterki religijne i spory o wyznanie, przy- 
brały charakter długiej, namiętnej walki. Wszyscy byli 
pierwotnie obrządku słowiańskiego, lecz z czasem ci i 



— 220 — 

owi poprzechodzili pod znamiona kościoła, i to byJo ko- 
ścią rodzinnej niezgody. Kobiety jak zwykle torowały 
drogę. Przed Jerzym jeszcze podobno, przeszła do ko- 
ścioła Ewa Alexandrówna , żona kniazia Piotra Zbaraź- 
skiego, nawrócona przez sławnego Jezuitę Kaspra Naha- 
jusa w roku 1595 *). Nahajus ten kilka potem takich 
konwersyi w domu Wiśniowieckich dokonał. Dość że 
xiażc Jerzy został katolikiem i wielce gorliwym — do- 
brodziejem był zwłaszcza Dominikanów w Busku i Jezu- 
itów Łuckich. Umarł 1617 roku, pogrzebiony w kościółku 
swojej fundacyi w Załoścach ; — kościółka tego i śladu 
już nie masz, Starowolski wszakże dochował długi nad- 
pis grobowy z pomnika xiccia. 

Brat Jerzego, Michał III pospolicie starosta Owru- 
ckim zwany, to znowu postać wydatna, a nie mało takich 
było w rodzie Wiśniowieckich. O nim kilka razy wzmian- 
kować nam już przychodziło — żył bowiem więcej 
wśród nas, na Wołyniu, a w rozmaitych archiwach w na- 
szej prowincyi , przechowały się dot^d jego nadania, 
przywileje i donacye, jakie po rozległych dobrach swych 
poczynił. Po bracie Jerzym w r. 1615 obj^ł on kaszte- 
lanię kijowska, o czem genealogowie nasi nie wiedzą *). 
Xiążę Michał mieszał się czynnie do spraw xięstw Nad- 
dunajskich i szedł śladami utartemi swojego krewnego 
kniazia Dymitra Igo, o którym później. To było powo- 
dem do zguby jednemu i drugiemu — xięcia Michała 
uwikłały w to stosunki rodzinne, przez żonę. Ożeniony 



*) O tern Niesiecki, wydanie lipskie Tom IX str. 350. 

*) Akty Ross yi Zachód, po łud n io we j, Tora IV 
ttr. 451. 



— 221 — 

był z Reginą raczej Ireną Mohylanką, córką Jeremiasza 
Mohily hospodara woi'oskiego, wyniesionego na to 
xiestwo przez Zamojskiego. Urodzony j Polki Despo- 
tówny miał już Mohiła w kraju naszym stosunki krwi i 
wszystkie cztery swe córki za Polaków powydawał, 
wiernie więc Rzpltej hołdował i indygienat od niej na 
sejmie 1S93 r. otrzymał. To wszystko zwróciło uwagę 
Wołoszy, która zawsze niechętna naszemu krajowi , po- 
dejrzliwem okiem patrzyła na to bratanie się swego ho- 
spodara z Rzpltą polską, aż ostatecznie bunt podniósłszy 
zrzuciła Mohiłę z hospodarskiego stolca. Wtedy to 
xiążę Michał wezwawszy do pomocy xiecia Samuela Ko- 
reckiego, drugiego zięcia Mohiły, udał się z nim zbrojno 
na Wołoszczyznę, i w kilkunastu potyczkach poskro- 
miwszy buntowników, napowrót teścia na państwo przy- 
wrócił. Nie łatwa to jednak była rada z podejrzliwym 
i zniechęconym narodem, który znienawidził już był swo- 
jego władzcę. To też wkrótce Mohiła znowu z państwa 
wyrugowany został, a wierni zięciowie i wtedy w obronie 
teścia stanęli i powtórną wyprawę na Wołoszczyznę 
uczynili. Długo tam z przemiennym losem ucierał się 
nasz xiążę , krwawe staczając walki — aż ostatecznie od 
trucizny, w porcelanowem naczyniu z napojem, przez 
Wołochów mu podniesionej , życie zakończył. Było to 
zdaje się w roku 1618, w tym roku już bowiem czy- 
tamy kasztelanem kijowskim Adama Sanguszkę. Ciało 
xięcia sprowadzono do kraju, złożono w rodzinnym gro- 
bie w Wiśniowcu, w zamkowej cerkiewce, gdzie pocho- 
wano i xiężnę później zmarłą — a podanie głosi o 
wielkich skarbach , które w ich trumnach mają hyc prze- 
chowane. 



— 222 — 

Jeszcze będąc starostą Owruckim w 1614 roku, wy- 
kupi! xiążę Michał rodzinne gniazdo swego domu Wi- 
śniowiec z rąk Czartoryskich , do których to miasto 
przeszło po kądzieli i w ich posiadaniu pozostawało 
przez lat blisko dwadzieścia (od r. 1593.) ') Najcha- 
rakterystyczniejszą jednak cechą jego charakteru, był 
fanatyzm religijny. Nieunita , wierny obrządkowi ru- 
skiemu , xiążc Michał był zaciętym Avrogiem kościoła 
katolickiego, to też Moskwa wielce wysławia jego gorli- 
wość religijną , a uniesiona w^ swym zapale nazywa go 
drugim Herakliuszem i Hektorem ^). Już prawie wszyscy 
Wiśniowieccy należeli do kościoła katolickiego, kiedy 
jeszcze xiążę Michał i jego żona trzymali się obrządku 
swych przodków. We wszystkich okolicach kraju brzmiała 
sława męztwa i dzielności rycerskiej xięcia, charakter to 
był uparty, namiętny, zaciął się w swem przywiązaniu do 
cerkwi, i dla tego nikt nie miał na niego dosyć wpływu, 
z bratem Jerzym był w rozterce, a kapłanowi katoli- 
ckiemu i przystęp był wzbroniony do xięcia. Najwięcej 
na pogląd religijny męża wpływała żona jego Regina. 
Rzecz dziwna, cała liczna rodzina Mohiłów tchnęła ser- 
decznością dla Polski. Stnry hospodar wszystkie cztery 
córki powydawał za mąż panom polskim , i gdy tamte 
nawracały się w Polsce , a nawet i bracia ich , którzy 
po burzliwem życiu na Wołoszy, szukali schronienia u 
nas — jedna tylko Regina, najstarsza podobno z rodzeń- 
stwa, mocno trzymała się cerkwi i jak mąż umarła 



^) Akty Rossyi Zach. p ołud., Tom I str. 276. 

^) Patrz o tem „Biesieda Sw. Joanna Złatousta na 14 
posłanji Apostoła Pawła", wydane w Kijowie 1623 roku z de- 
dykacyą xięeiu Stefanowi Swiatopełkowi Czetwertyńskiemu. 



— 223 — 

wierna jej podaniom. Xicztwo oboje wiele robili dla 
obrządku. W dobracb swoicb zadnieprskicb, które pra- 
wie królestwo wynosiły, w Przyłuce, Podhorcu, Lubnach, 
wznosili monastyry i cerkwie. Najsławniejszy z nich byl 
Mgarski w Lubneńskich dobrach , z tego monastyru wy- 
szedł na świat polityczny Izajasz Kopiński , metropolita 
dyzunicki, domowy przyjaciel Wiśniowieckich. Xiążę ko- 
chał się w starych xięgach i pamiątkach cerkiewnych, 
chował on u siebie klejnot wielki, o którym cała Ruś 
koronna wiedziała. Była to xicga tak zwana biesiad, 
rozmów apostolskich. Lwowianie raz wraz słali do xiecia 
swoich mnichów z prośbą, aby im ten klejnot dał wy- 
drukować. Dostali go wreszcie, ale nie sporo szła im 
jakoś ta robota, chociaż xiążc na druk pewną im summc 
był przeznaczył. To zniecierpliwiło xięcia Michała, który 
ostatecznie posłał ojca swego, to jest nadwornego kape- 
lana Fedora, ażeby Lwowianie oddali mu ten klejnot. 
„Myśli wasze od tej roboty dalekie", pisał im w liście 
z Wiśniowca 10 września 1614 roku '). Oto główniej- 
sze rysy charakteru tego nieugiętego xięcia. Zresztą 
dobry to był pan , dla włościan zwłaszcza swych ludzki 
i szczodrobliwy, czego ślady po rozmaitych archiwach 
na Wołyniu dotąd pozostały. Mnichy, cerkwie, stare 
xięgi i nieustanne harce z zaciętą jak on Wołoszą — 
całe to dziwne życie zaprzątały, najsprzeczniejszą często 
amalgamę złego i dobrego w nim tworząc. 

Xiążę Michał umierając, pozostawił z Mohilanki 
czworo potomstwa, córkę Annę i trzech synów: Ale- 
xandra-Janusza, Jerzego-Konstantego i owego 



') Akty Rossyi Zachód, połud., Tom I str. 276. 



— 224 — 

ssawnego Jeremiasza, ojca Michała króla polskiego. 
Anna słynęła ze swej piękności i przymiotów, a rozko- 
chany w niej król Władysław IV byłby się z nią nie- 
chybnie ożenił , gdyby mu tego była nie odradziła nie- 
nawistna Wiśniowieckim partya, lękająca się przewagi 
ich w kraju i tak już wielkiej. Anna więc zaślubioną 
została Zbigniewowi Firlejowi staroście lubelskiemu, lecz 
miłość jej wzajemna z królem stała się znaną w kraju 
całym , na jej tle kilku powieściopisarzy naszych w osta- 
tnich czasach snuli nawet historyczne powieści i romanse. 
Synowie wszyscy trzej wpisali się razem w Krakowie 
w album kongregacyi u św. Barbary, lecz dwaj starsi 
młodo pomarli i pozostał tylko ów xiążę Jeremi , jedna 
z największych sław narodu polskiego , nad którego ży- 
ciem dłużej się zatrzymamy. 

Przy xieciu Jeremim blednieje nawet postać rycerska 
jego przodka, owego Dymitra, Zaporożskiego watażki, 
o którym w swojem miejscu mówić będziemy. Poezya, 
podanie, ubarwiły czyny tamtego — w życiu Jeremiego 
mniej owych bajecznych tryumfów, legendarnych epizo- 
dów, a natomiast występują wielkie , historyczne czyny, 
których sława szeroko rozbrzmiała na wszystkich krań- 
cach Rzeczypospolitej. Jak Dymitr, był i xiążę Jeremi 
niezaprzeczenie rycerzem, ale rycerzem historycznym. 
On to, za panowania Jana Kazimierza wraz z Czarnieckim, 
całą Polskę na barkach swych dźwigał, on Kozaków i 
Tatarów pogromca, zwycięzca Chmielnickiego pod Bere- 
steczkiem. On ogromne majątki, tę Ukrainę zadnieprską, 
krwawą wysługę domu Wiśniowieckich (jak ją sam w te- 
stamencie swoim nazywa), w ręku carów moskiewskich, 
którzy do niego poselstwa wysyłali, zostawił, niechcąc 



— 225 — 

obcemu panu przysięgać. Srogi w boju, w zemście 
okrutny, jak dziecko rozczulał się xiążc nad nieszczę- 
ściami kraju, powtarzając ulubione swe przysłowie : „ca- 
lamiłas patriae, lamentatio Hieremiae^' (klęska ojczyzny, 
to płacz u Jeremiasza). Pisano o nim tomy całe, zakres 
więc naszej pracy pozwala nam zaledwie zeszkicowac — 
to życie bobatera, rycerza. 

Xiężna matka, owa fanatyczka Rusinka Regina, prze- 
żyła męża , drżała ona o los jedynaka , raczej o jego 
wiarę. Umierając strasznemi zaklinaniami i prośbami 
zobowiązywała go , żeby obrządku swych ojców po mie- 
czu i kądzieli nie rzucał. W położeniu jednak młodego 
lięcia było to prawie niemożebne , już bowiem pod ko- 
niec panowania Zygmunta III wszyscy prawie panowie 
Rusi porzucali swój obrządek, i już wtedy, jak to po- 
świadcza metropolita dyzunicki Kopiński, powiadano, że 
obrządek słowiański „to chłopska wiara" '). Nakładała 
więc xiężna na syna obowiązki, których spełnić nie mógł. 
Ojciec Jeremiasza odumarł go dzieckiem, niedługo potem 
pomarli i starsi jego bracia , Jeremiasz więc z siostrą 
Anną dostali się w opiekę stryjowi swemu, jak mówiono, 
ale był to dalszy krewny z innej linii, xięciu Konstan- 
temu wojewodzie ruskiemu , zięciowi Mniszcha, wojewody 
sandomierskiego , całem sercem katolika. Edukacyę więc 
młodego xięcia rozpoczęto od razu od oddania go do 
szkół Jezuickich we Lwowie, następnie do akademii kra- 
kowskiej. Już we Lwowie za wpływem Jezuitów pojednał 
się Jeremiasz z kościołem, nie wydał się jednak z tern 
zrazu przed swoimi i naprzód odbył podróż po Europie. 



') Akty Rossy i Zach., Tom IV st. 528. 



— 226 — 

Tu już zagrała w nim krew rycerska z ojca i dziada, 
rwał się do konia i zbroi. Najwięcej też czasu strawił 
na polorze w dziełach wojennych, zwiedzał i oglądał 
arsenały, przypatrywał się fortyfikacyom i w ogólności 
rozwojowi i postępom sztuki wojskowej w obcych kra- 
jach, z zamiarem zastosowania ich z czasem- we własnej 
ojczyźnie, gdzie pomimo rycerskiego ducha, postęp w tych 
rzeczach dość jeszcze był zacofany. Pierwszym czynem 
Jeremiasza po powrocie jego do ojczyzny, było przejście 
jawne do kościoła. Zadrżał dowiedziawszy się o tem, 
mentor i przewodnik jego od dzieciństwa, ów metropolita 
kijowski Izajasz Kopiński , który na wierności jego dla 
cerkwi wielkie snuł nadzieje; napisał więc list do xięcia 
z upominaniem, z prośbą, z dowodzeniami, przypominał 
zaklęcia matki, „nie dziw to w młodych leciech" pisał 
„dac się uwieść mowami ludzkiemi , a czasem to bywa 
w młodych dziecinnych leciech i przez mus, ale to 
wszystko nic. Gdy W. xiążęca M. zechcesz , zaraz to 
wszystko uczynić potrafisz. Masz W. x»ąźcca M. z łaski 
Bożej w majętnościach swoich i cerkwi , i monastyrów i 
duchownych osób dosyć, nietrzeba szukać tego gdzie- 
indziej : czego W. x. M. potrzebować będziesz, wszystko 
snadnie odzierżysz. My jednak do końca nie zwątpimy 
o mądrem i rozsądnem i uważnem baczeniu W. x. M., 
iż W. X. M. nie do końca zasmucić i cerkiew w nie- 
pamięć rzucić raczysz ; na imię że , całe duchowieństwo, 
całe chrześciaństwo uniżenie i płaczliwie prosimy" itd. *). 
Wszystko to jednak nic nie pomogło , xiążę Jeremiasz 
już wtenczas swój nieugięty charakter pokazał — jak- 



') List ten w Aktach R o s. zach., Tom IV str. 526— 529. 



— 227 ~ 

kolwiek dziewiętnaście lat życia liczył dopiero — uparł 
się i Kopińskiego nie posłuchał. Następca tego Kopiń- 
skiego , Piotr Mohiła , brat stryjeczny matki , już go na- 
wet do tego nakłaniać nie śmiał, przynajmniej nie ma 
o tem żadnych skazówek , ani śladu że xięcia potem na- 
wracać usiłowano. Zresztą ten Mohiła sam był podej- 
rzanej wiary, chylił się za lada wiatru powiewem , i do- 
piero później zwaliwszy z kijowskiej stolicy Kopińskiego 
i sam na niej zasiadłszy, wystąpił jako gorący zwolen- 
nik dyzunii. 

Jedyny to był z Mohiłów, co w Polsce swoją sa- 
mowolą , nieposłuszeństwem królowi i przewrotnemi za- 
biegami szkodził. W czasach metropolii tego Mohiły, 
otwierało się właśnie dla xięcia świetne pole obywatel- 
skiej pracy na Zadnieprzu. 

Wybuchła wojna z Moskwą w 1633 — 1634 roku, 
xiążę uzbroiwszy 5 tysięcy własnych swoich ludzi, wkro- 
czył do ziemi nieprzyjacielskiej , chęć sławy i zwycię- 
stwa paliła go, niszczył więc i w gruzy zamieniał mia- 
sta i miasteczka , przez które przechodził , aż nareszcie 
wstępnym bojem odniósł zwycięztwo pod Putywlem. Na 
drugą wyprawę wybrał się już z Łukaszem Żółkiew- 
skim , obadwaj panowie obszernych ukrainnych włości za 
Dnieprem. Miasta : Kursk , Siewsk , Piylsk i okoliczne po- 
wiaty, czyli jak mówiono wtedy trakty, w popiół i pe- 
rzynę obrócił, szerokie łuny oznaczały wszędzie pochód 
lięcia , i ztąd go Moskwa polskim Palejem przezwała. 
Sam król Władysław IV przyznawał mu to , że rycer- 
skie jego sprawy wielce się przyczyniły do zwycięztw 
ówczwnych i do zawarcia korzystnego pokoju przez wo- 
jewodów moskiewskich pod Smoleńskiem. Wtedy to po- 



— 228 — 

dobno obdarzył król Wiśniowieckiego starostwami: prze- 
myślskiem , kaniowskiem i prasnyskiem ; owruckie odzie- 
dziczy! Jeremi po ojcu. 

Wojna dawniejsza zakończona pokojem dywileńskim, 
pomknęła szeroko po za Dnieprem granice koronne, pra- 
wie aź w te strony, do których sięgała w najświetniej- 
szych swoich czasach potęga Litwy jagiellońskiej ; drugi 
pokój zawarty w r. 1634 w Polanówce po wojnie, którą 
Władysław IV prowadził na początku swojego panowa- 
nia, granice te utwierdził, zarysował mocno. Czernie- 
chów, Nowogród - Siewierski , Trubczewsk i wszystkie 
kraje aź po rzekę Upę odeszły do Polski. Na Naddnie- 
przu właśnie największe dobra posiadał xiążę. Dobra te 
wprzódy zaciśnione , jakby odcięte za Dnieprem , były 
teraz bezpieczne i spokojne, gdy granica daleko się roz- 
winęła. Młody xiążę w dobrach tych osiadł, a mianowi- 
cie w Lubnach, nie na Wołyniu, jak jego przodkowie, 
pisał się nawet w okazałym swym tytule xiążęciem na 
Wiśniowcu i Lubnach. Tam było pole do pracy, urzą- 
dzenie tego kraju zadnieprskiego, zlanie go z koronnemi 
ziemiami, z Rusią przeddnieprską. Cały się oddał tej 
pracy. Posiadłości też miał wielkie , jakby król niemie- 
cki, na kilkanaście mil wzdłuż i wszerz ciągnące się. 
Granice ich określa Gazeta guberni al na Połtaw- 
ska z r. 1848 Nr. 40. Dobra te mówi to pismo, za- 
czynały się od miasta Czyhiryna i Dubrowy nad Dnie- 
prem , ciągnęły się po nad Sułą aż do ujściu Supoja , 
przez całą dzisiejszą gubernię Połtawską, i zająwszy wiele 
kraju za Sułą, obejmowały Chorol i Połtawę i docho- 
dziły prawie aż do Konotopa w gubernii czerniechow- 
skiej. Cała prawie południowa część województwa kijów- 



— 229 — 

skiego za Dnieprem i wielkie ekonomie z miastami : Ru- 
mno (dzisiejsze Ramno sławne jarmarkami), Lubno i Ło- 
chwica, Jeremiówka, Przyluki, były jego własnością. Na 
tej ogromnej przestrzeni , nielicząc w to Wiśniowieeczy- 
zny i dóbr wołyńskich, liczyło się 56 miast i wsi, a 
w nich 39,610 gospodarzy, to jest poddanych, z któ- 
rych każdy aby był wolny od pańszczyzny, płacił po 5 
talarów rocznie czynszu. Czynsz ten sam już wynosił 
rocznie około 180,000 rubli sr. Oprócz tego miał xiążę 
Jeremi mnóstwo futorów i folwarków ekonomicznych na 
rzekach ukraińskich i posiadał 423 młynów, a od każ- 
dego płacili młynarze po 2 czerwone złote. Prócz tego 
we wszystkich miastach, wsiach i futorach szynki szły 
na imię xięcia i dochody mu z onych składano. Dodaj- 
my do tego podatki ze zboża , miodu , bydła , zwie- 
rzyny, ptactwa, jak to było w zwyczaju ówczesnym, i bo- 
browe gony, a będziemy mieli pojęcie, jak wielka była 
fortuna xięcia Jeremiego ; nie dziw więc, że się tak za- 
żarcie bił potem z Chmielnickim , z obawy żeby tego 
wszystkiego nie utracić, — losy jednakże inaczej pokiero- 
wały, przyprowadzając tego wielkiego pana do zupełnego 
ubóstwa *). 

O Rumno starał się Jeremi z Adamem Kazanow- 
skim , ulubieńcem królewskim , marszałkiem koronnym , 



*) P. Alexander Przeździecki w dziele „Podole, Wołyń, 
Ukraina" w rozdziale o Wiśniowcu podaje ciekawy inwentarz 
dóbr zadnieprskich do xięcia Jeremiego należących, to jest 
spis wsiów i miast, z wyliczeniem osiadłych w nich gospoda- 
rzy i kół młyńskich w każdej z tych majętności. Jest to wy- 
ciąg z manuskryptu xięcia Michała Wiśniowieckiego kanclerza 
W. W. X. Lit. ostatniego tego domu potomka, przechowuje- 



^ 230 — 

który także rościł sobie prawa do tej bogatej królew- 
szczyzny. Ciekawy ten spór szczegółowo opisany w pa- 
miętnikach kanclerza Radziwiłła , i w 3cim Tomie Szki- 



cego się dotęd w biblietece Przeździeckich w Czarnym Ostro - 
wiu na Podolu. Wypisujemy dosłownie ten ciekawy dokument. 

Gospodarze Koła młyńskie 



Lubnie 


2646 


40 


Chorol 


1297 


8 


Horoszyn 


107 


U 


Łukoml 


524 


n 


Orezyca 


91 


m 


Buroml 


158 


6 


Jeremidwka 


327 


» 


Żołanin 


312 


9 


Czehryn, Dubrowa 


137 


6 


Piratyn 


1749 


38 


Biało-Szapki 


374 


3 


Dejrzy-kraj 


318 


m 


Zołotonosa 


273 


13 


Pieszczana 


230 


8 


Domontów 


243 


5 


Przyłuka 


366 


36 


Pułtawa 


812 


11 


Monastcrzyszcze 


939 


12 


Haka 


824 


6 


Zórawka 


474 


16 


Horodnia 


312 


12 


Hmirówka 


138 


2 


Jezna 


1494 


3 


Iwania 


336 


3 


Hołonka 


304 


2 


Krasne 


995 


4 


Lipowe 


381 


9 


Kropi w na 


184 


r> 



— 231 



ców historycznych Szajnochy. Xiążę dumny utrzymał się 
przy swojem, bo gotów byl dla tej prywaty nawet sej- 
my zaburzyć i wojnę domową rozpocząć ; już nawet 
uzbrajał na ten cel 12 tysięcy własnego ludu , kiedy Włady- 
sław IV nastraszony tern, acz niechętnie, dobra te w r. 1635 



Gospodarze 


Koła młyńskie 


Sambor 


198 


m 


Hryńsk 


1264 


16 


Warwa 


2037 


21 


Perewotoczno 


426 


10 


Siekierzyna 


128 


12 


Siebrne 


1830 


U 


Czerniuchy 


944 


9 


Sniatynka 


436 


14 


Woronki 


145 


1 


Mnoha 


285 


3 


Kurynka 


346 


24 


Łochwica 


3325 


35 


Piski 


349 


6 


Siencza 


1403 


31 


Komiszno i Ruczynce 


1194 


9 


Hmutecz 


446 


8 


Serkijówka i Robiszdwka 


214 


n 


Carów-brdd 


104 


2 


Lipowa dolina 


150 


2 


Kraj gród 


135 


» 


Opanaszówka 


17 


« 


Tałajówka 


60 


« 


Ramno (dzisiejsze Ramny) 


6000 


• 


Moszna 


1400 


• 


Korybutów 


600 


^ 


Kulihorodzice 


800 


» 



Summa gospodarzy 39.610. Kółmł. 4^3. 



— 232 — 

za Wiśaiowieckim przyznał. Xiążc w tym sporze okazał 
się tak zaciętym , tak na własna rękę działającym , że gdy 
Rumno leżało na samem pograniczu kraju, w Czernie- 
chowskiem, zaczął już był wycinać lasy i torować sobie 
drogę do Moskwy. Na granicy z tego powodu zacho- 
dziły bójki , a kiedy się car skarżył xięciu na najazd , 
Jeremi odparł mu z dumą, że „większe ma prawo do 
Moskwy xiążę Jeremi , niżeli car moskiewski do Rumna". 
Z tej odpowiedzi już można brać miarę , jak xiążę wy- 
soko siebie stawił. I w istocie wielkim, nieocenionym 
jego przymiotom, jedynie ta wielka duma ubliżała. Był 
to szlachcic i pan zarazem. Szlachcic na przeciw ludu 
wiejskiego — chłopstwa , pan naprzeciw króla i szlachty, 
nie tylko senator Rzeczypospolitej, ale prawie udzielny, 
uparty władzca , którego nikt obrażać nie mógł. Doznał 
nieraz jego potęgi i król Władysław. Dobrodziej ludu, 
był razem xiążę nieubłaganym wrogiem jego buntów, 
dusił je krwią i ogniem. Środki gwałtowne nie prowa- 
dziły do celu, ale bodaj czy były inne jakie do postę- 
powania ze stepowym narodem, z potomkami dawnych 
Połowców i C*erkiesów, których więcej było na tem Za- 
dnieprzu, jak dawnych Polan i Siewierzan. Krew sło- 
wiańskich pokoleń od Czerniechowa , od Nowogrodu , nie 
brała udziału w buntach , burzyło się tylko południe , 
okolice dzisiejsze połtawskie , krew stepowa , zesławiań- 
szczona. Ludowi temu w niebie nie mogło być lepiej , 
jak pod rządem xięcia. Ciężarów prawie żadnych, do- 
brobyt powszechny, lud wszędzie jedną massa nieunicki , 
trzymał się swojej wiary jak chciał, miał w samych dobrach 
xięcia bogate piękne monastyry i tylko chyba w sferach 
wyższych szlacheckich był pociąg ku unii. Xiążc więc 



— 233 — 

bawił się w pana udzielnego , wiele rycerstwa polskiego 
na dworze swoim podejmował , przyjmował wspaniale , 
cudzoziemcy go nawet nawiedzali na Zadnieprzu. W Lu- 
bnach, głównej swej rezydencyi, przyjmował Jeremi po- 
selstwa od carów Michała i Alexego , od bana z Kry- 
mu, od Sułtana, od xięcia Siedmiogrodu, jakby im ró- 
wny, jakby sam panujący. Był tam po części i interes 
schlebiania tak potężnemu moźnowładzcy , ale miano też 
i szacunek dla jego niezaprzeczonych zalet. Papież oso- 
bliwie pochwalał jego żarliwość i zabiegi w obronie 
wiary, i wszystko dlań uczynić był gotów. Xiążc był 
hojny, jak na takiego pana przystało , po rycersku co 
roku rozdawał wielkie summy w nagrodę dla zasłużonych 
żołnierzy, dawał im i chleb w dobrach swoich po li- 
cznych ekonomiach. Na potrzeby wojenne 12 tysięcy lu- 
dzi z dóbr swoich wyprowadzał w pole i utrzymywał 
ich swoim kosztem. 

Podają o nim , że w złych już czasach , w nieszczę- 
ściach, kiedy mu jego rozległe dobra odcięto, kiedy 
dochodów już zabrakło , xiążę na wykupno z niewoli ta- 
tarskiej pięciu rycerzy i tyluż Bernardynów, pierścień 
swój ślubny ze skarbca, od teścia Zamojskiego mu dany, 
na ten cel ofiarował. Największą z zasług Jeremiego , 
było to szczepienie życia narodowego na Zadnieprzu , 
wciąż przez lat kilkanaście. Ciągle tam mieszkał i wyjeż- 
dżał chyba na sejmy lub na wojny, na Wołyń nawet 
rzadko zazierał. Budował kościoły katolickie w swoich 
dobrach za Dnieprem , parafialne wystawił w Lubnach , 
w Rumnie i w Łochwicy, Dominikanów osadził w Przy- 
łuce. Nie zapominał też i o dobrach swoich przed Dnie- 
prem leżących; tu wystawił kościoły w Białym Kamieniu 

30 



— 234 — 

i w Mosznie , w Wiśniowcu najwspanialszą wzniósł bazy- 
likę dla Karmelitów bosych , zniszczoną potem prawie 
do szczętu przez Kozaków. Cały ten ustęp życia xięcia, 
spędzony na Zadnieprzu , między wojną moskiewską a 
buntem Chmielnickiego (1635 — 1648 r.) nazywa Barto- 
szewicz jego sielanką , bo pomimo wycieczek rycerskich, 
była to rzeczywiście sielanka , czas poświęcony pracy 
najzacniejszej , kolonizacyi , urządzeniu stosunków wło- 
ściańskich, szerzeniu publicznego narodowego życia. 
Przecudowny materyał do tej sielanki znajdzie badacz 
w bogatym zbiorze aktów odnoszących się do dziejów 
południowej i zachodniej Rusi, a mianowicie w Tomie 
3cim, obejmującym właśnie ów trzynastoletni okres. Śli- 
czny to , nieoceniony materyał ; kto chce bliżej poznać 
ten żywot polskiego pana , reprezentanta idei na pogra- 
niczu dwóch światów, zgubionego wstępach, nie potrze- 
buje bogatszych niż w tem źródle faktów, które się 
same proszą pod pióro. Tyle cudownego materyału nie- 
obrobionego u nas. Xiążę Jeremiasz , odda mu tę spra- 
wiedliwość historya , był reprezentantem idei , pracował 
dla niej, poświęcał się , jak może nikt drugi , a przy- 
najmniej pod tym względem o wiele , o bardzo wiele , 
jest szlachetniejszym od wszystkich innych panów ukrain- 
nych , którzy dobra , starostwa swoje posiadali nad Dnie- 
prem. Panowie ci pospolicie mieszkali w zankach we- 
wnątrz kraju i nie szli na kresy, bo tam było niebez- 
piecznie od Turka , złe od Krymu sąsiedsłwo i do tego 
nieustanne bunty niżowych lub zbałamuconego przez nich 
ludu , nie chciało się więc pracować , tem bardziej głową 
nałożyć. Trzymało się dla tego w ukrainnych ziemiach 
podstarościch , ciętą i butną szlachtę , którzy to wy woły- 



— 235 — 

wali mniej albo więcej straszne zajścia z miejscowym 
żywiołem. Xięcia na te kresy powiódł duch rycerski i 
to nieoceniona jego zasługa. Xiążę nie zasnął , ale dzia- 
łał, przykład jego wiele szlachty ściągał, nawet ze stron 
oddalonych kraju , była tam miedzy innemi cała rodzina 
mazowiecka Wesslów, których akta ukrainne nazywają 
błędnie Wyszlami. Xięciu czynnie pomagał jeden tylko 
pan , to Adam Kisiel kasztelan czerniechowski , potem 
wojewoda bracławski , który mieszkał także częściej na 
Zadni eprzu w swojej włości Kobyszczy, niż w Huszczy, 
dobrach wołyńskich. Inni panowie, jak Łukasz Żółkiew- 
ski , Mikołaj Potocki , chociaż dwory prowadzili na Ukra- 
inie, częstokroć wyjeżdżali w inne strony; zresztą xiążę 
i Kisiel więcej dla Rusi znaczyli , jako sami Rusini. Po- 
magało xięciu i prawodawstwo Rzeczypospolitej , które 
urządziło na Zadnieprzu województwo czerniechowskie , 
tudzież dwa całe ziemstwa i grody. W ciągu tej swojej 
sielanki xiążę w r. 1637 wyprawiał się przeciw buntom 
chłopskim , dzielnie i mężnie tłumił pierwsze ich iskierki, 
siejąc zgrozę i postrach do koła , walecznie stanął w bi- 
twach nad rzeką Starcem , po Żołninem , Mnohą , Slepo- 
rodem, Horzycą, Kumejkami, Lubnami, Konstantynowem, 
Przyłuką i Niemirowem, wszędzie hersztów śmiercią ka- 
rząc. Szlachta wołyńska już pod owe czasy upominała 
się za xięciem, polecała jego zasługi, obrała go posłem 
w Łucku na sejm 1639 roku. We dwa lata później po- 
świadczając, że „xiążę żadnej okazyi do usługi Rzeczypo- 
spolitej nie opuszczał", że „nie folgował zdrowiu i do- 
statkom swoim" , że „w znacznem gronie ludzi zawsze 
stawał", prosiła sejmu w r. 1641 , żeby miasta i włości 
ukrainne xiccia „zniszczone i spustoszałe" przez Kozaków 



— 236 — 

i pogan, na lat ośm uwolnił od wszelkich podatków ^). 
Dalej w 1643 r. gdy Omer Aga wódz tatarski z lOcio- 
tysieczną chmura Tatarów Ukrainę naszedł i wielką z niej 
zdobycz w ludziach i łupach uprowadzał, Wiśniowiecki 
zaszedł mu drogę i dnia 6 sierpnia w sam dzień Prze- 
mienienia Pańskiego walną z nim stoczył bitwę , pobił , 
jeńców oswobodził, łupy odebrał, a pojmanego syna 
Agi , Bajram Baszę , w prezencie młodemu królewiczowi 
Zygmuntowi , synowi Władysława IV, do Warszawy ode- 
słał. W następnym 1644 r. dnia 30 stycznia tegoż na- 
jezdcę Omara pod Ochmatowem rozbił, a Koniecpolskie- 
go hetmana, w wielkim na ówczas niebezpieczeństwie 
znajdującego się , ocalił , za co ten ostatni do śmierci 
wdzięczność mu chował; w tej bitwie zabito konia pod 
xięciem. Serce wielkie, oddane ojczyźnie okupywało sto- 
krotnie wszelkie winy xięcia; winy te miał ze społe- 
czeństwa, z narodu, wszystkie zalety z siebie. Byłby 
mężem marmurowym , posągowym , ogromnym , gdyby nie 
te winy, płynące z dumy, z wielkiego rozumienia, nie o 
sobie , a o własnem stanowisku , o stanowisku i powin- 
nościach wielkiego pana polskiego. Zalety jednak odda- 
wał mu świat cały. 

W czasie swojej sielanki ożenił się xiążę Jeremi 
z Gryzeldą Zamojską, córką kanclerza Tomasza, wnu- 
czką hetmana , wielkiego Jana Zamojskiego , panią rozu- 
mna. Szlachetne to małżeństwo doskonale się dobrało. 
W roku 1646 przed samą burzą Chmielnickiego, został 
xiążę wojewodą ruskim po Jakóbie Sobieskim , ojcu króla 
Jana. Wojewoda po wojewodzie był ojcem króla. Burza 



') Archiwum Iwaniszcwa, Tom I str. 277. 



— 237 — 

zaskoczyła xiccła na Zadnieprzu. Nie chciał Bóg, by naj- 
mniejsza jego zasługa zginęła i dla tego posiał mu po 
drodze dziejopisarzy. Na dworze xiecia był Bohdan Ma- 
skiewicz w owym czasie. Pisał ten Bohdan pamiętniki , 
w których największą, najwybitniejszą postacią jest, co 
naturalne , sam xiążę *). Dostarczył Bohdan kilka żywych 
bardzo rysów do odmalowania tej postaci w dobie przed 
burzą , ale nieoceniony jest w opisie samej burzy. 
Xiążę nagle przez nią zaskoczony, nie stracił przytomno- 
ści umysłu, i jeden tylko z panów koronnych wycofał 
się obronną ręką z Zadnieprza, żeby na Wołyniu podać 
rękę wojskom i szlachcie koronnej. Pochód ten Jere- 
miego z wnętrza, z głębi kraju, wśród strasznie wszę- 
dzie wybuchających płomieni, przecinających drogę, 
wśród dymu miast, wiosek i borów, wśród szaleństw 
zdziczałego ludu , jest wielkim czynem wojennym , dotąd 
nieocenionym należycie , czemś w rc^dzaju odwrotu Xe- 
nofonta. Jeden xiążę spełnił powinność, inni ucichli, lub 
trwożliwie głowę pod miecz dali. Mszcząc się na spraw- 
cach owych klęsk strasznych, którzy kraj mlekiem i mio- 
dem płynący, a mający przed sobą najpiękniejszą przy- 
szłość, rozwalinami zaścielali i zlewali krwią, xiążę 
przebrał miarę. Ale bo też wielką była jego boleść , 
owoc tyloletnich jego zabiegów i czułej pieczy marniał, 



') Maskiewicz teii czy Maszkiewicz Bogusław Kazimierz 
był krewnym Samuela, o którym wspomnieliśmy w przypisku 
nastr.217. Pamiętnik jego, w którym tak bogate materyały do 
życia xięcia Jeremiego znajdujemy, przechował się w kopii 
w bibliotece Puławskiej. Z tej kopii wydał go Niemcewicz 
w otym Tomie swojego Zbioru pamiętników history- 
cznych o dawnej Polsce. 



— 238 — 

rozpraszał się i znikał Te znęcania się nad Kozactwem, 
imię xięcia groźnem uczyniły. Jeremi karał pojmanych 
Kozaków środkami , jakie w półtora wieku potem uży- 
wał z hajdamakami w Kodniu, ów sławny regimentarz 
Stępkowski — pal, darcie pasów upowszechnioną było dla 
niego bronią dla pojmanych buntowników, to też mrowie 
przechodziło za kozaczą skórą na wspomnienie xięcia, a 
jeden z ich pułkowników sławny Maxym Krzywonos , 
w liście swoim z dnia 25 lipca 1648 r. do wojewody 
Sandomierskiego pisanym, ze zgrozą o xięciu wspomina, 
skarżąc się przed wojewodą , że Kozacy już nie chcieli 
zadzierać się z Polakami , ale xiążę Jeremi do tego ich 
zmusił '). Chmielnicki też ciągle o wydanie mu xięcia 
dopominał się. Takie żądanie mógł tylko stawie człowiek 
tak uniesiony, jak ów watażka buntu. Polska miała wy- 
dać na pewne męki swego senatora , obrońcę , najzna- 
komitszego wodza! A choćby i nie na męki, czyżby już 
tak nisko upadła? Chmielnicki jednakże nie raz dlatego 
układy z Rzecząpospolitą zrywał, że żądał tego niepo- 
dobieństwa. Ruchy xięcia z Zadnieprza i przebicie się 
jego na Wołyń, szczegółowo opisuje Bohdan Maskiewicz. 
Kiedy się już przebił nareszcie, wszystkie jego bitw^ i 
zajścia z wodzami koronnemi , opisane znowu znajdujemy 
u zbiorowego historyka. Są to listy z placu boju , dru- 
kowane z materyałów Swidzińskiego w pamiętnikach ko- 
missyi archeograficznej kijowskiej , przedrukowane nastę- 
pnie przez Helcia w jego tak zwanej: Księdze pa- 



^) Patrz list ten w „Gazecie gubernialnej Połtawskiej* 
z r. 1848 Nr. 40, gdzie mnóstwo ciekawych szczegółów o Klę- 
ciu Jeremim znajduje się. 



— 239 — 

m i ę t n i c z e j J a k ó b a Michałowskiego. Oba te 
wydania nie krytyczne wprawdzie i w niejednem miejscu 
skażone , lecz bądź co bądź znowu materyału cudniej • 
szego nie mógł spodziewać się xiąże, jak go ma w tych 
listach — nie zginął żaden prawie list — jego dziel- 
ności hetmańskiej i rycerskiej świadectwa. 

Miał xiążę Jeremi zazdrosnych co niemiara. „Fir 
incomparabilis'''' — „w dziele rycerskiem", mąż niepo- 
równany, posiadający miłość szlachty i rycerstwa. Kiedy 
hetmani poszli w niewole , nie dostał regimentarstwa 
generalnego, to jest tymczasowej buławy od Rzeczy- 
pospolitej, AVzięło ją trzech niezdolnych panów i konsyli- 
arze. Błąd to był wielki , nienagrodzony. 

Xiążę trzymał na sobie całe kupy kozackie, raził 
je, zwyciężał, przerażał, pod jego buławą rycerstwo 
podnosiłoby się na duchu , odnosiłoby zwycięztwa , które 
kto wie, możeby wyrwały z toni Rzeczpospolitę. Tym- 
czasem panowie regimentarze ponosili klęskę po klęsce, 
a najstraszniejszą z nich Pilawiecką. Potem xiążę bronił 
Zamościa i Lwowa. Do Lwowa zbiegło się wtedy wiele 
nieszczęśliwej szlachty, pani Słoniowska xięciu srebro 
pod nogi rzuciła w kościele Franciszkańskim, żebrząc 
ratunku, każdy zwoził kto co miał w domu najdroższego. 
Wojsko rzewnie płakało prosząc xięcia, ażeby wziął re- 
,giment. Xiążę zaś na pana podczaszego, jednego z wy- 
znaczonych przez Rzeczpospolitą regimentarzów, zdawał 
dowództwo, czem wielkie hałasy niechcący obudził 
przeciw podczaszemu. Wtedy wojewoda kijowski wdarłszy 
się na ławkę w kościele, miał do xięcia przemowę, bła- 
gając; ustąpił nareszcie Jeremiasz i sam rzewliwie pła- 



— 240 ~ 

cząc, przyjął wielkie hetmaństwo *). Wielka, uroczysta 
była to chwila — cudownie poetyczna scena! Działo 
się to w wigilię św. Michała: xiążę wysłał zaraz uni- 
wersały, żeby wojsko zbierało się pod Lwowem, pod- 
czaszego przybrał sobie za podregimentarza, sam zaś 
pojechał na sejm elekcyjny, przodem wysławszy do War- 
szawy oboźnego Osińskiego w sprawach wojskowych. Do 
korony popierał Jeremiasz całym wpływem swoim Karola 
Ferdynanda, biskupa płockiego, nie Jana Kazimierza, 
którego otwarcie nie cierpiał za jego miękkość i próżniacze 
życie — w oczach męża czynu były to zbrodnie. Od- 
kryte najnowsze źródła historyczne przekonywują nas, 
że ta kandydatura biskupia stawiona była jasno, i że 
powodzenie jej było prawie zapewnione, a przynajmniej 
daleko więcej , jak to dotąd powszechnie mniemano. 
W stanowczej chwili zdecydowało rzecz dobrowolne 
usunięcie się biskupa. Sejm elekcyjny naprawił błąd 
konwokacyi i xięciu oddał buławę. Gorąco za xięciem 
przemawiali : Kisiel, biskupi żmudzki Tyszkiewicz i cheł- 
miński Leszczyński, wojewodowie kujawski, wołyński, 
mazowiecki , witebski i t. d., toż i Witowski kasztelan 
sandomierski. Prymas ogłosił wreszcie za hetmana xięcia 
Jeremiego 13 października. Gniewali się niektórzy na 
wybór wojska , wielu żądało, żeby dać pomocnika xięciu 
w osobie kasztelana bełzkiego Firleja, inni upominali się, 
żeby to hetmaństwo polne dać podczaszemu Ostrorogowi ^'). 
Biskup chełmiński dodał, że ponieważ xiążę „stracił przez 



*) Księga pamiętnicza Jakdba Michałowskiego, 
str. 203. 

2) Jakób Michałowski, str. 252. 



— 241 — 

nieprzyjaciela prawie wszystko, ratować go potrzeba" *). 
Dano buławę xicciu z zarcczeniami, że od Rzeczypospo- 
litej, nie od wojska i aż do czasu, aż król nowowy- 
brany poda kogo innego, lub jego zatwierdzi '*). Dla 
tego żeby niepowstawal ztąd niebezpieczny w przyszłości 
prejudykat, żądano innych jeszcze rękojmi : podkanclerzy 
litewski wymagał, żeby elekcyi wojewody ruskiego na 
hetmana nie wpisywać w Yolumina legum^ jako osobnej 
konstytucyi , ale oddać ją jako skrypt do archiwum, po- 
dobnie jak uniwersał poprzedni o trzech regimentarzach. 
Szczególniej na to nastawała Litwa, żeby pamięć nie 
została o podawaniu hetmanów w braku uprzywilejowa- 
nych, kiedy są uprzywilejowani hetmani litewscy; dla 
tego myśleli nawet szlachta litewska przywilej o trzech 
regimentarzach „zdrapać'', bo nie chcieli śladu zostawić 
w konstytucyach i w archiwum o tem ^). Dziwne żąda- 
nie, bo z historyi nie usunęłyby się przez to fakta ! 
Uniwersał do xięcia i do wojska wyprawiono 15 pa- 
ździernika *). Generał wielkopolski, dowodząc potem 
potrzeby skrócenia czasu elekcyi , powoływał się na ten 
fakt stanowienia hetmanów ; kiedy jedno można , można 
i drugie •'^). Wojsko się urażało , że xięcia po prostu 
sejm nie nazywał hetmanem, ale tylko regimentarzem, i 
sejm tłumaczyć się musiał ^). Na sejmie, już po elekcyi 
króla, czytano komput wojska; zaciągniono go we Lwo- 



^) Jakób Michałowski, str. 233. 

2) idem str. 245. 

3) idem str. 252—260. 
*) idem str. 248. 

5) idem str. 263. 

6) idem str. 264, 268. 

SI 



~ 242 — 

wie 4.360 ludzi, xiążę się objaśniał, że wszystkich do 
obrony jest 13 tysięcy, a nieprzyjaciela 200 tysięcy i 
protestował, że nie winien będzie niegodziwej obronie; 
traktamentu panom hetmanom przyznawano 30 tysięcy ^). 
Dwa razy Jeremiasz podpisał uchwały sejmu, raz jako 
„regimentarz wojsk Rzeczypospolitej", tak jako dawne prawa 
mieć chciały ^). Drugi raz z województwem ruskiem, 
jako „hetman wielki koronny na ten czas" ^). W tem 
zatytułowaniu się hetmańskiem nie ma przesady. Hetmań- 
stwo nasze jeszcze się ostatecznie nie wyrobiło , prze- 
bywało ostatnie już formy, i dla tego mógł się xiążc 
zwać hetmanem, chociaż byli rzeczywiści, stali, uprzy- 
wilejowani hetmani. Dlatego i kolegę jemu przydawa- 
nego, zwano na sejmie nie regimentarzem, ale hetmanem 
polnym '*). Wielki i polny hetman tymczasowi. Król 
jednakże, który podzielał dla xięcia niechęć innych, a 
rzecz łatwo teraz zrozumiana, dla czego po koronacyi 
znowu xięcia usunął i wyznaczył trzech nowych regimen- 
tarzy. Rozżalony, nie zrażał się tem jednak szlachetny 
Jeremi, nie ustawał w rycerskiej sprawie. Znosił mężnie 
oblężenie zbarażskie, osobistą odwagą i tą ufnością, jaką 
umiał wlewać, krzepił ducha w zmęczonem wojsku — 
kulą w nogę postrzelony, ostatni z pola zchodził. Dzielny 
bo też to był kawalerzysta , tej sławnej potem jazdy 
polskiej. 

W archiwum lipowieckiem znajduje się oryginalny 
uniwersał xięcia Jeremiasza, wydany w 1650 roku do 



V Jakób Michałowski, str. 358. 
^) Yolumma legum^ IV. 198. 
^) Yolumma legum^ IV. 224. 
*) Jakób Michałowski, str, 232, 



— 243 — 

poddanych w dobrach zadnieprskich, których dzierżawcą 
był na ten czas niejaki Jan ChleboAvski. Brzmi tak : 
„Jeremi Michał Korybut, xiążę na Wiśniowcu i Lubnach, 
wojewoda ziem ruskich, przemyski, kaniowski i prasnyski 
starosta, poddanym we wsiach Rejowcach, Jankowce, 
Kaladynce , w trakcie Łubieńskim zostającym , wszystkim 
wobec zdrowia dobrego od Pana Boga życzę. Rozka- 
zuję wam przytem , abyście zwyczajne powinności i po- 
słuszeństwo czynili ur. Panu Janowi Chlebowskiemu, 
dzierżawce waszemu, tak jak i przedtem ♦za panaście go 
mieli, a ja każdemu skłonnemu do tej mojej woli, obie- 
cuję łaskę moją oświadczyć, który w czym jeno ode- 
mnie potrzebować będzie. Zatem was Panu Bogu po- 
lecam. W Krzeszowie d. 17 Nov. 1650 r. (podpis 
własnoręczny) (M. P.)" '). Widać ztąd, że xiążę Je- 
remi i w^tenczas jeszcze rak nie opuszczał, i gdy w roku 

1650 zaledwie się nieco pokój z Kozakami rozświecił, 
zamarzył wnet o objęciu w posiadanie dóbr swoich za- 
dnieprskich , które mu przedtem wojna kozacza wydarła. 
Jednakże nie przyszło to do skutku, bo już w następnym 

1651 r. wszczęły się na nowo bunty i zamieszania ko- 
zackie , a dobra te raz na zawsze z rąk xięcia odpadły. 
Bitwa berestecka była niezaprzeczenie dniem wielkim, 
dniem chwały i tryumfu dla xiccia ; dowodząc tam pra- 
wem skrzydłem wojska, on pierwszy przełamał bufy ko- 
zacze , czem i same zwycięztwo na stronę polską prze- 
chylił — ale było to ostatnie już jego zwycięztwo. 
Wkrótce bardzo potem, bo dnia 22 sierpnia 1651 roku 
w obozie pod Pawołoczą, po ośmiu dniach choroby. 



*) Usiwertał ten oglądał pan Julian Bartoszewicz. 



— 244 — 

umarł na zgniłą gorączkę, ów młody bo 39-letni rycerz, 
mąż wielki, wiekopomny, obywatel najzacniejszy — zabiły 
go prace, znoje, a może i zawody, jakie tak niezasłu- 
żenię w swem życiu tak pięknem od ludzi odbierał '). 
Ominęła go buława koronna , z tylu względów mu na- 
leżna, inni ją brali, gdy największy rycerz polski na 
skromnem krześle wojewody ruskiego umierał — omijała 
łaska królów, bo i Władysław lY, zarówno jak i Jan Ka- 
zimierz, byli mu niechętni. Pan najkolosalniejszej w kraju 
fortuny — umierał xiążę ubogi, w nędzy prawie, nic 
synowi z dóbr nie zostawiając ; nędza ta wprawdzie jedy- 
naka syna wyniosła do korony, a było to wielkie, szla- 
chetne wywdzięczenie się , godne wielkiego narodu... 

Wśród mnóstwa najpoetyczniejszych i wzniosłych 
rysów życia xięcia Jeremiasza , jakie nam po nim pozo- 
stały, pięknie odbija , choć może w sprzeczności stawa 
z okrucieństwami, nad zbuntowanem kozactwem dokony- 



*) Manuskrypt xięcia Janusza Wiśniowieckiego kasztelana 
krakow. pod tytułem Compendiosa relatio o Najjaśniejszym 
domie XX. Wiśmowieekich , przechowany w bibliotece cesar- 
skiej w Petersburgu, między innemi szczegółami życia xięcia 
Jeremiasza, tak śmierć jego opisuje: „umarł w obozie z nie- 
wymownym całego rycerstwa żalem, równie jako Germanika 
Rzymskiego opłakujących. Trzeźwy był niewypowiedzianie, tak 
dalece, że lubo codzień po kilka beczek wina czasem wycho- 
dziło na obiad dla walnych traktamentów, sam jednak xiążę 
tylko wodę pijał, w ludzkości bowiem nie dał się nikomu wy- 
przedzić A ta mu zbytnia trzeźwość nieco była do śmierci 
powodem, bo jedząc melonów wiele, oziębił żołądek, który 
trawić nie mógł, żadnym nie posiłkowany trunkiem**. — Do- 
stojny autor manuskryptu, innej podobno przytrzymywał się 
hygieny. 



— 245 — 

wanemi, jego nadzwyczajna pobożność i ścisłe zachowy- 
wanie praktyk religijnych. Ów Jeremi, który z krwią 
zimną wśród najstraszniejszych mąk wyprawia na tamten 
świat — wbija na pal Krzywonosa, Paleja i innych 
hersztów kozackich, wznosi kościoły, do żadnego ważniej- 
szego przedsięwzięcia nie przystępuje inaczej jak w so- 
botę, jako w dzień uprzywilejowany N. Panny, i to nie 
inaczej, jak po odprawieniu uroczystego nabożeństwa do 
tej opiekunki polskiego oręża. Cudownym , wielkim do- 
kumentem, materyałem do życia Jeremiasza, jest jego 
testament , który przeczuwając bliski zgon swój , złożył 
do rąk żony swej, szlachetnej Gryzeldy. W nim to, po- 
lecając jej w opiekę ubogiego jedynaka, wyzutego ze 
spuścizny w majątkach, przy ojcowskiem błogosławieństwie 
wyraził napomnienia , tchnące uczuciem najpiękniejszej 
miłości dla bliźnich , poszanowania dla władz i religijną 
wzniosłością '). Ciało xięcia dla niepokojów w Ukrainie, 
nie mogło hyc do rodzinnych grobów, do Wiśniowca 



*) P. Przeździecki w dzieje swojem : „Podole , Wołyń 
Ukraina, obrazy miejsc i czasów i t. d.** dał nam wyjątki 
z tego testamentu , wypisane ze wspomnianego już przez nas 
manuskryptu ostatniego xicciaWiśniowieckiego, przechowanego 
w bibliotece Czarno Ostrowskiej, w którym ten testament w ca- 
łości się znajduje zamieszczony. Dla czego pan Przeździecki 
tak ważnego dokumentu nie wypisał dosłownie, dla czego 
zreszt§ w swej pracy tak ilekka tylko spożytkował ów manu^ 
skrypt, w którym wśród fraszek znajduje się jednak podobno 
rzeczy wielkiej doniosłości i znaczenia historycznego, jak kopie 
testamentów wielu xi^ż^t Wiśniowieckich, między temi Jere- 
miasza i syna jego króla Michała, własnoręczny dziennik 
ostatniego Wiśniowieckiego i mnóstwo notat domowych tych 
książąt dotyczących — istne skarby? 



— 246 — 

sprowadzone, przeprowadzono je więc aż do klasztoru 
xięży Benedyktynów na górze św. Krzyża w Sandomirskiem 
i tam je w r. 16S3 złożono. Niewiadomo nawet, czy 
dla trwających później wojen, oraz nieszczęśliwego pa- 
nowania syna jego, króla Michała, uczczono kiedykolwiek 
jego zwłoki pogrzebem. Xiądz Jabłoński w opisie histo- 
rycznym góry i klasztoru tego, w roku 1735 wydanym, 
taki nam tylko nagrobek xięcia Jeremiasza podaje : „ffie- 
remias Cosacorum Terror^ Ditx et Princeps Visnioviecius^ 
Michaelis primi Regis Poloniae Progenitor ah A, D, 
1653 depositus'"'' . Na najwyższej więc górze dawnej sło- 
wiańskiej Lechii , spoczywają popioły największego jej 
bohatera ! 

O xięciu Jeremim pisali i rozpisywali się różni, da- 
wni i współcześni autorowie , z postaci wielkiego boha- 
tera lepiono nawet najniefortunniejsze częstokroć obrazki 
dramatyczne , mające niby go malować — używano go 
za bohatera do przeróżnych powieści historycznych itp., 
w każdej zresztą książeczce dziejów Polski , spotkać się 
ze wspomnieniem o nim można. Najpoważniejsze jednak 
materyały do jego życia i biografii, prócz wspomnianych 
przez nas Aktów Rusi Zachodnio- Południowej, 
Księgi pamiętniczej Jakóba Michałowskiego 
i nieocenionych Pamiętników Bohdana Maszkiewicza, 
znajdują się : u Pastoriusza in Diadema Gloriae, w rę- 
kopiśmie Janczyńskiego, u Potockiego w Centuria Viro- 
rum ^ w Temberskiego Chronologii, w Klimakte- 
rach Kochowskiego i w przedrukowanym kilkakrotnie 
rękopiśmie anonima z biblioteki Czarno-Ostrowskiej Przeź- 
dzieckich, pod tytułem; Rozmowy zmarłych Po- 



— 247 — 

laków; w tym ostatnim wybornie skreślony charakter 
Jeremiego i jego wyobrażenia polityczne. 

Jużci wielkie musiały być zasługi xiccia Jeremiego 
w narodzie , kiedy przez pamięć i cześć dla nich . syna 
jego jedynaka Michała, królem obrano i to nie skutkiem 
żadnych zamysłów uknowanych poprzednio, ale natchnie- 
niem. Takiej elekcyi jak Michał, nie miał żaden król 
polski, ani przedtem ani potem, ani też i korona z 
większych jak dla niego cierni , dla żadnego monarchy 
polskiego uwitą nie była. Zbyt znane nam z dziejów to 
panowanie, abyśmy się nad niem rozszerzać potrzebowali. 
Okiem więc tylko rzucimy na niektóre jego daty i 
szczegóły. 

Rok 1640, był rokiem urodzenia Michała. Ojciec, 
jak wiemy, wyzuty ze wszystkich dóbr swoich zadniepr- 
skich, zostawił go tak ubogim, że królowa Marya 
Ludwika i biskup płocki Karol Ferdynand Waza króle- 
wic , swoim kosztem dali mu staranne , stosowne jego 
urodzeniu wychowanie , i przez całe jego dziecinne lata, 
opieką go otaczali. Królowa ze skarbu 6 tysięcy złotych 
na ten cel rocznie łożyła, zniszczona więc na Wołyniu 
Wiśniowiecczyzna i tyle nawet dostarczyć nie była wstanie. 
Po złożeniu korony przez Jana Kazimierza, w bezkró- 
lewiu, gdy ogłoszono dzieii elekcyi, młody Michał Wi- 
śniowiecki przyłączył się do województwa Sandomierskiego, 
żeby tam głosować z drugimi na wybór nowego króla. 
Kandydatów do korony zjawiło się wówczas wielu — 
prymas Prażmowski miał pewną nadzieję, że utrzyma na 
tronie xięcia Kondeusza, jednego z pierwszych bohaterów 
francuskich tego wieku , Jan Sobieski wielki marszałek i 
hetman koronny, popierał te zamiary prymasa, z większa 



— 248 — 

częścią senatu i Litwy. Szlachta natomiast wrzała 
przeciw tak samowolnemu narzuceniu im króla, a fana- 
tyzowal ją jeszcze bardziej Andrzej Olszowski biskup 
chełmiński , podkanclerzy koronny, który gorąco zalecał 
na tron Piasta, a mianowicie młodego Michała Wiśnio- 
wieckiego. Dnia 19 czerwca, województwo kaliskie za 
przewodnictwem swego podkomorzego Stanisława Krzy- 
ckiego, pierwsze poparło myśl Olszowskiego siedm innych 
województw, a wreszcie po krótkim rozmyśle, Litwa i 
Prussy połączyły sie z niem, i za jednomyślną zgodą, 
pomimo oporu i oburzenia panów i Prażmowskiego, — Mi- 
chał był królem obwołany. Opór strony przeciwnej i 
opuszczenie sali sejmowej , były daremne — głos ludu 
utrzymał się tą rażą. Usłyszawszy swe imię młode wątłe 
xiążątko, ulękło się tego niespodziewanego zaszczytu — 
pierwsze więc słowa Michała były: „Panie, niechaj odej- 
dzie odemnie ten kielich" (Transeat a me cahx iste). 
Zapamiętał on losy swych przodków, Zygmunta w Cze- 
chach i Dymitra na Wołoszczyźnie , przeczuwał że pur- 
pura szczęścia mu nie da, płakał więc i wzbraniał się 
od przyjęcia tej godności , — przeznaczenie jednak ka- 
zało mu ów kielich wypić do dna. Pod Wolą dnia 19 
czerwca 1669 r. miała miejsce ta elekcya. W Krakowie 
d. 29 września tegoż roku, przez prymasa Prażmowskiego, 
największego ze swych przeciwników, Michał koronowany 
został. W Warszawie, wstąpiwszy na tron, zastał biedny 
król zamek królewski całkiem przez Szwedów ogołocony, 
pokoje w nim były bez najpotrzebniejszych sprzętów i 
mebli , a o ozdobach i mowy nie było wówczas , z po- 
wodu zaś własnego ubóstwa , sam temu zaradzić nie 
mógł. Wtedy to przyjaźniejsi panowie przyszli mu 



— 249 — 

w pomoc i z bogatemi darami pospieszyli. Prymas przy- 
słał mu kosztowne obicia adamaszkowe do kilku komnat 
i bogaty baldachim do tronu, referendarz koronny karetę 
i konie, Radziwiłł bogatą karabelę z nieświeżskiego 
skarbca, w szmaragdy oprawną, — inni prócz prezen- 
tów, kuchnię i piwnicę królewską zaopatrywali , bo też 
w Polsce na sercach i pomocy w niedoli nigdy nie bra- 
kowało. Teraz dopiero zaczęły się zabiegi partyi o oże- 
nienie młodego króla. Prażmowski i Sobieski pragnęli, 
aby pojął w małżeństwo xiężniczkę francuską Mademo- 
iselle d'Orleans, lecz Olszowski i w tern ich przemógł, 
wystawiwszy senatorom, jak zgubne były wpływy Maryi 
Ludwiki na rządy Jana Kazimierza , i nakłonił na stronę 
arcyxiężniczki Eleonory, siostry cesarza Leopolda. Ozna- 
czono czas godów króla Michała. Cesarzowa matka 
przywiozła córkę do Częstochowy, gdzie dnia 27 lutego 
1670 r. odbył się ślub, a dnia 15 marca wesele w War- 
szawie. Koronowana została Eleonora w Warszawie dnia 
19 października tegoż roku. Odtąd właściwie datuje 
pasmo wszelkich nieszczęść jego panowania. Nie zna- 
lazł on szczęścia w tym związku ^ arcyxiężniczka bowiem 
zakochana w xięciu Karolu Lotaryngskim , nie ukrywała 
swej niechęci do męża, żyć z nim nie chciała, a gdy 
zuchwały prymas , poparty silnem stronnictwem magna- 
tów, powziął myśl detronizowania króla, Eleonora jawnie 
połączyła się z nim i zjednała tym zamiarom brata swego 
cesarza Leopolda, pod warunkiem, że xiążę Karol Lota- 
ryngski wstąpi na tron i z nią się ożeni. W pośród tych 
intryg, w kraju działa się anarchia , zrywano sejmy, na 
sejmikach krwawe zachodziły niesnaski. Szereg politycz- 
nych klęsk spłynął na biedną Polskę. Wybuchła groźna 

52 



— 250 — 

dla Rzeczypospolitej wojna z Turcyą, Kamieniec Podolski 
poddał się pohańcom, Lwów od oblężenia okupie się mu- 
siał, nareszcie 11 października 1672 r. zawarto ów 
haniebny traktat buczacki , najsromotniejszy jaki kiedy- 
kolwiek Polska podpisywała, z upokarzajacemi i ciężkiemi 
dlań warunkami. Przebrała się nakoniec miarka intryg 
i wichrzeń prymasa i jego stronnictwa — naród był 
oburzony obelgami , jakie wyrządzano jego królowi, 
szlachta gotowała się do pospolitego ruszenia, ogłoszono 
konfederacyę gołąbską. Szlachta pod Gołębiem czynnie 
wzięła się do dzieła, pisała energiczne postanowienia, 
zrzucała prymasa z urzędu, rodzinę jego ogłaszając za 
zdrajców ojczyzny, stanowiła nowe zasady rządów, jednem 
słowem kto wie jaki obrót wzięłyby rzeczy i czy Rzecz- 
pospolita nie byłaby wyszła z tego przesilenia odrodzoną. 
Sparaliżował wszystko Stefan Czarniecki, marszałek kon- 
federacyi, synowiec sławnego hetmana, który obawiając 
się złych skutków wojny domowej, zamienił konfederacyę 
w sejm i przeniósłszy go do Warszawy, pogodził niby 
wszystkich z królem i zepsuł (jak mówi Bartoszewicz) 
to, co w swoim czasie natchnienie szlachty mogło zrobić 
dobrego. Hańba jednak traktatu buczackiego paliła 
wstydem szlachetnych mężów w narodzie, na sejmie więc 
1673 roku uchwalono, zastawie klejnoty koronne i 
wojnę z Turkami prowadzić. Gotowano się ochoczo do 
tej wyprawy, krzątał się mianowicie koło niej Jan So- 
bieski wielki hetman, a król, któremu serca ani osobi- 
stej odwagi nie brakło , osobisty w niej udział wziąśc 
postanowił, robił zaś to tem więcej ochoczo, gdyż wła- 
śnie w tym czasie (15go kwietnia) umarł główny prze- 
ciwnik jego, ów prymas Prażmowski. Z zamiarem stania 



— 281 — 

na czele wojska, udał się król Michał do Lwowa, 
ztamtąd do obozu pod Gliniany, by ztamtąd ku Dniestrowi 
pociągnąć, ale tu ciężko zachorowawszy, wrócić musiał 
do Lwowa i umarł w tem mieście d. 10 listopada 1673 
roku w 35 roku życia , w przed-dzień właśnie chocim- 
skiej bitwy — nie dano mu więc było nawet, być świad- 
kiem ani jednego narodowego zwycięztwa. Zabiły króla 
Michała zgryzoty, nieszczęścia publiczne , na które pa- 
trzał, nad któremi bolał, bo kraj swój kochał; zabiły 
troski najnieszczęśliwszego pożycia małżeńskiego, nie zaś 
trucizna, jak ftjłszywie niektórzy utrzymują. Król Michał 
miał wiele najpiękniejszych przymiotów, miał je wszystkie, 
prócz energii i hartu charakteru, a do tego niedołęztwa 
nie mało się przyczyniało i wątłe jego zdrowie. Miłość, 
którą miał u całej szlachty polskiej i politowanie nad 
jego niedolą, mogą służyć za najlepszy dowód jego 
przymiotów. Wykształcenie jak na człowieka, nie na 
panującego , miał wielkie , mówił biegle ośmiu językami, 
nawet po tatarsku i po turecku , a rozumna Marya Lu- 
dwika wielce miłowała towarzystwo jego. W rzeczach 
religii król Michał był wyrozumiałym, tolerantem, za 
Aryanami wypędzonymi z Polski i w Prusach osiadłymi, 
robił swoje wstawienia, jednakże dla pozyskania przy- 
jaźni papieża nie dopuścił do senatu władyków ruskich 
i oddalił od urzędów wszystkich dyssydentów i schizma- 
tyków. Szczery, otwarty, nie umiał król taić swoich 
niechęcią to też zimne i cierpkie przyjęcia, jakie dozna- 
wali od niego na pokojach prymas i hetman, zmieniło 
ich w jeszcze większych nieprzyjaciół królewskich. Wy- 
chowany w Wiedniu, nosił się król Michał po francusku, 
bo do tego stroju przywykł, a to się także wielu nie 



— 252 — 

podobało i niechętnych mu przysparzało. Wzrostu był 
średniego , kształtny, twarzy okrągłej , oczy miał wypu- 
kłe i wyraziste, a całe oblicze wdzięczne i przyjemne, 
gdyby je nie kaziła cera chorowita , zapowiadająca nie- 
długie życie. W Wiśniowcu widzieć można kilka jego 
portretów współczesnych. Zwłoki tego króla pochowane, 
spoczywają w katedrze krakowskiej na Wawelu, serce 
zaś złożone u Kamedułów na Bielanach w Warszawie. 
Teraźniejszy cesarz austryacki , pomny na pokrewieństwo 
jego z domem Habsburgów, wystawił mu ozdobny po- 
mnik na miejscu skromnego , (Jawnego w katedrze kra- 
kowskiej. Królowa Eleonora owdowiawszy, spełniła nare- 
szcie gorące życzenia serca , oddając swą rękę xięciu 
Karolowi Lotaryngskiemu , korona ją tylko polska odbie- 
gła w tym powtórnym związku. Król Michał zmarł bez- 
potomnie i zakończył królewską linię domu xiążąt Wi- 
śniowieckich. 

Krótkie, bo zaledwie czteroletnie panowanie króla 
Michała, miało jednak swoich dokładnych historyków. Do 
wielkich już rzadkości bibliograficznych należy broszura 
in folio w Rzymie 1669 r. drukowana p. t. Gratulatio 
Begi Michaeli in ipsius inauguratione (powinszowanie 
królowi Michałowi panowania), którąśmy oglądali nieda- 
wno. Autorem jej jest Konstanty Zieliński arcybiskup 
lwowski, ten sam co koronował Stanisława Leszczyń- 
skiego i później w niewoli u Moskali życie skończył. 
Zresztą wielkiemi materyałami do historyi panowania 
króla Michała są: Klimaktery Wesp. Kochowskiego 
(Roczników Polski Klimakter IV wyd. Bobrowicza z por- 
tretem współczesnym, Lipsk 1853 Tom I), dzieło uczo- 
nego hr. SaWandego: Dzieje panowania Michała 



— 253 — 

Wiśniowieckiego króla polskiego i t. d. tłu- 
maczone na język polski z opisami objaśniającemi , we 
Lwowie 1849 r. T. 1, i Sp o minki Ojczyste Ambro- 
żego Grabowskiego Kraków 1845 Tomów 2. W powie- 
ści nawet uwydatniono postać słabego króla Micbała: 
mamy wprawdzie dość mierną powieść historyczną p. Ro- 
mana Laskowskiego p. t. Chwile ostatnie Michała 
Korybuta i elekcya Jana III. Warszawa 1847 
T. 2., i drugą prześliczną powiastkę, pełną świeżości, 
wyszła z pod pióra Klementyny z Tańskich Hoffmanowej 
p. t. Nocleg w Kromołowie, drukowaną w Tomie IX 
Rozrywek tej autorki. Jest to opis odwiedzin króJ^ 
Michała, powracającego z koronacyi, u stryjecznej s,w^* 
siostry starościny Tarłowej w Kromołowie, gdzie bawiła 
podówczas matka króla, Gryzelda. Malunek osób i oby- 
czajów ówczesnych, charakter króla i jego matki, skre- 
ślone tam są z wielką ścisłością historyczną, obrazek 
prześliczny! 

Skończyliśmy z linią królewską domu xiążąt Wi- 
śniowieckich , wygasłą na królu Michale, znowu więc o 
całe przeszło stulecie cofnąć się nam wypada , bo aż 
do owego kniazia Iwana , starosty Szyskiego , pojmanego 
w 1549 r. przez Tatarów w niewolę i wracającego z niej 
po okupie, na swój zamek Peremirecki na Wołyniu. 
Powiedzieliśmy już wyżej, że od niego poszła linia xią- 
żęca tego domu, która dłużej, bo aż do połowy XVIII 
wieku dotrwała , chociaż i ta , jak i tamta , nigdy licznie 
rozrodzoną nie była , jak wiele innych domów wlelko- 
pańskich na Rusi. Wiśniowieccy gaśli jedni po drugich , 
aż w XVIII wieku potrzaskano herby na grobie ostat- 
niego tej wysłużonej rodziny potomka męzkiego. 



— 254 ~ 

Xiąźe Iwan miał czterech synów: Andrzeja wo- 
jewodę wołyńskiego, Konstantyna starostę źytomir- 
skiego, Zygmunta i Dymitra wojewodę niżowych. 
Najstarszy z nich Andrzej był starosta bracławskim i 
łuckim , potem kasztelanem wołyńskim , wojewodą bra- 
cławskim, w końcu wołyńskim; w 1569 r. podpisał akt 
unii Litwy z Koroną , a idąc torem przodków wysługi- 
wał się wojskowo. Dzielny wojownik przeciwko Moskwie 
za Stefana Batorego , odznaczył się zwłaszcza waleczno- 
ścią pod Pskowem w 1581 r. , a pojmanego w tej roz- 
prawie wodza Mikołaja Chostowina żywcem królowi 
przyprowadził. Wiele o tym xięciu ciekawych szczegółów 
znajdujemy w materyałach do żywota kniazia Kurbskiego. 
Niesiecki mylne ma o nim wiadomości, nawet rodowód 
jego skaził, co poprawia Bartoszewicz, wskazując zara- 
zem z nowo wydanych źródeł, jak majątki Wiśniowie- 
ckich rozpływały się w tym czasie. Otóż żona Andrzeja, 
Eufemia, była nie Wierzbicka ale Wierzejska , wdowa po 
Janie Zawiszy, z niej miał syna , który dziecięciem umarł, 
i cztery córki : Halszkę Eufemię za Badziwiłłem Sie- 
rotką, Hannę za Mikołajem Sapiehą wojewodą witebskim, 
starosta surażskim i wieliżskim, Alexandre za kniaziem 
Jerzym Iwanowiczem Czartoryskim i Zofię za Janem Pa- 
cem, ciwunem wileńskim. Andrzej umarł r. 1585, wdo- 
wa zaś w 4 lata później dnia 16 listopada 1589 roku 
w mieście Chorowie , mając lat 50 ^). Córki dzieliły się 
spadkiem po rodzicach 5 stycznia 1593 roku w Brze- 
ściu, w ten sposób: Badziwiłłowa wzięła dwór i miasto 
Derewnę w powiecie Winnickim i trzy folwarki , dwór 



O Starowolski, Monumenta Sarmatarum^ str, 244, 



— 255 — 

w powiecie nowogrodzkim, i dwór Zdziszki w oszmiań- 
skim. Sapieżyna dwór Maciejów (Matejew), zamek i mia- 
sto w powiecie wlodzimirskiem , Uzłowce w Słonimskim , 
Waśkiewicze w lidzkim , Kasute w oszmiańskim , Lejny 
w grodzieńskim. Jedna linia Sapiehów pisała się później 
od tego Maciejowa na Maciejowie ^). Czartoryska wzięła 
miasto i zamek Wiśniowiec w powiecie krzemienieckim, 
toż zamek Jędrzejów (dzisiejszy 01exiniec), Łozy, Pod- 
hajce , Bobrówce i Taras (dzisiejszy Taraż). Pacowa do- 
stała ziemię Chorawską, Kniahynin i Kruśnicę (może dzi- 
siejszą Kruszwicę). Działy sióstr były równe. Zostały się 
nadto zastawne dobra , które nie poszły w podział. Do 
nich należały w Litwie: Dworzec, dwór i miasto, które 
dożywociem posiadała Zofia Chodkiewiczówna Jaroszowa 
Korycka , kouiuszyna Litwy, tudzież wsi kilka na Rusi 
w powiecie orszańskim: Ostapkowicze , Chotochowo, 
Holki , Zalesie i w powiecie mińskim Otmut, które trzy- 
mał Zarnowski. Nie dzieliły się tem siostry, ale obiecały 
wspólnym nakładem posiadłości te wykupie i sprzedać, 
a summami się podzielić : Otmut wzięła na siebie wy- 
kupić Sapieżyna , zastawny w sześciuset kopach groszy ^). 
Wiśniowiec zatem wyszedł z rąk rodziny, prawda że 
na chwilę, do rąk Czartoryskich, od których jakeśmy 
to wyżej powiedzieli , w lat 20 wykupił go ojciec Je- 
remiasza , Michał xiążę Wiśniowiecki starosta owrucki. 
Z pomiędzy wszystkich córek xięcia Andrzeja , największy 



*) Osada ta, następnie miasteczko, winna pierwiastkowe 
swe założenie Maciejowskim , po Sapiehach zaś przeszła do 
r^k Mi^czyiiskich, którzy j^ dotąd posiadają. 

2j Akty Zach. połd. Rusi Tom I, str, 246. 



— 256 — 

t^ej w rodzinie prowadziła Radziwiłłowa. Ona to pier- 
'Wsza, za wpływem sławnego Jezuity Kacpra Nahujusa 
porzuciła słowiański obrządek i przeszła na katolicką 
wiarę, a przykładem swoim pociągnęła matkę swoją i 
brata, dziedzica na Rakowie, który umarł niedługo 
•Kronikarze też, a na ich czele rozumie się Niesiecki ? 
wielce się rozpisują o jej pobożności. Xiążęce swe wiano 
miała podobno całe rozposażyć ubogim , którzy ją za 
"to do grobu na barkach swych nieśli. Ryła fundatorką 
k(f>ścioła i klasztoru Franciszkanów w Nieświżu. 

O drugim z kolei bracie xięcia Andrzeja , który 
'miał na imię Zygmunt, kroniki zaledwie wspominają i to 
tyle tylko, że w młodym bardzo wieku bawiąc na dwo- 
rze Zygmunta Augusta , gdy się z nim znajdował w Kró- 
lewcu r. 1552 u Alberta xięcia brandenburgskiego lennika 
Polski , w czasie puszczenia sztucznych ogniów na cześć 
króla, od rozpękniętej racy poległ niefortunnie. Miał to 
być straszny wypadek, młody xiążę stał bowiem tak bli- 
sko Zygmunta Augusta, że mózg jego obryzgał suknię 
królewską. 

Trzeci brat Andrzeja Konstanty I , był starostą ży- 
tomirskim w roku 1569 — 1573 ^). Piszą go niektórzy 
wojewodą Kijowskim , ale mylnie , nigdzie bowiem tego 
dopatrzeć nie można. Rył to także wojownik i działał 
na swoją rękę , ucierał się z Srerebnym , którego na 
czele swoich ussarzów pokonał pod Czaśnikami w 1567 
roku i za to wieś Horynkę pod Krzemieńcem od Zy- 
gmunta Augusta miał sobie nadaną '^). Miał syna także 

*) Żywot kniazia Kurbskiego Tom I, str. 20 
2) O tem nadaniu z Metryki kor. wspominamy obszer- 
niej w rozdziale XVI tej pracy. 



— 2S7 — 

Konstantyna II, o którym później obszerniej powiemy, 
nieprzerywając bowiem wątku, mamy przed sobą obszer- 
niejszy życiorys czwartego brata Andrzeja , ostatniego 
syna starosty Szyskiego , a tym byl Dymitr I, ów boha- 
ter Zaporożski. 

Postać tego kniazia, pierwszego historycznego wa- 
tażki Zaporoża, jak dotąd jest zupełnie legendowa, 
prawie bajeczna, tyle rozmaitych sprzecznych o niej po- 
dań krążyło. Każdy, co chciał prawił o Dymitrze, co 
więcej poważniejsi historycy zachwiali wiarę w swoje o 
nim powiastki tam naw et , gdzie mówili prawdę , gdy 
rzeczywiste fakta plątali z anachronizmami , gdy bez kry- 
tyki powtarzali wszystko. Antoni Marya Gratiani, kanclerz 
nuncyusza Commendoniego, opisał nieszczęśliwy koniec 
Dymitra , rzecz to spółczesna , więc prawie jakby doku- 
ment ur/ędowy. Niektóre szczegóły do tych ostatnich 
chwil jego , znaleśc można w Isthuanffym {Historiarum 
de rebus Ungaricis libri XXXIV, w księdze XX str. 
400), ale Gratianiego podania pewniejsze. Z naszych hi- 
storyków Stryjkowski rozszerzył się z samemi pochwa- 
łami xięcia, jakby to był tylko bohater bez zarzutu. 
Bielski i Górnicki krótkie o nim zostawili wzmianki. 
Niesiecki tak mało wiedział o xięciu , że nawet ród jego 
splątał, dał mu innych rodziców, nie tych co byli niemi 
rzeczywiście. Źródła starosławianskie są w ogóle namięt- 
niejsze do dziejów naszych , o ile nie są dokumentami 
urzędowemi , świadectwami królów i dygnitarzy. Naprzy- 
kład tak zwana Kronika ruska, którą Maciejowski 
w wyjątkach ogłosił w Kwartalniku naukowym, 
(Tom II z r. 1835) robi kniazia hetmanem już po Lanc- 

korońskim i śmierć jego oznacza na rok 1514? 

55 



— 258 — 

Istny fatsz , który zkąd powstał , później objaśnimy ^ 
Karamzin poszedł za latopisem nikonowskim i wystawił 
kniazia w zupełnie innem świetle , jak rzeczywiste. Ban- 
tysz-Kamieiiski jeden tylko szczegół podał o kniaziu , 
zresztą ślepo idzie za Karamzinem. Nieocenione i rzeczy- 
wiste materyały do życia kniazia Dymitra dostarczają nam 
ważne listy Zygmunta Augusta do Radziwiłłów, wydane 
przez Lachowicza ^). Z tych listów p. Jul. Bartoszewicz 
ułożył prześliczny, krytyczny życiorys kniazia Dymitra 
w En cyklop edyi Powszechnej (Tom XXVII str. 
232 — 238), rozpoczynający się sporem z uczonym Mi- 
kołajem Malinowskim, przypisującym duch awanturniczy 
Dymitra , jak wielu jemu podobnych kniaziów, skutkom 
polityki Jagiellonów , która usuwała dalsze podupadłe 
dzielnice swojej rodziny od wielkiej narodowej pracy, od 
stanowiska politycznego. Dziś , gdy z nowowydanych źró- 
deł, okazuje się , że ta sprawa licznych rodów kniaziow- 
skich, tych Woronieckich, Czartoryskich, Sanguszków, 
Zbarażskich i Wiśniowieckich , do pochodzenia xiążccego, 
Olgierdowego , były to niczem nie uzasadnione , pychą 
tylko wywołane pretensye, że ci kniaziowie, mniemani 
Olgierdowicze i Korybutowicze , nic wspólnego z domem 
panującym Jagiellonów nie mieli , czepiali się go tylko , 
wyjaśnia się zarazem i skoncentrowana polityka rzeczy- 
wistych władzców Jagiellonów. Zresztą, dziwna preten- 
sya , gdyby nawet dała się wyprowadzić i filiacya tych 
licznych pobocznych gałęzi Gedyminowiczów, mieliżby 



*) Pamiętniki do Dziejów Polskich. Listy 
oryginalne Zygmunta Augusta do Mikołaja Radzi- 
wiłła Czarnego, wojewody Wileńskiego i t. d. z au- 
tentyków spisane przez A. A. Lachowicza. Wilno r. 1842 Tom I. 



— 259 — 

Jagiellonowie rozdzielić państwo na dwadzieścia , trzy- 
dzieści drobnych udziałów, rozćwiartować , zamiast je 
skupiać i to wtenczas , kiedy już doba podziałów prze- 
brzmiała bezpowrotnie. Że xiążcta ci , niby pokrewni pa- 
nującego domu ; nie byli przypuszczeni do senatu Rzeczy- 
pospolitej por. 1569, to inny powód, nie polityki Jagiellonów 
przyczyna. W konstytucyi Rzeczypospolitej panowie nie sie- 
dzieli w senacie na mocy urodzenia, jak poprzednio w litew- 
skim, jak dzisiaj lordowie w Anglii, ale na mocy zasługi. Co 
służyło Olelkowiczom w Litwie, nie przysługiwało Zbarażskim 
ani Wiśniowieckim w Rzeczypospolitej, było wręcz przeciwne 
duchowi praw tego kraju. A że nie piastowali ci knia- 
ziowie , lub z rzadka tylko , wysokich dygnitaryi , urzę- 
dów w kraju, zapewne sami tego nie chcieli, a było to 
raczej wynikiem ich osobistej polityki 5 przjjąwszy bo- 
wiem kasztelanię, województwo, marszałkowstwo , samiby 
schodzili z wysokości tronu , zapieraliby się pretensyi do 
niego j zamieniając się w poddanych króla, jego urzę- 
dników, a tego właśnie się im nie chciało. Zycie więc 
zamkowe i kozacze większej części tych kniaziów nie 
ztąd płynęło, że byli zapomniani, ale miało inne po- 
wody. Kraj ich do takiego żywota usposabiał, ta Ruś 
święta, która wyszedłszy z barbarzyństwa przez wpływ 
cywilizacyi Polski , była jeszcze na nizkim bardzo sto- 
pniu rozwoju. Sam król otwierał im nieraz obszerne 
pole do zasługi , dg pracy, a to ich właśnie często prze- 
ciw niemu obracało. Wierny, wielki tego przykład, wi- 
dzimy na żywocie tegoż samego kniazia Dymitra, nad 
którego losem i smutną dolą utyskuje Malinowski. Patrz- 
my, jak o tem mówi p. Bartoszewicz. Kniaź Dymitr 
by? pzwartym, może najmłodszym synem Iwana Micha-. 



— 260 — 

łowicza starosty szyskiego, (nie zaś, jak mówi Niesiecki, 
rodzonego jego brata Alexandra starosty rzeczyckiego)* 
Matka Dymitra nieznana nam jest, lubo Niesiecki nazywa 
ją Skorucianką (Skorucianka, Skorutańska, jak wyżej mó- 
wiliśmy, była żoną Alexandra, stryjenką Dymitra) ; odkry- 
cie to więc pokrewieństwa po kądzieli Dymitra zostawia 
się przyszłości. Król postawił Dymitra starostą nad 
dwoma iikrainnemi grodami : Czerkasami i Kaniowem. 
Stanowisko to było ważne, bo od czujności starosty po- 
granicznego zależało bezpieczeństwo większe lub mniejsze 
Podola, Wołynia i Kijowszczyzny, a raczej ziem ukra- 
innych tych trzech prowincyi. 

Starosta kaniowski i czerkaski miał czuwać nad 
obrotami Tatarów. Dla tego Kaniów z Czerkasami zawsze 
razem chodziły, ciągle jeden wojownik bywał obudwii 
tych grodów starostą. Rozpoczął ich szereg znakomity 
Ostap Daszkiewicz, który pierwszy uruchomił kozacze 
straże grodów i pomykał się z niemi w stepy. To bez- 
pośrednie prawie następstwo na grody po Daszkiewiczu, 
wyrodziło u fałszerzy historycznych (nie bez rozmysłu 
to czyniących) twierdzenie o mniemanem dostojeństwie 
hetmańskiem kniazia Dymitra. Hetman urojonej kozaczy- 
zny, pan kraju pogranicznego? I już tylko spór szedł 
między nimi o liczbę, którym hetmanem po Daszkiewiczu 
czy Lanckorońskim był kniaź Dymitr. 

Przed xięciem więc otwierało się szerokie pole do 
zasług, a pracy miałby dosyć na tych dwóch ukrainnych 
grodach, gdyby tylko pracy i zasługi dla ojczyzny szu- 
kał, ale w kniaziu tlał duch awanturniczy, rycerski, zu- 
chwały. Kniaź Dymitr pracował też z początku. Mając 
sobie powierzoną straż i obronę na granicach ojczyzny, 



— 261 — 

wyspę Toraakówką zwaną, na Dnieprze u wpadu rzeki 
Tyśmienicy, gdzie potem niżowi Kozacy przemieszkiwali, 
uzbroił i obwarował silnie , niby twierdzę. Najczęściej 
jednak przebywał ze swym ludem na drugiej wyspie 
czyli ostrowiu dnieprowym C borty ca zwanej, gdzie 
także się ufortyfikował. Wyspę tę długo potem, jak 
twierdzi Pastoryusz, od nazwiska jego W i sn i o we em 
nazywano. Myśl była zbawienna, kniaź utrudniał bo- 
wiem przez to przeprawy Tatarom w głąb Korony i 
Litwy. Współcześni geografowie cuda prawią o tych 
uzbrojeniach kniazia na Chortycy. Był to więc człowiek 
niepospolitych zdolności, dobry swojego czasu inżynier 
nawet. Zycie też jego na tej Chortycy, pełne najdzi- 
wniejszych, legendarnych prawie szczegółów, naprawdę 
jak fantastyczną bajkę opisują nasi poetyczni historycy. 
Jak majtek np. nieustannie w wyprawach z wodami ma- 
jąc do czynienia, kniaź Dymitr dla łatwiejszego przeby- 
wania wielkich rzek jakoto: Dniestru, Dniepru i Dunaju 
miał pierwszy wpaść na myśl i zaczął używać w miejscu 
czółen, lekkich czajek z naciągniętej skóry żubra, któremi 
dla ich lekkości , przez najbystrzejsze rzeki z łatwością 
ludzi swych przeprawiał i szybko z jednego miejsca na 
drugie przenosił się — właśnie kiedy się go nieprzyja- 
ciel najmniej spodziewał. Wszystko to piękne, cóż kiedy 
nie wytrzymał długo kniaź w tym krwawym boju, w obro- 
nie cywilizacyi ! Wkrótce bowiem marzyć począł o pod- 
daniu się sułtanowi. Nie poniewieranie i zapomnienie o 
nim Jagiellonów, ale krew gorąca i ten duch hulaszczy 
w zupełnie niezawisłem, rozhukanem życiu poczęty, pod- 
sunęły mu te myśli. Pierwszy ślad tych niebezpiecznych, 
zuchwałych knowań kniazia, znajdujemy w liście Zygmunta 



— 262 — 

Augusta do Radziwiłła Czarnego. W ogólności te listy 
królewskie ukazują nam rzeczywistą prawdę, zdzierają 
legendowe przybory z fantastycznej kniazia postaci. Król 
chorobą złożony w czerwcu 1553 r.^ odebrał na dobitkę 
zasmucające wieści. „Dawnośmy my i z Twą Miłością 
o tym samym mówili", pisze do Radziwiłła , który był 
wówczas posłem w Wiedniu w swatach o Katarzynę Ra- 
kuską — „i częstokrocieśmy do T. M. serio pisywali o 
Dymitrze Wiśniowieckim , iż ten zawżdy do Turek się 
brał mieć, o czymeśmy miewali dostateczną sprawę. Po- 
wiadaliśmy też to, że ten człowiek potrzebuje, aby się to 
jego niecnotliwe przedsięwzięcie karaniem, a zwłaszcza 
więzieniem zahamowało, inne się racye przeciw temu od 
T. M. dawały". Widocznie więc Radziwiłł odradzał uży- 
cia przemocy. „Cóż z tego urosło", pyta się król teraz. 
„Wiśniowiecki do Turek uciekł, zamki nasze które trzy- 
mał, podawszy, co się nie może, jeno z żałością pisać. 
Ostrzegał Pan Róg, nie chcieliśmy dbać". Chciałby Avięc 
król teraz przywabić zbiega jakoś napowrót do Litwy, 
„bo jeźli tam w Turczech tak ostanie , nie lada wodza 
Turcy na państwa nasze mieć będą" '). 

W dziesięć dni potem król list pisząc , już jest 
spokojniejszym, bo „dostał sprawę", że Dymitr „jeszcze 
nie ujechał", ale się dopiero gotował do ucieczki. Zawsze 
jednak nagli Radziwiłła o radę , jakby tego kniazia za- 
hamować '^). Zapóźne jednak byłyby to rady, bo jeszcze 
zapewne Radziwiłł listu królewskiego nie odebrał, kiedy 
Dymitr „zjechał ze wszystką rotą swą , t. j. z tem swem 



*) Lachowicz , Listy str. 54. 

*) idem 3 lipca 1553. Listy str. 56. 



— 263 — 

wszystkiem kozactwem a chłopstwem, które około siebie 
bawił". Pożegnał się naprzód z dwoma starszemi bracia 
na Wiśniowcu , potem rotę swą kozacką w pole przo- 
dem wysłał, potem się sam ze swoimi puścił i „do 
Turek ciągł". Znalazło się jednak dwóch ze szlachty, 
którzy z roty uciekli, i dali znać o tem co zaszło, xięciu 
Konstantemu Ostrogskiemu. Puścił się natychmiast w po- 
goń za zbiegiem xiąźę , i króla uwiadomił o sprawie. 
Ostrogski wiatra w polu nie dognał, król zaś posłał 
w skok na Podole, na Wołyń i do Litwy, na zamki po- 
graniczne i do starostów, żeby się mieli na ostrożności, 
„bo jest prze co czujno się mieć". Według rady Czar- 
nego Radziwiłła, który przez x. podkanclerzego do króla 
sie zgłosił, wysiany był i list z kancelaryi kor. na ręce 
xięcia Konstantego do Dymitra '). Zamki kniazia Ka- 
niów i Czerkasy oddano Dymitrowi Sanguszce , przyja- 
cielowi Ostrogskiego , tęskniącemu do jego synowicy 
Halszki. Dymitr wszakże nie udał się do Turcyi , jak 
to sądzono w Polsce, ale na Zaporoże, Obawy jednak 
królewskie nie były płonne Zaporoże podówczas jeszcze 
nic nie znaczyło , król więc nie myślał, żeby na niem 
spaliła się żądza rycerska kniazia. Dymitr był pierwszym 
panem, co się pojawił na Zaporożu — spojrzał do koła 
i uśmiechnął się — bo wiedział, że w tych stepach orłem 
być może — udzielnym kniaziem. Wiedział, że rycerze 
awanturnicy przyjmą go ze czcią i z radością, bo kniaź 
pierwszy zbliżywszy się do nich , uszlachetni , podniesie 
zawód stepowy. Są głuche powieści z czasów później- 
szych, że Dymitr wodził roty Solimana , przypuszczenia 



*j idem Listy str. o8-59. 



— 264 — 

te jednak raz że ubliżają kniaziowi, a potem są więcej 
niż wątpliwe, źródło bowiem które tę wiadomość podaje, 
same z sobą staje w sprzeczności, mówiąc, że kniaź 
zdradą opanował byl jakiś zamek nad morzem Czarnem, 
który Turcy potem z wielką pracą odzyskali ^). I po- 
cóżby to Turcy zdobywać mieli zamek opanowany przez 
Dymitra, który wodził roty Sułtana? Przeciwnie kniaź, 
którego wiara była tylko rycerską , to jest żadną , zbyt 
wysoko cenił swe chrześciańskie namaszczenie, ażeby 
licżycowi miał służyć. Z dziarską swą drużyna ubiegł 
jakąś tam twierdzę turecką nad morzem , lecz wyparty 
z niej, umyślił przebłagać króla i już sześć miesięcy po 
ucieczce, w Kamionce 4 marca 1554 r. pod Lublinem, 
przedstawił się królowi. Pan Mikołaj Sieniawski woje- 
woda ruski , którego kniaź uprosił sobie za pośrednika, 
sam go przywiózł: król był w kłopocie, bo nie wiedział, 
jak zuchwałego przyjąć należało, i znowu o zdanie pytał 
się Radziwiłła '). Pewno że otrzymał przebaczenie , bo 
znowu strażniczył na pograniczu w Chortycy. Nie ufał 
już jednak Zygmunt August kniaziowi i chciał go użyć 
w Inflantach. Nie radził jednak tego próbować Czarny, 
będąc zdania , że każdego używać należy wedle zdolno- 
ści, lepszy więc Dymitr w Chortycy, w boju z Tatarami, 
jak z Zakonem. Król zgadzał się na to, jeżeli Chortyca 
jest w istocie wzmocniona , jeżeli zaś nie, chciał konie- 
cznie ściągnąć kniazia na potrzebę inflantską ^). Poka- 
zało się, że król lepiej znał ludzi niż Radziwiłł, jeszcze 



*) Gratiani u Mitzlera, Ada litt. str. 221. 

») Listy str. 76. 

3} Listy str. 107-108. 



— 265 — 

bowiem nie wysłał swego listu z d. 12 grudnia 1556 
do przyjaciela, kiedy już nowe były fakta, o których 
otrzymał wiadomość od samego Radziwiłła. „Nic innego 
pisze on, „rozumieć o Wiszniowieckim nie możemy, tylko 
iż trudna nadzieja , aby te sprawy kniazia Wiszniowie- 
ckiego ku czemu dobremu przyjść mogły i owszemby 
wiele złego mogły przynieść". Trzeba więc było jak naj- 
rychlej kniazia z pogranicza „zwieść". Radził Czarny 
królowi obesłać go podarunkami i pisać do niego , aby 
„na mały czas przyjechał". Zrobił tak król , upominki 
posłał, list napisał, a tymczasem na jego miejsce kazał 
jechać bratu jego stryjecznemu , „aby tam ostał , ażeby 
on tam przj^*echał" '). Niejasne jest wyrażenie listu 
królewskiego o dwa tygodnie późniejszego: „dobrze się 
nam to zdanie T. M. podoba, iż ponieważ Odyncowicz 
już z posłem tatarskim do nas idzie, żeby się i z po- 
syłkiem na granicę tatarskim i z Wiśniowieckim poza- 
dzierżało aż do tego czasu, aż Odyncowicz przyjedzie" ^). 

Tu ginie w Polsce ślad kniazia. Zapewne ściśnięty 
okolicznościami i niełaską zdradzonego po tyle kroć 
króla , powałęsawszy się nieco na Niżu , przeszedł 
w służbę do Moskwy. Niektórzy historycy twierdzą, że 
zaciekawiony tym awanturniczym żywotem car Iwan 
Wasilewicz Groźny, sam go do siebie przyzwał. To 
pewna, że we wrześniu 155^? r. przez atamana koza- 
czego Jeskowicza oświadczył usługi swe carowi. Najął 
się poprostu. W tej służbie spalił twierdzę Islam- 
Kirmen i przewiózł z niej działa zdobyte na Chortycę, 



') Listy str. 110. 
'^) Listy str. 114. 

34 



— 266 — 

która leżała wśród stepów i była wtedy tylko polską, 
kiedy starosta grodów ukrainnych na niej panował , ina- 
czej jak step była własnością pierwszego lepszego. 
Dewlet-Giraj chan tatarski oblegał kniazia na Chortycy 
trzy tygodnie. Kniaź widział, że nie wytrwa potędze 
krymskiej , cofał się zatem w głąb kraju , obiecując ca- 
rowi , że podda mu Kaniów i Czerkasy^ że zhołduje całą 
ziemię po nad Dnieprem. Ale tu tylko pomykała się 
duma kniazia na rzeczy niepodobne. Pojął to Iwan i 
nie przyjął ofiary, jako niemożebnej, nie chciał rwać po- 
koju z królem polskim, wezwał więc tylko kniazia do 
Moskwy, nadał mu miasto Bielów i wiele włości, i prze- 
ciw Tatarom go postawił. Pragnął przynajmniej pozy- 
skać sobie znakomitego wojownika. W następne lata 
z Danielem Adaszewem wpadł kniaź nagle do Krymu 
w 8 tysięcy ludzi , zadał klęskę hordzie , niewolników 
uprowadził, żony i dzieci tatarskie, wiele jeńców chrze- 
ściańskich uwolnił. W roku 1560 wysłał go car na 
pomoc xiążętom czerkieskim , którzy prosili o wsparcie 
przeciw Tatarom krymskim. Znudził się jednakże kniaź 
w tej służbie carskiej, a może ciągnęło go coś do swoich, 
dość że już w grudniu 1561 roku był z powrotem na 
Litwie. I znowu mu przebaczono , ale nowe królowi 
sprawił niespokojności, zaczepiwszy Turków pod Oczako- 
wem — tu jednak kniaź był narzędziem czyjemś i sam 
król go uniewinnił, bo mówił „między swoimi niepra- 
wych w tem najdziemy" *). Król cenił męztwo kniazia 
i dzielność, ale nie mógł znieść jego fantazyi swawolnej 
i sprawiedliwie. „Pod takim czasem" pisze do Radziwiłła, 



^) Listy str. 129. 



— 267 — 

„najwięcej takich sług potrzeba, ale nie z takiemi my- 
ślami". Jakoż znowu kniaź o czemś niebezpiecznem 
myślał. Siano do niego kozaka z glejtem królewskim 
i pisaniem Radziwiłła, żeby go „zadzierżeć", ale znowu 
„nieprawi" dopomogli kniaziowi do drogi '). Bielski pod 
r. 1562 jednakże wspomina, że podczas sejmu lubel- 
skiego w grudniu 1562 roku przybył Dymitr do króla 
z Olbrachtem Łaskim, ., łaskawie byli przyjęci i wina im 
przejrzana". Rychło potem zachorował kniaź i sadził, 
że jest otrutym, „czego król żałując , doktorom go swym 
opatrywać kazał". Nie koniec tu jednak jego przygód 
fantastycznych. Łaski włóczęgę jakiegoś, który się uda- 
wał za potomka cesarzów greckich, posadził na tronie 
wołoskim, i za to otrzymał od niego Chocim w poda- 
runku, lecz wkrótce ów mniemany Heraklides wyparł 
z twierdzy wojewodę. Łaski urażony, wezwał kniazia 
w sierpniu 1563 r. do wspólnictwa w zemście. Zakipiała 
krew hulaszcza w kozaku. Zebrał rychło 4 tysięcy jazdy 
i przez Dniestr przeprawił się. Dzielną dywersyą służył 
mu bunt, który wybuchnął przeciw Heraklidesowi, oblęgl 
więc Dymitr włóczęgę w Suczawie. Wtedy następując 
wstępnym bojem , Łaski i kniaź w dwa ognie brali po- 
wstanie, które się broniło przeciw trzeciemu. Tomża 
zdradziecki wódz powstania , żeby się ocalić, oświadczył 
kniaziowi, że lud wołoski gotów go hospodarem obwo- 
łać, jako męża wielkiej sławy i jednej wiary. Połechtany 
w swej ambicyi kniaź, któremu się ciągle samowładztwo 
uśmiechało, odstąpił Łaskiego i na swoją rękę działać 
zaczął. Zwabiony tym sposobem przez Tomżę w głąb 



'} Listy str. 131, 



— 268 — 

kraju i nagle otoczony wbezdroźnej puszczy, przez Wo- 
łochów pobity na głowę, uciekł. Po drodze zdradził go 
wieśniak, bo znalazłszy go śród lasu, obiecał pod najstra- 
szniejszą klątwą, że go na Podole przeprowadzi, tym- 
czasem wydał go Tomży. Zuchwałego kniazia, który sam 
wierzył przysiędze, chociaż jej nigdy nikomu nie dotrzy- 
mywał, okutego, z innymi jeńcami odesłał Tomża Soli- 
manowi, który go za żebra powiesił nad morzem. Całą 
tę wyprawę wołoską, którą koniec najzupełniej objaśnia, 
fałszerze historyczni , lubiący we wszystkiem tylko sławę 
i zasługi Dymitra upatrywać , komentują naj fałszywi ej, 
twierdząc, jakoby na prawdę Wołosza sama i z własnego 
instynktu hospodarskim stolcem go udarowała. Co pewne 
i ciekawe, to, że car jeszcze 10 sierpnia 1563 roku 
skarżąc się królowi na Michała Wiśniowieckiego, osadzo- 
nego na starostwach Czerkaskiem i Kaniowskiem, że spa- 
lił mu siewierskie ziemie, kazał się w Polsce przez po- 
sła swego Andrzeja Kłobukowa dowiadywać, gdzie się 
obraca kniaź Dymitr ^). Oto rzeczywisty życiorys tego 
kniazia, który długo był przedmiotem ciągłych gruchań 
poetycznych , naszych i nienaszych poetów i historyków. 
Śmierć jego, jak ją chcą mieć historycy, ze wszystkiego 
może najpoetyczniejsza. Kiedy wraz z Piaseckim, szlach- 
cicem podolskim, nieodstępnym swych przygód towa- 
rzyszem, odesłany został do Carogrodu, Sułtan zaczął 
od tego , że próbując na swą korzyść obrócić zdobycz 
tak znakomitego jeńca, począł nakłaniać Dymitra do 
przyjęcia islamizmu ^ widząc go jednak niezachwianym 
w wierze, skazał go wraz z Piaseckim na zrzucenie ze 



') Czytania To w. hist. mosk. 18c0, IV, str. 218. 



— 269 — 

skały nadmorskiej przy brzegach przedmieścia Galaty. 
Piasecki szczęśliwszy, w falach natychmiast śmierć zna- 
lazł, xiążę zaś zawisłszy na haku, umyślnie tam na ten 
cel podstawionym, męczył się na nim całe trzy dni, aż 
dopiero bluźniac , jak pisze Miechowita , od Turczyna, a 
jak inni mieć chcą , od samego sułtana , strzałą z łuku 
wymierzoną , przeszyty, życie zakończył. Mało tego , 
miano mu bowiem podać łuk, z którego wisząc, jeszcze 
trzeciego dnia strzelał do sułtana i do sułtanki. Kojałowicz 
w rękopiśmie swoim dodaje, że Turcy po śmierci jego 
serce jego pożarli , dla nabycia niby większego męztwa. 
Ostatni szczegół ma być podobno prawdziwy. 

Bądź co bądź kniaź Dymitr był bohaterem nieza- 
wodnie, ale z faktów jego żywota nie można żadną 
miarą ulepić patryoty polskiego , jak tego chce poezya. 
Kniaź Dymitr ojczyzny nie miał , był nią chyba dlań step 
przestronny, po którym toczyć lubiał hulaszczem swem 
okiem , bujać hulaszczą wyobraźnią , harcować , póki i 
to mu się nie sprzykrzyło , póki gdzie indziej nie powiódł 
go duch jego awanturniczy. To pewna , że Lachem sam 
siebie nigdy nie nazywał, i nic go do tego Lactwa nie 
wiązało , a tradycyą pojmował w samym sobie i z siebie 
ją wiódł tylko. Przy takiej charakterystyce , nie mamy 
potrzeby dodawać zdaje się, że kniaź umarł w bezżeń- 
stwie , i rodzina go więc nigdzie nie wiązała. 

Ze wszystkich utworów w prozie i w poezyi o xię- 
ciu Dymitrze , najpiękniejszą o nim dumkę dał nam Lu- 
cyan Siemiński , choć historya i tam oczywiście ustąpiła 
miejsca poezyi , jak n. p. w tym ustępie : 

Patrzy w morze — to na szlaki. 
Nie pancerneż — ciągną znaki? 
Czy nie czajki. 



— 270 — 

Otóż na pancerne znaki kniaź się nie oglądał, bo 
nie byl im przyjacielem , i niewiele może ich w życiu 
widział , na czajki zaś jeszcze w Kozaczyźnie było za- 
wcześnie ; historyczniejsza może rozmowa sułtana z knia- 
ziem : 

Dam ci córę, jak dzień jasn^ (mówi Sułtan), 
Dam ci skarbów co niemiarc, 
Tylko porzuć wiarę własnf,. 
Muzułmańska przyjmij wiarę. 

Piękna córa, skarb bogaty, (odpowiada kniaź) 

Ale wiara twa za kąty. 

Kniaź przez dumę strzegł tej swojej wiary. Pię- 
kny jest koniec dumki , kiedy już wisząc na haku po- 
strzelił kniaź Sułtana. 

Trwoga bije w Carogrodzie, 
Co dukazał Lach na haku, 
Co dokaże na swobodzie! 
Sto strzał w niego wystrzelili, 
Z piersi serce wydobyli, 
Zjedli serce po junacku. 

Z dziedziny poezyi wracajmy do rzeczywistości , 
do historyi ; szereg mężów stoi bowiem jeszcze przed 
nami. Oto znowu postać wybitna , znowu Wiśniowiecki , 
synowiec Dymitra, syn Konstantyna I, Konstanty II, 
wojewoda ruski , starosta krzemieniecki , jeden z lumina- 
rzy tej bogatej w znakomitych mężów rodziny, który 
czynny brał udział we wszystkich wypadkach krajowych 
swej epoki , a żył bardzo długo , bo blizko lat 80 , 
umysł czynny, niespokojny; i jego, jak przodków, paliła 
żądza sławy. Miał czas xiążę Konstanty aż cztery razy 
zawierać śluby małżeńskie, naprzód z Zaborowską ka- 



— 271 — 

sztelanówna bracia wską, powtóre z Urszula Mniszchó- 
wna , siostra carowej Maryny, po trzecie z Korniaktó- 
wna wdowa po Alexandrze Chodkiewiczu, i nakoniec z He- 
lena Strusiówną starościanka halicką , wdową po Kali- 
nowskim , jenerale podolskim. Nie tracił więc czasu pan 
wojewoda, dzieląc go między miłostki i posługi ojczyź- 
nie. Rozpoczął xiążę Konstantyn swój żywot publiczny 
od tego, że w młodych jeszcze leciech został komisa- 
rzem do urządzenia Kozaków nad jeziorem Kurukowem '). 
Następnie wraz z hetmanem Zamojskim walczył z powo- 
dzeniem przeciw owemu Michałowi hospodarowi woło- 
skiemu , który korzystając z kłótni o dyzunią w Polsce 
wszczętej, pierwszy już o rozbiorze kraju myśl powziął. 
Towarzyszył nareszcie Władysławowi IV we wszystkich 
tego króla wyprawach. Najważniejszym jednak wypad- 
kiem w życiu Konstantyna , wypadkiem który go do wielu 
śmiałych czynów posunął, było zetknięcie się jego 
z owym sławnym z dziejów Dymitrem Samozwańcem , 
który następnie szwagrem jego został, prawdziwym czy 
fałszywym carewiczem moskiewskim, czego dotąd histo- 
rya nie dociekła. Ażeby dokładnie zrozumieć całą tę 
zawiłą sprawę, tak mało dotąd rozjaśnioną, tak ściśle 
z dziejami narodu, a przynajmniej oręża polskiego ze- 
spoloną, a w której czynny brali udział xiążęta Wiśnio- 
wieccy, Konstantyn II i krewniak jego Adam , pan na 
Brahimiu , należałoby przebiedz ją całą , co znowu w za- 
kres naszej pracy nie wchodzi ; wspomniemy więc o niej 
tyle tylko , aby wyjaśnić rolę , jaką w niej odegrali ci 
dwaj Wiśniowieccy. 

*) Źródła do dziejów p o 1 s k. Mich. Grabows. i Mikoł. 
Malin. Tom II str. 182. 



— 272 — 

Owoż w 1604 r. na cichym, a gościnnie zawsze 
dla wszystkich cudzoziemców i przybłędów otwartym 
dworze w Załoścach , u xięcia Adama Wiśniowieckiego 
zjawił się jakiś nieznajomego pochodzenia a ujmującej 
postawy młodzieniec, którym nie zajmowano się wcale, 
aź gdy zachorzał , znaleziono przy nim kartkę z napi- 
sem , źe on jest Dymitr syn cara Iwana , a spowiednik 
domowy xięcia dostrzegł na piersi jego zawieszony krzyż 
brylantowy wielkiej cenności. Doniesiono o tern odkryciu 
xięciu Adamowi , lecz ten nieśmiąc sam badać tajemni- 
czego młodzieńca, powiózł go po wyzdrowieniu do Wi- 
śniowca , do swego krewnego Konstantyna , a znajdował 
się tam właśnie wówczas teść gospodarza domu , pan 
Jerzy Mniszech, wojewoda sandomierski. Tu, we trzech, 
rozpoczęli indagacyą , a młodzieniec przyznał się do swe- 
go pochodzenia, oświadczając , że wraz z matką swą Martą, 
byl odesłany do zamku Uhlecz , gdzie polecono go za- 
mordować , lecz że doktor Niemiec , któremu dano to 
zlecenie , podstawił na jego miejsce inne dziecię , jego 
zaś potajemnie odwiózł do domu kniazia Mścisławskiego, 
od którego miał sobie darowany ów krzyż brylantowy; 
że nareszcie dopiero po śmierci tego kniazia zmuszony 
uciekać , aby go nie poznano j przebrał się do Polski i 
trafił przypadkiem aż do Załoziec , na dwór xięcia Ada- 
ma. Takie było zeznanie tajemniczego młodziana, o któ- 
rym historya moskiewska głosi , że to był mnich wy- 
włoka, imieniem Otrepjew, zbiegły z kijowskiego kla- 
sztoru , który łotrowawszy jakiś czas na Zaporożu, wpadł 
nareszcie na myśl udawania carewicza Dymitra. Rzeczy- 
wistej prawdy nie docieczono do ostatka , to jednak pe- 
wne, i to oglądali naocznie Mniszech i xiążęta Wiśnio- 



— 273 — 

wieccy, że miał on ramie jedno krótsze i brodawkę na 
twarzy, znaki które nosił istotny Dymitr, zresztą najwy- 
mowniejszem jest uznanie go następnie przez carowę 
Martę za syna. Otóż odkrycie podobnego rodzaju roz- 
ciekawilo , rzecz naturalna , wojewodę Mniszcba i jego 
zięcia x. Konstantyna , powieźli więc swą zdobycz do 
króla Zygmunta, który naówczas znajdował się w Sam- 
borzu. Król po przedstawieniu go sobie na audyencyi , 
ulegając prośbom Mniszcba i Wiśniowieckiego , pozwolił 
im wspierać Dymitra orężem , a panowie ci wnet się 
wzięli do dzieła, w którem już własne swe widoki i 
plany usnuli. Przyszły car zwrócił na siebie oko córki 
pana wojewody, pięknej Maryny, dumnej jak ojciec, i 
której naraz zaświtała myśl zostania carową. Dymitr nie 
wabał się przyrzec , że ją poślubi , jak tron odzyska , a 
nawet podobno zapewnił narzeczonej zapis na Nowogro- 
dzie i Pskowie, ojcu jej Smoleńsk i Siewierz, a przy- 
szłemu szwagrowi Wiśniowieckiemu , bajeczne summy, 
jako wynagrodzenie za pomoc w odzyskaniu tronu. W tym 
czasie właśnie zawiadomiony o tem wszystkiem car Bo- 
rys , panujący wówczas , przysłał do Wiśniowieckiego 
taJ!iego posła, ofiarując mu wielkie summy za wydanie 
Samozwańca. Dumny magnat ze wzgardą odrzucił tę 
propozycyę, a sprowadziwszy Marynę do Wiśniowca, 
w zamkowej, dotąd tam exystującej cerkiewce , w przy- 
tomności Mniszcba sprawił uroczyste jej zaręczyny z Dy- 
mitrem. Teraz brano się już nie na żarty do wielkiego 
dzieła , i nie wahając się , uzbroiwszy 5 tysięcy szlachty, 
do której przyłączyło się kilka tysięcy ukraińskich Ko- 
zaków, ruszyli Mniszech z xięciem Konstantym z tą siłą 
na osadzenie na tronie Dymitra i danie monarchy potę- 

35 



— 274 — 

znemu już wówczas państwu rossyjsklemu. Nie będziemy 
powtarzać dziejów tej wyprawy, która jak wiemy, nad- 
spodziewanie powiodła się panom polskim. Mniszech i 
Wiśniowiecki nie posiadali sie z radości, tem bardziej, 
źe wielcy ludzie ówcześni w kraju , jak Zamojski , x, 
Konstantyn Ostrogski i Żółkiewski , głośno szydzili so- 
bie z całej tej sprawy, awanturniczą ją nazywając. Owoź 
w pochodzie Ukraina cała z zapałem przyjęła Dymitra, 
kolejno poddawały mu się ziemia Siewierska , Czernichów 
i Putywl, wszędzie oddawano mu klucze do miast i 
kassy, wszędzie nowozacięźnymi zwiększały się oddziały 
Mniszcha i Wiśniowieckiego. Pod Brańskiem dopiero ca- 
rewicz przegrał bitwę z wojskami moskiewskiemi, cofnął 
się więc do Putywla, gdzie się obwarował, awanturniczo 
oczekując dalszych wypadków. Wszystko zdawało się już 
stracone , a pan Mniszech z zięciem umknęli nowet do 
Samborza, zostawiając Dymitra własnemu losowi. Lecz 
na dworze rossyjskim zaszły nagłe i niespodziewane wy- 
padki. Borys car umarł nagle, obrano wprawdzie syna 
jego Fiedora, lecz na krótko tylko. Basmanow jeden 
z bojarów, podniósł powstanie i Dymitra w obozie 7 maja 
1605 r. carem ogłosił. 1 czerwca Moskwa uznała go 
za pana. 10 czerwca wdowa Borysa i młody Fiedor 
uduszeni zostali , a bojarowie państwa wyjechawszy do 
Tuły naprzeciw Dymitra, oddali mu pieczęć państwa, 
klucze od skarbca i ubiory carskie. Nie potrzebujemy 
mówić , że Mniszech i xiążę Wiśniowiecki na pierwszą 
wieść o tem wszystkiem, natychmiast znaleźli się przy 
Dymitrze i d. 20 czerwca z wielkim pocztem Polaków 
asystowali wjazdowi jego do stolicy carów. A cóż się 
tam nie działo wówczas ! Starzy moskiewscy brodacze 



— 27S — 

ze strachem i zgorszeniem patrzyli, jak w bramach ma- 
tuszki Moskwy polska muzyka narodowe wygrywała 
marsze , zagłuszając ich śpiewy, jak ulice zalane były 
kontuszami i polskiemi ferezyami. Dymitr rozkochany 
w Marynie, a może tylko wdzięczny jej ojcu i Wiśnio- 
wieckiemu, jedynym sprawcom jego tryumfów, wszystkim 
ich zachciankom i fantazyom dogadzał, a magnaci nie 
zaniedbali oczywiście nic , coby tylko ich narodowości 
schlebić mogło. Dnia 27 lipca z bajeczną okazałością 
koronował się Dymitr, i przy tym obrzędzie Polacy, ma- 
jąc na czele x. Konstantyna i Mniszcha, rej wodzili. Co 
zaś najbardziej zgorszyło Moskwę , to wprowadzenie przez 
cara Polaków do koła senatu i oddanie im najważniej- 
szych godności państwa, a jeszcze bardziej może.... co 
już za prawdę na ironię zakrawało.... osadzenie Jezui- 
tów w Kremlu. Dla starowierców było to niezaprzecze- 
nie więcej upokarzające , więcej ich bolało , niż marno- 
trawstwo Dymitra , który na okazałości i wystawy, w dzie- 
jach prawie krajów niesłychane , przeszło 7 milionów ru- 
bli przez pierwsze trzy miesiące swojego panowania 
ze skarbu narodowego roztrwonił. Po wstąpieniu na tron, 
Dymitr, wybrawszy z moskiewskiego skarbca najbogat- 
szą koronę , posłał ją przez nadzwyczajnego posła Wła- 
sjewa do Polski, w darze Zygmuntowi III, upraszając 
przez tegoż o zezwolenie królewskie na ślub jego z Ma- 
ryną Mniszchówna *). Przyjął to dobrze oczywiście Zy- 
gmunt III , jakoż ślub odbył się przez zastępstwo w Kra- 



') Koronata, moskiewską zwana, przetrwała w skarb- 
cu warszawskim aż do czasów Augusta II, który ją niepra- 
wnie elektorowi brandenburgskiemu ofiarował. 



— 276 — 

kowie 29 listopada 1605 r. w kamienicy Firlejów w przy- 
tomności króla. Dawał ślub xiądz MaciejoAvski kardynał 
i biskup krakowski w asystencyi nuncyusza papiezkiego , 
a byli przy tym obrzędzie przytomni : królowie Włady- 
sław i Anna królowa szwedzka *). I tu nie obeszło się 
bez szczególności. Poseł bowiem Własjew, zapytany uro- 
czyście przez kardynała , czy car nie ślubował komu in- 
nemu . zafrasowany wahał się długo z odpowiedzią , od- 
powiedział nareszcie, że o tem nie wie, lecz zapewne 
że nie , jeśli go tu przysłano. Wytłumaczono posłowi 
formę katolickiego obrzędu , czem uspokojony, po krót- 
kiem zamieszaniu doręczył dopiero podarunki pana mło- 
dego , i na obiedzie u ojca carowej Mniszcha był przy- 
tomny. Podarunki te dziejopis Karamzin oblicza na 4 
miliony rubli srebrnych. Wojewoda Mniszech . prócz in- 
nych mniejszych prezentów, miał wówczas otrzymać sześć 
cegieł ze złota odlanych , bardzo ciężkich i 300 tysięcy 
dukatów w pieniądzach. Mniej więcej takiejże wartości 
były i podarunki, ofiarowane xięciu Konstantemu Wiśnio- 
wieckiemu. Dnia 3 grudnia wyjechała Maryna z Krako- 
wa ze świetnym orszakiem do Moskwy; król dla powagi 
przydał jej dwóch posłów Rzeczypospolitej : Oleśnickiego 
i Gosiewskiego ^). Mniszech i Wiśniowiecki wyruszyli 
z nią także dla oddania jej małżonkowi i asystowania 
przy obrzędzie koronacyi. Maryna, jakkolwiek upojona 
przyszłem swem szczęściem , zalewała się jednak łzami 
rzucając rodzinne progi — jakby przeczuwała smutny swój 



*) Kognowicki Kazimierz, Życia Sapiehów Tora U 
str. 92—105. 

2) Kognowicki, Tom II str. 114—117. 



— 277 — 

koniec , co i na otaczających smutne zrobiło wrażenie. 
Miesiąc cały siedziała Maryna incognito w Promnikii, 
drogi były złe , w tak daleką podróż zimą puszczać się 
nie śmiano. Tymczasem goniec za gońcem pędził do 
Polski , nagląc o przyjazd carowej , tęskno było bez niej 
Dymitrowi '). 

Doczekała się nareszcie Mniszchówna i listu Pawła 
V papieża z błogosławieństwem, i dnia 17 kwietnia 1606 
roku przejechała granicę Polski, w dalszą puszczając 
się podróż. Po drodze zawczasu przygotowane cze- 
kały ją wszędzie owacye , po znaczniejszych miastach 
bojarowie państwa i starszyzna witali przyszłą carowę. 
Pierwszych dni maja z ojcem i szwagrem wjechała do- 
piero tryumfalnie do Moskwy ^). Szczegóły tej podróży, 



') Odjazd z Polski Maryny i zaślubiny jej z Dymitrem 
opiewała muza polska radośnemi pieśniami. Stanisław Gro- 
chowski sławny poeta ówczesny napisał z tego powodu P i e- 
śni na fest ucieszny wielkim dwiema narodom, 
które już w 1606 r. w dwukrotnem wydaniu w Krakowie wy- 
szły, złożone z różnej miary wiersza, chwalące wszystkich, co 
w tej sprawie brali udział. Była też i pieśń współczesna 
„W każdem tak szczęściu jak i nieszczęściu'*, 
grana przez muzykę polską przy wyjeździe carowej Maryny, o 
której wspomina Wiśniewski wHist. literatury Tom VII 
str. 17. 

2) Dyaryuszów tej podróży Maryny, wydanych mamy kil- 
ka. Jeden u Kognowickiego str. 128—136; drugi w Przyja- 
cielu ludu z r. 1842; trzeci u Turgieniewa Hist. Russ. 
monum. Zebrane o tej drodze, jak i w ogólności o Marynie 
szczegóły w Encyklopedyi Powsz. w artykule Jul. Barto- 
szewicza (Tom XVIII str. 116—119) s^ mylne, co do dat 
zwłaszcza. 



— 278 — 

powtórnego ślubu i koronacyi Maryny, odbytej dnia 7 
maja 1606 roku w sobornej cerkwi Wniebowzięcia na 
Kremlu, fantastyczności^ bogactw i przepychu jaki do- 
koła roztaczano, śmiało z bajkami Tysiąca nocy ze- 
stawić by można. Polacy w tem wszystkiem przewodni- 
czyli , wszędzie dawano im pierwszeństwo, a chytry na- 
ród moskiewski po cichu knuł tymczasem straszną zem- 
stę za swe zniewagi. Zbliżała się ostatnia krwawa ka- 
tastrofa i rozwiązanie dramatu. W nocy z 16go na 17ty 
maja wcisnęło się rozmaitemi bramami do Moskwy 18 
tysięcy rozmaitego żołdactwa , o wschodzie zaś słońca 
Bazyli Szujski z krzyżem i pałaszem w ręku na czele 
zbrojnego ludu wjechał do Kremla, przysiągł narodowi 
przed wrotami soboru , a otoczony tłumem , z okropnemi 
krzykami „śmierć Samozwańcom", ruszył ku pałacowi 
gdzie car mieszkał. Gwardyi jego niemieckiej było tylko 
30 ludzi na warcie, tych wykłuto i Basmanowa naprzód 
zabito. Dymitr wyskoczył z łóżka , blady, trzęsący, chwy- 
cił na się strój i insygnia carskie, i z pałaszem w ręku 
ukazał się ludowi, lecz na widok pomordowanej gwardyi 
ostatecznie stracił przytomność, skoczył oknem, złamał 
nogę, rozbił pierś i głowę. Strzelcy podjęli go zakrwa- 
wionego, byli tacy co go bronić chcieli, lud szarpał 
rannego, wściekłością miotany. Przeniesiono go nareszcie 
do sali, rozpoczęto niby jakąś indagacyę, gdy dwóch 
dworzan nieopodal stojących, Wołniew i Wojcyków, 
dwoma wystrzałami z pistoletów resztę mu tchu ode- 
brali.... byłaż to litość, czy zemsta nad konającym? 
Carowa, na odgłos tumultu, wybiegła do sieni, lud ci- 
snął się już do jej apartamentów, mordując Polaków jej 
dworzan 5 pierwszy z nich padł Osmólski , broniący drzwi 



- 279 — 

komnaty sypialnej i stara jej ochmistrzyni Chmielewska. 
Marynę bojarowie ocalili przed zemstą, jaką jej gotował 
lud , okrytą jednak w rogozę wraz z ojcem wojewodą 
Mniszchem wtrącono ją do więzienia. Tymczasem trup 
Dymitra obnoszono po ulicach, różne mu obelgi wyrzą- 
dzając, okazano go carowej matce i pytano jej, czy to 
jej syn. „Czemuście mnie o to pierwej nie pytali, kiedy 
żył, teraz już nie mój", odpowiedziała dumnie carowa 
Marta. Ulitował się nareszcie kupiec jakiś nad trupem 
cara i pogrzebał go za Sierpuchowską bramą; lecz i 
ztąd jeszcze go wydobyto, spalono zwłoki i popioły z ar- 
maty wystrzelono. Tak mściła się Moskwa nad Samo- 
zwańcem ! Gdy się to wszystko dzieje w Kremlu , na 
dworze cara , xiążę Wiśniowiecki tymczasem na czele 
w^alecznej garstki Polaków uciera się z ludem na ulicach 
Moskwy, a otacza go nie więcej nad 500 rycerzy. Nie- 
równa to była walka, a gdy nareszcie rozjątrzony lud 
wymierzył działa przeciwko drewnianemu domowi, w któ- 
rym Polacy przez dwa dni byli zabarykadowani, xiążę 
Konstantyn Wiśniowiecki widząc tak groźne położenie, 
kazawszy wywiesić białą chorągiew, sam ze swemi lu- 
dźmi począł pieniądze z worów na ulicę Avyrzucac. Udał 
się fortel polski , gdy bowiem lud bić się o nie począł 
między sobą, Wiśniowiecki wypadł wtedy z ludźmi na 
ulicę, działa odebrał, wiele ludu pobił, i kto wie, czy 
ze wzrastającymi stronnikami nie byłby może opanował 
stolicę, gdyby nie nadszedł Szujski, który krzyż św. 
niosąc i całując go , ocalenie wszystkich Polaków po- 
przysiągł. Lecz i w tem Moskwa zdradę przygotowała, 
zaledwie bowiem Wiśniowiecki rozbroił się, pochwycono 
go wraz z kilku znaczniejszymi dowódzcami, jak Sta- 



— 280 — 

dnicki , Herburt , Tarło i inni , i uprowadzono ich do 
niewoli, zkąd nieprędko, bo po roku dopiero uwolnieni, 
jedni , a pomiędzy tymi i Wiśniowiecki , cichaczem po- 
powracali do kraju , drudzy dalsze awanturnicze przy- 
gody z następnymi Samozwańcami dzielili. Nim do Wi- 
śniowieckich powrócimy, parę slow jeszcze o Marynie 
wtrącimy dla nieprzerywania wątku w opowiadaniu. Po- 
etyczna jak dotąd jej postać , w całkiem innem naraz 
okazuje się nam świetle. Duma, chęć panowania i tronu, 
zagłuszyły w niej wszystko , nawet uczucie niewieściego 
wstydu. 

W więzieniu bojarowie domagali się od Maryny, 
żeby oddała wszystkie kosztowności , które jej kiedykol- 
wiek dał Dymitr — oddała wszystko, pozostawszy 
w odzieniu tylko, które miała na sobie. Rozłączono ją 
z ojcem, a kiedy Maryna żądała, aby razem z nim mo- 
gła dzielić więzienie , bojarowie uwolnienie przyrzekli 
obojgu , żądając za to 55 tysięcy rubli wykupu. Bogaty 
Mniszech znaczną część tej summy złożyć musiał. Lecz 
i ta rażą słowa nie dotrzymano, trzymając ojca i córkę 
kilka miesięcy w więzieniu w Moskwie. Wojewoda Ma- 
rynę uważał wciąż za carowę i tak się z nią obchodził, 
i Maryna nie upadała na duchu. „Dajcież mi pokój" 
mówiła do przyjaciół, którzy ją pocieszali, „uznana raz 
za carowę tego kraju, nigdy nią być nie przestanę, i ten 
ktoby pozbawić mnie chciał korony, musi wprzódy po- 
zbawić życia". Tymczasem wieści się rozeszły, że Dy- 
mitr żyje, że ocalony — oszust jakiś, rzeczywisty już 
samozwaniec , ogłosił się nim i znaczną partyę zebrać 
około siebie zdołał — skupili się koło niego i znako- 
mitsi Polacy, którzy z więzienia umknąć zdołali , jak 



— 281 — 

Zborowski, Stadnicki, xiążę Różyński , Sapieha Jan sta- 
rosta uświatski i inni. Nowy car Wasil Szujski rozpo- 
czął więc panowanie wśród buntów, plomieniejących sie 
naokoło. Kiedy południowo -zachodnie prowincye gło- 
śno powstawały za mniemanym Dymitrem, Mniszech z Ma- 
ryną i resztą uwięzionych Polaków odesłani do Jarosła- 
wia, d. 4 września 1606 r. tam przybyli na wygnanie. 
Siedzieli rok prawie cały, aż wreszcie król, którego po- 
słów, przydanych dla towarzyszenia Marynie , taż sama 
dola spotkała, wymógł uwolnienie wszystkich jeńców 
polskich, a więc Mniszcha i Maryny. Rozejm zawarty 
był o to w czerwcu, przed dniem 8 października 
wszyscy mieli być wolni — od Maryny zażądano zupeł- 
nego zrzeczenia się praw swych kiedykolwiek do władztwa. 
Uczyniła to, ale najmniej o tem myślała. Dnia 28 sierpnia 
uwolniona z ojcem wracała do Polski , konwój odprowa- 
dzał ich i posłów Rzeczypospolitej do Smoleńska ^). 
Powziąwszy o tem wiadomość Dymitr ów drugi „worem 
Tuszyńskim" pospolicie zwany, wysłał w pogoń za orsza- 
kiem dwóch rotmistrzów: Zborowskiego i Stadnickiego. 
Posłowie uciekli , niektórzy twierdzą , że i wojewoda 
z nimi, ale carowa była pojmana, i co się zgadzało z jej 
życzeniem, odprowadzona do obozu pod Tuszynem, gdzie 
się był rozlokował ów mniemany jej małżonek. Samo- 
zwaniec na znak radości kazał bić z armat. Była chwila 
namysłu — w Marynie walczył wstyd niewieści z dumą, 
myśl zresztą , że w Polsce będzie przedmiotem żartów 
i wzgardy. Ojciec jednakże, jak niektórzy utrzymują, 
nie odstępujący jej i Samozwaniec, nalegali gorąco. Oczy- 



Kognowicki, Tom II str. 165—180. 

36 



— 282 — 

wiście dla Dymitra jedno słowo Maryny było wyrokiem 
śmierci, albo drogą do tronu. Przysiągł on dumnej wo- 
jewodziance , że będzie z nią żyć jak z siostrą , dopóki 
Moskwy nie zdobędzie. W tydzień dopiero, po nastą- 
pionych tajemnych układach (18 września), Maryna przy- 
była po mniemanego męża. Dobrze oboje odegrali swoja 
rolę — witali się serdecznie. Ale zdecydowawszy się 
już na tak awanturniczy żywot, Maryna nie chciała siebie 
uwodzić i zawarła z Samozwańcem ślub pokryj omo '). 
Wtedy już Szujski zastraszony biegiem wypadków, za- 
pragnął układów, Sapieha więc poszedł pod Moskwę — 
Maryna pozostała w obozie i ciągle w nim bawiła. Sa- 
pieha odnosił zwycięztwa. W jego żywocie znajdujemy 
wiele szczegółów o tem obozowem życiu Maryny. Sa- 
pieha opiekował się carem i carową, często ich odwie- 
dzał. Przysłał Marynie raz w podarunku posąg św. Le- 
ontego (3 stycznia 1609 r.). Maryna niby rzeczywista 
carowa jeździła po cerkwiach i monastyrach, przebierała 
się po męzku, narażała się na wiele niebezpieczeństw, a 
ten duch rycerski niewiasty budził podziwienie w umy- 
słach mężnych , samo nawet wojsko hołdowało Ma- 
rynie ^). 

Zygmunt III tymczasem nie rad temu wszystkiemu, 
wdał się ostatecznie w wojnę moskiewską. — Dymitr 
uciekł do Kaługi , sprawa jego zły obrót brać poczy- 
nała. Maryna konno z dziecięciem na ręku i jednym 
tylko służącym pogoniła za nim, pomimo proźb i przed- 
stawień przez przyjaciół i Stadnickiego jej robionych. 



*) Kognowicki, Tom II. str 167. 

2) Kognowicki, Tom II str. 181—205. 



— 283 — 

Próbował król odciągnąć od Samozwańca Marynę, obie- 
cywał jej nawet nadać Sambor lub Grodno, jej i mężowi. 
Żółkiewski do Sapiehy 5 września 1610 r. o tern pisał. 
Lecz daremno — z dumą odparła Maryna, że królowi 
Jeg-omości podaruje Warszawę. Listów Maryny z tego 
czasu jest kilka. Nie chciała wrócić na poddaną kró- 
lewską, koniecznie jej carować się chciało. Nareszcie 
Moskwa przez Żółkiewskiego opanowaną została, a Sa- 
mozwaniec w grudniu 1010 r. przez Urusowa zabity, 
głowę jego odesłano do stolicy. Rozpacz Maryny po 
tem wszystkiem nie miała granic, uwięziono ją, dwa ty- 
godnie tylko życia pozostawiając. Napróżno pisała do 
Sapiehy, błagając o litość i ratunek — Sapieha szedł zdo- 
bywać Kaługę na imię królewicza Władysława. Lecz i tu 
nie koniec jeszcze tego tragicznego , pełnego wypadków 
żywota. Zjawia się znowu nowa postać, kozak Zarucki, 
Rusin rodem z Tarnopola , ale z Dolicami pokumany, 
ten od początku bronił sprawy Dymitra II, teraz zaś po- 
stanawia ratować Marynę. Maryna miała syna — Zarucki 
ją i dziecię uprowadza z więzienia , odsyła za Don , a 
sam orężem broni jej praw poty, póki w zamieszkach i 
buntach carstwa była jaka nadzieja, że się co da zrobić. 
Ale w 1612 roku wszystko się skończyło Zarucki szedł 
więc do Kołomny, po odstąpieniu Pożarskiego i potem 
do Michajłowa, wziął Marynę do siebie, lato i zimę 
z nią przeżył. Jest nawet wzmianka (u Pretoryusza), że 
Maryna po raz trzeci z tym Zaruckim ponowiła związki 
małżeńskie. Na wiosnę udał się z nią Zarucki na po- 
łudnie, ku Astrachaniowi. Wszędzie ogłaszał carem Dy- 
mitra II. Astrachań, a raczej Tatarzy jego osiedleńca, 
którym od Moskwy oderwać sie chciało, powstawali, słu- 



— 284 — 

chali skinienia awanturnika. Zarucki kraj pustoszył, sial 
mordy i pożogę , dokazywał póki na zachodniej granicy 
trwała wojna polska. Potem chmarę źołnierstwa wysłano 
na niego ; nie mogąc się oprzeć sile, uciekł na Jaik. 
W tych bezdroźnych pustyniach długo ścigany, schwy- 
tany nakoniec, skończył życie na palu. Maryna utopiona 
pod lodem przez kozactwo, a syn jej czteroletni, z Sa- 
mozwańca zrodzony, uduszony. Było to w 1614 roku. 
Był przecie starszy syn jej , z pierwszego Dymitra zro- 
dzony. O tym zapewne są ślady u niektórych history- 
ków ^), że około 1627 r. Iwan Dymitrowicz carewicz, 
z matki Mniszchówny zrodzony, obdarzony wielkiemi zdol- 
nościami, z polecenia Zygmunta III i Lwa Sapiehy u Je- 
zuitów w akademii wileńskiej wychowanie pobierał , i że 
ztamtąd wykradziony i uduszony został. O innym, dru- 
gim zapewne synie Maryny, podają niektórzy historycy, 
że w Samborzu około 1632 r. zjawił się był młodzie- 
niec, u którego na plecach wypiętnowane były znaki: 
„Dymitr syn cara Dymitra", i że goDaniłowicz podskarbi 
W. kor. oporządziwszy przystojnie, do Warszawy Wła- 
dysławowi IV odesłał, że car Alexy Miehajłowicz żądał 
jego wydania, lecz Władysław IV, czy to dla widoków 
politycznych, czy tylko ludzkością powodowany, nie wy- 
dał go do samej śmierci i że dopiero za Jana Kazimierza 
w czasie wojen domowych , udawszy się do Sztokholmu 
i do krajów xięztwa Holsztyńskiego, ztamtąd wydany do 
Moskwy, w grudniu 1649 r. ścięty i ćwiertowany został^). 



O Rostowski, str. 307. 

2) O tym to zapewne synie Maryny obszerne szczegóły 
przytacza Niemcewicz w przypisku z Recollesa (Panów. Zygm. 
Ulgo Tom III rozdz. 2 gi.) 



— 288 -^ 

To tylko pewna, źe była chwila, w której do Polski 
zbiegali się z różnych stron świata oszuści i ogłaszali 
się za carewicza Dymitra. Ciemny, przesadny lud ruski 
wierzył oszustom , osłania! ich, aż rzecz ta takiej wagi 
nabyła, że na wstawienie się Michała Fiedorowicza w r. 
16415, stanęła uchwała sejmowa, aby nikt w Polsce 
pod kara śmierci carewiczem nazywać się nie ważył. Taki 
to był koniec i los tej poetycznej Maryny: złocisty Kreml, 
korona carów, na chwilę jej tylko błysnęły, a nuta dzwo- 
nów rozlegających się w dniu jej koronacyi była żałosną, 
przedwstępną już wówczas jej pieśnią pogrzebową. Ko- 
niec jej nawet dokładnie niewiadomy, bo i co do tego 
spory zachodzą u historyków. Nie wiele więcej jasne 
losy jej potomstwa i który syn był prawdziwym carewi- 
czem, synem ukorowanego Dymitra, który owocem ha- 
niebnego związku z oszustem z Kaługi — ani jaki był 
koniec obydwóch. W ogólności w całej tej historyl Ma- 
ryny, niewiele u nas dotkniętej, nieznanej prawie, na- 
trafić wprawdzie można na ustępy nieco poetyczniejsze, 
lecz inne tuż obok wstrętem przejmują, potworną jej 
próżność do bezwstydu posuniętą malują. Możnaby może 
te rozpaczliwe wybiegi kobiety kłaść na karb jakiejś 
wielkiej idei politycznej , wytrwałości , podniecanej przez 
dumnego ojca i szwagra, kto wie może nawet przez ta- 
jemne zabiegi dworu , lecz przy szczupłych materyałach 
do jej życia, na 'te ślady natrafić trudno. Przeciwnie 
dochowanych parę jej kartek, ręką w rozpaczy skreślo- 
nych do Sapiehy i do wodzów ówczesnych , do obozu 
posyłanych, w których myśl tylko o sobie i zaprzątnienie 
własnem upokorzeniem jawnie przezierają, rzucają osta- 
tecznie cień na postać Maryny, odejmują jej ostatnia 
aureolę poezyi..,. 



^ 286 — 

O Marynie nie pisano u nas prawie , jakkolwiek 
w kraju wielkie niezawodnie do jej życia materyaJy po- 
siadamy. Najbogatsze w oryginałach spótczesnych, po- 
siada muzeum archeologiczne wileńskie , które przed 
kilku laty obiecywało nawet, że je ogłosi drukiem. 
Wiele też rzeczy do dziejów Maryny dałoby sie nieza- 
wodnie odszukać w Wiśniowcu, w domowem archiwum 
Mniszchów, dziś w posiadaniu hr. Platera będącem. Ale 
jak dotąd, sa to tylko pia desideria. Posiadamy za to 
dwie książki w naszym języku o Dymitrze i Marynie — 
pierwsza p. t. Prawdziwe prowadzenie Dymitra 
Iwanowicza, teraźniejszeg> cara i monarchy 
r o s s y j s k i e g o , przez Stanisława N i e m oj e w- 
skiego, podstolego koronnego, assystenta 
i pacy en ta, r. 16 6 drukowana. Jest to więc 
materyał współczesny, autor sam był czynnym w tej wy- 
prawie , lecz xiążka jego jest już dzisiaj wielką rzad- 
kością bibliograficzną. Siarczyński wspomina, że ją oglą- 
dał. Druga xiążka niedawno wydana p. t. Wiadomość 
o krwawej i strasznej rzezi w m. M o s k w i e, 
okropny a żałosny koniec Dymitra W. xięcia 
i Cara Moskiewskiego, przez Ilollendra, n a- 
onczas w Moskwie bawiącego, w języku an- 
g i e 1 s. napisana, wydana w Londynie r. 1607 
— a teraz na język polski przełożona i po- 
mnożona dodatkami ze z b i o r ó w K ó r n i c k i c h — 
wielkie 4to r. 1858 Tom jeden. 

Rossyjscy pisarze więcej pisali o Marynie. Buł- 
haryn poświęcił jej jeden z obszernych swoich artyku- 
łów, który w tłumaczeniu okazał się w księgozbiorze 
polskim w Sanoku r. 1858 wydawanym p. t. Dymitr 



— 287 — 

Samozwaniec (w 9clu zeszytach z rycinami). Popów 
drukował także w dodatkach literackich do Gazety Mo- 
skiewskiej z r. 1857 ustępy „z życia Maryny Mni- 
8 z ech". Rzecz pracowicie zebrana co do faktów, ale 
rażąca nieznajomością historyi polskiej i naszego prawo- 
dawstwa. Poezya uwieczniła także postać Maryny. Pusz- 
kin w sławnym swym poemacie „Borys Godunow" 
cudownie maluje niektóre sceny z jej życia. 

Daleko uniosły nas wypadki moskiewskie i dziwaczne 
losy Maryny, znowu więc do przerwanego życiorysu xięcia 
Konstantyna Wiśniowieckiego powracamy. Mniej może 
niż teść jego Mniszech zainteresowany w wyprawie Dy- 
mitra , nie dotrwał on do końca , nie wierzył dalszemu 
jej powodzeniu ; uwolniony więc z więzienia wraz 
z innymi Polakami za wstawieniem się króla , rad że 
uszedł cały, wrócił pospiesznie do kraju, do Wiśniowca, 
do swych larów i penatów, zrzekając się raz na zawsze 
ambitnych widoków połączenia z domem panującym mo- 
skiewskim. Czynnego jednak będąc ducha, nie mógł się 
osiedzieć spokojnie kniaź Konstanty w swym dworcu — 
to się żenił raz po raz, to wojował na przemian, towa- 
rzysząc Władysławowi IV-mu w każdej z jego wypraw. 
Jeszcze teść jego Mniszech , gorliwy katolik, wymógł na 
nim zrzeczenie się obrządku słowiańskiego, a Jezuita 
Nahajus , tak czynny w nawracaniu Wiśniowieckich na 
katolicką wiarę , i z xięciem Konstantym swego dzieła 
dokonał. 

Los jakby wynagradzając xięciu Konstantemu zawie- 
dzione na Moskwie nadzieje, gotował mu jeszcze ogromny 
spadek po xiążętach Zbarażskich , który wzbogacił go 
niezmiernie. W 1631 roku d. 29 lipca umarł bezżenny, 



— 288 — 

ostatni potomek tej xiąźęcej rodziny, xiążę Jerzy Zba- 
rażski kasztelan krakowski, a ogromna jego fortuna, 
piękna i bogata Zbarażczyzna, małe państwo niemal two- 
rząca , prawem spadku, jako najbliższemu krewnemu z tej 
samej dzielnicy, dostała sle x. Konstantemu, niewielka 
tylko część tych dóbr wpłynęła w dom Czetwertyńskich. 
Dnia 25 maja 1641 roku umarł dopiero x. Konstantyn 
78 letni starzec, przeżywszy wszystkie swe żony i sy- 
nów, których miał z pierwszej tylko, Zaborowskiej. Było 
ich trzech : Alexander starosta czerkaski, Jerzy sta- 
rosta kamionacki i Janusz koniuszy koronny. Dwaj 
pierwsi młodo i bezżennie pozmierali, nie mamy też o 
nich zgoła żadnych wiadomości, pozostał najdłużej przy życiu 
Janusz, który miał byc następcą imienia i wielkich bo- 
gactw ojcowskich, lecz i ten go do grobu poprzedził — 
fortuna więc poszła na wnuków. 

Ten Janusz, Januszem I-szym w rodowodzie Wi- 
śniowieckich zwany, koniuszy koronny, starosta krzemie- 
niecki , o ile z nielicznych, rozprószonych o nim wspo- 
mnień widzimy, nie była to żadna swojego wieku znako- 
mitość , ale wojownik odważny i dla kraju swojego wy- 
lany. Ojciec za młodu już zaprawiał go do rycerskiego 
rzemiosła i powierzył go sławnemu ówczesnemu hiszpań- 
skiemu wodzowi Spinoli, pod którym młody Janusz Aval- 
czył w Niderlandach. Powróciwszy do kraju i tu się 
wysługiwał; walczył przeciw Osmanowi sułtanowi ture- 
ckiemu pod Chocimem , przeciw Szwedom i Gustawowi 
w Prusiech. Za Władysława IV-go powierzano mu do- 
wództwo nad piechotą. W 1627 roku ożenił się xiążę 
Janusz z Eugenią Katarzyną Tyszkiewiczówną wojewo- 
dzianką wileńską, która potem poszła za mąż powtórnie 



I 



— 289 — 

za Alexandra Radziwiłła marszałka W. lit. Bartoszewicz 
oglądał w oryginale list x. Janipsza, zapraszający na ślub 
swój, w dniu 19 września w Wilnie odbyć się mający, 
marszałka W. lit. Jana Stanisława Sapiebę ; list był 
z dnia 1 lipca z Lublina. Pan wielkiej fortuny, dumny 
jak wszyscy Wiśniowieccy, xiążc Janusz, choć tylko był 
koniuszym W. kor., trzymał wszakże znaczny poczet 
nadwornego wojska, na którego utrzymanie corocznie 
przeszło 700 tysięcy dzisiejszych złotych polskich wy- 
dawał. To i inne zasługi xięcia , skłoniły nareszcie 
Władysława IV do konferowania mu polnej buławy — 
lecz ta zapóźno , bo dopiero w dzień śmierci jego w r. 
1636, doręczoną mu została. Był to więc pierwszy 
choć niedoszły hetman w rodzie Wiśniowieckich. Synów 
z Tyszkiewiczównej xiążę Janusz zostawił dwóch: Dy- 
mitra II, który nie na żarty już był hetmanem W. kor. 
i Konstantyna III wojewodę bełzkiego, ojca dwóch 
ostatnich Wiśniowieckich! 

Dymitr II, starszy od brata o lat kilka, był rzeczy- 
wiście postacią historyczną , sławą rodu — a rola poli- 
tyczna jaką odegrał w kraju, głośniejsza może niż 
innych Wiśniowieckich, choć tyle sław w tej familii li- 
czyło się. Bartoszewicz zebrał do jego życia obszerne 
materyały, które podajemy. Rodził się Dymitr w roku 
1628, miał więc lat zaledwie 13 przy śmierci ojca. 
Ojciec umierając, zostawił opiekę nad obydwoma synami 
swoimi Dymitrem i Konstantym, xięciu Jeremiaszowi, 
jakkolwiek to był dalszy i z innej linii ich krewny. Nie 
na dobre to wyszło synom , bo Jeremiasz będąc w cią- 
głych zapasach z kozactwem, jak wiemy stracił cały 
własny majątek , jakże mógł upilnować majątek wycho- 

37 



— 290 — 

wańców? Dał jednak Dymitrowi wychowanie narodowe, 
staranne. Rzadkie to było zdarzenie między panami, ale 
Dymitr kończył nauki w akademii krakowskiej, razem ze 
swym bratem Konstantym i z Janem Sobieskim '). Po- 
tem , hetmańska krew, służył ojczyźnie wojskowo. Za 
Jana Kazimierza nastały dla niego czasy. Był w oblęże- 
niu zbarażskiem z bratem pod xięciem Jeremiaszem, i 
tu „początki marsowe założył". Pod Krzemieńcem po- 
kazał „na karkach kozackich , jak silna była xiążęca 
szabla". Pod Zwańcem i Suczawą, gdzie poległ młody 
Tymoszek Chmielnicki, gromił kozaków. Potem za stra- 
sznej burzy północnej , walczył wprawdzie ze Szwedami, 
lecz kiedy szczęście króla opuściło , przeszedł w Pru- 
siech na ich stronę razem z Alexandrem Koniecpolskim. 
Niedługo jednak trwało to zniechęcenie się, bo za Ty- 
szowiec już, w lutym 1656 roku, wysłał do Jana Kazi- 
mierza gońca, że do niego wraca wraz z całem swojem 
wojskiem '^). I zaraz wyruszył w marcu naprzeciw 
Czarnieckiemu , żeby się z nim połączyć. Z radością 
przyjmował go wojewoda i do króla pisał o jego poru- 
szeniach. Połączyli się obydwaj 22 marca. Po drodze 
wziął do niewoli oddział ze 120 ludzi, zmusił go do 
przysięgi i wcielił do swego pułku. Wielka też moc 
jeńców nagromadziła się w Przemyślu, Łańcucie i w Za- 
mościu ^). Z nich stroiły się pułki, a gdy rycerskich 



*) Kaź. Wład. Wójcicki, Biblioteka starożytna pi- 
sarzy polskich, Tom IV str. 96. 

^) Portofolio królowej Maryi L u dwiki, wydane 
p. Edw. hr. Raczyńskiego Tom I. str. 260 i Des Noyers L ettr e s, 
str. 79, 

») Des Noyers str* 122— i2S. 



— 291 — 

ludzi za hasłem Tyszowiec gromadziło się co dzień 
więcej , Szwed opuszczał stanowisko za stanowiskiem , a 
na każdem zostawiał poległych i rannych, bagaże i działa, 
żeby przy wielkiej wodzie uciec chociaż do Sandomierza. 
Ścigali go Sobieski starosta jaworowski i xiążę Dymitr 
(w początkach kwietnia). Karol Gustaw spieszył swoim 
na pomoc, ale zaledwie się wymknął sam i ściśnięty 
między Wisłą a Sanem, nie śmiał posyłać nawet po ży- 
wność, jeden ciura dziesięciu Szwedów płoszył, taki był 
postrach między Szwedami. Kiedy zbliżyli się Litwini 
pod hetmanem Sapiehą w 20 tysięcy do koronnych, 
Czarniecki i Lubomirski poszli do Prus, xiążę został się 
pod dowództwem Sapiehy i rzucał się wszędzie naprzód 
ze swoją nadworną Wołoszą , często obok Sobieskiego. 
Rozmaicie się udawało , lecz raz w Rudniku o mało co 
nie pojmał samego króla szwedzkiego podczas śniadania ; 
gdyby miał jaką pomoc, chorągiew więcej na zawołanie, 
wsławiłby wojnę wielkim tryumfem. Król uciekł pod 
Sandomierz na most '). Znajdował się potem Dymitr 
w trzydniowym boju w 1656 pod Warszawą ^). Znaj- 
dujemy i o bracie jego Konstantym wspomnienia w ciągu 
tej wojny ^). Później odznaczył się Dymitr w wyprawie 
przeciw Rakoczemu. Raz osaczony pod Sachnanem? 
(tak u Niesieckiego), nie stracił przytomności , ale jak 
niegdyś jego opiekun Jeremiasz , niby piorun oderzył na 
wroga wraz z pisarzem polnym, żeby się ocalić brawurą, 
i większą część taboru urwali, kiedy jednocześnie hetmani 

*) Wójcicki, Bibl. staroż. pis. Tom I. str. 204 i Des 
Noy e rs str. 141. 

2) Des Noyers str. 220. 

3) idem str. 289. 



— 292 — 

zastąpili od przodu i tylem, na którym był wtedy xi^zc, 
dowodził tam Czarniecki ^). Od roku 1658 za prace 
wojenne został Dymitr strażnikiem koronnym. Dnia 28 
sierpnia 1658 roku dostał list przypowiedni na chorą- 
giew tatarska ze ISOciu ludzi ^). W rok później w Szu- 
binie 9 listopada 1653 r. chorągiew tatarską kazał mu 
król zwinąć, a za to dał mu list przypowiedni na 150 
dragonów po ustąpieniu wojewody krakowskiego ^). Gdy 
się na Moskwę w 1660 r. „wojenna pora otworzyła", 
xiąźc Dymitr pod Jerzym Lubomirskim szczęśliwie wojo- 
wał pod Cudnowem i Słobodyszczami , a jak był ciężki 
ze swoim pułkiem Kozaków, pod Chmielnikiem za Jan- 
czarychą , świadczy Zieleniewica i autor potrzeby Cudno- 
wskiej. Dnia 6 października 1663 r., po śmierci Kon- 
stantego podczaszego kor. xiążę mianowany został sta- 
rostą białocerkiewskim ^). W nagrodę też rycerskich za- 
sług swoich otrzymał inne, na pograniczu od Branden- 
burgów starostwo drahimskie , ale na mocy układu we- 
lawskiego miało to starostwo odejść do elektora po 
śmierci xięcia, jako zastaw za wynagrodzenie kosztów 
wojennych , które Rzeczpospolita obowiązywała się ele- 
ktorowi wypłacić. Za swoje zasługi brał jeszcze Dymitr 
inne nagrody: starostwa Lubomlskie i Kamionackie. Oże- 
nił się wtedy z Maryanną Zamojską, kasztelanką czer- 
niechowską , córką Zdzisława a siostrą Marcina , pierw- 
szego ordynata drugiej dynastyi. 



*) Des Noyers Tom I str. 230. 
2) Sy gil laty, ks. I fol. 52. 
3j Sygillaty, ks. II fol. 18. 
*) Sygillaty, ks. VII fol. 42. 



— 293 — 

W senacie zasiadł li^źc Dymitr już r. 16S9 woje- 
woda belzkim. Odtąd zaczyna się jego rola prawdziwie 
polityczna. Towarzysz broni , kolega akademicki Jana So- 
bieskiego , rówiennik jego co do lat, też same co i on 
miał widoki polityczne. Stawał za królową przeciw Lu- 
bomirskiemu. Ważną tego usposobienia wskazówką jest 
okoliczność, że ofuknął Piaseczyńskiego, jednego z het- 
mańskich agentów, który obiegał Wołyń w początkach 
r. 1663. Xiążc był urażony o to, że nie dostał woje- 
wództwa kijowskiego po Wyhowskim, lub może Czarnie- 
ckim , kiedy jednak Piaseczyński odezwał się do niego : 
yltma gallina tak nam inciibuU (mówił to o królowej), 
że już expiraverunt nasze wolności , i cóż będzie , gdy 
nam Francuza wsadzą?", xiążę mu rzekł „nie masz Wmć 
mówić takich rzeczy w domu moim". Dla tego inny 
tajny goniec na Ukrainę , ale królewski do hetmana Te- 
tery, poleca xięcia Janowi Kazimierzowi : „sam pan wo- 
jewoda, prawi, multis recommendatus et prohałtcs W. K. 
Mci nominibus, „wielce zaleca się, bo „chodzi pilno około 
wszystkiego". W tym czasie właśnie szczególną baczność 
zwrócił xiążę na Białocerkiew, starostwo swoje, i wojsko 
tam utrzymywał w posłuszeństwie dla króla , żeby nie 
dało się ująć Lubomirskiemu *). Dla tego wiemy zkąd- 
inąd, że xięcia wojewodę miał nawet Lubomirski w po- 
dejrzeniu , mówiono bowiem powszechnie , że bunty prze- 
ciw hetmanowi podniecał '^^. Dla tego xiążę wyprzedził 
innych swoich spółzawodnikow do buławy. Kiedy po 
śmierci Rewery Sobieski wziął wielką, do mniejszej 



*) Zbidr dyplomatów rządowych Krupowicza str. 137 — 139. 
«) Przyjaciel ludu z r. 1847 Nr. 30. 



— 294 — 

mieli ochotę xiążc , chorąży kor. Andrzej Potocki i Sta- 
nisław Jabłonowski wojewoda ruski *). Rozstrzygnęła się 
rzecz na sejmie ostatnim za Jana Kazimierza. Xiążę 
przyjechał do Warszawy 26 lutego 1668, a 1 marca 
został hetmanem polnym ^). Pod koniec rządów Jana 
Kazimierza znajdował się xiążę obok Sobieskiego na 
Ukrainie, nawet i za bezkrólewia stał na pograniczu, 
ale już tym razem sam jeden, hetman wielki albowiem 
pojechał na konwokacyę, którą zawcześnie złożono, po- 
tem do Prus, gdzie bawiła się jego żona, i rząd cały 
nad wojskiem xicciu powierzył. Przybyło do Dymitra 
poselstwo od Kozaków do obozu z prośbą o miłosier- 
dzie i zachowanie przy wolnościach dawnych 5 obiecywali 
już Kozacy, że hetmana swego Doroszeńka słuchać będą, 
że poprzestaną na sumiennem wykonaniu układu hadźia- 
ckiego. Tymczasem w obozie u hetmana poln. działo się 
bardzo nieszczęśliwie: było wojsko jakby w zamknięciu 
po całych miesiącach, nie jeden też zdrowiem i dostat- 
kiem przepłacił, gdy xiążę dopiero na tydzień przed 
Bożem Narodzeniem rozpuścił wojsko ^). Była wtedy i 
druga sprawa, która powszechną uwagę na xięcia zwró- 
ciła. Elektor brandenburgski w czasie sejmu konwokacyj- 
nego zajechał Drabim, ze strachu że Polska go nie 
opłaci. Sam nie dochowywał traktatów, więc sądził, że 



*) Listy Sobieskich u Helcia str. 119. Bibl Swi- 
dzińskich. 

2) Dyaryusz Jana Antoniego Chr apo w ickie- 
go wojewody witebskiego, wyd. Rusieckiego na str. 
17—19. 

*) Latopisiec albo Kroniczka Joachima Jer- 
licza, wyd. K. Wł. Wójcickiego Tom H str. 136—137. 



— 295 — 

i wszyscy tak czynią. Podobno porozumiał się poprze- 
dnio z xicciem. Wielka burza sejmem elekcyjnym zatrzą- 
sla. Howerbeck uspakajał umysły. Z drugiej strony w bez- 
królewiu tem zajechał xiążę Zamość w sprawie swego 
szwagra , kiedy sie o tę ordynacyę spierały dwa prze- 
możne domy, Koniecpolskich i Wiśniowieckich, ten osta- 
tni , w osobie xięcia Michała , wojewodzica ruskiego, syna 
Jeremiasza. Na sejm następny elekcyjny przyjechał xiąźę 
Dymitr do Warszawy d. 9 czerwca 1669 r. , dobrze 
później po Sobieskim , a zajechał wspaniale , w licznej 
assystencyi i spotykających go, mając z sobą 16 chorą- 
gwi nadwornych , i udał się wprost do prymasa *). Nie 
był xiążę stronnikiem Kondeusza i razem z podkancle- 
rzym Olszowskim ku Lotaryngowi się skłaniał, co po- 
świadcza sam Chavagnac , poseł lotaryngski , który ich 
obu ujął. ^Tymczasem królem obrany jego krewny, Mi- 
chał Korybut Wiśniowiecki. Oczywiście znaczenie xięcia 
przytem poszłoby górą, gdyby nie zabiegi panów, w ogóle 
przeciw nowo obranemu królowi. Pomimo to jednak , 
xiążę zawsze stał świetnie z powodu tej elekcyi, a kiedy 
na sejm do Warszawy przyjeżdżał, prosto jechał na za- 
mek '^). Podczas sejmu w r. 1670 otrzymał Dymitr dwa 
nowe starostwa : Soleckie i Strumiłowskie , po śmierci 
Radziejowkiego ^). Innym przywilejem zyskał xiążę pra- 
wo na ustąpienie dla Bokuma , cześnika lit. i jego żony, 
dóbr i gruntów królewskich starostwa warszawskiego na 



1) Chrapowicki, str. 48— 124. 

2) Chrapowicki, str. 217. 

^) Sygillaty ks. XI fol. 197 przywilej z d. 4 paź- 
dziernika. 



— 296 — 

przedmieściu warszawskiem '). W tych czasach właśnie 
wszedł Dymitr w bliskie stosunki krwi z Sobieskim. Je- 
szcze w r. 1668, nim wziął buławę, umarła mu żona 
Zamojska , jak i bratu , obydwie jednego miesiąca ^). Po 
trzech latach wdowieństwa ożenił się hetman powtórnie 
z xicżniczką Teofilą Zasławską na Ostrogu , rodzona sio- 
strzenicą Jana Sobieskiego, córką wojewody krakowskie- 
go Władysława Dominika i Katarzyny Sobieskiej. Ślub 
odbył się w Warszawie w pałacu Ujazdowskim, według 
życzenia królewskiego. Miało to małżeństwo znaczenie 
polityczne , bo hetmanowie pogodzili się z sobą i Sobie- 
ski pojednał się z królem. Dotąd xiążę Dymitr oczywi- 
ście gniewał się na Sobieskiego za jego postępowanie 
z królem. Zdawało się, że zgoda była szczera, przyje- 
chała na nią umyślnie siostra Sobieskiego , matka panny, 
już wtedy Radziwiłłowa , hetmanowa litewska. Przywio- 
dła za sobą wiele pań i senatorek litewskich. Na uro- 
czystość tej zgody i senatorów wielu w ogóle z dobrej 
woli zebrało się. 

Dnia 8 maja 1671 r. obydwaj hetmani razem przy- 
jechali, nazajutrz o zmroku (10 maja) wieniec od Dy- 
mitra oddawał pannie młodej Łużecki kasztelan podla- 
ski , za co od panny dziękował brat jej przyrodni, młody 
Radziwiłł ^). „Tamże znamienitą komedyę odprawowano" 
narzeka w rubasznym swoim języku Jerllcz, „która 60 
tysięcy kosztowała , w czym znaczna to utrata skarbu 
Rzeczypospolitej, za którą summę mogłoby się tysiącom 



*) Sygillaty ks. XI przywilej z d. 10 listopada 1670r. 
*) Latopisiec Jerlicza, Tom II str. 129. 
3) Ojczyste Spominki Ambr. Grabowskiego, Tom II 
Btr. 135. 



— 297 — 

żołnierza zapłacić, a z tego kosztu i intraty, jakoby psa 
pod ogon pocałował, tak to pomogło wiele. Lepiejby 
na domy Boże albo na szpitale, na ułomne, na kaleki, 
na żołnierza skaleczonego i niedostatniego" i t. d. '). 
Po weselu obydwaj betmani wspólnie ruszyli na wojnę 
jesienną od Buska ku Barowi przeciw kozactwu i Ta- 
tarom '^). Miał xiążę osobiste krzywdy do pomszczenia, 
bo mu dobra około Krzemieńca w lecie do szczętu zni- 
szczono ^), Dnia 22 sierpnia hetmanowie połączyli się 
pod Barem; był przy xięciu i brat jego Konstanty *). 
Koniec wyprawy smutny. Sobieski odjechał w listopadzie 
ze Lwowa , zostawiwszy komendę xięciu , xiążę na pe- 
dogrę chory odjechał także , zostawiwszy władzę swemu 
porucznikowi Wyżyckiemu, pisarzowi lwowskiemu, który 
się z hetmanem swoim listownie znosił '*). Tak często 
u nas bywało. I kiedyż to takie niedbalstwo? Oto nie 
w czasie spokoju, ale kiedy cała Ukraina ogniem płonie! 
Na sejmie i radzie senatu posejmowej w roku 1672 po- 
różnił się xiążę z królem, kiedy i z Sobieskim swary 
królewskie na nowo do ostateczności prawie dochodziły. 
Domagał się xiążę od króla Michała, żeby mu oddał 
wszystkie dobra pozostałe po ojcu, jako skrzywdzony 
opieką; odłożył to król do dwóch miesięcy, a hetman 
nieukontentowany wyjechał z Warszawy ^). 



*) Latop. Jerlicza, T. II str. 175, 
-) tamże str. 181. 
^) Chrapowicki, str. 249. 

*) Opis tej kampanii i daty do niej w Amb. Grabowskiego 
Spominkach T. II str. 174—179. 

^) Chrapowicki str. 267; Ambr. Grabows. Tom II str. 155. 

^) Chrapowicki, str. 299. 

58 



— 298 — 

Pospolite ruszenie pod Gołębiem wzbierało juz kon- 
federacyą, krzyczało na Sobieskiego, że podnosi przeciw 
królowi bunty, xiażę Dymitr łagodził te zapędy '). Po 
wielkiej radzie warszawskiej nastąpiła powszechna zgoda. 
Król wysłał Dymitra z Warszawy przodem do wojska i 
kazał mu dowodzie poty, póki nie wróci Sobieski, który 
wyjechał do Gniewa. Było to w maja. We wrześniu 
xiąźę słał królowi jeńców wziętych pod Buczaczem i 
jeszcze był wtedy sam w obozie , bo Sobieski siedział 
w Jaworowie i ciągle się wybierał. Na czele lOciu 
tysięcy wybierał się xiążę do Wołoszczyzny i tam miał 
zimować w zdobytych stanowiskach. Kiedy wreszcie przy- 
był Sobieski, odbyła się rada wojenna na polach mogil- 
skich i xiążę szedł dalej na Dobrowody '^). Znajdował 
się nareszcie Dymitr i pod Chocimem, i tam miał swoją 
dole zasługi. Potem za nowego bezkrólewia spoczywał 
długo po trudach obozowych u siebie w Załoścach ^). 

Przeznaczenie widać chciało, żeby xiążę hetman 
ciągle zajeżdżał dobra. Była to zresztą rodowa cecha 
Wiśniowieckich 5 a Jeremiasz ojciec króla Michała, umiał 
to lepiej robie niż inni. Dymitr dawniej zajeżdżał dobra 
Zamojskie , a teraz ostrogskie , umarł albowiem ostatni 
bezdzietny młody potomek xiążąt Zasławskich na Ostrogu, 
Alexander, rodzony brat jego żony i spór wynikał, kto 
ma po nim dziedziczyć kolosalne dobra. Rozmaicie lu- 
dzie tę rzecz rozważali. Wprawdzie jeden z xiążąt 
Ostrogskich postanowił na swoich ziemiach ordynacyę, 

1) Chrapowicki, str. 314. 

2)Spom. Ojczyste Ambr. Grabows. Tom II str. 
211-271. 

3) tamże T. II str. 287. 



— 299 — 

która po wygaśnięciu dziedziców prostej linii miaf wziaśc 
Zakon maltański. Ambicje kawalerów polskich już się 
dawno gotowały na ten wypadek. Jeden z nich , jeżeli 
ordynacya się utrzyma , wziąłby ogromne xiążęce dobra 
z obowiązkiem rycerskiej służby dla Rzeczypospolitej. 
Ale trafiali się statyści, którzy utrzymywali, że ordynacyi 
nie ma, bo nie zachowano wszystkich formalności w usta- 
nowieniu jej , bo nie zatwierdziła jej ostatecznie konsty- 
tucya sejmowa. W takim razie dobra Ostrogskie spada- 
łyby na jedyną rodzoną siostrę Alexandra, to jest na 
xiężnę Wiśuiowiecką. Dymitr zatem w sprawie swojej 
żony robił zajazd na Ostrogszczyznę. Jednocześnie za- 
chodziły i drugie wypadki. Sejmik proszowski, jak było 
w rozporządzeniu twórcy ordynacyi , obrał Hieronima 
Lubomirskiego, kawalera maltańskiego dziedzicem po 
Alexandrze, i wezwano xięcia aby ustąpił ^). Sprawa ta 
tak głośna wówczas, tak dotąd pamiętna, zawieruszyła 
całe prawie następne panowanie. Xiążę Dymitr nie 
ustąpił. Powodziło mu się widocznie na tej drodze za- 
jazdów — dawniej utrzymał Zamojskich , teraz żonę 
swoją. Miał może tutaj acz skryte poparcie i zezwolenie 
Jana III, dawnego towarzysza , naprzód akademii , potem 
hetmaństwa, teraz króla. Ale radość zasępiała ta oko- 
liczność , że nie miał xiążę Dymitr synów ; jeden z Za- 
mojskiej Janusz, umarł, były zaś zresztą trzy córki i to 
z Zamojskiej, z drugiej zaś nie miał żadnego potomstwa. 
Nie było więc nadziei, żeby Ostróg przekazał swoim po- 
tomkom. W roku 1676 oddał mu Jan III wielką bu- 
ławę. Z rachunków Morsztyna podskarbiego w. kor. 



*j S p o m. O j cz y s. Ambroż. Grabows. T. I str. 206. 



— 300 — 

wiemy, źe xiąźc pobrał tytułem pensyi w roku 1676 ze 
skarbu 12 tysięcy złotych pols. i osobno jurgieltu 1800, 
razem 13.800 złotych, pensya wcale nie wielka '). 
Oczywiście pod wodzą króla hetmana , wszyscy inni 
z urzędu hetmanowie mało się odznaczali sami , chyba 
ścisłem wykonaniem rozkazów. Jan III za Wisłą dwa 
lata sam po swojej elekcyi zatrzymał buławę , nawet ty- 
tułem dzielić się nie chciał, a kiedy oddał ją, sam jednak 
dowodził. Hetmanowie, xiążę Dymitr wielki i Jabłonow- 
ski polny, chodzili tylko za nim w pole. W roku 1676 
w październiku znajdował się Dymitr pod Zórawnem i 
tam podpisywał kondycye pokoju. Obiecywał razem 
z marszałkiem nadwor. kor., że wielkiego posła Rzecz- 
pospolita wyszle po ratyfikacye traktatów do Stambułu *). 
Z królem serdeczna przyjaźń łączyła hetmana — co więc 
jeszcze można było, co brakowało Dymitrowi, dał mu 
Jan III. W r. 1678 został wojewodą krakowskim, we 
dwa lata r. 1680 kasztelanem krakowskim. 

Tyle o życiu publicznem xięcia Dymitra, za którem, 
zawdzięczając pracowitemu Bartoszewiczowi , śledziliśmy 
z taką dokładnością. Miał hetman liczne, niezaprzeczone 
zasługi , całe życie był czynnym , ale nie była to oso- 
bistość tak pociągająca , sympatyczna i popularna w na- 
rodzie, jak ongi jego krewny Jeremiasz. Wady też jego 
nie były może osobiste, ^a płynęły z ducha wieku, miały 
rdzeń w narodzie , który przygotowywał już wówczas tę 
smutną anarchię , która mu w następstwie koniec zgoto- 
wać miała. I zaiste smutny to był obraz — kraj ko- 



*) Biblioteka Warszawska z r. 1844. Zesz. IV. 
2; Wójcicki, B i b 1. staroż. pis. p o 1. T. U str. 282. 



— 301 — 

chano, kochał go i Dymitr, wszelkimi środkami ratować 
go usiłowano, ale dla jednej prywaty, dla jednej często- 
kroć podrażnionej ambicyi , już wszystko szło w za- 
pomnienie, wszystko poświęcano. Bratanek jednego króla, 
towarzysz broni i akademicki drugiego, xicciu Dymitrowi 
było jak w raju — o czem tylko zamarzył, wszystko 
posiadł — urzędy, intratne starostwa, sypały się nań 
jak z za rękawa, a przy takich warunkach i czegóż to 
dokonać nie można było.... 

W życiu prywatnem, domowem, xiążę Dymitr był 
ludzkim, hojnym, zwłaszcza dla ludzi rycerskiego stanu 
fortuny nie żałował, karności w wojsku ściśle przestrze- 
gał. Pobożny, jak wszyscy prawie hetmanowie nasi, 
osobliwsze miał nabożeństwo do obrazu N. Panny w Czę- 
stochowie , to też i szczodrobliwość swą w bogatych 
darach temu klasztorowi okazywał; przechowuje się tam 
dotąd jego buława. Toż i córka księcia Eugenia Kata- 
rzyna Koniecpolska w r. 1669 koronę swą ślubną, złotą, 
drogiemi komieniami sadzoną, zawiesiła na świętym obra- 
zie w Częstochowie, w miejscowym skarbcu dotąd oglądać 
ją można. Intercyza ślubna tej pani, wypisana u Przy- 
łęckiego w Pamiętnikach o Koniecpolskich. 
Wesele odbyło się w Załoścach podczas zapust r. 1667. 
Posagu dał córce xiążę loO tysięcy i w klejnotach 50 
tysięcy. Tyleż musiały brać i inne jego córki, nie miał 
z nich jednak Dymitr pociechy — umierały prędko. Ko- 
niecpolska bezdzietna w kilka lat po ślubie umarła. 
Druga córka, zamężna za Wacławem Leszczyńskim wo« 
jewodą podlaskim, urodzona r. 1655, umarła mając lat 
26 w 1681 roku, przed samą śmiercią ojca. Córka jej 
a wnuczka Dymitra, Józefowa Potocka, następnie xiężna 



— 302 — 

Januszowa Wiśniowiecka , kasztelanowa krakowska, żona 
ostatniego z Wiśniowieckich. Trzecia córka Dymitra 
Salomeą, wstąpiła do zakonu Benedyktynek we Lwowie 
i potem przeniósłszy się do Przemyśla, jako xieni tego 
klasztoru świątobliwie umarła. Sam xiaże hetman umarł 
w sierpniu 1682 r. Żył lat najwięcej 54. Ze śmiercią 
jego dom Wiśniowieckich, znacznie ku upadkowi się po- 
chylił. Spoczywał już tylko na dwóch jego synowcach, 
wojewodzicach bełzkich, synach Konstantyna III. Xiążę 
Dymitr tytułował się na Załoźcach i Zbarażu Wiśnio- 
wieckim. 

Materyałów do życia xięcia Dymitra mamy dosyć, 
rozprószonych po źródłach historycznych do panowania 
Michała Korybuta i Jana III. Więcej szczegółowe , wy- 
bitniej historyczną postać xięcia malujące : u Chrapowi- 
ckiego w Dyaryuszu, w Sp o minka eh Ojczy- 
stych Ambrożego Grabowskiego, u Helcia w Listach 
Sobieski eh, u Wójcickiego w Bibliotece staro- 
żytnych p i s a r z ó w polskich i w Kronice Jer- 
licza. Z mniej znanych źródeł, kilka ciekawych szcze- 
gółów o życiu hetmana Dymitra znaleść można w rzadkiej 
już dzisiaj broszurze panegirycznej xiędza Jerzego Mleczki 
Jezuity w 1683 r. w Krakowie wydanej p. t. j^Badii se- 
pulcrales Demetrii Viśnioviecii'^ (Promienie grobowe Dy- 
mitra Wiśniowieckiego). Napisał także panegiryk na 
śmierć jego xiądz Paweł Jan Wojewódzki , w Krakowie 
1682 roku drukowany. 

O bracie hetmana Dymitra, Konstantynie III, woje- 
wodzie bełzkim wspomnimy krótko — wzmiankowaliśmy 
o nim kilkakrotnie w życiorysie Dymitra. Widocznie brakło 
mu zdolności brata, mniej też na widowni jaśniał, choć 



— 303 — 

dzielił wspólne z nim losy i we wszystkich prawie wo- 
jennych wyprawach Dymitrowi towarzyszył. Mianowany 
naprzód wojewodą braclawskim , następnie belzkim , po- 
siadał starostwa : osieckie i gliniańskie. Zaznaczają oso- 
bliwie w życiu jego politycznem, układy jego z Turkami 
w Żórawnie r. 1676, w których jako komisarz był wy- 
delegowany wraz z bratem. Rezydencyą Dymitra były 
Załośce inaczej Nesterwarem zwane, xiążę Konstantyn 
zaś osiadł na ojczystym zamku w Wiśniowcu. Za jego 
życia miasto Wiśniowiec, gniazdo stołeczne tych xiążąt, 
kilkakrotnie już pierwej od nieprzyjaciół niszczone, po 
raz ostatni przez Turków nawiedzone zostało. Właśnie 
w chwili , kiedy właściciel xiąże Konstantyn, w r. 1672 
inną jakąś wyprawą był zajęty, Turcy zniszczywszy mnó- 
stwo miast i siół na Podolu i Wołyniu , podstąpili pod 
sam Wiśniowiec. Długo komendant tego zamku , mężny 
szlachcic Borkowski stawił im opór, zdradą jednak ży- 
dów, mieszkańców miasta, Wiśniowiec został zdobyty, 
ogniem i mieczem do szczętu zniszczony. Po śmierci 
pierwszej żony Zamojskiej , która mu nie zostawiła po- 
tomstwa, xiążę Konstantyn dla podtrzymania gasnącego 
rodu, ożenił się powtórnie z Chodorowską podkomorzanką 
lwowską, rodzoną siostrzenicą hetmana Stanisława Jabło- 
nowskiego, kobietą rozumną, ale wielką intrygantką po- 
lityczną, o czem później jeszcze będziemy mieć zręczność 
mówić. Z tego związku było dwóch synów; Janusz i 
Michał, dwóch ostatnich potomków, na których wygasł 
ród Wiśniowieckich. Xiążę Konstantyn umarł we Lwowie 
w r. 1686, w katedrze tamtejszej pochowany. Xiężna 
przeżyła męża o wiele, a po jego śmierci zawarła po- 
wtórne związki z kniaziem Janem Karolem Dolskim mar- 



— 304 — 

szalkiem wielkim litewskim, przyjacielem osobistym króla 
Jana Sobieskiego ^). Otóż i dwaj ostatni Wiśniowieccy, 
dwaj bracia rodzeni, wojewodzice bełzcy, synowie Kon- 
stantyna, przed nami tylko pozostali — na ich grobach, 
jako ostatnich z rodu , trzaskano herby xiążęce A nie 
były to już sławy tego wielkiego domu , choć wszędzie 
o nich głośno — na sejmach , w radzie i na wojnie — 
ale i czasy też inne wybiły, i bohaterskośc zmalała 
dawno pogrzebano .. 

Zaczniemy od starszego Janusza Antoniego, który 
był kasztelanem krakowskim, a którego Bartoszewicz, 
nie wiadomo dla czego, statystą polskim nazywa. Sam 
xiąże najmniej może miał do tego pretensyi i ani życiem 
ani czynem tego miana bynajmniej nie usprawiedliwiał. 
Pisał wprawdzie dzieła, drukował je nawet, ale w ma- 
teryach religijnych, a co pewna, pił i bratał się ze 
szlachtą w najlepsze — lecz raczej to dobra jego na- 
tura i potrzeba towarzyskości, niż myśl jakaś polityczna 
w tem wszystkiem przewodniczyła — na filozofa ani na 
statystę bynajmniej nie zakrawał. Bartoszewicz zebrał 
pracowicie najdrobniejsze daty i szczegóły z jego żywota, 
miał przed sobą Sygillaty z tej epoki — czerpał z Otwi- 
nowskiego, który dużo o xięciu pisał, ale charakterystyki 
tego ostatniego AYiśniowieckiego, domyślać się tylko, od- 
gadywać z tego życiorysu należy. Zaczniemy od powtó- 
rzenia dat. 



*) Bartoszewicz splatał rodowód tej pani, mieni ją myl- 
nie wdową po Chodorowskim a z domu Jabłonowską, siostrą 
hetmana Stanisława ~ patrz Encyklopedya Powszech. 
T. XXVII stp. 250. 



I 



— 305 — 

Od miodu już xiąże Janusz zacząt byc czynnym, 
piastował rozmaite urzędy, zmieniał starostwa. W bez- 
królewiu po Janie III trzymał się stronnictwa saskiego 
za Jabłonowskim hetmanem, wujem swej matki ; obrany 
posłem na sejm koronacyjny, już na nim, chociaż tak 
młodziutki laskę chciał piastować '). Najprzód jako se- 
kretarz pracował czas jakiś w kancelaryi koronnej i 
ztąd w r. 1699 obrany marszałkiem nadwornym litewskim. 
Dnia 18 czerwca 1701 r. brat młodszy Michał ustępuje 
mu starostwa gliniańskiego. 23 czerwca xiążę ustę- 
puje z uroczyszcza Szreniawy, w powiecie Iw^owskim, 
Stanisławowi Wiśniowskiemu i żonie jego Helenie, tu- 
dzież ze wsi Połtewy i z wójtowstwa gliniańskiego, 
w starostwie Iwowskiem *), Dnia 28 października tegoż 
roku xiążę Kazimierz Czartoryski ustępuje mu starostwa 
kamienieckiego ^). W styczniu 1702 na sejmie, zło- 
żywszy marszałkowstwo nadworne, mianowany kasztelanem 
wileńskim ^). W r. 17u2 dnia 30 stycznia expedyuje 
sam przywilej na wójtowstwo w Glinianach, dla tegoż co 
wprzód Wiśniowskiego , już podczaszego nurskiego ^). 
Dnia 7 grudnia 1703 r. obydwaj bracia, Janusz i Mi- 
chał, biorą paszport za granicę — Janusz mianowany 
wojewoda wileńskim przeciw Janowi Kazimierzowi Sa- 
pieże ^). W r. 1704 w Tarnowie 12 marca król wydał 
mu przywilej na prawo przelewkowe , jus Communica^ 



*) Załuski, Epistolae Tom II str. 439. 

2) Sygillaty ks. 15. fol. 86. 

3) Sygillaty ks. 15. fol. 134. 

*) Dyaryusz biblioteki głównej M. 55. 
5j Sygill. ks. 15 fol. 151. 
6) Sygill. ks. 16. 

3d 



— 306 — 

tivmn, do starostwa konińskiego; to starostwo dostał 
xiażc od żony Teofili z Leszczyńskich, ona to przele- 
wała na męża swoje dożywocie '). Dnia 1 lipca xiażę 
może wydzierżawić starostwo swoje osieckie w Krakow- 
skiem, w powiecie bieckim ^). Dnia 1 sierpnia dostał 
Czeczeniówkę , wieś królewska na Wołyniu , po śmierci 
Franciszka Ledóchowskiego , kasztelana wołyńskiego ^). 
W roku 1705 nie ma nic w Sygillatach o xięciu. Aż 
dopiero dnia 25 maja 1706 r. mianowany od Augusta II 
wojewoda krakowskim z wileńskiego, po Marcinie Kąt- 
skim ^). Za powrotem Augusta II, xiażę wyrobił sobie 
u króla odwołanie z dnia 10 maja 1710 roku przywi- 
leju 5 otrzymanego przez żydów krakowskich, bo to pra- 
wom xięcia, jako wojewody szkodziło, sam znowu xiążę 
Janusz expedyował z kancelaryi ten rozkaz królewski *). 
Starostwa krzemienieckiego ustąpił w Malborgu Olszań- 
skiemu, chorążemu wołyńskiemu ^). Nareszcie tegoż 
leszcze roku Jan Woliński z żona Elżbieta Szarowska, 
uzyskali prawo ustąpić dla xiccia i żony jego z wój- 
towstwa w Koninie i Starem Mieście w Kaliskiem ^). 
Układ o Krzemieniec nie doszedł w swoim czasie do 
skutku, bo oto dnia 3 sierpnia 1713 r. znowu czytamy 
przywilej, pozwalający xięciu, żeby starostwa tego ustąpił 
Dymitrowi Kunarzewskiemu, staroście kunińskiemu ®). 

') Sygill. ks. 16 fol. 142. 

2) Sygill. ks. 16 fol. 167. 

3) Sygill. ks. 16 fol. 173. 
-*) Sygill. ks. 16 fol. 237. 
^) Sygill. ks. 17 fol. 141, 
6j Sygill. ks. 17 foK lo9. 
^) Sygill. ks. 17 fol. 180. 
8) Sygill. ks. 18 fol. 51. 



„ 307 — 

Tu musiała się wcisnąć omyłka w nazwiskach : nie Kuna- 
rzewski ale Konarzewski i nie starosta kuniński ale ko- 
niński, jakiś krewny xiężny z pierwszego jej małżeństwa 
z Józefem Potockim. Ten frymark starostwami, nabytki 
i ustępstwa, były to po prostu spekulacye pieniężne, 
zagęszczone u nas w tych czasach. Ustępowano starostw 
za pieniądze i za pieniądze je nabywano. Sprzedawano 
po prostu prawo swojego dożywocia, a kiedy się obie 
strony umówiły, szły do króla po przywilej, bo nie wolno 
było prawa czasowego do cudzej ziemi ustępywac bez 
zezwolenia właściciela, króla. Król nie odmawiał nigdy. Było 
to nadużycie, z którego korzystali najwięcej marnotrawcy, 
bankruci , którzy w ciągłej potrzebie grosza , tym han- 
dlem za swoje prawa kilko lub kilkunastoletnie tym 
sposobem przychodzili do małych kapitalików. Zresztą 
smutno to powiedzieć, ale i ludzie zacni, możni w ów- 
czesnej Polsce nie wstydzili się tej spekulacyi, jak nasz 
xiążę , chyba że je mieli komu przekazywać , jak żonie, 
dzieciom lub bliższym krewnym... 

Z Krzemieńca, jeszcze raz na mocy przywileju z 8 
marca 1720 r., może xiążę Janusz ustąpić bratu Micha- 
łowi kanclerzowi litewskiemu '), i jeszcze raz bratu 
4 lipca 1724 roku '^). Jednakże układ znowu się zer- 
wał, gdyż w 1726 r. 10 kwietnia xiążę Janusz wyrabia 
sobie jarmarki do Krzemieńca i jednocześnie komissyę 
do rozgraniczenia między królewszczyzną Kniazie i Skwa- 
rzewo, a dobrami swojemi dziedzicznemi Bełzie i Po- 
czapy 3). W roku 1726 dnia 12 października został 



O Sygill. ks. 19 fol. 258. 
2) Sygill. ks. 20 fol. 113. 
») Sygill. ks. 21 fol. 73. 



_ 308 — 

xiaźc Janusz kasztelanem krakowskim '). W listopadzie 
umawia się z Radziwiłłami, a mianowicie z xicciem Ry- 
beńką , który się ożenił z jedyną jego córką Franciszką 
Urszulą, sławną później autorką dramatyczną. Otrzymał 
kilka przywilejów królewskich z d. 21 listopada. Ustępuje 
obojgu małżeństwu Radziwiłłom starostwa osieckiego, toż 
i krzemienieckiego i nadto rogozińskiego w Sanockiem. 
Sam zaś bierze po hetmanie Sieniawskim , wójtowstwo 
myślenickie z sołtystwami *). W roku 1629 dnia 7 
września Józef Błoński może ustąpić dla xiccia i jego 
żony ze wsi i z wójtowstwa Miejsca i Libałówki w ziemi 
sanockiej ^). W r. 1730 d. 3 października wziął xiąże 
starostwo parczowskie, po śmierci Daniłowiczowej z domu 
Działyńskiej, i nazajutrz zaraz wyrobił przywilej dla żony, 
dożywocie na to starostwo *). Znowu Krzemieńca ustę- 
puje Radziwiłłowi 22 grudnia 1751 r. *)• W roku 1732 
d. 27 listopada dostał Pleszowę, w pow. krzemienieckim, 
po śmierci Stefana Ledóchowskiego , podstolego wołyń- 
skiego, i na niej zaraz dożywocie dla żony ^). Tu kończy 
się panowanie Augusta II. Za jego następcy, xiążę Ja- 
nusz dostał Kniazie po śmierci Zdziennickiego ^). Dalej 
dnia 23 czerwca starostwo nowotargskie po Wielopol- 
skiej kanclerzynie, i na niem zaraz 26 września doży- 
wocie dla żony ®). W roku 1736 dwa są przyw^ileje: 

V Sygill. ks. 20 fol. 198. 

2) Sygill ks. 20 fol. 206-207. 

3) Sygill. ks. 20 fol. 278. 

*) Sygill. ks. 22 fol. 48-51. 

») Sygill. ks. 22. fol. 150. 

«j Sygill. ks. 22. foi. 199-213. 

'') Sygill. ks. 24 fol. 36. 

8) Sygill. ks. 24 fol 84-111. 



^ 309 ~ 

28 lipca xiazę może ustąpić starostwa konińskiego Ada- 
mowi Mycielskiemii, kasztel, kaliskiemu ^) i dnia 30 lipca 
temuż, krzemienieckiego *). W r. 1738 dostał po śmierci 
rotmistrza wojsk koronnych, Macieja Kamieńskiego, Cie- 
chostów w Lubelskiem ^). 

....Dotąd daty, które tak sumiennie zebrał nam o 
xicciu p. Jul. Bartoszewicz — przystępujemy teraz do 
więcej ożywionych faktów, do właściwego życiorysu. 
Xiążę Janusz wychował się w domu swojego ojczyma, 
Jana Karola Dolskiego, marszałka W. lit. Po nim wziął 
najpierwszy urząd , starostwo grodowe pińskie^ na które 
wjechał jeszcze w maju 1695 r. Odbywał wtedy wraz 
z bratem Michałem podróż za granicę i wrócił na bez- 
królewie. Obrany deputatem do paktów Augusta II, pod- 
pisał elekcyą z województwem brzeskiem i odtąd przez 
pół życia pozostał wiernym przyjacielem i stronnikiem 
Sasów, dopóki nie zmiarkował, że z królem nie można 
trafić do ładu. Obaj z bratem popularnie zaczęli swój 
żywot polityczny — szlachta za nimi przepadała, bo za 
nią obstawali przeciw Sapiehom. Smutna to była sprawa, 
której xiążęta omal że życiem nie przepłacili , obydwa 
w niej poranieni. Poszło o trubunał i doszło do osta- 
teczności, bo do formalnej wojny domowej, w której pod 
Olkinikami ścierały się dwa wojska : Sapieżyńskie i szla- 
checkie. Zwycięztwo pozostało po stronie szlachty — 
sapieżyńscy na głowę pobici. Gdybyż się to na tern 
skończyło — lecz szlachta rozzuchwalona świeżem zwy- 



Sygill. ks. 26. 

2) Sygill. ks. 25 fol. 5f. 

3; Sygill. ks. 26 fol. 79. 



— 310 — 

cifztwem, winem rozgrzana, wpadła do gospody w Olki- 
nikach, w której się znajdował koniuszy litewski Sapieha, 
zafrasowany przegraną i poddaniem się swoich — i bez- 
bronnego zamordowała. Młodzi Wiśniowieccy, jakkolwiek 
z partyi przeciwnej , widząc grożące koniuszemu niebez- 
pieczeństwo, siedli na koń i jemu podawszy konia, między 
siebie go wzięli, ale szlachta puściła się za nimi av po- 
goń — xiążętom się po trosze oberwało, a koniuszego 
rozsiekano żywcem. Agitatorem tego niecnego morder- 
stwa był jakiś kanonik Białozor ^). Kiedy wojna w kraju 
zagrała , xiążę Janusz walczył pod buławą wuja swej 
matki, hetmana Jabłonowskiego^ następnie pod Hieronimem 
Lubomirskim ^). Brał także udział w wyprawie Jabło- 
nowskiego przeciw Palejowi w początkach r. 1703 i za- 
służył sobie już wtedy na dobre imię u króla ^). Za- 
siadał na sejmie lubelskim , na którym brat jego Michał 
trzymał laskę. Tu został deputatem do rewi/yi skarbu 
kor. i trybunał skarbowy litewski. Król wtedy, w listo- 
padzie, myślał już o wyniesieniu go na województwo wi- 
leńskie , gdy Sapieha całkiem przeszedł do Szwedów ^). 



^) O tej sławnej podówczas sprawie i o znalezienia się 
Wiśniowieekich, wiele szczegółów czytać można w Nielubowi- 
czu i w Pamiętnikach Erazma Otwinowskiego. W bibliotece 
Przeździeckich w Czarnym Osirowiu na Podolu, znajduje się 
rękopism zatytułowany Manuskrypt Podczaszyca. Tam 
^ród aktów, mów, wierszów przygodnych i t. p. zamieszczony 
twardym i napuszonym wierszem opis owej fersalii Olkini- 
ckiej. P. Alex. Przeździecki dwukrotnie drukował ten poemat. 

^) Danejkowicz, Swada. Tom II str. 10. 

3) Załuski, Epistolae Tom V str. 215-440 i 552.; W i zer. 
i roztrząs. wileńs. z roku 1837 Tom XIX str. 115. 

^) Załuski str. 566. 



— 311 — 

Jeżeli xiażc nie byl w boju, to za to za królem wciąż 
jeździł; byl z nim w Jaworowie , w Sandomierzu wśród 
konfederacji, w maju 1704 r. i na radzie senatu tegoż 
roku w Łańcucie. W Sandomierzu łagodnie traktował 
konfederacyę warszawską, pełną ducha szwedzkiego, 
wierny albowiem sobie, nigdy sprawy nie chciał posuwać 
do ostateczności. W Sandomierzu dziękował królowi 
za województwo wileńskie *). Miał własną dywizyę i bił 
się też często ze Szwedami ^). Wkroczył z nią do 
Warszawy 1704 roku, bił się pod Jaroczynem ^). W roku 
1705 znowu z innymi regimentarzami wysłany pod War- 
szawę, brał tam udział w lipcowym strasznym boju i 
pobity został pod Łęczna ^). Szwed zniszczył mu dobra 
wtenczas, kiedy matka wchodziła w tajne układy z Ma- 
zepą w Białej Krynicy pod Krzemieńcem , gdzie hetman 
kozaczyzny do chrztu trzymał syna xięciu Januszowi ; 
pani marszałkowa Dolska obiecywała podobno hetmanowi 
dożywotnie xięztwo Czerniechowskie ^). Walczył xiążę 
i pod Kaliszem ^). W roku 1707, kiedy August II abdy- 
kował, xiążę Janusz był posłem z rady lwowskiej do 
cara, lecz przeszedł wtedy do Szweda razem z bratem 
i walczył pod Koniecpolem ^). Prócz pobudek polity- 



*) Załuski str. 324. 

5») idem str. 286—366. 

3) idem str. 371-372. 

^) idem str. 668— 671 i Pamiętniki Erazma Otwi- 
nowskiego wyd. Raczyńskiego str. 8S. 

^) Markiewicz, Hist. Małej Rusi Tom II str. 421 [ 
Otwinowski str. 103. 

«) Załuski str. 788. 

^) Załuski str. 798- 8S2 i Otwinowski str. 123. 



— 312 — 

cznych wpłynęło też wiele na tę zmianę stronnictwa u 
xięcia, jego tak bliskie pokrewieństwo z królem Stani- 
sławem, jak wiadomo bowiem, sam był ożeniony z Lesz- 
czyńska. Pani ta, Teofila Taida, kobieta dumna, była 
jak mówiła złączona z krwią pięciu królów polskich. 
Nastała najszczytniejsza chwila w życiu xięcia Janusza, 
a tą był powrót Sasa do korony — wtedy wykazał on 
całą szlachetność i hart swojego charakteru — to wszystko 
co tak brakowało bratu jego Michałowi, który przerzucał 
się na tę i owę stronę , zkąd wiatr pomyślny powiał. 
Król sądził za powrotem, że w złamanym wojną narodzie 
potrafi teraz rozpościerać władzę bez kontroli. Omylił 
się jednak w swych rachubach , natrafiwszy na ludzi ta- 
kich, jak Janusz Wiśniowiecki i Ledóchowski. Xiążę pobożny, 
przystępny, przywiązany do ojczyzny i do jej swobód, 
gorąco zawsze za niemi występował, zarówno przeciw 
Szwedowi jak i Sasom. Jakkolwiek Wołynianin z rodu i 
nadewszystko miłujący ciche swe rezydencye w Białej 
Krynicy i w Jampolu , zostawszy jednak wojewodą kra- 
kowskim, xiążę prawie ciągle w Krakowskiem przesiady- 
wał i znajomił się tam ze wszystkiemi. To też szlachta 
tamtejsza za bożyszcze go miała , przepadała za nim, 
po rękach go nosiła — „dziwnie ufała" jak mówi Otwi- 
nowski. Pierwszy to i ostatni wojewoda wileński, co do 
korony na wyższe poszedł krzesło — umiała więc szlachta 
i to w nim ocenie. W roku 1710 marszałkował xiążę 
wojewoda w trybunale koronnym — w całej swej za- 
cności sądził on , że po uspokojeniu się burzy, nasta a 
teraz najwłaściwsza pora do podniesienia sprawiedliwego 
i zacnego rządu, ale się omylił, bo Sasi daleko gorzej 
niż wprzódy dokazywali po kraju. Xiążę narzekał na to 



— 313 — 

wespóJ z drugimi, gdy naraz dały się widzieć pierwsze 
ruchy tej burzy, która później strzeliła kónfederacya 
tarnogrodzką po Rusi Czerwonej i Wołyniu. Krako- 
wianie pierwsi porwali się, ośmieleni przez hetmana Sie- 
niawskiego stanęli pod Hebdowem, i xięcia regimentarzem 
swoim dla znoszenia Sasów obrali. Wtem generał 
Eckstett rozprószywszy Sandomierzan , nastąpił na Kra- 
kowian , z drugiej strony biegł na nich Mier z drago- 
nami. Szlachta, której było nie więcej nad trzystu ludzi 
w kupie, do szczętu byłaby zniesiona, gdyby nie nad- 
ciągnęli z Krakowa xiążę i biskup Łubieński. Krakowianie 
obiecali po 10 tynfów z dymu na zimę dla Sasów i ro- 
zeszli się smutni , uproszeni przez biskupa i xięcia Ja- 
nusza, bo ich hetman zawiódł i pomocy nie nadesłał. 
Z pod Hebdowa udali się Wiśniowiecki z biskupem wprost 
do Warszawy, a stanąwszy przed królem, skarżyli się mu 
w oczy na ucisk i nędzę ludu z powodu drożyzny i za- 
razy bydła , i ostro domagali się, aby Sasi na wiosnę 
z Polski ustąpili. Król zbył ich ni tem ni owem, a ofiarę 
lOciu tynfów z dymu przyjął. Za przykładem tych dwóch 
senatorów poszły i inne województwa i słały swych po- 
słów do Warszawy, lecz i te nic nie uzyskały. To też 
rozdrażnienie dla Sasów rosło, a w następnym już roku 
Podgórze krakowskie znowu porwało się do broni. Ge- 
nerał Lamothe i pułkownik Mier byli przygotowani ude- 
rzyć już na nie pod Krakowem , lecz xiążę i tą raząi 
odwiódł ich od tego, wystawując, że oleju ogniem się 
nie gasi. Toż i szlachtę hamował xiążę wojewoda, o ile 
mógł, perswadując, aby się na niepewne rzeczy nie na- 
rażała , przypominał przeszłoroczną konfuzyę , lecz nie 
wiele to pomagało. Powstał powiat sądecki , do niego 

40 



— 314 — 

przyłączyło się i Bieczan trochę — lecz zresztą było 
cicho i wielka burza gotowała się dopiero , choć na 
wojsku kwarcianem mało było nadziei , a wielki hetman 
„uwiazł w imprezach królewskich" i drżał ze strachu, 
widząc na co się zanosi. Otóż nareszcie i Stefan Wie- 
logłowski naczelnik szlachty, nie słuchając już dalej rad 
xiccia , obyczajem wojennym podniósł chorągiew i ruszył 
w góry. To było pierwsze hasło. Zaczęły się też wiązać 
i małe konfederacye, aż i generalna zebrała się w Tar- 
nogrodzie. Znalazł się tam i nasz xi9Żę , a szlachta 
ujrzawszy go jednomyślnie wołała : „ażeby ten pan tego 
kongressu miał dyrekcyę", to jest żeby nad konfederacyą 
podniósł laskę marszałkowską. „1 stanęło na tem" mówi 
Otwinowski, „że on ową chwalebną wielkopomnym czasom 
zaczynał sprawę". Tu skromność i szlachetny sposób 
myślenia xięcia Janusza dały się widzieć , wymawiał się 
bowiem od tej dostojności „gruntownemi i prawdziwemi 
racyami", mówił, że hetmanowie obojga narodów są dla 
niego nieprzychylni , mogłoby to więc ich odstręczyć od 
łączenia się z konfederacyą, co właśnie dla tejże byłoby 
wielce niepomyślne. Nie odmawiał jednak swojej rady, 
chciał być zawsze z Rzeczpospolitą. Zaproponował więc, 
żeby marszałkiem generalnym obrać kogoś z koła rycer- 
skiego, człowieka bez zarzutu, kiedy do senatorów 
w ogólności szlachta miała odrazę, jako do stronników 
królewskich. Tem większy zaszczyt spływał na woje- 
wodę krakowskiego, że jemu szlachta w zupełności ufała, 
chociaż senatorowi. Zagaił więc xiążę akt tarnogrodzki 
i dziękował Bogu , że natchnął szlachtę myślą ratowania 
ojczyzny. Wszystko to piękne , rzewne — a w prosto- 
dusznem, bez pretensyi opowiadaniu Otwinowskiego, 



— 315 — 

jeszcze więcej patryarchalną stronę tych działań odsłania. 
Otóż za czynnem wdaniem się xięcia wojewo.dy, zaraz 
w kościele obrany został marszałkiem Stanisław Ledó- 
chowski , a xiąźę naglił na elekcyę, bo chciał co prędzej 
wystąpić z faktem dokonanym, wiedział bowiem, że hetman 
Sieniawski obraduje we Lwowie z senatorami , jakby 
szlachtę rozpędzić albo się jej narzucić. Już samo za- 
wiązanie się konfederacyi było wielką nowością, szlachta 
wspominała o Tyszowcach , ale tam hetmanowie z nią 
razem trzymali. Xiążę nie byłby od tego , żeby Tarno- 
gród wiązać na wzór Tyszowiec , ale się obawiał i nie- 
dowierzał Sieniawskiemu hetmanowi. I znowu xięciu po- 
ruczono drażliwą missyę , szlachta bowiem żądała, aby 
zaraz jechał do Lwowa, starał się senat skłonić do po- 
średnictwa i sam stanowczo żądał od Flemminga, aby 
Sasi wystąpili z granic Rzeczypospolitej. Przy nastroju 
hetmana Sieniawskiego i usposobieniach , jakie w ogóle 
panowały pośród senatorów dla konfederacyi , missya to 
była nie lada i skutek wątpliwy. Pojechał jednak xiążc 
i tyle wskórał, że senat, może już nastraszony postępem 
konfederacyi , pośrednictwa podjął się i wyznaczył w tym 
celu dwóch wojewodów. Xiążę wrócił do konfederacyi 
pod Zamość, gdzie też nadciągnął wkrótce dla naradzenia 
się z nim Ledóchowski. Tu znowu długo pracował xiążę 
Janusz nad tem , aby ordynat przyjął do twierdzy swojej 
400 piechoty z oberstlejtnantem Hanem , poczciwym Li- 
twinem , wiernym ojczyźnie , lecz na próżno, bo psuli 
mu w tem zabiegami swemi hetman i Szembek biskup 
przemyski , duch królewski. Gdy nadciągnął do Szcze- 
brzeszyna Flemming z wojskiem, należało się spodziewać 
krwawego starcia. Xiążę je wstrzymał, zsyłając się na 



— 316 — 

pośrednictwo senatu. Przyjęto zawieszenie broni na czas 
trwania świ^t Bożego Narodzenia, lecz Sasi je zgwafcili, 
co gorzko potem wymawiał xiążę Rybińskiemu, Po kilku 
potyczkach rada konfederacyi zebrana we Włodzimierzu 
uprosiła xiccia, aby pojechał do prymasa i starał się go 
skłonić na stronę konfederatów. Xiażę w niczem posług 
swych nie odmawia, wyjechał, lecz wrócił się z drogi, 
powziawszy pewną wiadomość , że dobre skłonności pry- 
masa rozwiał brat xięcia , xiążę kanclerz , otwarty już 
stronnik Sasów. Lecz i bez prymasa xiążę sam swoją 
osobą wielkiej dodawał wagi konfederacyi. Wziętość 
jego rosła z dnia na dzień — we wszystkiem go słu- 
chano, on jeden z senatorów do rad był przypuszczony. 
Ztąd jedni przez zazdrość, drudzy przez złą wolę sta- 
rali się szkodzić mu przed królem — między tymi i Po- 
ciej hetman litewski, który rad nie rad, posławszy swoich 
ludzi do konfederacyi, udawał przed królem, że to xiążę 
ich podmówił. Ale i bez tego były fakta głośne, obwi- 
niające go w obec dworu. Chorąży husarski xięcia, 
szlachcic Nietowicki, małym pocztem ludzi kilka razy 
Sasów pobił. Gdyby śledzono pilnie za czynnościami 
xiccia , gdyby dobrze rozważono rolę , jaką odgrywał 
w konfederacyi, któżby mu mógł zarzucić, że mu o co 
innego niż o wspólne dobro , o zgodę i harmonię cho- 
dziło ; nie miał może uprzedzony August lepszego od 
niego przyjaciela. A jak wpływu swojego używał xiążę, 
oto jeszcze jeden przykład. Pojmano hetmana Sieniaw- 
skiego i stawiono go wśród szlachty w Lubomin — po- 
łożenie jeńca było niezazdrośne i bodaj czy mu głową 
nie groziło. W ostateczności udał się hetman do xięcia 
i jego o opiekę prosił. Szlachetny Wiśniowiecki, nie- 



— 317 - 

pomny, że mu hetman nieraz srodze dokuczył, wziął go 
na swoją odpowiedzialność, odwiózł do dóbr swych do 
Czartoryska na Wołyń i tam go z całą ludzkością przyj- 
mował. Szlachta się na to zżymała , nie umiejąc pojąć 
tego zacnego kroku. Lecz zbliżył się termin zakreślony 
tej poręki i xiążę zmuszony był hetmana przed konfede- 
racyą stawić. Tu rozpoczęły się narady, co począć 
z hetmanem — wiele głosów o sąd jego dopominało się. 
Tu xiążę widząc, że nie przelewki i że hetmanowi co 
najmniej długie i ciężkie grozi więzienie , znowu go 
bierze w obronę, a jako biegły prawnik usiłuje dowieść 
konfederacyi, że senatora sądzić tylko może Rzeczpospo- 
lita na sądzie sejmowym. Tarnogród, wszak stanął dla 
obrony prawa , jakże je sam może łamać. Szlachta acz 
niechętna uznała słuszność obrony, a xiążę co żywiej 
sprzątnął jej jeńca z przed oczu i znowu go do siebie 
wywiózł. Psuł sobie sam jeszcze sprawę Sieniawski 
niewczesnemi pretensyami i zazdrością względem Rze- 
wuskiego hetmana polnego, który też pojawił się w kon- 
federacyi. Było w tem podobno nieco kobiecej roboty — 
pani Sieniawska bowiem ze ścisłej przyjaźni Wiśnio- 
wieckiego z Rzewuskim powzięła podejrzenie , jakoby 
oni obaj coś knuli dla poniżenia wielkiej buławy. I znowu 
spór się wywiązał, a obrażony Rzewuski sprawę tę na 
sąd konfederacyi oddawał. Xiążę i tu temu zapobiegł, 
bo byłoby to wznawiać tak jeszcze świeżo pamiętną 
szlachcie sprawę sądu na Sieniawskiego. Za innym razem 
rozgniewane wojsko, że Sieniawski chce władzy, roz- 
jątrzone obiegło jego mieszkanie w Łeczny, i byłby 
znowu zginął hetman, gdyby nie xiążę Janusz. Dwa razy 
ocalił mu życie Wiśniowiecki, wprzód w Lubomli i teraz 



— 318 — 

w Łęczny. W Lublinie podczas traktatów z królem, 
ocalił mu trzeci raz honor. Byl z dawien dawna w Polsce 
obyczaj, który zapewne już samą dawnoscią w prawo się 
zamienił, że kasztelan krakowski zajmował w senacie 
pierwszeństwo nad wojewodą krakowskim — dla czego 
się to działo , dziejopisarze dotąd tego orzec nie potra- 
fili, pozostało to zagadką historyczną? Owoż teraz 
szlachta zapragnęła zatrzeć to , co mieniła hyc naduży- 
ciem niewyjaśnionem i prerogatywą wyłącznie tylko dla 
krzesła krakowskiego przysługującą. Czyniła to konfe- 
deracya za prawdę dla swojego ulubieńca xięcia Janusza, 
aby ten , jako wojewoda krakowski , miał pierwszeństwo 
nad Sieniawskim, jako kasztelanem, ale chciano to uczy- 
nić już raz na zawsze i dla ich następców. A konfe- 
deracya była panią wówczas i co chciała, mogła doko- 
nać. Lecz tu sam xiążę, „pan wielkiego rozumu i cnót 
nieoszacowanych", oparł się łamaniu dawnego obyczaju. 
Przemawiając przeciw wnioskowi, wynajdywał dowody aż 
w sejmie unii na to, że to być nie powinno; najszczyt- 
niejszy akt zgody stał się w Lublinie, wzruszać go więc 
„w najmniejszym punkcie" nie można. Prześliczny przy- 
kład bezinteresowności , zaprzania się własnych korzyści 
dla dobra publicznego, dla przechowania dawnych na- 
rodowych tradycyi ! I nie na ten jeden tylko natrafiamy 
w życiu xięcia Janusza. Kiedy stanęły traktaty na Pra- 
dze, wnosili niektórzy, ażeby xięciu nadać Osiek aż do 
czwartego pokolenia. Wolał się xiążc zrzec tej nagrody, 
żeby przykładem swoim nie upoważniać innych do rozma- 
itych żądań. Wielka popularność xięcia Janusza wydała 
się świetnie na komissyi skarbowej radomskiej, którą sejm 
niemy ustanowił; xiążę zjechał na nią jako delegowany 



— 319 — 

z senatu (1717 r.). U biskupa kujawskiego odbyfo się 
wstępne posiedzenie , które trwało godzin cztery, licznie 
zebrani ziemianie (10 maja) prosili wojewodę kaliskiego 
Leszczyńskiego, żeby przyjął laskę. Wzbraniał się wo- 
jewoda, tłumacząc się, że wobec xięcia laski i pierw- 
szeństwa żadną miarą podnosić nie może, że on godniej- 
szy, w ostatku i słabością się wymawiał. Xięcia więc 
postanowiono obrać marszałkiem. 

Następnie na wotywie wystąpił z kazaniem Piar, 
sprowadzony z Piotrkowa. Powstawszy, zagrzewał do 
sprawiedliwości, chwalił ostatnią wojnę domową, bo 
z niej korzyść dla Polski ta, że kraj poznał uciski i 
krzywdy ubogich ludzi, teraz sprawiedliwość Boża przez 
trybunał może zaćmić domy niektóre. Kazanie wywołało 
niechęć wielu. Na zamku po przysiędze wbrew woje- 
wodzie lubelskiemu, obrany xiążc marszałkiem. Na sejmie 
w 1718 r. pierwszy raz próbowano limity, xiążę z wo- 
jewodą podolskim najwięcej się jej sprzeciwiali z obawy 
króla. W Radomiu w roku 1721 został drugi raz xiążę 
Janusz Wiśniowiecki marszałkiem trybunału. 

W tej wziętości u szlachty, biesiadując z nią, obra- 
dując, przewodnicząc w potrzebie, o czem obszernie 
rozprawia Otwinowski , który maluje nam wierny obraz 
xięcia, przeżył on długo, bo do ostatnich dni panowania 
Augusta II 5 już wtedy znajdował się na czele senatu, 
mianowany po swoim współzawodniku Sieniawskim ostatnim 
z domu , kasztelanem krakowskim dnia 26 października 
1726 r. na sejmie w Grodnie '). W bezkrólewiu po 
Auguście II, stanął xiążę Janusz po stronie tych, którzy 



*) Sygillaty ks. 20. 



— 320 — 

Piastów na tron powoływali. Xiążę kanclerz brat jego 
wyciągał ręce do korony i zwijał się wtedy w najlepsze. 
Janusz nigdy o tern sam nie pomyślał, ale znaleźli się 
tacy, którzy jego kandydaturę na wierzch wyciągnęli. 
Stanisław Leszczyński budził największe współczucie, ale 
gdy temu królowi dla dworów utrzymać się było trudno, 
za to mąż jego krewnej, xiążę kasztelan, zaczął zwracać 
na siebie powszechną uwagę. I musiało się coś warzyć 
w świecie politycznym wówczas , musiało być jakieś 
stronnictwo, które o kandydaturze xięcia Janusza do 
tronu marzyło — kiedy jego nieprzyjaciele polityczni 
naraz wystąpili i najniesprawiedliwsze potwarze miotać 
nań zaczęli. Pomawiano go o mściwość i okrucieństwo, 
wady które właśnie najsprzeczniejsze były z usposobie- 
niami charakteru z dobrodusznością xięcia Janusza. Sam 
prymas publicznie miał się odzywać o xięciu, że na króla 
się nie zdał, bo lubi pić i mścić się, a wierzyć mu nie 
można. Ba, nawet poseł carowej Anny Iwanówny pisał 
do swego dworu o xięciu, że kandydatem nie może być 
kasztelan, dla tego że ograniczony i prędki. Z zarzutów 
czynionych xięciu Januszowi , jedyny może uzasadniony 
był ten , że był rozrzutnym i nieoględnym, złym gospo- 
darzem, o tem zresztą i te jego nieustanne handle i fry- 
marki starostwami zdają się świadczyć. Cokolwiek bądź, 
gdy zawistni panowie krzyczą, a szlachta coraz głośniej 
o obiorze Wiśniowieckiego królem przebąkuje , on sam 
natomiast, daleki od tych ambitnych widoków, w pro- 
stocie ducha , nie traci jeszcze nadziei na utrzymanie 
Leszczyńskiego na tronie. Pod koniec już bezkrólewia 
próbował xiążę na własną rękę tajnych układów w Pe- 
tersburgu, Na ręce Rudominy, posła od Rzeczypospolitej, 



— 321 — 

powierza list do któregoś z Trubeckich „znakomitego 
senatora", w którym prosi go, aby odradzał carowej slac 
\vojska do Polski, napomyka coś o jedności plemion, 
wreszcie upewnia Trubeckiego, że nowy król wszystkich 
z sąsiadami sojuszów, a mianowicie z Rossyą, święcie 
dochowa. Nie miało to, jak wiemy, żadnych skutków, 
bo Sas pozorem elekcyi na tron się dostał — osta- 
teczne jednak uczyniło rozdwojenie między bracia Mi- 
chałem i Januszem, bo już otwarcie w przeciwnych sta- 
nęli obozach. Michał, główny wróg Leszczyńskiego, 
Janusz jego przyjacielem i z prymasem się w końcu po- 
godził. Powiedzieliśmy jednak, że pomimo swych przy- 
miotów xiążę Janusz nie był już tą postacią z bronzu i 
stali okutą, jakich w jego rodzie cały szereg wyliczy- 
liśmy, które to dla przekonań swych w ogień iść były 
gotowe ; był to już skarłowaciały XVIIIgo wieku potomek 
znakomitych Konstantynów i Jeremiego , w którym jakby 
odbłysk od czasu do czasu , przebijał się tylko ich tra- 
dycyjny sarmatyzm. Otóż i August III na tron powo- 
łany — xiążę kasztelan płacze, ale d. 11 stycznia 1734 
roku jedzie do Krakowa, asystuje na uroczystościach ko- 
ronacyjnych a 19 stycznia na wierność nowemu monarsze 
przysięga , zmienia wprawdzie wkrótce postępowanie, 
znowu Stanisława podtrzymuje — lecz w rok potem 
(1735), kiedy ostatecznie gwiazda Leszczyńskiego zgasła, 
znowu do Augusta powraca *). Ostatek dni swoich xiążc 
przepędza na Rusi , na Wołyniu w Białej Krynicy lub 
w Jampolu , zdała od politycznego gwaru — i tu przez 



*) Wysławia to w swojej mowie marszałek elekcyi saskiej 
Poniński. Patrz Swada Danejkowicza Tom I str. 189. 

ii 



— 322 — 

szlachtę lubiony. Ostatni raz na sejmie zjawia się w 1738 
roku. Odtąd już tylko pobożne praktyki zaprzątują 
xiecia. Funduje Jezuitów w Krzemieńcu, przyczynia się 
siła do fundacyi i budowy kościoła i klasztoru Fran- 
ciszkanów p. t. Św. Antoniego we Lwowie na przedmie- 
ściu halickiem ^). Z gruntu prawie dźwiga kościół 
w miasteczku Jampolu na Wołyniu, a i na inne domy Boże 
kosztu nie żałuje. Nareszcie po długiej chorobie , we 
Lwowie w klasztorze św. Antoniego, dnia 16 stycznia 

1741 roku, umiera xiążę Janusz Wiśniowiecki. Pogrzeb 
odbywa się w katedrze lwowskiej dopiero d. 12 lutego 

1742 r. Ciało zaraz tam po śmierci było złożone, serce 
zaś u Jezuitów w Krzemieńcu d. 18 stycznia 1742 r. 
Na pogrzebie znajdowali się córka i zięć Radziwiłł Ry- 
beńka , brat zaś i żona słabi nie zjechali '). Xiężna 
wdowa, dumna Leszczyńska, oddała majątki wszystkie 
zięciowi i córce i wstąpiła do zakonu Dominikanek we 
Lwowie, najprzód jako dewotka, potem od li lutego 
1753 roku jako zakonnica, bo tego dnia wykonywała 
śluby 3). 

Pozostawił xiążę Janusz Wiśniowiecki pamiątki po 
sobie i w piśmiennictwie polskiem, wartość drukowa- 
nych dzieł jego nie wielka, niektóre z nich mało znane, 



*) Kościół ten poświęcony d. 21 czerwca 1739 r. przez 
sufragana lwowskiego ; xiążę znajdował się na tej uroczystości 
i pobożnych podejmował. (Kuryer Polski Nr. 129.) 

*) Opis tych obchodów wKuryerze Polskim z r. 
1741 str. 216, 270 i z roku 1742 Nr. 376. 

3; Patrz: Biblioteka Warszawska r. 1846 Tom I 
str. 489. Athenaeum r. 1850 Tom VI str. 120. 



— 323 — 

wyliczają je szczegółowie Jocher w Obrazie lite- 
ratury i Bartoszewicz w Encyklopedyi. Oto 
spis ich : 

1) Sposób krótki, zacny i pewny do 
zbawienia. Poznań r. 1728 w drukarni kolleg. Soc. 
Jes. w 4-ce, str. 192 i 4 karty na przodzie. Jest to 
przekład z francuzkiego, rzeczywistym zaś autorem tej 
książki, na wszystkie prawie języki potem tłumaczonej, 
jest Ludwik de Ponte „wielki kapłan Jezuita prowincyi 
Luzytańskiej". Książki tej dostał xiążc pod Kaliszem; 
kiedy po bitwie obóz nieprzyjacielski rabowano, znalazł 
ją sługa xięcia i oddał mu ją „osobliwym upominkiem''. 
Xiąźc j^przy zabawach prywatnego cienia" przełożył ją 
„nie tak do słów się alligując, jak do sensu". Tłuma- 
czenie te podjął xiążę jeszcze r. 1709 — dedykował je 
bratowej hetmanowej Katarzynie z Dolskich w Białej- 
Krynicy, i podpisał się anagramem „Jusosinus Tyburokh 
de Wiecsiwnio", co znaczyło Janusz Korybut Wiśniowie- 
cki. Lecz dzieło to wyszło na świat już dobrze po 
śmierci hetmanowej. 

2) Mowa na weselu Rzewuskiego pod- 
czaszego kor. z Potocką. Lublin 1731 r. in fol. 
Mowę tę przedrukowano w „Swadzie" Danejkowicza. 

3) O Najświętszej Pannie Jasielskiej 
statui krótka in for macy a. 1734 r. w 4-ce, bez 
miejsca wydania. Na tytule wprawdzie tej książki podpi- 
sany Ignacy Zubacz Olszowski, kanonik kijowski, Gorli- 
cki proboszcz, ale na końcu dziełka znajduje się prze- 
stroga, że autorem prawdziwym jest senator Jusosinus 
Thiburokh de Wiecsiwnio, a więc xiąźc Janusz. 



— 324 — 

4) S. Filipa Nerjusza niektóre Akty 
strzeliste bez litery R. od Łuk. Ign. z Ol- 
szowy Olszowskiego, scholastyka kijow- 
skiego, elegiami 10 krótkiemi bez tejże 
litery, od tegoż ogłoszone, w 4ce, 6 arkuszy, 
bez miejsca druku. O tej książce wspomina Bentkowski 
z Załuskiego. 

5) Odgłos i t. d,, to jest wiersz pogrzebowy na 
śmierć Michałowskiego gwardyana lwowskiego; dołączo- 
no tu cztery pieśni duchowno- moralne, w Krakowie, 3 
arkusze bez roku i miejsca, rytm pierwszy ma str. 83. 
Drugie wydanie ma strof 17 więcej, w 4ce, 7 arkuszy. 
Niema i tu litery R, co Załuski tem objaśnia, że xiążę 
nie mogąc tej litery wymówić, mścił się na niej (?). 
Niesłusznie — była to bowiem ulubiona zabawka ówcze- 
sna, całe romanse tak pisano; 

6) Wiersz na karticę, 7 arkuszy w 4ce. 

7) Lutnia, to jest poema n? pochwałę 
Łuk. Ign. Olszowskiego kun. kij. we Lwowie 
1734 r. in folio, 5 arkuszy. 

8) Z a ł o ś n e i t. d. (pochwały tegoż) we Lwo- 
wie 1737, fol. 3 arkusze. Ostatnie dwa wiersze wyda- 
ne pod nazwiskiem Gabryela Bogdańskiego, nowy kry- 
ptonym xięcia, poprzednie, wydane pod imieniem Olszow- 
skiego. I w literackich więc tworach xięcia przebijała 
skromność, kiedy zawsze nazwisko swe ukrywał. W osta- 
tnich czasach czynili to niektórzy panowie polscy przez 
dumę, lękając się literackiej chłosty, któraby wielkiemu 
imieniowi ubliżała, współcześni xięciu Januszowi, prze- 
ciwnie szumnie je z tytułami wypisywać byli zwykli. Jest 
jeszcze i 9-te dzieło xięcia Janusza p. t. Co m pen- 



— 325 -^ 

diosa relatio o Najjaśniejszym domie xią- 
żąt Wiśniowieckich i t. d., o którem wspomnieli- 
śmy już wyżej, a które p. Alexander Przeździecki oglą- 
dał w cesarskiej bibliotece w Petersburgu w rękopiśmie. 
Utwór panegiryczny i malej wartości, nigdy podobno dru- 
kowanym nie byl. 

Ostatnim, który zamknął szereg znakomitych xiążąt 
na Wiśniowcu , ostatnim z rodu, był xiążę Michał 
Serwacy, hetman W. lit, wojewoda wileński, młodszy 
brat poprzedzającego (1680 — 1744). Materyałem do 
życiorysu xięcia, raczej do dat i faktów o nim, może być 
własny pamiętnik jego, przedrukowany w części w dziele 
Alexandra Przeździeckiego „Wołyń, Podole i Ukraina, 
obrazy miejsc i czasów, T. I-szy str. 96 — 112^'. Nie 
jest to żadne zajmujące opowiadanie, ale suche biogra- 
ficzne streszczenie dat, chronologia całego życia xięcia, 
coś w rodzaju Silva rerum, przez ówczesnych ludzi do- 
kładnie spisywanych. Rekopism ten przechowuje się do- 
tąd w bibliotece Czarno - Ostrowskiej Przeździeckich. 
O xięciu całe tomy pisacby można, była to bowiem je- 
dna z wydatniejszych, najwydatniejsza może swojego 
czasu postać. Sympatyczna nie powiemy, bo też takich 
nie wiele liczono wówczas — ale zaprzątająca sobą kraj 
cały. Smutnie zakończył xiążę Michał szereg wielkich 
swych przodków. Nie można powiedzieć, żeby był złym 
obywatelem swego kraju, albo też nim chciał być, był 
jednak uosobieniem, wcieleniem, typem swej epoki, a ca- 
łem życiem najdoskonalej objaśniał te cechy nierządu i 
anarchii, jakie nurtowały w tym czasie nasze społeczeń- 
stwo, bliski już upadek kriiju zwiastując. W smutnej 
bo epoce żył nasz xiążę, jak inni nie umiał się i on 



— 326 — 

ustrzedz prywaty, pogrążył się w niej cały, poświęcając 
jej rzeczy publiczne, narodowe dobro. Nie odznaczył 
się xiążę Michał wielkiemi zdolnościami, niezawodnie miał 
ich mniej nawet niż brat jego Janusz, pomimo to jednak 
wszędzie o nim głośno, czy to w konfederacyi, czy na 
wojnie, na sejmie, czy na elekcyi, w sprawie szlachty, 
czy wojska — nigdzie się bez xięcia nie obejdzie — choć 
wszędzie pozostał miernym. Niesłychana duma prowa- 
dziła go do najdziwaczniejszych częstokroć zachcianek — 
tronu mu się chciało koniecznie — i kto wie, dziedzic 
ogromnych majętności, największy pan w Polsce ówcze- 
snej, ostatni potomek wielkiego imienia, czyby był go 
nie posiadł nawet, gdyby mu się nie sprzeciwiły okoli- 
czności. Skończyło się jednak tylko na najwyższych w 
kraju urzędach i dygnitaryach, które chwytał z chciwo- 
ścią, mieniał kolejno, sam nie wiedząe co z niemi robić, 
czego żądać, buławę zamieniał na pieczęć, pieczęć na 
krzesło i znowu powracał do buławy, bo w ostateczno- 
ści hetmaństwo najwięcej mu się uśmiechało, najwięcej 
schlebiało, wywołując rycerskie wspomnienia wielkich 
przodków, które mu nie dawały spokoju. Umarł, za- 
wiedziony w najdroższych nadziejach, bo pozbawiony po- 
tomka płci męzkiej, któremuby mógł, jeśli nie wielkie 
czyny, to wielkie przynajmniej imię przekazać. 

Xiążę Michał rodził się we Lwowie 13 maja 1680 r. 
Sześć lat wieku liczył zaledwie, kiedy wraz z bratem 
postradał ojca, xięcia Konstantyna wojewodę Bełzkiego, 
a matka wkrótce potem wychodziła powtórnie za mąż za 
Dolskiego marszałka W. lit. Po obojgu rodzicach mieli 
młodzi xiążęta znakomite i rozległe stosunki, które się 
zwiększyły jeszcze przyjaźnią, jaka łączyła ich ojczyma 



— 327 — 

z królem Janem Ill-cim. Postanowiono od razu korzy- 
stać z tego wszystkiego. Już w r. 1695 matka wypra- 
wiała obu xiaż^t na wojaż za granicę i z tego powodu 
d. 13 sierpnia dawała im na pis'mie informacyc. Kazano 
xiażctom jechać na Poznań, Rydzynę, Lipsk, Drezno, 
Berlin, Hamburg, Amsterdam i Bruxellę, do Paryża. Po 
drodze mieli oglądać i szczególniej bacznie przypatrywać 
się wszędzie wojskom, w Paryżu kształcić się w akade- 
mii wojennej 7 miesięcy, kwartał cały bawić na dworze 
Francyi, z drogi co dwa miesiące pisywać do Jana Ulgo, 
dyaryusz podróży pisywać z dnia na dzień i codziennie 
wydawać na osobę nie więcej jak dukata. Z powrotem 
marszrut podróży zakreślony był na Florencyę, Rzym, 
Wenecyę, Padwę i Wiedeń, gdzie xiążęta mieli odwie- 
dzić mieszkającą tam swoją krewne, xiężnę lotaryngską 
Eleonorę, wdo'vę po królu Michale Korybucie Wiśnio- 
wieckim. Gubernatorem młodych xiążąt był jakiś Kamo- 
cki. Tyle w informacyi *). Nie doszła jednak do skutku 
ta podróż, raczej niewiadomo dla jakich przyczyn odro- 
czoną została, a xiążę Michał ożenił się tymczasem w 
Pińsku 10 maja 1696 r. z marszałkówną Katarzyną Dol- 
ską, córką swojego ojczyma, który właśnie w tym czasie 
życie zakończył *). Po weselu widać, piszę xiążę, „id 
augusto do cudzych krajów jechaliśmy". Podróż trwała 
krótko i na akademii w Paryżu zgoła nie byli, bo tegoż 
samego roku z Pai^-yża b)li we Włoszech, a w następ- 
nym (IG97) już z powrotem w kraju. Obecny na elek- 



^) Informacya ta przedrukowana w Dziej, dobroć z, 
z 1823, T. U str. 202. 

2) Patrz podanie familijne o tem małżeństwie w Athenae- 
um z r. 1841. 



— 328 — 

cyi xiażę Michał podpisał ją z województwem brzeskiem 
za Augustem II *). W r. 1699 d. 2 lutego już miał 
syna Konstantego i dziewiętnastoletni ojciec marszałko- 
wal Polanom pod Kamieńcem, a potem jeździł jako po- 
seł na sejm Szczuki. Rzucił się wtedy xiążę Michał z 
całym zapałem młodego wieku w agitucye szlachty prze- 
ciw Sapiehom — to mu zjednało popularność w Rzeczypo- 
spolitej, z czego jednakże następnie korzystać nie umiał. 
W r. 1700 w Wilnie, podczas trybunału, postrzelony od 
Sapiehów, gdy z bratem w karecie przejeżdżał ulice 
miasta, otwarcie już potem wszedł do sprawy Olkinickiej 
i walczył osobiście z Sapiehami. O tej smutnej sprawie, 
którą śpiewają całe poemata, mówiliśmy w poprzednim 
życiorysie; xiążę Michał odegrał w niej niepoślednią ro- 
le, jemu było powierzono prowadzić wojsko przeciw Sa- 
piehom, jeździł nawet xiążę umyślnie do Warszawy do 
hetmana Jabłonowskiego, żeby dał pomoc szlachcie li- 
tewskiej, i hetman nie był od tego. To wszystko nie- 
zmiernej wziętości xięcia u szlachty stało się powodem. 
W r. 1701 był xiążę Michał marszałkiem trybunału li- 
tewskiego i wjechał na starostwo Pińskie. W r. 1702 
został hetmanem polnym litewskim po śmierci Stuszki, i 
zaraz się wziął do wojny ze Szwedami. To było jego 
powołanie, dotąd bowiem zawsze się kimś zastępował — 
do wojaczki miał pociąg. Nie idzie zatem, aby się oso- 
bistemi zdolnościami wojskowemi odznaczał — owszem ja 
ko generał nie miał żadnych znajomości potemu — i nie 
dziw, żadnej wyprawy dotąd nie odprawiał, niczego się 
nie uczył, bo i czasu na to nie miał, a nie dowodząc 



*) Yolumina legum T. V. 



— 329 — 

nigdy nawet chorągwią, naraz wojskiem dowodzić mu 
przyszło się. Takich to hetmanów miewaliśmy wówczas. 
Bartoszewicz trafnie nazywa xięcia samorodnym genera- 
łem, samozwańcem, jak wszyscy zresztą jemu współcze- 
śni. Utarczki jego nie dowodziłyby nawet może mcz- 
twa, choć miał je rzeczywiście, bo był to partyzant, na 
pewne uderzał zwykle na oddziały słabsze , a i tu 
nie zawsze mu się powodziło i często z placu boju 
przed Szwedami uciekał. Prowadził wojnę na cudzy 
koszt i ztąd ogromne skarby nagromadził do swoich 
dóbr Pińskich, które mu potem Szwedzi w 1706 r. nie 
bez radości złupili. W ostatku wyrobił się z niego 
rzutki i odważny partyzant — ale i w wojaczce przebi- 
jała ujemna strona jego charakteru. 

Jeńców traktował nielitościwie, nieszlachetnie, mścił 
się na nich za ponoszone porażki, to też o jego okru- 
cieństwach podczas tej wojny podjazdowej mnóstwo jest 
szczegółów w Załuskim i w Nordbergu, w historyi Ka- 
rola XII. Nie cierpiał Ludwika Pocieja, który z nim 
razem dobijał się buławy. Pamiętnik jednak xięcia Mi- 
chała, a raczej wspomniane te jego notaty, pełne są 
arogancyi i samochwalstwa, nie widać z nich bynajmniej, 
że xiążę nietęgim był hetmanem — owszem, xiążę zaw- 
sze z siebie zadowolony, wyraża się lakonicznie, w szcze- 
góły się nie wdaje. I tak, pod r. 1702 pisze, „w poście 
pod Dorsuniszkami generała Hummerholma zniosłem i 
wziąłem". Dalej „generał Meyzner zimował w Wilnie, 
nasi na samą Wielkanoc wpadli w Wilno, których wy- 
prawiłem ze Smorgoń z Jp. Pociejem i Wołłowiczem 
i t. d." O innych bitwach wspomina również mimocho- 
dem tylko, „15 Julii król Imść August przegrał pod 

li 



— 330 — 

Klissowem". Oto charakter tych notat. Tegoż 1702 r. 
umarł we Lwowie dziad jego JabTonowski, hetman W. k., 
który nad umysłem naszego xięcia wielką zdaje się miał 
przewagę, budziły w nim szacunek cnoty i dostojeństwa 
tego wielkiego senatora RzeczYpospolitej. W jesieni zo- 
stawił xiążę wojsko pod Brześciem, udając się do War- 
szawy do króla, który odjeżdżał do Torunia. W r. 1703 
xiąże obrany marszałkiem sejmu w Lublinie, a gdy się 
ten zakończył, ściągnął Wiśniowiecki wojsko pod Sura- 
żem i odprawił kampanią około Warszawy, na końcu w 
Wielkiej Polsce. W tymże roku został hetmanem Wiel- 
kim litewskim - polną buławę dał po nim król Ogiń- 
skiemu. Pod r. 1704 natrafiamy w pamiętniku na taki 
ustęp: „O Augusti pod Krisborkiem przegi arem, 1 Novem- 
bris pod Szkudami wygrałem". W r. 1705 chodzi cią- 
gle po kraju, rozsyła podjazdy na wsze strony, uciera 
sie z wojskami Stanisława Leszczyńskiego^ znajduje je- 
dnak czas marszałkować na trybunale litewskim, lecz jak 
zawsze przy lasce osadza następcę, tym razem Sliźnia, 
referendarza litewskiego, a sam dalej wojuje. W r. 1706 
był w Szadowie i w Swiadościach, na wiosnę i latem 
pod Mereczem, w jesieni pod Wilnem i znowu w Swia- 
dościach, pod koniec rokii w Kownie. 

Była to właśnie epoka wielkich w kraju wypadków, 
które niespodziewane zmiany w losach xięcia wywołały. 
A te były : bitwa Kaliska i zawarcie pokoju Altransztadz- 
kiego. Karol zresztą Pińszczyznę mu spalił i zrabował, 
sprawa zdawała się straconą. Nie długo wahał się xią- 
żę Michał, i w początkach 1707 r. z wojskiem do kró- 
la Stanisława przystąpił. W pamiętniku lakonicznie jak 
zawsze wpisuje „1707. Przystąpiłem z wojskiem do kró- 



— 331 — 

la Stanisława". Ten jednak zuchwały przewrót, acz z 
politycznego musu dokonany, wielkie zmiany w położeniu 
i w politycznem stanowisku Wisniowieckiego wywołał — 
naraził się on Sasom i Piotrowi, z którego wojskami te- 
raz ucierać się począł. Stracił jednak buławę jedne i 
drugą, bo innni się niemi podzielili. Nie domyślał się 
może xiążę, że w kombinacye polityczne Piotra wchodzi- 
ło, właśnie kiedy Sas z tronu ustępował, a trzecie stron- 
nictwo obojętnych się wiązało, zrobić Wisniowieckiego 
królem. Na kandydatach zdolniejszych i w łasce cara 
wysoko stojących, jak np. hetman Sieniawski, nie brakło. 
Piotr jednak uważał Wisniowieckiego za najwierniejszego 
ze swoich stronników i na takim królu dla Polski, zwła- 
szcza że lekce ważył jego zdolności, sądził, że oprzeć 
się potrafi. Tato więc nagła zmiana postępowania xię- 
cia rozdrażniła cara, dała mu sposobność do łatwej 
zemsty, tem bardziej, że xiążę zaczął od tego, że pod 
Janiszkami d. 13 stycznia 1708 r. zniósł Kozaków i 
Kałmuków. A i inne rzeczy uczyniły już xięcia niemi- 
łym carowi, wtedy bowiem odkryło się dopiero, że mat- 
ka jego, owa sławna iiitrygantka polityczna, wdowa po 
Dolskim, oddawna już utrzymywała tajne stosunki z Ma- 
zepą, nakłaniając go ku Polsce. Wzięto więc xięcia 
pilnie na oko, choć sposób do zemsty nie nastręczał się 
jeszcze. Xiążę, jakby przeczuwając na co się zanosi, 
usunął się chwilowo z horyzontu politycznego, r. 1709 
spędza w głuchej polskiej ustroni, w dobrach swych pod 
Pińskiem, w Karolinie, gdzie mury na nowy pałac wzno- 
sić zaczyna. Tu go dochodzi wieść o rozgromię Puł- 
tawskim, opuszcza więc swą ustroń jak piorunem rażony, 
śpieszy na teatr wojny, lecz we dwa miesiące potem 



— 332 — 

8 września 1709 r. w Skomorochach pod Sokalem do- 
staje się do niewoli Piotra. Wieziono xiccia na Połonne 
do Kijowa, gdzie miesiąc prawie wysiedział, 29 listopada 
był już w Moskwie, 12 grudnia przeprowadzony do miasta 
Głuchowa w Ukrainie zadnieprskiej, gdzie wnet po przy- 
byciu powadził się z xięciem Alexandrem Menźykowem, 
ulubieńcem Piotra. Cały rok 1710 spędził Wiśniowiecki 
w więzieniu głuchowskiem , i zapewne długoby mu tam 
przebywać przyszło się, lecz 13 grudnia tegoż roku 
ułatwiono mu ucieczkę. Nie śmiał jednak xiążę zatrzymać 
się w Polsce, po której błądziły jeszcze rozsiane wojska 
carskie , przemknął się więc za granicę do Wrocławia, 
ztamtąd do Prus, następnie do Węgier. W roku 1712 
nawiedził Karola XII w Benderze. Widział bój uparty 
króla i przyjazd do Benderu Stanisława Leszczyńskiego. 
Wśród agitujących się tam wówczas wypadków i wojny 
Karola z Turcyą, pozostał bezczynnym widzem tylko, 
chociaż omal że przez Tatarów schwytany nie został — 
a gdy dumnego Karola Turcy do Demotyki przenieśli, 
xiążf przebrał się na Wołoszczyznę i znowu do Wro- 
cławia, gdzie blisko dwa lata (1714 i 1715) pod bo- 
kiem Leszczyńskiego przesiedział. Dopiero w r. 1716, 
po siedmiu latach więzienia i tułaczki powrócił do ojczyzny 
podczas konfederacyi tarnogrodzkiej , ale siedział cicho 
i spokojnie w Wiśniowcu, oglądając się tylko na wszystkie 
strony, właśnie kiedy brat jego Janusz czynnie uwijał, 
się na czele konfederatów. Z królem Augustem pogodził 
się dopiero stanowczo w 1718 roku, po zawarciu pokoju 
pragskiego , w Rydzynie oddał mu wtedy czołobitność i 
o przebaczenie przeszłości upraszał. Buławy jednak do- 
stać pie mógł, bo posiadał ją Ludwik Pociej. W roku 



— 333 — 

1719 powietrze, które grasowało w Wiśniowcu, wygnało 
xiccia ztamt^d za granicę do wód mineralnych Landeckich. 
W r. 1720 na sejmie dał mu król pieczęć W. litewska, 
mniej nia jednak zajęty był kanclerz świeżo kreowany, 
niż procesem swoim z Olszańskim o dobra pod Krze- 
mieńcem położone : Snirówkę i Peredymirkę , które wy- 
grał ostatecznie i za sobą utrzymał. W r. 1721 obrany 
marszałkiem trybunalskim w Litwie. Odtąd przez lat 
blisko dziesięć mało słychać o xięciu kanclerzu — jest 
to czas wyłącznie jego wspomnień rodzinnych, o których 
później. Lecz ani czas, ani dotkliwe straty żon i dzieci, 
które mu zmierały jedne po drugich , nie zdołały uspo- 
koić jego żądzy do znaczenia a do buławy mianowicie. 
Wzdychał za nią ciągle kanclerz, zawsze przekonany, że 
hetmaiistwo to jego zaAvód, stanowisko właściwe. Dla 
tego zgłosił się nawet do króla o polną buławę litewską po 
śmierci Stanisława DenhofFa w sierpniu 1 728 r. i umyślnego 
w tym celu posłał do Drezna , lecz gdy znalazło się 
wielu na nią ochotników, a niektórzy sami do Drezna 
z prośbami pospieszali , jak Radziwiłł koniuszy litewski, 
zięć xięcia Janusza Wiśniowieckiego , król uznał za sto- 
sowne norainacyę tę do swojego powrotu do Warszawy 
odłożyć '). Król trzymał się tu tylko ściśle prawa, 
konfederacya bowiem tarnogrodzka włożyła na niego po- 
winność ogłaszania hetmanów tylko na sejmie, kandydaci 
więc usunęli się, skarbiąc sobie tylko na przyszłość łaskę 
królewską. Zeszło półtora roku i umarł hetman wielki 
Pociej w początkach 1730 r. Król postanowił w Litwie, 
jak przedtem był zrobił w Koronie, mianować regimen- 



*j Bartoszewicz z gazet pisanych ówczesnych. 



— 334 — 

tarza generalnego, nie hetmann, a że dlaWiśniowieckiego 
miał widoczną słabość, pomimo jego wiarołomstwa, szta- 
fetą więc z Drezna d. 6 stycznia uprzedził xięcia, żeby 
się o to regimentarstwo ubiegał. Jakoż rzeczywiście 
mianował go regimentarzem generalnym wojsk litewskich, 
pozostawiając go przy urzędzie kanclerskim '). 

Tu koniec notat xięcia Michała — dlaczego je dalej 
nie spisywał, nie wiadomo. W r. 1732 obrany w Pińsku 
podkomorzym deputatem na trybunał, odprawił wspaniały 
wjazd do Wilna , które całe prawie wyległo na jego 
spotkanie, i zaraz obrany tamże marszałkiem, po raz 
drugi już piastował najwyższą laskę sprawiedliwości ^). 
Rzecz dziwna, pomimo wszystkich sw-ych błędów, które 
jużcić znane były u szlachty, miał xiążę Michał u niej 
wiarę nieograniczoną. We wrześniu tegoż roku jedzie 
xfążę na sejm do Warszawy, w październiku asystuje na 
radzie stanu, a w kilka miesięcy potem znowu w War- 
szawie spotyka się z bezkrólewiem. Tu zagrały w nim 
wszystkie dawne żądze i ambicye , czasem i okoliczno- 
ściami nieco uśpione. Dawniej jeszcze za życia Augusta 
utrzymywano, że chciał zostać królem , a więc marzył o 
detronizacyi Sasa, lecz teraz dopiero jawnie popuścił 
cugle niepowściągnionej swej ambicyi i od razu stanął 
w sprzeczności z narodem. Bartoszewicz, rozmiłowany 
w epoce Sasów i malujący wybornie wszystkie jej odcienie, 
ciekawe nam podaje szczegóły o ówczesnych fakcyach 
politycznych xięcia Michała. Ze śmiercią Augusta ligo 
mówi on , wszystko co zacne w kraju , popierało Stani- 



Bartoszewicz z gazety: Uprzywilejowane wia- 
domości Nr. 4. 

2) Kuryer Polski ówczesny Nr. 112 i 124. 



— 335 — 

sława Leszczyńskiego, grzeszył tern i prymas, że zbyt 
jawnie dążąc do tego celu, wywołał zarzuty, że wolność 
narodową uciska , że króla narodowi narzuca. Xiążc 
Michał od razu wybuchnął ze swoim cierpkim charakte- 
rem. W dzień śmierci królewskiej na pokojach zamko- 
wych ofuknął Poniatowskiego, v/ojewodę mazowieckiego. 
Obwinił go po prostu, że śmierci króla był przyczyną, nie 
zważając bowiem na slan jego zdrowia, woził go raz 
wraz po sejmach, chcąc koniecznie buławy. Zapowiedział 
mu z góry, że czas minął , że już z familią swoją, 
z xięciem Fryderykiem Czartoryskim, nie będzie prze- 
wodził w Rzeczypospolitej. Rozruch stał sie w sali — 
Poniatowski zniósł wyrzuty w milczeniu , ale ujął się za 
nim Jan Tarło wojewoda lubelski, za nim zaś koroniarze 
ozwali się przy swoim regimentarzu, co znowu Litwinom 
dało powód, że xięcia mocno bronili, aż prymas wdał 
się w pogodzenie stron. Poniatowski pierwszy zamek 
opuścił. Sam xiążę Michał wyraźnie oświadczył wtedy, 
że chce mieć buławę, że ją mieć będzie, i że gotów dla 
niej nawet pieczęcią sakryfikować. Odtąd otoczył się 
przepychem i blaskiem , na prawdę już hetmańskim. 
Zjechał do Grodna (d. 11 lutego) z oficerami obydwu 
zaciągów, narodowego i cudzoziemskiego, na straż granic, 
otoczony wojskiem. Straż granic trzymać w Grodnie, 
była to rzecz podejrzana. Do xięcia przybywały tłumy 
codziennie , a xiążę wszystkich gościł i uraczał po kró- 
lewsku. Tak trwały rzeczy aż do konwokacyi. Na sejmie, 
jak wszyscy, xiążę przysiągł na utrzymanie Leszczyń- 
skiego. I stała, mówi Bartoszewicz, milcząca falanga 
panów, którzy pozornie szli za ruchem narodowym, lecz 
w tajemnicy co innego obmyślali. Niecierpliwi patryoci 



— 336 — 

chcieli powziaść języka , Czartoryscy między nimi. Ru- 
dziński więc zaczepił na sejmie wojewodę podlaskiego 
Sapiehę. Niezabitowski zaś , kasztelan nowogrodzki , na 
sejmiku wojewódzkim, na xięcia koniuszego Radziwiłła 
nacierał, przyczem dostało się i drugiemu Radziwiłłowi, 
wojewodzie nowogrodzkiemu. Ta ostatnia napaść oburzyła 
Annę Sanguszkównę, matkę koniuszego, kobietę dumn^, 
wpływową , lubiącą się do wszystkiego mieszać, wojewo- 
dzina zaś nowogrodzka, Zawiszanka z domu, także ko- 
bieta rozumna i zacięta , podburzyła męża przeciwko Le- 
szczyńskiemu. Radziwiłłowie wszyscy w ogólności nie 
bardzo obstawali za Leszczyńskim, przeczuwali bowiem, 
że taka elekcya wywoła wojnę, a będąc panami wielkich 
fortun na Litwie i na Białorusi , chcieli je oszczędzić. 
Ztąd do nich zaczepki różne od szlachty. Domyślano 
się, że xiażę regimentarz dla innych wcale powodów nie 
byłby także od porozumienia się z sąsiadami. Radziwiłłowa 
matka więc pociągnęła za sobą brata marszałka San- 
guszkę, ten podmawiał regimentarza , który straciwszy 
nadzieję uzyskania coś dla siebie , rad był, że przynaj- 
mniej przeciwnikom dokuczy. Nie myśleli ci panowie, 
że taką prywatą szkodzą Rzeczypospolitej. Nielepsi 
byli i obrońcy Leszczyńskiego , którzy także dopinali 
prywaty. Upominał prymas kilkakrotnie listami xiccia 
regimentarza , radził postępować inaczej — a xiążę się 
zżymał, bo wiedział, że i prymas nie bez zarzutu. 
Ostatecznie powaśnieni panowie postanowili obalić kan- 
dydaturę Leszczyńskiego, podnieść Sasa, czem sami dobrą 
wolą stawali się narzędziem dworów ościennych. Pod- 
czas elekcyi xiążę był w szopie, kiedy głośno zaga- 
dano, że Lassy wkroczył na Litwę. Zapytano Wiśnio- 



— 337 — 

wieckiego jako regimentarza, czy tak jest rzeczywiście? 
Xiążc poświadczył i oburzył się, kiedy mu wyrzucać za- 
częto , że nie spełnił swej powinności. Powstał rozruch. 
Xiażę pogroziwszy usunął się z pola elekcyi na Pragę, 
a wstręt do Leszczyńskiego powziął jeszcze większy. 
Zona jego Radziwiłłówna dodawała jeszcze oliwy do 
ognia. Odtąd koło xięcia na Pradze wiąże się grono 
niechętnych prymasowi i Leszczyńskiemu a prywacie 
oddanych ludzi. Tymczasem obrany już królem Leszczyński, 
robi wszystko co może, aby ująć sobie Wiśniowieckiego, 
a xiążę trwa w swoim uporze, nie mogąc ścierpieć Czar- 
toryskich, którzy wszystko u króla znaczą. Skutkiem 
tego niespodzianego jednak oporu, żwawośc stronnictw 
rosła, zauważył więc Wiśniowiecki , że lepiej będzie 
usunąć się z pod Warszawy, z sąsiedztwa elekcyjnych tłu- 
mów. Wziął dragonie komputową, janczarów i nadworne 
chorągwie swoich przyjaciół i wolno cofał się ku Litwie 
naprzeciw Lassemu. Smutny to musiał być pochód, nie- 
wątpliwie bowiem xięciu przychodzić musiało na myśl, że 
Leszczyński to jego krewny przecie , jak i to , że tron 
budując dziedziczny, oddala tern samem wszelkie kiedy- 
kolwiek nadzieje swoje do niego, zresztą samo sumienie 
musiało mu wyrzucać , że pomaga do nieszczęścia Rze- 
czypospolitej, dla której sławy pracowali kiedyś jego 
przodkowie i on sam w początkach w swej młodości. 
Tymczasem urywały go podjazdy z Warszawy wysłane, i 
powoli zmniejszał się orszak, co go otaczał. Wtedy to 
Leszczyński obalił go z regimentarstwa, które dał stra- 
żnikowi Antoniemu Pociejowi Kanclerz prędko jednak 
wmówić w siebie potrafił, że zrobił co mógł najlepszego, 
że na Francyę spuścić się nie można było , że obiecy- 

43 



— 338 — 

wała tylko i nic więcej, dowodził, że dworom nie oprze 
się i cala nawet Rzeczpospolita, i narzekał na impozycyę 
Leszczyńskich. Z tych wszystkich uwag wypadło, że 
zrobił jak najlepiej, że ocalił Rzeczpospolitę , siebie i 
przyjaciół od zguby zasłaniał, a nawet i przeciwnej 
strony do szczętu gubić nie dawał, przez to swoje soli- 
darne połączenie się w działaniu z Lassym. Xiążę pry- 
mas rozżalony, nazywał wtedy kanclerza „dzikiem zwie- 
rzęciem", Lowenwold poseł Anny Iwanówny, upartym czło- 
wiekiem , głupszym i gorszym od brata , którego jak 
wiemy, poseł także nisko oceniał. Wiadome są skutki 
postępowania xięcia Michała i jego stronnictwa. August III 
utrzymał się przy koronie. Xiążę złożył wtedy pieczęć 
i został mianowany według życzenia hetmanem Wielkim 
Litwy i wojewodą wileńskim w r. 1735. Znowu więc 
zabłysła mu jego gwiazda , choć promykiem tylko , bo 
jak wiemy, xiążę wyżej jeszcze sięgał. Odtąd hetman 
ciągle przewodniczy komisyom w Grodnie , obmyślającym 
środki tak zwanej aukcyi wojska. Sejm pacyfikacyjny 
z r. 1736 ustanowił dwie takie komisye , osobną dla 
Korony, osobną dla Litwy. Xiążę tę ostatnią zagajał 
w Grodnie 22 maja 1737 r. Rady były nadaremne, bo 
szlachta na utrzymanie tak znacznej liczby wojska , jak 
tego potrzeba było wówczas, nigdy dość pieniędzy nie 
miała i dać nie chciała, radziła i radziła tylko. Lecz 
xięciu niewiele na tem zależy, paraduje po zjazdach, 
trybunałach, sejmach i weselach, jakby Rzeczpospolita 
najszczęśliwsza była w świecie. Tak zeszły mu ostatnie 
lata życia. Śmierć zaskoczyła go na hetmaństwie i po 
hetmańsku to prawda — bo w chwili, kiedy król po raz 
pierwszy za swojego panowania jechał do Litwy w roku 



339 



1744, a Wiśniowiecki na granicę Litwy do Merecza wy- 
ruszy! na czele wojska dla powitania monarchy ; wojsko 
więc litewskie pokazywać" już królowi pod Zabłudowem 
hetman polny kor. Branicki. Oto przebieg politycznego 
żywota ostatniego z Wiśniowieckich , smutnego jak i 
epoka, w której żył. Przypatrzmy się teraz niektórym 
szczegółom z jego życia prywatnego , rodzinnego , które 
również nie było wesołe. 

Ożenił się xiążę Michał po raz pierwszy mając lat 
16 z kniaziówną Katarzyną Dolską, jedyną córką swo- 
jego ojczyma , jak i on , ostatnią dziedziczką imienia. 
Ślub ten odbył się w Pińsku d. 10 maja 1696 r. Ojciec 
panny młodej Jan Karol Dolski , marszałek W. W. x. lit., 
umarł na kilkanaście dni wprzód (25 kwietnia.). Musiało 
więc to małżeństwo być kombinacyą familijną, zdawna 
przez rodziców ułożoną. Kniaziówną była jak i małżonek 
młodziuchną i panią wielkiego majątku , całej Dolskich 
fortuny, nad Bugiem położonej. Z tego małżeństwa był 
syn imieniem Konstanty, który dzieckiem umarł i dwie 
córki : Anna zamężna za Józefem Ogińskim , starostą 
gorzdowskim, następnie wojewodą trockim, i Elżbieta za- 
mężna za Michałem Zamojskim łowczym koronnym , na- 
stępnie wojewodą smoleńskim. Xięztwo sprawiali córkom 
wesele w Pińsku, obydwom jednego dnia, w lutym 1722 

r 

roku. Slub dawał Im. xiądz Rupniewski biskup łucki, 
a panowie i senatorowie z całego kraju zjechali się na 
tę uroczystość. Po 27 latach pożycia 26 stycznia 1725 
roku umarła xięciu pierwsza żona w Lubieszowie do- 
brach swoich , bogate jej wiano pozostało w domie Wi- 
śniowieckich. Lecz xiążę pocieszył się prędko , bo już 
w pół roku potem 29 lipca ożenił się powtórnie z xic- 



— 340 — 

iniczkąi Magdaleną Czartoryską, chorąźanką litewską. 
Ślub był w Podkamleniu, wesele w 01exińcu, przenosiny 
w Wiśniowcu. Te drugą żonę kochał xiążc więcej od 
pierwszej , lecz cieszył się nią niedługo — umarła mu 
bowiem na ospę w Opolu 4 grudnia 1728, w trzy lata 
po zamęzciu, pomarli dziećmi i dwaj synowie z niej 
zrodzeni : Jeremi i Ignacy. Lecz xiążę zrozpaczony wciąż 
marzył o męzkim potomku , z nim bowiem gasło imię 
Wiśniowieckich , znowu więc trzeci raz ponowił śluby 
małżeńskie w Białej 21 lutego 1731 roku z Teklą Ra- 
dziwiłłówną kanclerzanką koronną, wdową po feldmar- 
szałku Flemmingu. Tę kochał jak starzec rozszalały, a 
była młodą, sprytną i piękną — lecz Bóg widocznie mu 
nie błogosławił, bo i z tego małżeństwa jedyna dziecię, 
syn Józef, zmarł wkrótce po urodzeniu. Pomarli i zię- 
ciowie xięcia, pan Ogiński i pan Zamojski, i brat jego 
xiążę Janusz kasztelan krakowski. Stary więc pozostał 
sam jeden na świecie z młodszą od siebie żoną, jak 
dąb , którego burze strzaskać nie zdołały, ale o potom- 
stwie nie marzył nawet — wszystko córkom swym : 
Ogińskiej i Zamojskiej pozostawiając. Trzecia żona xięcia 
Radziwiłłówna przeżyła męża, a po jego śmierci pozo- 
stała celem affektów najmożniejszych panów polskich, 
którym się zdawało, że ożenić się z ostatnią Wiśnio- 
wiecką , będzie to całą sławę zgasłego rodu do swego 
nazwiska przywiązać. Szczęśliwym wybrańcem byt Michał 
Sapieha łowczy lit., poparty do tego małżeństwa przez 
brata swego Józefa, koadyutora wileńskiego, luminarza 
Sapiehów, myślącego tylko o podniesieniu ich rodu. Ślub 
odbył się jeszcze w 1745 r. a zatem w rok niespełna 
po śmierci xiccia Michała. 



— 341 — 

Xiaźc Michał był panem w całem znaczeniu słowa, 
lubił wystawę i przepych i wszędzie też się nią otaczał. 
W czasie swych częstych urzędowali podejmował i raczył 
po królewsku całe roje szlachty, która się doń cisnęła, 
czynił to jednak z wyrachowania, chcąc tem zaskarbić 
popularność, nie przez dobroduszność, jak brat jego Ja- 
nusz. Mieszkał xiążę to w Karolinie pod Pińskiem, to 
w Wiśniowcu, a tu i tam nowe z gruntu dźwignął re- 
zydencye. W Wiśniowcu, na dawnem obejściu Lamko- 
wem, zbudował ów piękny pałac, który dziś widzimy, i 
piękny ogród na około niego założył. Pałac wystrojony 
był wewnątrz z przepychem wielkim. Wszędzie axamitne, 
atłasowe brokatelowe obicia, obrazy 1 zegary kosztowne, 
dla osobliwości chińskie i tureckie sprzęty, srebrem na- 
bijane herbowe stoliki , srebrne wanny i wazony '). 
Prawda, że i xięztwo było po temu, dziewięć miasteczek 
i sto pięćdziesiąt wsi do Wiśnio wca należało, a oprócz 
tego , obszerne litewskie i ukraińskie dobra i sa- 
mej xiężnej, ostatniej z Dolskich fortuna, nie licząc 
w to bogatych królewszczyzn '^). W całej Polsce 
dwie tylko fortuny z tą zestawić było można: a te by- 
ły Ostrogska na Rusi, już wówczas rozpadła, i Radziwił- 

Rękopism biblioteki Wiśniowieckiej p. t. Opisanie 
rzeczy w pałacu Wiśniowieckim. 

^) Z wzmiankowanego już rękopismu xiecia Michała 
Serwacego Wiśniowieckiego, p Przeździecki podaje następujące 
wyliczenie majętności domu Wiśniowieckich w ostatnich 
czasach, to jest przed śmiercią ostatniego potomka. 

Regestr wołyńskich majętności. 
1. Stary Wi^niowiec i wsi 16: Kwaczówka, Okniny wielkie, 
Okniny małe, Horynka, Kuszlin, Podhajczyki, Jankowce, Ka- 



— 342 — 

lowska w Litwie. Pomimo to wszystko xi^żc byt chci- 
wy na króle wszczyzny, i jak brat chwytał je i frymar- 
czyl niemi. Akta metryki koronnej z jego czasów za- 
pełnione są temi jego facyendami. Więcej może jak 
brat, wyrabia! dla siebie przywilejów xiążę Michał, bo 

dzajówka, Wierzbica, Maniów, Kotiużyńce , Chwedkowe, 
Czajczyńce, Hryszkowce, Krzywczyki, Rakowiec. 

2. Nowy Wiśniowiec i wsi 23: Łozy, Bodaki, Kochanówka, 
Hnidawa, Wierzbowiec, Szepelówka, Łopuszna, Pachinia, 
Koniaczówka, Hołubissy, .Martyszkowce, Biłka, Biłeczka, 
Rakowiec, Rakowiec drugi, Myszkowce, Polany, Kunakowce, 
Butyń, Młynówce, Bakoty, Dzwiniacz, Zalesie. 

3 Czarny-Ostrów i wsi 6: Hrużowica, Martynówka, Wójtów- 
ce, Pedosy, Zaharowce, Ostaszki 

4. Czechowce i wsi 30: Sobolówka, Hnilica, Miałowa, Ko- 
śluczki małe, Hnilica wyższa, Hołotki, Koszlaki wielkie, Mo- 
skalówka, Wandżułów, Białozórka wyższa, Białozórka niż- 
sza, Jankowce, Szybenna, Szczosnówka, Palczyńce, Pocza- 
pińce, Iwańkowce, Hawratyn, Halczyńce, Medeszówka, Kole- 
siec, Gabryelówka, Świnna, Sobkowce, Jachimowce, Smoi- 
łówka, Łowkowce, Kupiel, Hołotki pod Kupielem, Machowce 
albo Czerniawa. 

5. Daniłowszczyzna i wsi 12: Snirówka, Peredimirka, Borsa- 
kowce, Napadówka, Gniłorudka, Badka, Zahlotce, Kuśkowce 
wielkie, Sieniawce, Żukowce, Jfdrzejówka, Borszczejówka 

6. Komarno i wsi 22 : Chłopy, Herman, Buczak, Tatarynów, 
Andryanów, Łuwczyce cerkiewne, Łuwczyce dolne, Swiniu- 
sza, Czułowice, Porzycze, Bunie, Zarkowice, Jakimczyce, 
Klicko, Kołodruhy, Brzezice, Podwysokie, Nowosiółka, Sa- 
sko, Rumno, Powerchów, Litewka. 

7. Nowy Dolsk i wsi 18 : Lubieszów, Urynicze, Bereżyce, 
Czerwiszcze, Lachwice, Pniówka, Wulka Lubieszowska, Że- 
leźnica, Derewek, Horki, Bychów, Odryżyn, Wulka Odryżyń- 
ska, Lubiasz, Stary Dolsk, Szlepań, Chocisz, Bolandycze. 



— 343 — 

trzy razy się żenił, więc choćby wyrabiał tylko prawo 
przelewkowe dla każdej żony swojej, na każde starostwo 
które posiadał, jużby gęsto tego było. Na Rusi posia- 
dał starostwo Gliniaiiskie, do którego wcielił na mocy 
przywileju z dnia 20 czerwca 1729 r. wioski Słowitę i 



Tu same nazwiska kluczów bez wyli- 



czenia wsi. 



8. Karolin i wsi 4: Piaseczna, Fedory, Koślakowicze, Pińko- 
wicze. 
9. Dąbrowica 

10. Stolin 

11. Chomsk 

12. Opole 

13. Telechany 

14. Międzyrzecz 

15. Wilkowiszki 

16. Brahin 

Dobra litewskie. 

17. Dzilwa i wsi 7: Rodziwoniszki, Wojsznarów, Olzew, Pol- 
czew, Papienia, Woroszyłów. Iszczolna. 

18. Moiejków wielki i wsi 6: Dzikuszki, Lebiodka, Maniniszki, 
Szumienieliszki, Hajkowszczyzna. 

Ukraińskie dobra. 

19. Wołodarka i wsi 8: Berezna, Kosówka, Rudeszło, Hajwo- 
ronka, Pietraszówka, Skwirka, Salerówka, Tokarówka. 

20. Gdaszów i wsi 8: Jurkowce, Dziaryńce, Bilicz, Krub- 
sztdwka, Bundary, Citkowce, Łojowce, Nosówce. 

21. Barszczówka i wsi 12: Kuryance, Babenki, Kalenna, Wa- 
rysówka, Hołochwasty, Swierna, Sachnówka, Stawiczka, Ła- 
wenki, Szornilińce, Kapuścińce, Mormołówka. 

22. Torczyca ] tych kluczów wsi nie wyliczone w rę- 

23. Dziunków j kopiśmie. 

24. Antoniów i wsi 13: Tereszki, Semenówka, Rudczeńki, Ła- 



— 344 — 

Lipowiec w ziemi lwowskiej, po śmierci hetmanowej 
Elżbiety Sieniawskiej '). Prawo przelewkowe do Gli- 
nian wyrobił na pierwsza żonę dwa razy: d. 30 listo- 
pada 1702 i 7 lipca 1710 r. '^). Na swoje starostwo 
wilkowskie wyrobił przywilej dla żony Tekli 15 kwie- 
tnia 1730 r. we Wschowie. Dla niej też prawo prze- 
lewkowe na Gliniany, na starostwo tucholskie i Brudno 
w ziemi warszawskiej ^). Posiadał też na Wołyniu Szpi- 
kołosy i Kołosowc. W r. 1739 po śmierci Sapieżyny 
kasztelanowej trockiej, dostał w administracyc Merecz i 
Puńsk ^). W r. 1740 zajechał Merecz w nadziei otrzy- 
mania go na własne storostwo, a śpieszył się, bo dwo- 
rzanin skarbowy miał nadjechać i oddać je na mocy 
ustępstwa Sapieże, staroście wołpińskiemu. Z Mereczem 
uwinął się, ale z Puńskiem nie udało się xięciu polowa- 
nie, bo go oddano podług cessyi Sapieże, chociaż chciwy 
xi^żę długo umizgał się o niego do króla. Z bratem 
Januszem stosunki Michała były oziębłe, obaj bowiem stali 
w przeciwnych obozach, odwiedzali się jednak wzajemnie, 



wryszki, Łuczniki, Wyrobiejówka, Naczaczówka, Szczerbi- 
nówka, Donajówka, Szabijówki. Czemiszówka, TokardwTfa. 

25. Monasterzyszcze ^ . . 

. - _ , , K wsi nie wyliczone 

26. Tahańcza j 

Tak§ była ta kolosalna fortuna Wiśniowieckich przy śmier- 
ci ostatniego potomka. Dziś majątki te, których wiele nazwisk 
nawet nie poznajemy, w ręku licznej szlachty, rozpadłe — a 
sam klucz Wiśniowiecki z ośmiu wsi tylko składa się!! 

') Sygillaty ks. 20, fol. 2o7. 
2) Sygillaty ks. 15, 151, i t d 
») Sygillaty ks. 22, 31. 
*) Kuryer polski Nr 156 



— 345 — 

zwłaszcza podczas uroczystości i festynów familijnych, 
na chrzcinach i weselach dzieci. O fundacyach poboż- 
nych xiccia Michała, chociaż był bardzo pobożny, niewiele 
słychać Zrestaurował tylko na now o opustoszały klasztor 
i kościół Karmelitów w Wiśnio wcu i wraz z bratem wybudował 
wspaniały kościół dla Jezuitów w Krzemieńcu; zaczęli w 
r. 1731, skończyli zaś fundacye 17 września 1742 r.*). 
Bawił się xiążę Michał i w piśmiennictwo, była to zre- 
sztą słabostka wielkich panów ówczesnych, chciało się 
im koniecznie słynąc w świecie uczonym, a i sama epo- 
ka usposabiała do tego — smak się wykształcał, a wojaczką 
coraz mniej zręczności miano zabawiać się. Panowie ci 
jednak pisali sami bądź co bądź, jak Sapieha, Wiśnio- 
wieccy i inni i to ich zasługą — gdy późniejsi, współcze- 
śni, częstokroć drugimi wyręczać się zwykli, kładąc tyl- 
ko swe nazwisko na kartach tytułowych. Xiążę Michał 
mniej drukował niż brat jego, a wszystkie dzieła jego 
treści czysto-religijnej. Wydał on następujące pisma: 
1) Medytacye na różne wybrane z Pisma 
Świętego teksty, na każdy dzień roku 
Warszawa, 1728 r. w 4-ce. Jest to tłumaczenie na ję- 
zyk polski księdza Pawła Segnerego Soc. Jesu. 2) H i- 
storya ludu Bożego Warszawa r. 1722 Tomów 4. 
Krasicki objaśnia, że i to dzieło jest tłumaczeniem z ks. 
Berroger Jezuity i niektóre tylko księgi są pióra xięcia. 
Nakoniec w więzieniu będąc w Głuchowie, napisał xiąże 
pięć rzewnych psalmów religijnych, które wyszły p. t.: 
Quinque psalmi in dełentione Gluchoviensi composiłi^ w 



'; Kuryer polski z r. 1744 Nr 415. 

44 



— 346 — 

Częstochowie 1711 r. w 4-ce. Zostawił nadto jeszcze 
parę rękopisów, o których wyżej wspomnieliśmy, dziś 
w bibliotece Przeździeckich przechowanych^ Mówiliśmy 
o śmierci xięcia prawdziwie hetmańskiej — oto parę 
szczegółów o niej. Król poraź pierwszy od wstąpienia 
na tron jechał na Litwę na sejm grodzieński w 1744 
roku. Nasz xiążę chciał go powitać jak hetman Wielki 
w całej okazałości rycerskiej. Rozesłał wiec dnia 23 
czerwca z Karolina szumny uniwersał do wojska litew- 
skiego, w którym zawiadamiając je o wielkiej całego 
ludu" radości , o pospiechu, z jakim naród biegnie po- 
witać swojego pana, mówił między innemi : „komuź jak 
nie wojsku litewskiemu przyzwoiciej króla witać na swojej 
ziemi?" Nakazał więc, aby wszystko było w pogotowiu 
na pierwsze zawiadomienie. Miał to hyc popis generalny, 
wojsko miało być uzbrojone w całym wojennym ryn- 
sztunku, opatrzone w dzidy, kopie, strzelby, konie i że- 
lazo. Było myślą hetmana związać tę paradę z potrzebą 
Rzeczypospolitej powiększenia wojska, do czego, pomimo 
wszystkich usiłowań , nigdy nie przychodziło — teraz 
ojczyzna miała być objaśniona o swych siłach. I wyru- 
szył już hetman na granicę Litwy, lecz w Mereczu dnia 
16 września 1744 r. śmierć go zaskoczyła — nie do- 
czekał się chwili przeglądu. Dlatego zapewne pułkownik 
Józef Sosnowski sam później hetman, w swej mowie po- 
grzebowej, którą miał do wojska litewskiego, wyraził się 
szumnie o lięciu „umarł wśród wojska, jak zawsze", a 
Kuryer polski (w Nrze 407) „pełen lat i sławy, plenus 
dierum et meriłorum^'. Na pogrzeb xięcia, którego ciało 
przewieziono z Merecza do Wiśniowca i tam w Karme- 
litańskim kościele złożono, wysadzono się w zbytku. 



— 347 — 

wystawności i przepychu , dla tego może , że xiażc byl 
ostatnim z domu potomkiem , że na jego grobie zwy- 
czajem ówczesnym potrzaskano herby rodzinne. Byt to 
najwspanialszy pogrzeb w całym wieku XVIII w Polsce. 
Mowy prócz Sosnowskiego, drukowanej w Swadzie po- 
grzebowej Danejkowićza , niieli x. referendarz Załuski i 
wojewoda podolski Wacław Rzewuski. Bartoszewicz cy- 
tuje jeden panegiryk pogrzebowy „inwencyi x. Pawia Gi- 
życkiego", drukowany W Poczajowie u Bazylianów, w któ- 
rym opis wszystkich tych cudów i okazałości. 

Ogromne majątki, pozostałe po xicciu Michale, prze- 
szły z jego śmiercią do dwóch jego córek: Ogińskiej i 
Zamojskiej, potem w cztery lata, pierwsza ich połowa 
dostała się: Platerom, Przeździeckim, Brzostowskim i 
Wielhorskim , zięciom Anny z Wiśniowieckich Ogińskiej, 
gdyż syn jej hetman umarł bezpotomnie, druga zaś po- 
łowa z samym Wiśniowcem , po Elżbiecie z Wiśniowie- 
ckich Zamojskiej, przeszła w dom Mniszchów, z córk^ 
jej jedynaczką, wydaną za Jana Karola Mniszcha podko- 
morzego litewskiego. ' 

Otóż i koniec długiego szeregu wielkich mężów — 
koniec wielkiej i potężnej rodziny Wiśniowieckrch.- Ze- 
braliśmy o nich co było można, co tylko zebrać się dało 
z drukowanych źródeł - — ale bogate raateryały w archi- 
wach familijnych sukcessorów tego domu leżą niespo- 
żytkowane, i z nich dopiero krytyczna historya tęga rodu 
ułożyćby się dała — a jak historya wszystkich naszych 
rodów historycznych, stałaby się ona niezawodnie wielkim 
przyczynkiem do dziejów narodowych W ogólności i nie 
jeden fakt nieznany, niejeden błędnie tłumaczony szcze- 
gół trysnąłby z niej, rozjaśniając mętne, oklepane źródła, 



— 348 — 

w których kółku nieustannie się kręcimy. Na p. Ale- 
xandrze Przeździeckim leży największa odpowiedzialność 
tej pracy, potomek to po kądzieli Wiśniowieckich , mąż 
światły, tyle zasług na polu historycznem mający — wła- 
ściciel w części ich familijnego archiwum, do niego więc 
z prawa należy ze wszech miar ułożenie historyi tego 
domu , a domagać się jej tem większe mamy prawo, że 
ją nam oddawna przyrzekał, i jak wiemy, zehrał już 
nawet do niej liczne materyały. 

Co do nas, poprzestajemy na Wiśniowieckich — 
głównem bowiem naszem zadaniem jest historya i dzieje 
ich siedziby, rodzinnego gniazda Wiśniowca. Choć po- 
krótce więc przebiegniemy szereg późniejszych tego 
miejsca właścicieli , od śmierci ostatniego Wiśniowie- 
ckiego. 

Jeszcze za życia podobno xięcia Michała Serwacego 
Wiśniowieckiego, wnuczka jego z Elżbiety Zamojskiej 
zrodzona jedynaczka, wydaną została za Jana Karola 
Mniszcha podkomorzego litewskiego, a po śmierci dziada 
stała się panią i dziedziczką pięknego i wspaniałego Wi- 
śniowca i rozległych okolicznych włości. O tym Mniszchu 
wiemy tyle tylko , że wraz z bratem swym Augustem , a 
rączej z bratową, córką Briihla ministra, nie nawidzili 
wspólnie Stanisława Augusta i ciągłe intrygi przeciw 
niemu knuli. Podkomorzy posłował do Turcyi, zkąd po- 
wróciwszy umarł w 1759 roku. Syn jego dopiero Michał 
Jerzy Mniszech , dziedzic Wiśniowca po matce, człowiek 
zręczny i dyplomata, pogodził króla z Mniszchami. Ulu- 
bieniec króla , z rodzoną jego siostrzenicą Zamojską, 
wojewodzianką podolską ożeniony, bystro poszedł po sto- 
pniach. Był cześnikiem kor., sekretarzem Wielkim lit.. 



— 349 — 

marszałkiem nadw. lit., i wreszcie od roku 1783 mar- 
szałkiem W. kor. Zasiadał też w komissyi edukacyjnej, 
gdzie miał sobie powierzony wydział szkół wołyńskich i 
podolskich i dozór nad wszystkiemi kassami edukacyj- 
nemi w Warszawie i na prowincyi. Nie było prawie 
urzędu, któregoby Poniatowski nie Avtykał w ręce swego 
ulubieńca — a Mniszech zdolny i wszechstronnie wy- 
kształcony, na każdym się sprawił. Widzimy go to sze- 
fem kancelaryi przybocznej króla , to prezesem komissyi 
ekonomicznej dochodów królewskich, to znowu na sejmie 
1782 r. konsyliarzem rady nieustającej, prezydującym 
w wydziale policyi, urządzającym i zabudowującym War- 
szawę, wprowadzającym nowe europejskie do miasta po* 
rządki , jak bruki , latarnie , numeracyę domów i t. d. 
słowem wszędzie i czynnym zawsze. W historyi Rzeczy- 
pospolitej także niemałe w tej epoce zajmował stano- 
wisko. Na sejmie grodzieńskim wybrany do rady nie- 
ustającej, znowu od r. 1784 prezydował departamentowi 
policyi. W r. 1793 za Targowicy złożył laskę mar- 
szałkowską, i usunąwszy się z widowni politycznej osiadł 
w Wiśniowcu , gdzie i umarł w 1806 r. za nowego już 
rządu, pochowany w kościele farnym wiśniowieckim. 
Zacny ten pan, w chwilach od urzędu wolnych, a więcej 
jeszcze złożywszy go, w cichej swej ustroni oddawał się 
pracom naukowym i kilka dzieł ważnych , kilka rozpraw 
naukowych i w przedmiotach wychowania dotyczących, 
na świat wydał. Dzieło jego p. t. Kazimierz Wiełkr 
(Warszawa 1777 in 4to), w którem oceniał prawodaw- 
stwo tego wielkiego króla, zwróciło na siebie powsze- 
chną uwagę, a Naruszewicz w swojej historyi na nie się 
powoływał. Drukowane też były liczne jego mowy ui 



S 



— 350 — 

sessyach sejmowych miewane, wiele zaś maleryałów histo- 
rycznych pozostało po nim w rękopismach , przechowy- 
wanych dotąd w Wiśniowcu. % On to przywrócił przy- 
gasającą świetność Wiśniowcowi , za niego znowu życie 
zawrzało na zamku tutejszym. Lubił wystawę i okaza- 
łość , ludzie wiec znowu gromadzić się zaczęli a pałac 
był napełniony gośćmi i służbą dworską. Stanisław August 
kilkakrotnie zjeżdżał tu w odwiedziny do swej siostrze- 
nicy, a pan marszałek zawsze okazale monarchę podej- 
mował. Tu zjechali się w 1781 r. Poniatowski z Pawłem, 
podówczas Wielkim xicciem rossyjskim, który z żona pod 
przybranem nazwiskiem hrabiego Północy odwiedzał cudze 
kraje. Tu po dwa kroć zajeżdżał król polski w 1787 r. 
raz jadąc do Kaniowa , dla widzenia się z Katarzyną II 
i cesarzem Józefem, i potem wracając do Warszawy '*). 
Chwilowa to jednak była świetność tego miejsca, daleka 
od tej, jaką zaznał Wiśniowiec za życia dawnych swych 
panów xiążąt Wiśniowieckich, i zgasła też prędko, bo ze 
śmiercią marszałka Mniszcha. Syn jego hr. Karol Mni- 
szech już pan naszych czasów, urodzony w roku 1794 
w Wiśniowcu, członek komissyi sądowo-edukacyjnej krze- 
mienieckiej, uczony heraldyk i genealog polski, cicho 
spędził tu długich kilkadziesiąt lat żywota, otoczony 
xiążkami i dziełami sztuki, nagromadzonemi przez swych 



*) Obszerny o tym Mniszchu i o jego pracach naukowych 
artykuł znajduje się w Bibliotece warszawskiej z roku 
1852 Tom IV. 

^) Szczegółowe opisy tych ostatnich odwiedzin królewskich 
' w Wiśniowcu, znajdzie czytelnik w Dyaryuszu Naruszewicza 
i w Opisie p odrdży k ról e w s k iej p Konstantego hr. 
Platcra starosty inflanckiego, wydanym przez Kraszewskiego. 



— 351 — 

przodków i temi , które sam przysporzył. Chował je 
troskliwie, jak ostatnią dawnej wielkości tego miejsca 
i swej rodziny spuściznę. Pomnoży! bibliotekę tutejsza 
i dużo własnych prac heraldycznych i historycznych w rc- 
kopismach tu pozostawił. Umarł w Wiśniowcu 1846 r. 
w farze pochowany. Synowie jego Andrzej i Jerzy, wy- 
chowani zagranicą, nie umieli już ukochać co swoje, 
rozpraszać się też powoli zaczęły pamiątki i zabytki 
tutejsze. Fortuna wiśniowiecka jeszcze z kilkunastu 
pięknych wsi złożona, poszła w podział na dwie schedy, 
z których hr. Andrzej Mniszech pozostał przy Wiśniowcu 
na to tylko, aby tę wspaniałą od kilku wieków przodków 
swych siedzibę odprzedać w obce ręce. Majątek, pałac 
i wszystkie jego zabytki przed kilkunastu laty kupiła 
xiężna Abamelek Rosyanka, która ocenić nawet tych 
obcych nie swoich zabytków nie umiała. 

Hrabia Andrzej wycofał ztąd i uwiózł z kraju za- 
ledwie kilkanaście portretów familijnych. Sprzedaż ta 
narobiła w swoim czasie wiele wrzawy, a najobojętniejsi 
podziwiali len czyn indyferentyzmu i takiego zaparcia się 
wszystkiego co swoje , rodzime , w pełni XIX wieku do- 
konany, zwłaszcza że interesa majątkowe hr. Andrzeja 
nie znaglały go do tego. Na szczęście , nie długo go- 
ścili tu Gruzyjscy kniaziowie — smutno im było jakoś 
i obyć się nie zdołali w wielkopanskim polskim dworcu. 
Bóg czuwał nad tą narodową naszą skarbnicą i upaść 
jej ostatecznie nie dozwolił — zdarzył się młody hrabia 
Włodzimierz de Bróel-Plater, rozmiłowany w zeszłowie- 
cznych zabytkach , archeolog z powołania , którego imię 
jako pracownika na polu historyi, tak pięknie już wów- 
czas było znane. Wrócił on xicżnie wartość Wiśniowca 



_ 352 — 

i kilku okolicznych włości, wyratował co było można ze 
sprzętów i pamiątek pałacowych, na nowo je uporządko- 
wał, pomnożył w.łasnemi zbiorami z Dąbrowicy tu spro- 
wadzonemi, i zamieszkał stale w tej dawnej królów i 
hetmanów rezydencyi , stając jakby na straży tych naro- 
dowych pamiątek, których xieżna Abamelek wychwycie 
zdołała nie wiele, w bibliotece i w obrazach tylko trochę 
uszczerbku zrobiwszy. Okoliczności nie bardzo sprzyjały 
poczciwym chęciom i dążnościom hr. Platera, majątek 
był drogo nabyty, czasy nieprzyjazne, jakkolwiek bądź 
dotąd się jednak przy Wiśniowcu utrzymał, a cieszymy 
się nadzieją, że i nadal utrzymać się zdoła — opuszcze- 
nie go bowiem , byłoby niepowetowaną stratą dla kraju. 
Gościnności młodego właściciela zawdzięczamy wszystko, 
cośmy przy kilkakrotnych odwiedzinach obejrzeć tu mogli, 
a o czem choć niedokładnie i nawiasowo czytelnikom 
zdać sprawozdanie zamierzamy. 

Na gruzach dawnego obronnego zamczyska , staro- 
żytnej siedziby xiążąt Wiśniowieckich , pośród wido- 
cznych jeszcze wałów i fortyfikacyjnych okopów, w 
początkach zeszłego stulecia, bo około 1720 roku — 
ostatni tego rodu potomek xiążę Michał Serwacy, wzniósł 
wspaniały dwupiątrowy gmach z ciosowego kamienia, 
w podkowę zbudowany, z dwupiątrowym wypukłym da- 
chem w stylu rococo, Jestto dzisiejszy zamek wiśnio- 
wiecki , na którego dziedzińcu jeżą się groźnie armaty, 
dziś już bez lawet, w ziemię powkopywane, łańcuchami 
spojone , oryginalne w swoim rodzaju tworząc ogrodze- 
nie. .Front tego gmachu, z nieprzeliczonym rzędem dłu- 
gfch^ o małych szybkach okien, z galeryami, przedsion- 
kamł' i ciężko kutemi drzwiami, przedstawiając dziwną 



— 353 — 

mieszaninę starożytnej zamkowej cechy, z nowszym już 
stylem budownictwa — nie powiemy żeby nie uderzał 
majestatycznością , ażeby zupełnie wdzięku był pozba- 
wiony — coś nam tu mimowolnie o starych dziejach 
szemrze. W głównej sieni pałacowej napis na olbrzymiej 
marmurowej tablicy głosi późniejszą historyc Wiśniowca 
i tutejsze zjazdy monarchów. W tej sieni ściany wykła- 
dane taflami z fajansu we wzory szafirowe na dnie białem, 
tu mieszczą się wschody prowadzące na górne piętra. 
Po obu stronach tej sieni wysokie przedpokoje, a w nich 
obrazy z wyobrażeniem wesela i koronacyi Maryny Mnisz- 
chówny w Moskwie i bajecznych tryumfów przodków 
Mniszchowskiego domu za Karola Wielkiego i Ottona III 
cesarzów *). Po prawej stronie na dole ciągną się mie- 
szkalne mniejsze pokoje, przez hr. Platera zamieszkałe, 
w nich dość olejnych malowideł, wśród których zatrzy- 
mały uwagę naszą piękne potrety Mikołaja Potockiego 
starosty kaniowskiego i generała polskiego Chłopickiego ; 
po lewej stronie sieni sala raczej ogromna, prawdziwie 
królewska galerya , cała w złoconych gzymsach, herbach 



^) Dom Wandalinów Mniszchów przeszedł z Czech do 
Polski za Zygmunta I i dorósł potem w kraju naszym wiel- 
kiego znaczenia. Luminarzem w tym rodzie był właśnie ów 
Jerzy Mniszech wojewoda sandomierski, ojciec carowej Maryny, 
który wraz z córk^ tak haniebną rolę w całym tym dramacie 
dziejowym odegrał. Był to syn pierwszego Mniszcha, który do 
nas zawitał. Pomimo wielkiego znaczenia, jakiego dorósł i 
wielkich swych wpływów na dworze Zygmunta Augusta, a na- 
stępnie przy współdziałaniu Jezuitów i u Zygmunta III, smutna 
po sobie zostawił pamięć. Wzbogacenie się jego przypisują 
wychwyceniu wielkich klejnotów Zygmunta Augusta, przy łożu 
śmiertelnem tego króla, do czego dopomódz miała faworyta 

45 



— 3S4 — 

1 takichże ramach u obrazów i zwierciadeł. W tej sali 
ustawione są na podstawach gipsowe zielone popiersia 
wielkich ludzi polskich, podług spiżowych, niegdyś na 
^ztoku warszawskim chowanych, wylane. Dalej długi 
^^żereg pokoi gościnnych. wo>^ ił .ssim :v 

Na górze, z prawej strony od wschodó#,'' -wysoka 
sala przedpokojowa — także taflami fajansowemi obita, 
a w niej portrety trzech ostatnich królów polskich na- 
turalnej Avielkości. Za nią sala Kory but ów, w której 
mieszczą się portrety samych xiąźątWiśniowieckich, dalej 
kilka salonów z picknemi staroświeckiemi obiciami gobe- 
linowemi na ścianach i meblach, a na samym już końcu 
obszerny pokój sypialny, w którym stoi okazale atlasowe 
loże z baldachinem , W. xięciu Pawiowi w czasie jego 
tu pobytu służące. W tem skrzydle pałacu, po przej- 
ściu licznych sal i kurytarzy, znajdujemy i teatr domowy 
z kulisami, lożami i parterem, tak obszerny, że kilkaset 
osób wjrgodnie pomieścić się w riirfi thbżlftl* Za -teatrem 
również jak i na dole pokoje gościiine. Po lewej ręce 
od wschodów jest przedpokój L u b o m i r s k i c h z ich 
portretami, dalej biblioteka i kaplica, ta ostatnia zupełnie 
prawie opuszczona — następnie pokoje zajmowane niegdyś 
przez Stanisława Augusta, wytwornie i bogato urządzone. 
W sypialni Poniatowskiego, na wielkiem zwierciadle nad 
kominkiem, pokazują tu jeszcze brylantem wyrżnięty 
nadpis Le Conte du Nord? zrobiony jakoby/ przez W, 

królewska, sławna Giżanka , niezawodnie przez Mniszcha kró- 
lowi podstawiona. Trudna ta sprawa głośną była w kraju 
wówczas, a i po dziejach plączą się o niej wzmianki. Znako- 
mici i dobrze zasłużeni późniejsi potomkowie tego rodu zatarli 
ciemną postać swego przodka. 



— 355 - 

X. Pawia, gdy ten odwiedzając króla, nie zastał go u 
siebie. Już sama pisownia jednak domyślać się każe, 
że to późniejszej kreacyi i apokryficzny utwór. W tych 
pokojach są fadne obrazy, portrety Holbejna i widoki 
Canalettego. Oprócz nieprzeliczonego zbioru portretów 
familijnych, w dawnych strojach, wielkiej ilości panegi- 
ryczuych , mniej niż miernych płócien , zapełniających 
wszystkie sieni i kurytarze pałacowe, w pałacu Wiśnio- 
wieckim przechowało się dotąd do sta sztuk lepszych 
obrazów, po większej części oryginalnych utworów wło- 
skich, holenderskich, francuskich i niemieckich przedniej • 
szych malarzy. 

Biblioteka tutejsza w pierwotnych swych czasach ko- 
losalna, bo przeszło II), 000 ksiąg i rękopismów obejmu- 
jącą, dzielona następnie, grabiona i rozchwytywana, przeje 
najrozmaitsze losy i koleje przechodziła. W Czarnym 
Ostrowie u Przeździeckich i w Białozórce u Brzostow- 
skich, sukcessorów Anny z xiążąt Wiśniowieckich Ogiń- 
skiej, dotąd jeszcze widzieć można mnóstwo ksiąg, w 
skórzanej pozłocistej oprawie, na których herb Korybuth 
xiążąt Wiśniowieckich pozostał, a które wszystkie z tu- 
tejszego księgozbioru pochodzą. Mnóstwo dzieł ważnych, 
mianowicie z działu nauk przyrodzonych, wywieźli ztąd 
ostatni dziedzice Miiiszchowie za granicę — nareszcie 
dział belletrystyczny francuzki, xiężna Abamelek, za cza- 
sów krótkiego swojego tu panowania, darowała swojemu 
rządzcy. Tak uszczuplona więc biblioteka tutejsza, na 
nowo do porządku przyprowadzona została przez hr. Pla- 
tera, który wzbogacił ją, wcielając do niej własny swój 
księgozbiór liczny w dzieła historyczne, z Dąbrowicy tu 
sprowadzony. Oprócz kosztownych nowszych i dawnych 



— 356 — 

wydań, oprócz rękopismów do histoiyi Polskiej służących, 
są tam wielkie rzadkości bibliograiiczne jak: pierwsze 
wydania Paprockiego Herbów Rycerstwa, Bielskiego 
Kroniki Świata, Statut Łaskiego na pargami- 
nie, Biblia Budnego i t. p. 

Z archiwum xiążąt Wiśniowieckich pozostały tu tyl- 
ko okruchy — rozebrały je częściowo rodziny z temi 
xiążętami spokrewnione — sukcessorowie ostatniego tego 
domu potomka. Za to, w całości i nietykalne prawie, 
ocalało tu archiwum Mniszchowskie, a ponieważ dom ten 
w ostatnich latach Rzeczypospolitej wzrósł do wielkiego 
znaczenia i członkowie jego wysokie piastowali urzędy, 
pozostało tu więc mnóstwo materyafów do historyi kraju 
służących, z panowania obydwóch Sasów i Poniatowskie- 
go — właśnie z najmniej zbadanej epoki dziejów naszych. 
Jest tu wiele oryginalnych listów monarchów i sławnych 
ludzi, wiele materyałów do prac historycznych, zebranych 
przez uczonego Marszałka W. kor. Michała Jerzego 
Mniszcha, które syn jego Karol skrzętnie przechowywał. 
W ostatnich latach hr. Plater otworzył wstęp do tych 
bogatych zbiorów uczonemu historykowi naszemu Koro- 
no wieżowi, autorowi Słowa dziejów Polskich, w 
tej okolicy zamieszkałemu, który ważniejsze nawet mate- 
ryały i listy tu przechowane drukiem ogłaszał ^). 

9 W Kółku Domowem, piśmie które zakończyło już 
swą exystencyę, drukował Koronowicz w r. 1866 niektiJre 
wyjątki i koresporidencyi Michała Jerzego Mniszcha marszałka 
W. kor. z osobami wpływowemi tej epoki, z tutejszego archi- 
wum poczerpnięt^. Nie pojmujemy, dla czego uczony pisarz 
tak ważnym materyałom historycznym dał miejsce w tak mało 



— 387 — 

Pb obejrzeniu pałacu, który jakkolwiek już nieco 
ogołocony, posiada wszakże bogactwa i zabytki, jaklemi 
n'e wiele już miejscowości naszego kraju poszczycić się 
mogą, zwiedziliśmy z kolei i ogród dokoła go opasujący, 
na pochyłeji górze rozłożony, obszerny i piękny, z ma- 
jestatycznemi drzewcami, w największe skwary słońca nie- 
przepuszczającemi, urządzenie jego staroświeckie, szpa- 
lery strzyżone, a z wysokiego pałacowego tarasu odkry- 
wa się tu rozległy czarujący widok na Horyń, stare i 
nowe miasto, kilka stawów i na okoliczne laski dębowe, 
które jak chce mieć tradycya, przez ostatniego xięcia 
Wiśniow^ieckiego są zasiane. 

Z pomiędzy miast i gródków wołyńskich, żadne 
zapewne nie uległo tylokrotnym co Wiśniowiec zniszcze- 
niom, przez Tatarów, Turków i Kozaków kraj nasz pu- 
stoszących. W starych kronikach napotykamy wspomnie- 
nia o najazdach tatarskich na tutejsze miasto i fortecę 
dokonanych w latach: 1494, 1512, 1515, 1516, 1534, 
1549, 1655 i 1675. Za każdą rażą Wiśniowiec ciężką 
ponosił klęskę, najstraszniejszemu jednak uległ zni- 
szczeniu w 1672 r., gdy Turcy w perzynę go niemal 
obrócili. Dla podźwignięcia z tej klęski Jan III w r. 
1677 uwolnił Wiśniowiec na lat 12 od wszelkich cię- 
żarów publicznych, z wyjątkiem ceł koronnych. 

Pomimo to w^szystko jednakże, pomimo zniszczenia 
któremu uległ i zamek, oparły mu się starożytne świą- 



znanem i wyłjjcznie kobietom poświęconem pisemku. Malutka 
to wprawdzie tylko okruszyna z tego, co zebrane z archiwum 
Wiśniowieckiego, wiemy z pewnością spoczywa w tece Koro- 
nowicza. 



— 3S8 " 

tynie tutejsze, dotąd w caJości dochowane. Najstaro- 
źytniejszym pomnikiem w Wiśniowcu jest malutka muro- 
wana cerkiewka w ogrodzie pałacowym, o parę tysięcy 
kroków od samego gmachu położona, i dotąd zamko- 
w ą zwana, w której kilka razy do roku odprawia się 
jeszcze nabożeństwo. Cerkiewka ta fundacyi xiążąt Wi- 
śniowieckich, gdy jeszcze wschodniego prz ytrzymywali 
sie obrządku, w roku 1530 zbudowana została; mało 
już tak starożytnych świątyń kraj nasz posiada. Tu 
Dymitr zaręczał się z Maryną. Tu w sklepach pod- 
ziemnych spoczywają dotąd zwłoki wielu xiążąt Wi- 
śniowieckich, a nietknięte i dziwnym sposobem dobrze 
dochowane, pozostały trumny i ciała xięcia? Michała Wi- 
śniowieckiego starosty Owruckiego, dziada króla Michała 
i żony jego Reginy Mohylanki. Hrabia Plater po obję- 
ciu majątku, ciekawością zdjęty, kazał sobie te groby 
otwierać i znalazł w nich zwłoki tej xiążęcej pary, za- 
pewne w skutek dobrego nabalsamowania zupełnie nie- 
naruszone, co więcej, strój i ozdoby wybornie dochowa-j 
ne. Szczególnem jest to, że u xięcia Michała nogi w 
trumnie zgięte i jakby pokurczone, są to zapewne skut- 
ki trucizny zadanej mu przez Wołochów, od której jak 
wiemy zginął ten xiążę. Mówiliśmy już, że podanie głosi 
o wielkich skarbach, jakie w tych grobach maja być ukry- 
te — rzecz to zdaje się wątpliwa, zważywszy na ciężkie 
okoliczności, w jakich nieraz xiążęta Wiśniowieccy znaj- 
dowali się, o czem niejednokrotnie wspomnieć nam wy- 
darzało się. Pewniejsze zaś drugie podanie, o ukrytem 
podziemnem przejściu z zamku do tej cerkiewki — liczne 
najazdy tutejsze usprawiedliwiałyby exystencyą tej wy- 
cieczki, której śladu jednakże dopatrzeć dotąd niezdołano. 



— 3S9 — 

' ' Przez drogę tylko od zamku wznoszą się mury 
wspaniałego kościoła i klasztoru Pokarmelitańskiego, 
przez xięcia Hieremiego Wiśnio wieckiego w 1645 roku 
•wzniesione. I kościół' i klasztor nad urwiskiem wysokiej 
góry, dzielącej stary Wiśniowiec od nowego miasta, zbu- 
dowane, opasane są wspaniałą z muru d jour balustradą 
dobrze dotąd docbowaną. Karmelici bosi utrzymywali się 
tu do r. 1832, w którym klasztor skasowano, zakonni- 
ków po innych klasztorach rozproszono, a dawną domo- 
wą świątynię xiążęcą obrócono na cerkiew ruską, w któ- 
rej nabożeństwo dotąd się odpraAvia, mury tylko klasztor- 
ne bez dachu prawie, rychłym upadkiem grożą. I tu 
pochowani xiążęta Wiśniowieccy katolicy — tu z herbami 
złożono zwłoki ostatniego potomka tej xiążęcej rodziny — 
xięcia Michała, który około 1720 r. świątynię tę zni- 
szczoną na nowo zrestaurował. Na frontonie kościoła 
długi łaciński nadpis dotąd zachowany, głosi jego hi- 
storyą. 

Trzeci kościół farny, jedyny jaki dziś w Wiśniowcu 
pozostał, nowszych już czasów sięga — fundowali go 
Mniszchowie, w grobach tego kościoła pochowani. W ścia- 
nach wmurowane tablice, liczne mieszczą ich nadgrobki. 

Oto wrażenia, jakie wywołuje dzisiaj ta dawna sie- 
dziba najmożniejszego rodu w Polsce, funclum tych dziel- 
nych xiążąt, którzy krajowi dali dwóch królów, tylu het- 
manów i senatorów i nakoniec na dwóch pierwszych krze- 
słach w Koronie i Litwie skończyli. Na każdym kroku 
spotykamy się tu z ich wspomnieniem — wspaniałe to je- 
szcze ich mauzoleum. 

Samo miasteczko dość nędzne, dzieli się na Stary 
i Nowy Wiśniowiec, z przedmieściami do 6,000 ludności 



— 360 — 

posiada obecnie — apteka i synagoga, oto jedyne jego 
zabytki tegoczesne, w kaźdem miasteczku naszem napo- 
tykane. Blizkość granicy austryackiej ożywia tu nieco 
bandel kramarzy i byt ich podtrzymuje. Z zakładów 
przemysłowych posiada Wiśniowiec licha fabrykę sukna i 
kilka garbarni. 



XIII. 

P o C z A J Ó w : DROGA Z WISNIOWCA DO POCZAJOWA — DZIEJE TEGO 
MIEJSCA OD NAJDAWNIEJSZYCH CZASÓW — HISTORYA I OPIS CUDOWNEGO 
OBRAZU I STOPKI MATKI BOSKIEJ — KILKA SZCZEGÓŁÓW O ŻYCIU BŁOGO- 
SŁAWIONEGO JANA ZELINA — DRUKARNIA ~ OPIS DZISIEJSZEGO POCZA- 
JOWA PO SKASOWANIU TU BAZYLIANÓW — FIZYONOMIA MIASTECZKA I 
PRZEŚLICZNE WIDOKI JEGO. 

Wyjechawszy z Wiśniowca, gdzie oko i serce tyle 
wrażeń doznały, jeszcze pod wpływem czarującej gościn- 
ności właściciela pozostając, puściłem sie w dalsza dro- 
gę do Poczajowa, o dwie mile ztad odległego. Było to 
właśnie w wigilią Zielonych Świąt , t. j. przed naj- 
większym odpustem dorocznym w Poczajowie. Dzień był 
skwarny — słońce silnie przypiekało, konie więc szły zwol- 
na z góry na gore wstępując, a ja miałem czas przypa- 
trzyć się czarującemu położeniu okolicy. Po obu stronach 
drogi posuwały się masy ludu obojej płci, z rozmaitych 
stron kraju na odpust dążącego: młodsi szli pieszo w 
koszałki z podróżnemi wiktuałami i ogromne kamienne 
bańki z wodą opatrzeni, starsi jechali na wozach i tele- 
gach, na których płócienne budki od deszczu i słońca 
chroniące porozpinane były; wszystkich ożywiała jedna 
myśl — Poczajów już blisko. Pobożny ten lud radby był 
jak najprędzej stanąć u kresu podróży i rzucić się do 

stóp Matki Zbawiciela, licznemi cudami w tutejszym obra- 

46 



— 362 — 

zie słynącej. Ojcowie i matki porzuciwszy w domu dro- 
bne dzieci, gospodarkę, nędzę i ubóstwo najczęściej, nie- 
zwaźając na trudy pieszej podróży, na odległą przestrzeń 
drogi — dążyli, aby tej laski dostąpić, aby napełnić po- 
dróżną flaszkę cudowną wodą ze Stopki Matki Boskiej. 
Na podobną wiarę, na takie uczucie zaprawdę nasz tyl- 
ko lud jeszcze, ciemny ale szczery, poczciwy, rzewny i 
niezepsuty, zdobyć się jest zdolny, w krajacb więcej cy- 
wilizowanych — podobne przykłady spotykają się już rzad- 
ko , ze wciskającem się światłem cywillzacyi zacierają 
się tam powoli cnoty ojców, patryarcbalna ich pobożność 
i obyczaje. W takich rozmyślaniach zatopiony, posuwa- 
łem się zwolna, otoczony do koła gromadą pielgrzymów, 
pobożne pieśni o Matce Boskiej Poczajówskiej śpiewają- 
cych. Nuta tych pieśni smętna, rzewna jak zwykle na 
Rusi, rozbrzmiewała się daleko, a echo jej odbijało się 
o sąsiednie skały i góry lasem porosłe. Tak dojecha- 
liśmy do Taraża, wsi hr. Rzyszczewskiego, w najpię- 
kniejszej pozycyi położonej. Widoki tu więcej niż pię- 
kne, wspanialsze niż gdziekolwiek na Wołyniu — gdzie 
spojrzysz, wszędzie góry, nie owe zwyczajne wołyńskie 
wzgórza, glinką i nędzną trawą porosłe, lecz wspaniałe, 
wysoko ku obłokom wystrzeliwające, na nich ogrome bry- 
ły kamienia, piaskowcu i krzemienia, a do koła ciemne 
nieprzetrzebione jeszcze lasy dębowe i grabowe. Te 
góry to nasze Karpaty, to oderwany od nich łańcuch, 
który daleko aż na Wołyń ramieniem swym sięgnął — te 
lasy, to jeszcze ocalałe szczątki nieprzebranych puszcz i 
borów, któremi przed wieki cała ziemia wołyńska pokry- 
tą była. Wśród tego wspaniałego widoku, malowniczo 
wyzierają po górach rozrzucone białe chatki Taraża i 



~ 363 -^ 

obszerne murowane budowle gospodarskie właściciela, 
młyny, browary i gorzelnia. Lecz oto i Poczajów już 
blizko — z poza drzewa kilka razy już błysnęły złociste 
monasteru kopuły — pielgrzymi szerokim znakiem krzyża 
na piersiach złożonym powitali ten widok, a ze wszyst- 
kich piersi jeden ogólny wyleciał okrzyk: „To Pocza- 
jów". Na ten odgłos wyjrzałem z powozu i mimowol- 
nie przypomniałem sobie ów okrzyk Boma^ Borna! któ- 
rym pielgrzymi do Rzymu udający się, witają ukazanie 
się chrześcijańskiego świata stolicy. Dziwne porównanie, 
dziwna aluzya, na drugim krańcu świata zrobiona. 

Nim wjedziemy jednak do Poczajowa i rozpatrzymy 
się w pięknej okolicy jego i w odwiecznych zabytkach 
i pamiątkach w monasterze tutejszym przechowujących 
się, należy najprzód skreślić jego historyę koleją lat, od 
najdawniejszych czasów począwszy, t. j. od epoki osie- 
dlenia tej góry, zjawienia się na niej zakonników i uka- 
zania Stopki Matki Boskiej. Miejsce to, jak druga Czę- 
stochowa w chrześcijańskim świecie słynne, zasługuje na 
szczegółowy opis. Do tej pracy najgłówniejszemi mate- 
ryałami będą dla nas dwie książki przed laty wydane, 
opisujące cuda Poczajowskie, historyę i zabytki klaszto- 
ru, a nareszcie niedrukowane Pamiętniki i Akta klasztor- 
ne, w miejscowem archiwum przechowywane. Wspomnia- 
ne przez nas dwa drukowane a dziś już rzadkie o Po- 
czajowie dzieła są: 1) Nowe Niebo, książka dedy- 
kowana JW. Jmci Pani Annie Mohylance Potockiej, Hos- 
podarównie ziem Mołdawskich, Wojewodzinie Krakowskiej, 
Wielkiej Hetmanowej koronnej — Gródeckiej, Mościckiej, 
Medyckiej, Ropczyckiej, Dolińskiej, Draimskiej etc. Sta- 
rościnie, wydana we Lwowie 166S r. 2) Góra Po- 



— 364 — 

czajowska Stopka cudownie z niej wypływającą, cu- 
dotworną wodę mającą, y obrazem cudownym Maryi Najśw. 
y Matki Boskiej uczczona, całemu światu jasna i jawna. 
Typem uprzywilejowanym od JEgo K. Mości i Monasteru 
Poczajowskiego WW. 00. Bazylianów Prowincyi Polskiej 
pokazana. Wyd. 1757 r. września 6 dnia za approbatą 
Sylwestra Łubienieckiego — Rudnickiego bisk. Łuck. i 
Ostrogs. — Książka ta dedykowana Mikołajowi Poto- 
ckiemu staroście kaniowskiemu, ma na kartce tytułowej 
wyobrażenie herbu Potockich Pilawa z panegirycznym 
wierszem u spodu. Po nim następuje list do Potockiego, 
pełen kadzideł owoczesnych , wyliczający zasługi domu 
Potockich i samego Mikołaja. Przystępujemy do historyi 
samego Poczajowa. 

Od najdawniejszych wieków był zwyczaj u 00. Ba- 
zylianów, iż oni z pomiędzy pustelników wybierani będąc 
i zgromadzeni w towarzystwo przez Św. Bazylego W. Oroto 
patryarchę swego, lubo osiadali w monasterach czyli ceno- 
biach swoich, zazwyczaj fundowali je jednakże w miejscach 
ustronnych, daleko od świata i zgiełku ludzkiego ; świad- 
czą o tem historye i żywoty zakonników tej reguły. 
Św. Antoni Kijowo-Pieczarski przybywszy w roku 1020 
z gór Athońskich ^), z Macedonii w kraje ruskie, za 
przykładem 00. świętych obrał sobie w Kijowie w miejscu 



*] Góra Athos w Macedonii nad brzegiem morza poło- 
żona, ogromnie wysoka, słynęła wielka liczba pustelników na 
niej przebywających. Historycy rachuje przeszło 24 monaste- 
rów czyli klasztorów na tej górze, w których około 6000 za- 
konników zamieszkiwało. Od czasów Nicyfora Foki wzrosła 
tu jeszcze liczba zakonników, a w roku 961 Grecy Athońsk^ tę 
górę święta przeawali. 



— 36S — 

odludnem mieszkanie i tam wśród gór i pieczar pierwszy 
monaster dla siebie i towarzyszów swoich fundował. Za 
przykładem tego świętego, pierwszego mnicha na Rusi, 
wszyscy następnie zakonnicy ruscy przybywając w te 
kraje, osiedlali się w miejscach odludnych w lasach i gó- 
rach, gdzie utrzymując się z pracy rąk swoich i z jał- 
mużny okolicznych mieszkańców, wznosili klasztory i 
świątynie swoje. W taki to sposób i góra poczajowska 
osiedloną została. Góra ta już samem położeniem miej- 
scowości swojej zdawała się na spokojną ustroń dla za- 
konników stworzoną. Obszerne lasy otaczały ją dokoła, 
a na samej górze od natury wykute w skale pieczary, 
których ślady dotąd są Avidoczne, zdawały się jakby 
umyślnie na mieszkanie dla pustelników przeznaczone. 
Początkowie mnichy w pieczarach mieszkający, mieli tu 
tylko kaplicę w skale wykutą , z czasem stanął tu kla- 
sztor i cerkiew murowana pod tytułem Wniebowzięcia 
N. P. W którym mianowicie roku cerkiew ta założoną 
została, ani też w którym czasie mnichi na górze po- 
czajowskiej osiedli, z pewnością oznaczyć tego nie można, 
zaginęły bowiem wszelkie o tem piśmienne podania i 
ustna tradycya, a grasujące często w tych stronach tatarskie 
i tureckie najazdy, poniszczyły archiwa miejscowe i oko- 
licznych klasztorów, gdzieby jakikolwiek ślad o tem od- 
szukać było można, co zaś oszczędzili Tatarowie, doko- 
nał czas, który wszystko niszczy i zaciera. Zdaje się 
jednak, że już w XII wieku po narodzeniu Chrystusa mo- 
naster tutejszy zasiedlony został, av aktach bowiem kla- 
sztornych z roku 1662 w plice p. t. o zjawieniu się 
Stopki M. Boskiej wyraźną napotykamy wzmiankę, że już 
od 400 lat cudowna ta stopa nogą Matki Boskiej na 



— 366 — 

skale wyciśnioną została, a jeszcze przed zjawieniem się 
onej mieszkali na tej górze mnichy Schemnicy, których 
nazywano mnichami św. Wielkiego Anielskiego Habitu. 
Nie można więc z dokładnością określić i roku zjawienia 
się Stopki M. Boskiej na górze tutejszej , lubo wnosząc 
z wyżej wspomnionych aktów poczajowskiego klasztoru 
przypuszczać należy, że w XIII wieku już góra ta świętym 
tym znakiem uczczoną została, to jest że cud ten mu- 
siał mieć miejsce około 1261 roku. Szczegóły zjawienia 
się tego we wspomnionej już wyżej książce p. t. Nowe 
Niebo w następujący sposób są opisane: Pewnego czasu 
jeden z mnichów w pieczarach mieszkający, wyszedłszy 
na wierzchołek góry, ujrzał N. Pannę w kształcie ogni- 
stego słupa na skale stojącą. W tymże samym czasie, 
toż same zjawienie się Matki Boskiej i przed nią sto- 
jącego mnicha widział mieszkaniec wsi Poczajowa Jan 
Bosy, pasąc niedaleko od góry stado owiec. Zdziwiony 
tern widzeniem, przybiegł do mnichów w pieczarach mie- 
szkających, zapytując ich o widzianem zjawieniu, na co 
odebrał odpowiedź, że N. Panna ukazała się w słupie 
ognistym, i na tem miejscu gdzie stała na skale, pozostał 
wyryty ślad stopy Jej czystą wodą napełniony, która to 
woda rozmaite choroby uleczać ma — o czem się 
wszyscy potem dowodnie przekonali. 

Jak widzimy więc , nie pozostało już żadnych pi- 
śmiennych śladów lub bardzo niedokładne tylko o po- 
czątkach powstania stopki tutejszej — o czasie założenia 
tu pierwszej cerkwi p. t. Wniebowzięcia M. P. ani też 
zasiedlenia góry poczajowskiej przez zakonników, wszystko 
to zaginęło przez czas i najazdy nieprzyjacielskie, tak 
jak i wiele innych zabytków i pamiątek pierwotnych 



— 367 — 

dziejów Wołynia dotyczących, które rozprószone po- 
dobnemuż losowi uległy. Nie mogło byc inaczej, jeśli 
rozważymy wszystkie kieski , jakie rozmaitemi czasy na 
kraj ten spływały. Już dawne kroniki podają nam szcze- 
góły o strasznej wojnie tatarskiej na Rusi w 1480 r. 
rozpoczętej , którą dopiero Jan Albrecht stanowczem 
zwycięztwem zakończył, następnie Turcy w 1507 roku 
na Wołyniu grasujący ogromne tu dokonali zniszczenia, 
nim Mikołaj Kamieniecki pod Wiśniowcem rozprószyć ich 
zdołał, niemniejsze klęski tej prowincyi przyczynili na- 
reszcie Tatarowie w 1571 roku kilkakrotnemi najazdami, 
rokosz Chmielnickiego w 1648 r. rozpoczęty a zaledwie 
w 1659 zakończony, a ostatecznie jeszcze raz Tatarowie, 
których nawała w 1672 znowu na Wołyń wtargnąwszy, 
ostatecznie ziemie tę zniszczyła — wszystkie więc te 
klęski, jedne po drugich następujące , mogłyż nie ogo- 
łocić kraju z jego zabytków i pomników? 

Odbiegliśmy na chwilę od Poczajowa , do którego 
znowu powracamy. Najdawniejszy dokument piśmienny 
o tutejszej górze sięga dopiero czasów Zygmunta Igo 
króla polskiego. Jest to list upominalny tego monarchy 
do starosty krzemienieckiego ^y roku 1527 w Krakowie 
pisany, w którym zaleca mu, aby namiestnika swego nie 
wysyłał na zbór czyli jarmark poczajowski w dzień 
Wniebowzięcia M. Boskiej tam odbywający się, i aby tam 
ludzi na jarmark zgromadzających się nie sądził, ani też 
danin żadnych z tego jarmarku nie pobierał. Zygmunt 
August na proźby Wasyla Bohdanowicza Hojskiego, dzie- 
dzica wsi Poczajowa, przywilej ten ojca swego w całej 
rozciągłości zatwierdził nowym przywilejem w roku 1557 



— 368 — 

w Oiiixtach wydanym *). O dawności odpustów i jar- 
marków w ten dzień w Poczajowie odbywających się 
przekonują nas również akta klasztorne, a mianowicie 
dokunienta z r. 1642, odnoszące się do sprawy proce- 
sowej klasztoru z Andrzejem Firlejem (o której we wla- 
ściwem miejscu powiemy), w których w fascykule pod li- 
terą P taką napotykamy wzmiankę: „Na który fest 
(Wniebowzięcia N. P.) choć kto przyjedzie pod monaster 
z chlebem, z piwem i żywnością, tego ile w polu przy 
cerkwi (wieś bowiem daleko od monasteru) zabronić lu- 
dziom nie podobna , bo w polu monaster, i to przy je- 
ziorze, ludzi z wieków od kilkuset lat wywołało i byd 
musi na starożytne i sławne miejsce Najświętszej Panny". 

Z kolei przyszliśmy do historyi cudownego obrazu 
Matki Boskiej i do umieszczenia go w cerkwi tutejszej. 
O tem wszystkiem szczegółowe już i na niezaprzeczonych 
faktach oparte doszły nas wiadomości. 

W roku 1559 podróżował przez wołyńską ziemię 
powracający z Konstantynopola metropolita grecki imie- 
niem Neofit. Przejeżdżając przez majątek Anny z Ko- 
zińskich Hojskiej sędziny ziemskiej łuckiej, dziedziczki 
Poczajowa — pasterz ten na usilne jej prośby zatrzymał 
się dla odpoczynku w domu jej w miasteczku Orli, o 
milę od Poczajowa odległem. Po kilku dniach, gdy już 
odjeżdżać miał, zawdzięczając gościnność pani domu, 
błogosławił ją obrazem Matki Boskiej , który też na pa- 
miątkę jej ofiarował. Długo obraz ten pozostawał w po- 
koju p. Hojskiej na zamku w Orli — nie zwracano nań 



*) Oba te dokumenta w urzędowych kopiach dot^d prze- 
chowują się w archiwum klasztornem. 



— 369 — 

uwagi, aż dopiero słudzy spostrzegli kilkakrotnie wielka 
światłość otaczającą go i opowiadali to pani swojej, która 
wierzyć temu nie chciała . aż sama się o tern dowodnie 
przekonała. Niebawem rozmaitych innych łask zaczęto 
doznawać od tego obrazu, aż nareszcie Filip Koziński 
rodzony brat p. Hojskiej, ślepym będąc od urodzenia, 
długo modlił się przed tym obrazem , prosząc o nadanie 
mu wzroku i rzeczywiście przejrzał. Wtedy to sędzina 
Hojska, widząc tak wielki cud nad bratem swym doko- 
nany, zwołała natychmiast duchowieństwo i mnóstwo ludu, 
i z wielką uroczystością obraz ten na górę poczajowską 
przeniosła , gdzie go w cerkwi Wniebowzięcia N. P. 
wieczyście ulokowała; działo się to w roku 1S97. Tegoż 
roku dniu 14 listopada taż pani zeznała w ziemstwie 
krzem, zapis, nadający klasztorowi pola, poddanych i inne 
pożytki , klasztor bogatemi sprzętami przyozdobiła, po- 
mnożywszy w nim liczbę zakonników. Zapis ten, któ- 
rego kopia przechowuje się w klasztorze, zaczyna się od 
tych słów: „Mając ja od dawnych czasów w majętności 
mojej przy siele Poczajowie cerkiew kamienną założenia 
Uśnienia Przeczystej Matki Boskiej" i t. d. Dowodzi to 
także dawności założenia tej cerkwi. W 1602 roku 
dnia 9 maja w ziemstwie lubelskiem sędzina Hojska uczy- 
niła darowiznę dóbr swoich Poczajowa, Orli i Kozina 
siostrzeńcom swoim Janowi i Andrzejowi Firlejowi, synom 
Jędrzeja i Barbary z Kozińskich Firlejów kasztelanostwa 
radomskich, starostów kowelskich — ojciec zaś młodych 
Firlejów imieniem synów dał zapewnienie, że fundusze 
cerkwi nienaruszenie utrzymanemi będą. Obraz tym- 
czasem Matki Boskiej umieszczony na górze poczajow- 
skiej w cerkwi Wuiebawzięcia , coraz to nowemi cudami 

47 



— 370 — 

słynąc począł i stał się sławnym w krajach ruskich ; za- 
konnicy doświadczane tu cuda wpisywali do akt czyli 
pamiętników klasztornych, które dotąd przechowały się. 
Najsławniejszy z tych cudów miał miejsce w roku 1607, 
gdy Tatarowie najechali Wołyń i hlisko monasteru po- 
czajowskiego przechodzili , zakonnik jeden , nie wiedząc 
o niczem, schodził z góry na dół pacierze odmawiając. 
Wtenczas znienacka napadł na niego Tatarzyn i widząc 
go starego , nie brał go w niewolę, ale mu głowę uciął. 
Zakonnik (jak mówią akta) straciwszy głowę, nie stracił 
jednak przytomności, bo jak drugi św.Dyonizy, wziąwszy 
odciętą głowę w ręce, zaniósł ją przed ołtarz Matki Boskiej, 
gdzie położywszy ją przed obrazem , sam dopiero upadł 
i ducha wyzionął. Ciało tego świętego przez długi czas 
leżało w kaplicy, w pieczarach będącej , w szklannej 
trumnie, czarnym aksamitem pokrytej. 

W kilka lat po ustąpieniu majętności swych na rzecz 
siostrzeńców Firlejów, umarła sędzina Hojska fundatorka 
monasteru tutejszego — a ci objęli spadek po niej. Wtedy 
to nastały ciężkie czasy dla zakonników poczajowskich. 
Jeden z nich bowiem Andrzej Firlej kasztelan bełzki a 
potem wojewoda sandomierski, objąwszy na siebie Pocza- 
jów, zagorzałym będąc kalwinem, rozmaitemi środkami 
prześladować zakonników począł; odebrał im najprzód 
grunta przez fundatorkę nadane, lasu używać nie dozwa- 
lał, wodę z krynic poczajowskich brać im zabraniał i t. p. 
Wtedy to Avykopali Bazylianie na górze studnię 64 łokci 
głęboką, i o krzywdy swoje proces rozpoczęli. Obrażony 
Firlej postanowił pozbyć się zakonników i obraz im cu- 
downy odebrać, wysyła więc d. 19 czerwca 1623 roku 



— 371 — 

sługę swego Grzegorza Kozińskiego wraz z innemi 
ludźmi — ci przemocą obraz z cerkwi zabierają a wraz 
z nim bogate aparaty cerkiewne ze złota, srebra i 
klejnotów składające się, niemniej wota złote, na których 
cuda i daty były wypisane ; wszystko to na zamek Firleja 
do miasteczka Kozina przewiezione zostało. Wtenczas 
bluźnierstwa Firleja przechodziły wszelkie granice : na- 
trząsając się z obrazu Matki Zbawiciela w domu trzy- 
manego, żonę swą w perły i klejnoty z cerkwi zabrane 
przystrajał i coraz bardziej zakonników w klasztorze po- 
zostałych prześladował '). Przełożonym w klasztorze 
poczajowskim był natenczas sławny ów Jan Zelizo, który 
pustelnikiem jeszcze będąc Joba miał imię. On to ca- 
łemi siłami sprawę zakonu swego popierał, szło mu to 
jednak upornie, możni bowiem Firleje już dla samych 
zasług swych obywatelskich, wielką w kraju posiadali 
przewagę. Ulitował się jednak widać Bóg nad biednymi 
zakonnikami , kasztelan bowiem Firlej dręczony zgryzo- 
tami sumienia za wszystkie występki swoje , widząc na- 
reszcie widoczną karę Boską nad domem swym ciężącą, 
żona bowiem jego z domu Dorohostajska obłąkaniem 
zmysłów dotkniętą została, potomstwa też doczekać się 
nie mógł — zdecydował się nareszcie obraz M. B. na- 



*) Wszystkim tym szczegółom nie podobna uwierzyć, 
pozostały bowiem one dotychczas w aktach klasztornych, pro- 
cesu tego dotyczących — a jednak rzecz dziwna, jak Firlej 
ten, który jako mąż wojenny ogromne w ojczyźnie zasługi ry- 
cerskie posiadał — o czem i kronikarze ówcześni wspominają? 
mógł podobnych bezprawiów dopuszczać się — i to w czasie, 
kiedy błędy heretyckie już w kraju prześladować zaczęto. 



— 372 — 

powrót do Poczajowa zwrócić — co też i dopełnił 
w 1641 roku, a w 1644 ostatecznie na mocy wyroku 
trybunału sprawa Firleja z zakonnikami poczajowskimi 
zakończoną została , o czem świadczy pojedynczy akt 
między obydwiema stronami w tym roku zawarty i w ar- 
chiwach klasztoru przechowywany; klejnoty jednak i ko- 
sztowności cerkiewne nigdy już zwrócone nie zostały. 
Nastąpiła potem wojna kozacka Chmielnickiego i nowe 
klęski dla klasztoru , który kilkakrotnie przez Kozaków 
i Tatarów bywał niszczony, zakonników liczba znacznie 
się zmniejszyła a i z pobożnych mało kto w czasach tych 
niepokojów klasztor odwiedzał. Firlej służył naówczas 
w wojsku polskiem, umarł nareszcie w 1650 roku, a cały 
spadek po nim wraz z dobrami na Wołyniu położonemi, 
t. j. Poczajów, Orlę i Kozin, objęła siostra jego rodzona 
Anna, Joachimowi Tarnowskiemu wojewodzie inflanckiemu 
poślubiona, i tym sposobem dobra te wpłynąwszy w dom 
Tarnowskich, do ostatnich czasów we władania ich po- 
zostały '). Przed kilku laty dopiero Tarnowscy prze- 
grawszy proces jakiś z rządem, zmuszeni zostali ustąpić 
mu Poczajowa na własność. 

Jednocześnie z wypadkami wyżej opisanemi , Teodor 
i Ewa z Bereżeckich Domaszewscy komornikowie grani- 
czni starostwa krzemienieckiego, zbudowali w 1649 roku 
okazałą cerkiew z ciosowego kam.ienia wPoczajowie p. t. 
Św. Trójcy, nieopodal od cerkwi Wniebowzięcia M. P., 
do której obraz cudowny M. Boskiej przy uroczystej pro- 



*) Autorowie Staroż. Polski mylnie dziedziczkę Poczajowa 
około 1740 r. mianują Urszulę x. Wiśniowiecką i Radziwiłłów 
— nigdy bowiem majętność ta do nich nie należała. 



— 373 — 

cessyi w 1664 roku przeprowadzony został *). Znowu 
więc obraz ten zasłynął rozlicznemi cudami a lud z rozma- 
itych krańców świata napływał do Poczajowa. W roku 
1674 od dnia 17 czerwca przez niedziel cztery nie- 
ustannie widziano gęste łzy z obrazu płynące, co zawsze 
wielką jakąś klęskę w kraju przepowiadało, chorzy i ka- 
lecy wiele łask uzdrowienia w tym czasie doznali. 
Rzeczywiśc*e też niebawem ziściło się smutne proroctwo 
obrazu, w następnym bowiem 1675 r. Turcy wkroczyli 
na Wołyń, a w dniu 20 lipca t. r. z Wiśniowca pod- 
stąpili pod monaster poczyjowski. Było to w niedzielę, 
mieszkance okoliczni i szlachta zebrana zamknęli sic 
w monasterze — w poniedziałek nieprzyjaciel pierwszy 
szturm do monasteru rozpoczął, a szlachta w ręczna 
broń opatrzona , strzelanietn przez dzień cały atak od- 
pierała. We wtorek rano Turcy rozjątrzeni już, z większa 
jeszcze siłą na bramy monasteru natarli — znowu jednak 
cofnąć się musieli, spaliwszy tylko w przyległej karczmie 
ciała swych pobitych; tegjż dnia w klasztorze kapłan 
świecki i zakonnik dyakon , od ran otrzysnanych życie 
zakończyli. Z wtorku na środę hegumen czyli przełożony 
monasteru Wielebny Ojciec Dobromirski, widząc dalszy 
opór prawie niepodobny, znizkąd bowiem pomocy nie 
spodziewał się, a monaster po większej części z drzewa 
zbudowany, dębowym tylko wysokim częstokołem dokoła 
był obwiedziony — całą noc ze zgromadzonymi modły 



*j W aktach klasztornych przechowuje się dotąd własno- 
ręczny testament Ewy Domaszewskiej, w którym fundatorka ta 
wielkiej cerkwi św Trójcy w Poczajowie zaleca, pogrzebać 
tamże ciało swoje podług obrządku wschodniego koicioła. Te- 
stament ten w 1665 roku uczyniony. 



— 374 — 

przed obrazem M. Boskiej odprawiał. We środę rano 
Turcy silny szturm przypaszczaja. Przełożony zawsze 
przed obrazem do kola strudzonym ludem otoczony, roz- 
począł śpiewać Akafest to jest Officyuni większe do Najśw. 
Panny, i gdy zaintonowano Kon dak czyli Hymn pierwszy, 
rozpoczynający się temi słowy: Wzbrannoj woje- 
wodi etc. t. j. Waleczny hetmanie, Matka Boska z anio- 
łami świętymi, w żołnierskie płaszcze przybranymi, z do- 
bytemi mieczami, otoczona wielkiem światłem, ukazała się 
nad cerkwią. Widząc to Turcy, wielkim strachem prze- 
jęci zostali — więcej odważni strzały z łuków swych 
na niebieski orszak wymierzyli, lecz te wspak obróciwszy 
się, samych ich raziły — powstał wtedy tumult wielki 
w obozie nieprzyjacielskim — a rozprószeni Turcy 
uciekać zaczęli, co widząc naród ruszył za niemi w po- 
goń, wielu wtedy Turków ubitych zostało na placu, a 
kilku pojmanych nawróciwszy się, w monasterze do śmierci 
pozostało. Mnóstwo oręża i broni tureckiej zabrano 
wówczas, z której część dotąd w monasterze przechowuje 
się. Za to zwycięztwo, dotąd co środy śpiewany bywa 
na Jutrzni przed obrazem Matki Boskiej Akafest dzięk- 
czynny, a na pamiątkę zaś tego cudu ułożoną została 
opisująca to wydarzenie pieśii w ruskim języku, na całej 
Rusi rozpowszechniona , a którą wędrowni lirnicy dotąd 
obchodząc wioski śpiewają '). Królowie polscy wszyscy 
prawie, wydawanemi na to przywilejami zatwierdzali 



*j Wymieniliśmy tylko kilka główni ej szych cudów obrazu 
M. B. Poczajowskiej — mniejszych nie będąc wstanie umieścić, 
napełnione są niemi xięgi pamiętników i aktów klasztornych, 
do których zakonnicy je wpisywali — niektóre z tych cudów 
rymami są opisane. 



— 375 — 

prawa i fundusze tutejszego klasztoru; z tych ostatnim 
jest przywilej Augusta II w roku 1700 wydany, którym 
monarcha ten zatwierdzając wszystkie prawa i nadania 
poprzedników swoich starożytnemu i cudownemu klaszto- 
rowi poczajowskiemu nadane, zapewnia swobodne zacho- 
wanie w nim wiary wschodniej, od niepamiętnych czasów 
bez przerwy i bez przeszkody w klasztorze tym zachowa- 
nej , za naruszenie zaś tego przywileju postanawia kary 
pieniężnej 10.000 złotych. 

W drugiej połowie XVIII wieku Mikołaj Potocki 
starosta kaniowski, chcąc może zatrzeć grzechy młodości 
swojej , osiadł jako pokutnik w Poczajowie , gdzie zam- 
knięty w monasterze z Bazylianami, przeszedł wkrótce 
na wiarę grecką i postanowił nową zupełnie i okazalszą 
od uprzednich Avymurowac świątynię. Po długich nara- 
dach z budowniczymi , przyjęty nakoniec został plan 
sprowadzonego ze Szląska w tym celu Godfryda Hoff- 
mana i d. 3 lipca 1771 r. położono kamień węgielny 
ogromnej tej świątyni , której budowa w lat 20 dopiero 
w 1791 ukończoną została. Po zaczęciu tej budowy 
fundator Potocki z niewypowiedzianym kosztem sprawił 
obrządek koronacyi cudownego obrazu tutejszego Matki 
Boskiej. Uroczystość ta rozpoczęta dnia 8 września 
1773 roku, trwała przez dni ośm z rzędu, w kaplicy 
umyślnie na ten cel z drzewa przez Jana de Witte ko- 
mendanta twierdzy Kamieńca zbudowanej. Licznie zgro- 
madzone na ten fest duchowieństwo, senatorowie , oby- 
watele, niezliczona ilość ludu i część wojska koronnego 
pod dowództwem regimentarza Stempkowskiego , towa- 
rzyszyło tej uroczystości prawdziwie wspaniałej. Korony 
przysłane były od Papieża Klemensa XIV z Watykanu, 



— 376 — 

które Sylwester Lubienieeki, Rudnicki biskup ritiis graeci, 
najprzód małemu Panu Jezusowi, potem Matce Boskiej 
włożył na skronie. Oprócz świętych obrządków przez 
wszystkie te dni ośm odbywały sie tu wspaniałe uczty, 
illuminacye, strzelania z dział i t. p. Nawrócony Potocki 
zaprag^nawszy zostać kawalerem maltańskim, otrzymał 1774 
roku order zakonu, najostrzejsze zaś prowadząc w kla- 
sztorze życie, rozsypując jałmużny, obdarzając klasztory, 
zakończył 7Gletni swój żywot w Poczajowie dnia 13 
kwietnia 1782 r., i z wielką okazałością pochowanym tu 
został. Podanie jednak głosi, że i tu częstokroć po- 
wracały mu dziwaczne jego wybryki i fantazye , które mi 
za życia swego w świecie słynął — ogromną trumnę 
Potockiego pokazywano jeszcze przed laty kilku ciekawym 
zwiedzającym Poczajów — dziś sklep ten pod cerkwią 
zamurowany został. Wzniesiona przez Potockiego cer- 
kiew, prócz tylko ciężkiej i dość niesmacznej bizantyń- 
skiej architektury, oznaczała się zresztą ogromem i oka- 
załością swoją , jak również kosztownem wewnątrz urzą- 
dzeniem — była to niezaprzeczenie najokazalsza śv/ią- 
tynia na Wołyniu. Zbudowana w kształcie krzyża, dłu- 
gości miała 84 szerokości 50 łokci wiedeńskich, facyata 
ozdobiona była dwiema wieżami , pośrodku zaś sklepiona 
wznosiła się kopuła. Pod ołtarzem z prawej strony 
szklanne antypedyum mającym, całkiem w lustra przy- 
branym, znajdowała się skała ze Stopką N. P., z której 
pobożnym wodę udzielano — nieco dalej także wewnątrz 
cerkwi pieczara błogosławionego Jana Zelizy, w której 
ciało jego w szklannej trumnie spoczywało — nareszcie 
i druga pieczara, w której pustelnik ten przemieszkiwał 
— do tej ostatniej przez wazki w skale otwór spuszczać 



— 377 — 

się potrzeba. W r. 1832 Bazylianie Unici na prawosła- 
wie obróceni zostali, a wraz z nimi i cerkiew na pra- 
wosławna świątynię zamieniona. 

W 1774 r. dziedzic tutejszy Jan hr. Tarnowski ka- 
sztelan konarski - łęczycki, wyjednał u króla przywilej, 
iż trzydniowy jarmark na Zielone Święta w Poczajowie 
przypadający do dwóch niedziel, a dwuniedzielny na 
Uspenie Bohorodycy (Wniebowzięcie N. P.) do 
czterech tygodni przedłużone zostały, niewiele to je- 
dnak dopomogło do wzrostu ubogiego Poczajowa. We 
cztery lata potem tenże sam Tarnowski wyjednał u kró- 
la przywilej, pozwalający wieś Poczajów zamienić na mia- 
steczko tegoż nazwiska. Oto wyjątki z tego przywileju 
Stanisława Augusta pod d. 9 czerwca 1778 r. wydane- 
go: „Za szczęśliwego panowania naszego żądając, aby kraj 
państw naszych wzrastał w sławę, a w miast ilość i ich 
ozdobę pomnażał się, obywatele zaś w dostarczające bo- 
gacili się majątki, tym samym końcem W. Janowi Amor 
hr. Tarnowskiemu kasztelanowi konarskiemu-łęczyckiemu, 
osadę miasteczka w dobrach swoich Poczajów zwanych 
czyniącemu, łaską naszą chcąc dopomóc, jako chwalebne 
w Rzeczypospolitej zasługi jego i doświadczona ku ma- 
jestatowi naszemu wierność potrzebują i wymagają, chętnie 
umyśliliśmy pozwolić, jakoż pozwalamy miasteczko loko- 
wać, zakładać, postawić, budować , fosami , groblami, 
obronami według upodobania obwieść i opatrzeć: mie- 
szczan, kupców i wszelakich rzemieślników, obywatelów, 
jakiegokolwiek rodzaju i stanu ludzi sprowadzać, przy- 
sposabiać, umieszczać, towary wszelakie tamże zwozić i 
przedawać, pod kondycyą] jednak, że toż miasteczko w 

sporach tyczących się przywileju, do sądu naszego ase- 

48 



— 378 — 

sorskiego, zawsze należeć powinno będzie, a mieszczan- 
kowie pod protekcyą naszą zostawać mają, i że dziedzi- 
ce wyłamywać się od jurysdykcyi tychże sądów w spra- 
wach o niedotrzymanie przywileju i prawa locationis nie 
będą mogli. Które to miasteczko ma się mianować Po- 
czajowem, znak albo pieczęć patrona kościoła parochial- 
nego do stwierdzania aktów i spraw miejskich mieć i 
używać będzie". W dalszym ciągu tego nadania, obda- 
rza król Poczajów prawem magdeburskieni , ustanawia 
opiekę nad sierotami małoletniemi, zasłania mieszkańców 
glejtem od wszelkich gwałtów, zaprowadza targ w nie- 
dzielę , kończy zaś temi słowy: „W sprawy kryminalne 
sąd miejski wdawać się nie będzie mógł, lecz dziedzice 
do miasta naszego większego kryminalistów odsyłać ka- 
żą. Gruntów przez dziedzica nadanych innej kondycyi 
ludziom, jak tylko miejskiej, w temże mieście mieszkają- 
cym, lub zamieszkanie mieć chcącym, przedawać, zasta- 
wiać, żadną nawet legacyą do jakiegokolwiek kościoła 
onychże obciążać, chybaby za wolą dziedzica, zakazujemy 
i zabraniamy" *). Uboga ta mieścina u stóp góry, na 
której cerkiew stoi, rozrzucona, podzielona jest na dwie 
części noszące nazwy Starego i Nowego Poczajowa. Skła- 
da się ona po większej części z nędznych domów ży- 
dowskich i z niewielkiej liczby drewnianych dworków 
chrześcijan — z przyczyny ciasnoty i nieporządku często 
się tutaj przytrafiają pożary. 

Jeszcze raz wrócić nam wypada do dawnych dzie- 
jów Poczajowa, a to aby nie zostawić bez wspomnienia 



*) Przywilej ten przytoczony w Staroż. Pols. Bal. i Lip., 
wyjęty jest z ks. kancl. 58, str. 36. 



— 379 -^ 

kilku szczegółów tego miejsca dotyczących. Najprzód 
więc nie od rzeczy może będzie, dać szczegółowy opis 
tyle słynnego cudownego obrazu tutejszego. Obraz tea 
a raczej obrazek, niewiększego bowiem jest formatu od 
zwyczajnej ćwiartki papieru, malowany na tabliczce cy- 
prysowego drzewa, przedstawia wizerunek Matki Zbawiciela 
do połowy tylko, z dzieciątkiem Jezus na rękach. Malowidło 
szaremi farbami zrobione, dosyć jednak jest wyraźne, a ry- 
sy twarzy N. P. i P. Jezusa jakkolwiek prostego pędzla, 
przyjemny jednak wyraz mają i bynajmniej przez czas 
ani koleje, przez jakie obraz ten przechodził, uszkodzo- 
ne nie są. Z prawej strony tego obrazku przedstawiona 
jest osoba Apostoła jakiegoś z malowanem Nimbum nad 
głową i z nadpisem słowiańskiemi literami Święty, 
drugiej zaś połowy z resztą podpisu imienia nie dostaje 
całkiem. Po lewej stronie także osoba jakaś stojąca w 
ubiorze dyakona, nie można odgadnąć jakiego by Świę- 
tego wyobrażała, całkowitej bowiem tabliczki z nadpisem 
nad głową jej brakuje. Pod temi osobami niżej nieco 
są dwie drugie postacie świętych, pierwsza z prawej 
strony z nadpisem ruskim na srebrnej tabliczce wyrytym 
S. Mesznas, — z lewej postać w ubiorze zakonnika z 
takimże nadpisem S. Abramius. Na samym dole pp.d 
wizerunkiem Matki Boskiej malutka osóbka do połowy 
tylko wymalowana z nadpisem nad głową S. P a r a s c e- 
vius czyli Praxeda, — druga takaż na lewej stronie z nad- 
pisem S. Katarzyna, trzecia nakoniec tejże miary z nad- 
pisem S. Irenę. Kiedyś cały ten obraz ubrany był w sukien- 
kę z srebnej wyzłacanej blachy; dziś po zdarciu onej przez 
wiek, przyozdobiono go bogatszą sukienką z drobniutkich 
pereł. Wspomnieliśmy kilkakrotnie w tym opisie błogosłą- 



— 380 — 

wionego Jana Zelizę, jedne a najwybitniejszych postaci 
w dziejach Poczajowskiego klasztoru, kilka wiec jeszcze 
szczegółów o nim przytoczyć chcemy, czerpanych z ma- 
lutkiej a rzadkiej już dzisiaj książeczki, której miejsce 
i czas wydania nie są pojaśnione, opisującej życie tego 
błogosławionego, przez ucznia jego Docufeja wydanej. 
Rzeczywiście wydatna bo to postać tego błogosławione- 
go na tle XVI wieku malująca się. Surowy i przykła- 
dny mnich, żołnierz i prawnik, wszystkiem zarazem być 
potrafił — widzimy go, to raz jako pustelnika i przełożo- 
nego klasztoru, zatopionego w gorącej modlitwie z brać- 
mi zakonnikami, to znowu na wałach klasztornych z mie- 
czem w ręku odpierającego, jak ów późniejszy Kordecki, 
napad Tatarów na Poczajów, to nareszcie jako biegłego 
prawnika, z całą znajomością rzeczy prowadzącego długi 
i zacięty proces z możnym Firlejem, słowem skromny i 
cichy zakonnik wszędzie i zawsze z chwałą dla siebie a 
pożytkiem dla drugich radzić sobie potrafił. Urodzony 
w ziemi Halickiej około 1550 r., z rodziców greckiego 
wyznania nazwiskiem Zeliza, na chrzcie świętym imię Ja- 
na odebrał. Od dzieciństwa już zapalony miłością dla 
Boga, szukał zawsze odosobnienia, gdzieby pobożnym 
rozmyślaniom swym mógł się swobodnie oddawać; w ma- 
łych więc latach opuścił dom rodzicielski i wybrawszy 
sobie za mieszkanie Uczorczyski monaster w 12 
roku życia swego, przywdział habit zakonnika. Za doj- 
ściem do pełnoletności wyniesiony na stopień kapłana, 
wkrótce potem przyjął śluby zakonne, a przezwawszy się 
Jobem, stał się znanym w głębokiem odosobnieniu swojem 
przez pobożne swe życie, pełne cnót chrześcijańskich i 
surowe reguły, któremi ciało swe martwił. Na usilne 



— 381 — 

prośby Konstantyna xięcia Ostrogskiego i Dubieńskiego, 
byl przeniesiony do klasztoru Podniesienia S-go 
Krzyża, niedaleko miasta Dubna na wyspie położone- 
go, i tu wkrótce przeciwko chęci wybrany zostaJ na 
przełożonego. Po dwudziestoletnim zarządzie tym kla- 
sztorem przeszedł na górę Poczajowska, od dawna już 
słynąca rozlicznemi cudami. Wkrótce i tu wsławiwszy 
się czynami ostrego klasztornego życia, był wybrany 
przez zakonników reguły Św. Bazylego Hegumenem czyli 
przełożonym. Wiele mianowicie lat rządził on Pocza- 
jowskim klasztorem, nie ma pewnych danych, długo je- 
dnak pozostając na tem stanowisku — czczony i wielbiony, 
zarówno przez braci zakonników jak i przez lud oko- 
liczny, z Wysokiem przejęciem się dzielił on zawsze lo- 
sy klasztoru swego, dni jego chwały, tryumfów i nie- 
doli; na rok zaś przed śmiercią swoją pochylony staro- 
ścią złożył urząd przełożonego i przepowiedziawszy za 
siedem dni godzinę zgonu swojego, d. 28 października 
1651 r. umarł, przeżywszy lat blisko sto. W klasztorze 
i całej prowincyi wołyńskiej z głębokim żalem przyjęto 
wiadomość o śmierci tego błogosławionego, a pamięć o 
ciągłych modlitwach jego, o pracy trudnej do naślado- 
wania i wysokich cnotach kapłańskich, na długo zacho- 
wała się pomiędzy mieszkańcami. Ciało jego pochowane 
najprzód na zamku Poczajowskim, spoczywało tam przez 
lat siedm, gdy w ciągu tego czasu zaczęto spostrzegać 
blask jakiś wychodzący z mogiły jego, a w ósmym roku 
błogosławiony Job trzy razy ukazał się kijowskiemu Me- 
tropolicie Dyonizemu Bałabanowi, namawiając go do od- 
krycia relikwi swoich. W r. 1659 d. 28 sierpnia przez 
tegoż Metropolitę Dyonizego po odkryciu grobu, znale- 



— 382 — 

zionę w całości zwłoki Przewielebnego Joba, z wysoką 
czcią przy zebraniu ludu przeniesione zostały do wiel- 
kiej cerkwi Św. Trójcy i tam wraz z trumną w przy- 
sionku złożone. Wtenczas wielu ludzi rozmaitemi cier- 
pieniami dotkniętych, cudownie wyleczonymi zostało — a 
odtąd lud zaczął przychodzić do grobu Przewielebnego 
Zelizy z modlitwami o wstawienie się przed Bogiem. Po 
zbudowaniu dzisiejszej cerkwi Peczerską zwanej przez 
Potockiego, zwłoki tego błogosławionego nienaruszone, 
włożone zostały do szklannej trumny i do nowej świąty- 
ni przeniesione, gdzie je postawiono w tej samej piecza- 
rze, gdzie ten zakonnik za życia przemieszkiwał. 

Do znakomitości Poczajowskich należy także i dru- 
karnia tutejsza, dotąd jeszcze wytłaczająca nabożne księ- 
gi ruskie i dość nędzne sztychy obrazu Matki Boskiej, 
z wyobrażeniem u spodu cerkwi Poczajowskiej, lub wi- 
zerunkami cudów tutaj dokonanych. Drukarnia ta, jedna 
z pierwszych słowiańskich na Rusi założonych, egzysto- 
wała już w r. 1618, w tym roku właśnie odbito tu dwie 
książki: Mowa Maxyma Greka w łacińskim języku i 
Zwierciadło nabożeństwa (3epnajio BorocjoBia); póź- 
niej już za czasów Unii drukowano tu i księgi polskie. 
W r. 1772 d. 3 grudnia wzmiankowany już biskup Ru- 
dnicki zawarł w Rożyszczach z superiorem Poczajow- 
skiego klasztoru umowę o tutejszą drukarnię, brzmi ona 
jak następuje : „J. W. X. Biskup widząc , że drukarnia 
monasteru w dostarczeniu ksiąg koniecznie potrzeb- 
nych cerkwiom i ludowi, tej potrzebie z ukontentowaniem 
kleru i ludu i z pożytkiem kościoła ruskiego w je- 
dności świętej z kościołem rzymskim będącego, dotąd 
wystarczająca, w r. 1771 na instancyą strony, interes 



— 383 — 

sobie wiadomy mającej, przez dekret sądów zadwornych 
co do drukowania najpotrzebniejszych ksiąg jest zatamo- 
wana; zapatrzywszy się na dawne prawa raonasterowi co 
do drukowania wszelkich ksiąg służące, tudzież polega- 
jąc tak na prawie duchownem synodu Trydenckiego, bi- 
skupom moc wystawienia drukarni pozwalającego, jako na 
przywilejach monarchów polskich, biskupom łuckim riłus 
graeco uniti wystawienie drukarni w dyecezyi swojej ła- 
skawie pozwalających, tegoż prawa sobie służącego użyć 
i drukarnią w dyecezyi swojej mocą wyrzeczonych alias 
zaniedbaną wskrzesić, odnowić i otworzyć umyśliwszy, a 
niewidząc indziej sposobniejszego miejsca jak w mona- 
sterze poczajowskim, gdaie dotąd trwa dobrze rozrzą- 
dzona drukarnia i wszelkie jej porządki bez nowego 
kosztu gotowe, dla wygody dyecezyi takową drukarnię i 
używanie prawa swego wskrzesza i odnawia, wkładając 
obowiązek na superyorów, aby wszelkie księgi tak cer- 
kiewne i do nabożeństwa służące, jako też inne które- 
kolwiek czyli do zbudowania, czyli do nauk służące i 
potrzebne, ruskim, polskim i łacińskim językiem druko- 
wali, juxta obligentiam przywilejów królewskich. A zaś 
mocą niniejszej umowy czyli konwencyi J. W. X. biskup na 
siebie i następców swoich bierze i wkłada obowiązek, 
wszelki koszt drukarni monasterowi wypłacać, w czem 
osobny kontrakt z specyfikacyą taxy ma być ułożony i od 
obydwóch stron podpisany" '). Umowę tę król potwier- 
dził w marcu 1773 r. 



*) Dokument ten umieszczony dosłowie w Starożyt. Pols. 
Bal. i Lip., wyjęty jest z Archiwum głównego w Warszawie, ks. 
kancl. 51 str. 20. 



— 384 — 

A teraz, kiedyśmy już obszernie skreślili dawne 
dzieje Poczajowa i wypowiedzieli wszystko^ co się tylko 
o tem miejscu świętem powiedzieć dało — wróćmy je- 
szcze do naszej tam bytności, przypatrzmy sie położeniu 
okolic i prześlicznym ich widokom, rzućmy nareszcie 
okiem na zmiany, jakie tu zaszły od czasu skasowania 
Unii i zamienienia cerkwi na prawosławną, korzystając 
zaś z uprzejmości zakonników, obejrzymy i teraźniejsze 
zabytki klasztorne. 

Co do zewnętrznej budowy cerkwi, prócz małozna- 
czących dodatków, pozłocenia i przymnożenia kopuł i t. p. 
nie wielkie tu zresztą porobiono odmiany, a te stylu bu- 
dowy nie zmieniły wcale, na dziedzińcu tylko cerkiewnym 
okazałe murowane stanęły gmachy, na mieszkanie dla 
biskupa często tu zjeżdżającego , dla duchowieństwa , 
kleru, szkoły i t. p. przeznaczone; rozpoczęto tu na- 
reszcie budowę wspaniałej dzwonnicy, której dotąd Po- 
czajów nie posiadał. Inaczej się jednak rzecz ma co do 
wewnętrznego urządzenia świątyni, które tu całkiem od 
dawnego Bazyliańskiego zmieniono. Przybyło tu kilka- 
naście kaplic czyli cerkwi w jednym i tymże samym gma- 
chu urządzonych, z tych po kilka jedna nad drugą znaj- 
duje się w wieżach cerkiewnych, niektóre z tych cerkwi 
na pamiątkę bytności cesarzów rossyjskich w Poczajo- 
wie noszą nazwę cerkwi Mikołajowskiej, Alexandrowskiej 
i t. p. W głównym korpusie gmachu, za bogatemi Car- 
skiemi wrotami, umieszczony cudowny obraz Matki Bo- 
skiej; na prawo, jak dawniej za Bazylianów w zwiercia- 
dlanym ołtarzu Skała ze Stopką, dalej pieczara błogo- 
sławionego Zelizy, a w niej zwłoki tego świętego w sre- 
brnej trumnie, przez hrabinę Orłowę ofiarowanej. Do- 



— 388 — 

kola cerkwi wspaniałe otaczają ją galerye, a ściany całe 
w obrazach malowanych na murze przez Polaka Doliń- 
skiego jeszcze za Bazylianów ; niektóre z tych fresków 
nie bez prawdziwych są zalet. Uprzejmy przewodnik po- 
kazywał mi z kolei bogatą zakrystyc, a w niej kosztowne 
złotem i perłami szyte aparaty, infuły drogiemi kamie- 
niami nasadzane, krzyże i pastorały w brylanty opra- 
wne; wszystko to są dary monarchów rossyjskich, sena- 
torów i bojarów tego kraju; z bazyliaiiskich sprzętów, 
oprócz pysznych naczyń cerkiewnych srebrnych i złotych 
misternej roboty, nic tu zresztą nie pozostało. Bibliote- 
ka i archiwum Pobazyliańskie acz liczne i bogate, małej 
tylko liczbie zwiedzających są dostępne; przechowuje się 
tu liczny zbiór przywilejów i autografów królewskich, 
najdawniejszych czasów sięgających. Wszystko tu zresztą 
piękne, wspaniałe, a bogactwo na każdym przebija się 
kroku, wstąpiwszy jednak w progi tej cerkwi nie doznaje 
się tego uroku, tego skupienia ducha, jaki zwykł ogar- 
niać człowieka przy wejściu do starożytnej, ciemnej świą- 
tyni — gdzie modlitwa zda się jest potrzebą ducha i gwał- 
tem na usta się ciśnie, a do której smętne pienia kapła- 
nów, dokoła rozlegające się, jeszcze bardziej usposabia- 
ją. Zamiast posępnych sklepień, zamiast przerażającej 
uroczystą powagą ciemności, wśród której przy bladym 
świateł połysku ledwieby się obraz cudowny Matki i 
Opiekunki naszej odkrywał, wchodzi się tu przeciwnie 
w wesoły, widny gmach, po wszystkich ścianach jaskra- 
wemi malowidłami i złotem ozdobiony. Ścisk, zgiełk i 
wrzawa kilku tysięcy nabożnych, zalegających cerkiew^, 
nieustanny brzęk pieniędzy na światło, msze, za wodę 
ze Stopki rzucanych, wszystko to bardziej rozstraja niż 

49 



— 386 — 

usposabia ducha. Takiego to wrażenia doznałem wy- 
chodząc z wspanialej tej bazyliki , dopiero rozlegle i 
majestatyczne Avidoki, przedstawiające się z zewnętrznych 
jej galeryj i krużganków, na nowo usposobiły do marzeń 
rozproszonego już ducha. W dole o kilkaset stóp po- 
demną leżało miasteczko, a w nim gwar snujących się 
żydów jak cichy brzęk komara dolatywał tylko do uszów 
moich — ze wszystkich stron sunęły gromady przypó- 
źnionych pielgrzymów, kupa żebraków na ulicy śpiewała 
pieśń o Matce Boskiej Poczajowskiej^ a kilka chrypliwych 
lir żałośnie tym pieniem wtórowało. Porozbijane 
w środku miasteczka płócienne szałasy i namioty a w nich ' 
połyskujące wzorzyste wstęgi, chustki, korale, paciorki,, 
obrazki i medaliki, ściągały tłoczące się około tych cu- 
dów, rozpromienione tym widokiem niewiasty, z których 
niejedna młodsza może, lubując wzrok ten nęeącemi 
temi przedmiotami , zapomniała na chwilę o celu swej 
pielgrzymki z tak daleka odbytej. Dalej za tern wszystkiem 
siniały wspaniałe góry ku obłokom sięgające , nad któ- 
remi jakby lekki unosił się opar — wśród nich ciemne 
bukowe lasy i kilkanaście wiosek , już w Galieyi austry- 
ackiej położonych — to znowu piękne błonia a na nich 
także w Galieyi rysujące się zdała mury gmachów i ko- 
ścioła w miasteczku Podkamleniu. Wszystko to tak 
piękne, tak majestatycznie wspaniałe, że wyszedłszy na 
jedne z tych galeryj otaczających cerkiew, zapomina się 
o wszystkiem i żal i tęskno opuszczać te miejsca. 



xiy. 

MALOWNICZE OKOLICE W GŁĘBI POWIATU RRZEiMIEN[ECKIEGO — MIA- 
STECZKO WYŹCnÓDEK, DANYM WLASC.CIELE TEJ OSADY, ŚLADY 
ZAMCZYSKA I OPIS KOŚCIOŁA TUTEJSZEGO — MIESZCZANIE I ICH PRZY- 
WILEJE — WIEŚ ŁOPUSZNA — BITWA Z TATARAMI, WAŁY I OKOPY, 
CERKIEW STARA I NOWA, PODANIA LUDOWE O NAZWISKU TEJ OSADY — 
WIOSECZKA P A C H 1 N I A I KILKA INNYCH DO X!ĘSTWA WłSZNIOWlECKIEGO 
NIEGDYŚ NALEŻĄCYCH — W I E R Z B O W I E C , WSPOMNIENIE O STANI- 
SŁAWIE MNISZCHU — CZAJ CZYŃ CE, HISTORYA PAŁACYKU — WIEŚ 
K O Ł O D N E , W STAROŻYTNOŚCI HOŁODNO, POCZĄTKOWE DZIEJE DAWNEJ 
TEJ OSADY, MYLNE O NIEJ PODANIA KNONIKARZY, SPROSTOWANIE TYCHŻE — 
LIST KRÓLA ZYGMUNTA AUGUSTA DO OJCA O ZWRÓCENIE XIĘŻNIE BEACIE 
OSTROGSKIEJ DÓBR KOŁODNA, ZAGRABIONYCH OD NIEJ PRZEZ TARNOW- 
SKIEGO KASZTELANA KRAKOWSKIEGO — PÓŹNIEJSI WŁAŚCICIELE TUTEJSI: 
CETNEROWIE, RZEWUSCY I SWIEJKOASCY. 

Wjechawszy i2;r<;biej nieco w powiat krzemieniecki, 
jedzie się jak])y dlng-iin szeregiem najpiękniejszych ogro- 
dów, poprzerzynanyeh to rączo umykaj-acemi przed oczami 
podróżnego strumieniami , które gdzieś tam daleko w gó- 
rach początek swój biorą i giną niedostrzcżone w zaro- 
ślach — to znoNYii spotyka się laiicuch gór, najpiękniej- 
szym lasem grabowym lub dębowym porosTych , a które 
zdaleka już dymią sinawym oparem , gęsto ku obłokom 
unoszącym się. Tam dalej sioła wśród gór rozrzucone, 
jak zalotne dziewczęta to się kryją, to znowu okazują 
w całej swej malowniczej piękności zachwyconemu po- 



— 388 -^ 

drożnemu. Mnóstwo mogił, kopców i kurhanów po po- 
lach i przy drodze rozsianych — to zabytki dawnych 
tatarskich najazdów, to pamiątki krwawych wojen koza- 
ckich w tych stronach. To gniazdo i dziedzina staro- 
żytnych osad, co krok to stary omszaTy wiekiem kośció- 
łek, to trójkopulną cerkiewkę z za drzew wyzierająca, 
to zamczysko w gruzach leżące napotykasz. Wszystko 
to mimowolnie naprowadza myśl wędrowca na ubiegłe 
czasy, szemrze mu stare dzieje o praojcach swych mie- 
szkańcach, o ich życiu i obyczajach — słowem najcie- 
kawszą kronikę niejednego stuleciu przed oczyma mu 
stawi. 

Do takich osad należy niezaprzeczeiiie i Wyżgródek, 
także Wyszogródkiem przez niektórych nazywany. Ta 
malutka i uboga mieścina, o mil dwie od Wiszniowca 
odległa , wśród gór i parowów rzucona , ma zewsząd 
malownicze widoki, brzozowe i grabowe gaje jakby 
wieńcem opasują ją dokoła, nieopodal ztamtąd przechodzi 
granica galicyjska. Wielce starożytna ta osada pozosta- 
wała kolejno w posiadaniu wielu rodów dziś już wyga- 
słych — teraźniejszymi jej dziedzicami są br. Rzyszczewscy. 
Z dawnych zabytków i pamiątek zachował się tu tylko 
niewielki starożytny kościółek murowany i sz^czątki za- 
ledwie widoczne dawnego zamku. Obszerna murowana 
cerkiew tutejsza, stanęła dopiero przed kilku laty. 

Najdawniejszymi posiadaczami Wyżgródka, jak się 
z dokumentów pokazuje, byli xiążęta Zbarascy. Gdy 
w 1481 roku nastąpił dział między 4ma synami Wasyla 
Kory but a ? Zbaraskiego, jeden z nich imieniem Fedor 
otrzymał Wyżgródek. Fedor ten, przodek dwóch xią- 
żęcych domów : Worojiieckich i Poryckich , synowi swp- 



— 389 — 

jemu Alexandrowi, który pierwszy xicciem Poryckim zwać 
sie począł, oprócz zamku Porycka i innych obszernych 
dóbr na Wołyniu, wydzieli! także i Wyżgródek, który 
odtąd przez długi czas w posiadaniu xiążąt Poryckich 
pozostawał. Ostatnia xicżniczka Porycka Zofia Izabela, 
małżonka Krzysztofa Koniecpolskiego wojewody bełzkiego, 
wydając swą córkę Anielę Febronią za Jana Wielopol- 
skiego kanclerza W. kor., przekazała jej w posagu Wyż- 
gródek. Po bezpotomnem zejściu tejże w 1661 r. odzie- 
dziczyła tę majętność Helena Zaborowska, druga córka Zofii 
Izabeli Koniecpolskiej, która całą fortunę xiążąt Poryckich 
w dom Zaborowskich zlała. Była to ostatnia z rodu 
xiężniczka Porycka, na niej wygasł ten dom, nie mający, 
jak wi^le zresztą innych rodów xiążęcych na Rusi, 
żadnego historycznego znaczenia. Wojciech Czacki cho- 
rąży wołyński, pojąwszy za żonę Katarzynę Zaborowską, 
córkę Stefana kasztelana wołyńskiego, stał się właścicie- 
lem Wyżgródka w 1694 r. ; czwarta atoli część miasta 
z kilku wsiami należeć poczęła prawem kupna 1721 r. 
do Józefa Potockiego strażnika kor. Resztę miasta z przy- 
ległościami dokupił 1746 r. Franciszek Salezy Potocki 
krajczy kor. od Stefana Czackiego łowczego wołyńskiego, 
w roku zaś 1758 tenże Potocki, naówczas wojewoda 
kijowski , cały majątek wyżgródecki zamienił z Woj- 
ciechem Rzyszczewskim łowczym wołyńskim , pradziadem 
dzisiejszego dziedzica, za kilka wsi w ziemi czerskiej po- 
łożonych. Odtąd Wyżgródek z przyległemi włościami 
pozostał do dziś dnia w domie Rzyszczewskich, przecho- 
dząc kolejno najprzód na syna tegoż Wojciecha, Adama 
kasztelana luhaczewskiego, następnie na wnuka Gabryela 
hr. Rzyszczewskiego jenerała wojsk polskich za cza«ów 



— 390 — 

3cicstwa Warszawskiego, aź ostatecznie dostał się jednemu 
z trzech jego synów Józefowi hr. Rzyszczewskiemu, 
z hr. Stadionówną ożenionemu, który przesiadując zwykle 
całą zimę w Wiedniu u rodziny żony, na lato zjeżdża 
do przyległych Wyżgródkowi ZukoAviec, wsi prześlicznie 
urządzonej, posiadającej piękny ogród i pańską wytworną 
siedzibę '). Kościół w Wyżgródku niewielki co do 
rozmiarów, na wysokiej górze zbudowany, bez żadnych 
wież ani kopuł, ma wdzięk starożytności. Fundatorem 
jego , jak się z wizyt kościelnych pokazuje , miałby hyc 
Wojciech Rzyszczewski, Avnosząc jednak ze stylu budowy, 
należy przypuszczać, że daleko dawniejszych czasów 
sięga, Rzyszczewski musiał go restaurovać i odnawiać 
tylko. W tej skromnej wiejskiej świątyni oglądaliśmy 
kilka ładnych zabytków i pamiątek. A najprzód są tu 
wcale dobrego pędzla portrety rodziny Rzyszczewskich : 
Wojciecha Rzyszczewskiego , najprzód łowczego wołyń- 
skiego potem kasztelana buskiego , następnie łubaczew- 
skiego, zmarłego w Wyżgródku dnia 2 maja 1786 roku, 
i żony jego Maryanny Suskiej. Dalej dwa portrety, syna 
jego Adama także kasztelana lubaczowskiego, posła 
z województwa wołyńskiego w czasie sejmu czteroletniego, 
zmarłego w Uwinie 1808 r., i żony jego Honoraty Cho- 
łoniewskiej ; nareszcie portrety wnuka Gabryela hr. Rzy- 
szczewskiego jenerała wojsk polskich, kawalera kilku 
orderów, zmarłego przed dziesięciu laty i żony tegoż 



') Cały ten wywód genealogiczny o przejściu Wyżgróclka 
z jednych rak do drugich jest jak można najdokładniejszy. Hrabia 
Leon Rzyszczewski, brat dzisiejszego dziedzica, znany badacz 
na polu historycznem, czerpał te wiadomości z archiwów Po- 
ryckiego i miejscowego. 



— 391 — 

Celestyny xiężniczki Czartoryskiej , córki Józefa stolnika 
W. X. lit. W wielkim ołtarzu zastanowi zwiedzającego 
od razu prześliczny obraz włoskiego pędzla, wyobraża- 
jący Zesłanie D u cb a ś w. (N. Panna w wieczerniku 
otoczona dokoła apostołami , właśnie w cbwili kiedy 
Ducb Św. zstępuje). Ugrupowanie figur i twarze nie- 
których apostołów są szczególniej piękne — nie tyle 
twarz Matki Zbawiciela. W bocznych ołtarzach także 
niezłe malowidła , wyobrażają samych śś. biskupów ; 
Św. Erazma , św. Stanisława , św. Mikołaja i jakiegoś 
jeszcze czwartego biskupa. Po obydwóch stronach wiel- 
kiego ołtarza , nad dwoma drzwiami do zakrystyi wio- 
dącemi , są dwa duże freski : Trzej królowie z darami 
przybywający i Najśw. Panna, gdy jej anioł Gabryel wielką 
nowinę zwiastuje. W zakrystyi jest piękny zbiór dawnych 
sztychów^, a między innemi pokazywano mi tam ogromny 
sztych na żółtym atłasie odbity, z obrazu N. Panny, 
niegdyś w kościele połoiiskim znajdującego się, który to 
obraz Janusz xiążę Ostrogski, po spaleniu przez schizma- 
tyków kościoła w Połonnem , uratowawszy przeniósł do 
kościoła Franciszkańskiego w Międzyrzeczu - Ostrogskim, 
gdzie z wielką czcią ukoronować go kazał. Sztych ten 
odbity został z polecenia całej prowincyi Franciszkanów 
i dedykowany Wojciechowi Pizyszczewskiemu kasztelanowi 
lubaczowskiemu dnia 23 kwietnia 1782 roku na znak 
wdzięczności tego zakonu, którego kasztelan był szcze- 
gólnym dobroczyńcą , i dla którego klasztor i kościół 
w Drużkopolu wystawił. Cała historya i dedykacya wy- 
pisane znajdują się u spodu obrazu. W ogólności ko- 
ściół ten schludny i czysty wewnątrz, miłe na zwiedzają- 



-. 392 =- 

cym go robi wrażenie, a piękna ambortaf t flrzewa mi- 
sternej snycerskiej roboty wielce go także zdobi. 

W Wyżgródkii jest wiele dawnych mieszczan, któ- 
rymi niegdyś zasiedlone były nasze miasteczka , tutejsi 
przechowali strój swój, nieco dawnych praw i obyczajów, 
posiadają też, jak nam mówiono, starożytne przywileje 
królów polskich na Magdeburgią i inne prawa ongi im 
służące — lecz biedacy straciwszy wiele ze swych swo- 
bód i prerogatyw, zazdrośnie chronią swe papiery, oba- 
wiając się wydania i okazania ich komukolwiek. 

O' mil dwie przed Wiszniowcem a o kilka wiorst 
tylko od Wyżgródka , w stronie południowej od tego 
miasteczka, znajduje się wieś Łopuszna, należąca niegdyś 
do xięży Karmelitów Wiszniowieckich, którym nadana zo- 
stała przez ostatniego z xiążątKorybutów Wiszniowieckich, 
dziś jak wszystkie dobra kościelne jest własnością rządu. 
Starożytna ta osada stała się pamiętną i historyczną 
z powodu sławnego zwycięztwa, które xiążc Konstanty 
Ostrogski odniósł nad Tatarami na polach tutejszych 
dnia 28 kwietnia 1512 roku. Obszerna równina od 
strony Wyżgródka ścieląca się, jest właśnie miejscem, 
gdzie bitwa ta stoczoną była. Bielski w ten sposób wy- 
darzenie to opisuje : „Przekopski carz we dwudyestu y 
cztherech tysięcy położył kosz u Wiśniowca. Lanckoruński 
kamieniecki starosta , obesłał pany y rycerstwa , takież 
służebne, aby się kniemu ściągali. Konstantyn z Ostroga 
hetman litewski przyiechał theż s swym woyskiem, gdzie 
wszystkich z naszymi było około sześci tysiąc ludzi. 
Polskie woysko sprawował Mik. kamieniecki wojewoda 
krakowski hetman. Przebił się ieden uff przez Tatary 
aż do kosza ich gdzie więźniowie byli, rozwiązali ich 



— 393 — 

kilku, pótym ieden drugiego rozwiczowal, z więźniów 
stali się rycerze. Tatarowie strwożeni y spracowani iuż 
będąc, poczęli uciekać, naszycie gonili bijąc daleko. Tam 
w ten czas odbili wielką korzyść plonów wszelakicb rze- 
czy, w dzień S. Witalisza. Więźniów samych odbito szes- 
naście tysiąc". 

Stryjkowski jędrnym swym rymem opiewając tę bi- 
twę, tak się wyraża w końcu: 

Po Łopuszańskich polach gdzie ta bitwa była, 

Ziemia się krwie pogauskiey tak bardzo napiła. 

Iż długo bez nawozu zbożym role płodne 

Żywiły swych oraczów w one lata głodne. 

Idziś tam jeszcze porząc oracz ziemię pługiem, 

Dziwuje się kopiom pokruszonym długim, 
j'>v^ Wyorywa saydaki, strzały, włócznie rdzawe, 

Nayduje y szczalbatki y iarmołki krwawe •). 
Rzecz dziwna — jak pamięć wielkich wypadków i 
zdarzeń historycznych i wszelkie o nich podania i tra- 
dycye giną i zacierają się wśród ludu naszego, który 
najdrobniejsze częstokroć szczegóły z życia domowego 
zapamiętywać umie. Tak też się stało i z owem sław- 
nem zwycięztwem Lopuszańskiem — napróżno zwiedzając 
to miejsce badałem i rozpytywałem się starych wieśnia- 
ków i plebana staruszka o jakiekolwiek szczegóły lub 
legendarne przynajmniej tradycye tej bitwy — nic zgoła, ^ 
lub prawie nic powiedzieć mi nie umiano. Przed dzie- 
sięciu laty z rozkazu i kosztem rządu stanęła w Łopu- 
sznej prześliczna cerkiew murowana, w najczystszym sty- 
lu bizantyńskim, o pięciu kopułach zbudowana, zupełnie 



•) O tej bitwie obszernie pisał także Justus Decius: De 
Sigimundi I temporibus, 

50 



— 394 — 

prawię na wzór bazyliańskiego monasteru w Tryhurach 
pod Żytomierzem ^położonego. Świątynia ta jakkolwiek 
piękna co do zewnętrznej architektury i kosztowna, rząd 
bowiem przeszło 30,000 rubli na nią wyłożył, tyle je- 
dnak ma błędów budowniczych, że dziś już kilka ogrom- 
nych zarysów w murze widocznych rychły jej upadek 
przepowiadać zdają się. Po skończeniu budowy tej cer- 
kwi, rozebrano dawną drewnianą cerkiewkę tutejszą od 
1701 r. exystującą. Z tej cerkiewki oprócz erekcyi, 
pozostało kilka jeszcze własnoręcznych przywilejów miej- 
scowego dziedzica, xięcia Michała Korybuta Wiśniowie- 
ckiego, jako to: na odgraniczenie gruntów cerkiewnych, 
na wolne mełcie we młynie dla parocha, bez miarki i 
czerhy i t. p. Dokumenta te przechowują się w nowej 
cerkwi. Fundatorem i architekta owej starej cerkiewki, 
był (jak świadczy erekcya) zamożny włościanin Łopu- 
szański, Iwan Rubin, którego kamień grobowy z napisem 
leży dotąd na starym cmentarzu cerkiewnym, wskazujcie 
że tu wraz z rodzizą pochowany został. Łopuszna była 
jeszcze w tym samym czasie, jak twierdzi podanie miej- 
scowe, wcale nieznaczącą osadą, raczej chutorem, skła- 
dającym się z kilkunastu chałup, po górach rozrzuco- 
nych, w których przemieszkiwał wraz z liczną rodziną 
ów Iwan Rubin, fundator cerkwi. Na tych górach było 
kilka uroczysk, które dotąd lud pokazuje i każde z nich 
po imieniu nazywa, do każdego osobną jakąś legendę 
przytaczając; trawa zaś na tych górach, zwłaszcza ło- 
puch obficie tu rosnący, miał do tak wielkiej wysokości 
dorastać, że pobudowane tu chaty, zdawały się jakby 
przykryte nim. I ztąd to tę osadę Łopuszną przezwać 
miano. Podanie to o powstaniu nazwiska Łopuszny, jak 



— 395 — 

wiele innych podań naszego ludu, skażono co do daty 
przynajmniej, bo jiiżciż osada tutejsza i jej nazwa wie- 
le wcześniejszych czasów sięgają, niż epoki zbudowania 
cerkwi t. j. roku 1701, kiedy w 1512 r. odbyła się 
tutaj owa sławna bitwa z Tatarami, a opisujący współ- 
cześni kronikarze już miejsce to Łopuszną nazywają. 
>i Xięża Karmelici wiszniowieccy, po nadaniu sobie 
Łopusznej na własność, zaprowadzili w niej wzorowe 
gospodarstwo , trzymali liczne stada bydła i koni , czego 
dowodem są pozoslałe jeszcze obszerne ich budowle eko- 
nomiczne z muru wzniesione. Zjeżdżając tu z Wiszniowca, 
odprawowali nabożeństwo w kaplicy, która dotąd, choć 
z zawalonym dachem , przetrwała. 

Przejechawszy Łopuszne w stronie przeciwległej od 
Wyżgródka, ciągnie się długie pasmo gór, gęstym borem 
grabowym i brzozowym porosłych, daleko na północ 
rozciągających się. Na jednej z tych gór, wyższej od 
innych, pozostało kilkadziesiąt okopów, rzędem jeden za 
drugim usypanych , niektóre z nich znacznej są wyso- 
kości , a wszystkie doskonale dotąd zachowane. W tern 
miejscu, jak z pozycyi wnosić można, musiał być obóz 
polski rozłożony i ztąd dopiero wojsko wystąpiło na 
sąsiednią równinę i natarło na Tatarów od strony Zba- 
raża przybywających. Niezawodnie tylko owego starego 
lasu, który i\ńś na wałach i dokołsj nich porósł — ant 
śladu wówczas nie było. U samego podnóża tych gór, 
w najromantyczniejszem położeniu leży malutka wio- 
seczka Pac hi Iii a, także niegdyś do Karmelitów wisznio- 
wieckich należąca — dziś rządowa. Położenie tego 
miejsca tak malowniczo piękne — wijący się tu strumyka 
ogromne góry lasem porosłe , fantastycznie przystrojone 



— 396 — 

ogromnemi bryłami szarego granitu, rozrzucone nareszcie 
wśród tych skal i parowów białe chaty kilku wiosek, tuż 
jedna obok drugiej położonych, jakoto: Łopuszny, Pa- 
chini, Kornaczówkij Szył i kilku innych jeszcze, które 
wszystkie w skład dawnego xięzt\va Wiszniowieckiego 
wchodziły — wszystko to razem wzięte, tak dziwnie i 
uroczo piękne — taki prześliczny krajobraz formuje, że 
podobny temu bodaj czy na całym Wołyniu znaleśc 
można. 

Zapuściwszy się w tę okolicę, choe już Wiśniowiec 
daleko za sobą porzuciliśmy, długo jednak jeszcze ma- 
jątkami do tego xięztwa niegdyś należącemi jechać bę- 
dziemy. Jedne z nich oddawna już poprzechodziły w 
ręce drobniejszej szlachty — inne, ostatnie okruchy daw- 
nej Wiśniowiecczyzny, pozostały w posiadaniu dwóch bra- 
ci Mniszchów Jerzego i Andrzeja, wnuków marszałka 
W. kor., z których ostatni przed kilku laty schedę swo- 
je wraz z samym Wiśniowcem sprzadał jak to już wie- 
my, xiężnie Abamelek, a ta ją odstąpiła hr. Włodzimie- 
rzowi de Br()el Platerowi. Ogromne sioła między góra- 
mi zamknięte, z prześlicznemi stawami, z gajami wieii- 
czącemi je dokoła, ciągną się długim szeregiem jedna 
za drugi em i. 

Otóż dojechaliśmy i do Wierzbowe a , majętności 
Jerzego Mniszcha, wsi ogromnej, ze stu kilkudziesięciu 
osad włościańskich złożonej '). I tu jary i góry, a na 
jednej z nich, nadzwyczaj stromej, obszerny okop, prze- 



') W roku zeszłym ku[)'il tę majętność, wraz z całą 
scheda drugiego Mniszcha Jerzego, hr. Adam Rzewuski gene- 
rał-adjutant wojsk rossyjskicb. 



— 397 — 

szło kilkadziesiąt łokci obwodu mający, widocznie ręką 
ludzką usypany. Ta góra w samym środku wsi piętrzą- 
ca się, drobniutką trawką i macierzanką porosła, naje- 
żona sterczącemi bryłami granitu, dziwnie jakoś Krze- 
mieniecką zamkową górę przypomina, widok ztąd zachwy- 
cający. W Wierzbowcu przed kilkudziesięciu laty mie- 
szkał Stanisław Mniszecb, rodzony brat Michała marszał- 
ka W. kor., w obszernym murowanym dworze, dokoła 
murem obwiedzionym, z wysoką kaplicą na facyacie. Po- 
mieszkanie to, które dotąd nienaruszone pozostało, nad- 
zwyczaj oryginalną strukturą swoją przypomina niby 
dawne drugorzędne nasze zameczki obronne, ale i tych 
jest raczej parodyą. Sam też właściciel niemniejszym 
był oryginałem, jak i siedziba jego, w rodzinie uchodził 
nawet za waryata i z tego powodu otaczano go ciągłą 
kuratelą. Byf to sobie jednak po prostu dziwak, stary 
kawaler, przesiąknięty wszystkiemi swego wieku nałoga- 
mi. Lubił płeć piękną, pił dużo i drwił ze wszystkich 
co go otaczali ; na dworze swoim utrzymywał dużą ka- 
pelę, z kilkunastu hajduków złożoną, której obowiązkiem 
było grywać codziennie zrana podczas mszy S-tej, po- 
mimo bowiem to wszystko bardzo był nabożnym. Ku 
wieczorowi pan z gośćmi, służbą i kapelą, zwykłym po- 
rządkiem, gęstym oddawali się libacyom, za które naza- 
jutrz z podwójną gorliwością Boga przebłagać usiłowali, 
i znowu da capo powtarzały się sceny dnia wczorajsze- 
go. Za życia rodziców jeszcze, p. Stanisław Mniszech 
przeznaczony został do stanu duchownego, a nawet ty- 
tularną kanonią Przemyślskiej kapituły już był wówczas 
otrzymał; po śmierci jednak matki zrzekł się wszelkich 
dostojeństw duchownych i w świecką kary erę rzucił się. 



— 398 — 

Po bracie Józefie został chorążym W. kor., rotmistrzem 
kawaleryl narodowej, ostatecznie zaś otrzymawszy tytuł 
Szambelana dworu polskiego , obrany został prezesem 
komissyi cywilno -wojskowej powiatu Krzemienieckiego; 
umarł w Wierzbo wcu 1806 r. przeżywszy lat 55. Nao- 
czni jeszcze świadkowie opowiadali mi o wesołych hu- 
lankach i przyjacielskich biesiadach, jakie się tutaj za 
życia jego odbywały. Zniknęły już u nas oddawna po- 
dobne typy, jakim był chorąży Mniszech i wielu innych 
jemu podobnych a niemniej charakterystycznych; to też 
chciwie chwytamy każdy szczegół z ich życia, który co- 
raz to nowym jest obrazkiem, wiernie charakteryzującym 
minioną epokę, jej życie i obyczaje. Dziś wszyscy i 
szlachta i panowie, zarówno do siebie podobni, wszyscy 
w jedne połyskującą przyobleczeni sukienkę — wszelkiego 
rodzaju typy zatarły się bezpowrotnie. Czy narzekać na 
tego rodzaju stan rzeczy mamy tak dalece powód i pra- 
wo — nie sądzę; lecz i to pewne, że o ile moralna stro- 
na narodu zyskała na tej zmianie kostiumu, o tyle cha- 
rakterystyczna straciła na niej wiele. 

Z Wierzbowca siedm wiorst zaledwie do Czajczy- 
nieć, wsi należącej do pp. Orłowskich. Tu bieleje już 
zdaleka piękny pałacyk, na małą skalę wiśniowiecki przy- 
pominający, głęboko w ogród wpuszczony. Gustowna 
siedziba i majestatyczne drzewa, które ją otaczają, mi- 
mowolnie przywodzą na myśl pierwszych swych założy- 
cieli xiążąt Wiśniowieckich. Ostatni tego domu poto- 
mek, xiążę Michał Serwacy kanclerz W. lit, trzy razy 
był żonaty, ostatnia jego żona xiężniczka Tekla Radzi- 
wiłłówna, piękna i bogata dziedziczka, wielką miała prze- 
wagę, jak się to zwykle dzieje^ nad starym a jeszcze 



— 399 — 

pełnym galanteryi małżonkiem. Razu jednego wyjechaw- 
szy z Wiśniowca na dalszą przechadzkę, zabłądziła po- 
między skaliste Czajczynieckie jary. Zachwycona prze- 
ślicznem położeniem tego miejsca, którego dotąd nie 
znała, za powrotem do domu nie mogła go się dość na- 
chwalić przed mężem. Xiążę kanclerz obojętnie jak się 
zdawało pochwał tych słuchał i odtąd pod rozmaitemi 
pozorami żonę od spacerów w tę stronę odciągał. W kil- 
ka tygodni potem nadszedł dzień S. Tekli — imieniny sa- 
mej xicżnej; xiążę z całym dworem i z solenizantką na 
spacer do dzikich Czajczyniec wyruszył. Okrzyk podzi- 
wienia wyleciał z ust wszystkich przytomnych, szczegól- 
niej samej solenizantki, za zbliżeniem się do kresu prze- 
jażdżki, ujrzano tam bowiem pałacyk nowiuteńki, jakby 
czarodziejską siłą wzniesiony, mały Wiśniowiec, gustownie 
i wytwornie urządzony — pańskie, monarsze prawie wią- 
zanie czułego starca dla pięknej i młodej żony. Dotąd 
jeszcze stoi ten pałacyk, dobrze przez dzisiejszego dzie- 
dzica utrzymywany, a Radziwiłłowskie herby i xiążęce 
cyfry, na wszystkich sufitach porozrzucane, przypominają 
romansową historyę jego założenia. 

W bok nieco od Czajczyniec, już nad samą grani- 
cą Galicyi austryackiej, rozciąga się obszerna, prawdzi- 
wie wołyńska wieś Kołodne, w starożytnych aktach i 
dokumentach Hołodno zwana. Piękny pałac dzisiej- 
szych dziedziców Swiejkowskich, obszerny ogród ze sta- 
rych drzew, niezawodnie dawane czasy pamiętających, zło- 
żony — schludny murowany kościółek, wspaniałe budynki 
gospodarskie, wszystko to nadaje tej wsi jakiś charakter 
zamożności, dobrego bytu, swobody. Prócz dość nie- 
znacznych okopów i śladu wałów, niema tu zresztą nic 



— 400 — 

takiego, coby świadczyło o odległej starożytności tej 
osady, wszystko tu zdaje się nowe, świeże, tegoczesne, a 
jednak zajrzawszy w przeszłość Kołodna, widzimy że to 
jedna z najstarożytniejszych osad w tej części kraju. 

We wszystkich niemal herbarzach polskich spotyka- 
my się z herbem Koło dyn, a heraldycy nasi podają 
nam rodowód rodziny Kołodyńskich, na Wołyniu osiadłej 
i tym herbem pieczętującej się. Mniemaćby więc nale- 
żało, gdy nazwiska rodzin zwykle u nas od dawnych 
miejscowości dziedzicznych powstawały, iż nasze Kołodne 
musiało być tych Kołodyńskich gniazdem i siedzibą; ni- 
gdzie jednak ani w herbarzach, ani w aktach i doku- 
mentach miejscowych, żadnego o tern wspomnienia nie 
napotykamy, ograniczyć się więc tylko na tym wniosku 
należy *). Już w opisie Wiśniowca wspomnieliśmy prze- 
starzały i rozpowszechniony przez naszych kronikarzy 
błąd, pochodzenia rodu xiążąt W^iśniowieckich dotyczący, 
błąd sprostowany w dwóch świeżo wyszłych, uczonych 
pracach historycznych p. Kazimierza Stadnickiego: Sy- 
nowie Gedymina i Bracia Władysława Ja- 



^) Oto co mówi Niesiecki o herbie i rodzinie Kołodyń- 
skich: „Kołodyn herb. Jest na tarczy litera Ą a nad jej 
wierzchołkiem niby akcent, który w łacińskim języku zowie 
się circumflexus^ tak go opisuje Okols. T. I. fol. 407,| gdzie się 
domyśla, że pole tarczy ma być białe, litera zaś czarna, Pa- 
proć, o herb. fol. 677. Na hełmie kładzie ks. Kojałowicz pięć 
piór strusich. Tym się herbem Kołodyńscy na Wołyniu dom 
starożytny pieczętuje, który im nadany jeszcze od Ki^ż^t ru- 
skich. Z tych Mikołaja Kołodyńskiego córka Maryanna była 
za Walentym Górskim. N miał za sobą Krasińska. Puciato - 
wie zmał^ różnicą podobnymże herbem pieczętują się**. (Nie- 
siecki, Herbarz). 



— 401 — 

giełly. Ruskiego kniazia Fccrka na Ostrogu, który 
się sam xiccicm Neświdzkim czy Nieświczskim tytułował, 
przechrzczono na litewskiego xiccia Fedora Korybutowi- 
cza, syna Dymitra Korybuta a wnuka Olgierda, który jak 
ruskie współczesne kroniki wyraźnie mówią, zgasł wraz 
z braćmi bezpotomnie, a któremu jednakże, obie te oso- 
bistości dla tożsamości imienia pomieszawszy, kazano byc 
przodkiem dwóch znakomitych domów xiążecycb: Zbara- 
skich i Wiśniowieckich, Korybutowiczami ich mianując. 
Tymczasem właśnie ów Fedko Neświczski był ich pro- 
toplastą, a to co p. Kazimierz Stadnicki długiemi wy- 
wodami dowieść usiłował, my wypadkiem stwierdzone znaj- 
dujemy w jednym tylko dokumencie Kołodna dotyczącym, 
który wpadł nam w ręce i twierdzenia p. Stadnickiego, 
już w nieomylny pewnik zamienia. Ażeby jednakże rzecz 
tę dokładniej zrozumieć, posłuchajmy co mówią Stryjkow- 
ski i Niesiecki o początkowych dziejach naszego Kołodna: 
„Już w XIV w. (mówią oni) napotykamy pierwszą wzmian- 
„kę o Kołodnym : Teodor piąty syn? Dymitra Kory- 
„buta, wnuk Olgierda, utraciwszy z powodu sporu zapro- 
„wadzonego z królem Jagiełłą, miasta Bracław, Krzemie- 
„niec i Winnicę, ścieśniony w swojej dzielnicy, pozostał 
„tylko przy Zbarażu, Wiśniowcu i Kołodnym z przyle- 
„głościami. Syn tego Teodora czyli Fiedora Daszko albo 
„Daniel z xiężniczki Twerskiej zrodzony, zostawił trzech 
„synów, z których każdemu równy wydział majętności 
„swych zostawił. Jednemu z nich Semenowi (według 
, genealogii xiążąt Wiśniowieckich) dostały się działem 
„dobra: Kołodno, Mszana i Wołoczyska nowe. Ten z 
^Chwenną xiężniczką Rówieńską zostawił jedne tylko 
^ córkę Rinę za xięcia Ostrogsklego wydaną, drudzy bra- 

51 



— 402 — 

„cia jego inne pobrawszy działy, dali początek xiązęcym 
„domom: Zbaraskich, Wiśniowieckich, Poryckich i Wo- 
„ronieckich. W tejże genealogii xiążąt Wiśniowieckich 
„czytamy, że ślub tej Iliny córki Semena xięcia Zbara- 
„skiego z xięciem Ostrogskim miaf miejsce w r. 6771 
„podług kalendarza ruskiego, i że z nią Hołodno czyli 
„Kolo dno dobra i wielka część Zbarażczyzny, dostały 
„się w dom xiążąt Ostrogskich. Niesiecki domyśla się 
„że ta Ilina była żoną xięcia Bazylego Ostrogskiego, 
„którego Długosz Krasnym nazywa, a który żył około 
„1445 r. i Kazimierzowi W. x. lit. odradzał, aby ten 
„korony Polskiej nie przyjmował. 

Sapienti sat ! Tyle nasi kronikarze, ale cóż powiedzą 
na dokument oryginalny z d. 3 lutego 1518 r., w aktach 
Łuckich oblatowany, a który mamy przed sobą. Jest nim 
przywilej króla Zygmunta I, zatwierdzający na wieczne 
czasy posiadanie zamków: Kołodna, Równego, Ko- 
źli na, Chocina i innych, Konstantemu Iwanowiczowi 
xięciu Ostrogskiemu, jako spadek po dziadzie i bab- 
ce tegoż, Symeonie Wasylewiczu Nieświskim i małżon- 
ce jego Maryannie Rówieńskiej '). Jaki był rodowy sto- 
sunek tych domów: kniaziów Nieświskich i Rówieńskich 
z domem xiążąt Ostrogskich, widzimy to z innych sta- 
rych dokumentów, z akt Łuckich poczerpniętych, które 
w przypisku wypisujemy, a które pisząc to, mieliśmy 



*) „^5/5 Fra. o. Ipso Die S. Floriani Cracoriae, Prwikgium 
a Serenissimo Sigismundo Regę Poloniae Super arcnm Koiodno, Równe, 
Kozlin^ Chociń, ac alia, Dud Consłantino Iwanowice Osłrogski, post olim 
Simeonetn Wasilewicz Nieśiviski et Marianna Rówieńska uxorem Ejus avum 
et aviam, Edidi Ducis Constanłini Iwanowicz Osłrogski uxoris^ in Eandem 
uxorem, ac Liberos ipsae jurę Successionis devolutae coUafum'^. 



— 403 — 

przed oczami '). Już w r. 1533 xiążę Julian Konstan- 
tynowicz Ostrogski, xiężnie Beacie z Kościelca małżonce 
swojej, zavstawil miasto Równe z przyleglościami. Znaj- 
dujemy to w wyżej cytowanych papierach, a między te- 
mi dobrami wymienione jest i nasze Kofodne. W r. 1545 
jeszcze dziedziczką tej majętności była xiężna Beata z 
Kościcleckich Ostrowska, która na zamku tutejszym prze- 
mieszkiwała. W tym bowiem właśnie roku zagrabił od 
niej tę majętność wraz z sześciu innemi włościami, p. Jan 
Tarnowski, kasztelan krakowski, ale Zygmunt August na- 
tenczas już koronowany królem Polskim i Wielkim xię- 
ciem litewskim, wstawił się usilnie do ojca i króla Zy- 
gmunta I, aby sprawiedliwość Beacie uczyniono i przy- 
stąpiono oraz do rozgraniczenia między Koroną i Litwą. 
Ciekawy ten list młodego Zygmunta Augusta do ojca pi- 
sany w tej materyi, zachował się w oryginale w archi- 



*) Summaryiisz tranzakcyi w aktach Łuckich oblatowa- 
nycb, kniaziów Nieświskich, Rówieńskich i Ostrogskich do- 
tyczących: 

a) 6575 (1412). Die 9 Maj. Indykta 3. Kniaź Jerzy Fedoro- 
wicz Nieświski xiężnie Anastazyi 300 kop. groszy szero- 
kicb, na Zaboi'o!u, obydwóch Żytynach, Koźlinie y na 
pypkowym Dworyszczu zapisał. 

b) Bez roku d. 3 Augusta Indykta 7, w Łucku od kniazia 
Semena Nieświskiego Jurjewicza starosty Łuckiego P. 
Hryckowi Daniłowiczowi dóbr Koźlina darowizna. 

c) 1461. Kniaź Semen Wasilewicz Nieświski od Iwaszka 
Dyczka miasto Uówne z przyległościami kupił. 

d) 1507 d. 11 Junji KRiaź Semnn Nieświski, xiężnie Maryi 



— 404 — 

wum Kołodeńsklem u pp. Swiejkowskich, a p. Alexander 
Przeździecki w dziele : Podole, Wołyń i Ukraina, 
umieścił go w całości w łacińskim texcie i w tłuma- 
czeniu polskiem. Pozwalamy sobie tłumaczenie tego do- 
kumentu powtórzyć: •). 

„Najjaśniejszemu Królowi i Panu Zygmuntowi, z Ho- 
„żej laski Królowi Polskiemu, Wielkiemu Xicciu Litew- 
„skiemu, Ruskiemu, Pruskiemu, Mazowieckiemu dziedzicz- 
„nemu Panu, czcigodneuui Panu i Ojcu. Zygmunt Au- 
„gust taż samą łaską Król Polski, Wielki Xiążn Litew- 
„ski etc. pozdrowienie, pomyślność i ciągłej powolności 
„uniżone polecenie. Najjaśniejszy królu i czcigodny Pa- 
dnie i Ojcze. Ogłuszeni jesteśmy niezliczonemi skargami 
„Wołynianów, że sąsiedzi ich Koroniarze nietylko im pod- 
„danych i ziemie zabierają, ale wsi nawet zajmują, i co 
„dzień dalej w to Wielkie xięztwo wkraczają; w tych 
„dniach jeszcze wiele Senatorów i Itycerstwa doniosło 
„nam w imieniu xiężnej Beaty, niegdyś małżonki xiecia 
„liii Konstantynowicza Ostrogskiego, że Wielmożny Ka- 



Rowieńskiej 'małżonce swej miasto Równe z przyległo- 
ściami dar owa?. 

e) 1518 Fbra. 3 Przywilej k o nfi rni a c yj n y Zygmunta I, 
wyżej wypisany. 

f) 1533 r. xiąże Iii Konstantynowicz Ostrogski xiężnie 
Beacie z Kościelca IMałżonce swej miasto Równe z i>rzy- 
ległościami "z a s t a w i ł. 

') Patrz dzieło: Wołyń, Podole, llkra'na — Obrazy miejsc 
i czasów przez Alex. Przeździeckiego. Wilno, r. 1841, Tom 2, 
w Tomie pierwszym sir. 69--73. 



— 405 — 

„sztelan Krakowski zajął siedm wsi: Hłuboczecz, Wier- 
„czołka, Mszaniec, Serwirogi, Ozierna, Cebrowszczyzna i 
„inną jeszcze, i czterdzieści dwie sadzawki od zamku 
„Czerniechowskiego. Ze zaś w mieście samem shiżbę 
„podburza, zdaje się przypytywać się do miasta i zamku. 
„Podobnież drudzy Polacy, sąsiedzi ziem Kolodeńskich 
„tejże xiężnej wdowy, zagrabili je na całą milę, a pod- 
„danych w części rozpędzili, w części ograbiwszy wnic- 
„wolę zabrali; na gruncie Kołodeiiskim jakby na swoim, 
„sadzawki wykopują i inne użytki z niego wyciągają; lu- 
„bo xiążęta Konstantyn i Heliasz i ich przodkowie w spo- 
„kojnem i nieprzerwanem onych posiadaniu bywali, jak 
„się W. Król. Mość z dokumentów i przez sługi xiężnej 
„llinej dokładniej przekonasz. Co wszystko temu Wiel- 
„kiemu xięztwu niemało szkody przynosi, i między paii- 
^stwami nienawiść, zazdrość i przelew krwi rokuje. 
„Usilnie prosili nas Senatorowie i większa część Rycer- 
„stwa, ażebyśmy tę rzecz przed W. Król. Mość zanieśli. 
„Nie mogąc ich prośby nie wysłuchać, mając wzgląd na 
„słuszność i powinność nasze, usilnie powtarzamy prośbę, 
„którąśmy i listownie i ustnie uczynili, jedynie prosząc 
„W. Król. Mość, ażeby raczyła rozkazać^ aby zwrócono 
„to, co niesprawiedliwie i mimo wszelkiego prawa odje- 
„to, i ażeby postarała się wspólnie z Senatorami Króle- 
„stwa i Posłami ziem na teraźniejszym sejmie, ażeby na- 
„znaczeni byli sędziowie komisarze , którzy z naszymi 
„granice tych państw odnowią i na wieki postanowią. 
„Uczynisz W. Król. Mość rzecz godną najsprawiedliw- 
„szego i najmędrszego króla, i dla tych państw wielce 
„potrzebną i pożyteczną. Niech Bóg Wszechmocny za- 



— 406 — 

„chowa i błogosławi Wasze Królewską Mość, i da Jej 
„panowanie, zdrowie i pomyślność. Jej miłości ojcowskiej 
„uniżenie się polecam. W Wilnie XXI Października 
MDXLV. Tejże Królewskiej Mości, 
najpowolniejszy syn 
Zygmunt August 
Król P. 
Od słów Tejże Ejmdem.,.. własną ręką Zygmunta 
Augusta pisano. Pieczęć przy tym liście z laku z Po- 
gonią litewską i napisem : Sigismundus Augustus, Bex 
Foloniae M, Diix Liłhuaniae, pięknie zachowana. Nad 
pieczęcią, pomimo że list pisany w języku łacińskim, 
mieści się następujący nadpis polski : „Do Króla J. M. 
Starszego od Króla J. M. Młodego, prziczinny za xię- 
żną J. M. o wsy, Gruntów, stawów od Czerniechowa 
przez Pana Krakowskiego z Tarnowa y od Kłodna prze- 
ciwko drugim, Roku 1545". 

Po xiążętach Ostrogskich przechodziło Kołodno ko- 
lejno do Cetnerów, Rzewuskich, aż ostatecznie dostało się 
w posiadanie Swiejkowskich. Z tych Leonard Marcin 
Swiejkowski najprzód marszałek trybunału koronnego w 
1782 — ^3 r., mianowany następnie kasztelanem kamie- 
nieckim a ostatecznie Wojewodą podolskim, fundował w 
Kołodnem kościół murowany, w którym pochowany leży, 
zmarłszy 21 stycznia 1793 r. Obok niego spoczywa i 
syn jego Adam , przed kilkunastu laty zmarły, powsze- 
chnie kochany i szanowany na Wołyniu — ojciec teraźniej- 
szego dziedzica. Niema już śladu dawnego zamku Ostrog- 
skich w Kołodnem, a na pozostałych wałach jego wzno- 
si się pałac przez Swiejkowskich już zbudowany, do któ- 



— 407 — 

rego prowadzi ulica z kasztanów, tak szeroka, tak cie- 
nista i wspaniała, że pewnie jeszcze historycznych cza- 
sów tej osady sięga. Żałowaliśmy, że w czasie naszej 
bytności w Kołodnem, nie było w domu jego dziedzica, 
uprzejmego i gościnnego p. Włodzimierza Swiejkowskie- 
go, b. marszałka gubernii wołyńskiej, któryby nam nie- 
zawodnie z zamożnego miejscowego archiwum , więcej 
szczegółów o tej dawnej osadzie udzielił. 



XV. 

WIEŚ PEREMIRÓWKA CZYLI PEREMIRKA NAD IIORYNIEM - MŁYNY TUTEJSZE 
I ŚLADY DAWNEJ FORTECY W KTÓREJ X. I\VAN WłSNIOWIECKI WRAZ Z RO- 
DZINA W NIEWOLĘ WZIĘTY PRZEZ TATARÓW ZOSTAŁ - OKROPNA ŚMIERĆ 
XIĘCIA JANUSZA CZETWERTYŃSKIEGO PRZEZ KOZaKÓW ZAMORDOWANEGO — 
WIKŚ noMANINKA I SZEREG DAWNYCH JEJ WŁAŚCICIELI — STAROŹYl NA 
KAPLICA TUTEJSZA FUNDACYI WYHOWSKICH, Z CUDOWNYM W NIEJ ORRAZEM 
MATKI BOSKIEJ — MIASTECZKO ŁANOWCE — DAWNOŚĆ JEGO OSIEDLENIA — 
OBRAZY W KOŚCIELE— MIASTECZKO BIAŁOZÓRKA— DAWNI DZIEDZICE JEGO: 
XX. ZBARASCY, WIŚNIOWIECCY I BRZOSTOWSCY — OGRÓD I PAŁAC TU- 
TEJSZY — KAPLICA ŚW. ROCHA— WIEŚ BORSZCZÓWKA - DAWNOŚĆ TEJ OSA- 
DY I DOKUMENTY DO NIEJ ODNOSZĄCE SIĘ. 

Pominąwszy Kołodne i Czajczyńce, oddalamy się na 
chwilę od granicy austryackiej — daleko ja za sobą po- 
rzuciwszy, a z nią i góry, co długiem pasmem powiat 
krzemieniecki przerzynają. Tu znowu ku Jampolowi 
przybliżając sie, wjeżdżamy w kraj równy — w ziemię wo- 
łyńską, pszenną, urodzajną, we wszystkie dary Boże obfi- 
tującą. Ogromne stawy na rzekach jak czyste szyby 
zwierciadlane bieleją tu po nad drogą, za niemi ciągną 
się nieprzejrzane okiem łąki, stogami siana zasłane, a i 
lud tu dorodniejszy jakiś, niby dumny, butny — czyściej i 
zamożniej odziany, słowem i kraj i ludzie weselej i swo- 
bodniej jakoś niż tam głębiej w górach wyglądają. Je- 
dną z najpierwszych wsi, jakby te dwie okolice rozgra- 
niczającą, jest Peremirka czyli tak zwana dawniej Pere- 



— 409 — 

mirówka — rozległa wieś nad Horyniem położona, zupeł- 
nie już stepowej włości wołyńskiej fizyognomie mająca. 
Ogromne młyny tutejsze ożywiają handel zbożowy w oko- 
licy, spotrzebowując każdorocznie znaczną partye psze- 
nicy, zdaleka nawet często tutaj dostawianej. Wieś ta 
od najdawniejszych czasów należała do xicztwa wiśnio- 
wieckiego, a i dotąd jeszcze jest własnością Mniszchów, 
spadkobierców fortuny wiśniowieckiej. Peremirka ta by- 
ła niegdyś miejscem silnie warownem i rezydencyą zaw^- 
sze któregoś z xiążąt; dotąd jeszcze nad Horyniem po- 
zostały tu ślady okopów i cześć murowanego fundamen- 
tu fortecy. W roku 1549 dziedzic tutejszy xiążę Iwan 
Wiśniowiecki starosta Szyski, po długiej i rozpacznej 
walce z Tatarami, niewidząc już podobieństwa dalszego 
oporu, na zamku bowiem Peremireckim amunicyi już nie- 
stało i ludzi tylko mała garstka ocalała, poddał się, za- 
raz też w jassyr wraz z żoną Nastazyą Olizarówną i 
dziećmi uprowadzony, długie lata w niewoli tatarskiej 
pozostawał, wydostawszy sie nareszcie na swobodę, sro- 
go potem na tychże Tatarach krzywdę swoje odwetowy- 
wał, porażając ich na rozmaitych krańcach Wołynia ^). 
W r. 1648 Kozacy Chmielnickiego napadłszy na zamek 
Peremirecki, zniszczyli go do szczętu prawie, wielu lu- 
dzi z załogi wymordowawszy. Świecki nadmienia, że 
wtenczas to jednego z xiążąt Czetwertyńskich, który się 
do zamku tutejszego schronił. Kozacy na wpół piłą prze- 
rżnęli *). Tenże sam wypadek z xięciem Januszem Cze- 



') O tem Bielski, Kron. fol. ^90. 

^) Historyczne Pamiątki znam. osób i rodzin dawnej Pol- 
ski, T. I, str. 47. 

53 



— 410 — 

twertynskim i w tymże roku dokonany, aiitorowie Staro- 
żytnej Polski ze szczegółami podają w Tylczynie na Po- 
dolu, i to ostatnie więcej na wiarę zdaje się zasługi- 
wać; Baliński i Lipiński bowiem cytują świadectwo na- 
ocznego świadka Nathana Mośkowicza ^). Dzisiaj krwa- 
we te epizody, których świadkiem była niegdyś Pere- 
mirka, zatarły się już nawet w pamięci ludu miejscowe- 
go, nie pozostało też po nich ani legendy ani tradycyi 
żadnej — jeden tylko Horyń stary, niemy tych dziejów 
świadek, szeptać je zdaje się ciekawemu wędrowcowi, głu- 
cho i monotonnie pluszcząc falami swojemi o wysokie 
brzegi. 

W bok nieco od Peremirki leżą dwie duże i piękne 
wsie: Matwiejowce i Borsuki — co do żyzności gruntów 
swych najpiękniejsze może majątki w okolicy tej. Ma- 
twiejowce należą dziś do Ledóchowskich, którzy tu przed 
rokiem niespełna piękny, trochę tylko może za nadto 
fantastyczną architekturą pałac zbudowali. Jeszcze w 
r. 1441 Kazimierz Jagiellończyk królewiczem tylko Pol- 
skim będąc naówczas, nadał te Matwiejowce dziedzictwem 
wraz z kilku innemi majątkami sąsiedniemi, za wierną 
służbę jednemu z dworzan swoich Deniskowi Mokosiejo- 
wiczowi '*), Borsuki mniej może dawna od Matwiejo- 
wiec osada, niegdyś do xięztwa wiśniowieckiego należą- 
ca, obecnie w posiadaniu Mniszchów będąca, słynie naj- 
piękniejszym na całym Wołyniu stawem i najwspanialszą 
groblą; niedawnemi jeszcze czasami dochód z tego sta- 



»J Starożyt. Pols. Bal. i Lip. Tom II, część 2-ga, st. 1344. 
2) Przywilej tego nadania dat z Wilna 12 stycznia indykt. 
e-go. Patrz Metr. lit. 209, str. 267. 



-^ 411 -^ 

wu i z młynów na nim będących, około 200,000 złp. 
rocznie przynosił. 

Z Peremirki prostą drogą kilka małoznaczących 
wiosek przejechawszy, wjeżdża się do Domaninki. Ogro- 
mna ta wieś około 200 osad licząca, dziś własność kil- 
ku cząstkowych dziedziców, wcale niezwyczajną ma po- 
stać — a najprzód mnóstwo krzyżów, kapliczek z obraz- 
kami świętych i innych tego rodzaju pobożnych pamią- 
tek przy drodze porozstawianych, zwrócić muszą konie- 
cznie uwagę przejeżdżającego, dalej dwory i dworki 
licznych dziedziców tutejszych, to większe to mniejsze, 
stosownie do zamożności ich właścicieli, nadają tej wsi 
pozór niby miasteczka jakiegoś, niby kolonii nie cudzo- 
ziemcami lecz polska szlachtą naszą zasiedlonej. W je- 
dnym z tych dworków większym od innych, mieszka za- 
cny, niemłody już obywatel p Erazm Lenczowski, od 
najdawniejszych czasów po przodkach swych dziedziczący 
tą majętnością. Zastanawiającą i prawdziwie uwagi godną 
rzeczą jest to, że wszyscy w ogólności dzisiejsi dziedzi- 
ce Domaninki, nienowymi są tu przybyszami, lecz od 
wieków po antecesorach swoich majętność tę posiadają, 
wszyscy między sobą skoligaceni, siedzą na ziemi ojców 
i dziadów swoich, niegdyś możnych panów obszernych 
włości okolicznych, z których obecnie jedna Domaninka, 
jako najdawniejsza rodowa fortuna, w rękach rozdro- 
bniałych potomków pozostała. U p. Lenczowskiego zna- 
leźliśmy liczne archiwum familijne, z którego zawdzię- 
czając uprzejmości jego, czerpaliśmy wszystkie szczegóły 
do historyi i przeszłości tej osady. W XVI wieku je- 
szcze dobra Domaninskie składające się z wsiów: Doma- 
ninki, Bereżany, Kuśkowiec, Kulikowa i Kornaczówki na- 



— 412 -^• 

leżały do li^źąt Wiśniowieckich i dostały się posagiem 
xicżniczce Krystynie Wiśniowieckiej, za Piotra Danilowi- 
cza, krajczego koronnego wydanej; syn ich Władysław 
Wincenty Daniłowicz starosta Parczewski, sposobem wie- 
czystej darowizny r. 1662 w dzień S. Łucyi podług ka- 
lendarza rzymskiego, dobra te Krzysztofowi Stapkow- 
skiemu rotmistrzowi J. Kr. M. rezygnował. Stapkowski 
ten umarł bezpotomnie a sukcesorowie jego t. j. wnu- 
kowie od rodzonej siostry; Grabowscy i Lubaraccy, i su- 
kcesowie Daniłowiczów: Potoccy i Sapiehowie, urzędo- 
wym aktem roku 1699 d. 25 sierpnia sporządzonym, w 
grodach Krzemienieckim, Lwowskim, Bełzkim i Lubel- 
skim oblatowanym, sprzedają klucz Domaniiiski Jerzemu 
Wyhowskiemu podczaszemu podolskiemu. Odtąd fortuna 
ta prawem spadku z rąk do rąk przechodząc, ciągle w 
jednej rodzinie pozostaje. A najprzód po Jerzym Wy- 
howskim objął ją syn jego Józef starosta Wielatycki z 
Ledóchowską starościanką Włodzimierską ożeniony, na- 
stępnie syn tego Józefa, Tadeusz Wyhowski. Ten osta- 
tni umarł w r. 1767 młody i bezżenny, i na nim za- 
kończyła się linia mezka domu Wyhowskich od Hetmana 
idąca, cały zaś spadek po nim objęły dwie rodzone sio- 
stry jego Helena Polanowska starościna Dąbrowicka i Ma- 
ryanna Woynarowska starościna Mirhorodzka, liczni zaś 
i rozmnożeni potomkowie Polanowskich i Wojnarowskich 
dotąd majętnością tą dziedziczą. W archiwach familij- 
nych pp. Lenczowskiego i Radzimińskiego w Domanince 
pozostało mnóstwo dokumentów, do rodziny Wyhowskich 
odnoszących się, a z którychby wielce ciekawą mono- 
grafię tego domu ułożyć można, tern ciekawszą zwłaszcza, 
że wyjąwszy jednej wybitniejszej w dziejach postaci, sa- 



— 413 — 

mego hetmana, zresztą historya tej rodziny mało wyja- 
śniona, a jak się z papierów tutejszych wykazuje — był 
to ród możny i dobrze w Rzeczypospolitej zasłużony. 
Oprócz klucza Domanińskiego na Wołyniu, posiadali je- 
szcze Wyhowscy w Wielkopolsce w wojew. Sieradzkiem 
klucz Kisielski, klucz Dziedziłowski w województwie ru- 
skiem około Lwowa i klucz Lubomlski nad Bugiem w 
ziemi Chełmskiej; ten ostatni po śmierci Tadeusza Wy- 
howskiego ostatniego tego domu potomka, siostry zmar- 
łego w r. 1768 sprzedały za 300,000 złp. Franciszko- 
wi Branickiemu Łowczemu W. kor. 

Niewiadomo, który mianowicie z potomków hetmana 
otrzymał tytuł hrabiego S-go Państwa Rzymskiego, już 
jednak pod koniec XVII wieku wszyscy Wyhowscy z tak 
zwanej linii hetmańskiej idący, w urzędowych aktach i 
dokumentach tytułem tym są zaszczyceni. Konstanty 
Wyhowski wnuk hetmana , dzielny żołnierz pułkownik 
wojsk Rzeczypospolitej w wielkich był łaskach u królo- 
wej Maryi Ludwiki, której kilka listów do niego pisa-- 
nych widzieliśmy w archiwum tutejszem. Inny znowu 
Wyhowski Stefan, stryjeczny podobno Konstantego, a ro- 
dzony brat Daniela Koniuszego W. x. lit. potem kaszte- 
lana Mińskiego, nieodstępnym był towarzyszem królewi- 
cza Jakóba Sobieskiego, który go też z jakąś niemie- 
cką baronówną, przydworną damą żony swojej ożenił, upo- 
sażywszy dobrami Kisielskiemi w Wielkopolsce. 

Na początku XVIII wieku jednocześnie prawie było 
w Łucku dwóch biskupów Wyhowskich, Alex'ander biskup 
katolicki i Józef Władyka ruski, gorliwy Unii obrońca — - 
obaj ludzie znakomici i w dziejach kościoła zasłużeni, 
byli to także krewni hetmana. 



— 414 — 

Po samym środku wsi Domaninki na górze drzewa- 
mi zasadzonej wznosi się niewielka lecz kształtna muro- 
wana kaplica, w której co soboty solenne odprawia się 
nabożeństwo z litanią i pieśniami do Matki Boskiej w 
tutejszym obrazie cudami słynącej, a pobożni z dalekicb 
nawet okolic zgromadzać się tutaj w ten dzień zwykli. 
Pierwszym fundatorem tej kaplicy w r. 1700 (drewnia- 
nej jeszcze wówczas) był Jerzy Wyhowski podczaszy 
Podolski, pierwszy z Wyhowskich dziedzic na Domanin- 
ce. W ołtarzu umieścił on obraz Matki Boskiej, umyśl- 
nie podobno na ten cel z Częstochowy sprowadzony — 
i ten wkrótce po ulokowaniu cudami zasłynął. Późniejsi 
Wyhowscy, sukcesorowie fundatora, wystarali się o pa- 
tent z Rzymu, utwierdzający obraz ten jako cudowny — 
i kolejno przykładali się do upiększenia tej kaplicy, któ- 
rej ściany przed kilku laty zmurowano i wewnątrz cał- 
kiem odnowiono. Sam ołtarz fundowany przez Józefa 
Wyhowskiego starostę Wielatyckiego syna pierwszego 
fundatora kaplicy, nienaruszony po dziś dzień pozostał. 
Zbudowany jest z drzewa piękną robotą snycerską, na 
nim wypukło-rzeźbą wyrobiony herb Abdank Wyhowskich 
w piersiach białego orła umieszczony, na lewo zaś herb 
Szaława żony Józefa Wyhowskiego z domu Ledóchow- 
skiej, wszystko to dokoła piękną armaturą otoczone, 
właściwemi herbowemi kolorami oprowadzone, zajmuje 
cały front ołtarza. Sukienka na obrazie Matki Boskiej, 
ze srebrnej blachy pięknej staroświeckiej roboty, kamie- 
niami wysadzana. Kilka razy przejeżdżając przez Doma- 
ninkę, natrafiałem na nabożeństwo w tutejszej kaplicy i 
zawszem się modlił gorąco, zawsze wychodziłem ztąd 
skruszony — przejęty — jest bowiem rzeczywiście coś w 



— 415 — 

tern miejscu, co dziwnie ducha nastraja i do modlitwy 
usposabia, a sama już ta kapliczka między drzewami na 
ustroniu wzniesiona i jej piękny ołtarz i te smętne i 
rzewne śpiewy, modlącej sie tu z wiarą w laskę Zbawi- 
cielki gromadki pobożnych, a których echo daleko roz- 
chodzi się dokoła, na niedowiarku zrobiłyby wrażenie. 
Zaraz za tą kaplicą był dwór murowany, niegdyś rezy- 
dencya Wyhowskich, w którym Stanisław August w 
przejeździe do Kamieńca w 1781 r. gościnnie był przyj- 
mowany przez Polanowskich starostów Dąbrowickich — 
dziś tego domu i śladu już niema. 

O kilka wiorst za Domaninką na obszernej równinie, 
nad wielkim stawem oczeretem i łoziną zarosłym, leży brudne 
i smutne miasteczko Łanowce niegdyś Łanowiec nazwane. 
Stara ta osada prócz dawności osiedlenia swego, nie po- 
siada zresztą nic zgoła, coby na uwagę zasługiwało. 
Alexander król polski przywilejem w r. 1506 wydanym, 
nadał te Łanowce wraz z wsią Kobylnia i Koźmińskim 
lasem, do tych dóbr przylegającym, na dziedziczną włas- 
ność ziemianinowi krzemienieckiemu 01exie Skoworodce 
za wierną jego służbę i bacząc na to, że ów Skowo- 
rodka mieszkając na szlaku tatarskim, nieraz tych nie- 
przyjaciół do ojczyzny wkraczających poskramiał. Wprzy- 
wileju tym Łanowce nazwane są jeszcze: Siołem pu- 
stym w powiecie Kuźmińskim położonym *). 
W późniejszych czasach też same Łanowce znowu na- 
leżały do Korony i były starostwem niegrodowem, które 
jeszcze w 1782 r. płaciło kwarty 2902 złp. ^). Od lat 



*) Patrz przywilej ten w Dodatkach Nr. 13. 

*) Patrz Dykcyonarz Geograficzny Yosgiena, tłumaczenie 



— 416 — 

kilkudziesięciu majętność ta pozostaje w posiadaniu dzie-^ 
dzicznem Jełowickich. Przed laty kilku spalił się tu 
stary dreAvniany kościół katolicki, a z nim papiery i wszel- 
kie akta miejscowe, na Jego miejscu stanął teraz kosz- 
tem dziedziców i ze składek parafian nowy kościół mu- 
rowany, czysty i świeży, lecz nic zresztą osobliwego w 
sobie niezawierający. Z kilku obrazów ze starego ko- 
ścioła ocalonych, jeden tu tylko obraz S. Wacława, ma- 
lowidło dużych ołtarzowych rozmiarów i dobrego pędzla, 
zasługuje na uwagę. 

Całkiem inaczej od smutnych Łanowiec wygląda są- 
siednie z niemi — bo zaledwie o dobrą milę odległe mia- 
steczko Białozórka — powiedzmy najprzód słówko o prze- 
szłości jego. Białozórka należała pierwotnie do Koro- 
ny, król Zygmunt III darował ją xiążętom Zbaraskim, po 
których wzięli ją wraz z innemi dobrami xiążęta Wi- 
śniowieccy. Anna Ogińska wojewodzina Trocka, córka 
ostatniego xięcia Wiśniowieckiego, wniosła ją posagiem 
w dom mężowski, a w r. 1744 majętność ta z dwóch 
kluczów Białozo reckiego i Borszczejowskiego składająca 
się, przypadła na schedę jednej z jej córek Genowefy 
Brzostowskiej kasztelanowej Połockiej starościny Dan- 
gowskiej, i odtąd nieprzerwanie w domu Brzostowskich 
pozostaje. Stanisław August przychylając się do proźby 
Adama Brzostowskiego i Genowefy z Ogińskich małżon- 
ków, wyraża w przywileju pod d. 27 maja 1766 roku: 
„ażeby miasteczko ich dziedziczne Białozórka miało 
większe zapomożenie i pożytek, ustanawiamy jarmarki: 



polskie Dufoura T. II, str. 104, gdzie autor mylnie je pod pa- 
nowaniem austryackiem zamieszcza. 



— 417 — 

na S. Genowefę 3 stycznia, na kwietną niedzielę ruską, 
na S. Józefata i na S. Michała ruskiego, targi zaś w 
niedzielę '). Tenże król w przejeździe do Kamieńca 
1781 r. nocował tu 8 listopada, przybywszy ze wsi Do- 
maninki konno. Małą tę mieścinę zdobi pałac na kształt 
klasztoru obmurowany, w którym kilkanaście pięknych 
portretów rodziny Drzostowskich widzieć można, w jednej 
zaś z sal tego pałacu, niegdyś za teatr amatorski słu- 
żącej, mieści się piękny kościół, do którego kryte pro- 
wadzą krużganki. Za pałacem ciągnie się obszerny ogród 
w guście angielskim, także murowanemi kanałami poprze- 
rzynany. Fundatorem tego ogrodu, kościoła i pałacu był 
wzmiankowany już kasztelan Adam Brzostowski. Na 
cmentarzu katolickim obok kilku pięknych pomników, 
znajduje się tu niewielka kapliczka z obrazem S. Rocha, 
w której w dzieii tego patrona solenne nabożeństwo wraz 
z odpustem licznych pobożnych zgromadza. Zaraz za 
miasteczkiem przechodzi granica austryacka. 

Między Białozórką i Peremirką leży wieś Borszczów- 
ką zwana, około tej wsi nad samym Horyniem widoczne 
są tu wały i okopy starożytnych jakichś fortyfikacyi. 
Rzeczywiście też jest to jedna z najdawniejszych osad w 
tej okolicy, o której pierwsze ślady piśmienne doszły nas 
jeszcze z początków XV wieku; już w tym czasie jako 
zaludniona osada — seło jest wzmiankowana. W samych 
początkach wieś tę Borszczanką — następnie Borszczejów- 
ką nazywano, następnie zaś utrzymała się przy nazwisku 
Borszczówki. W roku 1438 d. 4 lutego Swidrygiełło 



*) P«trz Starożyt. Pols. Baliń. i Lip. T. II, część 2-ga 
8tr. 918. 



— 418 — 

W. X. lit. nadał własnorfcznym przywilejem wsie Bor- 
szczanke, Borek *) i seliszcze Kandytów, wszystko w po- 
wiecie krzemienieckim położone, na wieczysta własność 
kuchmistrzowi swojemu p. Piotrowi Myszczicowi, którego 
w przywileju tym także Myszką nazywa ^). 



*) Borek ten, jest to dzisiejsza wieś Borki, niedaleko 
Szumska i Szumbaru położona, dziedziczna własność Piniii- 
skich. 

^) Ob. Przywilej ten w Dodatkach do tego Tomu Nr 14. 



XVI. 

WIEŚ HORYNKA HR. OŻAROWSKICH— PIĘKNE I GUSTOWNE JEJ URZĄ- 
DZENIE — PRZESZŁOŚĆ TEJ OSADY r DAWNI JEJ DZIEDZICE; XąŻĘTA WI- 
ŚNIOWIECCY I PLATEROWIE— SŁÓWKO PAMIĘCI HR. GUSTAWOWI OLIZAHO- 
WI — MIASTECZKO KATERBURG, POCZĄTKOWE ZAŁOŻENIE JEGO, BYTNOŚĆ 
STANISŁAWA AUGUSTA — WIEŚ ZAH AJ CE— MARSZALEK BÓBR — CERKIEW I 
MONASTER— ARCHIWUM JEGO— ZAKOŃCZENIE. 

Każdemu zwiedzającemu okolice Krzemieńca, radzi- 
my niemijać Horynki majętności hr. Ożarowskich nie- 
daleko Wiśniowca położonej. Gustowne i wzorowe urzą- 
dzenie pięknej tej włości, śmiało wszystkim innym w kra- 
ju naszym za wzór posłużyć może. Nietylko Horynka, 
lecz wszystkie w ogólności majątki Ożarowskich na Wo- 
łyniu, najlepszym mogą być dowodem, jak u nas i to 
z niewielkim nawet kosztem coś pięknego stworzyć mo- 
żna, jak estetyczny gust i piękno z pożytkiem połączyć, 
trochę tylko dobrej woli, starania i wykształconego sma- 
ku przyłożywszy daleko zajść możemy, niekoniecznie na- 
wet używając do tego cudzoziemców, którzy zwykli pię- 
kne nasze od przyrody włości, na sztywne i symetryczne 
niemieckie lub holenderskie formy przerabiać. W takich 
razach zawsze w parodyę jakąś wpaść musimy, ujmujemy 
rodzinnego wdzięku własnemu krajowi, szpecimy jego fi- 
zyonomię, a nigdy dokładnie nie zdołamy naśladować, a 
tem bardziej z pożytkiem u siebie zastosować tych za- 



— 420 — 

granicznych konceptów, o zachowanie wiec charakteru 
właściwego krajowi i miejscu — cechy czysto swojej nie 
obcej, przedewszystkiem starać się powinniśmy. Piękny 
przykład podobnego rodzaju wytrwałości, dali nam hr. 
Ożarowscy w urządzeniu swych majątków, wiele także a 
może więcej jeszcxe, zważywszy na skalę, uczynił dla 
Wołynia xiążę Roman Sanguszko w Sfawutczyźnie, zresztą 
prócz kilku drobnych majątków, niewiele kogo więcej 
wyliczyć byśmy mogli, ogół bowiem pozostał tu po daw- 
nemu obojętnym i zastarzałym w swej rutynie. To też 
najczęściej się zdarza na Wołyniu, że długą i brudną 
wieś z porozwalanemi chatami, najokropniejsze mostki 
i grobelki przebyć i przejechać potrzeba, nim w końcu 
ujrzymy wspaniały pałac dziedzica z po za drzew i klom- 
bów wyzierający: oficyna tuż na dziedzińcu stojąca wy- 
gląda jako tako, lecz za to srodze by został ukarany 
śmiałek, któryby zajrzał przez ciekawość do budynków 
otaczających pańską rezydencyę i rzucił okiem na staj- 
nie, obory, spichrze i stodoły, które gdzieś tam daleko 
za pałacem są ukryte — ruiny, nieład, poobdzierane i wa- 
lące się dachy i tynki, oto ich obraz. Lecz i my za da- 
lekośmy się zapuścili, zajrzawszy w te pozakulisowe obrazy, 
lepiej więc będzie powrócić co rychłej do Horynki. 

Jeszcześmy do wsi nie dojechali, a już do koła wi- 
doczną jakąś zmianę spostrzegamy, wyróżniającą miejsce 
to od innych na Wołyniu: szerokie, równe drogi w prostej 
linii powycinane, takaż perspektywa przez las przecięta, 
na polach i sianożęciach trzody najpiękniejszego bydła i 
koni włościańskich, lekkie parokonne płużki, powszech- 
nie pod nazwą pługów Ożarowskiego znane, wszystko to 
mile bawi oko i o wzorowem porządku uprzedza; dalej 



— 421 — 

zgrabne szerokie mostki o wygodnych poręczach, kilka 
porządnych karczem przy drogach, a nareszcie sam lud 
wesoły, dorodny, czysto i porządnie odziany, zwiastuje 
już zbliżenie się do innego państwa. Otóż i Horynka — 
białe jej chaty z murowanemi kominami, z dachami pod 
czerwoną dachówką, z porządnemi budynkami gospodar- 
skiemi, ogródkami żywemi plotami opasanemi, wdzięcznie i 
malowniczo rozrzucone, nie noszą na sobie tego piętna 
niewoli i przymusu, jakim po innych wsiach, ustawione 
w rząd i symetrycznie siedziby włościańskie wyraźnie 
oznaczają się. W samym środku wsi kształtna kapliczka 
murowana, z obrazem jakiegoś Świętego, dalej wygodna 
wykwintna prawie austerya — ulice topolami sadzone, na 
górze dwór właściciela z pięknemi budowlami gospodar- 
skiemi, przy nim ogród starannie utrzymany, oranżerye, 
trejbhauzy, a wszędzie czystość i porządek zadziwiający, 
bez przesady, zbytku i wymuszenia, otóż i obraz pięknej 
tej wsi, w której i panom i włościanom życie swobo- 
dnie i wesoło schodzić musi. Co najdziwniejsze to, że 
pomimo tego porządku, nadającego Horyńce całkiem nie- 
zwyczajną w kraju naszym fizyonomią, na niczem tu je- 
dnak cechy jakiejś obcej nie swojej dostrzedz nie można, 
przeciwnie wszystko to jakieś całkiem nasze, swojskie, 
rodzime.... Zarówno jak i wszystkie niemal wsie i mia- 
steczka na Wołyniu, ma i Horynka swoje przeszłość, już 
przez sarnę dawność osiedlenia prawie historyczną. Na 
początku XVI wieku jeszcze, włość ta należała do Ko- 
rony, Zygmunt August dopiero w r. 1568 samą Horyn- 
kę i kilk^ wsi otaczających ją, nadał na własność Kon- 
stantemu xicciu Wiśniowieckiemu wojewodzie kijowskie- 
mu synowi Jana starosty Szyskiego, nagradzając zasługi 



— 422 — 

jego wojenne. Odtąd majętność ta przez dwa wieki pra- 
wie nieprzerwanie pozostawała w posiadaniu xiążąt Wi- 
śniowieckich, po śmierci dopiero ostatniego tego domu 
potomka xięcia Michała Serwacego wojew. W. kor., ą 
później kanclerza W. x. lit. w r. 1744, kiedy ogromne 
xicztwo Wiśniowieckie z 26 kliiczów złożone, poszło do 
podziału pomiędzy sześć wnuczek i jednego wnuka jego, 
z dwóch dawniej zmarłych córek Zamojskiej i Ogińskiej 
zrodzonych, wtedy klucz Horyński i drugi Daszowski na 
Ukrainie położony, dostały się w schedzie Auguście Pla- 
terowej kanclerzynie W. x. lit. z Anny Ogińskiej córki 
xięcia Michała Wiśniowieckiego zrodzonej — od Platerów 
dopiero, którzy już tu przemieszkując miejsce to przy- 
ozdabiać zaczęli, około 1820 r. przyszła piękna Horyn- 
ka po kądzieli w dom Ożarowskich. 

W ostatnim lat dziesiątku Horynka była stałą nie- 
mal siedzibą ś. p. Gustawa hr. Olizara zmarłego w Dre- 
źnie w 1865 r., który po żonie Ożarowskiej odziedzi- 
czył tę majętność. Zmarły Gustaw Olizar, którego zna- 
liśmy wszyscy tak dobrze, miłując go jak na to zasłu- 
giwał, w sercach całej prowincyi pozostawił najpiękniej- 
szą po sobie pamięć; chowają ją i literaci, do których 
grona pracami pióra swego, a nadewszystko wykształco- 
nym smakiem ściśle za życia należał. Poezye jego osobno 
drukowane i po rozmaitych pismach peryodycznych roz- 
rzucone, używały w swoim czasie wielkiej popularności. 
Urodzony na schyłku zeszłego jeszcze stulecia, wiele 
zmian i wypadków do koła niego rozwijających się za- 
pamiętał, sam w nich częstokroć czynny biorąc udział — 
to też niedrukowane, a w rękach żony pozostałe obszer- 
ne pamiętniki jego, z których za życia czytywał nam 



— 423 — 

ustępy — niezmiemie s^ ciekawe, a podnosi je artystyczna 
forma i jędrny czysto -polski, dobrze zresztą w literatu- 
rze znany styl autora; ze wszech względów więc wielka- 
by była szkoda, gdyby o wydaniu ich na świat niepo- 
myślano. 

Pomijając już znane literackie i powszechnie cenio- 
ne obywatelskie zasługi ś. p. Gustawa Olizara, a raial je 
wielkie powtarzamy, przedstawiał on nadto jeszcze typ, 
którego ślady zacierają się u nas coraz to bardziej, typ 
znikniony dzisiaj prawie francuzkiego markiza z czasów 
Regencyi, z duszą i z sercem w kontuszu i przy polskiej 
karabeli. Odgadłeś to w nim od razu, widząc go raz 
choćby tylko. Strój jego, ruchy, francuzczyzna, ba na- 
wet ów podgolony wąsik i nieodstępna w ręku tabakier- 
ka, wszystko to tchnęło, zdradzało w nim długie zżycie 
się i obcowanie z najwykwintniejszą arystokracyą burboń- 
ską, dość jednak było potrącić o drgającą w nim zawsze 
stronę narodową, a w jednem oka mgnieniu zmieniał się 
do niepoznania, zapomniałeś wtenczas o żabotach i taba- 
kierce i już tylko obrazkową polską postać widziałeś 
przed sobą. Dzieje krajowe znał doskonale, cenił w nich 
piękną ich stronę, czuł ją i pojmował po swojsku, a w 
zachwycie malował cudnemi farbami i cudowną polszczy- 
zną, bolał nad upadkiem narodu, analitycznie i z głębo- 
ką znajomością historyi i ducha czasu, rozbierał skutki 
i przyczyny tego upadku. Myśl narodowego odrodzenia 
nie opuszczała go ani na chwilę, krzepił się nią sam, 
krzewić i rozwijać usiłował w drugich — w niedowiarkach. 
Humoru z natury wesołego, dowcip i spryt lekki czysto 
francuzki miał zawsze na ustach, dowcipkował też na 
parę godzin jeszcze przed skoneip, choć ciężką złożony 



— 424 — 

choroba, kiedyśmy go po raz ostatni odwiedzali; to tez 
dalecy byliśmy w ówczas od myśli, aby ta piękna dusza 
tak rychło z ciała ulecieć miała. Ś. p. Olizar byl sy- 
nem Filipa i Ludwiki ze Szczytów Olizarów podczaszo- 
stwa W. X. lit., rodził sie w 1797 r., w miasteczku 
Korosteszowie na Wołyniu, rodzinnem od kilku wieków^ 
gnieździe Olizarów, tam spędził młodość i znaczną część 
życia swojego, tam też pozostawił domowe i naukowe 
pamiątki swoje, liczną bibliotekę, piękny zbiór obrazów, 
bogate archiwum familii Wołczkiewiczów Olizarów — i 
piękny ogród nad rzeką położony, do którego ozdoby 
jako też do upiększenia i wzrostu samego Korosteszowa 
wiele się przyczynił. Pokój jego pięknej postaci — to 
pomnik na który wśród ziomków tak dobrze zasłużył. 

Smutno i nago jakoś obok pięknej Horynki wygląda 
miasteczko Katerburg właściwie Katerynburg o 
lekką milę ztąd odległe, na trakcie z Jampola do Krze- 
mieńca leżące, własność także Ożarowskich. Miasteczko 
to niedawnej jest kreacyi, założył je na dziedzicznych 
gruntach majętności Horynki Józef Wincenty Plater, pi- 
sarz polny kor. późniejszy kasztelan Trocki, syn wspo- 
mnianej już wyżej Augusty z Ogińskich Platerowej. Król 
Stanisław Poniatowski pozwoliwszy mu przywileju na za- 
łożenie miasteczka, które Plater od imienia żony swojej 
hetmanówny Sosnowskiej Katerynburgiem przezwał, dru- 
gim przywilejem w parę lat potem 1780 r. wydanym, 
ustanowił tu targi we czwartek, jarmarki zaś: na 30 
lipca i na wigilią Strytenji ruskiej, po dwa tygodnie 
trwać mające. W przejeździe swoim do Kaniowa zatrzy- 
mał się tu Stanisław August d. 14 marca 1787, a Plater 
zawdzięczając mu za pozwolenie założenia miasteczka. 



— 42S' — 

uczcił go pysznem śniadaniem, które Naruszewicz w dya- 
ryuszu podróży bardzo wychwala. Dnia 26 maja znowu 
wracał tędy król, lecz przeprzeżono mu tylko cugi u 
powozów. Ani Platorowie ani Ożarowscy nie mieli tu 
nigdy swojej rezydencyi — a miasteczko dość brudne, z 
drzewa zbudowane, dla rynku tylko i ludności staroza- 
konnej tytuł miasta nosi. Dzisiejszy właściciel lir. Mau- 
rycy Ożarowski, swoim i okolicznych parafian kosztem, 
wznosi tu teraz murowany kościół katolicki. 

Otóż zbliżamy się ku końcowi naszej podróży, prze- 
jechawszy wzdłuż i wszerz cały pow^iat krzemieniecki, 
zwiedziwszy co w nim widzenia godnego było i znowu 
w poAvrocie ku Jampolowi się zbliżamy, jużeśmy tylko 
kilkanaście wiorst od niego oddaleni. Horynka i Kateryn- 
burg zaledwie nam znikły z oczów, kiedy oto znowu 
bielejące zdała mury zwróciły uwagę nasze. Wieś oka- 
zała wołyńska , w niej obszerny z pawilonami pałac , 
okazałe murowane budowle dworskie, komin od cukrowni, 
widok niezwykły na Wołyniu, przynajmniej w tej jego 
części, a nareszcie ogromna murowana cerkiew i takiż 
przy niej monaster. To Zahajce, przed laty kilku we- 
soła, licznemi gośćmi zaludniona rezydencya p. Teodora 
Bobra byłego marszałka gubernialnego wołyńskiego. Dziś 
i tu groby — cicho, pustka — wyludniono. Gościnne pała- 
cowe podwoje zamknięte, właściciel przeniósł się do 
wieczności, a zięć jego hr. Juliusz Dzieduszycki i żonę 
i sławna swoje arabska stadninę, wywiózł ztad w rodzin- 
ne swe strony — za kordon, do Galicyi. Cisza długa, 
smutna, zapanowała tu dokoła — i droga zielskiem zaro- 
sła do tego pałacu, gdzie tak niedawno wrzało jeszcze 

54 



— 426 — 

życie — gdzie uprzejmość i gościnność właściciela i jego 
córki, ściągały ludzi z nąjoddaleńszyeh nawet okolic. Dla 
nas Wołyniaków Zahajce smutną lecz zawsze miłą po- 
zostaną z przeszłości pamiątką, któż bowiem serdecznie 
nie kochał ich gospodarzy, kto ich serdeczną gościnę 

zapomni 

Kiedy już do pałacu nie mamy po co zawadzać, 
wstąpmyż do cerkwi, obejrzymy monaster tutejszy. Pierw- 
szą w r. 1637 fundatorką tej świątyni pod imieniem 
S. Jana Jałmużnika i monasteru dla mnichów reguły S. 
Bazylego, była Irena Jarmoliiiska, właścicielka Zahajec 
i kilku obszernych włości do tychże przytyka.jących. 
I cerkiew i klasztor hojnie przez nią uposażone zostały, 
część nawet samych Zahajec na wieczystą własność za- 
konników oddano. W r. 1832 cerkiew początkowo uni- 
cka, na prawosławną obróconą została i ruskimi mni- 
chami osadzona, i ci się przy zapisach fundatorki dotąd 
utrzymują. Jeżeli w cerkwi nic tak dalece nas nie za- 
stanawia, to za to archiwum przy klasztorze tutejszym 
będące, zaiste szczegółowego zwiedzenia godne i do 
najzamożniejszych w bogate materyały historyczne z XVI, 
XVII i XVIII wieku, do dziejów prowincyi wołyńskiej od- 
noszące się, zaliczone być może. Uprzejmości przełożo- 
nego klasztoru przy krótkich niestety odwiedzinach na- 
szych, zawdzięczamy kilka ważnych materyałów, któremi 
w tej pracy posiłkowaliśmy się, a zwracamy uwagę na- 
szych następców, pracujących nad dziejami Wołynia, Ru- 
si, na szacowny zbiór dokumentów tutejszych nietykalny 
prawie i niezmierne bogactwa posiadający, aby go lepiej 
i mniej pobieżnie od nas zużytkować umieli, my zaś 



— 427 — 

wracając pod rodzinną strzechę, przepraszamy czytelni - 
iiików za nadużycie ich cierpliwości i niedokładności tej 
pracy, poddając ją pohłażliwemu ich sądowi. Jedyną 
naszą zasługą, jedynem usprawiedliwieniem, była skrzęt- 
ność, usiłowania i najlepsza wola, nie zawsze je- 
dnak może, kto chce 



KONIEC. 

MimlW 



DODATKI. 



I. 

FUNDACYA MONASTERU BAZYLUŃSKIEGO W MIEŚCIE SZUMSKU. 

W Imię Trójcy Przenajwiętszej Oyca y Syna y Ducha 
Świętego Amen. Ja Daniel Jęło Maliński Chorąży Ziemie 
Wołyńskiey, na Nowo Malinie y Szumskn — A ja Halszka 
z Wielhora Jelowa Malińska Chorążyna Małżonkowie, 
czynimy wiadomo tym naszym listem funduszem, komu 
to wiedzieć należy, iż starając się my usilnie oto, żeby 
w Miastach y w maiętnościach naszych chwiała Pana 
Boga Wszechmogącego , iako naywiększe pomnożenie 
brała, ofiary niepokalane y modlitwy codziennie za Du- 
sze Przodków naszych zmarłych y za zdrowie y szczę- 
śliwe Panowanie nas y Potomstwa naszego przynoszone 
były, Także aby Poddani nasi Sakramenta Święte y Ćwi- 
czenie w Zakonie y w Bojaźni Bożey mieli , w Mieście 
naszym Szumsku, tu na Wołyniu w Powiecie Krzemie- 
nieckim przy Cerkwie Tróycy Przenayswiętszy, teraz 
Drewnianey, wktórey Ciała Przodków naszych leżą (którą 
da Pan Bóg iako nayrychley mamy wolą zmurowac), 
gdzie do tego czasu Protopopia wszystkich Prezbiterów 
maiętności naszych była, Dla lepszego porządku y pil- 
nieyszego odprawowania nabożeństwa y Usługowania Du- 
szom ludzkim , nim Cerkiew zmoruiemy, Monaster pobu- 



— 429 — 

duiemy, y większą Daninę y Fundacyę iiczyniemy, y na 
Urzędzie zeznamy, Teraz tym listem naszym Monaster 
Zakonników Reguły Świętego Bazylego Wielkiego, w ie- 
dności Swiętey z Stolicą Apostolską Rzymską będących 
Funduiemy, y Prowizyą pewną na wychowanie słusznie 
postępuiemy, która na osobliwym liście Inwentarzu jest 
opisana, y rękoma naszemi podpisana, a maiąc od Prze- 
wielebnieyszego Jegomości Oyca Józefa Weloiamina Ru- 
ckiego Archiepiskopa Metropolity kijows. zaleconą Godność, 
pobożne w Zakonie życie y przykładne obyczaje Wiele- 
bnego Imci Oyca Jozafata Bokieja kapłana y Zakonnika 
Reguły Świętego Bazylego , do pomienionego Monastera 
na Archimandryą używszy, onemu ze wszystkim doży- 
wotnie , w moc w dzierżenie podaliśmy ; ma Wielebny 
Ociec Bokiey ten Monaster trzymaiąc Zakonników, ka- 
płanów y Bracią, ile się ich na początku wychować może, 
chować, a przynaymniey Samo Czwart mieszkać, nabo- 
żeństwo w Cerkwi odprawować, za dusze zmarłe Przod- 
ków naszych y za zdrowie nas samych Pana Boga pro- 
sić y Poddanych naszych w Boiaźni Bożey ćwiczyć. Te- 
muż Wieleb. Imci Bokijowi podaiemy w dozór wszystkich 
Prezbiterów w Maientnościach naszych będących, których 
ma wizytować. Nieposłusznych, nieporządnie y nieprzy- 
stoynie y nie duchownie żyjących sądzić, karać y od- 
mieniać a drugich podawać, wszakże odmiana y poda- 
wanie ma bydź za wiadomością naszą y Przewielebnego 
Imci Oyca Episkopa Łuckiego w iedności Swiętey będą- 
cego, od którego ma na to osobliwy list otrzymać. A co 
się tycze oprawowania y morowania Cerkwie, nadania 
od nas Apparatów y Potrzeb od mała do wiele do niey 
należących , to nie Monaster ale my Sami Swym kosztem 



— 430 — 

odprawować mamy, iako y o to na Inwentarzu jest do- 
łożono, na co Wielebnemu Oycu Bokijowi Arcliimandrycie 
Szumskiemu daliśmy ten nasz list pod Pieczęcią z pod- 
pisami Rąk naszych. — Pisań w Nowo Malinie R. P. 
1637 Mea Marca dnia 18. Daniel Jęło Maliński Chorąży 
Wołyński, m. p. — Halszka z Wielhora Malińska m. p. 
(Dokument ten w księgach Ziems. powiatu krzemienie- 
ckiego d. 15 nowembra 1638 r. oblatowany, w oryginale prze- 
chowuje się przy cerkwi w Szumsku). 



II. 

WYJĄTKI Z TESTAMENTU DANIELA MALIŃSKIEGO NAJPRZÓD CHORĄŻEGO 

WOŁYŃSKIEGO, NASTĘPNIE KASZTELANA BEŁZKIEGO, PRZECHOWUJĄCEGO 

SIĘ W ORYGINALE W ARCHIWUM MO^ASTERU ZAHAJECKIEGO NIEGDYŚ 

00. BAZYLIANÓW, NA WOŁYNIU W POWIECIE KRZEMIENIECKIM. 

„W Imię Ojca i Syna i t. d. Ja Daniel Jefo na 
Nowym Malinie Maliński kasztelan Bełzki , żyjąc w tym 
doczesnym pełnym wszelakich odmienności świecie, a 
uważaiąc że iako nic pewnieyszego nad śmierć, tak nic 
niepewnieyszego nad czas y godzinę śmierci, Aby ostatni 
pnnkt życia mego bez przistoynego chrześciańskiego 
rozporządzenia summienia i domu skończony niebyl. Ten 
Testament lat mając 62, zdrowy z laski Boga mego na 
umyśle y na ciele, uczynić chciałem y czynię w ten 
sposób: Naprzód Duszę moię w ręce Boga w Tróice 
iedynego sercem calem oddawszy, Wyznawam y deklaruię 
się, Iż iako przez wszystek wiek móy żyłem in Fide 
Sancta Catholica Bikis Graeci in Unione et Suh Obe- 
dientia S. Ecclae. Bomanae, w którey y przodkowie moi 
nieodmiennie zawsze zostawali , tak y teraz zostawam y 
do ostatniego tchnienia zostawać chcę, zupełnie wierząc 
AYSzystkie artikuły Wiary Swiętey, które kościół Święty 
powszechny do wierzenia podaie z tym dokładem : Iż 
kto non agnoscit Summum Bomanum Pontificem et legi- 
timum Succes$ore7n Chris, et cajput 'universalis Ećclaes,,, 



— 432 — 

(tu wiersz caJy zatarty) ...Nadzieię maiac w Miłosierdziu 
Pańskim w Niewinney Zbawiciela mego y przyczinie Prze- 
czistey Bogarodzicy Mariei Panny, wiec y w modlitwach 
SS. Bożych, którzy od powszechnego kościoła Rzym- 
skiego w poczet Świętych są policzeni, że Pan nieprze- 
branego Miłosierdzia non estimałur meriłi sed largitor 
veniae odpuściwszy nieprawości moie , miedzy wybrane 
mnie niegodnego przyimie. Dla tego odpuszczam też 
wszystkim, którzy mnie w czymkolwiek obrazili albo 
ukrzywdzili, y odpuszczenia proszę od tych których obra- 
ziłem albo krzywdę uczyniłem, chcąc każdemu nagrodzić. 
Moie także studia et merita prace wierne dla Królów 
PP. moich y Rzeczypospolitey z ruiną zdrowia y sub- 
stancyi własnei podzielę , przy których że nullam recept 
gratitudinem , służąc lat 40 y Avięcey y kosztem swoim 
chorągwie wodząc, nieudolności nie szczęściu przipisawszy, 
wszistkie pod nogi maiestatu Boskiego przed którym 
wszystkie skrytości są odkryte rzucam, prosząc pokornie 
Naywyższego Pana aby pozostałe potomki moie w opa- 
trzności szczególney y opiece mając, onym to nagrodzie 
błogosławieństwem raczył. Rzucam pod nogi tegoż Pana 
y Twórcę mego świeże straty moie residuum substantiaey 
z którey złupiony iestem , w drodze przez nieprzyiaciela 
koronnego , z rąk jego Boskich wszystko wdzięcznie 
przimuię y iako za szczególne dobrodzieistwo dziękuię 
za to nawiedzenie Twórcy memu. Ciało moie aby było 
złożone do czasu w kościele Bystrzickim sine ullu pompa 
y bez daremnego kosztu, oto małżonki moiey także llmc 
PP. egzekutorów niżey mianowanych upraszam , trumnę 
nie więcei szarem suknem ćwiekami prostemi obitą a 
blachę miedzianą mieć chcę , kapłanów na exequiach, 



— 433 — 

którzyby za dusze moia maiestat Boski błagali pragrtę, 
y ubodzy żeby nakarmieni byli proszę, trzemaiac to 
o pobożney miłości Małżonki moiey że starać sie będzie, 
aby Dusza moia modlitwami y ofiarami kapłańskiemi w 
kościołach ratowana była. Na pogrzeb pięćset złotych 
nie więcei naznaczam y to sposobem takim. Iż Oi- 
czyznie służąc y ze wszystkiego przez nieprzyiaciela ko- 
ronnego , zwłaszcza teraz świeżo zebrany będąc , iestem 
tak zubożały że kilkadziesiąt złotych pieniędzy niemasz 
gotowych, ani koni ani ruchomych rzeczy. Tedy na te 
potrzeby pogrzebowe cząstkę iaką maiętności zostawić 
w 500 złotych pozwalam, żeby 300 złr. na Msze SS. 
obrócone były a 200 na inne potrzeby przy pogrzebie, 
do klasztorów Oicom po Wole, ubogich zosobna na- 
karmić y iałmużnę dać. Mieiszcze zaś, na którym głosu 
ostatniey trąby Panskiey mam czekać, obrałem sobie 
solam j)at/riam Cerkiew^ w Szumsku będącą, do którey 
gdy P. Bóg zdarzi Oiczyznie pożądany pokóy, powinna 
Małżonka moia albo Ichm. PP. opiekunowie lub też succes- 
sores ciało moie przeprowadzić, tam sme ullo apparatu^ 
przy Rodzicach moich ziemi oddać. Msze jednak Święte 
aby były odprawowane w ten dzień gdy ciało moie przi- 
wiezione będzie do grobu Rodziców moich, upraszam 
nie tylko Oiców Bazylitów ale też wszystkich, a zwłaszcza 
Oiców zakonu Sw. Franciszka. Co do rozporządzenia 
ostatka dóbr doczesnych Primum debeo^ po Bogu y Ro- 
dzicach moich iuż do chwały Świętej powołanych Sociae 
Yitae totiusą Fortiinae meae^ z którą z wolei y łaski 
Bożei przeżyłem lat 3G, fructum Matrimoniei Syna mi- 
łego z błogosławieństwa Boskiego otrzimałem, usłuo- 
wiernych, szczerey miłości przez te wszystkie lata doznałem 

55 



— 434 — . 

Małżonki moiey Miley IMPaniei Helżbiety z Wielhora. 
Nagradzaiac tedy tę miłość, żiczllwość, usługi, wiek 
ze mna ztrawiony, cokolwiek mam dóbr leżących y rucho- 
mych iako w Wojew. Wołyiis. tak w Łuck. Krzem, po- 
wiatach wiec y Woiew. Lubels. y powiecie tegoż Woiew. 
nic nie excipuiac na wszystkim dożiwotne dominium post 
fata mea póki iey Pan Bóg przedłuży wieku daie , da- 
rnie, zapisuie iakom to iuż dobrowolnemi osobliwemi 
Zapisami w Grodach Łuck. Krzem, w Ziemst. Lubels. 
zeznał". 

Druga połowa testamentu kasztelana Malińskiego 
obejmuje już same legata przezeń poczynione — poda- 
jemy je więc w streszczeniu. A najprzód summę 6800 złp. 
lokowana na kamienicy w Lublinie koło kościoła Domi- 
nikańskiego położonej , zapisuje na kościół bystrzycki, 
ażeby 4 kapłanów tamtejszych wiecznemi czasy Curs 
Naśw. Panny śpiewali i w każdym tygodnia 6 mszy św. 
za duszę jego , małżonki jego i syna odprawiali. Na- 
stępnie summę 4000 złp. lokowaną u p. Karola Daniło- 
wicza starosty parczowskiego we wsi Radziechowie w pow. 
chełmskim, w której to sumie trzymał dotąd testator 
zastawą wieś Krasne do starostwa parczowskiego nale- 
żącą, zapisuje na zmurowanie cerkwi w Szumsku, w której 
ciała rodziców jego pogrzebione, i w której sam pocho- 
wanym byc życzy. Tejże cerkwi i mieszkającym przy 
niej Bazylianom zapisuje na wszystkich dobrach swoich 
8000 złp. z warunkiem , aby codziennie za duszę jego 
i rodziny mszę żałobną odprawiali. Drugie 8000 złp. 
także na wszystkich dobrach zapisuje 00. Franciszkanom 
Szumskim, którym kościół zmurowac, jeśli pokój P. Bóg 
ojczyźnie użyczy, zaleca, wkładając na tychże Franciszka- 



— 43S — 

nów obowiązki takie jak na Bazylianów. Resztę nale- 
żności po różnych lokowane rekach a wynoszące przeszło 
17.000 złp., zapisuje i oddiije do wolnego rozporządze- 
nia kasztelan żonie. Tlnmaczy się następnie z opieki 
nad majętnością Zaborolem panny Zofii Krasińskiej, w jego 
domn przybywającej , która będąc mu także jnko opie- 
kunowi winną 6500 zip., powinna takowe oddać także 
małżonce jego. Długów zaś nie więcej nad kilka tysięcy 
złp. na majątku zostawia. Ostatecznie zaś po najdłuż- 
szem życiu żony cały majątek przekazuje na własność 
dzieciom pozostałym po zmarłym synie chorążym wołyń- 
skim , poleca synowej dobre wychowanie ich i pozosta- 
wienie w szkołach do lat 18 przynajmniej, uprasza ją 
nareszcie, aby szaty i inne ochędostwa pozostałe po zmar- 
łym synie, przechowała pamiątką dla wnuków. Dan 
w Nowo Malinie d. 13 Oktobra 1656 r. Poniżej pod- 
pisu lestatora, podpisani egzekutorowie i opiekunowie : 
X. Jan Carol na Tzołanach Czołhański Opat Koronowski. 
X. Grzegorz Czarnecki Kanonik Lubelski. Dołmat Isa- 
ckowski Stolnik Wołyński — Wacław Hulewicz Podsędek 
Łucki — Marek Hulewicz Pisarz Ziemski Łucki — 
Jerzy Horain Pisarz Ziems. Włodzimierski — Jakób Jeło- 
wicki Pisarz Ziems. Krzemieniecki — Łukasz Wysocki 
Pisarz Ziemski Lubelski — Stanisław Jełowicki — Stani- 
sław Gnomski. 



III. 

MANIFEST XX. BAZYLIANÓW ZAHAJECKICH PRZECIW RADZIWIŁŁOM O NIE- 
PRAWNE ZABRANIE GRUNTÓW DO KILKU MONASTEBÓW BAZYLIAŃSKICH 
NALEŻĄCYCH, ZANIESIONY DO AKT GRODU KRZEMIENIECKIEGO DNIA 16 
JUNJI 1797 ROKU, 

Stanąwszy osobisto Przewielebny Imć Xią(lz Łodzią 
Jewlaszewicz Zakonu S. Bazylego W. Konsultor Prowincyi 
Polskiej Superyor Monasteru Zabajeckiego, jak tylko 
z Autentycznych przez siebie nowowynalezionycb Doku- 
mentów powziol o tern wiadomość, że niektóre Mona- 
stery przez nieprzyjacielskie najazdy wojenne ogniem i 
mieczem zniszczone zostały, a Dobra od pobożnych Fun- 
datorów cnym nadane, różnym Osobom w nienależne po- 
siadanie dostały się, y dotąd w Ich używaniu zostają, 
tak natychmiast przychilając się do praw tymże Monaste- 
rom służących, do dawnych Seymowych Oyczyzny Ustaw 
a naysilniey do Konstytucyi pozwalaj ącey odzyskiwać 
Dobra od Monasterów oderwane y nieprawnie posiadane 
Ziemskiego gatunku, Także stosując się do manifestów 
prawnych postępków y Dekretów względem takowychże 
dóbr zapadłych, a dotąd dla różnych w Oyczyznie za- 
mieszań nieuskutecznionych, żalił się w pilności prze- 
ciwko wszystkim nieprawnym dóbr takowych posiadaczom : 
A mianowicie przeciwko JOO y JWW Sukcessorom JO 
niegdy Xiążęcia Karola Radziwiłła Wojewody Wileńs., 



— 437 — 

którzy wiedząc o tem, że od dawnych wieków na Uro- 
czysku Tatarzyniec zwanym, od Pihas czyli Rachmanowa, 
od Zaluża y Innych wsiów odrębnym, na Zakonników S. 
Bazylego monas(er S. Mikołaja przez J. O. niegdyś Kon- 
stantyna Xiążęcia Ostrogskiego w roku 1368 Indykta 6go 
zafundowany, w żadne przywilegia tak dawnieysze iako y 
w późnieysze dla WW. niegdy Panów Bohowitynów Roku 
1513 na dobra w W. Xicst\vie Litewskiem y na Wo^niu 
leżące, wypadłe, nie wciągniony, a z tey przyczyny gdy 
W. niegdy Wacław Bohowityn Szumbarski Chorąży Wo- 
łyński Dziedzic Dóbr klucza Rachmanowskiego y Innych, 
zapisując summc 40.000 złp. na tychże dobrach JO. 
Xicżniczce Zolij Michałównie Czartoryskiey Małżące swo- 
iey, wszystkie wsie wyraźnie w temże zapisie wytknoł, a 
Uroczyska Tatarzyńca Monasteru S. Mikołaja żadney 
wzmianki nie uczynił, bo znał dobrze iż pod Prawo jego 
nie podpadał; po zeyściu zaś Tegoż W. Wacława Bo- 
kowityna , y Zofij z Czartoryskich Małżąki Jego , gdy 
J. O. Xiąże niegdy Jerzy Czartoryski Brat rodzony Zofij 
Bohowitynowey Prawem Spadkowym zwyżnamienione Dobra 
Summa wyżey wspomnianą y drugą pomnieyszą obciążone 
posiadł, y w krótkim czasie Też Dobra Prawem wlew- 
kowym na JO. niegdy Michała Korybuta Xiążęcia Wi- 
szniowieckiego Starostę Owruckiego y Jego Potomków 
ustąpił, a namieniony Monaster S. Mikołaja na Tatarzyiicu 
będący, przez Tatarów już był spalony y do szczętu 
zniszczony, wtenczas zmiankowane Uroczysko Tatarzyniec 
zwane, z Polami, Ostrowami, Łąkami, Lasami, zapustami, 
z gruntami gdzie b}ł Monasterski Folwark, z Dwiema 
Stawkami y Młynkami , z sadzawkami y z Innemi do 
Tegoż Monasteru nadanemi przynależytościami do Kach- 



— 438 — 

manowa zabrany y przywłaszczony zostaT. Zakonnicy zaś 
tegoż Monasterii którzy mogli się ukryć przed mieczem 
y ogniem Tatarskim, patrząc z nieznośnym żalem na 
takowe swe spustoszenie y pokrzywdzenie, a nie mogąc 
się oprzeć przemocy, częścią dla spalonych wraz z Mo- 
nasierem swych Dokumentów, częścią dla długiego y sro- 
giego w Oyczyznie ucisku , częścią dla wakujących Akt 
y Sądów, częścią że te Xięgi ziemskie y Grodzkie Krze- 
mienieckie (w których hyly obiato wane rzeczonego Mo- 
nasteru y Innych dokumenta) jedne przez dawność swoją 
do szczętu zgniły, drugie przez złość kozacką porozbi- 
jane, podarte y pomieszane, a trzecie zgoła porozbie- 
rane zostały, a przez to samo nie można było z nich 
wyiąć Extraktów, ani w te okropne czasy o spaleniu 
Dokumentów zanieść Manifestu, przeto z tychże Zakonni- 
ków jedni poumierali, drudzy zaś dla wielkiego niedo- 
statku żywności y odzienia, jako też dla różnych ucisków 
z pomienionego Monasteru S. Mikołaja w ostatnym Xiędzu 
Elesterym oddalić się musieli, a Ur. Tymoteusz Kochalski 
Oyciec Wleleb. Xiędza Jakuba Kochalskiego ninieyszego 
Parocha Obyckiego, wysłużywszy lat niemało u W, niegdy 
Remigiana Błędowskiego Dzierżawcy Bachmanowskiego 
do pióra , y wykierowawszy się przez niego na kapłana, 
za prezentą JO. niegdy Jeremjasza Xiccia Wiszniowie- 
ckiego, przeciwko Intencyi Fundatora y wbrew prawom 
Zakonnikowi żalącego się służącym, osiadł; któremu to 
Kochalskiemu Tenże Błędowski z Pól y sianożęci Mona- 
sterskich potrosze udzieliwszy, całe Uroczysko Tatarzy- 
niec zwane , pod swoie używanie niesłusznie zagarnął. 
Po zeyściu zaś tychże XX. Wiszniowieckich gdy dobra 
Rachmanowskie prawem Sukcessycnalnym na JO. niegdy 



— 439 -^ 

Kazimierza Xiecia Radziwiłła Koniuszego W. X. Lit. 
spadły, a potem JOX. Karolowi Radziwiłłowi takowym 
że Prawem dostały się, W. Józef Eysmut Generalny tegoż 
Xięcia Radziwiłła komisarz uwiedziony wielokrotną proźbą 
a bardziey jeszcze niemałym Datkiem W. Xiędza Syme- 
ona Maraszkiewicza parodia Rachmanowskiego, Te grunta 
gdzie zdawna bywał Folwark rzeczony Monasteru S-go 
Mikołaja , na Uroczysku Tatarzyniec zwanym leżące , te- 
muż Parochowi Rachmanowskiemu na Futor oddał, które 
to grunta w nienależnym posiadaniu y używaniu dotych- 
czas zostają. 

Podobnież stało się z Monasterem Stożeckim y z 
Szumskim przy Cerkwi S. Tróycy na Xięży Bazyljanów 
Unitów przez niegdy JW. Daniela Jęło Malińskiego kasztel. 
Bełzkiego dla pilnowania parochij w Miasteczku Szumsku 
Fundowanym, który to Monaster podczas Rokoszu Chmiel- 
nickiego , gdy wraz z miasteczkiem tymże był spalony, 
a tylko nowa Cerkiew tegoż Monasteru pod gzymsy wy- 
murowana została , Pomieniony Fundator Daniel Jęło Ma- 
liński Ostatnym Woli swoiey Testamentem w Roku 1660 
sporządzonym, zobowiązał Małżąkę swoię, potomków y 
Sukcessorów swoich aby Ciało Jego przy Cerkwi S. Tróycy 
Monasteru Szumskiego przez XX. Bazyljanów tam pocho- 
wane było , gdzie licznych Przodków tegoż są położone 
ciała, y żeby pomieniona Cerkiew była domurowana, le- 
gował na to 4000 Złp., a Drugie 4000 Złp. na wieczne 
obligi tymże Bazyljanom na wszystkich dobrach swoich 
zapisał. Lecz gdy dla różnych w Oyczyźnie zamieszań 
przez długie lata trwających, Potomkowie Tegoż Fun- 
datora ani Cerkwie domurować , ani Bazyljanów przy 
niey będących utrzymać nie mogli, Więc aby Woli swego 



— 440 — 

Antecessora dopełnili, sprzedaiac Dobra swoje Dziedziczne 
Miasteczko Sziimsk w pow. Krzemienieckim lezące WVV. 
Ichm. Panowie Alexander y Stanisław Bracia miedzy sobą 
rodzeni Jęło Malińscy, J. O. Xięciu niegdy Micbałowi 
Radziwiłłowi Hetmanowi W. W. XLit. ostrzegli to kon- 
traktem Uezygnacyjnym , aby grunta z przedaży wyłą- 
czone y oznaczone XX. Bazyljanom na Monaster Szumski 
były oddane, czego że JO. Tenże Radziwiłł nie tylko 
nie dotrzymał, ale też znaki graniczne namienionycb 
Gmacbów popsuć dopuścił y one zabrać, tedy nieod włó- 
cznie W. Alexander Jęło Maliński Prawodawca JOXiecia 
Radziwiłła zaniósł oto manifest. W czasie zaś późniey- 
szym zwyżnamieniona cerkiew pod Gzymsy wymurowana 
niewiedziee iakowa śmiałością X. X. Franciszkanów Szum- 
skicb aż do Fundamentów rozbita, y znaczna częścią 
gruntu Bazyliańskiego do Onycbże konwentu zabraną zo- 
stała, a Domy żydowskie zajezdne bezprawnie zabudo- 
wane, aż na Cmentarz teyże Cerkwi wysunięte y teraz 
okazują się, gdzie sławnycb Bobaterów Malińskicb, Bo- 
howitynów y Innycb po ciężkich pracach wojennych y 
wielkich w Oyczyznie zasługach zwłoki odpoczywaią. 
A chociasz niniejszy manifestant usilnie starał się oto 
aby wzmiankowana Cerkiew na starych swoich Fundamen- 
tach była wymurowana y XX. Bazyljanie na dawnym 
swoim siedlisku przy niey osiedli, jednak Ciż XX. Fran- 
ciszkanie Szumscy zmówiwszy się z tamecznym Parochem 
ile tylko mogli przeszkadzali Mu do tego dzieła, z ta- 
kowego powodu tenże żalący się przypozwał był JOX. 
Karola Radziwiłła na Sądy Zjazdowe do Ołyki, gdzie 
zyskawszy Dekret acz wielokrotnie upraszał Ichmość Pa- 
nów Pełnomocnych Onegoż Xięcia Radziwiłła komisarzów 



— 441 — 

aby grunta należące Bazylianom oddali, jednak Oni tego 
uczynić nie chcieli , a tym samym nietylko namienionemu 
Dekretowi , ale też JOX. Karola RadziwiWa sprzeciwili 
sie Woli, który będąc zawiadomiony o tem, że w Jego 
Archiwum znajdują się Dokumenta zwyż wyrażonym 
Monasterom y Innym służące , zobowiązał przed śmiercią 
swoją jeszcze tam przytomnych, aby też Dokumenta 
XX. Bazyljanom były oddane , tym niechybnie zamiarem 
że Bazyljanie maiąc sobie oddane prawa łatwiey mogli 
odzyskać swoie własności , a że y ten obowiązek dotąd 
nie jest uskuteczniony, Przeto teraźniejszy Manifestant 
o to wszystko co się wyżey wyraziło przeciwko Oblato- 
wanym iako nayuroczyściey zażaliwszy się y prawno czyn- 
ność onym zapowiedziawszy, tudziesz wolność sobie do 
powiększenia lub poprawienia tego Manifestu obwaro- 
wawszy, tę do Akt ninieyszych Krzemienieckich podaie 
skargę. 



Mf 



U 



IV. 

KOPIA URZĘDOWA LISTU GRANICZNEGO P. MYTKI POPlELlŃSKIECO MIĘDZY 

MAJĘTNOŚCIĄ JEGO: WSIĄ OBYCZĄ I UROCZYSKIEM ZWANYM TATARZYNIEC, A 

MAJĘTNOŚCIAMI PP. BOHOWiTYNOW WSIAMI ZALUŹEM I PIHASAMI CZYLI 

RACHMANOWEM W ROKU 1569 WYDANEGO. 

Roku 1611 Mca Dekembra 21 dnia. Na Urade 
Horodzkom Kremianeckom peredomnoju Remigianom Li- 
biszewskim, Podstarostym Kremianeckim — Stawszy ocze- 
wysto p. Maciey Dederkało, prychilaiiiczysia do Konsty- 
tucyi, O Aktykowaiiiu do knych Zapysow wszelakich, 
uchwałenoie, dla upisowania do knych podal per ob la- 
tam List Pana Mytka Popielinskoho, prężnego Panu Woy- 
ne Bohuszewiczu Bohowitynu, na pozwolenie Jemu pry- 
sypat y podwyszyf hreblu Stawku Predkow Jeho od bere- 
ha Pihaskoho do Bereha Zaluskoho ku używaniu Jeho 
dany, prosiaczy aby pryniat y w knyhu wpisań był, 
kotoroho Ja Uradu dla upisowania do knyh pryimuiuczy, 
pered soboiu czytaty kazałem, y tyje sut' Jeho słowa: 
„Pod swedomom Panów Ich myłosty Pana Alexandra 
Bohdanowicza Dżusy, a Pana Stefana Bołharyna, a Pana 
Iwana Pawłowicza Chorewskoho, a Pana Petra Turczy- 
nowicza Hłuskoho, Ja Mytko Popeliński Otczycz y Dy- 
dycz Seła Obyckoho, oznaimuiu tymto moim Listom 
Nynesznym y na potom buduczym, kto Jeho choczet mo- 
ieho Listu wydaty, albo cztuczy słyszaty, kotory Staw 



— 443 — 

zasypaJ — Pan Woyna Bohuszewicz Bohowitynowicz, pod 
swoim Selom pod Zalużem od bereha Pihaskoho, do Be- 
reha Zaluskolio, to sut' obydwa berehy Jebo Mylosty 
Imeney — a to Staw bywał z Weczny, ale zapustyw byl 
Pan Woyna. Po staromu Hrobliszczu Staw tot, sypał 
Staw tot lowiu za Prodkow moicb y za Protlkow Pana 
Woyninycb, po Stnwok Monastyrski Swiatobo Mikoly, wse 
toie bołoto zaliwaw, kotoroie za Hraniceiu Tataryncem, 
a Hranica Obyckaia z Pibasy Tatarynice Lesok y dolina, 

posered leska y doliny, dylit toy Staw opisiiiu Oby- 

cki zacbowywali sia, za Dida i Otca moieho, a za 

mene Petra y za Pana Bobowityna Pibasy 

Zenila wyiecbawszy z Diibrowy Pibaskoie na Horu po 
Kurbaney, to Zemla Pana Woynina Bobuszowa Pibaskaia 
ieduczy do Kremianca, doroboju kotoraia idet od Pibas, 
po prawoy Ruce prosto y k'sel'u y kTatarynowcu pose- 
red tobo leska dolina blubokaia a z druboy k'bolobu 

prosto bołotom w Keczku za Reczkoiu, ku storonie Za- 
luskoie a po liwoy storoni to tein doroboiu ieduczy ko- 
toraia ot Pibas idet k'Kremiancu y kurbancow, prosto 
polem dolinoiu bereb Dubrowy Pibaskoie aż w Dedewku 
w Les Szyrydynski pod lisom dolina, posered doliny tam 
daley na boru poiecbawszy boloto Ruda, posered Rudki 
Welikoie Bereb pryszła wyżey Paseki Olecbnowoie po 

sered bołota ieduczy na horu Bolotom k'01ecbnowoy 

Pasecy po prawo Lesa Szyrydynskobo, Pana Bobowity- 
nowa Szyrydynskoie, a po lewoi Ruce Dubrowy y Paseki 
Olecbnowy to iest: wse Pibaskoie Pana Woynino Bobu- 
szewicza, Lesy Zufuskyie y Łuby Cbmeliszcza pod selom 
Obyckim to iest Pana Woynine Bobuszewicza, bdeź Ja 
Mytko Popeliński dla lepszoy wernosti y twerdosti Listu 



— 444 — 

moieho Peczat Jesmo pryłoźyl kusemu moiemu Listu y 
prosytiesmy tych dobrych Panów kotoryi sut' w sem mo- 
iem Listę wyżey Opisany w tych Listach Peczati swoi 

prylożyti k'semu moiemu listu wtorohonatcat' Indy- 

kta Peczatey piat' a podpis Piuki kotoryi że to 

list Za podaniem wyżreczenoie Osoby, a za pryniatyiem 
moim Uradowym uweś w Knyhy iest Zapysan. Z koto- 
rych y ten wypis (praevia Manifesfatione ineo facta iż 
w tym roku ta księga przez Ruinę Kozacka zdyzylowana 
z Kompatur odarta, Tranzakcyi w niej pomieszane, nie 
całe, do wyczytania trudne, pod pieczęcią Grodzką Krze 
mieniecką jest wydany. 

NB. Dokument ten, jak wszystkie zresztą ówczesne, niało 
zrozumiały i archeologiczną tylko wartość mający, znaleźliśmy 
przy cerkwi w Szumsku. Przypisek Wydawcy. 



M7]f7/r/ifoB if^!*); [ oluYoW 

LIST P. MYTKI POPIELIŃSKIEGO DZIEDZICA WSI ODYCZY DOZWALAJĄCY P. 
WOJNIE BOHUSZEWICZOWI BOHOWITYNOWICZOWI SYPAĆ I PODWYŻSZYĆ 
GROBLĘ W MAJĘTNOŚCIACH SWOICH ZAŁUŻU I PI HASACH CZYLI RACHMA- 
NOWIE, GRANICZĄCYCH Z OBYCZĄ MAJĘTNOŚCIĄ TEGOŻ POPlELlŃSKIEGO, 
WYDANY W R 1570. 

„Pod swidomom Panów Ich M-sty P. Alexandra Boh- 
danowicza Dżusy, a P. Stefana Bofharyna, a P. Iwana 
Pawłowicza Chorewskoho , a P. Pelra Turczynowicza 
Hluskaho. Ja Mytko Popieliński Otczycz i Didycz Sela 
Obyckoho oznaimuiu tym to moim Listom ninesznym 
i na potom buduczym chto jeho schoczet Seho moielio 
Listu wedaty albo cztuczy slyszaty, kotory Staw zasypał 
Pan Woyna Bohuszewicz Bohowitynowicz pod swoim se- 
łom pod Załużem od Bereha" Pihasowskoho do Bereha 
Załuzkoho to sut obadwa berehy Ich M-sty Imeney, a to 
y staw bywał z wiczny ale zapustiw był. Pan Woyna 
po staromu Hrebliszczu staw tot sypał, tot staw łowiu 
Za Prodkow moich i za Prodkow Pana Woyninych po 
Stawok Monastyrski Swiatoho Nikoły wse toie hołoto za- 
liwaw kotoroie za Hraniceiu Tataryncem, a Hranica Oby- 
ckaia z Pihasy Tataryniec, hde lesok y dolina po sered 
leska i doliny delit toy les Woyninym toho ho- 
łota ity stawom swoim Załuzkim wodle starodawnoho o- 
byczaia a ludem moim Obyckim wolno było w Załuzkom 



— 446 — 

stawu u Werchu Ryb łowity. A preto Ja My tko Popieliiiski i z 
synami moimi i zo wsimi Ditmy moimi dozwolaiem Panu 
Woynie Bohuszewiczu Bohuwitynowiczu nechaj on staw swoy 
zasypaiet, powyższaiet ku woli i po lubosti dla lipszoho 
pożytku swoieho Hreblu sypletj a toie bołoto to necliay 
po staryni iako wyszey opysano, a Panu Bohowitynu Pe- 
trowiczu Szumbarskomu dozwoliiijeśmo Jebo M-sty, aby 
on Panu Woyni Bratu swoiemu tobo bolota postupif a 
ne byl protywen woli moiey, bo staryna w pokoy wecz- 
nost' maiet, a napewnost' spokoyliwe w sebe zacbowy- 
waiet. Jch M-st Pan Bobowityn Petrowiez Szumbarski za 
moim pryswoleniem iako Otczyczem y Didyczem tobo 
Imenia Obyckoho, tobo bołota Panu Woynie bratu swo- 
iemu postupit postaryni jako wyszey opysano. A iesli- 
bych Ja tobo Obycza Imenia swoiebo doszol abo Dity 
moi cbotełybyeb sei Zapis moy z Ditmi moimi ruszyty i 
perekaz uczynity, abo uprawo pozywaty i ustupaty, tobdy 
Jo Mytko Popielinski maiu z Ditmi swoimi Panu Woynie 
zapłatyty Piatsot kop Hroszy, a na Zamok Kramianecki 
Starostę Piatsot kop Hroszey, a piatsot czotyry budet 

mity toie Imenie moie Obycz w zastawę 

(Dalej tej tranzakcyi końca ani podpisów nicmasz 
dla zepsucia oryginału, o czem upomina podstarosta 
Krzemieniecki i Libiszewski, wydając tę kopią stronie re- 
kwirującej). 
(List ten przechowuje sie w archiwum przy cerkwi Szumskiej). 



ju Oli UJ nifuni^ij 



fi s 



VI. 

LIST IMĆ PANA BOHOWITYNA PIOTROWICZA SZUMBARSKIEGO ZASTAWNEGO 
DZIERŻAWCY WSI OBYCZY DOZWALAJĄCY BRATU SWEMU P. WOYNIE BO- 
HUSZEWICZOWr BOHOWITYNOWI USYPAĆ I PODWYŻSZYĆ GROBLĘ NA GRUN- 
TACy JEGO DZIEDZICZNYCH WSI ZALUŹA I PIHAS CZYLI RACHMANOWA, 
PRZYTYKA Ji^CYCH DO WSI OBYCZY, PISANY D. 12 LISTOPADA 1570 R. 
INDYRTU 13-gO. 

„Ja Bohowityn Piotrowicz SzAimbarski wyznawam 
tym moim Listem komu będzie tego potrzeba wiedzieć 
albo czytając Jego słyszeć. Będąc u mnie w Szumbarze 
przyiecbal do mnie Brat móy Pan Jan Woyna Bohusze- 
wicz Bohowitynowicz y mówił mnie, o tym Iż która Gro- 
bla z Wieczysta była ta Dziedzica mego Pana Boliowi- 
tyna Oyca mego Pana Bobiisza ta była grobla potym opu- 
szczona y opustoszała w Dziedzicznie y Oyczyźnie na- 
szey od Brzega Pibaskiego do Brzega Załużskiego, które 
Imienia mnie Pibasy a Załuże od Brata mego Pana Iwa- 
na w Dziele zostali, Ja tę Groblę po staremu grobliszczu 
zasypał i teraz iey cbcę poprawić y polepszyć niżli któ- 
re Imienie Twoia Miłość masz w Pieniądzach Obycz w 
Zastawie. Twoia Miłość dla tegom tobie bronił y teraz 
niechcę Twoiey Miłości dozwolić tey Grobli Zasypać y 
Wyżey podiąć bez dozwolenia tego Oyczycza, y Pan 
Woyna powiedział Iż ia iuż u tego Oyczycza dozwolenie 
wziol y List mnie na to dał, pod Wiadomością y Pie- 



— 448 — 

częćmi Ludzi dobrych tę Groblę podwyższyć y 
biota zalać za granice Tataryniec aź pod 
Stawek Monastyrski, y teraz jest tego Imienia tu 
Oyczycz ze mną Pan Mytko Popieliński, racz Wasza Mi- 
łość iego pytać, a tak Ja Mytka Popielińskiego oto py- 
tał, czy dozwolił się tę Groblą Panu Woynie poprawić 
y powyźszyć y błota zalać za Granice Tataryniec aż pod 
Stawek Monastyrski, ku woli y lubości Jego Mytko Po- 
pieliński odkażał: Swiadowem, Iż Grobla z Wieczysta za 
przodków Pana Woyny Imć była y kiedy był ten Staw 
zasypany, tedy Ludziom Obcym nie wolno było w Wiersz- 
cbu Stawu y Piyb łowić, dałem na to Imci List dozwo- 
lony y w tym Liście moim y granicem Imienia odpisał, 
iako Imienia Imci od tey Oyczyzny naszey Obycza, które 
jest w Pieniądzach u Twoiey Miłości y granic między 
Siebie, niźlim mówił Panu Woynie Imci Iżby ieszcze Oto 
u Twoiey Miłości wzioł, że Twoia Miłość to Imienie na- 
sze w pieniądzach dzierżysz. A tak Ja Bohowityn Pio- 
trowicz Słysząc to od Mytka Popielińskiego Oyczycza y 
dziedzica tego Imienia, Iż Bratu memu Panu Woynie do- 
zwolił tę Groblą z wieczysta znowu posypać y podwyż- 
szyć y błoto zalać iako Wola Imci będzie, Ja też pa- 
mientaiąc iż ta Grobla była z wieczysta za Dziadka y 
Dziadka naszego Oyca Pana Woyny Pana Bohusza y We- 
dług dozwolenia y Listu dozwolonego Mytka Popieliskie- 
go y Jego Synów, Michna, Waśka y Innych Dzieci Jego 
Oyczyczów tego Imienia Obycza y Ja Bohowityn Piotro- 
wicz dozwoliłem Bratu memu Panu Woynie Imci y to 
błoto zalać za granice Tataryniec pod Sta- 
wek Monastyrski Obycki a Ludzie Sioła Oby- 
ckiego nie maią w Wierzch Stawu tego Ryb łowić, a 



— 449 — 

Ja Bohowityn Piotrowicz a po moim Żywocie Zona y 
Dzieci moie nie maią się w to niczym wstępować y tego 
bronić y w tey Grobli Panu Woynie przekazy działać, 
do tych Czasów puki to Imienie Obycz w tey Summie 
Pieniędzy będą w ręku Swoich mieć — ma Pan Woyna y 
Jeymość Pani y Ich dzieci tę Groblą spokoynie Dzierźeć 
Według dozwolenia i Listu dozwolonego Mytka Popieliii- 
skiego y Jego Synów Oyczyczów tego Imienia^ który 
List dozwolony na to Panu Woynie dali y Jako Mytko 
Popieliński Granicy tego Imienia Obycza w Liście swoim 
opisał, Jako się ten Obycz w granicach zachowywa y z 
Imiony Pana Woyninymi Pihasy y zalużem Oyciec móy 
Pan Piotr tę Imienie Obycz potym Granicam Dzierżał, y 
przez tę granice w Ziemi Imci niczym się niewstępowali, 
y Ludzie Obyccy żadnych uchodów nie miewali, y na tom 
Bratu memu Panu Woynie dal ten List móy pod moią 
pieczęcią, a przytym byli y tego Świadomi Ludzie: Pan 
Bodnanowicz, Jan Zaborowski, a Pan Mikita Czarnkowski 
Ziemianin Hospodarski, a Pan Jacko Ostafijowicz Dwo- 
rzanin Królowey Imci, y Prosiłem Ichmościów o Pieczęci 
y Ichmć na moie prośbę uczynili Pieczęci Swoie ku te- 
mu Listu memu przyłożyli. Pisań w Szumbarze Nowem- 
bra 12 dnia Indykt Trzynasty. (Podpisy). 
(Z archiwum cerkiewnego w Szumska). 






VII. 

w r. 1580 dziedzicem wsi O hyc z a i miasteczka 
Rachmanowa był IMPan Walenty Wkrynski. O tern 
przekonywa nas dekret sadu polubownego, forowany przez 
pana Fedora Rudeckiego cześnika wołyńskiego, w spra- 
wie o granice majątkowe miedzy tymże Walentym Wkryń- 
skim i panem Fedorem Bobowitynem Kozyradzkim i Ku- 
teńskim dziedzicem Załiiża. Ciekawy ten dokument, no- 
szący datę 20 listopada 1380 r., przechowuje się w ory- 
ginale w archiwum familijnem Podhorskicb na Ukrainie i 
sluźy dowodem, że juz w XVI wieku sądy polubowne, 
kompromissarskie w naszym kraju były w użyciu. Jak 
dalece zaś były w poważaniu, jak wyroki tych sądów 
były nieodwołalne, widzimy to dokładnie z następnej in- 
skrypcyi czy zapisu stron, dołączonej do sprawy po- 
wyższej: 

„Ja Fedor Bobowityn Kozyradzki y Kuteński Oznay- 
muiu tym moim listom wsim w Obec y każdomu z oso- 
bna na ses czas y zawżdy komu y koli budet potreba 
tobo wedaty, Szto nykotoryie Zayste y różnicy mełieśmy 
z ieho Miłostyiu Panom Walentym Wkryiiskim ze Wkry- 
meży — Imeney naszycb; to iest Imenia moieho Seła y 
gruntu Załuzkobo, a Imenia Pana Walentobo Wkrynsko- 
bo gruntów Seła bywszaho Pihas a teper me- 
steczka nazwanoho Rocbmanowa, a druhoho 



— 4S1 — 

Imeiiia Jehó Miłosti Pana Wkrynskoho Sela Obycza, tej- 
że różnicy byli meży nami w brimtah suchich y wode- 
nych Rekach, reczkach, bolotach, Stawach, młynach, Sta- 
wiszczach y hreblach, Polach, dubrowach, Leskach, Fo- 
roszczach y Senożatech, o szto jesmo y pozwy Zemski- 
mi do Sudu Zemskoho Kremeneckoho ne poodnokrot pry- 
pozywali, a iż Ja Fedor Kozyradzki na ses czas w rok 
teper iduczom 1580, Mca Noiabra 20 dnia, tak z na- 
mowy pr^-jatelskoie iako y sam po dobroy Woli swoiey 
zmówiwszy sia z Panom Walentym Wkrynskim, pryniaw- 
szy sobe den pewny na tot hrunt pewny wyiechaty y 
Pryiatela wywesty, Sami sebe y tyie różnicy naszy tomu 
pryiatelowi naszomu w moc y rozeznane podaty y za- 
stanowene toho pryiatela naszoho zobopolnoho w tych 
różnicach pryniawszy, weczne zdeiżaty obecalem, czomu 
dofaiiiczy dosyt' iiprosilijesmo Pryiatela naszoho nam ży- 
czliwoho Jeho Mst Pana Fedora Rudeckoho Czasnika Je- 
ho Królewskoie Miłosty Zemli Wolynskoie, tam na tot 
hrunt pewny Avyiechaty. Jakożiesmo y Wyiechali y Wy- 
iechawszy w Moc zupołuniu sebe y różnicy swoi podali, 
rekszy to słowom Szlacheckim Panu Czesniku y ruku 
Jeho Msti dawszy na tom, szto Jeho Mst meży mnoiu 
Fedorom Kazyradzkim y P. Walentym Wkrynskim znay- 
det y zastanowit a nam opowedit, to wse wdiacznie 
pryniawszy Ja sam, dęty y potomky moi weczne zderża- 
ty maiem y budem powinny". (Tu następuje dopiero 
dlug-i wywód sprawy z obu stron, nakoniec sam dekret 
pana czesnika Rudeckiego). 



VIII. 

ZAPIS PANA WACŁAWA BOHOWITYNA SZUMBAHSKIEGO PANI ZOFII Z CZAR- 
TORYSKICH MAŁŻONCE SWOJEJ NA SUMMĘ 40.000 ZLP. Z UBEZPIECZE- 
NIEM NA DOBRACH SWOICH RACHMANOWIE Z PHZYLEGLOŚCIAMI DMA 5 
JANUAR. 1596 R. UCZYNIONY — TEGOŻ ROKU I MIESIĄCA W AKTACH 
ZIEMS. ŁUCKICH ORLATOWANY. 

Ja Wacław Bohowityn Szuinbarskl Chorąży Ziemi 
Wołyńskiey, zeznaie y iawno czynie sam na siebie tym 
moim Listem dobrowolnym zapisem, koinuby o tym wie- 
dzieć należało teraz y na potym żawżdy, iż ku wlasney 
pilney potrzebie moiey u Malżąki moiey miley Pani Zolij 
Michayłówny Xiężny Czartoryskiey wziolem y pożyczyłem 
gotową Summe Pieniędzy 40000 Złp., licząc w każdy 
złoty po 30 groszy, którą Summo pieniędzy 40000 Złp. 
wnoszę y tym Listem dobrowolnym Zapisem moim wa- 
rnie; y zapisuię na Maiętności moiey wszelkiey ruchomey 
y leżącey, także y na Summacb Pieniężnych gdzie tylko 
kolwiek w którymkolwiek Powiecie maiących y iakim- 
kolwiek sposobem nabytych y będących , a mianowicie 
na Maiętności moiey leżącey Imienim Uachmanowie y Przy- 
siółkach do niego należących, to iest Wsi Obyczy, Wsi 
Wołoce, Wsi Żołobkach, Wsi Ołybisach, Wsi Kordyszo- 
wie , Wsi Nowym-Stawie , Miasteczku Szumbarze , Wsi 
Horbowcach, Wsi Bykowcach, Wsi Potuturowie, Wsi 
Walowie, Wsi Brykowie, Wsi Baymakach w Powiecie 



— 4S3 — 

Krzemień, leżących, takowym sposobem gdzieby Pan Bóg 
na mnie czas śmiertelny dopuścić raczył : tedy po śmierci 
Moiey Małżąka Moia miła Pani Zofia Xiężna Czartoryska 
w one Imienie moie Rachmanów y w Przysiółki do niego 
należące wyżey pomienione ze wszystkiemi szerokościami 
onych Wsi Gruntów wszelakich y w Pola Dworne, w Sia- 
nożcci, w Gaie, w Dąbrowy y Zapusty nie inaczey tylko 
iako sic te Wsie z dawnych czasów w Granicach y Oby- 
chodziech swoich miały y teraz maią, w Ludzie ciągłe 
Podworzyszczne y Ogrodniki Podsąsiadki, w Boiary z ich 
Powinnościami z Łowy zwierzynnemi y Ptaszemi, w Zboża 
wszelakie w Gumnach złożone , y na Polu zasiane , w 
Stawy, Stawki , Młyny, Młynki z ich wymiołkami y we 
wszystkie inne iakieżkolwiek nazv?ane pożytki, małe y 
wielkie iakie sam na siebie trzymał y używał, w nich 
wiechać do Władzy Dzierżenia y używania swoiego, 
wziowszy one trzymać y Ich we wszystkim spokoynie 
używać ma y wolna będzie , aż do oddania y zupełnego 
zapłacenia Pani Małżące Moiey od dzieci y wszystkich 
Potomków moich oney wszystkiey Summy Pieniędzy 
40000 Złp.; a gdybym dla potrzeby moiey iakiey te Imie- 
nie moie Rachmanów y Przysiółki do niego należące 
wszystkie albo które z nich komukolwiek y iakieykolwiek 
Summie Pieniędzy zawiodłem y zastawiłem y onych przy 
żywocie moim niewykupił y niewyswobodził, tedy po 
moim żywocie wolno będzie Małżące moiey one Imienia 
moie wyżey pomienione wykupiwszy, tak w główney 
Summie pieniędzy 40000 Złp. iako y tey w którey Jey- 
mość okupi do władzy y dzierżenia y używania swoiego 
wziaść y onych spokoynie używać, a Dzieci y wszystkie 
Potomki moie nieoddawszy spełna y niezapłaciwszy tak 



— 454 — 

tey głowney Summy Pieniędzy 40000 ZFp. iako y tey 
AV którey Malżaka moia te Imienia moie okupi , onego 
Imienia moiego Rachmanowa y przysiółków do niego na- 
leżących wyżey pisanych z rąk dzierżenia y używania 
Jeymości brać y odeymować, także y używaniu Jeymości 
niiakiey przeszkody, żadney trudności Prawem y wsze- 
lakim sposobem zadawać nie maią y módz nie będą pod 
zaręką na Jeymość 40000 Zl'p. y pod nagrodzeniem 
wszystkich szkód y nakładów krom dowodu y Przysięgi, 
tylko na gole rzeczenie słowa Jeymos'ci. (Tu następują 
prawne obwarowania się i zastrzeżenia, zwykle w tego 
rodzaju dokumentach używane, a które dla skrócenia opusz- 
czamy — kończy nareszcie temi słowy:) Y na tom Pani 
Zofij Xiężnie Czartoryskiey małżące moiey miłey, dałem 
ten móy List z moią Pieczęcią y z podpisem własney 
ręki moiey, a przytym byli y tego będąc dobrze świa- 
domi y za ustno a oczewisto proźbą moią Pieczęci przy- 
łożyć y ręce swoie podpisać raczyli Ichmość Panowie 
a Przyiaciele moi : Im Xiąże Jerzy a Xiąże Michał Mi- 
chayłowicze Czartoryscy Szwagrow^ie moi a Pan Mikołay 
Bohowityn Szumbarski Brat móy. — Pisań w Łucku 
Roku BożesTO Narodzenia 159(5 Mca Janwara 5go dnia. 



IX. 

ZAPfS X1ĘCU JERZEGO CZARTORYSKIEfiO XIĘC1U MFCIIALOWI WISZNFOWIE- 

CKIEMU STAROŚCIE OWRUCKIEMU I ŻONIE JEGO REGINIE MOHYLANCE 

DÓBR MIASTA RACHMANOWA Z PRZYLEGLOŚCIAMI DNIA 15 DECEMBRA 

lOOo ROKU UCZYNIONY. 

Ja Jerzy Michny. łowicz Xiaże Czartoryski Zdrowy 
bedac na ciele y Umyśle , nie będąc od nikogo namó- 
wiony y przymuszony ale rozmyśliwszy się na to dobrze 
y za radą Przyiaciol moich po dobrey woli Swey od- 
stąpiwszy od Prawa y Sądu Swego przynależącego, jawno 
czynię y dobrowolnie wyznawam tym moim Listem do- 
browolnym zapisem każdemu komu o tym wiedzieć będzie 
należało : Iż w sławney Pamięci Niebożczyk Wacław Bo- 
howityn Szumbarski Chorąży Ziemie Wołyńs. zapisał byl 
Obyczaiem zastawnym Zeszłey Małżonce swoiey, Siestrze 
mey rodzoney Paniey ZofijeyXiężnie Czartoryskiey Summę 
Pieniędzy 40,000 Złp., którą Summę na wszystkich ma- 
iętnościach swoich leżących y nieleżącychy na wszystkich 
Summach pieniężnych gdziekolwiek y jakimkolwiek Pra- 
wem Jemu służących, a mianowicie na Maiętności Swoiey 
Rachmanowskiey to jest na Mieście y Zamku Rachmano- 
wie, Siele Kordyszowie , Siele Bykowcach, Siele Ołybi- 
sach , Siele Obyczy, Siele Soszyszczach , na połowicy 
Miasteczka Szumbaru y na połowicy Sioła Ilorbowiec, 
na Siele Nowym -Sławie y na siele Zołobkach y na ia- 



— 456 — 

szych Siofach y gruntach w tym Zapisie pomienionych 
Uiścił y assekurowat z pewnemi Warunkami y kondy- 
cyami w tym Zapisie pomienionemi, na co y List Zapis 
Swóy z Podpisem Ręki Swey Wlasney pod pieczęcią 
Swoią y pod pieczęciami Ludzi zacnych Niebożce Mal- 
źące Swey a Siestrze mey dal, y ten list zapis swóy 
przed Sądem Ziems. Łuck. na Rekach Ziems. Łuckich 
oczewisto wyznał y ztwierdził, iako o tym Zapis prze- 
rzeczony szerzey y dostateczniey w sobie obmawia ; Za 
którym zapisem y Prawem swoim Niebożka Pani siostra 
moia będąc tak do Żywota Niebożczyka Pana Małżąka 
SwTg'o iako y po śmierci Jego aż do Śmierci swoiey 
tych dóbr wyżmianowanych w istotnym dzierżeniu y spo- 
koynym używaniu , a one które były przez Niebożczyka 
Małżąka Jey kredytorom pewnym zawiedzione według 
kondycyi Zapisu Swego, która zostawiona y dana Jey 
wolność była Dobra Niebożczykowskie okupywać od Kre- 
dytorów Niebożczykowskich eliberuiąc oswiadczaiąc tym 
to kredytorom Niebożczykowskim wykupiła y długi proste 
Zapisowi Niebożczyka Pana Chorążego uiszczone Swemi 
własnemi pieniędzmi popłaciła y Zapisy Niebożczyka 
Swego od Kredytorów powyręczała, którego Prawa Swego 
na 40000 Złotych od Niebożczyka Pana Wacława Boho- 
wityna Chorążego Wołyiis. Małżąka Swego iako też y 
względem zapłaconych długów Niebożczykowskich tych 
maiętności wyżmianowanych aż do Śmierci swoiey w spo- 
koynym używaniu była, iako ten Zapis na 40000 Zip. 
od Niebożczyka Pana Chorążego służący, y One które 
Niebożczyk kredytorom Niebożczykowskim popłaciła y 
one odiskala Szerzey w sobie maią, po którey zeysciu 
ta maiętnośc wszystka y wszystkie Summy na niey się 



— 457 — 

sciagtiiace także y wszystkie Zapisy Prawa, Dekreta, Pro- 
cessa y wszelkie ic]i dobrodzieystwa na mnie iako Brata 
rodzonego Niebożczynego Prawem Bożym y przyrodzo- 
nym spadłe; według tego tedy prawa Swego spadkowego 
Ja Jerzy Xiąże Czartoryski przyszedłszy do possesyi 
Dyspozycyi tey Maietnośei Wyż rzeczoney, a maiąc Wol- 
ność podług Prawa pospolitego Dobrami swemi Jako 
chcąc Szafować z tych dóbr Wszystkich Wyżmianowa- 
nych ze wszystkimi Ich przynależytościami y pożytkami 
zgoła na Siebie y na Potomki swoie nie zostawuiąc, 
także y z Summy przerzeczoney 40000 Złp. od Nieboż- 
czyka P. Chorążego Niebożce Paniey Siostrze moiey Oby- 
czaiem wyżpomienionym na tych Dobrach zapisaney y ze 
AYSzystkich inszych Sum Pieniężnych przez Niebożczkę 
Panią Chorążynę Kredytorom Niebożczykowskim popła- 
conych a na Niebożczkę za tym zapłaceniem bądź według 
kwitów albo Dekretów iakichkohviekbądź też według 
Cessyi służących, także y ze wszystkich zapisał Wlew- 
ków Praw y Processów Prawnych ze wszystkiemi kondy- 
cyami y Prerogatywami do tey Maiętności Niebożce Pa- 
niey Chorąźyney a po śmierci Jey Mci mnie Prawem 
przyrodzonym spadkowym Służących z gotową Intromissyą 
Possesyą, Obroną y wszystkiemi kondycyami w Prawach 
Zapisach , Processach mianowanych JW. Xięciu Imc 
Michałowi Wiszniowieckiemu Staroście Owruckiemu 
JWPaniey Reginie Mohylance Małżące Imci, Dzieciom y 
Potomkom Ichmościów Wlewam, ustępuię, daruię y za- 
razem te Dobra w Moc dzierżenie Ichmościom postępuię, 
w które Dobra kiedykolwiek Ichmość Woźnego y Szlachtę 
przyszłą, będę powinien Ichmościom Intromissyi istotney 
Posessyi dopuścić, y oney Ich Mosciom Panom przez 

58 



— 458 — 

siebie, ani przez kogo Innego bronić ani Posessyi tak 
we wszystkim iako y w naimnieyszey Części przeszka- 
dzać z potomkami memi nie bede, y Owszem Zapisuie 
się ze wszystkich Dóbr moich leżących y nieleżących y 
ze wszystkich Sum pieniężnych gdziekolwiek y iakim- 
kolwiek Prawem mnie służących , do czego y Potomki 
moie obowiązuię Xiążęcia Jegomości Wiszniowieckiego, 
MaJżaikę Jego Mości, Dzieci y Potomki Ichmościów nv tych 
dobrach od wszelakicli impedymentów Prawnych y od 
wszelakich pierwszych y poślednich Zaj)isów, dl'agóvv% 
Testamentów y od wszelakich przewodów Prawnych, zy- 
sków i przezysków któreby względem Zapisów Niebożczki 
Paniey Chorążyney Siostry Moiey y też Paniey Kamene- 
ckiey Matki moiey y moich te Dobra obciążać y onero- 
wać mieli, tylekroć ilekroć tego potrzeba będzie na 
każdym Punkcie y Terminie przed każdym Sądem y Pra- 
wem Zastępować, bronić y swoim kosztem Oswobadzać 
za obwieszczeniem Xięcia Jegm. Wiszniowieckiego, Mał- 
żąki y Potomków Ichmościów pod zaręką 74,000 Zip. y 
pod nagrodzeniem szkód na gołe rzeczenie słowa, pod 
który to Zapis kondycyę Zaręki y obowiązki wszystkie, 
siebie samego , dzieci y potomki moie także y Dobra 
moie wszystkie ruchome y nieruchome y wszystkie Summy 
Swoie pieniężne podaię , zapisuie y oneruię, o którą Za- 
rękę gdziebym się w czymkolwiek temu Zapisowi memu 
sprzeciwi! się y onemu zadosyć nie uczynił, to wolno 
będzie Ichmościom mnie, dzieci y potomki moie pozwać 
do Sądu któregokolwiek Ziemskiego, Grodzkiego y Trybu- 
nalskiego w którykolwiek Powiat y Woiewódstwo Po- 
zwem y Rokiem zawitym, a Ja z Potomkami memi odstą- 
piwszy Prawa y Sadu mego przynależnego, któremu z 



— 489 — 

Dobrami memi podlegam y do Sądu y Urzędu tego , do 
któregobym się pozwać dopuścił, siebie, potomki y dobra 
moie poddaiąc , powinien bodę na pierwszym Roku iako 
na Zawitym Stanąć, odpowiadać, zaręki popłacić, 
Szkody nagrodzić y wszystkiemu temu Zapisowi Memu 
dosyćuczynić, nie zakladaiąc się cborobami, większemi 
Sprawami , Listami , exemptami Królewskiemi y Hetmań- 
skiemi , służbami woiennemi , Poselstwy, Dylacyi żadnych 
ani na munimenta ani na ewiktora, ani na zastępcę, ani 
na kwity, ani na Lat potomków nie zażywaiąc, impedy- 
mentami żadnemi nie broniąc apollacyi przez pozwy pro- 
zekucyi nie zażywaiąc, żadnemi rzeczami ani Pozwu, ani 
Processu nie wchodząc, y na tom Ja Jerzy Xiąże Czar- 
toryskie dał ten list móy dobrowolny Zapis Xiążcciu Imci 
Wiszniowieckiemu y Małżące Imci pod pieczęcią y z pod- 
pisem Ręki swoiey własney y pod pieczęćmi y z podpi- 
sami rąk Ichmościów Panów przyiacioł moich odemnie 
na to zesłanie y Oczewisto uproszonych to iest: Imci 
P, Jerzego Owłoczynskiego Pisarza Ziems. Włodzim. 
IMP. Woyciecha Staniszew^skiego Pisarza Grodź. Łu- 
ckiego — IMP. Wasyla Zaborowskiego. Pisań w Krze- 
mieńcu Roku lGOr> Mca Decembra 15 dnia. 

(4 Pieczęcie i tyleż podpisów własnoręcznych.) 
(Zapis ten oblatowany w grodzie krzemienieckim 
na roczkach sądowych w obecności Janusza Korybuto- 
wicza Zbaraskiego wojewody bracławskiego , starosty 
krzemienieckiego, za osobistem stawieniem się xięcia Je- 
rzego ('zarturyskiego). 

Dokument teii charakterystyczny rozwlekła zawiłościf 
ówczesnego stylu jurydycznego wypisaliśmy z urzędowej kopii, 
przy cerkwi miejscowej przechowaj^cej się. 



X. 



EREKCYA CERKWI W MIEŚCIE RACIIMANOWIE I RZEZ KRÓLA MICHAŁA 
KORYBUTA DiNlA 25 CZERWCA 1672 ROKU WYDANA. 

Michał" z Bożey laski król Polski, W. X. Litewski, 
Ruski, Pruski, Mazowiecki, Zmudzki, Kijowski, Wołyński, 
Podolski, Podlaski, Inłlantski , Smoleński, Siewierski, 
Czernichowski : 

Oznaimuiemy ninieyszym listem Naszym, wszem w 
obec i każdemu zosobna komu o tym wiedzieć należy, iż 
zaniesiona nam iest imieniem czesnego Heronimu Kalcze- 
wicza Swiaszczennika Cerkwi p. t. Swiotey Tróycy w Mia- 
steczku Rachmanowie w Dobrach naszych dziedzicznych 
zalożoney, pokorna supplika, w którey się żałośnie uskar- 
żał, że onemu przez osobliwe Boskie dopuszczenie 
w roku tera^źnieyszym ognia na zameczek pomienioneg-o 
Miasteczka Rachmanowa, w którym wszystkie swoie Cer- 
kiewne prawa i przywileie od ś. p. Aatecessorów naszych 
nadane, a dla lepszego bezpieczeństwa od nieprzyiaciela 
pogranicznego przez niego kolłokowane, w tymże ogniu 
pogorzały, gdzie oraz nam suplikował, abyśmy onemu te 
prawa y przywileie , nie tylko z prawa naturalnego nam 
należącego ale też z Naywyższey Władzy Naszey Kró- 
lewskiey odnowili y do pierwszego waloru przywiedli y 
one we wszystkich punktach, klauzulach, artykułach y 
kondycyach wzmocnili, stwierdzili y aprobowali — my 



— 461 — 

tedy do tey supliki onego łaskawie skłoniwszy się, y 
chcąc aby Chwała Bogu zwykłym y należycie odprawo- 
wała się torem , też zwyżmianowane pogorzałe praAva y 
przywileie do funduszu Cerkiewnego należące odnowić y 
do pierwszego waloru przywieść, także przerzeczonego 
czesnego Heronima Kalczewicza y potomków iego przy 
nich zachować y zatrzymać umyśliliśmy, Jakoż tak prawa 
y przywileie zwyżpomienione pogorzałe odnawiamy y do 
pierwszego waloru przywodzimy, iako też samego prze- 
rzeczonego ile dobrze nam w nowey pobożności ritus 
sui zaleconego Swiaszczennika y następców iego, stosu- 
iąc się y przychylaiąc do Instancyi y Atestacyi ręką Wie- 
lebnego Gedeona Czetwertyńskiego Episcopa Łuckiego y 
Ostrogskiego podpisaney y pieczencią iego zapieczento- 
waney, de acta et data w Falimiczach Dnia 28 Mca Maia 
r. Pańskiego 1672 onemu daney, zachowuiemy y zatrzy- 
muiemy ninieyszym listem naszym, którą to zwyżmiano- 
waną Cerkiew z należytościami i przynależytościami, iako 
to z Włoka pola osobliwie wydzieloną, y z dwoma ostro- 
wami, także spławami, przydatkami z Zaściankami, ogro- 
dami, sianożęciami polnemi i lesnemi paszami, z wolnym 
wrębem drzewa na budynki i opał i Chrustem na ogro- 
dzenie z puszczy lasów tameyszycb, także też z AVolnym 
piwa warzeniem y gorzelni pędzeniem ku swoiey własney 
potrzebie, tudzież z dziesięcino y ze wszystkiemi in ge- 
nere dochodami y oaboritiami Cerkiewnemi , według da- 
wnego zwyczaiu do przerzeczoney Cerkwi należącemi, on 
sam y następcy iego bez pełnienia wszelkich tak publi- 
cznych iako y prywatnych podatków y powinności, które 
inni poddani .^lieszczanie pomienionego naszego Mia- 
steczka pełnić powinni wieczncmi czasy, zostaiąc pod po- 



— 462 — 

sfuszeiistwem należytego swego Pasterza, trzymać y za- 
żywać będą, obiecuiąc to za Nas y Nayiaśnieyszych na- 
szych następców, iż My y Nayiaśnieysl następcy Nasi, 
przerzeczonego czesnego Swiaszczennika Rachmanow- 
skiego y iego następców nie oddalimy cale y nienaruszenie 
wiecznemi czasy zachowamy, co y Nayiaśnieysi nasi na- 
stępcy uczynią , prawa nasze Królewskie y rzeczypospo- 
litey w cale zachowuiąc , na co dla lepszey wiary, ręko 
się naszą podpisawszy pieczenc Koronną przycisnąć Ros- 
kazaliśmy. Dan w Warszawie d. 25 Mca Czerwca Roku 
Pańskiego 1672 panowania naszego trzeciego (L. S.) 
S. R. M. Michał Król. 

(Oryginał tego dokumentu przechowuje się przy cerkwi 
Rachmanowskiej ) 



XI. 

MANIFEST DO GRODU KRZEMIENIECKIEGO ZANIESIONY PRZEZ JMP BŁĘ- 
DOWSKIEGO, ZASTAWNEGO DZIERŻAWCĘ DÓBR RACHMANOWA, O SPUSTO- 
SZENIU TEGOŻ MIASTA PRZEZ NIEPRZYJACIELA. 

Roku 1676 Mca Oktobra 12 dnia. 

Przed Urzędem i Aktami mnieyszemi Grodź. Krze- 
mienieckimi y przedemno Stanisławem Kamieńskim Sędzia 
Grodź, y Biirgrabia Krzem. Comparens 2^ersonaUt. Sfda- 
ehetny Tomasz Siedziiiski Imieniem Ur. Imci Pana Re- 
mlana z Bfędowa Błędowskiego Manifestował mnie Urzę- 
dowi, iż dla ustawiezney inkursyi tak przeszłego Roku 
iako y teraźnieyszego 1676 nieprzyiacielskiey, którzy in 
dies w tym tu Powiecie Krzem, grasowali y około Mia- 
sta^ iako y miasteczek y wszystkie wioski spustoszyli, po- 
palili, y Lud ubespieczony po wsiach do niewoli Pogań- 
skiey zaprowadzili, gdzie y w majętności Imci zastawney 
a dziedziczney JO. Xcia IM. Pana W-dy Bełzkiego Het- 
mana W. K. w miasteczku Raclimanowie y wsiach do 
miasteczka tegoż należących wielka ruinę uczynili, gdyż 
nietylko Czambułami swemi Tatarskiemi ale y całym 
Skrzydłem mimo miasteczka idąc, wszystkich ludzi wy- 
brali, nie zostaie się więcey tylko w Miasteczku Samym 
ieden mieszczanin z Zoną, a inne wsie iako z dawnych 
Lat są spustoszone tak y teraz uroczyskiem tylko zo- 
stają, y prosił tenże Comparens mnie Urzędu o przyda- 



— 464 ~ 

nie sobie rothy juramentu suh fidelitatem, a tak Ja Urząd 
stosuiąc sie do Prawa Pospolitego ex iminere Officli mci 
Uothę Jurainentu przez Woźnego Sądowego Szlachetnego 
Szaclinewicza Stanisława wydać roskazalem, który za 
wydaniem owy jurainent w te wykonał słowa: Ja To- 
masz Siedziński przysięgam Panu Bogu wszechmogące- 
mu w Trójcy S. jedynemu, na tym iż w miasteczku Uach- 
ma nowie, maiętności JM. Pana Błędowskiego zastawney 
a Dziedziczney J. O. Xeia IPana W-dy Bełzkiego Hetm. 
W. Kor. przez spustoszenie nieprzyiacielskie y Wybranie 
ludzi nie zostało więcey osób do podatku pogłównego 
należącego tylko Osób dwie, Sam Imć z leym Panią mał- 
żąką osób dwie, woźnica Flebae condifionis osoba iedna, 
insze wsie do tego Miasteczka należące puste, tylko Uro- 
czyska Ich zoslaią, w tymże Miasteczku Szkoła Żydow- 
ska która przed tym była przed Trwogami będąc bar- 
dzo zniszczeni y zubożeni. Po innych Mieyscach przyia- 
ciół swoich rozeszli się, tylko ieden y to bardzo ubogi 
zostaie, osoba iedna. Na czym iako sprawiedliwie przy- 
sięgam tak mi Panie Boże dopomóż. Po którym wyko- 
nanym juramencie idem comparens Prosił mnie Urzędu, 
aby ta Manifestacya in smtd cum Jtiramenło do Xiąg 
zapisana była, co y otrzymał Imieniem P. Tomasza Sie- 
dziiiskiego Manifestanta podpisuię się — Stanisław Szach- 
newicz. 

Z których y ten wypis (^Enia Manifestatione in Eo 
Facta iż w tym Roku ta Xięga zgniła, zbutwiała, z ko- 
rzenia opadła, wszystkie Tranzakcye w Sexternach po- 
mieszane, niektóre nie całe) pod Pieczęcią Grodź. Krze- 
mieniecką Jest Wydany, pisany w Krzemieńcu. 
(Dokument ten znajduje się w archiwum cerkwi Rachmanowskiejj, 



'/rrtn/ 



XII. 

DONACYA i. O. X. STEFANA SWIATOPEŁKA CZETWERTYŃSKIEGO PODKO- 
MORZEGO BRACŁAWS. JO. JEG. KIĘCIU JANUSZOWI KORYBUTOWI WISNIO- 
WIECKIENiU KONIUSZEMU KOR. KRZEMIEMCKIEMU ETC. S-CIE, DÓBR W 
W-TWIE \VOł,YŃSKIEM W POWIECIE KRZEMIENIECKIM POŁOŻONYCH, PO X. 
JERZYM ZBARAZKIM KASZTEL. KRAKOWSKIM POZOSTAŁYCH, UCZYNIONA R 
1633 MCA JUNIJ 14 DNIA. 

Ja Stefan Swiatopełk Czetwertyński Podkomorzy 
Wojew. Rraclawskiego, zeznawam Listem Dobrowolnym 
Zapisem, komu by o tym wiedzieć należało, teraz y na 
potym zawżdy, Iż co pozwaliśmy byli Oświeconego Xie- 
cia Imci Janusza na Zbarażu Wiszniowieckiego Koniusze- 
go Koron., S-słe Krzem, o Dobra po zeszłym X-ciu Imci 
Jerzym Zbarazkim Kasztel. Krakowskim, z Domu naszego 
Czetwertyńskiego po zeyszłey niegdy Wiel. Annie Matfie- 
jewnie Czetwertyiiskiey, Januszowey Zbarazkiey, Woiewo- 
dziney Bracia wskiey wyiszłe, a teraz po zeyszlym Ka- 
sztelanie Krakowskim znowu w Dom nasz wracaiące się, 
Niemirowskie y Insze w Processie mianowane, w W-twie 
Bracł. leżące, od których acz nas Dekretem Trybunalskim 
odsądzono, iednak nam do dochodzenia Inszych Dóbr po 
teyże Xieżnie Annie Czetwertyiiskiey Woiewodzinie Bracł. 
ieśliby sie iakie ukazali, wolne Prawo zachowano, o czym 
postępek tey Sprawy szerzey świadczy, a iż Insze Dobra 
które W-twie Wołyńskim a powiecie Krzemienieckim le- 

59 



— 466 — 

zace, po teyże Xieżnie Annie Czetwertyńskiey Woiew. 
Bracławskiey, w Dom Xiażąt Ichmościów Zhaiazkich wey- 
szły, które iiiż takiemi ciężarami iako Niemlrowskie nie 
sa obciążone, iako sioła : A n t o n o w c e , Tylaw k a , 
Stożek przy którym i Monastyr S - i^ o Spasa, 
także sioła: U h o r s k i e , Z a 1 i ś c e , K o r c ]i o w a , 
Je łowi ca, także y Summy za Maietnosć Czotwertyń- 
ską y Jełowicka, przez Xiażąt Niebożczyków Zbar.r/.kich 
wzięte, o któreśmy protestacy^ w różnycb (irodaeh byli 
pozanosili, a iż Xiaże Imó Janusz Korybnt na Zbarażu 
Wiśniowiecki Koniuszy Kor. Krzemiecki S-sta. iako wła- 
sny Sukcessor po zeyszłym Xieciu Imci Jerzym Zbaraz- 
kim Kasztellanie Krakowskim y następca na wszystkie Do- 
bra po nim zostałe, przy Inszycb wszystkicb Dobraeb y 
te Dobra po śmierci Xiecia Imci Pana Krakowskieo^o do 
dzierżenia swego wziął, y teraz icb w Possesyi swoiey 
ma, niewdaiac sie z nami w iialsze zaciągi prawne, po- 
gladaiac na pokrewność Domu naszego z Domem swoim, 
tak za te Dobra pomienione iako y za wszystkie które- 
kolwiek w którymkolwiek W-twie y Powiecie leżące, y 
Summy Pieniężne tak Posagowe, gdziekolwiek przez zey- 
szłego Xiecia Janusza Zbarazkiego W-dę Bracł. Małża- 
ce swoiey Xiężnie Annie Czetwertyńskiey zapisane, iako 
y w Depozycie po zeyszłycb XX. Jelim. Zbarazkicb zo- 
stałe, a po Xicżnie Annie Czetwertyńskiey Woiew. Bra- 
cławskiey iakimkolwlek prawem Domowi naszemu Cze- 
twertyńskiemu służące, kontentował y szczodrobliwie nam 
nadgrodził y dosyć uczynił, za którym nam dosyć uczy- 
tiieniem na wszystkie Dobra pomiefiione y niepomienione, 
któreby iednokolwiek z domu Czetwertyńskiego wyiszły, 
y znowu w Dom nasz mieliby sie wrócić, Xiażeciu Jego- 



— 467 — 

mości Wiszniowieckiemu, daic, daruic y Teraźnieyszym 
Zapisem moim wiecznie zapisuic, y wszystkich Praw nam 
y Potomkom moim, do nich należących, z Potomkami 
moiemi wiecznie zrzekam, y te Prawo mnie tak Przyro- 
dzone, iako y do Xiccia Jegomości Hrehorego Czetwer- 
tyńskiego, Brata moiego y od Inszych zpolnych Uczest- 
ników naszych do tego należących, przezemnie nabyte, 
do rąk Xiccia Imci oddawszy, ze wszystką iego ważno- 
ścią, należnością y Tytułem Dziedzicznym y nigdy nie- 
odzownym, z Warunkami y Obowiązkami, y gotową Ewik- 
cyą w nich opisaną na Xięcia Jegomości Janusza Wi- 
aniowieckiego y potomstwo Xiecia Imci wlewam. (Dalej na- 
stępują prawne obwarowania i podpisy) Stefan Czetwer- 
tyński Podkomorzy Województwa Dracławskiego, — Adam 
Jan Tyszkiewicz Wojewoda Brzeski, — Pokojowy Króla Imci 
Mikołay Kossakow\ski, — Piotr Wrzyszcz (pieczęcie tychże). 
Pisań w Krzcmieiuu Roku 1633 Mca Junji 14 dnia. 
-iy (Dokument ten przechowany w archiwum cerkiewnem 
Antonowieckiem). 









XIII. 

PRZYWILEJ KHÓLA ALEXANDHA DANY OLEKSIE SKOWOROUCE NA DOBRA 
KOBYLNIA, ŁANOWCE I RÓG LASU KUŹMIŃSKIEGO, Z ROKU 1506. 

■}* Ja Aiexandr bożiu niilostiju Korol polskij welikij kniaź 
litowskij ruskij kniażą pruskoje zamojtskij i inych cziniui 
znamenito sim naszim listom kto na nełio posmotrit abo 
cztiiczi jeho iisłyszit ninesznim i na potom biiduczim ko- 
mu potrebie toho witlati. bil nam czołom zemianin kre- 
mianeckij Oleksa Skoworodka i powiedii pred nami 
sztoż namestniki naszi kremiancckij kniaź Andrcj Ale- 
ksandrowicz dal jemu seliszczo pustoje na imia Ko- 
bylniu a pan jurji monlowtowicz dal jemu selo pu- 
stoje w kuzminskom powietie na imia Łanowci i tez 
pridal jemu k'jeho otczizni kAviarowcom rob kur- 
minskobo lesu i tyś listy ich pered nami pokładał i 
bil nam czołom abycbmo jemu w tom lasku naszu uczi- 
nili i podłub ticb listów tyś seliszczi i robom lesu jeho 
pożałowali ino my z laski naszoje widiaczi jeho iż on 
meszkajet na szlachu tatarskom i za wżdy borła swojeho 
na służbu naszu ne żałujet i cbotiaczi jeho na potom 
mieti ocbotniejszoho i pospiesznieiszaho ku służbie na- 
szoj w tom jesmo jemu łasku naszu wdiełali i toje se- 
iiszcza Kobylijuju a la no w ci i rob lesu jemu jesmo 
dali i potwerżajem to sim naszim listom wieczno jemu 
i jeho żenię i ich dietem i na potom buduczim ich 



_ 469 — 

szczątkom nechaj on tyi seliszcza Kobylijuju a lanow- 
ci i tot roh lesu dierźyt i z zemlami pasznymt i z ^ie- 
noźatmi i z lesy i z dubrowami i s pasekami i s stawy 
i stawiszczy i z m^yny i z ich wymelkami i z bobrowy- 
mi hony sowsim potomu kak zdawna tyi seliszcza w so- 
bie sia miali i ninie majiit. wolen to on otdati i prodati 
i zameniti rosszyriti i pribawiti i k^swojemu lepszomu a 
użitocznomu obernuti kak sam nalepie] rozumiejuczi a 
na twerdost toho i pieczat naszu kazalijcsmy priwesiti 
kusemu naszemu listu psan on Lublinie w leto 7014 mie* 
siaca henwaria 22 den indikt 9. 

(OryginaJ powyższego dokumentu, przechowujący się w 
zbiorach p. Romualda Podbereskiego, pisany jest na pargami- 
nie pól-ustawem, pieczęć przy nim woskowa zawieszona ua 
sznurku jedwabnym malinowym z pogonią litewska). 



) k ■ : ■ .. . , : ,. . . 

PRZYWILEJ W. X. LIT. SWIDRYGAJ/.LY KUCHMISTRZOWI PANU PIOTKOWI 

MYSZCZICOWI NA DOBRA W POWIECIE KRZEMIENIECKIM DATSY W LUCKU 

R. 1436 4 GO LUTEGO. 

Milostjii Bożiju my welikij Knhi Szwytri^^aił Litów- 
skij, Ruskij i innych czinim znamienito i dajcm wiedati 
sim naszim listom każdomu dobromu nincsziiiin i potom 
Duduszczim, elito nań wozrif iii jelio cztuczi ousłyszit, 
komuź koli jelio budet potrebno, iż widiew i znamenow. 
wernaho służbu nam wernaju a nigdy neopuszczennoju. 
naszeho wernaho sluhi, pana petra myszczica naszeho Kuch- 
mistia i my poradiszesia s naszimi Kniazi i s pany, i s 
naszeju wernoju radoju. dali jesmo jemu i zapisali za 
jeho wernujii slużbu. seło u Kremeneekom po- 
wete, borszczanku, a borok a seliszcze kanditów, 
a les ded'ow. so wsem szto k'tym sełom iz weka i z 
dawna sluszało. i tiahło. wieczno i neporuszno. jemu so 
wsiemi ouchody i prichody. s prysełki i s seliszczi i s 
niwami, i spaszniami, i s lesy. i s dubrowami i s bortnymi ze- 
mlami. i schai. i s pasiekami i s łowy i s lowiszczi i s bobro 
wymi hony i s zeremiany '). i s rekami i s ozery i s 
skrinicami. i s potoki, i stawy, i stawiszczi. i s mliny i 



*) Żeremia, znaczy miejsce gdzie bobry mieszkają, ob. 
Statut Litewski. 



— 47t — 

s myty. i s bołoty. i s rudami, i tak szto w tych imie- 
nieeh sobie primyslit' i na nowom korcni posadit' i so 
wsiemi p^aty, szto kHym imieniem słuszaet i słuszalo i 
i tak/e shihi i z duhrowami i synoźalami. i śo wsiemi 
pożytki, moźet sobie polepsziwati rossziriwati. osaditi i 
primnożati a dąjem tomu predreczenomu panu petru inak 
myszce ') Kuchmistru. wieczno i nieporuszno jemu. a po 
nem i detem jebo. wnuczatom i bliźszim jebo i jeho 
szc/eikom ^). Wolni po wsiech tych imieniecb. komu ot- 
dati, i prodati i pomeniti. pan petr i jebo bliźni ^) i 
potom buduszczyi. pabli by "*) cbto cbotieł tyje imienia 
pod panom petrom wziati. iii pod jebo detmi. i pod je- 
bo bliźnimi, tobdy perwieje imajet panu petru inak myszce 
deti czetyrista kop. szirokicb broszej. a liubo detem je- 
bo. a liubo bliźnim jebo. tobdy imaiet' pod nimi tyje 
imienia wziati. a pan petr stobo imienia imajet służyti 
nam dwema kopie ^) a pri tom byli swedoki. nasza ra- 
da, a pan Monwid Starosta podolskij i kremeneckij, a 
pan jursza wojewoda Kijewski. a pan Wojnickij. starosta 
łuckij i oleskij. a pan jurij malszalok nasz. a pan cbo- 
cblewskij. a pan iwan bulewicz. pan Kożarin marszałok 
łuckoje zemli. a pan masko bulewicz. a pan iwan Woło- 
towicz. a pan iwan czornyj. a pan iwanko mukosiejewicz. 
a na potwierżenje tobo naszcbo żałowania, pro lepszuju 
pamiat' i twierdost i peczaf naszu weleli jesmo priwie- 



*) Myszko nazwa pogańska, Mieszko, Mieczysław. 

*) Szczotkom. 

*) Krewni. 

*) A jeżeliby. 

^) Kopijnikami. 



— 472 — 

siti k^siemu naszemu listu a psan ou łucku pod lety ro- 
żestwa Ijsusa Christa 1408 (bukwicą) leta fewrala. 4 
(leń indykta 1. 

Prikaz Kniazia Borisowa pondkancnieroho , a pana 
Samaszków. 

Mnohohresznyj isnaksar pisał priwiije. 

(Oryginał tego przywileju przechowuje się także w zbio- 
rach p. Romualda Podbereskiego). 



h Aiii 



Omyłki druku. 



Str. 


tviersz 


'. od góry 


zamiast 


czytać 


39 


11 




z której 


z których 


56 


21 




1850 


1580 


91 


2 




zatrzymał się 


zatrzymywał się 


110 


18 




zamachach 


zamachach przewo- 
dniczył 


112 


9 




opierał 


odpierał 


113 


12 




Zbiaż 


Lbiaż 


122 


8 (w 


przypisku) Mous 


Mons. 


153 


3 




Szemidt 


Szemiot 


182 


7 




Obyczaje 


Obyczaju 


183 


15 




departamentów 


apartamentów 


188 


19 




od Horac 


na Horach 


190 


13 




Jozefiejowa 


Jerofiejowa 


192 


10 




Sołomireckich 


Sołomereckich 


270 


20 




po junacku 


po junaku 


300 


1 




pobrał 


pobierał 


308 


9 




1629 


1729 


310 


18 


1 


i trybunał 


i na trybunał 


328 


4 




Polanom 


Podolanom 


348 


10 




poprzestajemy 


nie poprzestajemy 


354 


2 (w 


przypisku 


) trudna 


brudna 


364 


17 




Oroto 


Proto 


372 


4 




pojedynczy 


pojednawczy 


374 


7 




Waleczny hetmanie 


Walecznej hetmance 


379 


22 




S. Mesznas 


S. Mennas. 


403 


1 




Juljan 


Ilija 



z DZIEJÓW 



WOŁYŃSKIEGO GRÓDKA 



PRZEZ 



)adcuc^^a Ęez^e^ao ^i*ec'&ie<jo. 




Odbitka z „Przeglądu Powszechnego''. 




KRAKÓW. 
Druk Wl. L. Anczyca i Spółki, 

pod zarządem Jana Gadowskiego. 

1888. 



Nakładem redakcyi , .Przeglądu powszeclinego' 



Tego Ekscellencyi 

ks. Adamowi Stanisławowi Krasińskiemu 

b. BiskupoAA^i Wileńskiemu 

Doktorowi S. teologii, Doktorowi filozofii, Członkowi Akademii 
krakowskiej. Kawalerowi wielu orderów etc. etc. 

Autor. 



Na samym krańcu obszernych puszcz leśnych, stanowiących 
tak zwane Polesie twłyńsJcie, imponujących jeszcze, choć już mocno 
przetrzebionych — tam, gdzie się już rozpoczynają niedościgłe okiem 
lany złocistego zboża, step i równina bezbrzeżna, było w gruzach 
prawie możne niegdyś wołyńskie miasteczko. To Między r^ecs- Jco- 
recki, niesłusznie przez wielu poczytywany za gniazdo ojczyste 
możnej rodziny Steckich. Gródek ten z końcem dopiero XVIII, 
wieku wszedł w ich posiadanie, właściwą zaś kolebką tego rodu, 
wstecz nieco cofnąwszy się, były tak zwane naddnieprzańskie po- 
rohy. Kuś kijowska, na której liczne rozrzucone włości należały do 
pierwszych nadań tego rodu. Nie Steccy przeto, lecz właściwie 
książęta Koreccy, domniemani potomkowie Butawa, byli pierwszymi 
właścicielami Międzyrzecza, bodaj czy nie założycielami tego gródka; 
po nich objęli go Lubomirscy, a od nich dopiero z końcem zeszłego 
stulecia Steccy, za których, co prawda, miasto w spokój nem rozwoju 
się wzniosło, nabrało w prowincyi pewnego rozgłosu i znaczenia. 
Mieściło się tu do ostatnich prawie czasów, bo do 1832 roku, sła- 
wne kolegium Pijarskie ze szkołą, której możny naó wczas Wołyń 
zawdzięczał po części pierwsze promienie swej oświaty, która na- 
stępnie z również sławnym Krzemieńcem rywahzowała o miano 
wołyńskich Aten. 

Ze stosu starych aktów i dokumentów mego rodzinnego ar- 
chiwum, z resztek ocalałych papierów po Pijarach tutejszych, uddo 



6 

się piszącemu nagromadzić nieco szczegółów o odległych i mało 
znany cłi dziejach tej miejscowości. Temi to uratowanemi szczątkami, 
jak dziejową spuścizną, dzielimy się z czytelnikami, ratując od za- 
głady i wieczystego praw^dopodobnie zapomnienia dzieje starego 
wołyńskiego gródka. 

O początkowych dziejach założenia osady w Międzyrzeczu, 
ani o czasie kiedy takowa przywilej na miasto otrzymała, nic zgoła 
nie wiemy. Pierwsze piśmienne ślady o tej miejscowości natrafiamy 
dopiero w połowie XVI. wieku, a byłoto już miasto wówczas, do 
którego należały liczne wsie dokoła. Dziedzicami tej majętności 
w tym czasie byli potężni panowie na Korcu. Stąd zapewne po- 
wstać musiała i sama nazwa tej miejscowości — Miądsyrzecz-ho- 
recki — a to dla odróżnienia od drugiego Międzyrzecza, nie opo- 
dal położonego, dziedzictwa kniaziów z Ostroga, stąd go Ostrog- 
skim nazwano. Pierwszy dokument piśmienny, który nas doszedł 
o Międzyrzeczu koreckim, jest to wydany w Wilnie mandat króla 
Zygmunta Augusta, nakazujący, aby sławny w tych czasach awan- 
turnik Albrecht Laski z żoną swą Beatą X. Ostrogską, za wszelkie 
gwałty i pożogi uczynione w dobrach X. Bohusza Fedorowicza Ko- 
reckiego w Międzyrzeczu, zapłacił temuż okrągłą sumę 47.407 kóp 
i jeden grosz i ośm pieniędzy. W tym dokumencie wyraża się król, 
że powtórny onego, na prośby dziedziców, wydaje Yidimus^ a to 
z powodu, że pierwotny dokument miał spalić się w pożarze mia- 
sta i zamku Międzyrzecza. O tym pożarze natrafiamy powtórnie 
wzmiankę w testamencie tegoż kniazia Bohusza Fedorowicza Ko- 
reckiego, sporządzonym d. 11 czerwca 1576 r., a w którym znaj- 
dujemy mnóstwo ciekawych szczegółów tak o Międzyrzeczu, jak 
i o jego okolicy. Między innymi szczegółami wspomina w nim kniaź 
o sąsiednim swojej fundacyi klasztorze w Mareninie, który powierza 
opiece żony swojej Maryi Wasilewny Czaplanki i syna z niej zro- 
dzonego Jakima. Dalej wspomina, źe przy pożarze zamku w Mię- 
dzyrzeczu spłonęło wiele tam znajdującego się rynsztunku wojennego 
jako to : rzędów, siodeł, zbrój czerkaskich, zwercadeł, (?) pancerzy, 
bechterów, (?) szyszaków i wszelkiego oręża, lecz co pozostało w oso- 
bnym inwentarzu szczegółowo jest opisanem — i to wszystko po- 
wierza panom: Borisowi Sowie i Grzegorzowi Danilewiczowi, sędziemu 



łuckiemu. Część zaś uratowanego w ogniu archiwum, nakazuje 
przenieść i lokować w zamku koreckim \ 

Miał niegdyś Międzyrzecz nasz i Magdeburyę swoją, o czem 
świadczy list graniczny z roku 1590, między majętnością X. Joa- 
chima Bohuszewicza Koreckiego, a Chupkowem, majętnością Sie- 
maszków 2, W roku 1605 Międzyrzecz wciąż jeszcze należał do 
X. Joachima Koreckiego, ale majętność ta zostawała wówczas w po- 
siadaniu zastawuem u X. Konstantyna Ostrogskiego, który wzniósł 
tu nawet w tym czasie kościół katolicki, o czem świadczy akt wi- 
zytowy i kościelny z tegoż 1605 r, w archiwum pijarskiem docho- 
wany, a w którym następujący znajdujemy ustęp : Oppidum est Hlmo 
Dni Joachimi Ducis Koreckij in eo fuit antiąuitus ecclesia satis 
ampla aedificata per lUustrissimum Dominum Constantimim Bucem 
de Ostróg, qui jurę ohligatoris possidehat hoc oppidum. Co tu robił 
kniaź z Ostroga w majątkach tak potężnych jeszcze wówczas Ko- 
reckich, ani nawet jak długo te majątki dzierżył, trudno już odga- 
dnąć. W 1648 roku, kiedy jeszcze Międzyrzecz pozostawał w posia- 
daniu Koreckich, miasto tutejsze stało się pastwą rabunku kozackiego, 
o czem w pamiętnikach Albrychta Radziwiłła taką pod tym rokiem 
znajdujemy wzmiankę: „Gdy kozacy z Krzywonosem w lipcu opa- 
.^nowali Połonne, mieszkance innych miasteczek i zamków, poczęli 
„uciekać, bez żadnej obrony takowe kozakom zostawiając. Wówczas 
Międzyrzecz i Tuczyn w ich ręce się dostały". Ta to ostatnia klęska 
zdecydować zapewne musiała dumnych panów Koreckich do wyzu- 
cia się ze swojej ojcowizny. Jakoż widzimy już w 1650 roku, że cała 
ta majętność, wraz z miastem, przeszła z rąk X. Samuela Kore- 
ckiego, synowca sławnego Samuela, poległego śmiercią męczeńską 
w 1621 roku w Carogrodzie, w dziedziczne posiadanie Aleksandra 
Lubomirskiego, wojewody wołyńskiego. Nowym nabywcom Lubo- 
mirskim nie składało się tu jakoś życie, a różnorodne klęski, które 



^ Patrz ten testament w Archiw Jugo-Zapadnoj Rosyi T. I. pag 79. 
Wioska Marenin należy dotychczas do Międzyrzeckiego klucza, pozostały na- 
wet w niej dotąd ślady jakichś odwiecznych murów i szczątki wału z ziemi 
sypanego, które prawdopodobnie muszą być pozostałością pomieniouego mO' 
nasteru. Założycielem tej wioski był więc sam kniaź Bohusz , a Mareninem 
nazwał ją zapewne od imienia żony Maryi. 

^ W archiwum piszącego fasc. JO nr. 24. Pieczęć na tym dokumencie 
mało już wyraźna. 



co prawda, dotykały wówczas cały ten kraj, klęski od swoich 
i obcycłi pochodzące, systematycznie i przez długie łata dosięgały 
mieszkańców Międzyrzecza, podkopując dobrobyt icłi, do coraz 
większej ruiny prowadząc ludność tutejszą. I tak około 1658 roku 
stał w Międzyrzeczu na czele załogi kozackiej niejaki Iwan Tarna- 
wski ; ten za namową szlachty okohcznej, składającej się przeważnie 
z dzierżawców i przybyszów różnego rodzaju, nakazuje zjazd szlach- 
cie Nadhorynskiej w Międzyrzeczu na dzień 18 stycznia 1658 r. 
Jakoż zebrała się ona tam rzeczywiście, a na zjeździe tym uchwalono, 
aby posłać niejakiego Nowakowskiego do Hetmana Wyhowskiego, 
oświadczając mu submisyę całej prowincyi, a razem prośbę, aby 
Tarnawski nie był rugowany. Dowiedziawszy się o tern wszystkiem 
Kazimierz Bieniewski, ówczesny kasztelan wołyński, który już da- 
wno czynił zabiegi o rugowaniu stąd Tarnawskiego, zapobiegł temu 
sromotnemu czynowi i za jego staraniem przygotowana już odezwa 
zniszczoną została, a Bieniewski listem swym doniósł królowi o tym 
wypadku 1. Tegoż roku w czerwcu Tetera, jako pełnomocnik Wy- 
howskiego, zjechał do Międzyrzecza, dokąd wezwał kasztelana Bie- 
niewskiego dla układów. Nie tu jednak i nie w tej chwili ustąpiła 
ostatecznie nawała kozacka; oto bowiem co pisze Jerlicz w swojej 
Icronic^ce o Międzyrzeczu: „1660 r. czerwca 26 kozactwo w liczbie 
,10 tysięcy, między którymi 600 Moskwy raytaryi było i dział 3 w ta- 
„borze mieli, stanęli około Międzyrzecza koreckiego, skąd 2.000 ku 
„Ostrogu na czaty się udało. Pan Lasko pułkownik pana Wyhowskiego 
„W-dy kijowskiego z czterma tysięcy na nich napadł i w różnych 
„miejscach, ścierał się z niemi i bił onych i topił w Horyniu". 
Ą dalej znowu mówi: „W tymże roku w czerwcu, Potocki syn 
„Hetmana, Starosta Sokalski, mając 2.000 wojska, ruszył na Między- 
„rzec, lecz chłopstwo broniło się z za wałów, co widząc, że zboy- 
„com nie mogli nic uczynić, nazad się udali i odstąpili" 2. 

W ostatnim dziesiątku lat XVn. wieku, dobra Międzyrzec- 
kie, przechodząc w rodzie Lubomirskich kolejno z ojca na syna, 
znalazły się ostatecznie w posiadaniu Franciszka Lubomirskiego, 
który będąc bezżenuym, przebywał najczęściej na dworze Augu- 



^ Pamiętniki komis, arciieol. kijowsk. t III. str. 219 i Ambroży Grabo- 
wski w Skarbniczce archeolog. 

2 Latopisiec Jerlicza, wyd. Wójcickiego t. II. str. 47 i 48. 



sta II. i tam podobno w szermierce jakiejś z silnym monarchą 
złamał sobie kość w boku, cłiorował czas jakiś i umarł nareszcie 
w Warszawie. Spadek po Franciszku objął brat jego rodzony, mę- 
cej juz z dziejów znany, Jerzy Dominik Lubomirski podkomorzy 
koronny. Ten, spełniając przedzgonną wolę brata, wzniósł w Mię- 
dzyrzeczu kościół i kolegium dla XX. Pijarów w 1703 roku, przy 
którym utworzone następnie szkoły, niemałego rozgłosu następnie 
na Wołyniu używały, o czem w swojem miejscu obszerniej pomó- 
wimy. 

Ten to Jerzy Dominik Lubomirski w r. 1706, w znanych wy- 
padkach ówczesnych, chwycił się strony Stanisława Leszczyńskiego, 
o co urażony August II. sprawił, że aljant jego, car Piotr, odebrał 
mu międzyrzeczyznę i nadał ją Aleksandrowi Daniłowiczowi ks. 
Mężykowi. Odzyskał wprawdzie majętność tę Lubomirski w 1711 r., 
ale za naprawę wałów koło miasta znaczne wynadgrodzenie pie- 
niężne złożyć musiał ^ 

W starych papiicrach międzyrzeckich udało się piszącemu wy- 
naleśc notatkę rękopiśmienną jakiegoś prawdopodobnie mieszkańca 
tego gródka, obejmującą w rodzaju dyaryusza ważniejsze wypadki 
zaszłe w tem mieście, a przypadające właśnie na okres posiadania 
tych włości przez dwóch tylko co wymienionych Lubomirskich. 
Spółczesny przeto ten szpargalik wypisujemy tu dosłownie: „Anno 
1702* pisze autor notatki, podczas inkursyi ukraińskiej wielu mie- 
szczan i żydów z Międzyrzecza powychodziło. 

„Roku 1704 spłonęło tu domów miejskich 40. Hetman Ma- 
^zepa idąc do Dubna, a później Wojnarowski idąc ibidem z dywi- 
„zyą swoją, siła szkód uczynili tak w mieście, jakoteż i we wsiach 
„do Międzyrzecza należących. 

„Roku 1706 wojsko moskiewskie z swym feldmarszałkiem 
„idąc z Grodna mnóstwo bydła, koni, zboża, tak w polu jako i na 
„folwarkach, stojąc obozem pod miastam, jako też i we wsiach : 
„w Stołpinie, Horodyszczu , Samostrzałach i Kilikijowie, fundiłer 
„mieszczan, żydów i poddanych zrujnowali. Tegoż roku kapitan 
„moskiewski Pyc, różne bezprawia czynił, mieszkańców i obywa- 
flteli więził, każąc im okupywać się". 



Patrz o tem: Starożytna Polska, Balińskiego i Lipińskiego. 



10 

„Roku 1707 generał moskiewski Replin, stojąc w Między- 
,^rzeczu na leży zimowej, nie tylko, że szynki swe zaprowadził, lecz 
„wybierał ogromną kontrybucyę, bo po 30 talarów bitych z dymu 
„każdego. 

„Roku 1708 przechodzili tędy ludzie JMPana Ogińskiego sta- 
„rosty żmudzkiego, a Hein generał z wojskiem cudzoziemskiem 
„w kilkanaście niedziel po nich tu stanął i resztę żydów co tu 
„było, swemi nadużyciami z miasta wypędził. 

„Roku 1709 wojsko wojewody kijowskiego, rabując okoliczne 
„włości koło Ostroga, aż do Międzyrzecza przyszli i kontrybucyę 
„80 talarów twardych na mieszczanach wymusili. Niedługo potem, 
„wstąpiło i wojsko litewskie P. Sapiehy starosty Bobruj skiego ".. . 

Na tem się urywa notatka naszego anonyma — a czyż ten 
luźny szpargalik nie jędrniej od nie jednej książki maluje nam 
przeszłość tego zakąta naszej Rzeczpospolitej, wystawionego na prze- 
różne klęski od swoich i od obcych, czyż dziwie się potem można, 
że te prowincye , niby gospody przy wielkim szlaku położone , ani 
dobrobytu nigdy zaznać nie mogły, ani się stale w spolecznem swem 
ustroju rozwinąć nie były w stanie?... Piszącemu ciśnie się pod 
pióro mnóstwo jeszcze szczegółów z tej epoki o Międzyrzeczu, cały 
szereg klęsk przez to miasto doznawanych jak : grady, szarańcze, 
pożary, przechody ustawiczne wojsk i t. p. ; szczegóły te pomijamy 
jako zbyt lokalne, zresztą odsyłamy po nie czytelnika do ciekawej 
monografii jednego z Pijarów tutejszych, ks. Moszyńskiego, dziś wie- 
kiem już pochylonego starca, który je zebrał w dziełku p. t. 3Io- 
nografia Jcolegium i sslwly pijarslciej w Międzyrzeczu 'korechim^ 
w Krakowie w r. 1876 drukiem ogłoszonej; my sami na szerszą 
arenę dziejową tej mieściny podążamy. 

Doszliśmy do nowego okresu w dziejach Międzyrzecza, do 
epoki stanowiącej chwilowe odrodzenie tego gródka. "W roku 1773 
Międzyrzecz z atynencyami tj. miasto z kilkunastu wsiami, sprze- 
dane zostało przez Franciszka Ferdynanda Lubomirskiego, miecznika 
koronnego, Janowi Steckiemu, staroście owruckiemu. Pan rozległych 
dóbr nad Dnieprem i na Wołyniu rozrzuconych, syn kasztelana ki- 
jowskiego, i sam w lat kilka potem senator, bo chorążym wielkim 
koronnym mianowany, Stecki stworzył jakby nową erę dla podupa- 
dłej i zniszczonej niedolą kraju mieściny. Zajął się on przedewszy- 



11 

stkiem dźwignięciem szkoły tutejszej , której fundusz przeszło 100 
tysięcy złotych wynoszący, a przez poprzedników swych Lubomir- 
skich erygowany, przyjąJ na swe dobra i nowemi fundacyani też 
szkoły obdarzył. W dziejach Międzyrzecza, zwłaszcza w historyi 
szkoły tutejszej, chorąży koronny stanowi epokę, staje się jakby 
wskrzesicielem obojga. Dumny, choć skąpy do sknerstwa, staczał 
całe życie walkę z obu tern i słabostkami, a próżność odnosiła w nich 
zawsze zwycięstwo na korzyść bytu miasta, zwłaszcza rozwijającej 
się w niem szkoły. Działalność swą rozpoczął Stecki od walki z Pi- 
jarami, którym zmniejszał co roku stopę procentową od sumy 
erekcyjnej na Międzyrzeczu ciężącej, procesował tychże Pijarów to 
o grunta, to o budynki klasztorne, czemu ostatecznie nowoustano- 
wiona komisya edukacyjna kres położyła. Pomimo to wszystko, 
chlubił się on zakładem, który rozwijając się, coraz to więcej chluby 
i blasku jego ulubionemu Międzyrzeczowi przysparzał. To też czyn- 
nie nalegał o przywrócenie konwiktu szlacheckiego dla uczącej się 
młodzieży, który chwilowo przy rozbiorze kraju zwinięty, na nowo 
w 1798 r. otwarty został. O kościele wciąż miał staranie; szpital 
przy tymże założył, sprowadzonemu wreszcie z Korca malarzowi 
Wędrychowskiemu pięknemi freskami ściany wewnętrzne świątyni 
przyozdobić polecił, których resztki dotąd tu pozostały. Około 1800 
roku, na gruzach dawnego obronnego zamku Lubomirskich, wzniósł 
Stecki piękny pałac dwupiętrowy, z krytemi po obu stronach ga- 
leryami, poosuszał okalające go moczary i trzęsawiska, zamieniając 
takowe w piękne , daleko rozciągające się błonia i długą sypaną 
groblą połączył tę swoją rezydencyę z miastem i kościołem. 

Najwięcej jednak charakterystyczną rozrywką Steckiego, która 
niebawem w namiętność u niego zamieniła się, było zamiłowanie 
myśliwstwa. Sto koni pozaprzęganych do kutych malowanych wo- 
zów, łowczy, podłowczy i cała armia w barwę pańską przybranych 
strzelców, wyruszało w lasy — puszcza dudniała, otaczano ostępy, 
rozciągano siecie, a żaden najdrobniejszy już szaraczek ujść stąd 
nie zdołał. Przez kilka dni nieraz w podobny sposób przejeżdżał 
się p. Chorąży po obszernych swych lasach, ciągnąc za sobą swą 
improwizowaną armię łowiecką. Kronika tych pochodów żyje 
jeszcze i podobno długo żyć będzie na Wołyniu. W życiu domo- 
wem Steckiego, ujemne jego strony, zwłaszcza egoizm, do cynizmu 



12 

nieraz posunięty, składały się na typ bardzo w tej epoce wydatny. 
Żenił się i rozwodził do późnej starości — ciepło rodzinne było 
dlań uczuciem obcem. Pierwszą jego żoną była Maryanna Mała- 
chowska , córka Jana kanclerza i Izabelli Humieckiej , ta go odu- 
marła prędko, pozostawiając mu trzech synów: Józefa, który pro- 
wadzi ród dalej , Karola ożenionego z Morsztynówną, ojca księżnej 
Aleksandry Radziwiłłowej i Ignacego zmarłego młodo w legionach, 
o którym wspomina Rhuli^re. Po raz drugi ożenił się z Teodorą 
Walewską , córką wojewody Sieradzkiego , z tą się rozwiódł po 
przyjściu na świat córki, którą następnie wydał za księcia Józefa 
Lubomirskiego, senatora państwa rosyjskiego, próbował nareszcie 
już starcem będąc słodyczy hymenu z Popielo wną, kasztelanką 
lwowską, która go porzuciła nie obdarzywszy potomstwem. Starzec 
ten, typ satrapy na schyłku Stanisławowskiej epoki, żył długo, bo 
aż do 1814 roku, majątku z rąk nie wypuszczając, choć synów 
pożenił; jak z własnemi tak i żonami synów nigdy zgodzie się nie 
mógł. W politykę się nie bawił; choć są ślady, że się zaplątał do 
konfederacyi barskiej , prędko jednak wycofać się z niej musiał, 
z królem bowiem aż do jego śmierci w przyjacielskich pozostawał 
stosunkach , czego ślady widoczne w pozostałej korespondencyi. 
Kajetan Koźmian, niegdyś uczeń Pijarów tutejszych, następnie z da- 
leką krewną Steckiego ożeniony, pozostawił dużo szczegółów o nim 
w pamiętnikach swoich, nie szczędząc farb, nie lubił bowiem Cho- 
rążego. 

Po śmierci ojca dopiero objął po nim rządy w Międzyrzeczu 
starszy syn jego Józef, ożeniony z córką Ludwika Wilgi, ostatniego 
wojewody Czernichowskiego. Postać to z naszych już prawie cza- 
sów, całkiem od ojca różna. Niewielkich wprawdzie zdolności, ale 
powodowany najlepszemi dla kraju intencyami — ze swego Mię- 
dzyrzecza usiłował stworzyć jakby wołyńskie Ateny. Za jego też 
czasów zakwitły na prawdę szkoły tutejsze, podniósł je do stopnia 
pełnego gimnazyum o sześciu klasach. Najmożniej szych rodziców 
dzieci mieszczono w konwikcie tutejszym : — epoka Jezuitów upa- 
dła, Pijarzy objęli po nich spuściznę. Stecki hojnemi fundacyami 
szkoły obdarzył, własnym kosztem dobierał do nich nauczycieli, 
zakładał i uposażał gabinety : fizyczny, mineralogiczny, zaprowadził 
najpierwszy w kraju ogród botaniczny; krzątał się jak mógł, a po- 



13 

zwalała mu na to wielkopańska jeszcze fortuna, czynnie dopomagali 
mu w tem zacny i wykształcony : Wacław Borejko, wizytator szkół 
wołyńskich, z ręki komisyi edukacyjnej ustanowiony, dopomagała 
dzielna i czynna niewiasta żona p. Józefa, dziś już wygasły typ 
polskiej matrony. Złote to były czasy dla Międzyrzecza. Wesoło 
brzmiała nadworna kapela Steckiego, na czele której stał sławny 
wówczas skrzypek Lipiński , biesiadowano w pałacu , a w szkole 
nauka przeplatana rozrywką, szła raźnie i ochoczo. Nie mało do- 
dało emulacyi Steckiemu, który miał się za mecenasa nauk w kraju, 
kiedy go uniwersytet wileński, najwyższa wówczas władza naukowa, 
mianował honorowym swym członkiem, kiedy mu zresztą ze stolicy 
nadesłano order św. Anny z brylantami . . . któż bowiem bez próż- 
ności . . . ? 

Lecz wszystko to wkrótce skończyć się miało , niestety bez- 
powrotnie. Nadszedł rokowy dla kraju rok 183L Młodzież tutejsza 
na odgłos dalekiej walki tłumnie podążyła dzielić jej losy, podążył 
za nią i ulubieniec rodziców jedyny syn Steckich Ludwik, który 
opłakawszy zaledwie śmierć pierwszej swej żony Julii Czackiej, po- 
wtórne już był zawarł związki z młodą, wykształconą Amelią Po- 
nińską. Kraj cały zmienił wtedy swą postać, a zmiany te najwięcej 
może dały się uczuć w Międzyrzeczu. Szkoły tutejsze zamknięte 
zostały bezpowrotnie. Pijarzy w większej części rozprószeni. Pa- 
łac osmutniał, a właściciele jego, oboje Steccy, zgnębieni niedolą 
syna, który na tułactwie w obcych krajach szukać musiał schro- 
nienia, zagrożeni zresztą utratą majątku, oboje w następnym już 
1832 roku, w kilka tygodni po sobie, smutne obecnie życie zakoń- 
czyli. Po ich śmierci dobra Międzyrzeckie, jak przewidziano, uległy 
konfiskacie rządowej — a w pałacu odartym i z ozdób ogołoco- 
nym, rozlokowano szkółkę rządową dla leśników i pisarzy gmin- 
nych, jakby oddając na pastwę zniszczeniu resztę pozostałych tu 
ozdób i pamiątek po właścicielach. Tak upłynęło lat dwadzieścia 
kilka, ćwierć wieku prawie, kiedy osobHwszą łaską panującego 
wówczas cesarza Aleksandra II. zniszczone i ogołocone tutejsze do- 
bra, zwrócono synowi Ludwika Steckiego, Henrykowi, urodzonemu 
z pierwszej jego żony Czackiej. Nowy pan Międzyrzecza nie chcąc 
korzystać z przysługujących mu wyłącznie praw spadkowych, przy- 
puścił rodzeństwo z dwóch drugich jeszcze żon ojca, po konfiskacie 



14 

rządowej zrodzone, do równego udziału w spadku. Tym sposobem 
Międzyrzecz z kilkunastu okolicznemi wioskami przeszedł w po- 
siadanie jego przyrodniego brata Witolda Steckiego, w którego 
posiadaniu dotąd pozostaje. Zniszczone te dobra dźwigają wpraw- 
dzie dotąd minionych klęsk swych brzemię, lecz czuwa nad nimi 
znowu opatrzna ręka młodych dziedziców, która je od ostatecznego 
upadku i zagłady chroni. 

Przebiegliśmy dzieje tutejszej osady i jej zmienne losu koleje, 
pozostało nam rozpatrzeć się w poszczególnych jej pamiątkach: 

Kościół. Jeszcze za czasów Koreckich, kiedy to ksiąźe Kon- 
stanty Ostrogski posiadał na prawach zastawy Międzyrzeckie do- 
bra, wzniósł on tutaj dla użytku parafian, ubogi drewniany kośció- 
łek i księdza przy nim osadził. W r. 1604 kościółek ten zgorzał, 
kapłan się oddalił i już potem przez całych lat sto mieszkańcy 
Międzyrzecza zupełnie pozbawieni byli katolickiej świątyni. Dopiero 
około 1702 roku stanął tu sumptem późniejszych dziedziców Lu- 
bomirskich obszerny kościół murowany, ten sam, który i dziś tu 
oglądamy, niezaprzeczenie jeden z najokazalszych kościołów wołyń- 
skich, choć i budowa sama i wewnętrzne jej ozdoby, w ścisłym 
stylu harocco trzymane, bogactwem raczej, niż wytwornością smaku 
zalecają się. W wielkim ołtarzu uderza oko misternie wykonana 
figura naturalnej wielkości, rozpiętego na krzyżu Chrystusa. Ołtarz 
ten miał kosztować podobno około 100 tysięcy złotych, tyleż i bo- 
gato rzeźbiona ambona. Filary po bokach ołtarza również złocone, 
a pomiędzy nimi złocone także kolosalne figury N. Panny i św. 
Jana Ewangehsty. Na kapitelach unoszą się, niby w powietrze ule- 
cieć gotowe, olbrzymie o rozpostartych skrzydłach anioły, w tymże 
samym stylu, mało o artystycznym smaku świadczące. W bocznych 
nawach i pomiędzy filarami mieści się dwanaście innych jeszcze 
ołtarzy, z tych jeden z cudownym obrazem Św. Antoniego, pod 
wezwaniem którego stanął i sam kościół. Świątynia ta d. 17 maja 
1725 r. przez biskupa łucko-brzeskiego, Stefana Rupniewskiego, 
z wielką uroczystością konsekrowaną została. O tej pamiątkowej 
uroczystości świadczy przechowana dotąd na jednej z ścian ko- 
ścioła marmurowa tablica. Przechowało się nadto podanie, jakoby 
biskup, widząc podczas procesyi Jezuitę z Połonnego i Pi- 
jara niosących razem święte relikwie, a świadomy rozterek, jakie 



15 

zawsze między obu tymi zakonami w Polsce panowały, uśmiech- 
nąwszy się miał się wyrazić: Ossa canihus saepenumero sunt 
causa jurgiorum, „kości bywają często przyczyną, że się psy z sobą 
gryzą, a tu pokój i zgoda największa między Jezuitą i Pijarem". 
Zewnątrz kościół międzyrzecki przedstawia się również ciężko 
i nosi na sobie cłiarakter ówczesnej epoki budownictwa. Unoszą 
się nad nim dwie ciężkie wieże, jakby go przygnieść swym cięża- 
rem chciały, w jednej pomieszczone są dzwony, w drugiej zegar, 
do którego stosowała się niegdyś młodzież szkolna. Zakrystya 
z lepszych czasów tu pozostała, zasobniejszą jest od wielu innych 
na Wołyniu. Nabożeństwa z powodu znaczniejszej liczby ducho- 
wieństwa, pracującego przy tym kościele, odbywały się tu zawsze 
niemal z katedralną pompą. Msza wielka, tak zwana Summa, w Nie- 
dzielę i uroczyste ś\vięta wychodziła w asystencyi dyakona i sub- 
dyakona, na chórze rozlegała się pałacowa orkiestra Steckich, a po 
konfesyonałach liczni kapłani słuchali spowiedzi. Młodzież szkolna 
zgromadzała się też tutaj in gremio* Oprócz zwykłych świąt i uro- 
czystości, z wyjątkową solennością odbywały się tu nabożeństwa 
w dzień N. Panny Łaskawej, św. Antoniego, patrona kościoła i św. 
Józefa Kalasantego w dniu imienin kolatora Steckiego. 

Jak wszędzie u Pijarów, tak i w Międzyrzeczu, było przy 
kościele bractwo N. Panny Łaskawej, do którego sami tylko ucznio- 
wie należeli. Członkowie tego bractwa nazywali się Sodalisami (So- 
dalis Marianus) i wiernie po łacinie odmawiali regułą przepisane 
pacierze. Dziś jeszcze w niektórych rodzinach napotkać można star- 
ców, w głos te pacierze powtarzających — a będą to niezawodnie 
wychowankowie szkół tutejszych. Starszym Sodalisów, tak zwanym 
Prefektem, obieranym bywał zawsze jeden z najmoralniejszych 
uczniów tutejszych ... a jakże się ubiegano o ten zaszczyt ! . . . 

Piękną także i rzewną pamiątką tutejszego kościoła było na- 
bożeństwo w maju przez całą oktawę św. Jana Nepomucena, przez 
młodzież obchodzone. O godzinie siódmej co wieczór, na odgłos 
dzwonka, otwierały się na oścież podwoje kościoła i wnet całe 
ilumy młodzieży napełniały wnętrze domu Bożego. Intonowano tu 
najprzód litanią o patronie dobrej sławy, o którą błagała ta mło- 
dzież na przyszłe swe życie, następnie po sklepieniach świątyni 



16 

rozlegała się chórem nucoua pieśń do tegoż św. Patrona, rozpo- 
czynająca się następującą zwrotką: 

Juz na wywarte przeciw nam potwarze, 
Któremi nas Bóg za złe życie karze, 

Obrony i siły nie stanie, 

Cudowny ratuj nas Janie! 

Daliśmy się unieść wspomnieniom . . . przebaczcie, to wspom- 
nienia lepszej, rzewnej ojców naszych przeszłości ; nam młodszym 
kładziono ją w ucho wraz z pacierzem niemal — czemużbyśmy jej 
zatrzeć się dali, czemuż ich wywołać nie mielibyśmy, bodaj dla pa- 
miątki młodszych pokoleń, dziś zwłaszcza, gdy się ona tak szybko 
zaciera, gdy tak zimno, tak pusto dokoła . . . 

Przebiegniemy jeszcze po kościele, aby się przypatrzyć pozo- 
stałym tu pomnikom i napisom, bo i te z czasem uledzby mogły 
zniszczeniu; dla pamięci przeto dochować ich należy. 

Nad drzwiami zakrystyi wisi po dziś dzień czarna marmu- 
rowa płyta z napisem : 

D. O. M. Honori S. Antonii Ecclesiam hanc, Cultui S. Cru- 
cis Altare majus, lllme Eccl. ac Rencl. Dne Stephanus-Boguslaus 
a Rupniew in Januszewicse RupnietcsJci. B. A. A. S. E. L. et 
B. consecravit et diem anniversariam Bedicationis Bncam III. 
post Pent. assignavit A. 1725 die maij pro tunc octava Ascen. Bni. 

Nad skarbcem w prezbiteryum : 

B. O. M. Cultui Sanctorum j Piis populi desideriis, Post- 
humae sui Nominis 7nemoriae Ecclesiam Jianc a fundamentis Cel- 
sissimus R. J. P. comes in Jarosław et Wiśnicz Georgius-Boni- 
nicus LubomirsM Suce. G. E. C. L. etc. C. Fundator et protec- 
tor Noster Singularissimus, Postea P. Filius Celsissimi R. J. P. 
T, R. Ferd. Lubomir shi G. H. Collegium hoc. extruxerunt. 

Na filarach po prawej stronie od wielkich drzwi są dwa na- 
grobki. Na jednym: 

B. O. M. Caris Cinerihus , Ex carissima virtutum plena 
Conjuge, Joanna de Potociis, Joannis-Nep. Principis Jablonoivshi^ 
Magnae spei adolescentis, Magni doloris causa, Stanislaus Prin- 
ceps, Palatinus Ravensis, Moerentissimus Pater posuit et cum 
alii natales tantum y Suorum aestimant , Hic et funera , Cui est 
tanti ex tanta Conjuge genuisse vel sic ! Utrorumą. in vita et morte 



17 

imo dona, Ipsos, seąuałur non immemor. Hoc monumentum dolo- 
ris pridem , et semper in car de 1740, 7 martii , Hic eregi jussit. 

Nad tym napisem umieszczono portret młodego księcia w pol- 
skim stroju. 

Na drugim filarze : Jósef Kalasanty herbu Ogońcisyk , ostatni 
z familii imienia potomek na Rusi Morzyć TrzebucJiowski, W. 
Walentego G. syn, Mikołaja B. S. K. wnuk, Adama prawnuk, 
W. Walentemu TrzebucJwwskiemu G. ojcu, zmarłemu w dobrach 
dziedzicznych wsi Mokwinie w wojew. wołyńskiem , powiecie łu- 
ckim, w parafii Berezeńskiej, wieku lat 70, dnia 19 Października, 
złożonemu tu w tej świątyni, w grobie dnia 29 tegoż miesiąca 
r, 1783 j z uszanowaniem i czułością synowskiego przywiązania 
przez wdzięczność tę zostawia pamięć. 

Nad tą tablicą ojcowską pobożny syn umieścił portret swój 
w kontuszu. 

Ostatnią nareszcie tego rodzaju lapidarną pamiątką w tym ko- 
ściele jest framuga w ścianie obok ołtarza N. Panny, w niej w zło- 
tej puszce serce, pod którem na marmurowej tabliczce napis : 

D. O. M. Pełnemu cnót i zasług w obywatelstwie, Józefowi 
na Steczance Steckiemu , marszałkowi ptu Rówieńskiego, człon- 
kowi honorowemu uniwersytetu wileńskiego i kawalerowi orderów 
S. Anny i Włodzimierza, Po nieodżałowanej stracie d. 1 kwie- 
tnia 1832 r. mężowi strapiona zgonem małżonka, z domu Wil- 
gów wojewodzianka czernichotuska , dla ulgi strapień własnych 
i pociech przyjaciół, schroniła tu w domu Boga najcelniejszą i naj- 
szlachetniejszą cząstkę, serce zgasłego i ku wiecznej pamiątce na 
niem ten kamień położyła. 

Takim jest dziś ów kościół w Międzyrzeczu , niegdyś jedna 
z najwspanialszych świątyń w kraju, takim przetrwał on przez lat 
kilkadziesiąt burze , które nad nim zawisły ; takim doczekał się 
powrotu potomków dawnych swych kolatorów. Z dawnych przy- 
legających doń gmachów pijarskich runęło wszystko, rozebrano, znie- 
siono nawet gruzy; uprzątnięto dla zużytkowania cegły. Dziwnym 
trafem ocalały tylko dwie sale przytykające do kościoła, jakby je- 
dyne dawnej świetności pamiątki, z malowidłem spłowiałem, ale je- 
szcze wyraźnem. Z tych pierwsza, do której drzwi wiodą wprost 
z zakrystyi kościelnej , dotąd salą egzaminową zwana, nazwą już 



18 

swoją tłumaczy dawne przeznaczenie. Tu na suficie wyobrażone 
slodce rozrzucające na wszystkie strony wybladłe juź promienie. 
Po węgłach umieszczone są kadzielnice etruskie, przy których uwień- 
czone nimfy palą kadzidła w głębi tej sali, jakby w perspektywie, 
całą jedne ścianę zajmuje wypłowiały już fresk, wyobrażający Osso- 
lińskiego w gronie Polaków zapraszającego Pijarów do Polski, na- 
przeciw tej grupy wyobrażony św. Józef Kalasanty w otoczeniu Pi- 
jarów, przyjmujący wezwanie. Cały ten fresk, pomimo spłowiałych 
już nieco kolorów, robi jeszcze wrażenie; postacie na nim natural- 
nej dochodzą wielkości. Pozostałe przeciwległe ściany malowane 
są na kolor szafirowy, a u góry pod gzymsem dochow£J!y się 
w kształcie owalnym medaliony, w nich popiersia znakomitych Po- 
laków : Stanisława Augusta , Długosza , Kromera i innych , kopie 
z wizerunków przechowujących się wówczas w Puławach i w Po- 
rycku. Autorem tych fresków miał być wspominany już przez nas 
Wędrychowski , przebywający przy szkole tutejszej. Przy wyjściu 
z tej sali nade drzwiami, już dziś zabitemi, wmurowana czarna mar- 
murowa tablica, na niej złoconemi literami napis : PomniJc wdHę- 
czności JW. Józefowi Steckiemu Marsz. Pow. Rótv. kaw. Ord. 
Św. Anny dobroczyńcy tutejszego Jcollegium i szkoły r. 1818. Nad 
tą salą, ocalała tychże rozmiarów druga, niegdyś na bibliotekę prze- 
znaczona. Tu na suficie wyobrażony Febus na rydwanie zaprzężo- 
nym w cztery rozpędzone konie. Pod gzymsami na około meda- 
liony uczonych Greków i Rzymian , a nad wyjściem znowu mar- 
murowa tablica z napisem: JW. Janowi Steckiemu, Chor. kor. 
Ord. Pols. kawał, fundatorowi tej biblioteki — Szkoła gimnaz. Mię- 
dzyrzecka, wzniosła ten pomnik wdzięczności, r. 1821 dnia 14 
Sierpnia. 

Tyle o kościele tutejszym i o ocalałych szczątkach pomie- 
szczeń pijarskich, tyle niegdyś rozgłośnych, taką sławą dla Wołynia 
opromienionych. Na gruzach starego Rzymu tysiące archeologów 
ocalałe szczątki dobywa, odkrywa ścieżki i chodniki Augustów 
i Cezarów, badaniami swemi zdumiewając dzisiejsze pokolenia; tu 
po upływie pół wieku zaledwie, odłamku starej cegły napróżno szu- 
kacby przyszło. Z ściśnionym sercem, ze łzą nie zastygłą na po- 
wiece, uciekałem stąd co prędzej. Usłużny dziadek kościelny wska- 
zał mi na otwartą jasną i przestronną kryptę pod kościołem mie- 



19 

szczącą się. Tam w pięciu dobrze dochowanych trumnach oczekują 
ostatecznego sądu ciała ostatnich tych miejsc dobroczyńców. Tu 
pochowani leżą: Józef Stecki z żoną swą Wilźanką, synowa ich 
Julia z Czackich Ludwikowa Stecka i dwoje drobnych jej dzieci, 
zrodzonych i zgasłych już w przededniu pogromu, który dotknął te 
miejsca . . . Reąuiescant in pace . . . 

Sokoła. Z kolei dla uzupełnienia monografii Międzyrzecza po- 
został nam do skreślenia rys dziejów jego szkoły, o którą tylo- 
krotnie już w tej pracy potrącaliśmy, a której dzieje stanowią 
najcelniejszy niezawodnie materyał do historyi oświaty na Zabużań- 
skiej Rusi w XYIII. i pierwszej połowie obecnego stulecia. Przed- 
miot to prawie nietknięty; terra incogniła dla dzisiejszych pisarzy 
poświęcających swe studya badaniom rodzimej przeszłości. Nie- 
spożytego w tej mierze materyału mamy obficie, nawet tu w starym 
Krakowie nagromadzonego , przedewszystkięm w archiwach książąt 
Czartoryskich, z których dwaj ostatni: Adam ojciec i syn stali bodaj 
ostatni na straży tej oświaty w ostatnich chwilach jej historycznej 
działalności, którym w smutnym udziale przypadło zamknąć jej sa- 
moistny okres. Niezależnie od tej mało zresztą dostępnej książnicy, 
dużo szczegółów i w tej materyi odszukacby się dało i po innych 
zbiorach krakowskich, zwłaszcza w bibliotece Jagiellońskiej i w pry- 
watnej pana Pawła Popiela, gdzie się dochować miała część owych 
znamienitych Tek Naruszewiczowskich. Do tejże epoki , przedewszy- 
stkięm do dziejów komisyi edukacyjnej, nie brak nam i materyałów już 
drukowanych, luźnych wprawdzie, oderwanych, ale któreby się jednak 
w poważną całość złożyć dały. Do przedniej szych zaliczycbyśmy 
mogli część korespondencyi Kołłątaja z Czackim, wydanych w kilku 
tomowem dziele Kajsiewicza, kilka pamiętników współczesnych dru- 
kowanych w zbiorze pism Michała Grabowskiego, kilka prac oder- 
wanych profesora kijowskiego Szulgina, sporo zresztą notat w tym 
przedmiocie, pozostałych w zbiorach niedawno zmarłego Kirkora, 
których losy dzisiejsze nam niewiadome. Ograniczamy się na wska- 
zaniu tylko tych źródeł, jako wyborny, acz nie wyczerpujący mate- 
ryał dla ułożenia dziejów nie tylko komisyi edukacyjnej, ale i histo- 
ryi oświaty w naszym kraju w ogólności. W takiej pracy poważne 
miejsce zajęłaby niezawodnie i historya szkoły w Międzyrzeczu ko- 
reckim, wystąpiłyby też w niej typy kilku wydatniejszych w jej 



20 

dziejach postaci, jak Wacław Borejko, Steccy i wielu innych jeszcze. 
Zakres niniejszej ramoty pozwala nam zaledwie okiem przebiedz 
niektóre szczegóły szkoły międzyrzeckiej dotyczące, wskazać na po- 
ważne jej w swoim czasie stanowisko, zachęcie, pobudzić do roz- 
patrzenia się w jej dziejach, wskazać do tego źródła, dodając jeszcze, 
że praca ta słusznie się nam należy, a materyały do niej odszukacby 
się dały obficie. 

Czy Międzyrzecz, miasto już wówczas znaczne, posiadał 
jaką szkołę za władania tu książąt Koreckich, nie wiemy zgoła 
i nie wahamy się wyrazić powątpiewania w tym względzie; miał 
chyba może podrzędną jaką szkółkę, tak zwaną w te czasy kościelną, 
z charakterem na wpół ludowym, jakie w tym kraju po znaczniej- 
szych miastach napotykać się dają, giną nareszcie w pomroce. Taką 
szkółkę zastać tu mieli nowi tego gródka nabywcy, Lubomirscy. 
Dowiadujemy się nawet, że na czele tego skromnego nauk przy- 
bytku miał stać jakiś Kokoszka, osobistość świecka prawdopodo- 
bnie. Wpływowi Lubomirscy zaprzątnęli się tedy nad wprowadzeniem 
reformy w tej mierze, i ściągnęli tu grono Pijarów, którym kościół 
i budynki klasztorne murowane i okazałe wznosić poczęli. Nastę- 
pnie już na początku 1702 r. czynny Jerzy-Dominik Lubomirski 
zawarł umowę z prowincyałem ówczesnym Ignacym Zawadzkim 
o zaprowadzenie kolegium i szkoły przy budującym się kościele, 
na co pierwszy podstawowy fundusz w kwocie stu tysięcy zł. prze- 
znaczył i tę sumę na dobrach swych Międzyrzeczu hypotekował. 
Czasy to były bardzo myśli fundatora sprzyjające ; już bowiem Je- 
zuici w tym kraju osiedli i ich zakłady naukowe chwiać się poczy- 
nały. Wszechwładny ich Alwar i ulubione sceniczne dyalogi nieuf- 
ność w kraju budziły, reformy naukowe świtały, pierwsze ich zarody 
wprowadziło świeżo do kraju przybyłe Zgromadzenie Pijarów, a ura- 
dowane społeczeństwo miejscowe, przyjęło je eutuzyastycznie. Nowa 
przeto szkoła w Międzyrzeczu, pozostająca pod patronatem potę- 
żnych już wówczas Lubomirskich, zajaśniała od razu; panowie co 
możniejsi dzieci swe zewsząd, zwłaszcza z sąsiedniego Ostroga, za- 
bierać i ściągać tu zaczęli, a widząc to mądrzy Pijarowie, chcąc 
zresztą przypodobać się dobroczyńcom swym Lubomirskim, usiło- 
wali najwydatniejsze siły swego zgromadzenia przysyłać do Mię- 
dzyrzecza. Pomimo to wszystko jednakże szkoła tutejsza długo 



21 

eszcze rozszerzyć się nie mogła, a przed ustanowieoiem komisyi 
edukacyjnej posiadała trzy klasy tylko, tak zwaną Infimą, Grama- 
tyką i Syntahsę. Komisya edukacyjna dopiero, znalazłszy ten za- 
kład wymaganiom epoki odpowiednim, a Pijarów dostatecznie do 
kierunku nauk uzdolnionych, utrzymała ich przy zarządzie szkoły 
tutejszej, podniosła ją nawet do rzędu szkół podwydziałowych wyż- 
szych, dodając do niej nawet dwie klasy wyższe tj. Foetyhe i He- 
łoryleę, tudzież tak zwaną klasę przygotowawczą. Licznie też za- 
wsze była ta szkoła uczęszczaną, zwłaszcza od kiedy otwarty przy 
niej został tak zwany konwikt obywatelski, do którego się cisnęli 
synowie możniejszych rodzin Wołynia, Podola i Ukrainy. W roku 
1784 było tu już uczniów 250, a z czasem liczba ta wzrosnąć je- 
szcze miała, podwoiła się prawie. 

Wypadki krajowe 1798 — 1795 r. szkodliwie i tu jak i w ca 
łym kraju wpłynęły na rozwój zakładu. W Międzyrzeczu zamknięto 
nawet na czas jakiś konwikt, który w lat kilka dopiero otworzony 
został na przedstawienie miejscowego biskupa Cieciszowskiego 
i dziedzica Jana Steckiego, chorążego w. kor. Najświetniejszym 
jednak dla szkoły międzyrzeckiej był okres jej ostatni, rozpoczy- 
nający się z objęciem miasta w posiadanie przez syna Chorążego 
p. Józefa Steckiego w 1820 roku aż do śmierci tegoż i zamknięcia 
szkoły w 1832 roku. Rzecz dziwna , górującą nad wszystko sła- 
bostką tego zacnego skądinąd, lecz nie odznaczającego się nauką 
człowieka, było właśnie meceuasostwo na polu naukowem. Ku temu 
skierowane były wielkie jeszcze środki materyalne, któremi rozpo- 
rządzał, a szafował hojnie dla dobra szkoły. Opatrzność sama zda- 
wała się mu zsyłać towarzysza i doradzcę w zabiegach jego o do- 
bro nauki, w osobie zacnego Wacława Borejki, ustanowionego przez 
komisyę edukacyjną dozorcą honorowym szkół powiatu rówień- 
skiego. Połączone usiłowania i połączone obu tych mężów zasługi, 
z których jeden otwierał hojnie garść pełną złota dla podniesienia 
nauk w swej szkole, drugi w lot podchwytywał jego zamiary 
i z trafnością umiał je wyzyskiwać i popierać u władz naukowych 
wileńskich, wszystko to wspólnie wychodziło na korzyść Między- 
rzecza i jego szkoły, która już w jawnej stanęła rywalizacyi 
z sławnym wówczas Krzemieńcem. Ten ostatni już na stopień li- 
ceum wyniesiony, błyszczał wytwornością i towarzyskim polorem 



22 

swojej młodzieży, którą przy nauce zawczasu oswajano z ogładą 
zbyt juz może światową, kiedy w Międzyrzeczu wyniesionym do- 
piero w 1826 roku na stopień pełnego gimnazyum dawano tej mło- 
dzieży wychowanie raniej może błyskotkami upstrzone, ale racyo- 
nalniejsze, na podstawach więcej może poważnych i do przyszłych 
prac, cierni i zawodów w życiu lepiej przygotowujące. To też nauki 
ścisłe, przedewszystkiem matematyczne z szczególną ścisłością wy- 
kładane były w Międzyrzeczu. Działo się to jednak bez uszczerbku 
dla innych przedmiotów jak dla historyi i dla literatury, czego do- 
wodem był liczny szereg na rozmaitych polach wsławionych i wy- 
datnych mężów, którzy w rozmaitych epokach wykształcenie swe 
pobierali w szkole międzyrzeckiej. Z tych , o ile pamięć dozwala, 
wspomnimy tu tylko : Metropolitę-arcybiskupa Ignacego Hołowiń- 
skiego; Stanisława Adama Krasińskiego, dostojnego biskupa wi- 
leńskiego ; z literatów : Michała Grabowskiego , Michała Czajkow- 
skiego, Kajetana Koźmiana; z poetów: Seweryna Goszczyńskiego, 
Szymona Konopackiego , Jakóba Cichońskiego, w świecie polskim 
Beranżerem przezywanego; z archeologów — Adama Czarnockiego, 
ukrywającego się pod imieniem Zoryana Dołęgi Chodakowskiego 
i tylu innych jeszcze, których pamięcią objąć nie możemy, a z któ- 
rych szczupła już tylko garstka na świecie zapewne pozostała. 

Zastrzegliśmy się z góry, że historyi szkoły międzyrzeckiej 
kreślić nie mamy zamiaru , pozostawiając ją tym , którzy pamięcią 
objąć jej dzieje lepiej będą w stanie , ograniczamy się przeto na 
pobieżnem o niej wspomnieniu, głównie na jej charakterystyce, na- 
wołując drugich do wyczerpującego jej skreślenia. Smutne rozwią- 
zanie tej szkoły, jednocześnie prawie z krzemieniecką, jej towarzyszką, 
nastąpiło w roku 1832. Chwasty porosły na progach tej miłej dla 
serc Wołynia auli i wspomnienie o niej niezatarte w pamięci młod- 
szych tego kraju pokoleniach, rzewne a serdeczne, jak na to ten 
nauk przybytek zasługiwał. Dopełniamy szkicu tego kilku staty- 
stycznemi wiadomostkami o materyaluych zasobach międzyrzeckiej 
szkoły i spisem jej rektorów, najdokładniejszym, bo z miejscowego 
archiwum poczerpniętym, a prostującym dotychczasowe w tym wzglę- 
dzie wzmianki. 

Mylnie wielu piszących o Międzyrzeczu, a międy nimi i Łu- 
kaszewicz w Historyi sshółj mówią o uposażeniu tutejszego Pijar- 



23 

skiego kolegium, jako o bardzo znacznem. Tak nie było zgoła, 
a na to w cyfracli stawimy dowody. I tak fundator kolegium tu- 
tejszego, Jerzy-Dominik Lubomirski w 1702 roku, we wspomnianej 
już przez nas umowie z prowincyalem Zawadzkim, zapewnił ere- 
kcyjnym dokumentem dla wznoszącego się kościoła summę 100 ty- 
sięcy złp., którą oparł na dobrach międzyrzeckich z warunkiem 
opłacania od tejże wieczyście T^o- Normę tę usiłował zmienić nowy 
nabywca dóbr — Chorąży koronny Jan Stecki, zniżał ją do minimum, 
aż dopiero postanowieniem komisy i edukacyjnej ustanowiono opłatę 
G^/o, co się też utrzymało do ostatka. Nadto tenże fundator Lubo- 
mirski przeznaczył na własność Pijarom malutką w okolicy wio- 
seczkę Charuczkę, z 20 chat włościańskich składającą się, przyno- 
szącą rocznie tysiąc złp. dochodu. Prócz tego nadał Pijarom jurys- 
dykcyę na przedmieściu Międzyrzecza, zwanem Zastawie, zresztą dość 
obszerne place na zbudowanie kościoła i zabudowań klasztornych, 
tudzież plac na cegielnię i na ogrody warzywne. Zapewnił nako 
nieć wolne mlewo w młynach międzyrzeckich, oraz łowienie ryb 
w stawach miejscowych, a na kahał międzyrzecki włożył obowiązek 
dawania na wieczne czasy do kościoła 16 kamieni łoju i 2 ka- 
mienie* wosku. Czy się w późniejszych czasach przy zmianie sto- 
sunków wypełniały te obligi, wątpić o tem godzi się. Trochę łąk 
i gruntów w pobliżu kościoła dokupili następnie Pijarzy z wła- 
snych funduszów. Oto podstawowy, erekcyjny fundusz tutejszy. 
Drugie tyle tj. około stu tysięcy mieli Pijarzy tutejsi na ręko- 
dajnych obligach u obywateli okolicznych. Tych spis dokładny po- 
daje ks. Moszyński we wspomnianej jaz przez nas broszurze 
o Międzyrzeczu, lecz procenta przy zmianie krajowych stosunków 
dochodziły bardzo nieregularnie, w części nawet zaległy zupełnie, 
a czy następnie rząd rosyjski przy likwidacyi funduszów kościel- 
nych te zaległości odzyskał — tego dokładnie nie wiemy. 

Cały więc fundusz kolegium tutejszego wynosił około dwóch 
kroć sto tysięcy złotych, od którego licząc 6^/" wypadłoby 12 ty- 
sięcy złotych. Ale na zniżony i niewypłacany procent odtrącić należy 
przynajmniej dwa tysiące, pozostanie przeto zaledwie dziesięć tysięcy 
złotych rocznie. Dodawszy do tego intratę z folwarku Charuczki 
tysiąc złotych, osiągniemy co najwyżej 11 tysięcy złotych, czyli ru- 



24 

bli sr. 1650. Kiedy znowu zważymy, źe z tego utrzymać trzeba 
było liczne zgromadzenie Pijarów, kościół i obszerne otaczające go 
gmachy, opłacać kilku świeckich nauczycieli i sług kościelnych, 
uiszczać podatki rządowe i tak zwane suhsidium charitativum 
w ilości 560 złp., to się dowodnie przekonamy, że dochody kościelne 
zaledwie temu podołać mogły. Konwikt za to obywatelski dawał 
dochód wcale znaczny i to źródło jedynie opędzało potrzeby dnia. 
Każdy z konwiktorów płacił z utrzymaniem pokojowca przydzielo- 
nego do jego usług 1.200 złotych rocznie, a że liczba takich kon- 
wiktorów dochodziła zwykle do pięćdziesięciu, ogólna więc kwota 
z utrzymania ich wynosiła zwykle w przybliżeniu do sześciu ty- 
sięcy rubli. Powtarzamy przeto, że konwikt raczej , a nie szczupłe 
zapisy funduszowe, dawał środki utrzymania się dla kolegium 
i szkoły. Dołączyć do tego należy nie jednostajne wprawdzie, ale 
bardzo hojne częstokroć ofiary Steckich, zwłaszcza Józefa, a uposa- 
żenie Międzyrzecza rzeczywiście do dostatniego zaliczyć będzie 
można. 

Tyle o Międzyrzeczu. Szczupła wiązanka szczegółów o tej wo- 
łyfiskiej mieścinie nie ma pretensyi byc wyczerpującą jej monogra- 
fią. Miejsce to odegrało niegdyś w historyi kraju i jego oświaty 
pewną dość wydatną rolę , na co też szczególny nacisk położyć 
staraliśmy się. Dla piszącego zresztą odżywienie pamiątek tego 
miejsca, wspomnień z lepszej ubiegłej przeszłości miało i inne po- 
budki, które odgadnie każdy, dla którego wspomnienie pewien urok 
wywoływać zwykło — chociażby urok pamiątki . . . 

Na zakończenie, niech nam wolno będzie dołączyć tu spis 
przełożonych tej szkoły w chronologicznym porządku, w jakim na- 
stępowali po sobie, od czasu założenia kolegium aż do jego osta- 
tecznego zwinięcia. Spis ten wynalazłem sam w dawnych papierach 
międzyrzeckch, ułożony widocznie z benedyktyńską ścisłością. Do- 
dać tu też należy, że wedle ustaw zgromadzenia Pijarskiego , Su- 
periorami zwano przełożonych rządzących mniej szemi rezydencyami. 
Rektorami zaś zarządzających formalnem już kolegium. Zwyczaj 
ten — o ile wiemy — przechowuje się w zakonie tym dotychczas. 

Przełożeni domu Międzyrzeckiego od jego założenia po rok 
zakiycia 1853. 



25 



Superioro^vie : 

1. X. Paweł Nagrodzki rządził od 30 marca 1702 po 18 Junii tegoż 1702 r. 

2. X. Gabryel (nazwisko zaginęło) „ 18 Junii 1702 „ 12 Augusta 1703 „ 

3. X. Kamil Jodłowski „ 12 Augusta 1703 „ 20 Stycznia 1710 „ 



RektoroAvie : 

Tenże X. Kamil Jodłowski od 1710 po 1718 tj. po dzień swej śmierci, rzą- 
dził więc X. Jodłowski kolegium Międzyrzec, od 1703 po 1718 rok. 



2. X. Ambroży Dunin Wąsowicz od 

3. X. iSeweryn Kozielski 

4. X. Torkwat Tymiński 

5. X. Ludwik Ezążewski „ 

6. X. Remigius Ładowski „ 

7. X. Waleryan Wyszyński „ 

8. X. Leopold (z nazwiska nieznany) „ 

9. X. Floryan Wolski 

10. X. Aleksander Szybiński ^ 

11. X. Józef Strzelecki „ 

12. X. Aleksander Szybiński (pvłórnie)„ 

13. X. Jozafat Węgleński „ 

14. X. Dominik Szybiński ^ 

15. X. Gaspar Bajkowski „ 

16. X. Aleksy Kotiurzyński „ 

17. X. Jędrzej Grabowski „ 

18. X. Antoni Bęczkowski „ 

19. X. Eliasz Niewiarowski 



Września 
Marca 
Grudnia 
Marca 
Oktobra 
Augusta 
Augusta 
28 Augusta 
12 Listopada 
20 Września 
1 Augusta 
4 Augusta 
Julii 
Augusta 
Marca 
Listopada 
Augusta 
Oktobra 



1718 po 
1727 , 
1730 „ 
1733 „ 
1736 r, 
1739 r, 
1742 „ 
1745 „ 
1748 „ 
1765 „ 
1771 „ 
1777 „ 
1780 „ 

1799 „ 

1800 ^ 
1805 „ 
1829 , 
1840 „ 



15 Marca 1727 r. 

30 Maja 1730 „ 

26 Marca 1733 „ 

5 Oktobra 1736 „ 

5 Augusta 1739 , 

20 Augusta 1742 „ 

28 Augusta 1745 „ 

12 Listop. 1748 „ 

20 Wrześn. 1765 „ 

1 Augusta 1771 „ 

4 Augusta 1777 ^ 

11 Julii 1780 „ 

1 Augusta 1799 ;, 

21 marca 1800 „ 

1 Nowem. 1805 p 

1 Augusta 1829 „ 

28 Oktobra 1840 „ 

1 Wrześn. 1853 „ 



X. Niewiarowski zakończył szereg Pijarów z kolegium między- 
rzeckiego, tak dobrze w kraju tutejszym zasłużonych. Z jego śmier- 
cią kościół międzyrzecki obrócono na parafialny i oddano go świe- 
ckim księżom, którzy go dotychczas obsługują. 



DK Stecki, Tadeusz Jerzy 

511 Wolyn pod względem staty- 

V7384. stycznym 



t.2 



PLEASE DO NOT REMOYE 
CARDS OR SLIPS FROM THIS POCKET 

UNIYERSITY OF TORONTO LIBRARY